uchylam rąbka tajemnicy

pamiętasz? dawno temu napisałam tutaj, że robię coś ważnego, ale jeszcze nie mogę o tym opowiedzieć.

dziś trochę opowiem.

ten dzień, kiedy się obudziłam po operacji.

otworzyłam oczy. sufit sali pooperacyjnej. nie wiem, co się stało. dotykam dłonią brzucha. czuję miękkie warstwy opatrunków, po horyzont. pamiętam, co mi mówili przed operacją, ale nie mam pojęcia, co mi zrobili. jestem niespokojna. trudno mi się poruszać. co mam w brzuchu, a czego nie mam?

wszystko boli, nie mogę się ruszyć, ale po omacku sięgam po telefon, który przed operacją naszykowałam pielęgniarkom, żeby położyły mi przy łóżku. piszę do męża dwa zdania. w pierwszym kłamię, że czuję się ok, w drugim pytam, czy mam jeszcze jajniki i jajowody. to od męża się dowiaduję, że nie mam obu jajowodów.

gdy po kilku tygodniach wróciłam do domu, w ciągu pierwszej doby usiadłam przy laptopie i spisałam historię obejmującą 2 wcześniejsze miesiące życia.

od dnia, kiedy trafiłam do szpitala na banalny zabieg, poprzez samopoczucie po zabiegu, odczyty temperatury, środki przeciwbólowe aplikowane przez pielęgniarkę. opisałam, jak goiłam się po pierwszym zabiegu, co zjadłam, kiedy miałam biegunkę, kto ścigał mi szwy.

opisałam, kiedy zaczęły się silne bóle blisko miednicy, daty wizyt u lekarza, telefony do szpitala. bezskuteczne prośby, aby przyjęli mnie znowu na oddział.

opisałam okoliczności, w jakich trafiłam do szpitala z zapaleniem otrzewnej i jak przez kolejne dni nikt mnie nie leczył. zapisałam nazwisko i słowa szefa oddziału komentującego, że to mi się mogło zdarzyć nawet od zepsutego zęba, zacytowałam słowa lekarza operującego, gdy mówił szeptem mi i mojemu M., jak niechlujnie szpital zrobił ten błahy poprzedni zabieg i żebyśmy nie odpuścili.

pamiętałam też, jak śmierdziałam strachem, jak co rano pielęgniarki musiały mi zmieniać pościel, pamiętałam pękające żyły i zapach kurczaka z kuchni, gdy miałam żywienie pozajelitowe w święta.

pamiętałam, jak się budziłam w ciągu dnia, a przy łóżku szpitalnym czuwał, zawsze czuwał mąż, nieogolony i pognieciony, zbyt przeciągle żegnając się ze mną późnym wieczorem, pod moim łóżkiem leżały jego kapcie, bo prawie ze mną mieszkał w szpitalu.

opisałam nazwiska, smaki, zapachy, senne koszmary.

pisałam w transie, pisałam jak szalona, jakbym symultanicznie spisywała na żywo oglądany film, bez filtra, co jest ważne, a co nie.

potem schowałam tę opowieść na wiele miesięcy.

wróciłam do niej, kiedy już odzyskałam sprawność. kiedy mogłam wsiąść na rower, kiedy marmolada w moim brzuch się ścięła.

zadzwoniłam do prawnika – specjalistę od procesów ze szpitalem…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Iza i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

370 odpowiedzi na „uchylam rąbka tajemnicy

  1. ~Mimami pisze:

    Brawo!
    Może to nieodpowiedni początek, ale trzeba mieć cholernie dużo odwagi żeby to zrobić. Wiem, bo sami sądzimy się ze szpitalem, za krzywdy mojego Synka, za to że Moje dziecko nie wie co to słońce, piasek, zabawki. za to że nie widzi kiedy uśmiecham się do Niego z końca pokoju, za to że nie przybiegnie przywitać taty kiedy wraca z pracy. Za to ze Jego ciałko pokryte jest mnóstwem blizn po wkłuciach na OIOM. Nie odpuszczę. I Ty Iza również. Walcz. Trzymam kciuki. Mocno.

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Minami, moja historia to małe nic przy Waszej. Wstrząsające jest to, co opisujesz. Nie przywrócicie zdrowia Synkowi, ale moze dzieki Wam drugi raz taka historia sie komuś nie przydarzy.

      • ~bea33ta pisze:

        Dziewczyny podziwiam i kłaniam się w pół za to ,że macie jaja, że kiedy dostaniecie w dupe to nadstawiacie głowe, że niestraszne Wam nazwiska przed którymi stoi skrót docenta czy profesora. Czuję tak jak Wy każdy gnojek ,który skłamie, który spartaczy swoją robotę powinien za to zapłacić . Powinien się przyznać i ponieść konsekwencje.

  2. ~Aga M pisze:

    Walcz Dzielna Kobieto. To przykre ile naszych szans marnują ludzie, którzy piwinni pomagac…Jak im ufać?
    Życzę powodzwnia.

  3. ~mała Ania pisze:

    Odkąd wiem, że to robisz trzymam kciuki za cały proces i jego powodzenie! Jestem Ci mega wdzięczna, bo dzięki Tobie sama opisałam to, co zrobiono mi podczas laparoskopii, ten prawnik i ta kancelaria nie widzą szans na moja wygrana, ale ja czuje od jakiegoś czasu że zbieram w sobie siły żeby spróbować zawalczyć jeszcze raz. Niech nie zrobią tak nikomu innemu.. Walcz kochana i wygraj!

  4. ~Zee pisze:

    Możesz być z siebie dumna ! Trzymam za Was i wygrany proces kciuki.

  5. ~t.vik pisze:

    Pewnie, jak masz wolę i środki, to walcz z tymi skurwysynami. Ja nie miałem.
    Trzymam z Wami!

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Czego nie miałeś, T.Vik? Bo ja mam tylko wolę, środki obeszłam sposobem :)

      • ~t.vik pisze:

        Woli życia. Po pochówku dziecka raczej to normalne, że się nie ma woli życia. Brak środków może i też bym obszedł, gdybym miał wolę. Poza tym, sporo materiałów, które mogłyby być dowodami, zostało zafałszowanych i ukrytych przed nami. Dowiedzieliśmy się o tym po latach, jak już sprawa była przedawniona.
        Ty masz jaśniejszą sytuację, tak myślę, więc może Wam pójdzie lepiej.

        • krotki.blog pisze:

          Źle zabrzmiało moje pytanie, głupio, przepraszam, zwłaszcza, że znam Twoją historię. Sfałszowali Wasze dokumenty????? Nie mieści się w głowie, co sie dzieje w biały dzień…

          • ~t.vik pisze:

            Naprawdę się zdziwiłaś? :)
            Wszyscy fałszują. Nie ma lekarza, który nie próbowałby się wybielić, albo chociaż czegoś zagmatwać, żeby było wrażenie, że to nie tylko jego wina.
            Już w tej chwili nie pamiętam w ilu fragmentach kłamał, ale przynajmniej w kilku. Jedno z kłamstw, to że Daniel urodził się w terminie, a naprawdę przyszliśmy do jego kliniki trzy tygodnie po terminie (w tych trzech tygodniach był tydzień bezskutecznie spędzony na wywoływaniu porodu w „najlepszym” szpitalu). Zapomniał? Po co tak napisał? Nie wiem do dziś, bo gdyby napisał prawdę, to pewnie też mógłby się łatwo wykręcić od błędu zganiając winę na nas, że za późno do niego przyszliśmy. Dokumenty uzyskane z archiwum szpitala, w którym zmarło nasze dziecko – wszystkie te papiery z jego kłamstwami i innymi szczegółami spaliłem, nie chciałem, ani nie będę chciał więcej na nie patrzeć, zbyt silne emocje.

            Wszyscy lekarze, którzy popełniają jakiś błąd, kłamią, mataczą, fałszują dokumenty, robią wszystko żeby tylko się wybielić. A Ty jak masz szansę i możliwości, to uderz w tego, który Cię skrzywdził. Może chociaż w jakiejś części dostaniesz zadośćuczynienie.
            Pozdro!

  6. ~Malibuuu pisze:

    Iza podziwiam i trzymam kciuki. Też powinnam pozwać szpital za zrobienie Hsg bez sprawdzenia posiewu z pochwy, niestety byłam chora i ciemna w tematach ginekologii i zatkali obydwa na amen. Ja wszytko co miałam wydałam na Marysie w brzuchu, nie żałuje ale już nie starczy na wojnę prawną, jak się urodzi to zacznę żyć na nowo i im po ludzku wybaczę.

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Malibuuu, gdybym mimo zakażenia szpitalnego urodziła dziecko, tez bałabym pewnie spokoj, bo sa rzeczy ważne i ważniejsze. Ale ta ważniejsza sie nie wydarzyła, mam wiec czas i energię.
      Swoją drogą to jest skandal. Mi tez zrobili zabieg bez posiewu. To wlasnie ten po którym zachorowałam. Człowiek jest … ufny, nie? Robisz to, co każe Ci lekarz bez mrugnięcia okiem, bo w koncu to on sie musi znac na leczeniu, a nie Ty.

      • ~misscarp pisze:

        Ja również nie miałam posiewu. Mało tego- przed żadną z 4 inseminacji nie miałam również. Przez całe 2 lata starań nikt mnie na to nie wysłał, a ja nie jestem alfą i omegą żeby to wiedzieć. Dopiero naprotechnolożka mnie na to wysłała i to było pierwsze badanie na jakie nas wysłała. Mnie i męża. Mąż miał posiew z cewki moczowej.

      • ~Malibuuu pisze:

        Iza problem w tym, że ja miałam ten posiew zrobiony ale nie umiałam go rozszyfrować. Moja ginekolog z wawy mnie na niego wysłała bo powiedziała że żaden lekarz mi nie zrobi Hsg bez tego badania (w Wawie pewnie inne standardy). Niestty trafilam do szpitala w małej miejscowości i nikt nie zapytał nikt nie sprawdził, ja bylam tak zestresowana samym zabiegiem że nie dopytalam czy to potrzebne czy nie i ot co.

  7. ~MM pisze:

    Iza trzymam kciuki za powodzenie. Myślę że im więcej ludzi zacznie walczyć o zadośćuczynienie błędów lekarskich zmieni się mentalność sędziów orzekających
    w tych sprawach. Sama jestem po 4 letniej batalii ze szpitalem. Niestety przegrałam, jak wielu którzy porywają się na walkę. Mimo to i tak uważam że warto.

    • ~Iza krotki blog pisze:

      MM, przykro mi. Ale im nas więcej, próbujących, tym szerszą przecieramy drogę. A Ty nie zarzucasz sobie, ze niczego nie zrobiłaś…

      • ~MM pisze:

        Daliśmy sobie spokój. Doszliśmy z M do wniosku że kasę poświęcimy na starania o kolejne dziecko a nie na opłacanie sędziów, którzy i tak trzymają stronę lekarzy. W moim przypadku dokumentacja szpitalna była niepełna czyt. ,,fałszowana,, a powoływani biegli zeznawali ma korzyść pozwanego szpitala. Co prawda jestem wdzięczna lekarzowi z jednej z klinik leczenia niepłodności ktory mnie diagnozował że się odważył i pojawił się w sądzie jako mój świadek, ale sąd i tak stanął po stronie szpitala odrzucając moje roszczenie.
        Uważam że im więcej pokrzywdzonych będzie występować do sądów z roszczeniami zmieni się i orzekanie w tych sprawach. Kropla drąży skałę…..

        • ~Wężon pisze:

          MM, a co się u Was stało? O co pozywałaś?

          • ~MM pisze:

            Przy pierwszym porodzie podczas cc doszło do zaskarżenia co doprowadziło do zapalenia otrzewnej a w konsekwencji obustronnego zarośnięcia jajowodów. Dziecko po urodzeniu leczone było na paciorkowca którego wykryli na jego skórze, pomimo to szpital stał na stanowisku że zaskarżenie to była moja wina.

  8. ~Sonadora pisze:

    Go girl!Pokaż im, tak żeby popamietali.Trzymam kciuki za Twoją wygraną.

  9. ~LILOĄ pisze:

    Powiem konkretnie masz/macie jaja! Trzeba je mieć. Wiem co mówię. Mieszkając jeszcze w Londynie pozwałam pracodawcę za dyskryminację na tle narodowościowym. Udało się. Satysfakcja bezcenna.
    Większy nie oznacza silniejszy. Mam nadzieję, że sprawiedliwość zwycięży a odpowiedzialni za Twoje krzywdy, poniosą konsekwencję swoich czynów.
    Trzymam kciuki. Powodzenia Iza!

    • ~t.vik pisze:

      Dyskryminacja i błąd lekarski, to nie to samo. Tu nie wystarczy mieć czarno na białym, że wina lekarza, bo w komisji też lekarze, czyli jego kolesie po fachu, a często też i tacy, co razem niejedną flaszkę wypili i znają się jak łyse konie i bronią wzajemnie, i jak już muszą, to orzekają wyroki tak łagodne, jak tylko mogą. Ale miejmy nadzieję, że coś da się wskórać.

      • ~Iza krotki blog pisze:

        LILOĄ, gratuluję, sama masz jaja!!!! :D
        Sąd w nieswoimi języku, wszystko obce, niezła jestes. Ja bym nie dała rady.
        Wim, ze lekarze bédą bronić lekarzy w moim przypadku. Będą się musieli baaaardzo starać.

  10. ~pati pisze:

    Ojjj moja trojca nie poinformowala o nowym wpisie. Ja juz sobie z nimi pogadam
    Izuś walcz ile sił z tym dziadostwem. Aniu tobie usuneli ciazy nie czekajac na bete przed zabiegiem, niby banalna laparo ktora robia na peczki. To samo tyczy sie Malibuu nie zrobili podstawowych badan. Takie jest ich podejscie? pewniactwo ze sa pepkiem swiata i maja wywalone na ludzi ktorymi de facto powinni sie fachowo zajac bo taka skladali przysiege…
    Ja mialam hsg na zywca 4 podejscia nieudane i hsg niewykonane. Rzeka krwi i strach ze ten skur… cos tam zbroil. Pozniej wielkie zdziwienie lekarza vo robil hsg ze tamten wogole sie tym zajmoje… juz moje zdenerwowanie sieglo zenitu ale slowa lekarza gin niech pani odpusci narazie… niech pani zajdzie urodzi i wowczas opisze to pani. Nie ma sensu za duze koneksje…i maly ten swiat… po co pani problemy. Kolejna sprawa to kazdy lekarz uwaza sie za lepszego. Znajoma miala zabieg zachwycona i podejsciem i usunieciem nowotworu z szyjki. Inny lekarz cyt. co za lekarz robil pani zabieg? wyglada jak by ktos wyrwal a nie ucial, a ta blizna po cc kto pania zszywal… I tak jeden na drugiego.
    Izus trzymam mocno kciuki.

  11. ~Kas pisze:

    Powodzenia Iza, mam nadzieję, ze sprawiedliwość wygra z kolesiostwem.

    Ja nie poszłam do sądu, jedynie napisałam skargę do dyrektora szpitala, ministra zdrowia i rzecznika praw pacjenta. Lekarz został ukarany (nie wiem jak, pewnie upomnieniem), dostałam też przez rzecznika list, w którym lekarka przeprosiła za swój błąd. Gdzieś tam „na trasie” tej skargi usłyszałam, ze jak przeżyłam, to nie ma szans na ugranie czegokolwiek. Z resztą nie myślałam o niczym więcej.

    Na jakim etapie jesteś?

    • ~t.vik pisze:

      Czyli, miałabyś większe szanse wygrać, gdybyś nie przeżyła? Tak właśnie wygląda walka z nimi.

      • ~pati pisze:

        to jedna wielka klika, mi odradzano z powodu jak na wasze historie błahostki, bo najpierw pani urodzi później pani będzie walczyć… ale za przeproszeniem jak by ktoś spieprzyl takz e nie mogę normalnie zajść to co on będzie lozyl za tą ciąze? nie ja będę ladowac kase a oni maja wywalone. Pozatym temat służby zdrowia to temat rzeka… a nie dziwi was sprawa z miniesterialnym programem prokreacji maił być w CZMP i co nie ma i tak pięknie można gadac i nic się nie ruszylo… Miał być endo gin diab w jednym guzik sale stoja kasy z rzedu nie dostali a tak pięknie kaczor gadal

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Kas… Przepraszam, że tak to ujmę, ale to żarty… jakieś…. Przeprosiny w liście, mówisz…
      Ja wiem, że lekarz ma trudną pracę i wielką odpowiedzialność. Ale sztuką jest, aby sie nie zasłaniać odpowiedzialnością, kiedy staje się żałosnym…
      Co do etapu, mam ochotę cos teraz zdradzić, ale chciałam pozostawić haczyk na kolejny post :) ponieważ trwa długa i spokojna ciąża adopcyjna i nic a nic sie u mnie nie dzieje, wyciągam z kapelusza króliki, żeby blog żył :)

      • ~kas pisze:

        Zgadzam się z Tobą, to bylo żałosne. Teraz to widzę, ale wtedy, hm… Doceniłam to, czułam się nieźle i byłam przekonana, że w kolejną ciążę zajdę tak samo łatwo jak w tamtą, jeden raz bez zabezpieczenia i już. Gdybym wiedziała, że to będą lata, że będzie potrzebne in vitro… Może walczyłabym o cos więcej. No ale nie mogłam tego wiedzieć. Nie ma do czego wracać, może to wszystko musiało się stać, zebym mogła mieć mój gang gagatków (pseudo mojej bandy, wzięło się z powtarzanej przez dziewczyny sylaby ga no i naturalnej skłonności całej trójki do łobuzowania).

        A Tobie z całego serca życzę powodzenia, ciekawe, czy twoim prawnikiem jest mąż mojej położnej, specjalista od tego typu spraw ;) po ilości zbiegów okoliczności tu u Ciebie, wcale by mnie to nie zdziwiło.

        • ~Iza krotki.blog pisze:

          Kas, niestety aż takich zbiegów okoliczności nie ma. Mój prawnik nie jest mężem położnej :)
          Trzymajcie sie , Gagatki, to co było dawniej, nie jest juz takie ważne. Ważne jest tu i teraz.

  12. ~olga82 pisze:

    Iza, będę trzymać kciuki. To jest cholernie potrzebne.

    • ~martucha pisze:

      Olga jak Helenka? Miała już operację??

      • ~olga82 pisze:

        Martucha, jeszcze czekamy. Ta wada okazuje się częstsza, niz sądziłam. Dzięki. Co u Ciebie?

        • ~martucha pisze:

          Ale jakiś macie termin wyznaczony? Czy po prostu czekacie na wiadomość że jest Wasza kolej?

          U mnie ok. Antek dopiero się urodził a wczoraj skończył 5 tygodni! Ciąża tak bardzo mi się dluzyla a teraz czas zaczął pędzić!
          Upały nas wykańczają ale damy rade :-)

  13. ~martucha pisze:

    Kciuki Izula!

  14. ~gaja pisze:

    Iza, powodzenia, siły, wytrwałości!

  15. ~Joanna85 pisze:

    Nie wolno odpuszczać, trzeba walczyć. Ja przez błąd lekarzy straciłam męża. Mógł żyć. Wiem, że sprawy sądowe trwają latami, że lekarze stoją za sobą murem, ale wiem też że nie wolno się poddawać!

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Joanna, jak to… Piszesz w trzech słowach jakąś wstrząsającą historię… Walczysz w sądzie?

      • ~Joanna85 pisze:

        Witam czytam Twój blog od dłuższego czasu. I chociaż doczekałam się upragnionego dzieciątka to jednak zaglądam tu czasem (trochę z sentymentu, trochę z ciekawości:) Znalazłam Cię gdy z mężem staraliśmy się o dzieciątko. Moje 2,5 roku starań to nic w porównaniu do Waszej walki.
        Po dwóch wczesnych poronieniach z jednym drożnym jajowodem udało się w maju 2015 roku urodzić zdrową, wyczekiwaną córeczkę:) Radość była ogromna, tym bardziej że na początku było trochę strachu czy będzie wszystko dobrze, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
        I żeby nie było zbyt kolorowo to we wrześniu 2016 mąż ląduje w szpitalu(mamy pecha że akurat ten jest najbliżej) Wiedzą że ma tętniaka(za mały by operować, co pół roku robił kontrolne badania) źle się czuł ból brzucha, wymioty, wysokie ciśnienie. Lekarze stwierdza że to od kręgosłupa, że z tętniakiem wszystko bez zmian (ma rentgen w oczach bo w dokumentacji brak badań)
        Następnego dniao 13 stej mąż dzwoni że z bólem wypisują go do domu. 45 minut później dzwoni lekarz że męża reanimują…
        Zostałam sama z córką i póki żyje powiedziałam, że nie zostawię tak tej sprawy. Nie można udawać, że nic się nie stało. Gdyby został dobrze zdiagnozowany to dziś by żył. Sprawa w toku.
        Tak by wyglądała sprawa w skrócie.
        Trzymam Iza za Ciebie kciuki podziwiam Cię ogromnie za waszą wytrwałość. Nie wiem dlaczego Los, Bóg Was tak doświadcza? Czy człowiek chce tak naprawdę dużo? Nie chcecie willi z basenem milionów na koncie (pewnie by się przydały:) tylko tego MAŁEGO człowieczka . Życzę żebyś kiedyś usłyszała te piękne słowo MAMO! Pisz bloga i nie przestawaj bo co ja biedna będę czytała:) Pozdrawiam serdecznie:)

        • ~gaja pisze:

          O matko, Joanna, nie wyobrażam sobie nawet, co czułaś… Pewnie chciałaś ich zamordować gołymi rękoma…
          Mój mąż też odszedł, ale choroba nie dawała mu dużych szans. Mimo też czasem myślę, czy można było zrobić coś więcej…
          Trzymaj się, wiem, ile to trwa, nim wyjdzie się na prostą. Ale wyjdziesz na pewno.

          • ~Joanna85 pisze:

            Dziękuję Gaju. Jest czasami bardzo ciężko, ale córka trzyma mnie przy życiu. Gdyby nie ona nie miała bym dla kogo żyć.
            Zawsze zostaje myśl że można było zrobić coś więcej, sama je mam, ale kto mógł przewidzieć że tak to się skończy. Lekarz uśpił naszą czujność mówiąc , że wszystko jest ok. Powiedz mi kochana po jakim czasie wyszłaś na prostą?
            Pozdrawiam serdecznie:)

            • ~gaja pisze:

              Każdy przypadek jest inny… Mnie „uratowali” znajomi, wynajdując różne zajęcia itp. Zostałam sama z mnóstwem rzeczy na głowie (nieskończona budowa, firma, kredyt itp) i musiałam sobie zacząć radzić, na szczęście jakoś mi szło. Tak mniej więcej po roku żyłam sobie spokojnie już, i w zasadzie korzystałam z życia ile się dało. Czasem jednak zdarzały się gorsze dni… Chyba 2-3 lata to jest ten czas, żeby móc powiedzieć – jestem szczęśliwa, mimo tego tego co zaszło. Ale u Ciebie jest inaczej, masz córeczkę…

        • ~iza krotki blog pisze:

          Wiesz… To co piszesz skłania mnie do może stasznych, może niewygodnych refleksji.
          Moja walka o dziecko wciaż trwa. Dziecko jest dla mnie abstrakcyjne. Jest tylko projekcją przyszłości. A mój M. jest moim życiem, tu i teraz. Nie potrafię sobie wyobrazić, co by się stalo, gdyby go zabrakło.
          nawet nie wiem, co mogę Ci powiedziec w tej sytuacji.

          Twój Mąż poznał swoją córkę. Dla mnie to byłoby wazne.

          To co piszesz o rentgenie w oczach też nie mieści mi się w głowie. Jesteś super baba z jajami, że tego nie odpuściłaś. Jak idzie walka? Nie odpuszaj, Asia. Wiesz, że masz rację, tylko nikt za CIebie nie będzie walczł o tę sprawę.

          będę pisała bloga :) Odzywaj się!

          • ~Joanna85 pisze:

            Mój mąż był dla mnie mężem, kochankiem i najlepszym przyjacielem. Był wspaniałym tatą. Maleńka (bo tak na nią często wołał:) była jego oczkiem w głowie.Pomimo choroby nawet na chwilę nie pomyślałam, że może Go kiedyś zabraknąć.
            Szpital „przeprowadził wszystkie procedury poprawnie”, więc czekamy na kolejny termin rozprawy. Tak jak razem z mężem walczyłam o córkę, tak teraz walczę z córką o prawdę i może słowo :”przepraszam to nasza wina”. Naiwne to z mojej strony ale ja nie mam już nic do stracenia.
            Pozdrawiam serdecznie i czekam z niecierpliwością na nowy wpis:)
            P.S uwielbiam Twój styl pisania. Twoje wpisy z bloga były by super książką. Gdybym była tylko wydawcą…:)

  16. ~Marysia pisze:

    Aż mnie ścisnęło :( Iza, trzymam kciuki za tę wojnę. To będzie trudne, ale nie niemożliwe.
    Uściski :*

  17. ~Wężon pisze:

    Izo, skoro wreszcie to napisałaś, to wnioskuję, że sprawa jest rozwojowa i coś się dzieje. Oby w dobrą stronę. Wygraj w imieniu nas wszystkich.

    Ja też się zastanawiałam, czy pozywać lekarza, który na zdjęciu RTG nie zauważył, że mam złamany kręgosłup, nie chciał podać na miejscu środka przeciwbólowego i powiedział, że to pewnie bóle mięśniowe od uderzenia i przejdą za parę dni. Dał za to środek na rozluźnienie mięśni. Wzięcie go przed snem zaowocowało dużo większym bólem. Na szczęście nie miałam siły się po nim ruszać, za bardzo bolało, żeby próbować. Potem lekarze w szpitalu powiedzieli, że to mocne mięśnie utrzymały kręgosłup i zapobiegły przemieszczaniu się odłamków. Gdybym chodziła taka rozluźniona, to prawdopodobnie byłby mój ostatni spacer.
    Ale w końcu jakoś się rozeszło po kościach, w końcu szkód nie odniosłam, operację mi zrobiono za parę dni, bo tata postanowił pokazać RTG innemu lekarzowi i załatwił mi tomografię. Za mało strat, nic by się nie udało wywalczyć.

    To smutne, że tak wiele z nas ma jakieś przejścia z lekarzami za sobą.

    A propos posiewu – miałam sprawdzaną drożność przy okazji laparoskopii i też nie robiłam żadnych posiewów.

    • ~zouza pisze:

      Miałam taką samą refleksję po przeczytaniu fragmentu o posiewie…
      To ja powinnam była mieć posiew przed laparo…?
      Good to know ;-)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Wężon, nie dzieje sie za wiele, ogólnie ogarnę tę historię przy kolejnym poście, po prostu dojrzałam do tego, żeby się podzielić, nie szkodząc sobie jednocześnie na poczet rozprawy.

      Z tym posiewem przed zabiegiem – to jest w sumie bardzo ciekawe. U mnie nie zrobili, myslałam, ze tym zagnę szpital, podobno jednak to nie ma decydującego znaczenia przy zakazeniach. Podobno bakterie w posiewie wcale nie muszą powodować zakażenia szpitalnego. Dziwi mnie to bardzo, ale takie mam wiadomości od prawnika po konsultacjach z lekarzem.

      Bardzo często szpitale zapominają poprosić o posiew, więc może coś w tym jest. Można wtedy wytknąć im brak posiewu jako nienależytą staranność, ale nie czyni to jeszcze szpitala winnym zakażenia.

      • ~ob pisze:

        Z tym posiewem to jest tak, że nie jest konieczny – osłonowo dostaje się silny antybiotyk i to ma wystarczyć. Takie są procedury. Ja miałam zawsze robiony posiew ale tak zawsze dostawałam antybiotyk i nikt nie sprawdzał posiewu, bo i po co :(
        Walcz i wygraj. Chociaż z doświadczenia wiem jak to wygląda. Mój szef był biegłym sądowym i często pomagałam przy pisaniu opinii. Chyba się nie zdarzyło, żeby była to opinia przychylna pacjentowi :(

  18. ~En pisze:

    Iza, po przeczytaniu tego wpisu wróciłam do Twoich wpisów z marca-kwietnia 2015, są wstrząsające. Zastanawiały mnie też komentarze pod nimi, na wyrost optymistyczne. Strasznie dużo przeszłaś dziewczyno. Walcz, trzymam kciuki za sprawiedliwość. I za ciążę adopcyjną :)

    • ~En pisze:

      Marca-kwietnia 2014′

    • ~iza krotki blog pisze:

      Kochana En, chciało Ci się czytać stare wpisy? Gdy sama tam zaglądam, mam wrażenie, że się trochę cenzurowałam. Wbrew swoim poglądom nie nazywałam strachów po imieniu.
      I dziękuję , ciąża adopcyjna jest super.

      • ~En pisze:

        Oczywiście! Już drugi raz. Pierwszy, gdy poznawalam bloga. Chciałam zobaczyć, jak wtedy na żywo opisywałaś to, co Cię spotkało. I faktycznie, tak jak teraz napisałaś, nie są to wpisy całkiem wprost. Ale i tak mówią bardzo dużo. A biorąc pod uwagę przyczynę, dla której poddałaś się zabiegowi i jego cel, to są dramatyczne.
        Natomiast zastanawiałam się czy nie drażniły Cię komentarze, chyba nawet większość z nich, życzące szybkiego powrotu do starań, zaciekawione kiedy znów będziesz próbować i że na pewno się uda. Podczas gdy Ty właśnie wróciłaś z bardzo daleka do żywych. Intencje były pewnie dobre, ale… Szczerze mówiąc, ja chyba przestałabym pisać bloga czując kompletne niezrozumienie i złość.
        Życzę Ci zadośćuczynienia, takiego na miarę, jeśli to możliwe :)

        • ~Iza krotki.blog pisze:

          En, kochanie, nigdy ale to nigdy nie czułam na blogu braku zrozumienia. Nie tylko jesteście dla mnie wsparciem, ale prawdopodobnie dzieki blogowi uniknęłaby depresji. Zawsze będę winna podziękowanie każdej z Was z osobna.

          • ~En pisze:

            To najważniejsze, że czułaś wsparcie, bo każda z nas, stałych czytelniczek, chce Ci je okazać :) a za to co daje Twój blog olbrzymiej społeczności kobiet (merytorycznie i emocjonalnie) powinnaś dostać złoty medal lub tytuł Kobiety Roku :)

  19. ~MonikaD pisze:

    Trzymam kciuki za wygraną walkę! Ja w październiku wybieram się na laparoskopię/ laparotomię, tego jeszcze nie wiem (endometrioza IV). Szpital i lekarz mają bardzo dobrą opinię. Byłam już w tym szpitalu na badaniach kolono i gastroskopii oraz rezonansie. Zapomnieli mi zrobić gastroskopii. Więc mam tylko te dwa wyniki. Na dwa tygodnie przed zabiegiem jestem umówiona na szczęście na posiew i konsylium z chirurgiem ( możliwe że trzeba będzie usunąć kawałek jelita grubego). Niedawno widziałam się z koleżanką która pracuje w szpitalu położonym niedaleko tego mojego. Przywieźli do nich kobietę z tego mojego szpitala w stanie ciężkim. Miała usuwane polipy z macicy i lekarz przez pomyłkę podwiązał jej tętnicę. Żeby ją ratować musieli amputować całą nogę. Ponoć pozwała szpital i lekarz nie pracuje. Do niedawna szłam na stół na „pewniaka”. Tym razem będzie większy skok adrenaliny, tym bardziej że nie wiem co będą robić.

    • ~Wężon pisze:

      Monika to brzmi aż nieprawdopodobnie. Przecież polipy macicy są wewnątrz macicy. To jak ten lekarz znalazł się przy tętnicy? Nie zauważył, że nie jest w macicy? Dziwne to jakieś.

    • ~iza krotki blog pisze:

      MonikaD, zdrowy rozsądek mi mówi, że jak będzie trzeba jeszcze w życiu zrobić laparo, to ją po prostu zrobię, mimo wszystko.
      nie można odmówić sobie leczenia, a te sądowe sprawy są po to, żeby drugi raz nie zdarzyły się takie historie. straszne jest to, co opisujesz…

  20. ~MonikaD pisze:

    Wężon również nie mam pojęcia. Moja koleżanka jest fizjoterapeutką w tym szpitalu. Pewnie nie miała dostępu do pełnej dokumentacji medycznej. Możliwe że robili coś jeszcze, a plota poszła uproszczona. Fakt jest faktem że kobieta lat 30 skończyła z jedną nogą. Koleżanka ją rehabilitowała. Ponoć wszyscy byli w szoku bo ten szpital ma bardzo dobrą renomę.

  21. ~MamaAniolkowa pisze:

    IZO Gratuluję ciąży adopcyjnej!!

    My też będziemy walczyć za śmierć Naszej córeczki.
    Czekamy na opinie biegłych sądowych, mają czas do końca stycznia.
    I przysięgam tu i teraz, że jeśli ta sprawa zostanie zamienione pod dywan, zagrzmi niebo i zatrzaski się ziemia w całej Polsce!! Pójdę do telewizji i rozpętała piekło!!

    • ~pati pisze:

      Mama Aniolkawa trzymam kciuki. to troche glupio brzmi po takiej tragedi. ale.trzymam by ktos odpowiedzial. Tak samo Izo trzymam mocno i reszcie dziewczyn tez. Trzeba walczyc. Przez glos lekarzy ja stracilam.sznase na badania gen plodu… co teraz bedzie zobaczymy… to nie taka sam tragiedia czy uszczerbek na zdrowiu jak u was ale.wolal bym byc pokierowana fachowo… ehhh szkoda.slow naprawde to nie tyczy sie tylko.mnie dochodza mnie glosy o.takich samych sprawach sprzed.10.lat. nic sie nie zmienia…
      Ciut.ciezki wpis.ale.napewno potrzebny. Ja nie wiem jak to oni wychodza z tych calych syt jakby nigdy nic. w sensie lekarze… to jakas paranoja… uwazaja sie za bogow a Bogami nie sa i nie siegaja im do piet. Jedne czlowiek lekarz… a potrafi tak zrujnowac zycie…

    • ~iza krotki blog pisze:

      MamaAniolkowa, wiem, że to zrobisz. Jestem z Tobą i trzymam kciuki. Trzymam także za to, żeby biegli okazali sie sprawiedliwi, nim bedziesz musiała rozpętać piekło. Sama po sobie mam nadzieję.poczucie, że są szanse.

  22. ~pati pisze:

    Bo jakiś taki przestój się zrobił więc napisze, zaczeliśmy stymulacje tzn ja zaczelam zastrzyki a moj M. znoszenie moich wybuchow – taa wczoraj byl pierwszy po 2 zastrzyku tak mnie zlapalo na ryczenie ze sama nie wiedziałam co sie dzieje :) gonal daje czadu :) w sob w 6 dniu brania zastrzyków 1 podgląd zobaczymy jak moj org reaguje na dawke 150 jm. narazie nic nie boli nic nie kluje, nawet mam tylko 1 snikama a po wczorajszym zastrzyku zero śladu, chyba praktyka czyni mistrza. Tak wiec trzymajcie kciuki bo my ledwo kontaktujemy ostatnimi dniami…

  23. ~a pisze:

    czytam to co piszecie i moj smutek mnie przerasta. jestem lekarzem. jestem tez kobieta z nieplodnoscia.
    rozumiem, naprawde rozumiem (psychologia kryzysu jasno to tlumaczy), ze latwiej jest przezyc strate znajdujac winnego. wiem, ze zdarzaja sie bledy medyczne, zaniedbania, naciagactwo. ale tez wiem, pracujac 300h miesiecznie na nloku operacyjnym WIEM, ze powiklania byla, sa i beda. zdarzaja sie kazdemu, nie pytaja o zawod. zdarzaja sie kiedy operujemy swoich kolegow lekarzy. swoja rodzine. zdarzaja sie nam.
    iza… nie wiem jakie byly warunki przy Twoim zabiegu. ale bakterie szpitalne to sa patogeny ktorych Wy, cywile, nie macie w sobie… jesli chodzi o posiew do hsk – ja nie robilam. swiadomie.
    wiem tez, choc przykro mi z tego.powodu, ze lekarz pracujacy 300h w miesiacu nie ma szans na wiele empatii. jest niedospany. zestresowany. goni w pietke, zaniedbujac rodzine i siebie. boi sie. ciezar mega odpowiedzialnej pracy, za 3000pln (naprawde tyle zarabiamy na szpitalnym etacie) – wiecie w ogole co to znaczy? to znaczy ze po waszych np kilkugodzinnych operacjach my ocieramy pot z czola i glodni, niewysikani pedzimy empatycznie zajmowac sie nastepnymi chorymi. sluchac fochow o kolejke, o spoznienie, o wszystko. slyszec z korytarza ze jestesmy lapowkarzami i mordercwmi. i tak caly czas. codziennie.
    zycze wszystkim prawdziwym ofiarom bledow medycznych wygrania swoich spraw – serio. zas pozostalym.. odrobiny empatii ktora tak szafujecie, szacunku i zamyslenia. za spora czesc powiklan mozecie obwiniac Los, Statystyke, Opatrznosc… w co kto wierzy.

    • ~Kas pisze:

      Ja jednak zdecyduję się obwiniać lekarkę, pod której „opieką” przebywałam na sorze 17 godzin z pękniętą ciążą pozamaciczną, zanim zdecydowala się mnie wysłać na usg, dzięki czemu, kiedy kładziono mnie na stół, zanikał mi już puls.

    • ~Patrycja pisze:

      Droga A, zgoda, że błędy zdarzają się i będą zdarzać niezależnie od zawodu – każdy jest omylny, będą się też zdarzać powikłania przez nikogo niezawinione.
      Z jednym jednak stanowczo nie mogę się zgodzić. Powtarzasz informację o 300h pracy w miesiącu – która, jak rozumiem, ma tłumaczyć przynajmniej część błędów oraz , jak sama piszesz, „brak empatii”. Moim zdaniem praca w takim wymiarze, branie na siebie tylu obowiązków jest zupełnie nieodpowiedzialne! Właśnie dlatego, że sprzyja popełnianiu błędów brzemiennych w skutki dla Bogu ducha winnych pacjentów! Ktoś, kto decyduje się na pracę tak wytężoną i długą, będąc nie sprzedawcą w sklepie czy szewcem (z całym szacunkiem do tych zawodów), ale lekarzem (i to pracującym na bloku operacyjnym, a zatem chirurgiem, anestezjologiem?), jest WINIEN każdego błędu, który popełni, i to z moralnego punktu widzenia winien tak, jakby popełnił go umyślnie. Bo to znaczy, że godzi się na błędy, których dopuści się przez zwykłe ludzkie zmęczenie – i to do tego w imię komfortu materialnego.
      Po raz kolejny myślę, że ta sprawa powinna być w sposób rygorystyczny regulowana prawem. Dlaczego pilot albo kontroler lotów nie może pracować 300 godzin w miesiącu? Ano właśnie.
      I nie są żadnym usprawiedliwieniem niskie zarobki. Na jednej szali mamy satysfakcję z materialnego poziomu życia pana lub pani doktor, a na drugiej – ludzkie życie lub zdrowie. Dla mnie tu nie ma żadnego dylematu i ani cienia wątpliwości.
      Odrębną kwestią są dalsze urocze sytuacje, które zdarzają się pacjentom „po przejściach” – mataczenie szpitala, fałszowanie dokumentacji medycznej, środowiskowa źle pojęta solidarność itd. Tego nic nie tłumaczy!
      Pozdrawiam Cię i życzę powodzenia w walce z niepłodnością.

      • ~a pisze:

        niestety wszystko trzeba interpretowac kontekstowo. gdyby lekarze (pielegniarki ratownicy itp itd) pracowali w normalnym wymiarze pracy to
        1. umarli by z glodu (polecam sprobowac z takiej pensji wynajac mieszkanie albo – chociazby – zaplacic za kursy specjalistyczne zeby byc Dobrym Doktorem czy ksiazki medycznej)
        2. nie mialby kto Was ratowac/pielegnowac/leczyc, no no latwo policzyc, ze byloby nas 2 razy mniej – a wiec na sorze czekalo by sie nie 8h a 16, na zabieg nie pol roku a rok itp itd. jest olbrzymi, ukryty deficyt personelu medycznego, a caly ten chory uklad trzyma sie wlasnie dlatego, ze panstwo pozwala sobie nam placic gorzej niz McDonald’s.
        podkreslam, ze nigdy nie bronilam falszowania dokumentacji i tym podobnych przestepstw, podobnie jak niechlujstwa czy nieuctwa. chodzi mi tylko o odrpbine refleksji, autorytarna ocena pracy specjalisty przez laika jest i przerazajaca, i nieco ryzykowa.

        • ~Mgla pisze:

          A – po przeczytaniu wszystkich komentarzy zgadzam sie z Toba.Nie usprawiedliwiam swiadomych zaniedban lekarskich i braku dobrego stosunku do pacjenta, ale wiem ze lekarze w szpitalach zarabiaja mniej niz kasjerzy w Lidlu (nie umniejszajac kasjerom) dlatego pracuja na kilku etatach.Co do latwiejszego przezycia straty znajdujac winnego- mysle ze kazdy psycholog sie z tym zgodzi, bo to naturalna reakcja i najczesciej obwinia sie lekarzy, bo to od nich oczekuje sie czesto, ze beda Bogami, a nie sa…W kazdym srodowisku zdarzaja sie wyjatki za ktore wstyd wiekszosci wykonujacej dany zawod, ale przykre jest to ze jesli sie uda komus pomoc, to o tym sie nie mowi, a kiedy zdarzaja sie powiklania padaja wyzwiska od konowalow i zlodziei…Dzieki m.in. lekarzom medycyna idzie do przodu i mozna chociazby starac sie o dziecko metoda in vitro i nie powinno nikogo dziwic, ze lekarz tez chce godnie zyc i chce zeby bylo go stac na te metode, gdy bedzie jej potrzebowac, bo trudno miec satysfakcje z pracy kiedy pol zycia spedzilo sie nad ksiazkami z idealami w sercu i glowie, a potem nie stac Cie na utrzymanie rodziny na 1 etacie.Ten system w Polsce jest chory i wszyscy-zarowno pacjenci jak i lekarze sa jego ofiarami.
          I podkreslam jeszcze raz, ze nie usprawiedliwiam swiadomych zaniedban i chamstwa, ale generalizowanie jest bardzo krzywdzace dla reszty…

        • ~Patrycja pisze:

          Pozostanę przy swoim zdaniu. Na pewno lekarze są niedostatecznie wynagradzani, pełna zgoda, tylko czy to usprawiedliwia narażanie zdrowia pacjentów? W mojej ocenie nie. A jeśli lekarz pracuje ponad wydolność fizyczną i intelektualną, to nie „system” jest ostatecznie winien tego narażania, tylko on sam. I powinien ponieść konsekwencje.
          Nie znaczy to, że zawsze, gdy pacjentowi się wydaje, że doszło do błędu, rzeczywiście do niego doszło, bynajmniej. Ale zawsze należy to rzetelnie sprawdzić w odpowiedniej procedurze.
          Tak jak pacjenci na pewno są po części nadkrytyczni, tak lekarze – w moim odbiorze – bywają nie dość krytyczni wobec siebie i kolegów (zawsze znajdzie się jakiś powód błędu, a często należałoby po prostu uznać swoją winę, nie szukając łatwych usprawiedliwień…kto ich szuka, zawsze znajdzie, lecz nie na tym polega odpowiedzialność za własne czyny).

          • ~pati pisze:

            Mam w rodzinie lekarzy, mam wśród znajomych lekarzy, to cieżki kawałek chleba z tym się zgodze, wynagrodzenia znikome też się zgodze- nieadekwatne do wykonywanego zawodu i ciążącej odpowiedzialności, podejście ludzi w kolejce nie fer też się zgodze ale nie dajmy się zwariować. Jesli ktoś w PL wybrał ten zawód to albo wybrał go z powołania to sie z tym wszystkim liczył. jedni są lepsi jedni się nadają jedynie do przychodni do wypisywania antybiotyków na każdą bolączke, ale to tak samo jak w każdym zawodzie są lespi i gorsi. Tu jednak liczy się odpowiedzialnośc za czyjeś zycie zdrowie itp. Jak ktoś chciał zbijać kokosy to mógł iść na chirurga plastycznego a nie bawić się w boga. Osobiście poznałam lekarza ktory pracuje w 7, tak podkerslam 7 przychodniach pryw. i jeszcze dodatkowo w szpitalu a jakimś magikiem i znawca tematu nie jest. A jego syn poszedł w jego ślady, wszędzie gdzie ojciec tam i on… Niestety ani po jednym ani po drugim nie mam miłego wspomnienia. Ja rozumie każdy może mieć gorszy dzień… ide zawsze z nastawieniem będzie oki, wychodze nieraz zadowolona nieraz jak bym mogla to bym wysadziła daną placówke. Spotkałam się też z lekarzami ktorzy są z powołania, niestety to są lekarze starszej daty jeśli już nei można ich określić prehistorią. Znałam lekarzy super ktorzy zaczynali swoja praktyke na serio dawali z siebie wszystko ale pozniej zderzyli się z rzeczywistościa i ani super ani hiper nie są już, albo obrośli w piórka albo po prostu nabrali takiego dystansu że ma sie poczucie ze maja wywalone.
            Nikt nikogo nie zmuszał by ktoś szedł na medycyne. To jest jeden z niewielu zawodów gdzie liczy sie powołanie chęc pomocy a nie szkodzenie innym…
            I tak by można pisać i analizować… Izuś abyś wygrała sprawe, i każdej z Was ktore walczycie z nimi tego samego życzę. To prawda im wiecej spraw to może wkońcu przestaną się czuć tak pewnie

    • ~Joanna85 pisze:

      Nie zgodzę się z określeniem „że łatwiej jest przeżyć stratę znajdując winnego”

    • ~MiMi pisze:

      Też mnie przeraża ta zimna kalkulacja i zemsta. Skoro Pani blogerka i tak nie mogla zajść w ciażę to co jej da teraz mszczenie sie lekarzu. Niczego to nie zmieni bo swojego dziecka i tak nie bedzie mieć. Zaadoptuje sobie jakieś dziecko i bedzie szcześliwa a biedny lekarz bedzie ciągany po sądach.

      • ~Marta P pisze:

        Rozumiem, że będąc w każdej innej, adekwatnej sytuacji, np. wypadku, w którym inny kierowca spowodowałoby u ciebie nieodwracalne uszkodzenia lub kalectwo, lub np. zabił kogoś bliskiego; ktoś komu zaufasz, pobilby cię i okradł – też należałoby odpuścić, bo zdrowia to nie wróci??? Co to za wysyp „obrońców” lekarzy, którzy, jak każdy, powinni ponosić konsekwencje swoich czynów.

      • ~gaja pisze:

        Ty tak serio, czy to ma być sarkazm?

      • ~miamami pisze:

        MiMi poważnie?
        „Biedny lekarz”?Przepraszam, ale Twoja wypowiedź jest żałosna. Ci biedni lekarze swoja ignorancją potrafią zniszczyć ludziom życie, zdrowie i nie ponoszą żadnych konsekwencji swoich decyzji. Najwyższy czas to zmienić. Jeśli nie dotkneła Cię taka sytuacja to tylko się ciesz.

      • ~pati pisze:

        MiMi weź ty zamilknij może lepiej i odwal sie od Pani blogerki jak to określiłaś! postaw sie w jej sytuacji jeden zabieg zmieniła całe jej zycie, jak widać tu po wpisach nie tylko jej, praktycznie kazda z nas miala jakas styuacje ze lekarz nie stanal na wysokosci zadania a ty pierdo… lisz o Pani blogerce? Zemsata na lekarzu? Pani blogerka nie mogła zajc zajsć w ciąze, teraz sie mści? Moze gdyby nie ten lekarz miala by gromadke dzieci. Wez ty sie puknij w pecyne poczytaj kom jaka tragedie lekarze zrobili innym nam i dopiero napisz pare madrych zdan.

      • ~Iza krotki.blog pisze:

        MiMi, przegięłas z zimna kalkulacja i zaadoptowaniem sobie dziecka.
        Zemsta? Łatwiej i skuteczniej byłoby mi obsmarować bohaterów tej historii na blogu.

        Walczyłam o życie, nie o dziecko.

        Złotą zasadą bloga jest jednak, że każdy moze się tu wypowiedzieć, nawet, jak nic nie rozumie.

    • ~Malibuuu pisze:

      Błedy zdarzały się, zdarzają i będą zdarzać. Lekarze są tylko ludźmi i popełniaja błędy, nikt nie jest nieomylny. Jestem w stanie uwierzyć, że wkrada się rutyna, że brak empati i ogólna znieczulica (być moż codziennie ktoś na waszych oczach umiera) ale… Nie zwalnia was to że założonej przysięgi. Nie godze się na kolesiostwo w podrabianiu raportów i kryciu dupy przed komisją. Straszne jest to, że na szali jest życie i zdrowie, olbrzymie obciążenie psychiczne dla rodziny, samgo chorego i dla was samych. Nikt nie zwróci zdowia lub życia. Chodzi o to byście umieli powiedzieć wprost, że coś zostało spaprane, przepraszam popełniłem błąd. To chodzi o ochronę innych pacjentów by taka rutyna się nie wkradła. O odszkodowanie pienieżne bo kobieta zostaje z dziećmi bez meża, który zarabiał, kobieta traci możliwość zajścia w ciąże i na leczenie niepłodności wydaje majątek. Nie twierdze, że macie płacić wy z waszych pensji. Nie!!! Ubezpieczcie się od błędu w sztuce lekarskiej, okażcie skruche i zróbcie wszystko by następnym razem taki błąd wyeliminować. Tu mówie o błędach nieumyślnych a nie o zaniedbaniach do których doszło bo lekarz był pijany albo dupy mu się nie chciało ruszyć by zbadać albo nie zlecił badań bo go dyrektor goni za przekroczenie limitów z usg. Jeszcze raz pieniądze nikomy zdrowia czy życia nie zrekompensują ale napewno pomogą w dalszym życiu.

    • ~Iza krotki.blog pisze:

      A, super, ze sie wypowiedziałas jako lekarz. Miałam swoje rozterki opisać osobno, ale skoro zostałam wywołana do tablicy, opisze teraz.

      Po pierwsze, nie opisałam na blogu wszystkich okoliczności błędu szpitala. I nie opisze, ze względu na dobro mojego procesu, a także dobro prowadzącego lekarza.
      Za samo zakażenie szpitalne bym się nie zdecydowała sądzić. I z tego tytułu szpital nie zostanie raczej obciążony, bo to jest nie do udowodnienia.

      Bardzo dużo błędów szpital popełnił później – jeden za drugim. Możliwe, że opowiem tutaj o tym, jak się wszystko skończy.

      Po drugie jedyne, co mnie hamowało przed procesem, to lekarz. Byłam do niego bardzo przywiązana. Lubiłam go, on też mnie lubił i czułam jego troskę. Zostawał po pracy, zeby czuwać w najgorszych chwilach. Odwoływał swoje dyżury w innych szpitalach, zeby byc ze mną. Załatwiał, co sie tylko dało w państwowym szpitalu, żeby mi pomóc.

      Nie pozwalam lekarza.

      Pozwalam szpital.

      Pozwalam procedury.

      Pozwalam system.

      Najpierw jednak upewniłam się, ze ten lekarz ma OC.

      Ostatnie, czego bym chciała, to skarżyć lekarza, który z zawodu ratuje życie.

      Mam nadzieję, że to choć trochę rozjaśnia sprawę.

      • ~Patka pisze:

        Iza, nie tłumacz się. Mimi mam wrażenie, że celowo prowokuje. A każda z nas ma prawo podać do sądu kogo chcemy, a to sąd rozstrzyga, kto zawinił. Każdy, kto partaczy swoją pracę musi się liczyć z konsekwencjami – czy to lekarz, murarz, czy nawet sprzedawca w sklepie. Jeśli czyjeś źle wykonane obowiązki mogą być i są groźne w skutkach, to nie można tematu zamiatać pod dywan! Inaczej ludzie niczego się nie nauczą i dalej będą partaczami. Sądy są właśnie od orzekania winy. Z drugiej strony – narzekają lekarze, pielęgniarki, nauczyciele, górnicy itp. Każdy chce zarabiać więcej, ale brutalnie powiem, że chyba wybierając sobie zawód mieli świadomość z czym taka praca się wiąże? Muszę przyznać, że mam w rodzinie i górników i lekarzy i policjantów. Każdy narzeka, ale to właśnie oni budują domy, kupują samochody i mają wakacje za granicą. Pewnie wielu młodych lekarzy, którzy nie mają jeszcze wyrobionego nazwiska i prywatnej praktyki zarabia mało, ale tyle też zarabia się w innych zawodach. Za to „ma starość” to właśnie lekarze są jedną z najlepiej sytuowanych grup społecznych. A praca ponad normę? Każdy zna swoje możliwości, więc poczucie odpowiedzialności za życie drugiej osoby powinno być dobrym hamulcem. Szkoda, że o tym lekarze często zapominają.

    • ~MamaAniolkowa pisze:

      Proszę wybaczyć, rozumiem że Pani jest młodym lekarzem więc i kwota 3000 faktycznie może być prawdziwa. Ale każda tu z Nas korzysta ze specjalistów którzy są zdecydowanie „dłużej na rynku” i zarabiają w tysiącach bo pracują na kontraktach a nie na etatach. Nie znam żadnego starego lekarza który by tak pracował, a mam z nimi styczność na codzień. Niestety środowisko lekarskie mam wrażenie ma cicha umowę „chronienia sobie tylkow” i proszę wybaczyć, bo skoro ja trafiam do szpitala w ciąży bliźniaczej z krwawienie takim że po podłodze kapie a stara malpa która powinna być na emeryturze odsyła mnie do szpitala oddalonego o 40km twierdząc że nic złego się nie dzieje, a moje dziecko w ten czas sie dusi,szarpie, a po chwili nie rusza się…. Trafiając do drugiego szpitala byli w szoku że stoję o własnych siłach a moje dziecko nie żyje, mimo to podejmują walkę o jej życie, wygrywa ja ale tylko na kilka godzin…. Cały szpital, właśnie Ci lekarze o których Pani pisze mówią wprost zawinił lekarz, to przez tą osobę Pani dziecko nie żyje…. Nawet nie chciało jej się sporządzić dokumentacji z mojego pobytu na IP… Z całym.szacunkiem ale tak.wypaczeni ludzie nie powinni pracować w tym zawodzie. I mam to gdzieś ile zarabiają, czy są zmęczeni itd. Jak są zmęczeni niech idą do domu. A później pretensje ze pacjenci są roszczenia, a no.roszczeniowi bo ich partactwo zabija, okalecza itd. Niech wkoncu zaczną wykonywać swoją pracę sumienie za Nasze ciężko zarobione pieniądze.

      Iza, czekam na opinie. Zagrzmi. Będę walczyć i wygram te walkę!! Ta kobieta ma wiele małych istot na sumieniu, to stara panna pozbawiona wszelkich uczuć. Przysięgam że odejdzie w pogardzie z zawodu który wykonuje całe życie.

  24. ~MonikaD pisze:

    A. Rozumiem Twoją argumentację,ale zawsze jest tak, że punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Mnie na szczeście w gąszczu zabiegów i wizyt nie dotknęła pomyłka lekarza, ale czy osoba poszkodowana tłumaczy sobie, že trudno na mnie trafiło, lekarz był zmęczony, przepracowany? Raczej to tak nie działa. Jeśli kogoś dotyka problem bezpośrednio i faktycznie był popełniony błąd w sztuce lekarskiej to rozumiem złość poczucie krzywdy i chęć pociągnięcia do odpowiedzialności lekarza. MiMi że co? Zimna kalkulacja? Po zakażeniu i „wykastrowaniu”? Chyba kobieto nie przemyślałas tej sytuacji. Szansa na ciążę jest zawsze dopóki się nie usunie właśnie jajowodów macicy czy jajnikow. To, ze miala małe szanse nie uprawnia do usprawiedliwienia lekarza czy szpitala. Jakbys nie widziala na obie galki oczne to tez by Ci bylo obojetne czy ktos Ci je wydlubie czy nie? A zagrozenie zycia z tym zwiazane, powazna operacja i czas powrotu do zdrowia? Pomyśl zanim coś napiszesz.

  25. ~LILOĄ pisze:

    MiM,
    Obyś nigdy nie musiała się mścić….
    Szkoda, że nie potrafisz czytać ze zrozumieniem., sądzę, że wtedy inaczej byś zrozumiała tragedię, która spotkała Izę.
    Powiem szczerze, że nie sądziłam, iż tu w tym miejscu, kiedyś przeczytam tak bezduszny, durny wpis. ….
    A co do lekarzy. Każdy powinien odpowiadać za swoje czyny, nie ważne czy jest lekarzem czy kierowcą i ponosić konsekwencję popełnianych błędów.
    Iza trzymam kciuki!

  26. ~Malibuuu pisze:

    MiMi potraktuje to jako prowokacje bo cieżko mi uwierzyć, że takie osoby jak ty istnieją.

  27. ~a pisze:

    uciekam z tej dyskusji, bo mieszane jest wszystko z wszystkim – ignorancja z brakiem empatii, bledy z „skurwysynstwem”, powiklania z czynami przestepczymi (falszowwanie dokumentacji itp).
    nadmienie tylko, ze kazdy lekarz jest (i musi byc) ubezpieczony. ubezpieczenie jest od odpowiedzialnosci cywilnej. czyny przestepcze, a raczej ich konsekwencje, nie sa i nie moga byc ubezpieczone.
    ponownie, wszystkim osobom realnie poszkodowanym przez medykow – jakichkolwiek – szczerze zycze dobrego zakonczenia ich spraw. zgadzam sie, ze odpowiedzialnosc zawodowa dotyczy kazdego. ciekawa jestem, czy nikt z potepiajacych lekarzy nigdy nie pomylil sie w excelowych tabelkach/sprawdzajac dyktanda/solac zupe. osobom wyrazajacym twarde, bezrefleksyjne sady (mnostwo przykladow w dyskusji; lapowkarski i ignorancki mnie wkurzaja najbardziej – moze dlatego, ze mnostwo czasu i KASY wkladam w samorozwoj… ) zycze, aby nigdy nie korzystaly z systemu opieki zdrowotnej, bedzie lepiej i im, i nam – leczacym (choc bardzo nie lubie, ludzi wyzywajacych mnie oď zlodziei, debili i kurew lecze bo MUSZE – rownie dobrze jak kazdego innego). a jak slysze o powolaniu to mi sie slabo robi, medycyna to nie zakon. to zawod. najlepszy na swiecie, mimo spotykania sie (czasem) z najgorszymi pacjentami.

    • ~Patrycja pisze:

      „Odpowiedzialność zawodowa dotyczy każdego” – właśnie o to chodzi. To jest sedno.
      Błędy zdarzają się każdemu, wiadomo. Bywają różnej wagi. Za błędy poważne trzeba płacić = ponosić odpowiedzialność. Nikt zdrowy na umyśle nie idzie do sądu dlatego, że lekarz krzywo na niego spojrzał albo przepisał nie takie witaminy, tylko wtedy, gdy pacjent poniósł poważny uszczerbek na zdrowiu lub innych swoich istotnych dobrach.
      Poszkodowanego pacjenta nie musi obchodzić, że lekarz miał gorszy dzień, bo mało spał, dużo pracował albo pokłócił się z partnerem – już zwłaszcza przy założeniu, że lekarz to zawód jak każdy inny, czyli jeżeli odrzemy tę profesję z całej mitologii, ideologii, jak zwał tak zwał. Jest usługodawca, jest usługobiorca czyli klient, jest usługa wykonana dobrze albo spartaczona. Przy tym odpowiedzialność (cywilną, karną) zasadniczo można ponieść także za czyn popełniony z winy nieumyślnej (lekkomyślność, niedbalstwo). Takie życie.
      Dodam, że miałam okres w życiu, gdy pracowałam bardzo dużo, za dużo (jestem prawnikiem). Gdybym wtedy np. pomyliła się i zapomniała złożyć środek zaskarżenia w terminie, a potem tłumaczyła się przed klientem, że byłam przepracowana itp. itd., to chyba zabiłby mnie śmiechem. I tak samo proponuję traktować lekarzy. Wymagać.

    • ~Iza krotki.blog pisze:

      A, jeśli jeszcze nie uciekłaś, to tylko napiszę, że odpowiedziałam Ci wyżej, łatwo przeoczyć.

    • ~Patka pisze:

      Droga „a” nie porównuj proszę błędów lekarskich wynikających z zaniedbania, narażających ludzkie życie z błędęm w tabelce w excelu lub soleniem zupy! Ktoś, kto obiera ten cudowny zawód lekarza powinien odróżniać wagę przesolonej zupy od błędu lekarskiego. Lekarz musi być świadom swoich decyzji i ich wpływu na ludzkie życie! Wybierając taki zawód trzeba się liczyć z konsekwencjami! Czy w przysiędze lekarskiej nie ma czasem mowy o ochronie zdrowia???

  28. ~olga82 pisze:

    Nie uciekajcie od dyskusji. Rozmawiajmy. W końcu niech się wszyscy usłyszą.. Dobrze, że medycy się odezwali. Pracuję w szpitalu jako psycholog (ci dopiero zarabiają gówno:). Pracuję z lekarzami w psychiatrii. Mało popularna, piękna, ale i mało wdzięczna praca dla personelu. Na sukces czasem trzeba się napracować, a i tak efekt bywa czsem chwilowy. Widzę lekarzy- owszem, na początku zarabiają niewiele, chcą się uczyć, korzystać z życia, leczyć. Po czasie, kiedy już mogą, zaczynają brać dyżury, poradnie, powoli robią specjalizacje…kiedy już ją mają, często idą do kolejnej i kolejnej pracy, żeby może no nie wiem, w końcu pożyć w przyzwoitym statusie, zarobić na kredyt, auto, rodzinę, wakacje, lans:) jak wszyscy:) tylko mnie nikt nie pozwoli robić maratonów po dziesiąt godzin, bo bym: a)przestala kontaktować, b) wylali mnie z roboty za samowolkę czy coś… A lekarzy nikt nie rusza, bo bywa, że ich brakuje, że sami się nakręcają, że rynek stwarza takie warunki… To jest wszystko złożone. Lekarz to nie święty, to człowiek, tylko czasem sami lekarze o tym zapominają. Rozmawiajmy też o tym co jest pomiędzy: lekarz/pacjent. W gabinecie tego nie powiemy. Ps. Rok temu urodziłam córkę. Zaszłam w ciążę dzięki medycynie i lekarzom/embriologom. Urodziłam dzięki mojemu fantastycznemu ginowi, który wcześniej zdiagnozował mi niepłodność. Trudne chwile też były. Chodziłam długo za długo z ciąża chyba trzewną, bez interwencji lekarki, która mnie wtedy leczyła. Na szczęście nic się nie stało. Na szczęście. Nie każdy miał tyle szczęścia.

  29. ~Mgla pisze:

    Tylko A. ma racje-nie mieszajcie powiklan z przestepstwami, braku empatii z ignorancja i bledow ze „skurwysynstwem”.Ja tez jestem lekarzem, pracuje w przychodni i bardzo lubie swoja prace.Bardzo duzo kosztowalo mnie zdobycie zawodu, teraz tez daje z siebie wszystko, doksztalcam sie kosztem wlasnych wolnych weekedow i finansow, zeby ciagle byc lepszym lekarzem dla moich pacjentow. Mialam takze bardzo duzo wspolnego ze sluzba zdrowia z drugiej strony lustra, bo mialam dwoje dzieci z ktorymi mieszkalam w szpitalach i ktore ostatecznie zmarly i spotkalam roznych lekarzy…Jednak jak czytam niektore komentarze to az sie pracy odechciewa i smutek przeplata sie z frustracja…Dodam jeszcze jedno-w przychodni pracuje z wyboru i nie czuje sie gorszym lekarzem bo bardzo wielu ludziom udalo sie mi pomoc-lekarz POZ jest najczesciej pierwszym ogniwem i od niego czesto bardzo duzo zalezy.Przykre jak laicy postrzegaja prace lekarzy pierwszego kontaktu nie majac pojecia ze antybiotyki to nie jedyne stosowane leki i ze nie przepisuje sie ich na wszystko….Iza oczywiscie zycze Ci powodzenia, jesli rzeczywiscie popelniono bledy-Ty wiesz najlepiej dlaczego zdecydowalas sie na pozew.Wlasnie od tego sa sady zeby roztrzygac.

    • ~pati pisze:

      Mgla to ja chce sie zapisac do Ciebie do POZu. Bo albo nie trafilam na dobrego lekarza bo za duzo ich chyba juz odwiedzilam albo jak pech to pech.
      I Olga82 i ty macie tez racje trzeba lubic swoj zawod by byc w nim dobrym. Tylko widzicie niestety takich osob jest malo… Na genetyka trafilam super, na gin hmm coz racja gdyby nie on dalaej bym sie bujala na clomifenie i czekala nie wiem na co.Ale t6ch fajnych gin to tez na palcach u jednej reki mogewyliczyc. Diab fajna babka-2 z 4 ktore odwiedzialam. Endokrynolog o matko boska pozal sie panie boze jak by mogla to by mnie tam zabila. Niestety mam wiecej zlych wspomnien niz tych.dobrych. I tak na dobra sprawe to odechciewa mi sie juz chodzic do lekarzy bo az sie boje na kogo tym razem trafie….

  30. ~Ola pisze:

    Witajcie
    Ja rownież jestem młodym lekarzem i poczułam w obowiązku się odezwać.
    A i Mgla dobrze piszą- nie wrzucajcie prosze wszystkich lekarzy do jednego wora, bo to bardzo krzywdzące. Już się przyzwyczaiłam do tego jakie obecnie ludzie mają zdanie o lekarzach- konowały, łapówkarze, skurwysyny, nieuki – przeciez drGoogle i fora internetowe wiedza lepiej jak Was leczyć itp.:)
    Ja jestem po drugiej stronie parawanu i powiem Wam że pacjenci też nie są święci, wielu z nich to chamy, krętacze, agresorzy- tylko że nam nie przystoi okazywać emocje, my nie mozemy mieć gorszego dnia, nie mozemy spojrzeć krzywo – bo już nad zaraz obskakują na ‚znany lekarz’ itp… a uwierzcie mi czasami naprawdę ciezko o dobrą minę kiedy siedzisz 20stą godzinę na dyzurze za ktory zapłacą mi 200zł(tak! Takie mamy stawki w szpitalu państwowym – zarywam noce za 200zł,- uprzedzam pytania – dyzury sà obowiązkowe- to nie mój wybór ) i kiedy przychodzi ci na badanie ‚żul’ ktory mył siè ostatnio pół roku temu i wyzywa Cię od k…rew….
    Oczywiście daleka jestem od stwierdzenia że wszyscy lekarze są świeci- absolutnie nie są! Nie są nieomylni – błędy sie zdarzają, nie jestesmy maszynami, robotami! Ale tylko ludźmi, czesto pracującymi ponad ludzki siły, zarywajscymi kilkanaście nocy poza dokiem miesięcznie….
    Co do czasu pracy lekarzy- to prawda, większość z nas piza eterem szpitalem pędzi do prywatnych placówek, gdzie spędza czas wolny, popołudnia, weekendy- ale czy to takie dziwne że po 6latach ciężkich studiów, inwestowania w siebie- drodze kursy, ksiazki itp., chcemy zarabiać wiecej niż kasjer w biedronce ?;) wiecie dlaczego jeszcze nie wprowadzono i watpię czy kiedykolwiek sie to stanie norm godzinowych pracy lekarzy? Bo wszyscy uciekliby z panstwowych placówek, redukowaliby etaty- i kto by nas wtedy leczył ? Ministerstwo wie że taki ruch musiałby pociągnąć za sobą podwyżkę płac, inaczej szpitale i przychodnie nfz świeciłyby pustkami.
    Nie chce wybielać lekarzy, ale zastaniecie sie trochę czasem którą godzine z rzędu pracuje ‚obsługujący’ Was lekarz i czy Wy bylibyście nieomylne po 3ciej nieprzespanej nocy w tygodniu :)
    Iza jeśli naprawdę padłaś ofiarą błędu medycznego, to trzymam kciuki za Twoją sprawę :*

    • ~Patrycja pisze:

      Nie będę wracać do wątku wymiaru pracy, bo w tym temacie jestem mało elastyczna :-).
      Chcę natomiast napisać, że spotkałam oczywiście na swojej drodze wspaniałych lekarzy. Uwielbiam moją panią ginekolog, która prowadzi naszą ciążę. Od 10 lat jestem wierna tej samej dentystce. Z czasów studiów pamiętam kompetentną i empatyczną alergolog, itp. itd. Jestem im wdzięczna i za wyświadczoną pomoc, i za styl, w jakim tej pomocy mi udzielali (a właściwie udzielały!) i nadal udzielają.
      Tych przykładów nie wymieniłam wcześniej tylko dlatego, że odnosimy się tu do postu Izy, która pisała o błędzie lekarskim. Stąd takie skrzywienie perspektywy. Ale nie ma mowy o „wrzucaniu do jednego worka”.
      Dodam, że sama jestem skłonna wybaczyć lekarzowi brak empatii i zwykłej grzeczności – byle mi pomógł. Te różne „umiejętności miękkie” są niezmiernie ważne, ale ostatecznie nie tak ważne jak efektywne leczenie.
      Pacjenci na pewno też bywają gburami i chamami, bez dwóch zdań. Tak to już jest w usługach…
      Pozdrawiam panie doktor :-)

    • ~pati pisze:

      Ola to może napisze tak, opisuje sytuacje ktore mnie spotkały niestety jak już napisałam wyzej wiecej było tych słabszych sytuacji niż tych lepszych. Zgadzam się z Tobą ze pacjenci też nie są święci i nie raz aż wstyd słuchać ich narzekań w kolejce. Już nie raz byłam świadkiem jak prawie się ludzie pobili o kolejke godzine date czas oczekiwania itp. Co ide do lekarza to jakiś cyrk jest. Jestem już nauczona jak ide do alergologa biore sobie książke lub mam na fula naładowany tel. raz idzie szybciej raz czekam 2h no nic na to nie poradze, a narzekania fakt ojj jest ich co nie miara pod gabinetem. Ale chodze na NFZ nie bede narzekać posiedze poczekam i tyle. Zawsze smieje sie z pania dr na ktora mam przyjsc skoro mam zapisane 12,30 to ona mowi niech pani przyjdzie chwile po 13. Kobitka jest przesympatyczna, pomocna i wogole i aż wstyd słuchać tych narzekan siedząc u niej w gabinecie a ludzie napierdzielaja pod drzwiami. Co innego jak ide do lekarza i place ciężkie pieniądze za wizyte a on 5 min wizyty podaje reke i mowi pani sobie doczyta, lub jest opoźnienie 2h bo wpuszcza swoje długoletnie pacjentki bez kolejki.
      Ot taka historia zmienilam gin, pani gin po jakimś czasie jak zauwazyla u sibei opoźnienia 1h w wizytach sama stwierdziła że przeprasza musi ograniczyć liczbe pacjentow i niestety ja jako nowiutka pacjentka wylatuje bo nie moze odmowic swoim długoletnim pacjentką. Hmm chwila wkurzenia chwila refleksji oki rozumie podziwiam za szczerość i prawdomówność. Ale nie każdego na to stać.
      Kolejna historia, mamy takie lab co pracuja w sob i nd i są wówczas znizki na badania około 30 % ojj ostatnio tam siedzialam 1,5 h. Ale wpadłam tam znow bo przy natłoku badan do ivf każdy grosz się liczy i pal licho ten czas oczekiwania i patrze na drzwiach tam ponalepiane wszedzie coś w stylu- teraz dokladnie nie skojarzę- pamietaj pacjencie ze lekarz jest pracownikiem państwowym/publicznym, obrażając go łamiesz art. taki i taki za ktory grozi kara taka i taka… tam to dopiero musieli miec cyrki skoro az takie kartki ponalepiali

    • ~niebieska pisze:

      Drogie Lekarki,
      zakładam, że czytacie bloga Izy od dawna, a nie przywiódł Was tu szósty zmysł wyczulony na krytykę. Dlatego dziwią mnie komentarze o jednym worze, bo mnóstwo jest tutaj sympatii, podziwu i wdzięczności dla opiekujących się nami lekarzy – i we wpisach Izy i w komentarzach – a sama Autorka dba o to, by nie padały tu nazwiska i wyzwiska w jednym zdaniu.
      Długoletnie studia to przywilej, to prawda, nie każdy ma na nie ochotę, ale wielu po prostu nie ma takiej możliwości. Może właśnie pani, która z uśmiechem sprzedaje Wam bułkę marzyła o karierze medyka? I nie tylko te lekarskie są trudne, a sama praca odpowiedzialna i słabo płatna, ale lekarze z niezrozumiałych dla mnie względów czują się elitą.
      Pracujecie tyle ile chcecie i kropka. I zgadzam się z Patrycją, jeśli dla pieniędzy ryzykujecie zdrowiem i życiem innych, którym przyrzekaliście służyć, to nie jest to szczególnie moralne.
      Olu, nie trzeba mieć „lek.med.” przed nazwiskiem, żeby wiedzieć, że żul śmierdzi i klnie, wystarczy się raz przejechać autobusem miejskim. I zapewniam, że pani kasjerka w biedronce musi go obsługiwać częściej, z taką samą przyjemnością jak Ty – i jak sama zauważasz – za mniejsze pieniądze.
      Szanujmy się. I tyle.

      • ~Mgla pisze:

        Szanuje kazdy zawod ale nie kazdy niesie za soba rownowazna odpowiedzialnosc. Ludzi nie dziwi ze glazurnik czy mechanik samochodowy bierze wiecej za ulozenie plytek lub wymiane filtrow niz zarabia lekarz w rownowaznym czasie pracy ale dziwi to ze lekarze zaczynaja szanowac swoja prace i powoli buntuja sie przeciwko pracy w wolontariatach (tak-w Polsce czesc lekarzy moze pracowac w wolontariach i jest to legalne i wykorzystywane przez szpitale) i za ok 2300 na reke za pelen etat. Ja pracuje na jednym etacie poniewaz uwazam ze nie bylabym wydajna pracujac na 2 etatach ale to moj wybor i dlatego zostalam przy przychodni i nie pracuje w szpitalu. Nikomu kto zostal skrzywdzony przez lekarzy sie nie dziwie bo po ludzku tez mialabym lub raczej mialam pretensje ale powiklania to jedno, bledy w sztuce to drugie i one sa karalne. Co do „przywileju studiowania”-pracowalam prawie cale studia i uczylam sie jednoczesnie zeby zdobyc wyksztalcenie.Natomiast co do empatii i podejscia do pacjenta-jeszcze nigdy nie spotkalam sie z krytyka ze strony moich pacjentow.Nie usprawiedliwiam tak jak pisalam wczesniej chamstwa niektorych lekarzy ale wyrazam sprzeciw w stosunku do generalizowania i oczerniania calego srodowiska lekarskiego w wypowiedziach.
        Na tym zakoncze swoj udzial w tej dyskusji.

  31. ~mała Ania pisze:

    Ja nie mieszam ignoranctwa z błędami, skurwysyństwa itp. ale na Boga! przestańcie się zakrywac czasem pracy. Chcecie się szybko wyspecjalizować żeby zarabiać większą kasę to pracujecie ponad normę bo na kształcenie się kasa jest potrzebna. Wiem, bo jako psychoterapeuta po dwóch studiach mgr i dwóch podyplomowych plus 4 letniej szkole psychoterapii sama musialam wydać (skorzystać z pomocy finansowej bliskich) dziesiątki tysięcy złotych. Tylko mi nikt nie pozwoli pracować 300 godz w miesiącu! mogę oczywiście prywatnie sobie przyjmować tylu pacjentów, ale jest coś takiego jak etyka i higiena pracy i Wiem, że po 300 godz miesięcznie nie będę efektywną „pomagaczką ” państwowo zarabiam 25zl netto za godz psychoterapii… w przychodni z umową z NFZ. Prywatnie zwykle 100zl/godz minus koszty związane z wynajęciem lokalu, prowadzeniem firmy. Szlag mnie trafia jak lekarze zasłaniają się tyko na godzinami pracy bo inaczej nie przeżyją… etat za 3 tyś to mało? zgadzam się- mało, ale ja w szkole zarabiam 1800zl netto, a studiów mam pokonczonych więcej niż niejeden lekarz. Daleka jestem od osądzania i wrzucania do jednego wora, tym bardziej, że moja mama jest lekarzem i nigdy nie pracowała 300 godz miesięcznie. Są ludzie którzy żyją za mniejsze pieniądze bo nie mają wyjścia, a praca 300 godz miesięcznie raczej jest wyborem, a nie koniecznością.

    • ~pati pisze:

      Wiecie co na dobra sprawe nie ma co pisać…. na serio lepiej przemysleć sobie wpis zobaczyć ile on ma do naszej historii ile ona ma z nami wspolnego raz mniej raz więcej ale tlumaczenie ze ktos „musi robic po 300 h” rece opadaja każe komus ktoś? kazał komus iść na medycyne? nie nikt nie kazał jak wybieramy zawod wybierajmy go odpowiedzialnie. Chyba dopuki mnie coś nie wkurzy to sie nie wypowiem w odp na żadne kom jaki kolwiek. Bo zapytam sie tych lekarzy odzywających się tu czy trafiliście zasze na dobrych fachowcow czy tylko bronicie nazwy „lekarz”. Ja już powiedzialam rozumie jedna i druga strone ale robic krzywde przez zapierd…alnie 300 h hmm smutne, to byl wasz wybór i tyle.
      Olga82, Mała Ania, wam dziekuje za zawod psycholog psychiatra czy tez psychoterapia niestety jeszcze u nas tego nie doceniaja ale robicie wielka robote.

  32. ~Eewa pisze:

    Nie odniosę się do dyskusji powyżej bo każdy ma swoje racje i swoje doświadczenia. Dorzucę to co zawsze powtarzam w sytuacji jak ktoś narzeka na niekompetencję lekarzy: każdy miał na studiach/w szkole kolegów – jedni uczyli się i zdawali na piątkach inni olewali i zdawali z roku na rok na poprawkach i dwójach i jakoś te studia skończyli. Tacy, nie oszukujmy się, nie douczeni też muszą gdzieś pracować! Straszne to, ale niestety tak jest.
    Do lekarzy mam tylko taki apel – słuchajcie co do Was mówią pacjenci. Może czasami za dużo gadają, może czasami coś według was bredzą, ale to są nasze ciała i my wiemy najlepiej co czujemy. Gdyby lekarka, położne i pielęgniarki słuchały co do nich mówię, że mnie boli założony cewnik, że coś jest nie tak, może nie wyrwałabym go sobie…
    Iza trzymam mocno kciuki, żeby szpital odpowiedział za swoje błędy i zaniedbania.

  33. ~Ania pisze:

    Dorzucę swoje 3 grosze, mam w rodzinie kilku lekarzy. Każdy z nich ma poczucie ogromnej wyższości, to samo z prawnikami. Dyżury biorą non stop ze względu na pieniądze i nigdy tego nie ukrywali. Osobiście nigdy się u nich nie leczyłam i nie chciałabym trafić do nich. Z usług lekarzy pracujących na NFZ nie korzystamy, leczyliśmy się w prywatnej klinice gdzie za wszystko płacisz a lekarz jest po prostu uprzejmy. Do stomaloga chodzimy prywatnie, tego samego od kilku lat. Mamy abonament z pracy w prywatnej opiece medycznej gdzie pracują lekarze którzy zawsze są uprzejmi, przyjmują nas nawet w pilnych przypadkach (ostatnio pediatra nawet podała nam swój mail do konsultacji wyników które miały być wieczorem a syn gorączkował mi do 41 stopni). Rodziłam w szpitalu który miał podpisana umowę z NFZ, ale byłam pacjentka konkretnej lekarki u której prowadziłam cała ciąże, wizyty po 200 zł i tez złego słowa nie mogę powiedzieć by coś było nie tak. Nie zgodzę się jednak z wypowiedziami wyżej osób które twierdzą że są lekarzami i z tymi godzinami pracy bo mam w rodzinie przykład czarno na białym ze te wszystkie dyżury i ponad normę godziny pracy są związane tylko i wyłącznie związane z chęcią zarobienia więcej pieniędzy. O poczuciu wyższości lekarzy nad innymi zawodami nie ma sensu dyskutować bo albo ktoś tak się czuje albo nie. Dla mnie o wiele cięższa praca jest praca ratowników medycznych czy pielęgniarek którzy odwalają czarna robotę a przez lekarzy traktowani są jako gorsi i chyba już nigdy to się nie zmieni. Iza trzymam kciuki za Twoja sprawę i za ciąże adopcyjna by nie trwała zbyt długo i udało się ja zakończyć w przyzwoitym terminie :*

  34. ~Ola pisze:

    Oj dziewczyny naprawdę mało wiecie o tym jak to wszystko wyglada z drugiej strony.
    Uciekam do mojej 2miesięcznej Córeczki:)
    Życzę Wam jak najmniej konowałów na swojej drodze, a samych wspaniałych lekarzy:)

    • ~mała Ania pisze:

      Nie muszą być wspaniali wystarczy żeby byli etyczni, mieli sprawne umysły, a nie zmęczone po którymś tam dyżurze w ciągu dnia, ale przede wszystkim żeby byli kompetentni! bo nie da się dokdztalcac i być na bieżąco z nowościami, których w medycynie jest co chwila mnóstwo jak się pracuje 300godz miesięcznie. Żeby skały srały za przeproszeniem, pracując tyle, jest się marnym lekarzem który wykorzysta tylko tyle często przestarzałej wiedzy, ile wyniesie ze studiów… także ja wolę kompetentnych i rozwijających się niż wspaniałych i pracujących 300godz w miesiącu.

  35. ~Magdanr2 :) pisze:

    Moja Najlepsza Przyjaciółka jest Lekarzem , empatią nie grzeszy , ale ma niesamowitą wiedze i co chwilę podnosi swoje kompetencje i jest naprawdę dobra w tym co robi. Teraz jest na macierzyńskim , więc nie pracuję , ale ma etat w szpitalu ( nie pamiętam jak to się nazywa , robi specjalizacje ) , z tego ma jakieś 3000 tys netto do tego dyżury maksymalnie 6 mce plus prywatna przychodnia , ma 33 lat zarabia ok 6500-7000 tyś netto . Mało ? Uważam że bardzo dobre pieniądze , adekwatne do wykształcenia i pracy , po skończeniu specjalizacji będzie zarabiała więcej i jak najbardziej niech zarabia , bo ten zawód powinien być dobrze opłacany . Drogie Panie Doktor , żadna z Dziewczyn które się wypowiadały nie udarze w Was personalnie , Każda miała niestety nie z przyjemności a z konieczności do czynienia z całym wachlarzem specjalistów . Ja pracuje w Banku i wierzcie że wyzwiska , obrażanie to mój chleb powszedni , do tego Lumpki srające w Bankomacie , sikający po krzesłach , zdarza się …. Dla mnie kluczowe jest to że taki zawód wybrałam ze wszystkimi konsekwencjami wyboru , tak jak Wy i każdy Lekarz . Dlatego tłumaczenia typu czas pracy , słaba opłacalność itd… do mnie nie trafiają . Chcesz bądź Bucem , ale jeżeli od Ciebie zależy moje życie , czy życie bliskiej mi osoby , to albo zrobisz to na 100% albo znajdź Kogoś kto Cię zastąpi , .

    Iza , Ty wiesz !!!! Z całego serca

  36. ~Patrycja pisze:

    To ja może dla rozładowania atmosfery i zmiany tematu zwierzę się, że mam cukrzycę ciążową. Od dwóch tygodni jestem na diecie i cukry nie szaleją, ale zmartwienie jest.
    Jeśli któraś z mam była w podobnej sytuacji będę wdzięczna za info – miałyście (Wy albo Wasze skrzaty) w związku z tym jakieś dodatkowe komplikacje, czy wszystko poszło gładko?

  37. ~Anitt pisze:

    Patrycjo, już ci wszystko pisze :-)
    Ja mialam cukrzyce ciążowa mniej więcej od 20tc. Miałam lekkie przekroczenie na czczo rano. Na początku miałam diete, po której cukry dziwnie mi skakaly.. Jest wiele wytycznych co do diety przy cc ale tak naprawdę polecam zdrowy rozsądek, częste posiłki, dużo wody i mało cukru :-)
    Nie możesz chodzić głodna ani zestresowana. Mnie to tak „wkurwialo” ze mimo ostrej diety cukry mi skakaly…bylam zalamana tym!
    Skonczylo sie na małej dawce insuliny przed spaniem. Cukry sie uspokoily, ja się uspokoilam. Łożysko bardxo dobrze to znioslo, Julka okaz zdrowia.
    Nawet plis byl taki ze robili mi wiecej badan szczegolowych np dokladniejsze usg w szpitalu itp.
    Poród mialam wywolywany w dniu mojego terminu wlasnie przez cukrzyce. Jestem z tego rozwiazania zadowolona bo nie jestem zwolenniczka przenoszenia ciąży…próbowałam rodzić sn..nawet dobrze mi szło:-)do puki moja córka nie postanowiła na ostatniej prostej lekko sie obrócić:-)
    Skończyło się cc z którego jestem zadowolona i naprawde niema czego się być:-)
    Jak masz jakieś konkretne pytania pisz:-)

    • ~Patrycja pisze:

      Dzięki Anitt! Fantastycznie, że wszystko Ci się pięknie ułożyło!
      U mnie cukrzyca wyszła przy krzywej cukrzycowej w 24. tygodniu (i martwię się, że mogłam ją mieć już wcześniej i zaszkodzić małej :-/). Na czczo i po 2h ok, za to w tym środkowym punkcie słabo, więc wyszła dopiero w badaniu przesiewowym. Przeszłam na dietę, podchodzę do niej dość „religijnie”, z grubsza udaje mi się trzymać cukry w karbach – miałam kilka przekroczeń, głównie rano (wygląda na to, że wtedy mogę wtedy jeść tylko kilka produktów na krzyż, np. odpada nabiał, potem jest już łatwiej).
      Ważne jest dla mnie, że u Ciebie pomogła ta insulina na noc, że w bardziej zaawansowanej ciąży nie rozregulowała Ci się gospodarka.
      Co do porodu – z innych przyczyn nastawiam się na CC, moja lekarka też jest za, więc tu czuję się bezpieczna…
      Na razie mam jedno konkretne pytanie, jeśli mogę – piłaś kawę z mlekiem? Nie mówię oczywiście o jakichś szalonych ilościach, chodzi o jedno cappuccino, a mleko może być odtłuszczone… Boję się spróbować :-))

      • ~ob pisze:

        Nie zrobiłaś dziecku krzywdy :) Dlatego badania robi się na tym etapie ciąży, bo właśnie na tym etapie cukrzyca się pojawia i skoro jesteś pod opieką lekarza to wszystko będzie dobrze :)
        Dieta przy cc to bardzo indywidualna sprawa. Jednej coś służy a drugiej wywali cukier w kosmos. Ja kawę z mlekiem czasami piłam i nie było to mleko odtłuszczone. Raczej na drugie śniadanie, bo im bliżej nocy tym nabiał bardziej mi nie pasował ;)
        I pamiętaj – jednorazowy skok cukru mniej szkodzi dziecku niż spadek.
        Ketony w moczu sprawdzasz?

  38. ~Kas pisze:

    Ja dla rozładowania atmosfery napiszę, ze dziś świętujemy roczek naszych gwiazd :)

  39. ~pati pisze:

    Patrycja co do cukrzycy najgorsze sa spadki cukru. Mam nadzieje ze trafilas na dobrego diabetologa. Jak Anit pisala u niej skonczylo sie na malej dawce insuliny. Znam dziewczyny ktore cala ciaze borykaly sie z dieta i dawkami lekow. Mam nadzieje ze to cie ominie. Najwazniejszy spokoj bo nerwy w cukrzycy nie pomagaja, ostatnia pogoda zreszta tez. Zawolam Malibuu bo bidulka tez sie meczy z cukrami i glukometrem to moze ona jeszcze cos madrego dopisze.

    W ramach zmiany tematu dzis 1 podglad, cos mnie tam kluje ale tylko lewy jajnik ktory zazwyczaj same smieci produkowal az sie boje co tam jest w srodku. Ehh chyba stres mnie dogania a moj M zachowuje sie jakby byl pewny ze sie uda, a ja jakos tak nastawiona negatywnie jestem. Nie mam milych wspomnien z tego okresu w roku… wowczas sie nie udalo… nic pedze na krew a najchetniej bym wrocila do wyra spac.

    • ~Patrycja pisze:

      Droga Pati, dziękuję Ci. No właśnie usiłuję się nie denerwować, ale kilka pomiarów dziennie (a funduję sobie jeszcze dodatkowe – aby sprawdzić po każdym niewypróbowanym, nawet malutkim posiłku, jak tam cukier) nie ułatwia wyluzowania…. Nie denerwuję się, gdy pracuję, ale pracuję przy biurku, a wtedy puchną mi moje prosiakowe już nóżki :-) I mam wrażenie, że cały czas jem, trzeba co 2-3h. No nic, byle do przodu, może będzie dobrze.
      Powodzenia w Twojej próbie. Wiesz, że niczego nie da się tu przewidzieć, przeczucia to tylko (albo aż) nasze emocje, nie pozwalają prognozować wyniku… A przecież może się udać!!! W każdym razie na pewno wszystkie tu trzymamy za Ciebie kciuki!

      • ~pati pisze:

        Kochana ja trzymałam diete w ciąży poprzedniej i na poczatku faktycznie to 5 6 posiłkow dziennie mnie rozwalało, mowilam sobie jak można żreć tyle co 2 h, po 1 miesiacu okazalo sie ze waga oki, głodu wogole nie czulam czułam się najedzona, podkereśle najedzona zdrowo, nie omijalam sniadań i 2 śniadan, jakiejś zupki itp. Nie jest to łatwe nie jest to miłe takie przestawienie wszystkiego ale napewno dasz rade, jak coś moge ci podesłać jadłospisy itp na maila. Gdyby nie remont dalej bym trzymała tą diete ale nie mam blatu, zlewu, zmywarka nie podlaczona i płyta też leży jako dodatkowa ozdoba pokoju :) pomijam juz temat nowego sedesu ktory stoi i chyba niebawem go w kwietnik przerobie :) Jak coś to pisz w sprawie tych diet jadłospisów i wogole patim1964@gmail.com
        A co do pomiarow jak mi jakis nie pasowal to strzelalam sobie jeszcze dwa i wybierałam ten srodkowy, to jest jakaś paranoja z nimi na serio, ale wierze że ogarniesz temat innej opcji nie widze :)

        • ~Patrycja pisze:

          Dzięki!!! Co do jadłospisu, to jestem dość zabezpieczona, mój mąż to artysta w kuchni. Ten jego artyzm i ambicja są czasem aż przesadne – stara się codziennie podawać coś innego niskoglikemicznego, a ja zawsze się obawiam, że po tych jego wyrafinowanych nowościach będę miała zły cukier :-)). Dziękuję Ci za namiary, w razie kłopotów będę pisać bezpośrednio :-).
          Bardzo ładną masz tę owulacyjną hodowlę! W sam raz, bo jak wiemy, niezbyt dobrze mieć za dużo. Ściskam!

  40. ~Anitt pisze:

    Patti, kochana trzymam kciuki jak zawsze :-*
    Ps ide spac…to była dlugaa noc.

    • ~pati pisze:

      Anitt co mała dała popalić?

      Melduje, a nawet cytuje: prawy jajnik 5 pg najwiekszy 12mm, lewy jajnik pg 7 najwiekszy 14mm endo 7,5. I ot tyle wiem :) Mam nadzieje ze to 5 i 7 to nie wszystkie tylko te nadajace sie do punkcji… w pon wizyta w srode chyba punkcja, pozyjemy zobaczymy jak sie syt rozwinie. Bo nikt noktowizora nie ma i nie wiadomo ile wogole pelnych bedzie.

  41. ~Anitt pisze:

    Pati, super że cos się dobrego dzieję!
    Julka poszła wczoraj spać padnieta o 17 obudziła sie o 3 w nocy wyspana i rzeska jak skowronek..ale tem usmiech…warto zarwac pół nocy dla niego:-)

    Patrycjo, jak najbardziej dobra kawa z mlekiem nie jest zła!
    Napewno cukry jie zaszkodzily dziecku!! Jakby cos sie działo to by bylo widac na usg w zlych proporcjach brzuszka do główki i w zaduzej wadze dziecka.
    Nie bój się drobnych przekroczen.
    Najgorzej jest tal jak pisałaś z cukrem na czczo..pokombinuj może jakas mała kromeczka przed snem Ci pomoże?
    Czasami dziewczyny pisalay że po tekiej nocnej przekąsce miały ładny cukier rano. Mi nie pomogło.
    Zawsze zostaje insylina i to tez nie jest tragedia !
    Cesarka super sprawa!
    Wszystko będzie dobrze.

    • ~Patrycja pisze:

      O, to w takim razie odważę się spróbować z kawą. Fantastycznie! Przynajmniej raz w tygodniu napiłabym się…
      W 22. tygodniu rzeczywiście proporcje były w normie i wielkość też (2-3 dni powyżej wieku ciążowego, ale to też norma, no i dość duża głowa w stosunku do korpusu – to po mojej rodzinie – a czytałam, że przy cukrzycy rośnie nadmiernie raczej brzuszek). Za 2,5 tygodnia przekonam się, jak mała urosła. Dziękuję Ci bardzo za słowa otuchy…
      No i jeszcze raz gratuluję Julki :-D Na pewno warto zarwać wiele nocy!

      • ~LILOĄ pisze:

        Patrycja,
        Nasza Malibuu też boryka się z wysokimi cukrami a jesteśmy właściwie na tzw. wylocie kończąc 38 tydzień.
        Poproszę ją żeby może napisała jak sobie z tym wszystkim radzi. Na pewno pilnuje diety i spaceruje po posiłkach.
        Powodzenia.

  42. ~t.vik pisze:

    „Ukorzcie się wszyscy, którzy wymieszali „błąd w sztuce lekarskiej” ze „skurwysyństwem”!!!

    Tak, wymieszałem te dwie sprawy. Może nie powinienem. Ale mój „błąd” w tej materii jest w skutkach dużo mniejszym błędem, niż jakikolwiek „błąd” jakiegokolwiek lekarza, więc pozwolę sobie trwać w swoim „błędzie”.

    Każdy początkujący lekarz jest pełen wiary, że będzie tym dobrym, tym idealnym (nie wiem tego na pewno, tak zakładam). Pewnie z takim nastawieniem (i pokorą) idzie przez całe studia i staż. Później robi „błąd w sztuce” (a robi na pewno, bo kto nie robi?) i może nie byłoby aż tak źle, gdyby po prostu się do tego przyznał. Ale „nie może”! A dlaczego? Bo duma zawodowa mu na to nie pozwala. Bo rodzina, bo znajomi, bo środowisko… Bo straciłby wszystko, co do tej pory osiągnął. Nie tylko pracę w jednym szpitalu, którą znalazłby w innym. Nie. Zła reputacja pójdzie przecież za nim na koniec świata…

    Co więc robi? Zaczyna się bronić kłamiąc, fałszując dokumenty itd…
    I Drodzy Czytelnicy – to jest po prostu reguła. Robią tak PRAWIE wszyscy lekarze. Prawie, bo wierzę i chcę wierzyć, że nie wszystkim zdarzy się jakiś poważniejszy błąd, który ich skłoni do takiego zachowania. No i NIEKTÓRZY się do swojego błędu przyznają (trochę na wyrost napisałem w liczbie mnogiej, powinienem raczej w pojedynczej, bo znam tylko jeden taki przypadek, kiedy lekarka powiedziała „tak, to moja wina”). A reszta? Czyż nie jest to skurwysyństwem?

    Opinia idzie na koniec świata.

    Lekarz na wysokim stanowisku (bóg), który swoim rażącym zaniedbaniem doprowadził do śmierci mojego syna, kilka lat wcześniej wykonując po pijanemu cesarkę (matce koleżanki mojej żony), naciął dziecku główkę. Pijany był dlatego, że poprzedniego dnia ktoś z personelu miał imieniny. Po zszyciu brzucha powiedział do matki: „a teraz zdychaj kurwo”.
    Powody takiego zachowania mogły być dwa. 1- pozostawiona na oddziale, krzycząc z bólu, nie mogła się doprosić o pomoc, podczas kiedy zespół hucznie się bawił, 2- nie chciała krwi (była świadkiem Jehowy). Mąż chciał złożyć pozew, ale ona postanowiła odpuścić (szkoda tylko, że aż tak bardzo, że nie ostrzegła mojej żony).

    „On taki jest. Potrafił przyjść na salę, pchnąć stażystę biodrem i powiedzieć ‚spierdalaj, dzisiaj ja operuję’” – powiedział nam tu w Szwecji znajomy lekarz, który miał z nim styczność w pracy zawodowej w Polsce.
    Dodam, że na „znany lekarz.pl” ma prawie nieskazitelną opinię, bo dobrą opinię może napisać każdy, a wszystkie złe muszą być weryfikowane :D

    Nie każdy lekarz jest na wskroś zły. Miałem styczność z tymi dobrymi nie tylko zawodowo. Ale jak każdy człowiek się zmienia, tak lekarz najczęściej zmienia się na gorsze.

  43. ~Malibuuu pisze:

    Patrycja faktycznie mam zdiagnozowaną cukrzycę ciążową. Ja krzywa zrobilam dość wcześnie koło 20 tc i juz wtedy mialam przekroczony cukier na czczo, po godzinie i po dwóch było w normie. Moja gin na początku to zignorowala a że test z glukoza jest mega obciazeniem dla organizmu to go nie powtorzylam. Zaczęłam mierzyć cukoer z glukometru i okazało się że mam przekroczenia znów na czczo. Poszlam do diabetologa i ona powiedziała że nie jest zwolennikiem wprowadzania insuliny bez próby znpbicia cukru dieta. Ponieważ wg niej insulina dana na noc bedze powodować spadek cukru na czczo ale może też działać w ciągu całego dnia a tak jak Pati powiedziala najgorsze są niedocukrzenia.
    Jeśli martwisz się o to jak krztaltowl się cukier przez ostatnie max 1-3 miesięcy zrób test HbA1C norma dla kobiet w ciąży jest do 6% ja jak się do niej zglosilam mialam 5,9 a po miesiącu diety i uprawianiu sportu ha ha (marsz 10 minut przed każdym pomiarem cukru) zeszlam do 5,4.
    Chorobami cie nie będę straszyc bo nie chcilabym byś sobie wkrecila jak ja wszystko po koleji. Będzie dobrze i tego się trzymam.
    Co do diety najwazniejsze są regularne posiłki – ja jem średnio co 2,5-3 godzny i nie podjadam pomiędzy. Wielkim problemem jest chleb. Najlepszy to razowy bez żadnych ziaten i domieszek. Choć z doświadczenia wiem że różnie dziwczyny raguja na pieczywo. Ja np mialam taki okres że wywalalo po ciemnym. A na bielaj bułce było ok a potem znów się zmieniło. Ważne jest byś do każdego posiłku wmieszala jakieś warzywo. Uważaj np na pomidory malinowe wywalaja a normalne raczej nie – zależy komu. Obniżają cukier ogórki świeże. Uważaj na warzywa gotowane podnoszą one cukier jeśli są przegotowane tu napewno ziemniaki, marchewka. Dlatego warzywa najlepiej al dente. Tak samo jak makarony zawsze al dente plus najlepiej ciemne. Ogólnie produkty maczne podnoszą cukry. Koniecznie zrezygnuj z cukrów w kawie i napojach. Najlepeij pić mega dużo wodu najlepiej z cytryna. Nie jedz produktów mlecznych tłustych. Nie ma znaczenia w zawartości cukru czy są odtluszczone czy nie ale tłusty ser czy mleko będzie powodowało powolny spadek cukru. Produkty mleczne nie na poerwsze sniadanie i nie na noc. Z owoców uważaj na te które mają dużo cukrów np banan winogrona. Najlepiej w doborze produktów sciagniej sobie aplikacje z wykazem glikemicznym choć dieta w cukrzycu to metoda prób i błędów bo niekoniecznie to co mi wywala będzie wywalac tobie. Jeśli masz już nieodparta pokusę na słodycze to czekolada z zawartością kakao 70-80% dużo tansza jest w biedronce i w lidlu. Ta z lindor jest mega droga. Jeśli chcesz zgrzeszyc ciastem to podobno drożdżowe. Unikaj soków ze świeżo wyciskanych owoców podnoszą mega cukier, Najlepeij je rozcienczyc z wodą pół na pół lun najlepiej zjeść sam owoc. Grejpfrut obniża cukier jak i pomarańcze. Produkty które obniżają jescez ukier to kapusta i wszelkie kisznki oczywiście bez cukru. Polecam ogórki malosolne. Ogórki konserowoe mają cukier. Majonez wywala jeśli zawiera cukir więc może light. Keczup cukier więc odpada. Mnie pomagała mała ilość chrzanu o obniżonej zawartości cukrui musztarda rosyjska. Czytaj etykiety. Nie wystarczy zwracać uwagi na cukier tylko patrz na wglowodany. Tam jest ile cukrów w weglowodanach im niższa tym lepiej. Pisałam o posiłkach napisze jak to wygląda u mnie. Rano sniadanie dwie kromki razowego chleba z wedlina (tu produkty najlepoej gotowane) z pomidorem i cebula i parowka z 93% mięsa z biedry. Po dwóch godzinach drugie śniadanie wielka szklanka mleka odtluszczonego i owoce pół kubka serka wiejskiego potem obiad tu raczej jadlam zupa i mieaso gotowane (ja ogólnie nie znoszę rzeczy smażonych) potem podwieczorek kubek mlekami owoce (wsayscy się dziwią że nie ma sraczki ha ha stolec na drugi dzień bez zaparć) kolacja pdobna do śniadania i potem druga kolacja około 23:30 (akurat tak chodzę spać). Do tego wypijam sporo wody ok. 3 litrów dziennie.
    Co do pomiarów z glukometru. Musisz wiedzic że glukometry kłamią. Przeklamuja w jedna i druga bstrone o 15% https://diabdis.com/blog/glukometr-rozne-wyniki-pomiarow/ tu masz wszystko o tych piekielnych maszynach. W upały będą jeszczr bardziej kłamać bo paski nie są dostosowane do wysokiej temp jak i sam glukometr. Są dwie szkoły pomiaru jedni mówią gpdzine od rozpoczdcia posiłku a drudzy od zakończenia. Moja diabetolog kazała od zakończenia bo wszystko ma wylądować w brzuchu i zacząć działać na organizm z tym należy pamiętać że nie należy niewiadomo jak biesiadowac. Przygotuj sobie wszystko i zjedz na raz. Przed pomiarem umyj ręce z mydłem i dobrze wyplucz i osusz palce. Czasami krew nie leci więc woda powinna być ciepła by krew naplynela i pomacuj opuszki palców. Nie wyciskaj krwi bo coś tam się wytraca i zafalszuje wynik.
    Co do sportu mnie pomógł mega. Jem posiłek potem dwadzieścia minut przed pomiarem idę na szybki spacer…. Właściwie marsz 10 minut i idę zmierzyć cukier. Razej nie zdazaja mi się przekrocznia. Zmierz sobie cukier i pptem zmierz po 10-15 minutach by sprawdzić czy nie wywala później. Mnie akurat pomaga.
    Nie przejmuj się utraty wagi ja schudłam odkąd stosuje dietę około 2,8 kg a Marsysia przybrała na wadze ksiazkowo 200 gram tygodniowo ( więc w sumie schudłam ok 4kg).
    Myślie że to wszystko sorki ze taki chaos w tym wszystkim ale starałam si wpisać wszystko o czym pamiętam. Aaaaa i anjwazniejsze stes podnosci cukier na maxa więc calm down i powodzenia. Jakby jeszcze coś to pisz. Ja dziś 37+5. I też spotkałam się z opinią że przy cukrzycy ciazowej nie wolno przeosic ciazy, warto byś od diabetologa dostała zaświadczenie. Paski powinnaś mieć na 30% i przy zakupie dwóch opakowań w aptece dają darmowy glikometr.

    • ~Malibuuu pisze:

      A i jeszcze polecam tą stronę http://www.slodkiemamy.edu.pl alentam są stare normy po godzinie jest do 140. I zapomnialam dodać że jeśli bierzesz leki na czczo to pierw zmierz cukier i dopiero lyknij tabletkę bo niektóre mogą wolywac na wynik. Jabtak robię z euthyroxem na tarczyce.

    • ~iza krotki blog pisze:

      !!!DIETA CUKRZYCOWA !!!
      Drogie Panie, dostałam od jednej z nas przygotowaną przez dietetyka listę produktów, które można jeść przy cukrzycy ciążowej.
      Informacje z tamtego roku, a więc w miarę aktualne. Dziękuję, E. za listę!
      Tutaj do zobaczenia i zapisania produkty zalecane i zabronione przy cukrzycy ciążowej.
      http://static.pokazywarka.pl/e/x/f/56b1574f5821b1d299c0987e993e7408_orig.jpg
      http://static.pokazywarka.pl/c/p/l/54a9159040d797005e2da533a8c25707_orig.jpg
      pozdrawiam :)

      • ~Patrycja pisze:

        Iza, dzięki. W sumie składniki są mi już znane, ale listy i tak bardzo mi się przydadzą – za 2 tygodnie wyjeżdżam na jeden dzień w miejsce, w którym obejmie mnie zbiorowe żywienie :-) Prześlę im wcześniej te syntetyczne zestawienia, by przygotowali dla mnie jakieś sensowne alternatywy… Jeszcze raz dzięki!

    • ~Patrycja pisze:

      Malibuuu, jesteś wielka, bardzo Ci dziękuję! Zadałaś sobie tyle trudu, aż mi głupio. Cały czas mam mieszane uczucia co do pomiaru hemoglobiny glikowanej – czasu nie cofnę, a mogę się zestresować. Przemyślę.
      Szczęśliwie dużo wody z cytryną piję właściwie od początku ciąży, lubię kwaśny smak i nie lubię wody. Szkoda, że niezalecany jest wyciskany sok z grejfruta, to jeden z moich ulubionych napojów… Cieszy mnie, że jesz produkty mleczne z owocami – ja również, choć spotkałam się z opinią, że nie należy, na cukier mi to nie szkodzi.
      O przenoszeniu ciąży nie będzie mowy – będę rodzić przez CC.
      Też chodzę na spacery. Po obiedzie w weekend idę z mężem na lody – tzn. on je lody, a ja tylko idę :-))).
      Dodam (może komuś się przyda), że jakieś cuda czyni jedzenie kapusty kiszonej. Rzecz zjedzona z nią daje mi wynik o ok. 15 pkt niższy niż bez niej. Czary.
      Ogólnie najtrudniej zapanować nad śniadaniem. Na czczo cukier mam modelowy, ale na I. śniadanie jem tylko jedną kromkę naprzemiennie z jajkiem albo hummusem – dzięki temu utrzymuję się w normie. No i szkodzi jakikolwiek wysiłek na czczo, np. zawsze gdy idę na badanie krwi, to później zaliczam wzrost. Ale to do opanowania, w końcu badanie tylko raz na kilka tygodni.
      Mierzę 1h po zakończeniu posiłku, tak jak Ty, norma <120 (choć widziałam, że wg zaleceń PTD na 2017 r. należy mierzyć 1h od rozpoczęcia, a norma wtedy to 140 – bardziej liberalna moim zdaniem, dlatego jej nie stosuję, tylko idę za zaleceniem swojego lekarza).
      Jeszcze raz serdeczne dzięki, i powodzenia na ostatniej prostej!!!

      • ~Wężon pisze:

        Patrycja po wysiłku to powinien spadać, a nie rosnąć chyba.

        Tak się zastanawiam, ilu ze zdrowych ludzi ma tak naprawdę zawsze dobre cukry. Czy Pani diabetolog też się kłuje 5 razy dziennie, bo może coś wyjdzie?
        To się jakaś panika cukrzycowa zrobiła.
        Zwykli ludzie w życiu sobie nie robili krzywej, jeśli na czczo było OK i jakoś większość nie ma cukrzycy.
        A tu wynik przekroczony o 1 punkt w jednorazowym pomiarze i już choroba. Którejś tu wyszedł cukier za wysoki i 1 punkcik i już dieta cukrzycowa.

        • ~Patrycja pisze:

          To był taki mój niefortunny skrót myślowy :-) Po wysiłku właśnie spada, masz słuszność. Więc jeśli mam niski na czczo, to wysiłek na czczo (a na badania krwi tak właśnie trzeba się wybrać) powoduje, że mam jeszcze niższy. I wtedy większe jest „odbicie” po pierwszym posiłku.
          Ogólnie to uważam, że lepiej dmuchać na zimne. Parę miesięcy można się przemęczyć w imię „sprawy”. Ale sama sobie wytłumaczyłam, że nie ma co nakręcać się możliwymi komplikacjami, wadami wrodzonymi itd. Na stronach – znowu – anglojęzycznych przeczytałam, że te przypadki dotyczą głównie kobiet, które miały „zwykłą” cukrzycę od początku ciąży, i to niewyregulowaną.

      • ~niebieska pisze:

        Patrycja, to dawaj te lody z kapustą kiszoną :D Bardzo ciążowy zestaw…

  44. ~Anitt pisze:

    Malibuuu, wszystko idealnie opisane :-) Boze ja już zapomniam o tym jedzeniu co i jak.
    Mi o dziwo nie szkodzil pumpernikiel którego szczerze nie nawidze:-)
    Fuj !
    Malibuu, jeszcze chwila i Marysia będzie na świecie:-)))
    Udanego rozwiazania.

    • ~Malibuuu pisze:

      Anitt no jeszcze dwa tygodnie :) sama w to nie mogę uwierzyć, bo pamiętam jak modlilam się o skonczenie 27 tygodni, potem o każdy tydzień a tu jutro skończę 38 i bynajmniej dwa tygodnie temu dr mi mówiła by nastawiac się na pełne 40 bo szyjka zamiast się skracac to się wydłuża. Jutro wizyta mam nadzieję że coś się wyjaśni.

  45. ~Wężon pisze:

    Patrycja, a jaki Ci wyszedł cukier po godzinie? Ja sobie zrobiłam krzywą tak dla siebie i wyszedł mi podwyższony po godzinie. Na czczo i po 2 jest bardzo OK.

    • ~Patrycja pisze:

      Droga Wężon, mój wynik po godzinie to 189 mg/dl (norma do 180). Z tym, że nie wiem, czy ta norma (w tym jednym punkcie) obowiązuje także poza ciążą. Czy na pewno na Twoim wyniku były odpowiednie normy? Ja na swoim miałam adnotację „nie dotyczy kobiet w ciąży” i brak podanej normy dla pomiaru po 1h (stąd moje przypuszczenie, że może ten pomiar nie ma znaczenia diagnostycznego u ogółu pacjentów).
      Na czczo miałam 76, po 2h 135.
      Teraz, gdy miewam przekroczenia po 1h, zawsze sprawdzam, jak się rzeczy mają po upływie kolejnych 10 minut – i zawsze jest istotny spadek (ok. 10 jednostek mniej). To potwierdza, że problem jest, że tak powiem, przejściowy. Ale zdecydowanie jest – i ginekolog, i diabetolog bez wątpliwości stwierdzili, ze to cukrzyca ciążowa (czy raczej nietolerancja glukozy). Podobno rzadszy typ – częściej zdarzają się przekroczenia w 1. punkcie, czyli na czczo, albo w ostatnim, czyli po 2h.

      • ~Wężon pisze:

        Ja miałam na czczo 85, czyli bardzo ładnie, po 2 godzinach 99, czyli też przepięknie. Trochę więcej niż na czczo, wzorcowo wręcz.
        Za to wynik po godzinie psuje opinię. Też nie ma przy wyniku norm dla poziomu po 1 h. Ale wtajemniczeni mówią, że do 14o powinno być. Mnie wyskoczył do 175.
        Insulina zrobiła to samo – z bardzo dobrego wyniku na czczo – 8,5 poszybowała w górę po godzinie.
        Diabetolog mówi, że to jeszcze nic takiego, leki hormonalne też mogły mieć wpływ. Mam uważać na jedzenie – indeks glikemiczny i te sprawy. I jak już będą czysta, bez tych obciążeń lekami to mam powtórzyć krzywą, ale już nie po glukozie, tylko na czczo i po normalnym posiłku.

        • ~Wężon pisze:

          A i hemoglobinę glikowaną zrobiłam od razu po tym wyniku – wyszła super.

        • ~Patrycja pisze:

          To ogólnie masz bardzo ładnie!
          Pewnie warto mieć tę kwestię na uwadze, gdy będziesz w ciąży, np. w miarę wcześnie zrobić tekst obciążenia glukozą. Ten Inofem (albo odpowiedniki) jest też podobno niezły.
          Ja miałam stwierdzoną kiedyś, chyba z 10 lat temu, insulinooporność. Zmieniłam nawyki żywieniowe (nic drastycznego, po prostu przestałam jeść dziennie tabliczkę czekolady, ale pozostałam przy białym pieczywie, makaronach itd., bynajmniej nie sprawdzałam indeksu glikemicznego), zaczęłam uprawiać trochę sportu, po raz pierwszy w życiu zaczęłam mieć jakieś mięśnie :-). Gdy szykowałam się do któregoś IVF, powtórzyłam badanie i o dziwo wyszło w normie (choć i tak ustaliłam z lekarzem, że na wszelki wypadek będę brać Inofem). Ale widać, że mimo wszystko organizm coś tam ma nie tak w gospodarce węglowodanowej, co przy większych ciążowych obciążeniach wyłazi.
          Ogólnie, wolałabym w przyszłości zwiększyć aktywność ruchową niż katować się dietą. Jedzenie jest dla mnie zbyt ważne :-)

  46. ~Meliska pisze:

    Dziewczyny,jak jest z kosmetykami w ciąży? Staram się nie przesadzać, ale stosuje normalne kosmetyki i maluje się do pracy. A dziś zorientowałam się, że uzywałam do stóp kremu z apteki, który ma w składzie 2% kwasu salicylowego, który jest zakazany w ciąży i przeraziłam się :( Może w ogóle w kosmetykach były inne szkodliwe substancje. Bokę się teraz. Szkoda, że lekarze nic nie mówią na co uważać z takich substancji :(

    • ~Martyna pisze:

      Melisko, ja generalnie jestem zwolenniczką naturalnych kosmetyków, z krótką data przydatności, gdzie chemi jest jak najmniej. Nie jestem specem w tej dziedzinie ale wiem, że im ubozszy skład tym lepiej. Polecam Ci kosmetyki polskiej firmy sylveco, ma też swoje „corki” vianek i biolaven. Stosuje je od ponad roku i jestem bardzo zadowolona. Jeszcze firma nacomi ma fajne kosmetyki i jest tam tez seria dla ciężarnych.

    • ~Izabela pisze:

      wszystkim mamom przyszłym i obecnym polecam bloga – skarbnice wiedzy kosmetycznej i nie tylko prowadzony przez kobietę chemiczke.Znajdziecie tam analizy składów wszystkich kosmetyków z odpowiedzią co można w ciąży a co maleństu. http://www.srokao.pl/

    • ~Wężon pisze:

      Melisko, a dlaczego kwas salicylowy jest zakazany?

      • ~Meliska pisze:

        Wężon, nie wiem, ale myślę, że to musiałyby być wysokie stężenia i chyba nie przez skórę. Stężenia do 2% są w wielu kosmetykach i nikt nie ostrzega na nich, też nie sądzę, że każda kobieta tak analizuje składy, bo zwariować można…

    • ~Patrycja pisze:

      Melisko, ja też się stresowałam kosmetykami (bo zanim się zorientowałam, że nie należy, przez ok. 2 tygodnie używałam kremu z retinolem na noc), nie farbowałam włosów i nie chodziłam na manicure przez cały I. trymestr :-). Miałam przepiękne odrosty, także na paznokciach (hybryda – uznałam, że jej zdjęcie też może być szkodliwe…). Myślę, że z przenikaniem substancji przez skórę nie jest tak znowu ryzykownie, trudno zaszkodzić dziecku. Sama używam teraz po prostu rzeczy tanich i bez wynalazków, tak jak pisze Martyna, o ubogim składzie, np. Ziai. Ale nie badam szczegółowo składów, i tak już mało nie wariuję ;-).
      Mój lekarz ogólnie uważa, że z tymi kosmetykami i farbowaniem włosów to „straszenie ciężarnych” i że nie należy wpadać w paranoję – w końcu nie kąpiemy się w nich codziennie, ani ich nie jemy (wiem, łatwo powiedzieć…;-)).

    • ~Patrycja pisze:

      Jeszcze jedno: przeczytałam w ciąży mnóstwo stron internetowych polskich i mnóstwo anglojęzycznych na X tematów, które mnie niepokoiły i niepokoją. Ich ton się różni: polskie straszą (zawsze mowa o skutkach od 0 do nieskończoności), a zagraniczne są bardziej wyważone (jeśli mowa już o jakichś srogich negatywnych konsekwencjach, to z kwantyfikacją – że rzadko, bardzo rzadko, w kilku przypadkach – i słowem pociechy).

      • ~Meliska pisze:

        Masz rację Patrycja, nie ma co wpadać w paranoję. Ale na wszelki wupadek też nie farbuję włosów i nie maluję paznokci :)

  47. ~Wężon pisze:

    A mnie koleżanka lekarka mówiła, żę kiedyś badali stężenie substancji toksycznych w wymazie z pochwy. Tyle mam świństw i tak i żyjemy, i rodzi większość zdrowe dzieci, że to jedno czy dwa farbowania więcej niczego nie zmieniają. To tylko wpędzanie w poczucie winy.

  48. ~pati pisze:

    Napisze tylko tyle w pt punkcja…

    • ~Martyna pisze:

      Trzymam kciuki Pati :), napisz jeszcze ile masz jajeczek?

      • ~pati pisze:

        hmm bylo 5 i 7 jak pisalam wyżej, endo 7,5 nic nie zmienilo sie od sob, jajka wiesze mialy wczoraj juz po 24 najwieksze, na lewym jakos sa jak to uslyszalam takie na skraju po 22, kilka maja. Nic estradiol wczoraj 2650, jest szansa ze bedzie wiecej pelnych. Punkcja pewnie 7.30, o 7 w klinice. Endometrium sie srednio podoba od wczoraj łykam progynove. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Mamy zalecenie do Macs, chce jeszcze embroglu i to vision cos tam 24 h monitoring zarodkow, z racji tego ze punkcja w pt wiec transfer w pon 3 dniowych, o ile wogole bedzie co transferowac. Jeśli dotrwaja 3 doby wowczas bede zastanawiac sie co z reszta- o ile bedzie czy do blastki je zostawic bo 15.08 wolny. Pozyjemy zobaczymy. Niech embriolog decyduje. Po punkcji sie okaze teraz to wrozenie z fusów

  49. ~Magdanr2 :) pisze:

    Kas samych cudowności dla Dziewczynek , dużoooo zdrowia przed wszystkim !!!! <3

    Pati kiedy punkcja , już po , zaraz , juto ? :)

  50. Co ja tu mogę mądrego napisać…Jest mi po prostu cholernie przykro, że musiałaś przez to przechodzić…Nie wiem, czy miałabym siłę po takich przejściach ciągać się po sądach i dochodzić sprawiedliwości – ale pewnie nie. Podejrzewam, ze wolałabym o tym wszystkim po prostu jak najszybciej zapomnieć.

    Sama przeszłam jeszcze bardziej radykalną operację, polegającą na usunięciu wszystkiego poza szyjką macicy – ale u mnie sytuacja była inna, nie wynikała z lekarskiego błędu i wręcz sama jej się domagałam, żeby uniknąć dużo gorszych rzeczy.

    Powodzenia na adopcyjnej drodze :*

    • ~Iza krotki.blog pisze:

      Karolina, dzięki za tę historię. Z perspektywy czasu wiem, ze siły trzeba, by zacząć, potem to się dzieje samo.
      Jeśli mogę zapytać…, zostały Ci jajniki? Czy musisz brać hormony? Jak Ci teraz jest?

  51. ~pati pisze:

    Z 7 i 5, pobrali 8 z czego 6 pełnych. Endometrium do dupy 7mm, jak sie nie poprawi radza przelozyc transfer. Standardowo hodują do blastki, zobaczymy jutro co i jak…

  52. ~LILOĄ pisze:

    Moje Kochane,
    Meldujemy, że od wczoraj Antoś po dosyć długim sn jest już z nami : 3395 g 54 cm. Oboje czujemy się świetnie :-)

  53. ~pati pisze:

    zaplodnily sie 4. Czekamy do pon na tel. Wychodzi na to ze tu czekaja do blastek. Mam nadzieje ze juz zaden nie wypadnie. Statystycznie sa szanse na 2. Znajac mnie zostane z niczym.

  54. ~Meliska pisze:

    Dziewczyny, mam pytanie, niefortunnie przypomniałam sobie o moim MTHFR i zaczęłam się stresować. Czy któraś z Was ma doświadczenia z tą mutacją w ciąży – czy ma wpływ na dziecko, czy całą ciążę przyjmuje się leki przeciwzakrzepowe?
    Dokładnie to mam polimorfizm c.677C>T w pojedynczym allelu genu MTHFR, układ heterezogytyczny.

    • ~mała Ania pisze:

      Ja mam homozygote a1298c i przyjmuje clexane od początku ciąży. Sporo z nas ma te mutacje. Biorę też zmetylowany kwas foliowy, a wcześniej inne witaminy z grupy B w.formie metylowanej.

    • ~Patrycja pisze:

      Melisko, ja mam MTHFR heterozygotyczny w obu allelach. Biorę Fraxiparynę 0,4 (i będę brać do końca ciąży), w I trymestrze brałam foliany w formie zmetylowanej (metafolin – jedna tabletka; zestaw folianów – druga tabletka; podobnie przez chyba 2 miesiące przed poczęciem). Od II trymestru Femibion 2 (ale nie każdego dnia – nie do końca wierzę w multiwitaminy) naprzemiennie z metafolinem.
      Była tu kiedyś na ten temat mała dyskusja – pamiętam, że dziewczyny badały poziom d-dimerów w ciąży. Mój hematolog uznał to badanie za nie w pełni miarodajne i polecił mi zbadać raczej poziom homocysteiny (wybrałam się do niego w 5 miesiącu; poziom w normie).
      Mutację ma 20-30% populacji.

      • ~Meliska pisze:

        Pojedynczy allel to „lepsza” opcja? To jest jeden z dwóch czy jest ich więcej?

        • ~Patrycja pisze:

          Tak, to najlepsza opcja :-) – pod względem przyswajania kwasu foliowego, a tym samym utrzymania dobrego poziomu homocysteiny = zagrożenia problemami zakrzepowymi, a także ryzyka innych problemów wiążących się z niskim poziomem folianów.
          Z tego, co rozumiem, gradacja jest następująca (od „najlepszej” do „najgorszej” mutacji):
          - układ heterozygotyczny 677C>T LUB 1298A>C;
          - układ homozygotyczny;
          - układ heterozygotyczny jednocześnie 677C>T ORAZ 1298A>C
          Co do wzajemnej pozycji dwóch ostatnich wariantów – mam wrażenie, że u nas homozygota uchodzi za „gorszą” od łącznej heterozygoty, ale w literaturze anglojęzycznej czytałam coś przeciwnego, czyli, że porządek jest taki, jak przedstawiłam powyżej (co mnie oczywiście przeraziło – stąd wizyta u hematologa…).
          Ogólnie – super, że przyjmujesz Clexane i foliany zmetylowane.

    • ~pati pisze:

      Melisla ja mam to samo. Progilaktycznie mam juz claxene od punkcji. Dodatkowo w ciazy nalezy przyjmowac hmm wieksza dawke kwasu foliowego ale tego w wresji metylowej. Chyba byla mowa o 80-100 mg. Moglam pomieszac miary. Jak odnajde kartke z wczoraj dam ci znac jakie suple polecala dr. oprocz femibionu

    • ~LILOĄ pisze:

      Melisko,
      Poproś Izę o mój adres email w wolnej chwili wyślę Tobie info. Ja mam heterozygotę w obu genach. Od początku ciąży byłam pud kontrolą immunologa.

      • ~Meliska pisze:

        Liloą, dzięki. Iza, prośba o maila :) Mnie jakoś nikt nie zalecał wizyty ani u immunloga, ani hematologa… może to błąd? Aczkolwiek obawiam się, że na Podkarpaciu mogę nie znaleźć immunologa.
        Biorę Clexane, Femibion i Folian (Solgar), magne b6, czy to może być za mało?

        • ~pati pisze:

          Miska znalazlam: Actrofolin 800 mg, metofolin lub cos czego nie moge rozczytac Metyloramyk foliowy 1000 mg. Ja mam heterozygote w 677c. Tamtej drugiej nie mialam zleconej przez genetyka. Genetyka mam na 21.08 to sie dopytam ale on krytycznie patrzy by siac jakas panike bo polowa spol ma mutacje. Wczoraj pogrzebalam troche by zajac glowe czyms innym i znalazlam sporo info ze dawka claxene 0.4 jest dawka profilkatyczna. W S . uslyszalam ze mutacja nie jest wskazaniem do ref chyba ze bede w ciazy to wowczas tak.
          A ta wit B bierzesz tez metylowa? Badalas wogole poziom wit wczesniej? bo mi teraz wyszlo ponad norme kwas foliowy i wit b12 gorna granica, d3 tez ponad norme. Homocysteina gorna granica. Tylko pyt czy w ciazy te wyniki nie beda lekko przeklamane.
          Najlepiej niech Liloa podesle co to co ona badala non stop w ciazy. Albo niech Iza wymieni nas tez mailami bo gdzies mam to od Liloi na mailu to ci podesle.

        • krotki.blog pisze:

          Maile wysłane :)

  55. ~Lidka pisze:

    To teraz, po LILOĄ, chyba mniej więcej kolej na Małą Anię i Malibuuu, jak czegoś nie pokręciłam. Powodzenia! Jak się czujecie? :-)

    • ~LILOĄ pisze:

      Najpierw Malibuuu potem Ania:-)

    • ~Malibuuu pisze:

      Lidka u mne coraz ciężej, mam zestaw wieloryba i słonia. Dziś niedziela i 38+5 tc skończone. Termina mam na 22 sierpnia i ze względu na cukrzycę nie przetrzymają mnie dlużej. Mam się zgłosić do szpitala 15 sierpnia i będziemy czekać (szpital bielański na własną prośbe bo w Radomiu boję się rodzić). Moja Marysia ma chyba w nosie wyjście bo nadal jest bardzo wysoko, wypina pupę w kształt piramidy (to akurat po tatusiu – potomek faraonów). Zaczynam się stresować na maxa ale spokojniejsza będe już w szpitalu. Pozdrawiam

      • ~pati pisze:

        Malibuu padłam, haha potomek faraonów hihi po tatusiu… No ale uwierzcie na słowo Maryśka i jej piramida w brzuchu to na serio konkurencja dla obecnych piramid :)

      • ~Lidka pisze:

        Malibuuu, czyli to już jutro do szpitala, a potem lada chwila potomczyni faraonów będzie na świecie ;-))). Super, trzymam kciuki, żeby było jak najbardziej bezstresowo i spokojnie! :-)

  56. ~mała Ania pisze:

    Ja mam termin teoretycznie na 08.09, ale wstępnie umówiłam się już na cc na 04.09, szpital MSWiA na Wołoskiej. Iga też raczej jeszcze wysoko, rozsadza mi chyba nogami żebra :D Brzuch mam dość mały, długo.go nie było w ogóle, teraz jest, ale dużo osób mówi, że nie wygląda na 36tc. Pokój już prawie ogarnięty, spakowana nie jestem i dziś mi się śniło, że trafiłam do szpitala niespakowana. Strachy coraz mocniej zaglądają mi w.oczy, to co się dzieje, mimo że praktycznie namaclne, nadal trudne do uwierzenia i uznania za realne, niesamowite jak ta menda niepłodność potrafi spaczyć psychikę…

    • ~Wendy pisze:

      Mała Ania nie bój się cc ani trochę. Nie ma czego. Wszystko będzie dobrze zobaczysz. Ćwicz teraz tylko spanie z otwartymi oczami bo przyda się na pewno w pierwszym miesiącu :-) a potem to już z górki.Ja torbę spakowałam dzień przed cc i uważam że to dobrze bo przynajmniej nie zabrałam zbędnych rzeczy. Niesamowite że już niedługo zobaczysz swoją Igę. Jak ten czas zasuwa…

    • ~Lidka pisze:

      Mała Aniu, mam podobnie z tym, że wydaje mi się to takie nierealne i abstrakcyjne choć również ekscytujące. A tu jak nie patrzeć prawie 9 miesięcy minęło :-))). Myślę, że jak ujrzymy i przytulimy Maleństwa to stanie się od razu realne i namacalne ;-).
      To chyba pozostaje się cieszyć ostatnimi dniami spokoju ;-). Trzymaj się ciepło i powodzenia!

      • ~mała Ania pisze:

        Mam.nadzieje, że po kontakcie „bezpośrednim wszystko bardziej się urealni:) Dzięki Wendy za otuchę, mam nadzieję, że ta cc nie taka.straszna :) boję się tego uczucia, że.jestes.swiadoma, widzisz, niby nie czujesz… nigdy nie miałam takiego znieczulenia, zawsze narkoza. No i mam nadzieję, że nic nie zacznie się wcześniej, bo do szpitala mam jakieś 2.godz drogi… wcześniejsze działanie oznaczaloby zmianę planów i pewnie poród na miejscu… walczę od 2 tyg z przeziebieniem, już mam dość i wkurzam się na zawalone zatoki :/ staram się więcej odpoczywać w spokoju :)

        • ~Wężon pisze:

          Ja miałam cesarkę w narkozie. Z dwóch przyczyn – mam blachy zaraz nad kością ogonową, takie 10 cm i lepiej by było nie grzebać tam igłami, duże ryzyko niepowodzenia.
          Ale jak mnie wieźli na salę i mówiłam tylko „muszę mieć narkozę”, to lekarz powiedział, że nawet by nie myślał o niczym innym. Nie ma czasu się bawić i macać i czekać aż zadziała, trzeba ratować dziecko.
          Taka świadoma też mi się wydaje dziwne. No i jednak czuć, że Cię szarpią. Jednak nagroda, która Cię czeka jest warta zniesienia wszelkich niedogodności.

        • ~Wendy pisze:

          Mała Ania to uczycie jest super bo czekasz na jak finał Twin Peaks:-) bo za prześcieradłem jest Dziecko i nie wiesz jak Wyglada!! I nie wierz ze nic nie czujesz bo nie czujesz tylko brzucha a wszystko inne sprawne ( No może poza nogami). Powiem ci ze u mnie był finał typu coś tu piszczy panie doktorze czy mi się wydaje a lekarz kobieto dziecko twoje piszczy :-)

        • ~evcikmUK pisze:

          Kochana ja mialam cc na zyczenie 7 tyg temu,uwazam ze rewelacja wszystko bylo zorganizowane,wiadome bez stresu czekania. SAm zabieg to niesamowite przezycie naprawde nic nie boli,a tak czuc ale to tez jest fajne przezycie.Ciezkie byly pierwsze doby ale do przezycia,i jak musisz sie zajac swoja kruszynka to i bol tak bardzo nie przeszkarza.W 5 dobie zdjety opatrunek i wtedy juz jest naprawde lepiej. Blizna juz sie ladnie wygoila,jest widoczna,ale trzeba sie przypatrzec.Dla mnie to jesst blizna szczescia.Nie wiem jak wyglada porod naturalny,ale wiem ze cc jak jest planowwane to jest piekne przezycie bez wiekszego stresu i bolu.Ja polecam i jesli jeszcze kiedys sie uda miec dziecko to tylko przez cc.Pozdrawiamy z Sonia i zyczymy tak samo przyjemnego porodu:)

  57. ~Wendy pisze:

    Pati, kciuki zaciśnięte mocno!! Buziaki od nas z Kudłatym.

  58. ~Anitt pisze:

    Lilou, moje gratulacje !
    Buziaczki dla Antosia :-*
    Malibuu, Mała Aniu trzymam za was dziewczyny kciuki. Bedzie wszystko dobrze, jeszcze chwila i będziecie tulic swoje maleństwa :-)
    Pati kochana, siedzę z Toba jak na szpilkach !! Kciukasy

  59. ~Martyna pisze:

    Liloą gratulacje!!! Witaj Antosiu :)
    Pati trzymam kciuki za Twoich siłaczy!

  60. ~Wężon pisze:

    Tak dla porządku przywołuję z prośbą o update:

    Skropek, Mgła, jak tam Wasze zbieranie komórek? Jaki wynik stymulacji i badań?
    Superaneczka co u Ciebie? Kiedy drugi transfer?

    Dziewczyna Rabina, Sonia gdzie zniknęłyście? Staracie się dalej, czy odpuściłyście?

    • ~Mgla pisze:

      Wezon-u mnie update musi poczekac…Ciagle tworza nam metode i nawet nie zaczeli badac zarodkow takze dluga droga do transferu…

  61. ~pati pisze:

    dora mam 3 :) o 4 nie pytalam 3 sa slicznej kasy najlepszej wiec do srody dotrwaja mam nadzieje. trzymajta kciukasy dalej :) Pati w grze

  62. ~Anitt pisze:

    Pati Goooo!!!

  63. ~Wendy pisze:

    Pati taka środa jak dziś po wolnym to jak poniedziałek:-) . Czyli musi się udać !!

  64. ~pati pisze:

    Pati pojechała posiedziała, łykneła nospe i polowe małej niebieskiej tabl, usiadła na fotel a tam endo w 18 dc DUUUUPAAA. 4-5 w porywach moze 6,1.
    Ale tego nie koniec Pati została uraczona dziś znów Pipellą i biopsja endometrium…. już nie powiem co mnie boli.
    Zarodek jeden gigant, zarodek dwa blastka ale gorsza ciut, zarodek 3 pęcznieje jutro po 14 się dowiem czy dołączył do reszty czy nie.
    Komórki ogolnie jakościowo były oki, zdziwieniem wielkim było to że tyle odpadło, że wogole nie drgneły a jak juz sie zapłodniły że się nie dzieliły, nic taki mój urok.
    Lecimy z antybiotykiem po biopsji i z lekami na wywołanie okresu od okresu robimy mocny tiuning endometrium. Mrozaki są zamrożone jak coś w jednej rurce w 3 komnatach.
    A teraz to chyba szukam jakiegoś last minute na wakacje :) Zapakuje torbe lekow i tyle.
    Jeden plus z tego wszystkiego moj brzuch odpocznie, nie ma dziś juz clexane, nie ma proluteksu nie musze szukać miejsca na brzuchu do wbicia się.

    • ~Patrycja pisze:

      Pati, grunt, że są zarodki! I będziesz miała wypoczęty cały organizm do transferu – przystąpisz do niego przygotowana na 100%, więc może i ciąża będzie spokojna (na ile to u nas możliwe :-).

    • ~gaja pisze:

      Pati, będzie dobrze.
      Zapakuj czerwone wino na endo ;)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Pati, nerwy na postronkach masz, szacun. Odpoczywaj, dziewczyno! Należy Ci się jak nic!
      Co do zarodków są dwie szkoły. Jedna mówi, że lepiej miec na transfer świeże. Druga mówi, że mrożenie przetrwają te najsilniejsze, co zwiększa szanse na transfer.
      Znasz to, prawda? :)

      • ~Wężon pisze:

        Na ostatniej konferencji mówili, że np w USA niektóre kliniki odchodzą w ogóle od świeżych transferów. Nie robią i tyle. Bo uważają, że kobieta jest wtedy rozchwiana hormonalnie, nieprzewidywalna, zmęczona. I że crio mają dużo wyższe szanse powodzenia. Szkoda marnować zarodki na świeże transfery.

        • ~Meliska pisze:

          Wężon, to samo mi mówił w zeszłym roku prof. W., że w Japonii już w ogóle nie robią świeżych transferów, tylko krio.
          A jednak wg statystyk niby trochę większy odsetek powodzeń jest ze świeżych.

      • ~Patrycja pisze:

        Ja z kolei czytałam, że przy ciąży ze „świeżego” transferu rośnie odsetek powikłań, np. cholestazy ciążowej (ze względu na obciążoną wątrobę). Oczywiście nie są to wzrosty szalone, ale zdecydowanie są statystycznie znamienne. Więc – są zalety criotransferu.

  65. ~pati pisze:

    Najwazniejsze ze sa zadrodki teraz czekamy////

  66. ~bea33ta pisze:

    Pati niestety i moje znajoma ma zielone światło do naturalnych starań a endometrium jak u ciebie do bani. CO mówią lekarze, jak to naprawić jej radzą in vitro , ale widzę że u Was jest ten problem i jak się ma to do komórek, transferów i przyszłych ciąż. Będę wdzięczna i koleżanka Anetka też jak znajdziemy jakieś wyjście z tej sytuacji.

    P.S Wiecie ,że nie jestem po ivf ale wielu poronieniach i powiem Wam to podobne drogi do jednego celu . Z różnymi pagórkami i górkami ale nagrodą taką samą. Życzę wszystkim udanych transferów a najlepiej cudów wpadkowych.

    • ~Wężon pisze:

      Beatko, niestety wygląda, że to głupie cienkie endometrium to jedna z najgorszych spraw do wyleczenia.
      Tarczycę, insulinooporność, PCO opanowują, endometriozę wycinają, a jak endo nie chce rosnąć to są bezsilni.
      Ja też mam ten kłopot – ciągle cienkie endometrium.
      Na jednym forum też jest kilka dziewczyn. No i nic nie pomaga tak naprawdę. Jednej zmiana leku, innej większa dawka, niektóre trafiają po prostu na ten dobry cykl i endo się nadaje.
      Ja teraz jestem na Progynovie zamiast Estrofemu i jakby trochę lepiej rośnie. Ale to i tak osiąga najgorsze stany tych „normalnych” kobiet.
      Próbowałam plastrów z estrogenem – nic się nie zmieniło. Czopki z Viagry spowodowały wzrost o 0,5 mm – równie dobrze błąd pomiaru, albo taki cykl.
      Większych dawek nie ma sensu u mnie brać, bo poziom jest wysoki, ja to wchłaniam, tylko się nie przekłada na grubość. Jak któraś słabo wchłania, to zmiana leku, czy dawki może pomóc.
      Słyszałam o klinikach, które stosują wlewy z osocza, płukanie macicy neupogenem (to taki lek, który się podaje przy nowotworach, żeby uniknąć transfuzji, to pewnie ma polepszać ukrwienie).
      Ja przecież miałam już najcięższy kaliber – cudowne komórki macierzyste, mające leczyć w przyszłości wszystko i nawet narządy mają być z nich wytwarzane. I też niezbyt mi pomogło. Endometrimu ma powiedzmy 7 mm, a nie 5 mm. Ale do takich wartości jak tu dziewczyny normalnie do transferu mają – 10, 12, 15 mm to bardzo daleko.
      Jeden z moich lekarzy mówi, że to najprawdopodobniej uszkodzone receptory lub zdarta warstwa z której endometrium rośnie. I nic się nie da zrobić, nie ma szans na poprawę. Albo któremuś zarodkowi to wystarczy, załapie się w lepszym fragmencie, albo żaden transfer się nie uda.

      Jak sobie utniesz pół palca to nie będziesz mieć pięknego paznokcia. Żadne cudowne preparaty na porost nie pomogą.

  67. ~pati pisze:

    bea33ta jak tylko dotrwam do 9 dc to odrazu napisze jak endo na progynovie 4×1, jak kiepskie wdroza cos ala viagra. Ja ładne endo dopiero zaliczylam po punkcji w zeszlym roku i po 2-3 miesiacach na metforminie. Mi Lametta pomagała plus Menopur, na samym Menopurze jednak cykl sie przesunął o 2 dni i na tym zaszlam.
    Nie wiem orzechy, wino, dond quai, olej z wiesiaolka i inne cuda wianki nic na endo nie pomogly…

  68. ~bea33ta pisze:

    Dziękuję dziewczyny czekam na dalszy rozwój endometrium i sytuacji u Was.

  69. ~Wężon pisze:

    Zgodnie z tytułem posta ja też uchylam rąbka tajemnicy.

    Za 2,5 godziny mam ostatni transfer.

    Tym razem wszystko jest inaczej:
    Brałm inny estradiol – na progynovie endo urosło odrobinę lepiej. Decyzja została podjęta po wizycie tydzień temu, po jednym USG. Nie musiałam 3 razy przychodzić i czekać na dobre endometrium.
    Transfer będzie robił inny lekarz (ten od komórek macierzystych), tym razem jest blastka, jadę sama na transfer bo J. nie może dzisiaj wyjść w dzień, a i tak nie wpuszczają na salę i nie pomalowałam paznokci. ;)
    No i nie referowałam tutaj, bo jakoś tak szybko poszło.

    O pierwszej wychodzę z pracy i jadę po ostatnią szansę.

  70. ~Wendy pisze:

    Wężon kciuki zaciśnięte

  71. ~MM pisze:

    Wężon POWODZENIA!!!

  72. ~martucha pisze:

    Wężon – Ty wiesz co :*

  73. ~Margom pisze:

    Witam, nie wiem czy ktoś mnie tu jeszcze pamięta bo dość rzdko się udzielam, staram się czytać, szczególnie wpisy Izy, komentarze tez, ale przyznaje że nie wszystkie z braku czasu.
    Izo trzymam kciuki za sprawę i pozytywne dla Ciebie jej zakończenie. No i bardzo czekam na TEN wpis <3

    Przyszłam z nowinami, po siedmiu chudych latach, morzu wylanych łez, często bezsilności, pięciu nieudanych crio, problemach z immunologią a na końcu z "odkryciem" 2 nieprawidłowych mutacji i po włączeniu odpowiedzniego leczenia, leków udał się 6 crio transfer. Był to przedostatni zarodek, pozytywna beta była miłym zaskoczeniem bo nastawiłam się na standardowe 0,1 a tu 160 potem 764 i nie oparłam się trzeciej becie 1434 :) aktualnie leci 8 tc, wczoraj widzieliśmy i słyszeliśmy serduszko no i małego już czlowieczka :) starch nadal jest i pewnoe pozostanie do końca, ale mam nadzieję że gdy minie największe ryzyko poronienia troszkę odetchnę.
    Warto dziewczyny walczyć, szukać przyczyny niepowodzeń bo zawsze jakaś jest. U mnie chyba pomogło szczepienie męża limfocytami, wlewy z intralipidu, i leki które pierwszy raz miałam do transferu na które sie uparłam…myślę że to wszystko po trochu pomogło, a szczególnie moja determinacja i upór.
    Gratuluję wszystkim zafasolkowanym, i mamusią, które juz mają swoje skarby, powodzenia wszystkim starającym się ;)

    • ~pati pisze:

      Margom gratulacje wkoncu :) i wiesz co ja też wchodze caly czas z oczekiwniem na ten wpis nie tylko izy ale każdej z nas a jej szczegolnie :) a uchylisz rąbka tajemnicy z leczeniem? co wpłynelo na pozytywny wynik bety?

    • ~Wężon pisze:

      Margom, jasne, że pamiętam. Wywoływałam Cię niedawno. Chyba w czerwcu miałaś przekładać transfer, bo coś wyszło.
      Na co dostałaś intralipid? Wyszły Ci nk wysokie? Jakie leki brałaś przy transferze?
      Poproszę o datę transferu. :)

    • ~Wendy pisze:

      Margom jesteś już w ciazy i tego się trzymajmy!

    • ~iza krotki blog pisze:

      Margom , pewnie, że Cię pamiętamy. A teraz jeszcze trzymam kciuki za małego człowieka! Wspaniale :)

    • ~martucha pisze:

      Margom gratulacje i kciuki na całą ciążę :-)

    • ~Lidka pisze:

      Margom, ale fajnie, że się udało! :-D
      U nas pierwszy trymestr wlókł się niemiłosiernie i strachu trochę było.
      Ale potem już odetchnęliśmy, a od połówkowych to nawet nie wiem kiedy ten czas zleciał. Teraz odliczamy dni do spotkania ;-).
      Życzę Wam jak najbardziej bezstresowej i radosnej ciąży!

      • ~Margom pisze:

        Dzieki dziewczyny. Napiszę od początku jak to u mnie wyglądało, pazdziernik 2016 po badaniach immunologicznych wyszły mi za wisokie nk, i mrl 0% – na to byłam szczepiona męża limfocytami, trzy szczepienia ostatnie w lutym. W kwietniu podchodziłam do pierwszego crio po tym szczepieniu, miałam wlewy z intralipidu dwa tyg. przed i w dniu transferu, leki po transferze miałam te same co zwykle. Transfer nie udany. Postanowiłam jeszcze wejść w genetyke i zrobiłam sobie pakiet na trombofilie z tego co pamiętam chyba 6 mutacji tam było, mthrf zle mi wyszło ( przyjmuje zmetylowany kwas foliowy) i nieprawidłowa mutacja pai1 i tu powinnam do kazdego tranferu miec zastrzyki typu clexan czy fraxiparine na które namawiałam dr chyba przed 3 crio On sie upierał ze nie ma podstaw a na w razie co nie ma zwyczaju przepisywac. Tak więc lipiec przygotowania do przedostatniego crio, na estrofenie, podeszłam do tego z obojętnością i bez wiary, zapomniałam pić winko i jesc orzechy a mimo to endo 11 mm na kilka dni przed crio. dwa tygodnie przed transferm wlewy. 12.07 transfer, zle napełniłam pęcherz, prawie nic jak to dr powiedział ale mowi sprobujemy. Polezalam 10 min i sru na wlewy. 9 dni po beta 160 szok i noedowierzanie ;) poczatkiem 8 tc miałam doszczepianie męza limfocytami. Z lekow to jak pisalam estrofen do ok 6 tc, encorton do 8 tc, cały czas prolutex x1, fraxiparine do końca 12 tc 1x, duphaston 3×2, luteina dop. 100 3×2 progesteronu duzo bo opornie wzrastał…

    • ~Patka pisze:

      Ale news! Gratulacje!!!

  74. ~Malibuuu pisze:

    Kochane dziękuję za wsparcie jakie otrzymałam podczas moich starań i całej ciąży. Zostaje z wami na tyle ile obowaiazki pozwolą i chętnie służę pomocą.

    16.08.2017 o godz. 23:59 przyszła na świat moja najukochańsza córka Marysia vel Morulka, Piramidka. 3200g 55 cm 10 punktów w skali Apgar.

    Poród indukowany, walczyłam 10 godzin siłami natury niestety zakończyło się cc bo nie zeszła do kanału.

    Jest przecudna ma elfie uszka i mega kodłatą czuprynke. Wykapany tata :)

  75. ~Wendy pisze:

    Malibuuu Gratulacje! Zdrowo rośnij Marysiu i szczesliwie!

  76. ~Margom pisze:

    Malibu gratulacje :)

  77. ~Anitt pisze:

    Malibuu jeszcze raz wielkie gratulacje !

  78. ~Meliska pisze:

    Wężon, kiedy test? Poniedziałek?

  79. ~olga82 pisze:

    Malibuu gratulacje! Maryśka witaj Dziewczynko:)))

  80. ~Bat26 pisze:

    Dziewczyny, jak zawsze jesteście nieocenione i niezastąpione :) powiedzcie proszę, co sądzicie o wynikach z pomiaru glukozy we krwi:
    na czczo: 78
    po 1 godz.: 141
    po 2 godz.:137.
    Czy są to prawidłowe wartości? Wszędzie różnie piszą…
    Jestem w 23 tydz. ciąży. Pozdrawiam i dziękuję za podpowiedź :)

    • ~En pisze:

      Najlepiej jak pokażesz te wyniki lekarzowi prowadzącemu ciążę. Wg mnie wynik po 2. godzinach powinien być zbliżony do tego na czczo, ale najlepiej jeśli oceni to Twój lekarz i to możliwie jak najszybciej. Pozdrawiam

    • ~Patrycja pisze:

      Formalnie rzecz biorąc, te wartości są prawidłowe. Według bieżących wytycznych PDT po 2h należy mieć poniżej 153, wg starych – poniżej 140. Mieścisz się wiec w normie, choć jesteś dość blisko granicy.
      Poczekaj spokojnie na wizytę u lekarza. Możesz na wszelki wypadek zrezygnować w tym czasie z cukrów prostych (w szczególności ze słodyczy, białego pieczywa, białego makaronu, ryżu). Na pewno nie zaszkodzi :-). Być może lekarz poleci Ci powtórzyć krzywą za jakiś czas – zwłaszcza, że wykonałaś ją stosunkowo wcześnie, a nietolerancja może się pogłębiać w miarę upływu czasu.

  81. ~olga82 pisze:

    Dziewczyny, tak o suplach do stymulacji to ja kojarzę, ale co można/trzeba/dobrze przed criotransferem łykać? Oswiećta mnie!

  82. ~Wężon pisze:

    Natrudniejszy pierwszy krok, za nim innych zrobisz sto…

    Pierwszy krok zrobiony.
    Na porannym teście prawdziwe dwie kreski. Nie testowa być może, chciałabym żeby tu była, czy Ty też coś tu widzisz lub w lepszym świetle to naprawdę jest cień. Jest prawdziwa różowiutka kreska.
    A ponieważ mnie testy nie okłamują to wieczorem, po drodze na działkę pojechałam na betę.
    Laboratorium się spisało, co dedykuję tym, co czekają do następnego dnia. Krew oddałam o 18, kurier zabrał o 19, a po 20 wynik był w systemie.
    Beta z 7 dpt wynosi 35,9.
    Progesteron też jest ładny, 15. To dziwne, bo biorę głównie duphaston i tylko jedną luteinę 100 na noc. Naprawdę nie potrafię znieść tego wyciekania. Poprzednio przy becie w 9 dpt progesteron był tylko 1 na samym,duphastonie.

    Długi ten wpis, to jeszcze jedna rzecz. Nie byłabym sobą, gdybym nie przeprowadziła eksperymentu. Z ciekawości zrobiłam betę w środę. Niektórzy mówią, że przed 6 dniem to nie ma co sprawdzać. 5 dpt było 10,1. :)

  83. ~Candy pisze:

    Wezon,coś pieknego-doczekałas sie.Konsekwentnie,z głową na karku,pełna statystycznych obliczeń możesz siebie wpisać do swoich notatek-w końcu!!!Juhuuu!Dajesz nadzieję:)))Gratulacje wielkie!!!!

  84. ~Wendy pisze:

    Wężon gnałam jak dzika ze spaceru żeby zobaczyć ten wpis!! Przekazuje ci pałeczkę szczęścia!! Niech beta rośnie jak szalona!

  85. ~gaja pisze:

    Yes, yes, yes!!!
    Na to czekałam!
    teraz już musi być dobrze!!!

  86. ~Anett pisze:

    Wężon tak się cieszę i gratuluję!
    Twoja determinacja w końcu zostanie nagrodzona, rok temu pisałam że sierpień jest Twój, wtedy jeszcze nie wiedziałam że chodzi o 2017.
    Trzymamy dalej kciuki i pozdrawiamy z moim Remciakiem.

  87. ~Ania pisze:

    Wężon Superowo! Ja tez z tych niecierpliwych :) ja zaczynałam od bety 7,48 w 6dpt 6 dniowej blastki. Kciuków nie puszczam!

  88. ~mała Ania pisze:

    Widziałam te dwie piękne kreski ♡ ♡ zaciskam kciuki dalej!

  89. ~Mgla pisze:

    Wezon gratulacje!! i trzymam kciuki za szczesliwy final!

  90. ~asti pisze:

    Wężon, piknie. Bardzo!

    Noście się szczęśliwie ❤

  91. ~bilbao pisze:

    Ajajaj, specjalnie tu wlazłam dzisiaj żeby te dobre wieści od Ciebie przeczytać, Wężon wojowniczko, buzia mi sie śmieje od ucha do ucha, mąż patrzy na mnie podejrzliwie co tak sie do monitora haham, wiem, to dopiero początek ale od czegoś zawsze trzeba zacząć, trzymam kciuki mocno żeby dalej wieści były równie dobre i żeby kwiecień albo maj 2018 był Twój :-)

  92. ~Kaja pisze:

    Wężon, na takie wieści liczyłam wchodząc dziś na bloga! Ostatnio tak mi się przypomniały Twoje słowa jak kiedyś napisałaś „prędzej czy później się każdemu udaje” gdy ktos pytał o skuteczność in vitro odnotowana na Twojej liście. Jak pisałaś, że test w sobotę, to szczerze z całego serca Tobie życzyłam w myślach by teraz właśnie juz było to Twoje „kiedys”. Wezon, gratuluję cudownych, magicznych dwóch kresek :) Niech maleństwo rośnie zdrowo :)

  93. ~Sza pisze:

    Wężon nic mi nie pisałas ze robiłaś bete jeszcze wczesniej!!!! A ja czekałam na wynik razem z Toba po przesłaniu zdjecia z dwoma kreskami!!! A widac niepotrzebnie sie strsowalam bo Ty i tak juz wiedziałas ze jest cacy :) :)

    ps My postanowiliśmy wrocic bo nasze mrozaczku pod koniec przyszłego roku.
    I sama nie wiem co myślec o tym ze mamy az 4 zarodki. Martwie sie ze jak sie znow uda za pierwszym razem to jeszcze 3
    Zostaną i co wtedy z nimi. Bierzemy pod uwagę maxymalnie trojke dzieci…. Myślimy o oddaniu do adopcji… Ale to tez jest ciężki temat… Wiadomo mało zarodkow słabo ale duzo tez nie za dobrze…

    • ~mała Ania pisze:

      Gosia mamy podobne zmartwienia… jak jest punkcja na tapecie, to każdy chce jak najwięcej, jak najlepszych komórek, to oczywiste, potem modlimy się o dobrze rozwijające się zarodki. Potem transfer się udaje i zostaną mrozaki. I my też mamy kilka, więcej niż planujemy. Wiadomo, że nie każdy transfer musi się udać. Też myślimy o oddaniu do adopcji, to chyba prostszy temat dla em niż dla mnie,ja mam mnóstwo obaw. Staram się narazie o tym nie myśleć, ale to nie jest rozwiązanie i temat sam się przewija w głowie…

    • ~Kas pisze:

      Dopóki miałam zarodki w klinice, ciągle żyłam in vitro. Wciąż o nich myślałam, miałam „tylko” dwa i byłam absolutnie zdeterminowana, żeby wziąć oba. Potoczyło się tak, jak wiadomo. Jestem przeszczęśliwą mamą trójki, ale też mam wielką ulgę w sercu, że już więcej zarodków na nas nie czeka. To było dla mnie trudne do udźwignięcia psychicznie, między innymi dlatego tak szybko po porodzie chciałam po nie wracać (dwa lata różnicy między dziecmi). Ja naprawdę codziennie o tym rozmyślałam. W mojej historii chyba nawet użyłam słowa „obsesja”.

      Nawet tu po ostarnim moim transferze napisałam, że czuję ogromną ulgę, bo to koniec tematu in vitro dla nas. To było chyba główne uczucie w tamtym momencie.

      Są to ogromnie trudne dylematy, ja bardzo przezywalam ten aspekt, zdecydowanie była to dla mnie najtrudniejsza część in vitro. Więc rozumiem, co czujesz. Macie czas i na spokojnie zobaczycie, co życie dla Was szykuje. Zarodki można oddać zawsze, nie jest to decyzja na dziś, czy jutro.

  94. ~Patrycja pisze:

    Wężon, bardzo gratuluję!!! Wysoki progesteron to świetny znak!

  95. ~Anitt pisze:

    Wezon, ty wiesz :-)
    Jeszcze raz wielkie gratulcje:-)
    Dziewczyny potwierdZam, druga kreska u Weona na tescie rozowiutka jak trzeba :-)

  96. ~bea33ta pisze:

    Jaaa ,ale cudownie Wężon trzymam za Ciebie kciuki i to bardzo mocno. Powiedz na jakim endometrium miałaś transfer? Bierzesz clexan po transferze, jeśli tak to może dorzuć 100 lutki na wieczór? Żeby mały się nie musiał tak wciskać .
    Już pisze mojej znajomej od kiepskiego endo że Tobie wyszło będzie miała dobry przykład i iskierkę nadziei.

  97. ~Po pierwszym in vitro pisze:

    Wezon gratulacje!!!!!!! Ale sie ciesze!!!! Teraz juz musi byc dobrze!!!!

  98. ~En pisze:

    Wspaniałe wieści! Trzymam mocno kciuki za kolejne tygodnie i miesiące, zresztą trzymam je od dobrych kilku lat z blogiem, tylko po cichu :)

  99. ~LILOĄ pisze:

    Gratulację …. niech się dzieje

  100. ~Anulek pisze:

    Wężon, dawno mnie tu nie było, wiedziałam kiedy wpaść ;-), gratulacje :-). Trzymam kciuki.

  101. ~niebieska pisze:

    Wyjechałam na wakacje, a tu Wężon rach ciach wzięła i zaszła:) Takie newsy to ja lubię w poniedziałek po urlopie! Trzymam kciuki za bezproblemowe 9 miesięcy.

  102. ~Malwa pisze:

    Wężon, cieszę się jak głupia. Bardzo Ci kibicuję i trzymam kciuki za kolejne kroki. By tym razem wszystko było inaczej: bezstresowo, spokojnie i przewidywalnie aż do finału.

  103. ~MonikaD pisze:

    Wężon serdecznie gratuluję i trzymam kciuki za piękne 9 miesięcy! Podziwiam za walkę!

  104. ~Gatek pisze:

    Wężon!!! Ha! No i proszę, dobra energia zawsze wraca!!! Ale miałam nosa, kiedy wejść na bloga :D Dwóch dwusposobowych urwisów, w tym jeden spionizowany, trzymają kciuki za ciotkę!

    • ~Doti pisze:

      O kurczę! A niedawno jechałaś do szpitala rozpakować te dwa bobasy!!!!! Już pion???O ja cię!!! U nas 21 wrzesnia Julcia skończy roczek, stawia pierwsze kroki przesuwając krzesło :) Dzieję się ! Jest wszędzie:) Jak Wy się czujecie? Jak dajesz sobie radę ? Czy jestescie zdrowi :)?

      • ~Gatek pisze:

        Doti, o rany, dzięki za pamięć :D No więc u nas okej, choć mega ciężko, siedzę z chłopakami głównie sama, małż wraca z roboty ok. 17-18. Chłopy rosną jak na drożdżach, żadne melepety, wszędzie ich pełno, gęby albo się uśmiechają, albo drą :D Od jakichś dwóch tyg Franek staje sam przy wszystkim, co w pionie, wywala się oczywiście, ale nie da rady go powstrzymać. Miłosz bardziej ostrożny, ale uwielbia wyszukiwać w domu wszystko, czego nie zdążymy przed nimi schować, jak wylezie skądś jakiś kabel, to natychmiast do paszczy i dziamdzia. Są pierwsze zęby, pierwsze słówka („mama” hehe, „bam”, „pa”), ogólnie kocham jak szalona, choć czasem mam ochotę łebki poukręcać ;))) A co u Was??

        • ~Doti pisze:

          No wyobrażam sobie, że musi się dziać! Toż to dwóch chłopaków! O rany :) I tak sama ich w ciągu dnia ogarniasz? Jestem pełna podziwu! Pewnie bywasz bardzo zmęczona, co ? A śpią Ci trochę w dzień, żebyś mogła odpocząć? U nas wszystko ok! Julka zdrowa, rośnie, ładnie się rozwija, jest pogodna bardzo :) Nie mam z nią jakichś większych problemów, po prostu wyzwania dnia codziennego :) Też wszędzie jej pełno, wyciąga z szafek a ja chowam , wszędzie wejdzie, też zjada z podłogi każdą niteczkę. Roboty sporo, jak to z dzieckiem, choć nie powinnam narzekać, bo Ty ogarniasz dwójkę berbeci!Trochę mało śpi w dzień, a jak już to na spacerze, więc właściwie nie siadam ani na chwilę i noce czasem trudne, bo np . teraz chyba przezywa rozwój ruchowy i rzuca się po całym łóżeczku, wstaję w nocy wiele razy. Ja zawsze źle znosiłam brak snu i to jest mój główny problem w całym tym macierzyństwie hehe:) Osiągam stany od yeti po lumpa. A jak u Was ze spaniem ? Jak dajesz radę fizycznie ? Całuję Cię i ściskam :)

          • ~Gatek pisze:

            Ojej, Doti, no z tym snem to jest chyba najgorzej :( W nocy w zasadzie wygląda to tak, że jeden je prawie codziennie około 4, a drugi 3-4 razy woła, że a to smok wypadł, a to kocyk się zsunął etc. Chodzimy do nich z mężem na zmianę, ale bywają takie noce, że ja śpię w innym pokoju, a czasem on – żeby raz na ruski rok ktoś miał okazję się wyspać :) W dzień śpią dwa razy – na spacerze i po obiedzie (choć ostatnio bywa, że brykają od obiadu do kolacji jak małe źrebaki). Czyli zero odpoczynku. Także, ten tego, nie je letko ;) Już się nie mogę doczekać, aż zaczną się ze sobą w pełni świadomie bawić, bo na razie to jeszcze nie do końca im wychodzi, choć np. naparzanie drugiego po paszczy zabawką to już jedna z ulubionych czynności ;) No ale nie narzekam – cudne te dzieci są i tak, ocean miłości :) Ps. Cudnie, że Twoja Julka pogodna i łatwa do ułożenia, to prawdziwy dar od losu :))))

            • ~Doti pisze:

              Bardzo się cieszę, ze tak swietnie sobie radzicie! Te początki nielatwe, szczególnie przy dwójce! Jesteś przeprzeprzedzielna:) Myślę, że potem bedzie latwiej, jak zaczną sie ze sobą bawic. Julka bedzie łazić za mną, a chłopaki skupią się na sobie i bedziesz mogła na spokojnie coś zrobić . Mam taką nadzieję :) Najważniejsze, że są bąki małe!Przecież tak długo czekałyśmy na nich :) Wiesz, ostatnio byłam z mężem w klinice niepłodności, gdzie się leczyliśmy -mąż tam chodzi do androloga i my po niego przyjechałyśmy. Weszłyśmy do srodka, a tam znów korytarz pełen pacjentów, siedzących parami, w ciszy, taka gęsta atmosfera…a ja z tą Julką na rękach tylko przemknęłam szybko między nimi, żeby nikomu nie robić przykrości.. i wtedy wlasnie sobie pomyslalam, ze jak jest ciezko to trzeba przywoływac ten obraz tych ludzi..ilu z nich się doczeka dzieci, ilu nie, jak dlugo bedzie trwala ta droga. Przeciez my tam tez siedzielismy jeszcze niedawno. Jak o tym pomysle, to jakos latwiej znosze to niespanie ;) Sciskam Was cieplo! Badz dzielna, zycze Ci sily fizycznej na codzien !

  105. ~Wężon pisze:

    Dziewczyny dziękuję za wszystkie kciuki, uśmiechy i życzenia.
    Cieszę się, że tyle dawno nie widzianych osób się pojawiło i nawet nowe zmotywowałam. :)
    Siedzę cicho, bo się boję.
    Jeszcze wszystko może się zdarzyć.
    Zarodek w każdej chwili może odpaść z tego kiepskiego endometrium.
    Beta 36 to jeszcze nic, chociaż mocna jak na ten dzień.
    Piersi mnie nie bolą wcale, w ogóle nic mnie nie boli.
    Brzuch trochę rozpiera, ale tak było poprzednim razem i się nie udało. Zaczęłam się bać, że taki nacisk w dole brzucha oznacza, że zarodek chce wyjść.
    Cały czas myślę, czy zrobić dzisiaj betę. Musiałabym specjalnie pojechać autobusem i nie bardzo mi się chce. Zresztą rozsądek mówi, że to nie ma sensu, a ciekawość i niepokój gna.
    Oficjalną, informacyjną dla lekarza betę robię i tak w środę.
    Jeśli dzisiaj przyrost będzie OK, to i tak w środę może spaść. A jeśli coś będzie nie tak, to i tak do środy będę się tylko denerwować.
    Zresztą poprzednio beta pięknie rosła aż do 10 tysięcy.
    Ale korci mnie, żeby w razie czego wiedzieć, kiedy wszystko się skończyło.

    Nie mam nawet testu, żeby zobaczyć, czy kreska mocniejsza.
    A samochód jak na złość w warsztacie. Akurat gdy przydałby się drugi.

    • ~Meliska pisze:

      Wężon, i jak? Czekasz do środy? Musi być tym razem ok. Sama dobrze wiesz, że odczucia w brzuchu mogą być i nie znaczy to nic złego, a na wszelki wypadek weź no-spę. Trzymam mocno kciuki! :)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Wężon, tutaj gratulacje dla formalności, bo miałam to szczęście, że mogłam pogratulować CI już wcześniej :D Twoja beta jest tutaj bardzo wyczekana. Mam nadzieję, ze gdy to piszę, ślicznie się dwoi i troi : )

    • ~bilbao pisze:

      Tym odpadnięciem to się nie martw..wg mojego doktorka, jak już się maluch zaczepi, nawet w cienkim miejscu, to już będzie się trzymać – patrz chociażby ciąże jajowodowe, gdzie endometrium przecież właściwie nie ma a zarodek się trzyma i rozwija.
      A że sie boisz, no wiesz, w sumie to dziwne byłoby gdybyś sie nie bała.
      My tutaj wszystkie się bałyśmy się, boimy, i bać będziemy.
      Trzeba ten strach tylko trochę oswoić, on jest niejako wpisany w naturę naszych ciąż. I cieszyć się z każdego dobrego dnia, a każdy taki dzień przecież przybliża do upragnionego finału.

    • ~Doti pisze:

      Wężon, gratulacje i ode mnie! Co to jest w tych „ostatnich”razach? Skąd nasze ciała wiedzą, że teraz albo nigdy ?Przecież u mnie to samo było! Rok Julki powoli mija, a ja nadal tego nie mogę zrozumieć, jak to się wogóle stało i było możliwe..Może jak odbywa się ten ostatni raz, to człowiek odpuszcza, bo już powoli żegna się z tymi możliwościami, szansami, może to tak robi na odwal się i opada napięcie ..? Jak byś znała odpowiedź na tę moją zagwostkę, daj znać;) Tymczasem kciuki zaciśnięte, niech brzuch rośnie i zamienia się w piłkę..niech Laura powita na wiosnę brata lub siostrę. Całuję Cię :*

      • ~Wężon pisze:

        Doti wszystkiego najlepszego dla Julki. :)

        Ten ostatni raz nie był taki ostatni jeszcze. Gdyby beta nie drgnęła, robiłabym trzecią stymulację.
        Zależało mi na szybkich transferach, bo do października mam jeszcze refundację leków do stymulacji. Chciałam ten trzeci raz,wykorzystać.
        Wszystkie programy refundują trzy stymulacje. Trzecia jeszcze daje spore szanse.
        Zrobiłam ostatnio sporo badań, żeby się upewnić, że nie ma tajemniczej przyczyny. Czekam jeszcze na wyniki mutacji mthfr i imnych zakrzepowych.
        Myślałam tylko nad zmianą kliniki, żeby było z innym podejściem. Bardziej z,ciekawości i dla innej ręki, bo nie mam tu niczego do zarzucenia. Stymulacje wychodzą ładnie.

  106. ~Marysia pisze:

    Wężon, gratulacje :))) ale zaskoczyłaś pozytywnie!!! Ostatni zarodek to znak że nigdy nie wolno tracić nadziei. Wierzę, że będzie dobrze :)

  107. ~Patka pisze:

    Wężon!!! Gratulacje!!!!!!!!!!!!!!

  108. ~Wężon pisze:

    Beta jutro, ale wczoraj wieczorem zrobiłam test i druga kreska jest dużo mocniejsza. Chyba na razie jest dobrze.

  109. ~Samosiejka86 pisze:

    Wezon i ja trzymam kciuki. dawno nie zaglądalam z racji przygotowań do imprezy roczkowej synka….a tu taka bomba od Ciebie.

  110. ~sweetie pisze:

    Iza życzę Ci powodzenia….
    ….i jednocześnie nie bardzo w nie wierzę.
    Wiecie jak wygląda uzyskiwanie przez sąd dokumentacji medycznej pacjenta? Sąd wysyła do szpitala pismo o udostępnienie w terminie x dni. i lekarz przez te kilka dni ma czas żeby dokumentację „uzupełnić”. To o czym słyszymy w tv – że prokurator zabezpieczył historię choroby pacjenta…..to tylko w przypadku spraw karnych z urzędu i tych medialnych, ale też nie dzieje się od ręki, zawsze jest te kilka godzin na odpowiednie wpisy.
    Walcz jednak, może akurat Tobie się uda.
    My z mężem też zastanawialiśmy się czy nie pozwać lekarza, który nie zauważył, że nasza córeczka nie rośnie, który na ostatnim usg „widział” bijące serduszko, podczas gdy trzy dni później przy porodzie wody już były zielone. Jeszcze mamy czas, ale chyba się nie zdecydujemy. Znam tę machinę z drugiej strony, szkoda mi czasu na walkę z wiatrakami.

    • ~olga82 pisze:

      Sweetie, co dokładnie się stało? Wiadomo?

      • ~sweetie pisze:

        olga82 Hania była dzieckiem hipotroficznym(chyba właśnie stworzyłam nowy przymiotnik). W 32 tc miala 900 gram.
        Ale mogła żyć, gdyby lekarz nam wcześniej powiedział, gdyby nas wcześniej wysłał do szpitala, gdyby…..Niedawno w szpitalu, w którym pracuję, leżało dzieciątko, 450 gr – i przeżyło.

        • ~Wężon pisze:

          Sweetie masz rację, zdrowe dzieci z 32 tc nie umierają. Ze mną leżało sporo takich kobiet, które w 33, 34 tc rodziły dzieci po 1000-1200 g i za dwa tygodnie wychodziły ze szpitala.
          Miesiąc po mnie urodziła dziewczyna tak wcześnie jak ja, ale hipotrofika – 550 g i jest zdrowy.
          Bo nie chodzi tylko o przeżycie, ale o jakość życia.

    • ~Martyna pisze:

      A nie możecie poprosić o dokumentacje medyczną zanim pójdziecie do prawnika i złożycie pozew? Może można poprosić notariusza o poświadczenie zgodności? Każdy z nas ma dostęp do swojej dokumentacji i placówki powinny ją udostępnić.
      Nie orientuję się jak to wszystko wygląda podczas procesów, ale może warto mieć kopie swoich papierów przed ich „uzupełnieniem” przez lekarza przygotowującego się do procesu?

      • ~sweetie pisze:

        Martyna możemy poprosić o dokumentację, zawsze i każdy może. Ale chodziłam prywatnie, mój lekarz papierki traktował po macoszemu, za to kiedy poprosiłam o dokumenty bo potrzebne były do programu, dostałam je po trzech dniach. Musiały to być bardzo pracowite dni.
        A w szpitalu zasada jest taka, że składasz wniosek o ksero, i nie dostajesz go od ręki, więc jeśli lekarz podejrzewa, że coś może być na rzeczy, zawsze ma kilka dni, żeby uzupełnić wpisy.

        • ~olga82 pisze:

          Sweetie, przykro mi z powodu Hani. To jest karygodne. Jeśli nie dosięgnie go sprawiedliwość tu, to tam. Karma to solidna firma.
          Ściskam Cię.

        • ~Martyna pisze:

          Aż się gotuje we mnie jak to czytam. Ta bezkarnosc i przepisy skonstruowane tak, że oni nic nie muszą…
          Nie wyobrażam sobie nawet przez co musieluscie przejść.
          Trzymaj się sweete.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Sweetie… nigdy nie przestanie mi być przykro z powodu Twojej córeczki… Wszystkie inne sprawy są bez sensu, każda rozmowa jest bez sensu… na każdy temat…

      Nie wiem, czy to ma dla jakiekolwiek znaczenie, ale ja zabrałam ze szpitala dokumentację medyczną potwierdzoną za zgodność pieczątką ZANIM wysłałam pozew.

      Ściskam Cię. I nieważny jest ten sąd. Nic Wam nie wynagrodzi cierpienia :(

      • ~sweetie pisze:

        Iza walcz, jeśli masz siłę, masz o co walczyć, racja jest po Twojej stronie.
        My się pogodziliśmy z tym co się stało, musieliśmy, żadna żałoba nie może trwać wiecznie. I tylko czasem sobie spoglądam na bratanicę, pół roku młodszą niż moja córeczka, i zastanawiam się, czy by się razem bawiły.

  111. ~olga82 pisze:

    Dziewczyny, chciałabym was zaangażować w pewien „projekt” związany z blogiem Izy. Nie będzie miał nic wspólnego z niepłodnością, badaniami, miesiączkami itd. Iza nie wie, o co chodzi, a ja potrzebuję Was. Wy, które to zostawiłyscie kawałek swojej historii, które skorzystały ze wsparcia na blogu, znalazły siebie i zaczęły od nowa coś, albo dokończyły:) Słowem Wszystkie, którym blog jest bliski. Odezwijcie się do mnie na maila: olga1982gazeta@gmail.com
    Obiecuję dobrą sprawę:)
    Iza, ty nic nie wiesz, ale się dowiesz. Nie martw się, nie zrobię nic szalonego.

  112. ~martucha pisze:

    Wężon jak beta??

  113. ~Wężon pisze:

    Badania zrobiłam popołudniu i dopiero o 20 weszły wyniki.
    Posuwam się do przodu. Parę kolejnych dni było OK. Dzisiejsza beta 285,6. To 12 dpt.

  114. ~Magdanr2 :) pisze:

    Liloą i Malibuuuu , Dziewczyny Kochane gratuluje , dopłynęłyście do portu i zaczynacie wielką , cudowna podróż , tulcie się ile wlezie , patrzcie na te Wasze Pociechy i róbcie milion zdjęć , Dzieci tak szybko rosną ….Kochane upajajcie się tymi chwilami razem ….

    Wężon gratuluje , niech się pięknie trzyma i rośnie i mija te 9 mce nudnej ciąży !!!!

  115. ~Po pierwszym in vitro pisze:

    Wezon trzymam kciuki! Malibuu, Liloą serdczne gratulacje kochane!!!!

  116. ~Wendy pisze:

    Wężon pisałam kiedyś ze na każdego przychodzi w końcu czas i jak widać były to słowa prorocze:-). Beta ładna niech sobie przyrasta a serce na usg niech wali jak dzwon za czas jakiś. Zapowiada suę dobra wiosna 2018!
    Ps. No i nie będziesz taka stara matka i niepotrzebna była presja czasu:-)
    Ps2. Ten ostatni zarodek to taki psikus od losu żeby nigdy nie tracić nadziei!
    Ps3. Wysypiaj się już na zapas:-)

  117. ~sweetie pisze:

    Wężon teraz doczytałam – GRATULACJE :D
    trzymaj się mocno
    a bąbel niech trzyma się jeszcze mocniej

  118. ~pati pisze:

    Melduje 10 dc endo 5,4… oprocz progynowy dalej 4x 1,doszla viagra 3×1 dowcipnie. W środe kolejna wizyta i decyzja o tym czy bedzie transfer mrożonki … Nie wiem czy dobrze czy nie dobrze to endo nic ostateczna decyzja w śr. Pewnie jesli po raz kolejny odwolany to skreczing i znow zabawa z podbudowywaniem endo. Ehhh

  119. ~Cassie pisze:

    Witam. Podczytuje Was od dłuższego czasu. Przygotowywuje się powoli do czwartego transferu i pytanie o poradę na temat podbudowania endometrium, o którym wiele już tu doczytałam. Zdecydowałam się (dzięki Waszym radom) przed kolejnym crio na screczing. Dodatkowo stosuje estrofem w II fazie, migdały i czerwone wino niestety na mnie nie działają. Probowalam rowniez viagry i acc – bez wiekszych rezultatow. Podczytalam od was o AH. Prośba o rady jeśli macie jeszcze jakiś doświadczenie z wzmocnieniem endometrium (u mnie max grubość to 6mm). P.s. dziewczynom z ostatnimi sukcesami, mega g

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>