O blogu

Krótki Blog, bo wolałabym, żeby ta historia była krótka.

Jesteś na blogu o niepłodności. O dojrzewaniu do nazwania choroby po imieniu, o szukaniu przyczyn. O tym co się dzieje z ciałem. O leczeniu, lekarzach, klinikach. O myślach, z którymi trzeba się zmierzyć, a często bić.

Mam 32 lata. Od 2010 roku staramy się z mężem o dziecko. Jak 15 procent innych polskich par. Statystyka jednak nie obejmuje swojego rodzaju obsesji na temat niepłodności, dylematów na temat leczenia, problemów z poczuciem kobiecości, ewolucją związku.

Założyłam ten blog późno. Wiele rzeczy jest już za mną, wiele ważnych decyzji, które miały ostatecznie zakończyć ten rozdział w moim życiu.

Przeprosiłam mojego męża – ale będzie egoistycznie, o sobie, subiektywnie, stronniczo. Będzie o znikającej kobiecości, o tym, dlaczego odsunęłam od siebie przyjaciół i przestałam lubić ludzi. I o tym, jak wrócić z takiego miejsca, bo muszę wrócić, bo taka droga donikąd nie prowadzi.

Będzie też o leczeniu. To ważne dla innych par, dla innych kobiet. Lekarze są naszą nadzieją. Medycyna…  To  co potrafi współczesna medycyna, jeszcze niedawno nazwalibyśmy cudem. Ale organizm ma jeszcze wiele tajemnic. Lekarze w swojej najlepszej wierze wydają czasem sprzeczne ze sobą diagnozy. Co ma zrobić pacjent, który nie studiował medycyny? Zdać się całkowicie na lekarza? Zdać się na siebie? Diagnoza, leczenie – nic tu nie jest zero-jedynkowe. Więc będzie trochę o leczeniu niepłodności. Z punktu widzenia laika.

Ponieważ blog powstał z powodu niepłodności, bardzo bym chciała, żeby nie był już ani mi ani nikomu potrzebny.

42 odpowiedzi na „O blogu

  1. Indianerka pisze:

    Witam serdecznie!
    Stworzyła Pani bardzo dojrzałego i myślę, że potrzebnego bloga. Wiele par staje przed takim samym problemem… Wydaje mi się, że o bezpłodności, tak samo jak o seksie, w towarzystwie „się nie mówi”. Wiadomo- jest to problem, który boli, dlatego ludzie często starają się go ukrywać. Jednak dlaczego właśnie nie powiedzieć o tym na forum- tak jak zrobiła to Pani publikując na blogu kolejne wpisy. Gratuluję podjęcia bardzo trudnego tematu, tym bardziej, że dotyka on Pani rodziny.
    Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i, że Bóg obdarzy Waszą rodzinę pięknym, zdrowym dzieckiem. Życzę wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze, a blog dodaję do ulubionych :) Pozdrawiam serdecznie!

    • krotki.blog pisze:

      Indianerko, mam na imię Iza :) W tym chaosie jest metoda, cieszę się, że tak to zobaczyłaś. Na początku rzeczywiście miał to byc blog tylko i wyłącznie autoterapeutyczny, jak Twój. Z czasem jednak zaczął stawać się czymś więcej – mam nadzieję, że forum wymiany myśli, doświadczeń, pomocy – Twoje słowa są dla mnie ważne, bo być może się udało :)
      Moje eksperymenty w realu wypadają fatalnie. Na hasło bezpłodność, in vitro, poronienie, ludzie nabierają wody w usta, nie odpisują na maile. Oczywiście, ze strachu, ostrożności, rozumiem to, bo nie wiadomo co powiedzieć. Jest tak jak napisałaś – „o tym się nie mówi”.
      Dziękuję za życzenia :) Biorę je sobie do serca :)

  2. ~agata pisze:

    Jak brałaś tabletki ? Bardzo mi potrzebna ta wiadomość. Jestem w podobnej sytuacji

  3. ~Izabela pisze:

    witaj moja imienniczko, natrafiłam na Twój blog niedawno, szukając hasła „ovitrelle” (właśnie jestem po zastrzyku – pierwszym w naszych staraniach). Przeczytałam Twój blog na dwie tury, ale tylko dlatego, ze goście przyszli, nie mogłam się doczekać kiedy sobie pójdą… Śmiałam się przez łzy czytając wpisy, niezwykle wzruszające. Kilka słów o mnie – mamy już jedno dziecko, dziewczynkę właśnie dziś kończy 9 lat, po drodze były różne przeprowadzki, perypetie życiowe, bycie rodziną zastępczą dla szwagra, budowa domu – tzw ważniejsze sprawy… i wreszcie przyszedł czas na drugie dziecko, rok – nic, dwa – nic. Poszłam do lekarza- recepty, recepty, recepty, zmieniłam lekarza – badania, endozołza w cięciu cesarskim (i Bóg wie gdzie jeszcze) PCOS, cykle bezowulacyjne. Straciłam dwa lata na recepty… Panie w poczekalni u doktora Ogra przekonują, że to cudotwórca, rzucaja się na mnie sterty fotografii dzieci, którym doktorek pomógł przyjść na świat. Może i moje tam będzie wisieć… Mam już dziecko, nie powinnam tak przeżywać niepłodności (tak mówia inni), a jednak. Bolą mijane „ciężarówki”, które chyba rozmnażają się przez pączkowanie, docinki rodziny, że „żeby było , to trzeba robić”, nawet słowa męża na pocieszenie „wszystko w swoim czasie”. Przychodzą myśli, że to pewnie za karę – bo pierwsza ciąża była wpadką i przez miesiąc jej nie chciałam, bolą nawet fantastyczne wyniki armii męża (dlaczego nie mogłyby być ciut gorsze…). Ale znasz to wszystko z autopsji i to jest dla mnie ważne, świadomość, że nie zwariowałam, że te uczucia nie są obce innym kobietom w podobnej sytuacji.
    Co do endozołzy – nie wiem czy jesteś na fb, ale są tam grupy (Endokobietki i Endometrioza-jak z nią żyć?) gdzie kobiety wymieniają się doświadczeniami, testują nowe leki – skuteczne!! (operacje tylko wzmagają rozsiew endometriozy). Jest też mnóstwo staraczek i kilka kobiet w trakcie invitro. Daj znać jeśli będziesz chciała tam należeć, to Cię zarekomenduje.
    PS. Masz świetne pióro, byłaby z tego piękna książka… :)

    • krotki.blog pisze:

      Cześć Izabela, imienniczko :) Przykro mi, że tak Ci się życie poukładało, że dołączyłaś do grona leczących się na bezpłodność, ale skoro już dołączyłaś, to bardzo mi miło, że zapukałaś także do mnie.
      Nie wiem jakie jest pragnienie, aby urodzić drugie dziecko, ale jeśli jest choć w połowie tak silne jak pragnienie pierwszego, to wyobrażam sobie, jak bolesne są dla Ciebie wszystkie komentarze, że nie powinnaś tak przeżywać. Pragnienie dziecka to jedna z najsilniejszych biologicznych potrzeb, nie da się jej stłumić.
      Taaak, łatwość, z jaką kobiety zachodzą w ciążę, wprawia w osłupienie, jakby to te kobiety, a nie my, miały jakiś brak… Hm… brzmię jak ktoś nieźle zgorzkniały…
      Nie zwariowałaś. Zaczęłam pisać ten blog, bo myślałam, że ja zwariowałam i wtedy poznałam dziesiątki, setki dziewczyn takich jak Ty i ja. Przynajmniej tworzymy całkiem dużą populację wariatek, a to co masowe, staje się normalne… :)
      Co do endometriozy – nie można mieć wszystkiego. Można ją albo leczyć albo starać się o ciążę. Jak wiesz, leczenie ciążę wyklucza. Ja postawiałam na odwrotną kolejność – najpierw wykorzystam kilka swoich szans na ciążę, kiedy te szanse się skończą, zacznę się leczyć.
      Dobrze wiem, że opóźnienie leczenia może utrudnić zajście w ciążę. Tak samo dobrze wiem, że się starzeję i wraz z upływającym czasem moje szanse stopniowo maleją. Coś musiałam wybrać.
      Tak więc ślicznie Ci dziękuję, na razie jestem skoncentrowana na in vitro. Potem poproszę Cię o rekomendacje…

      Dzięki za komplementy. Gdyby to były inne czasy, pomyślałabym o wydaniu książki. Ale jakbym wtedy mogła z Wami rozmawiać? :) Jaki sens miałby monolog bez wymiany doświadczeń? :)

      Ściskam Cię ciepło, trzymam kciuki – u mnie Ovitrelle zawsze działał prawidłowo, pewnie u Ciebie już też jest po pęcherzyku :) Robisz inseminację? Odezwiesz się? Pozdrawiam!

      • ~Izabela pisze:

        jeszcze do inseminacji nie doszło, mam nadzieję, że nie dojdzie, raczej jestem tego pewna. w lutym szpital i szczegółowe badania, do tej pory monitoring. Czas…hmmm, słyszę tik -tak każdego dnia, w tym roku skończę 34 lata, a założenie było urodzić do 35 r.ż. chwilę jeszcze mam (ale jak @ pojawia się co 3 miesiące to szanse topnieją raptownie). Z każdą wizytą u gina przybywa jakaś nowa „choroba” aż boję sie iść na kolejną. Pragnienie dziecka , myśle, jest dokładnie takie samo jak przy pierwszym, jeszcze dochodzi presja tego dziecka, już rozumnego, które prosi o rodzeństwo i pyta co będzie jak my umrzemy, a ona z kim zostanie…?
        co do grup, zachecam . Wiele kobiet jest na Twoim etapie, kilka już urodziło po invi. I wszystkie bardzo się wspierają.

        • krotki.blog pisze:

          Im częściej się chodzi do lekarza, tym więcej chorób się znajduje, to prawda :(
          Zerknęłam wstępnie na FB, widzę, że to grupy zamknięte, więc jak dojrzeję do tego, poproszę Cię o pomoc, dzięki, że mi to zaproponowałaś. Na razie nie chcę, Iza. Jestem po transferze, czekam na wyniki, nie rozkraczę się nad tym :) Jeśli wynik transferu będzie negatywny, szybko podejdę do kolejnego, nie mogę w tym czasie brać żadnych leków. Po prostu nie chce mieć większego mętliku w głowie – co robić – niż mam :)

  4. ~Marta pisze:

    Izo,

    Twój blog jest niesamowity! Ty jesteś niesamowita! Podziwiam Twoją siłę. Baaaardzo mocno trzymam za Was kciuki! Czytałam Twojego bloga dziś przez pół dnia. Śmiałam się i płakałam. Nie raz miałam wrażenie, że czytam o sobie… Jesteś bardzo dzielna i wierzę w to, że musi się udać!!!

    • krotki.blog pisze:

      Marta, dziękuję, zawsze nabieram rumieńców, jak ktoś mnie tak pochwali :) Życzę Tobie i sobie, żebyś czytając kolejne wpisy już tylko się uśmiechała – wpisując w to także swoją historię… Tobie też musi się udać. Sama masz w sobie dużo wiary, że się uda, to pomaga.

  5. ~Agnieszka pisze:

    Trafiłam tu… przypadkiem. Czytam, płaczę, śmieję się. Świetny blog. Absolutnie. Dodałam do ulubionych i pozwolisz, że zostanę na dłużej? :-)
    I życzę Tobie (i sobie także) zakończenia drogi niepłodnej w końcu… :-)

    • krotki.blog pisze:

      Agnieszka, jestem zaszczycona :) Szczególnie, że czasem się śmiejesz, bo nie chciałabym, żeby tylko płacze były… :) Obu nam się uda, zobaczysz.

      • ~Agnieszka pisze:

        Piękne jest to, jak bardzo Twoje przemyślenia etc. oddają to, co w wielu głowach naszych siedzi ;-)
        My czekamy ósmy rok – liczę że w końcu będzie dobrze i wolę się tego trzymać. Także do przodu i trzymam za nas kciuki :-)

  6. ~Agnieszka pisze:

    Mam nadzieję, że się nie pogniewasz za to, że wrzucę Twego bloga na listę „swoich” blogów na stronie? :)

  7. ~Marta pisze:

    Iza, cudownie, ze znalazlam Twoj kawalek rzeczywistosci. Siedze w pracy, w biurze – w boksie! w Dublinie. Z dala od domu, choc juz nie wiem, gdzie jest moj dom. Cztery lata temu pochowalam najwspanialsza kobiete na swiecie, moja mame. Miala zaledwie 49 lat- piekna, madra…zostawila mnie, i nie radze sobie. Trzy lata temu wyszlam za milosc mojego zycia, za Kube, ktory gdyby nie istnial, nie istnialabym ja. On tez sierota, tak jak ja. Starszy niz ja, o 5 lat. Ja mam 31. W lipcu, po dwoch latach staran o Malenstwo, dostalismy wyrok, Kuba ma tylko 2% aktywych nasionek. Lekarz wreczyl nam dwie ulotki: in vitro lub adopcja. Chcemy zaryzykowac, ale nie w Irlandii, chce do domu, do Polski. Ale boje sie. Nie mam z kim o tym porozmawiac. Nie wiem ile moge zniesc. Znalazlam Twoj blog przypadkiem, szukajac zlotych porad “jak sobie poradzic z in vitro”. Spedzialam ostatnie 2 godziny czytajac o twoich przezyciach- babe, jestes wielka! Jestes jak moja mama: cudowna, wrazliwa, cierpliwa i pokorna…Bede czytac dalej Twojego bloga, bede o Tobie, ba! o Was myslec. I pewnie nie raz bede pytac…mam nadzieje, ze moge…Sciskam mocno! Marta

    • krotki.blog pisze:

      Marta, nie zasłużyłam na taki komplement, ale właśnie sprawiłaś, że będę żyła o dzień dłużej, dziękuję.
      Jest mi niewypowiedznianie przykro z powodu Twojej Mamy, bo nie wyobrażam sobie, jak zniosłabym nieobecność mojej, choć nie piszę tutaj o niej wcale – ale Ona jest.
      2 proc. aktywnych plemniczków to jest Wasza duża szansa, nie wiem jakie macie podejście do in vitro – ale ja nie umiałabym dożyć spokojnie starości, gdybym nie spróbowała starać sie o dziecko z in vitro z tymi 2 procentami małych dzikusów.
      Podczas procedury wyłowią te plemniczki i pozwolą im się spotkać z Twoimi komórkami – spróbujcie :)
      Piszesz „chcemy zaryzykować” – dlaczego nazywasz to ryzykiem? Wiem, że to tylko słowo, ale to nie ryzyko, to szansa, nadzieja :) Ryzykujecie jedynie nic nie robiąc.

      Marta, pewnie, że możesz pytać, jak nie ja, znajdzie się ktoś, kto coś wie. Pytaj o wszystko, kochana. Tutaj jest kilka osób, które leczą się także w Wielkiej Brytanii (np. Casja), możesz rzucić hasło na forum, jeśli potrzebujesz ich rady.
      Co do leczenia w Polsce – trafiłaś chyba w dobre miejsce co do pytań :)

      Zawsze kiedy pojawia się na blogu nowa osoba, przykro mi, że tyle nas jest – cierpiących na niepłodność. Ale na szczęście trafiłaś na bloga walczących babeczek.

      • ~Marta pisze:

        Dziekuje za odpowiedz Iza! nie masz pojecia, ile dla mnie znaczy, ze nie bede sama w tej podrozy, ze bedziesz Ty i inne babeczki :) Napisalam, ze ryzykuje, bo po prostu sie boje: o nasze malzenstwo, o to, czy podolam psychicznie…Ale masz racje, in vitro to sznasa, a nie ryzyko! Bede sie od tej pory trzymac tej wersji! :)
        Tez tak uwazam, ze musimy sprobowac, bo dzieci nadaja zyciu sens. Nawet patrzac na moja mame: odeszla w jednej sukience, w jednej parze butow…jedyne co pozostalo po niej to moj brat i ja. My jestesmy swiadectwem jej istnienia na tym swiecie…

        Jest taki cudowny cytat z filmu „Prosta historia”: „Gdy moje dzieci były małe, mieliśmy pewną zabawę. Dawałem każdemu patyk. Jeden dla każdego. I mówiłem: „Złamcie je”. Oni to robili, to było łatwe. Wtedy, mówiłem: „Złączcie patyki razem i spróbujcie złamać. Nie potrafili”. Wtedy, mówiłem: „To jest właśnie rodzina”.
        Pozdrawiam Ciebie i inne dziewczyny bardzo bardzo mocno! Marta

        • krotki.blog pisze:

          Marta, masz mądry sposób postrzegania świata. Bardzo się cieszę, że tu trafiłaś, na pewno Ci się uda i zaraz wszystko się odwróci, to Ciebie będę pytać – jak to się robi? :)

  8. ~Też Iza pisze:

    Witajcie,

    zaczynam mieć głupie myśli, bo ja to też Iza :)

    Trafiłam tu wczoraj, bo chciałam doczytać dokładnie o inseminacji, na którą wybieramy się jutro. My, czyli małżonkowie z 6-letnim stażem, jedną ciążą poronioną w 2010 roku, jedną udaną, zakończoną cesarskim cięciem, bo synek nie chciał wisieć głową w dół – to było w 2011 roku, no i z 2,5-letnim już okresem starania się o rodzeństwo dla wyżej wymienionego. W zasadzie dopiero niedawno zaczęliśmy zagęszczać ruchy, więc pobadaliśmy hormony (w porządku), drożność jajowodów (hula) i nasienie (lekko obniżone ilości plemników, ale za to duży procent szybkich, więc wg lekarza, praktycznie się wyrównuje). No i jutro robimy tę całą inseminację…

    Nie przedłużając – Izo, autorko, spłakałam się wczoraj nieraz, czytając Waszą historię, a i tak poznałam ułamek. Trzymam kciuki, co by już niedługo nie było powodu pisać tutaj! Za to mam nadzieję, że powstanie, nowy, długaśny blog, bo Twój styl, wspaniały, błyskotliwy, miejscami romantyczny, miejscami rzucający mięsem, nie powinien się marnować.
    Innym Izom, Jolkom, ……….. (tu wpisać, co komu potrzeba), no i sobie też, życzę wspominania tego wszystkiego jako ważnej, ale odległej przeszłości…

    • krotki.blog pisze:

      Iza, dzięki!!! Na razie nie będę rzucać mięsem, bo staram się nie przeklinać przy zarodku (tzn. od najbliższego poniedziałku) :)
      Być może masz inseminację dokładnie w momencie, kiedy to piszę. Ktoś myśli o Tobie :) Powodzenia!

      • ~Też Iza pisze:

        E tam, tak szybko odpowiedziałaś, że moja inseminacja nadal jutro :)

        • krotki.blog pisze:

          Aj :D To się w czasie cofam :D

          • ~Też Iza pisze:

            Juz po. Fakt nr 1 – pecherzyk byl juz pekly, jak lekarz podejrzal przed inseminacja, jakkolwiek stan szyjki wskazywal na to, ze jeszcze nie za pozno. Fakt nr 2 – bardzo mnie boli brzuch. Wieczorem to juz myslalam, ze to sie zbieglo w czasie jakies mega wzdecie, bo mnie bolal caly brzuch, nawet tak wysoko. Dzis jednak boli mnie raczej dol. Ale nadal mam poczucie jakby byl balonem, siadam z bolem, a chodze przygieta… generalnie niefajnie…

  9. ~Też Iza pisze:

    Dopiero od wtorku mam brac luteine.
    Boli bardzo. Jesli do rana bedzie mnie bolalo tak, ze nie pojde do pracy, to jednak pokaze sie lekarzowi, bo to dziwne.

    Powodzenia jutro!

    • krotki.blog pisze:

      Iza nie szkodzi, że nie tu gdzie trzeba. Może za lekko potraktowałam Twój ból brzucha, bo w sumie zaczynam się o Ciebie martwić. Jak bardzo boli to coś chyba jest nie tak. Byłaś u lekarza??

      • ~Też Iza pisze:

        Dzieki za martwienie sie :) Tez mi sie wydalo to dziwne, zwlaszcza, ze nie bardzo sobie umiem wyobrazic, od czego konkretnie moglyby byc takie objawy. Moze to jakas reakcja na odzywke, ktora dodaja do nasienia…
        Ale spiesze doniesc, ze wieczorem zelzalo, dzis czuje tylko napiecie w dole brzucha, wiec poszlam normalnie do pracy. Od jutra luteina, a potem juz tylko czekanie i wymyslanie sobie objawow ciazy :)
        Usciski!

  10. ~Anna pisze:

    Witam!
    Iza znalazłam Twój blog bo sama borykam się z problemem bezpłodności,czytając go widziałam siebie w wielu sytuacjach,płakałam i uśmiechałam się nie jednokrotnie przy czytaniu.Mam córkę w wieku 16 lat nastolatka buntowniczka:) od 5 lat staramy się z mężem o wspólne dziecko(córka jest z poprzedniego związku) Przeszłam już ineseminację…efekt nieudany.
    Dziś mam wizytę u profesora ponoć ma mi dać leki stymulujące -a więc do dzieła
    Pozdrawiam

  11. Cześć!

    Od jakiegoś czasu przeczesuję blogowy świat w poszukiwaniu… trudno w jednym zdaniu opisać czego… Od 6 lat staramy się z mężem o dziecko. Jest trudno, jest samotnie. Nadzieja miesza się z niepewnością. Comiesięczna ekscytacja ze złością. Takie blogi jak Twój są mi bardzo potrzebne. Pokazują, że nie jestem w tym wszystkim SAMA. Więcej nie potrzebuję. Dziękuję:)

    Pozdrawiam!
    j@

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Cześć j@!
      jak dobrze znam Twoje uczucia, każde z osobna…
      6 lat to bardzo długo. Ile w tym siły, ile determinacji – nie wie nikt, kto nie przeszedł tą drogą.
      Powodzenia i zaglądam do Ciebie!

  12. ~Marg pisze:

    Witaj Iza!
    Trafiłam na tego bloga przypadkiem, ale czytam go jednym tchem. Tak ładnie piszesz o tym, co dotyczy i mnie, o uczuciach i niemocy, jakbym czytała o sobie…
    Kibicuję Ci mocno :*

  13. ~maddi pisze:

    Długo się zbierałam żeby tu napisać…bloga śledzę od roku.
    W czerwcu 2015 roku postanowiliśmy z moim mężem że zaczniemy starać się o dziecko. Pierwsze miesiące leciały, ale nie przejmowałam się tym ponieważ dużo czytałam, śledziłam fora i wiedziałam że w końcu do roku czasu nie ma się czym martwić…no niestety rok zleciał a my dalej we dwoje…mam wrażenie że mój mąż jeszcze stara się nie przejmować , ale ja już wiem że coś jest nie tak…oczywiście byłam u lekarza na zwykłym ginekologicznym badaniu podobno wszystko jest dobrze…ale ja już nie mam siły i po prostu czuję miesiąc w miesiąc że znowu się nie udało. Szczerze to ja jestem załamana…mój mąż nie wie ile mnie to kolejne bezowocne miesiace tak naprawdę kosztują…nie mam też osób z którymi mogłabym się tym podzielić (dodam że mam 24 lata )…nie wiem juz co robic

  14. ~iza krotki blog pisze:

    Maddi, rok czekania miesiąc w miesiąc na ciążę, gdy przychodzi tylko okres, potrafi zszargać nerwy i wcale nie dziwię się, że jesteś załamana. Brak dziecka, gdy tak bardzo go pragniemy, jest podobnie stresujący jak ciężka choroba.
    I to prawda, niewiele osób łatwo Cię zrozumie, najczęściej wszyscy każą nam odpocząć i wysyłają na wakacje…
    Mężowi też na pewno jest ciężko, tylko stara się Ciebie chronić i się nie skarży.
    Maddi , przejdź się może do jakiegoś specjalisty w klinice niepłodności. To nie oznacza od razu wspomagania zapłodnienia, ale oboje zrobicie sobie dokładne badania – byc może okaże się, że to kwestia do wyregulowania tabletkami?
    Trzymaj się ciepło! Głowa do góry – znajdziecie przyczynę, a tutaj zawsze masz wsparcie i zrozumienie.

    • ~maddi pisze:

      Siedzę w pracy i dosłownie łzy same napływają mi do oczu!
      Dziękuję bardzo za te słowa! cieszę się że na tym świecie dalej są życzliwi ludzie którzy wspierają nieznane im osoby!
      jestem szczęściarą że trafiłam na tego bloga <3
      DZIĘKUJĘ!!!

  15. ~iza krotki blog pisze:

    Maddi, no coś Ty, to ja dziekuję, ze napisałaś :) Tu jest dużo naprawdę fajnych dziewczyn, zawsze jest z kim porozmawiać. Jak będziesz miec jakiekolwiek pytania, po prostu pisz :)

  16. ~maddi pisze:

    Kolejny miesiąc,kolejna nadzieja i kolejne rozczarowanie…tylko teraz ta nadzieja wydłużyła się o 4 dni…

  17. ~Hanna pisze:

    Witam. Trafiłam tu jakieś 2h temu. Przypadkiem. Wrzuciłam zapytanie w google i oto jestem. Widocznie przeglądarka wiedziała co robi :) W każdym razie przeniosła mnie w przeszłość do kwietnia 2015r. Zaczęłam czytać. Nie mogę przestać, a przecież już powinnam do snu się układać, bo mój mały terrorysta pewnie o 3 w nocy zechce się bawić, tudzież będzie śpiewał (czytać: darł papuchę). Ale nadal czytam. Może dlatego że masz wspaniały styl i lekkość pisania? Może dlatego że dobrze znam problem niepłodności. Nie wiem, ale czytam i chętnie wypiłabym z Tobą kawę. Pozdrawiam :)

  18. ~z_literka_r pisze:

    Cześć. Trafiłam na Twój blog wczoraj. I do dziś nie mogę się oderwać, a doszłam już do 2016 roku.
    Bardzo dobrze napisane, raz śmiesznie, a gdy trzeba to poważnie. Wszystkie uczucia, które się u mnie gromadziły przez ostatni rok, dwa, potrafiłaś tak trafnie przelać w słowa
    Z niecierpliwością będę śledzić co nowego u Was.
    A ja dziś przygotowuję się do jutrzejszej 3 już punkcji.
    Pozdrowienia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>