Wizyta pracownika Ośrodka Adopcyjnego w domu

To moim zdaniem miało być jedno z najbardziej stresujących spotkań. 

Co innego, kiedy my tam maszerowaliśmy, ubierając się stosownie i przez godzinę czy dwie starając się wypaść jak najlepiej.

Umówiła się do nas pracownica OA, z którą nie mieliśmy wcześniej żadnego kontaktu. To po to, żeby obiektywnie spojrzeć na nas spojrzeć. Wszyscy dla siebie całkowicie obcy. Denerwowaliśmy się „kontrolą” w domu, ale pewnie i dla osoby OA to jest krępujące – wchodzić do mieszkania obcym ludziom i oglądać, jak żyją.

Jak długo można szorować podłogi, skąd jeszcze zetrzeć kurze, żeby było już na pewno dość?

Może wystawić inne książki grzbietami na wierzch?

Zdjęcia w ramkach z podróży zmienić na te z rodzicami?

Czy pracownik OA będzie zaglądał do szafy? A w kuchni? No raczej nie. Ale jednak może lepiej wyjąć wszystkie naczynia ułożyć od nowa w ładzie i składzie? Czy u nas jest „tak jak u innych”?

Stół jest trochę odrapany, może ustawić go jakoś inaczej?

No i pokój, który ma być dla dziecka… Życie nie znosi próżni, już dawno go zagospodarowaliśmy. Maszyna do szycia, stosy tkanin, uszytki, Burdy, gitary męża, w tym elektryczna, piecyk, skrzypce, kable, karton z przydasiami, suszarka, drukarka, ryzy papieru, pełno kwiatów… Yyyy…
Co z tym zrobić? Czy ten pokój podlega ocenie? Musimy być gotowi na przyjęcie dziecka, czy pokój, który się wypełnił naszym życiem, świadczy o naszej niegotowości?

Staliśmy nad tą niepłodną pustką zapełnioną przez, niech policzę, 7 lat, po brzegi. W końcu M. stanowczo odmówił upychania dobytku z pokoju dla dziecka pod dywan.
- Nie będziemy udawali, że tutaj niczego nie ma – zdecydował.

Pani z Ośrodka zapukała punktualnie.
Weszła i od razu poczułam, że jest dość skrępowana tym, że musi oglądać cudze mieszkanie. Kiedy pokazywaliśmy jej pokoje, wsadzała głowę na 2 sekundy i wycofywała się dyskretnie. Nie miała najmniejszej ochoty zaglądać do szaf, nie zwróciła uwagi, że stół jest odrapany.
Na nasz komentarz, że w pokoju dla dziecka na razie trzymamy nasze rzeczy, machnęła tylko ręką.

Po krótkich oględzinach usiadła z nami przy stole.

Zrobiłam kawę. Mąż dzień wcześniej upiekł ciasto („czy może lepiej piec je o świcie, żeby jeszcze pachniało, jak przyjdzie????”).
Usiedliśmy przy stole. Wcześniej obawiałam się, co ona będzie u nas robić, o co nas jeszcze wypyta, skoro wszystko wiedzą. Ale pracownicy OA są mądrzejsi od kandydatów.

Nasz gość wyjął kilkustronicową ankietę z pytaniami na temat pracy, zarobków, wykształcenia itp. Wypełniała ją powoli, pozwalając nam i sobie na dygresje, opowieści, żarty.

Sympatycznie. Taka kawowa przyjemna pogawędka.

Wszystko trwało ok. 1,5 h. W sumie, kiedy wyszła, miałam poczucie niedosytu. O to jeszcze mogłam zapytać. To powiedzieć. Zapomniałam.

Jedna z najbardziej stresujących części procesu adopcyjnego za nami. Będę to długo mile wspominać.

Opublikowano Iza | Otagowano | 214 komentarzy

#pragnienie nie do zniesienia

Z perspektywy czasu myślę sobie, że dobrze, iż rodzicielstwo to jest coś nieznanego tak do końca, bo gdyby człowiek miał świadomość, co traci przez to, że nie może mieć dzieci, to by tego chyba nie zniósł tak po ludzku.
(„Wyjątkowe rodzicielstwo. Adopcyjne historie”, TPD, Warszawa, 2010 r.)

Na tych słowach zatrzasnęłam książkę (bardzo cichym trzaskiem, bo M. już chyba zasnął) i zgasiłam światło. Na wszelki wypadek powtórzyłam je sobie po ciemku, ale to zbędna nadgorliwość, bo samo przykleiło się do mnie jak żywica do swetra i nie chce odejść.

Doprawiam to uczucie nie do zniesienia własnymi przyprawami. I dochodzę do takich miejsc w głowie, do których wstyd się przyznać przed samą sobą. Wstyd przed swoją własną krótką historią.

Macam żywicę i zastanawiam się, czy naprawdę tak bardzo pragnę dziecka.

Kiedyś na pewno tego chciałam. Wiele lat temu. Wstawałam z łóżka ze słowem „chcę” tysiące razy.

Ile w tym dziś pragnienia, a ile… rutyny?

Może się przyzwyczaiłam do tego uczucia, stało się jak drugie imię – ani dobre, ani złe, po prostu jest.

Nie stworzyłam nawet tagu  #pragnienie albo  #marzenie.

Jestem w życiu na etapie robienia porządków. W szafie, zadaniach, myślach. Wywalam rozgoryczenie, zostawiam miejsce na pragnienia.

Wiem, że naprawdę tego chcę, ale wiem też, że nie da się żyć, zabijając się codziennie myślą o tym, co tracę – i tak latami. To dlatego to marzenie spreparowałam, ścisnęłam, żeby jak najłatwiej co wieczór połykać jego brak.

Opublikowano Iza | Otagowano | 211 komentarzy

Badania w kierunku chlamydia trachomatis za darmo

Czasu mało, więc przekazuję zaproszenie na badania!

Zapraszamy pacjentki zmagające się z problemem niepłodności do udziału w badaniu w kierunku Chlamydia trachomatis (wymaz z kanału szyjki macicy i diagnostyka metodą PCR) realizowanym na terenie Szpitala im. Św. Rodziny przy ul. Madalińskiego 25 w Warszawie.

Badanie jest całkowicie bezpłatne do dnia 30.06.2017 r. i realizowane w ramach grantu naukowego we współpracy z Wojskowym Instytutem Medycznym.

Aby otrzymać szczegółowe informacje dotyczące udziału w badaniu, bardzo prosimy o kontakt na podany adres e-mail: chlamydiamadalinskiego@gmail.com

Opublikowano Iza | 34 komentarzy

Przymierzamy się do zrobienia warsztatów o niepłodności. Ankieta: czego chciałybyście się na nich dowiedzieć?

Mój M. przyniósł ze swojej pracy pomysł. Mógłby z firmą, w której pracuje, zorganizować dla nas warsztaty na temat leczenia i skutków niepłodności. Postara się też pozyskać dla nas znanych lekarzy od niepłodności, żeby odpowiedzieli na nasze pytania. Poza samym leczeniem, chcemy też poruszyć aspekt psychologiczny.

Aby pozyskać finansowanie, musimy najpierw przygotować program warsztatów. Postanowiliśmy przeprowadzić ankietę, żeby dowiedzieć się, co jest dla Was ważne, czego chciałybyście się dowiedzieć i z kim spotkać.

Z ankiety chcemy się też dowiedzieć, w których miastach w Polsce warto zorganizować spotkania (bądź gdzie jesteście gotowe dojechać), stąd pytanie o lokalizację.

Ankieta jest anonimowa i ma posłużyć do przygotowania dopasowanego do nas programu. Pytania zaproponowała firma, która ma nam pomóc to zorganizować.

Naszym założeniem jest, aby warsztaty były całkowicie bezpłatne. Wszystko zależy od tego, czy uda nam się pozyskać na to grant naukowy.

Nie obiecuję, że to się uda. Ale od czegoś trzeba zacząć, mam nadzieję, że pomysł wypali i spotkamy się na warsztatach :)

Link do ankiety  (aktualne do 31 marca).

Opublikowano Iza | Otagowano | 147 komentarzy

Wspomnienia. Ważna lekcja

Warsztaty w ośrodku adopcyjnym. Spotkania w dość dużej grupie.

Prowadząca rozdaje nam kartki. Prosi, żebyśmy poszukali w pamięci czegoś, co pamiętamy z wczesnego dzieciństwa – pomiędzy urodzeniem, a drugim rokiem życia.

Zróbcie to ze mną. Mamy czas. To dobra podróż.

Może to być wydarzenie, jakaś migawka – czasem pamięta się taką stopklatkę. Może to być pamiątka, która została nam z tamtych lat. Może zdjęcie. Może płaszcz mamy, ten najmodniejszy w mieście. Może zabawka, plastikowy bączek, szmaciana lalka. A nawet opowieść o nas – anegdota powtarzana w rodzinie od lat. Pomyślcie, na pewno coś macie w głowie. Poszukajcie w szufladach ze wspomnieniami.

Ja pamiętam swoje kapcie robione przez babcię na drutach. Ładne. Uśmiecham się do nich.

Zapisuję je na kartce. I dodaję jeszcze lato nad morzem (przysięgam, pamiętam!) oraz zdjęcie mojej ślicznej młodej mamy z mojego chrztu.

Prowadząca prosi, żebyśmy zrobili taką samą wycieczkę do siebie w wieku 2-4 lata. Obserwuje cierpliwie, jak odpływamy w przeszłość, jak każdy z nas na chwilę znowu staje się dzieckiem.

Odpływa zmęczenie, relaksujemy się, wyciągając z dawnych lat jamniki, grzechotki, kalosze, białe rajstopki, gumy Donald, wczasy w Kołobrzegu, kasety magnetofonowe z Depeszami, plecaki z Bolkiem i Lolkiem, grę w podchody, poniemiecki strych dziadków…

Zapisujemy.

Robimy to aż do 18. roku życia.

Jesteśmy w te swoje wspomnienia uzbrojeni. Czerpiemy z nich energię, a przynajmniej doświadczenie.

Prowadząca zbiera nasze kartki. Czekamy, by pozwoliła nam się podzielić opowieściami, tymczasem ona bez słowa zaczyna rwać zapisane kartki. Jedna za drugą, niszczy wszystkie wspomnienia. Przestają istnieć, już są nieważne, a my już się nie uśmiechamy.

- Jak się teraz czujecie? – pyta.

- Zrobiła mi pani dużą przykrość – odzywam się pierwsza.

Ktoś inny jest wściekły. Koleżanka obok rozczarowana, jej mąż bezsilny.

- To możecie teraz spróbować sobie wyobrazić, jak się poczuje wasze dziecko, jeśli będziecie się starali odebrać mu wspomnienia, przedmioty czy choćby pamięć o jego biologicznych rodzicach.

 

Opublikowano Iza | Otagowano | 194 komentarzy

Bezpłatne warsztaty „Niepłodność i co dalej?”

Dostąpiłam zaszczytu zaproszenia Was na warsztaty w imieniu Ani z Niepłodność w Krakowie  i Olgi82 :)

Warsztaty są kierowane do osób doświadczających niepłodności w różnych sferach życia. Podczas spotkania uczestnicy będą mieli okazję spojrzeć na niepłodność tu i teraz, poznać możliwości leczenia i adopcji jako drogi do rodzicielstwa.

Najważniejsze, aby odkryć w sobie odpowiedź na pytanie „Co dalej?”

A teraz najmilsza część:

Organizatorką jest Ania  z Niepłodność w Krakowie. A całość poprowadzi głównie nasza Olga:

Olga Jurasz-Halaczek, psycholog, terapeuta, coach, pracownik Beskidzkiego Centrum Zdrowia Psychicznego, poprowadzi warsztaty na których uczestnicy będą mieli możliwość przyjrzeć się doświadczanym w związku z niepłodnością emocjom, jeśli poczują potrzebę spojrzeć w przyszłość.

Termin: 18.03.2017, godz. 10.00
Adres: Hotel Ibis, ul. Pawia 15, Kraków

Ilość miejsc ograniczona. Osoby zainteresowane uczestnictwem prosimy o zgłoszenie udziału na mail: warsztaty@artvimed.pl lub telefonicznie: +48 12 661 30 30

warsztaty1 warsztaty2

***

PS. Dostałam dla Was jeszcze trzy kalendarze z Naszego Bociana. Bardzo chcę Wam je podarować, bo już marzec! Kto chętny, proszę info w komentarzu i adres do wysyłki na priv :)

EDIT: Po ptokach. Kalendarze rozdane.

Opublikowano Iza | Otagowano , , | 141 komentarzy

Dwa ogłoszenia: upominki oraz ankieta

Dziś technicznie, ale pożytecznie.

1.

Nasz Bocian podarował dla Was 5 autorskich kalendarzy ściennych. Tegoroczna edycja dotyczy relacji dzieci z in vitro z dziadkami.

Wszyscy bohaterowie zdjęć to prawdziwie postacie. Nic nie jest udawane. Kalendarz jest po prostu wzruszający.

kalendarz

Pierwsze 5 osób, które napisze w komentarzu, że chce kalendarz i prześle do mnie maila z adresem do wysyłki, dostanie bocianowy upominek pocztą. Koszty żadne, przyjemność na cały prawie rok, czyli pozostałe 10,5 miesiąca  :)

EDIT. NIEAKTUALNE. KALENDARZE JUŻ ROZDANE.

2.

Zwróciła się do nas z prośbą pani Natalia, która wraz z grupą projektową prowadzi badania opinii pacjentów oraz poziomu ich komfortu w trakcie leczenia niepłodności. Poniżej zamieszczam całą wiadomość od niej. Nie muszę chyba dodawać, że ja już odesłałam odpowiedzi na pytania :) Jeśli macie chwilę czasu, podzielcie się doświadczeniami. W końcu kto wie więcej od nas…

Szanowne Panie, od jakiegoś czasu czytamy tu o Waszych sprawach, emocjach, problemach. To bardzo poruszająca lektura. Robimy to nie tylko z ciekawości, ale głównie dlatego, że jako grupa studencka na SWPS opracowujemy projekt związany z potrzebami pacjentek i pacjentów w trakcie leczenia niepłodności. Mamy wiele pytań, ale będziemy zachowywać umiar. Prosimy: podzielcie się swoimi doświadczeniami – informacje zbieramy do końca lutego 2017 r. Mogą one pomóc kolejnym parom przechodzącym przez proces leczenia niepłodności. Piszcie na adres natalia.derylo@gmail.com. Natalia Deryło

Lista pytań:

  1. Dlaczego zdecydowałaś się na klinikę, w której się leczysz/leczyłaś?

  2. Jak wyglądał proces komunikacji z kliniką i czego Ci w nim zabrakło?

  3. Co było dla Ciebie największym problem w trakcie korzystania z usług kliniki?

  4. Co sobie szczególnie ceniłaś w usługach kliniki, w trakcie leczenia?

  5. Co Twoim zdaniem może zrobić klinika żeby poprawiać komfort leczenia Pacjentów?

  6. Z którą z osób z personelu medycznego miałaś najlepszy kontakt? Dlaczego?

  7. Jakie zachowania personelu były pomocne w całym proces leczenia?

  8. Co robiłaś, aby poradzić sobie z emocjami?

  9. Z jakiego rodzaju  wsparcia korzystałaś w trakcie leczenia? (np. porady specjalistów, spotkania, styl życia)

Opublikowano Iza | 333 komentarzy

Ja. Mąż Izy. Kiedyś może tata

Dużo trzeba przejść. Trzeba patrzeć na niemożliwe. Podjąć się nierealnych rzeczy. Ważne, aby nie wiedzieć, że są nierealne, że są dla nas niemożliwe. Wspierać się.

Szybko do mnie dotarło, że niepłodność to nasza wspólna droga. Pomimo, że u nas problem był po stronie Izy. Problem, a nie wina. W niepłodności nie ma niczyjej winy.

Zawsze we mnie było mało wiary. W Boga. Jakiegokolwiek. Szkiełko i oko. Nauka. To do mnie przemawiało. Może w to wierzyłem. Może to był mój bóg.

Jednak nam nie pomógł. Wiem, że nie będę tatą. Krew z krwi. Ale przez chwilę poczułem, jak to jest. Jak to jest czekać na dziecko. Być w ciąży w kobietą, która jest dla Ciebie całym życiem.

To Iza zawsze bardziej nalegała na dziecko. Chociaż najpierw chciała poukładać świat. Nasz własny. Śmieszne to. Wydaje się nam, że mamy na coś wpływ, że zaplanujemy sobie, co się wydarzy. Nam wydarzyło się wszystko na opak. Ale po tym wszystkim wiem, że wynieśliśmy z tego cudną naukę.

I wiedzieliśmy, kiedy powiedzieć dość. Wiedzieliśmy, że to już nie jest droga dla nas. Ja pewnie poddałbym się wcześniej. I zresztą chciałem, to zrobić. Po Izy laparotomii. Po wydeptanych cholernych kilometrach na korytarzu w szpitalu, kiedy zależało mi tylko na tym, aby Iza przeżyła. Abym jeszcze zobaczył moją żonę. Miłość Mojego Życia.

Przesuwaliśmy granicę. Za każdym razem o kawałek dalej. O te kolejne dni. Stymulacje, transfery… Nawet, jak została podjęta decyzja, że to już koniec. Koniec zawsze można odsunąć w czasie.

Iza widzi więcej niż ja. I wiem, że dla niej to była o niebo trudniejsza decyzja niż dla mnie.

- Chciałabym, abyś miał dziecko. Swoje. Nie potrafię się z tym pogodzić – tak mi mówiła wielokrotnie.

Pokazała mi inną drogę. Wskazała palcem odpowiednie drzwi. Nie wiedziałem, że tak mnie to wciągnie.

- Może pójdziemy do Ośrodka Adopcyjnego? Tak zobaczyć. Mają drzwi otwarte. Umówię nas  – i Iza nas umówiła. Oczywiście, że się zgodziłem. Chociaż było to nasze drugie podejście do adopcji. Po pierwszym powiedziałem, że już nigdy więcej nie pojawię się w Ośrodku Adopcyjnym. Zgodziłem się po to, aby odpędzić jej demony. Chociaż na chwilę.

Co prawda już wiedzieliśmy trochę więcej o adopcji. Mamy przyjaciół, którzy mają dzieci adopcyjne. Właściwie stawaliśmy się przyjaciółmi w czasie naszego szkolenia. A i M zrobili kawał roboty. Cholernie dobrej roboty. Aby nam wszystko w głowach poukładać.

Zaciekawienie. Drzwi otwarte. Trochę ogólnych opowieści. Spotkanie z mamą adopcyjną. Trochę gadania o formalnościach. I decyzja, że zaczynamy. Bo tu nic szybko się nie dzieje.

Otworzyłem moje drzwi. Otworzyłem moje serce. Pogodziłem się z tym, że nie będę miał własnego dziecka. Iza też. Każde z nas musiało z tym pogodzić się na swój sposób. Czy mi jako osobie zdrowej było trudniej? Inaczej. Może łatwiej byłoby myśleć, że nie mogę mieć dziecka, bo fizycznie coś nie działa, bo jestem bezpłodny.

Ale nie jest to poświęcenie. To, że ja z czegoś zrezygnowałem. W pewnym momencie przestaje to mieć jakiekolwiek znaczenia. Doszliśmy do etapu, że nie liczyła się dla mnie walka o dziecko, o naszego biologicznego potomka. Liczyło się życie mojej żony. To była świadoma decyzja, że rezygnuję z własnego dziecka. I więcej nie będziemy podchodzić do IVF. Z prostej przyczyny. Chcę mieć dziecko z Izą. Dziś wiem, że to jest realne.

Mamy nasze granice. Zdobywamy taką mądrość, aby powiedzieć stop. Przestaje nas gonić świat. Przestaje nas gonić czas. Znów pojawia się uśmiech na jej ustach. Ten, w którym się zakochałem.

Nasza droga byłą po to, aby się czegoś nauczyć. Abyśmy nabrali pewności i odwagi. Mamy nasze niezawinione śmierci. Nasze dzieci pamięci. Wyryte w nas jak blizny.

Ale mamy też piękną siłę, aby wyciągnąć rękę i powiedzieć – mogę komuś dać fajne życie. Wiem, nie krew z krwi. Ale z wspólnej drogi. Naszej. A dla nas jest to wybór, którego jesteśmy pewni.

Czekamy na tę historię, którą usłyszymy o naszym dziecku. Czekamy na historię, którą z nim stworzymy. Czy nie boimy się, że go nie pokochamy? Nie. Nie boimy się. Bo już w każdym z nas jest kolec miłości. W naszym dziecku też. Kolec, bo taka jest droga naszego dziecka do nas. Taka była nasza droga do niego.

Ja. Mąż Izy. Kiedyś tata. Dziś to wiem. Dziś mam tą pewność…

Opublikowano Iza | Otagowano , , | 271 komentarzy

nowe nadeszło gwałtownie

Dziś po raz pierwszy od dawna nie śniła mi się praca. We śnie wędrowałam z mężem w ciemnościach. Trzymał mnie mocno za rękę. W końcu znaleźliśmy drogę do domu.

Wczoraj w 5 minut straciłam pracę, na którą tak narzekałam. Zlikwidowali cały mój dział. Wzywali osobę za osobą i podczas kilkuminutowej rozmowy wręczali umowy natychmiast rozwiązujące stosunek pracy. Kilkoro z nas wyszło bez tych pożegnalnych umów. Ja też, ale do swojego biurka już nie wróciłam. Znaleźli dla nas inne miejsce w firmie, będziemy w innej strukturze.

Podczas wielkiej rzezi dostałam się nagle do nowej pracy, nie biorąc nawet udziału w rekrutacji. Wszystko zacznę od nowa.  Nie wiem jeszcze, co dokładnie będę robić, nie wiem, jakie stanowisko na mnie czeka, nic nie wiem, ale ocalałam. I jestem podekscytowana tym, co się wydarzy!

Najśmieszniejsze jest to, że skórę uratował mi osobiście mój szef sadysta. To on mnie rekomendował i opowiedział NOWYM, jak wiele rzeczy potrafię. Usłyszałam od niego wczoraj publicznie kilka komplementów na temat moich kompetencji. Dr Jekyll i Mr Hyde. Piekło zamarzło.

Kiedy to piszę, mąż wraca z rozmowy w WYMARZONEJ firmie. Dzwonił przed chwilą. Właśnie dostał w niej pracę.

Kurtyna :)

Opublikowano Iza | Otagowano | 321 komentarzy

Wymagania OA wobec rodziców adopcyjnych. Zarobki i praca

Każdy ośrodek rządzi się własnymi prawami, więc to nie jest uniwersalny poradnik. Ale może stanowić jakiś punkt odniesienia.

Ośrodki Adopcyjne spotykają się z przyszłymi rodzicami przez bardzo długi czas – rok, czasem dłużej. Poznają te pary, prowadzące osoby wyrabiają sobie osobiste zdanie na ich temat. Na pewno mimo całego profesjonalizmu trudno ustrzec się przed osobistymi sympatiamii i uprzedzeniami. Ale to są sprawy niezmierzalne. Na taką ocenę OA nie mam żadnej rady, poza tą, by być otwartym i szczerym. Ciągnie banałem, jak wszystkie dobre rady, ale to prawda.

Zarobki

Wielokrotnie zastanawialiśmy się, czy istnieje próg finansowy, od którego można… Wiem, że to naiwnie brzmi, ale czasem się człowiek zastanawia, czy jest w stanie dać dziecku wszystko, co potrzebne. O ten próg pytaliśmy kilka razy w ośrodku. Nasz ośrodek nie ustanowił czegoś takiego. Owszem, wpisali nasze prace w dokumenty i poprosili o zaświadczenie o zarobkach, ale nie odnieśli się do tego. Na nasze pytanie, ile powinniśmy zarabiać, odpowiali „tyle, żeby utrzymać dziecko”. Nikt nie powiedział, że musi to być 3 tys. na gospodarstwo domowe albo 8 tys. Ostatecznie o możliwościach rodziny i tak decyduje sąd. Ważniejsze jest dobro dziecka w skromnym domu adopcyjnym niż w wypasionym domu dziecka. To dotyk, czułość, bliskość są bezcenne.

Etat, firma, a może całe dnie wolne?

I to znowu – nasz ośrodek nie ma sztywnych wymogów. Nie żądał od nas obojga, żebyśmy mieli etaty. Jedyne, o co prosił, to żebym przewidziała, że będę musiała zostać na początku z dzieckiem. Pół roku to absolutne minimum. Rok to w sumie też mało, ale wiadomo, że czasem dłużej nie można. Rozumieją. Żeby jednak nie było za słodko, spotkałam się też z sytuacją, gdzie oczekiwano etatu od obojga rodziców. Trudno mi powiedzieć, z czego to wynika. Prawdopodobnie osoba prowadząca parę decyduje raczej na podstawie „wydaje mi się” – a każdy (prowadzący) jest inny.

Opinia

Jest jeszcze jedna kwestia związana z pracą i oczekiwaniem Ośrodka Adopcyjnego. Nie wiem jak inne OA, ale nasz bezwarunkowo wymagał pisemnej opini o nas od pracodawców (a jeśli prowadzisz jednoosobową działalność gospodarczą, np. od klienta). Ja niestety nie mogę powiedzieć pracodawcy o moich planach, więc nie mogę poprosić o opinię. Ale jakimś cudem przewidziałam to wcześniej. Ze starej pracy odeszłam z taką opinią w teczce. Podałam ją w naszym OA. Ma datę o wiele za starą, ale wyjaśniłam, dlaczego nowszej nie będzie. Rozumieją. Przyjęli. Uprzedzili, że co najwyżej sąd decydując o dziecku, poprosi o nową.

Zasiłek macierzyński

Należy się po adopcji tak samo, jak po urodzeniu dziecka. Dniem, od którego przysługuje zasiłek macierzyński, jest orzeczenie sądu o powierzeniu dziecka.

Opublikowano Iza | Otagowano | 673 komentarzy