Wymagania OA wobec rodziców adopcyjnych cz.2 Zaświadczenia lekarskie

Ośrodki adopcyjne są w stanie ocenić nasze kompetencje, ale chcą mieć pewność także co do tego, że będziemy na siłach opiekować się dziećmi. Lub precyzyjniej: chcą wiedzieć, że istnieje na to przynajmniej prawdopodobieństwo.

Pierwsze pismo od lekarza, o które poprosił mnie Ośrodek Adopcyjny to oświadczenie od ginekologa o przyczynach trudności z zajściem w ciążę (jeśli dotyczy, oczywiście, adoptować mogą także pary, które mają naturalnie dzieci, wtedy bez takiego dokumentu). Od razu obalam mit mówiący, że ośrodki żądają zaświadczenia o zakończeniu leczenia. Żaden lekarz nie da gwarancji, że pacjentka skończyła się leczyć, nie leczy się gdzie indziej i nigdy już się nie będzie leczyła.

Ośrodki wymagają, by zakończyć leczenie, ale weryfikują to nie dokumentami, ale na poziomie rozmów z nami, sprawdzania naszych prawdziwych motywacji, dojrzałości do adopcji. I tutaj szczególnie ważne jest przepracowanie straty, żałoby po dziecku, którego nie ma. Bardzo szybko wychodzi z człowieka, jeśli nie opanował tego rozdziału w życiu.

Pozostałe zaświadczenia lekarskie musieliśmy dostarczyć przed rozpoczęciem drugiego etapu procesu.

Zaświadczenie od lekarza internisty o ogólnym stanie zdrowia. Wymagane od obojga małżonków. Zalecane były badania m.in. RTG płuc, ale nie bezwzględnie konieczne. Ośrodek prosił o adnotację od lekarza, że nie ma przeciwwskazań lekarskich do opieki nad dzieckiem. Najlepiej pójść po nie do lekarza rodzinnego, u którego raz czy dwa byliście. My dzięki temu nie musieliśmy robić innych badań, bo lekarz miał nas w swoich kartach i wiedział, że nie mamy poważnych chorób.

Jeśli ktoś choruje na chorobę przewlekłą, może być potrzebne zaświadczenie od specjalisty oraz jego opinia na temat rokowań.

Zaświadczenie od psychiatry. Wymagane od obojga małżonków. Tutaj mieliśmy nerwową spinę, bo z powodów niezależnych od nas mieliśmy na załatwienie tego zaświadczenia 5 dni roboczych (bez obaw, wszyscy mają więcej, u nas tylko okazało się na ostatnią chwilę). O lekarzu na NFZ trzeba było zapomnieć, kolejki na kilka miesięcy. Okazało się też, że po naszej stronie Wisły nie sposób umówić się w kilka dni do psychiatry prywatnie (ciekawe, wszyscy się tak leczą???). A nawet jak już coś znalazłam, psychiatra (poniekąd słusznie) wymagał kilku spotkań (czyli kilku tygodni!!!), nim wystawi zaświadczenie do Ośrodka Adopcyjnego. Warto pamiętać, szukając psychiatry, aby zapytać, czy wystawia takie zaświadczenia, bo można się naciąć tak właśnie.

Zwiększyłam akceptowalną odległość od domu/pracy. Byłam bliska poddania się. Już przez chwilę myślałam, że taka pierdoła nieprawdopodobnie wydłuży nasze przygotowanie do adopcji. Aż wtem… ! Tak, kilkadziesiąt telefonów później znalazłam bardzo sympatycznego pana psychiatrę, który wprawdzie zainkasował kupę kasy za godzinną rozmowę (160 zł od osoby), ale sam miał za przyjaciela kierownika domu dziecka, więc popiera,  szanuje, rozumie, nie będzie mnożył trudności.

Nigdy nie byłam u psychiatry i przyznam, że trochę się stresowałam. Wyobrażałam sobie, że oni mają trzecie oko – radar, który pozwala im prześwietlać człowieka na wylot i dostrzegać ten pierwiastek zła, który gdzieś tam chyba w każdym drzemie. Najwidoczniej jednak we mnie nic nie drzemało, bo po kilku formalnych pytaniach (Czy miałam kiedykolwiek myśli samobójcze? Czy cierpię na bezsenność? Czy bez powodu popadam w smutek?) ucięliśmy sobie miłą pogawędkę o adopcji i rodzicielstwie.

Jeśli mogę coś jeszcze doradzić ze spraw zdrowotnych podczas rozmowy z psychologiem w ośrodku adopcyjnym – nie warto narzekać. Jak strzyka w krzyżu albo boli kolano – zostawcie tę wiadomość dla siebie. Tę wiedzę ma się intuicyjnie, ale słyszałam o takich, którym jednak intuicji zabrakło, bo tak serdecznie miło się rozmawia z tymi paniami…

Poza zaświadczeniami lekarskimi, niektóre Ośrodki Adopcyjne stawiają przed bandytami kandydatami (EDIT: autokoretka zrobiła z nas bandytów :) mniej sprecyzowane wymagania dotyczące zarobków i pracy, o których już pisałam TUTAJ.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Iza i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

157 odpowiedzi na „Wymagania OA wobec rodziców adopcyjnych cz.2 Zaświadczenia lekarskie

  1. ~Soñadora pisze:

    Ośrodki Adopcyjne stawiają przed BANDYTAMI mniej sprecyzowane wymagania? Chyba Ci się autokorekta włączyła, która mnie super ubawiła;) U nas z zaświadczeniami nie było problemu, internista zrobił standardowy wywiad i badanie, psychiatra zadał te same pytania, które cytujesz i już. Od ginekologa w ogóle nic nie potrzebowaliśmy. Co OA to inne zasady. Pozdrawiam:)

  2. ~wiewiorkowo pisze:

    No to ośrodek chyba takimi wymaganiami weryfikował Waszą cierpliwość i determinację ;) Kolejny raz (czytałam na wielu blogach o procedurach) potwierdza mi się, że nasz OA podszedł do tematu z wielką wyrozumiałością- żadnych zaświadczeń od lekarza ginekologa, zaświadczenie od lekarza pierwszego kontaktu owszem,było konieczne, ale bez żadnych wytycznych o badaniu RTG i innych, o wizycie u psychiatry nie było mowy, musieliśmy jedynie podpisać oświadczenie, że nie leczymy się psychiatrycznie.
    Oczywiście podejrzewam, że gdyby w trakcie indywidualnych spotkań w ośrodku lub kursu, coś psychologów z OA zaniepokoiło – to pewnie konsultacja u specjalistów byłaby konieczna i żadna taka „podejrzana” para nie otrzymałaby kwalifikacji.
    Pozdrawiam. Lidia

  3. ~gaja pisze:

    Ja nie na temat – choć być może pod koniec roku będę te informacje sprawdzać w praktyce ;)
    Od wczoraj jestem w 3-paku. Beta za 10 dni. Jestem obstawiona czym się dało, miałam AH, EmbryoGlue, Atosiban oraz Intralipd. No i bransoletka od Leśnej ;)

    Próbuję się nie nastawiać i nie myśleć. Więcej mrozaczków nie mamy.

  4. ~EwaJa pisze:

    Napiszę, jak to było u nas. Ośrodek wymagał zaświadczenia od lekarza rodzinnego o braku przeciwwskazań do adopcji i zaświadczenia od psychiatry, że nie się nie leczymy. Jeśli chodzi o psychiatrę, to umawiając się na wizytę zaznaczyłam, że chodzi tylko o zaświadczenie do OA. Wizyta była z dwa dni (przepraszali, że nie wcześniej, ale lekarz, który zajmuje się takimi sprawami był na urlopie). Miła pani doktor zapytała tylko o ewentualne leczenie psychiatryczne, z uśmiechem wypisała potrzebne zaświadczenie, nie biorąc od nas nawet złotówki. Jeśli chodzi o przyczyny niepłodności, to nikt w OA nie wymagał od nas żadnych papierków o leczeniu czy zakończeniu leczenia. Wróżkowie z paniami padło tylko pytanie, czy możemy mieć biologiczne dzieci i czy je planujemy. Na jedno i drugie pytanie odpowiedzieliśmy, zgodnie z prawdą, że nie. I na tym dochodzenie się skończyło. Nie raz już tu pisałam, że w naszym OA pracują niezwykłe osoby. Bardzo życzliwie nastawione do par decydujących się na adopcję.

  5. ~pati pisze:

    Iza co do psychiatrów to fakt długo się czeka… jakaś masakra kolejki miesięczne ponad i to prywatnie :) o NFZ nie wspomnę.

    A teraz może ja po krótce co u mnie… no wiec startujemy docisneli nas z terminem i koniec kropka, jeszcze burdel w papierach poszlam na wizyte i okazało się ze nie jestem w prog później po godzinie dostałam tel ze jednak jestem- bo już żadalam zwrotu kasy za wizyte, ale mniejsza z tym.
    Dostalam liste badań, ojj co ja poobdzwanialam chyba wszystkie możliwe labolatoria żeby to jakos podzielić w miare rozsądnie żeby zaoszczedzic cokolwiek jeszcze przy tym remoncie. Oczywiście lista poszerzona o badania od Małej Ani i Liloli i Malibuu, można wręcz rzec że jestem praktycznie przebadana na wskroś i wygląda to nieźle.
    V-Leidena nie mam, mutacji w genie protambiny nie mam, z moich dodatkowych wyszlo ze mam wysoką hemoglobinę wiec już umówiłam się na MTHFR, ACA ujemne, Helikobacter ujemny, witamina D i b12 górna granica normy, hit hitow kwas woliowy 27 norma do 17 :) tarczyca idealna nawet wcześniej takiej nie miałam ok 0,9 a reszta anty tpo, anty tg anty tshr tez oki, żelazo magnez ferrytyna oki, ale można się ciut żelazem posuplementować nie zaszkodzi. Już wczoraj nie chciało mi się jechać do lab po wyniki Shgb i Dheas i LH, FSH, E2 jutro sobie odbiore- bo nadal jestem poza domkiem i nie chce mi się tak codziennie robic 140 km tylo po świstek papieru.
    Kariotypy odbieram około 15 lipca, na szczęście remont się kończy wiec na spokojnie powtorze jeszcze krzywa cukrowa i insulinowa i mam pelen pakiecik dla doktorka na screching na 19 lipca :)
    Aaaa no i mój M czeka na cromatyne plemnikową a w tą sob lecimy na zwykle badanie nasienia rozszerzone.
    A i mam takie pytanie do ogółu mam brac po okresie Metronidazol dopochwowo 10 dni 2 tab. W sensie przed tym mini zabiegiem i teraz pyt jak okres się skończy ja zaczne brac i np. 3 dni wczesiej mi się skończy okres brania to oki? czy zacząć brac tak żeby odstawić 17 i 18 pojechać na zabieg bez ladowania tego w siebie?

    • ~Kaja pisze:

      Pati, jak tam? Odebrałas resztę wyników? Wyszły prawidłowo? Czy Ty wszystkie badania robiłaś prywatnie czy na jakieś złapałas się na NFZ? Ile orientacyjnie Cię kosztował taki pakiecik badań?

  6. ~sweetie pisze:

    To może i ja podzielę się swoimi doświadczeniami – a nuż komuś się przydają.
    Z dokumentów w OA wymagano od nas zaświadczenie od lekarza rodzinnego o braku przeciwwskazań do adopcji, zaświadczenie od psychiatry – załatwione od znajomego lekarza, oraz zaświadczenie z ośrodka leczenia uzależnień, że się nie leczymy/leczyliśmy – totalne nieporozumienie, bo tylko z naszym powiecie jest takich ośrodków kilka, a zaświadczenie było z jednego, losowo wybranego. Potem było kilka rozmów z psychologiem, duuuużo pytań o leczenie, żałobę po córeczce….Najbardziej mnie rozczuliła Pani kierownik, kiedy, po jednej z takich rozmów, postanowiła pojechać do nas do domu, tak niespodziewanie. Na nic zdało się tłumaczenie, że ja wracam do pracy, że w domu bałagan, że tuż po remoncie…ona tylko sprawdzi, czy mamy warunki. Pojechała więc z moim mężem do nas do domu, zobaczyła butelkę wina na blacie w kuchni, rozłożone monopoly na ławie w salonie(niespodziewanie naszli nas znajomi), rozrzucone ubrania w sypialni i totalną graciarnię w pokoju KIEDYŚ DZIECIĘCYM. Najwyraźniej nie było tak źle, bo nadal chodzimy na szkolenia.
    Mamy fajną grupę, zajęcia m. in. z rodzicami adopcyjnymi….I tylko godziny tych spotkań są nieludzkie, bo każdorazowo muszę brać urlop lub urywać się z pracy :(

    • ~t.vik pisze:

      No to sprawdziła, że chałupę (świeżo wyremontowaną!!!) masz, pracę masz, stać Was na dobre wino i świetną zabawę w fajnym towarzystwie. Wniosek? Wszystko z Wami OK! :) ;)
      Pozdrawiam!

  7. ~Meliska pisze:

    Iza, to procedury też czasochłonne i stresujące, tylko może mniej inwazyjne niż In Vitro.
    Trzymam kciuki żeby szybko wszystko się udało :)
    U mnie trochę stresu, wprawdzie beta HCG przyrasta dobrze, w 15 dpt ok. 2000, wczoraj – 22 dpt ok. 22 000, ale wczoraj rano pojawiła się krew. Wizytę miałam mieć w W-wie dopiero w połowie lipca i musiałam wczoraj iść na miejscu na usg – i… są 2 zarodki – każdy z pecherzykiem żółtkowym, tylko jeden trochę w niezbyt fajnym miejscu (w jakiejś ciesni) i mniejszy i różnie z nim może być. Ja w ogóle wiem, że na tym etapie może być w ogóle różnie i nie zamierzałam nic nikomu mówić do 12 tyg. (zwłaszcza po tym co było rok temu), ale kazali mi leżeć plackiem, w pracy na razie powiedziałam, że mam problemy ze zdrowiem i urlop do końca tygodnia. Trochę niefajnie, bo kończymy w tym tygodniu projekt i jestem potrzebna (pewnie po premii). Zastanawiam się czy powiedzieć teraz szefowej szczerze i na razie poprosić o dyskrecję, czy odczekać ten tydzień na urlopie i wtedy zdecydować… Co radzicie?

    • ~Ewelinaaa pisze:

      Czy lekarz zalecił badanie progesteronu? Przyjmujesz luteinę? Jeśli masz wyrozumiałą szefową to powiedz jej.

    • ~pati pisze:

      Meliska dokładnie jak Ewelinaaa pisze zwiększ dawke luteiny i odpoczywaj, nie dzwigaj itp. i najważniejsze bądź dobrej myśli. A co do rozmowy z szefową hmm zależy jaka ona jest, ja bym odczekała a jak by fafluniła to wówczas może powiedzieć dopiero? A co do pracy no coż wkoncu zawsze jest komputer internet i telefon :) może w ten sposób zagadaj że wiesz że kończą projekt i chciała być dopiąć coś ale niestety z powodu niedyspozycji tylko tak możesz uczestniczyć na końcowym etapie. A tak de facto chyba wyczekana ciąża jest ważniejsza niż wszystko inne :)

      • ~Meliska pisze:

        Ewelinaaa, Pati, dzięki, ja jestem za tym żeby odczekać z mówieniem.
        Progesteron nie jest raczej powodem – przy pierwszym betaHCG wynosił ponad 200 ng/ml, wczoraj 173 ng/ml. To chyba wysoki? Leków mam sporo – Estrofem, Encorton, Euthyrox, wczoraj zmienili mi Lutinus na Prolutex, do tego 2×2 Luteina podjęzykowa, Fraxiparine 0.3 zamienili na Clexane 20, Magne b6 2×2, No-Spa 3×1. I muszę czekać… Czuję jakby dół brzucha dołem… nie wiem czy to normalne?

    • ~niebieska pisze:

      Melisko, znaleźli na usg źródło tego krwawienia? Wbrew pozorom, to zdarza się często. Ze mnie też się lało w 5-6tc. Za pierwszym razem skończyło się źle, za drugim nie wzruszyło naszej kilkumilimetrowej córki. Ja nie powiedziałam i pracowałam z domu na leżąco (średnia przyjemność), ale ja mam taką szefową, że gdyby tylko sobie uświadomiła, że jestem płodna (ha,ha) miałabym przechlapane i pytania co dwa dni, czy jestem w ciąży. I taką pracę, że mogłam sobie na te działania z sofy pozwolić, tyle że niewygodnie.
      Inna sprawa to zasadność tego leżenia plackiem, chyba Magda wklejała tu kiedyś link do mamyginekolog. Mi za drugim razem nie kazali leżeć, tylko się oszczędzać. Oczywiście praca w ostatniej fazie projektu nie mieści sie w definicji oszczędzania ;) Trzymam kciuki za Twoje Siłacze!

      • ~Meliska pisze:

        Niebieska, nie widział lekarz źródła na usg, może tylko tyle, że ten jeden zarodek jest nisko, ale to może być problem, ale też nie musi.
        Z pracą trudna sprawa, nie ma u mnie opcji pracy z domu tak oficjalnie, albo urlop albo zwolnienie, a jak będzie trzeba to i tak coś będę robić zdalnie :(

    • ~LILOĄ pisze:

      Melisko,
      Ja również nic na początku bym jeszcze nie mówiła w pracy. Chociaż u mnie wszyscy są bardzo wyrozumiali, na początku musiałam/ chciałam brzydko mówiąc pościemniać, że mam problem z jelitami. :-) To na szybko wymyśliłam jak dzwoniło do mnie w trosce o moje zdrowie 2 prezesów :-) potem musiałam to odkręcać ale przynajmniej przez pewien czas miałam spokój.
      Powodzenia i tak jak dziewczyny piszą krwawienia się zdarzają.
      Odpoczywajcie. Ściskam i trzymam kciuki za Wasz 3pack.

  8. ~Wendy pisze:

    Meliska, ja wylądowałam z krwawieniem w szpitalu w 7 lub 8 tygodniu i nikt nie wiedział czemu krwawię. Kazali leżeć, zwiększyć luteinę, odpoczywać i się modlić. Modły jak widać były dobre bo Kudłaty synek właśnie smacznie chrapie obok. Spokojnie poleż jak każe lekarz, popracuj z domu jeśli masz ochotę i możliwość. Ja bym nic nie mówiła do 12 tc. Jestem jakoś oszczędna w takich informacjach na samym początku. Ludzie różnie reagują a zwłaszcza szefowie..

    • ~Meliska pisze:

      Dzięki Wendy, masz rację :) Mówić nie chcę, ale muszę coś wymyślić na przyszły tydzień, bo nie mogę iść do pracy…

  9. ~Magdanr2 :) pisze:

    Melisko ja cały pierwszy i drugi trymestr miałam bóle brzucha , a nawet nie bóle co kłócia , rozciągania , no czułam po prostu , nie że ciągle , ale raz na jakiś czas . Mój Lekarz za każdym razem jak mu o tym mówiłam tylko kiwał głową i mówił to bardzo dobrze , tak ma być , to normalne . Oszczędzaj się , nie dźwigaj , 12 tc już niedługo :)

  10. ~Lena pisze:

    Melisko to i ja napisze o swoich krwawieniach…moze i u ciebie tak jest…
    w 15 tygodniu trafilam z obfitym krwawieniem do szpitala…powod? nie znalezli. Lezec plackiem kazali i czekac.
    Uspokoilo sie szybko ale dwa tygodnie pozniej powtorka. Inny szpital inny lekarz i powod znaleziony. Zarodek bardzo duzy, rozwija sie szybko i poprzez to tworza sie krwiaki, ktore pekaja. Lekarz mi to jak soltys krowie na rowie wytlumaczyl… macica musi szybko sie rozciagac, niezbyt nadaza za tempem malenstwa i pomaga sobie takimi wlasnie wypryskami w postaci krwiakow. U ciebie dwa zarodki to byc moze tez tak jest…;) Trzymam kciuki za takie szczesliwe zakonczenie jak u mnie:)

    • ~Meliska pisze:

      Lena, oby i u mnie tak było. W sumie plama krwi była jedna, później lekkie beżowe plamki. Zmienili mi leki.

  11. ~Anitt pisze:

    Melisko, jak dobrze znam Twój strach..
    Ja nie miałam „żywej” krwi ale taką brązową…bardzo ddługo plamilam. Praktycznie od samego poczatku do 11tc…nie znali przycYny. A moj skarb jest z nami.
    Wszystko bedzie dobrze !

  12. ~gaja pisze:

    Dzięki za trzymane kciuki, ja też trzymam za Meliskę w 3-paku ;)
    I też leżę, pełna złych przeczuć.
    Dopadła mnie (chyba) rwa kulszowa w biodrze, boli niesamowicie, chodzić się nie da, siedzieć nie da, przekręcić w łóżku też.
    Nie wiem, co z tego będzie. Zaczynam sobie pluć w brodę, że mogłam poczekać miesiąc, ten był wyczerpujący, a ja słaba i w efekcie łapię różne cholerstwa.
    do tego mam lekką pokrzywkę i temperaturę. Zwariuję normalnie.

  13. ~zouza pisze:

    Zrobiłam sobie przerwę, wracam i DZIEJE się :-)
    Serdeczne gratulacje dla wpadkowiczek (Psuja, Blanka, Ewelinaaa), piękna sprawa :D!
    Meliska również :-)
    Gaja bardzo trzymam kciuki!
    Oraz go go Pati :-)!
    Kolejne gratulacje dla nareszcie rozpakowanych (martucha, czarovnica) :-)
    Wężon głask…nadrabiając zaległości i czytając Twoje posty z czerwca miałam nadzieję, że gdzieś na końcu, w lipcowych będzie petarda :-(

    Jak o kimś zapomniałam to sorka.

    Iza przed Tobą niezmiennie chylę czoła :-)
    Cieszę się bardzo, że odnalazłaś spokój, radość, sens, że kroczysz z odwagą do przodu, że zmieniasz życie, pracę i mieszkanie :-)))
    Jesteś ubertytanem, serio…
    …jak zaczynam mieć okres zwątpienia, zwisologii i zobojętnienia to wchodzę, żeby łyknąć trochę pokory i poczytać o Was – prawdziwych siłaczkach, pomaga się to przywrócić na właściwe tory ;-)))

    Pozdrawiam ciepło :-)

  14. ~Patrycja pisze:

    Gaju, wierzę, że tym razem Ci się uda!
    Melisko, dwójka – duża rzecz, odpoczywaj! Co do dylematu: „mówić – nie mówić”, to podzielam Wasze zdanie – czyli: raczej nie. Wystarczy ogólnie powiedzieć o względach medycznych. Wydaje mi się, że często chcemy powiedzieć, by być całkiem fair i liczymy na zrozumienie (a może nawet na to, że ktoś nas usprawiedliwi – niepotrzebnie! jesteśmy usprawiedliwione i tak). A tego zrozumienia możemy zbyt wiele nie zaznać, z prostego powodu: jednak mniejszość kobiet ma takie problemy jak my tutaj, dla większości „ciąża to nie choroba” itp. itd. Każdy patrzy przez pryzmat własnych doświadczeń (do czego ma oczywiście prawo, to naturalne). Gdy mówię, że nie wiem, czy będę w stanie coś zrobić, gdzieś pojechać, czy w ogóle przyjść do biura, bo nie wiem, jak się będę czuć, to słyszę, że „ja/moja żona/koleżanka/siostra/ktoś tam jeszcze pracowała do 9. miesiąca, na salę porodową pojechała wprost z sali rozpraw, normalnie funkcjonowała” itp. Nawet nie wiem, jak na taki komentarz zareagować, zwykle mówię, że się cieszę i nie wracam już do własnego wątku.
    I tylko czasem mam ochotę wszystko rzucić. Przestać odpowiadać na maile i telefony i przez tydzień robić tylko to, na co mam rzeczywiście ochotę. Może wtedy nie czułabym się ciągle tak, jakby ktoś wyjął mi bateryjkę, nie cierpiałabym na bezsenność, nie miałabym bóli brzucha itd.

  15. ~Meliska pisze:

    Dziewczyny, rozumiecie jak nikt inny. Ja leżę, czekam, trochę niecierpliwie… Ale muszę jakoś przetrwać. USG w W-wie 15 lipca. W pracy tak jak piszecie nie chcę mówić, ale zalecają do czasu USG nie chodzić do pracy – może zwykłe zwolnienie od rodzinnego na razie wziąć i coś wymyślić?
    Beta HCG gdy jest wysokie, to już nie przyrasta tak jak na początku, prawda?
    We wtorek miałam ok. 22,5 tys., dziś ok. 36 tys.
    Pielgniarka powiedziała, że OK.

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      Melisko mi Lekarz po 9 tyś już powiedział żeby dać spokój z betą , bo teraz to Ona nic nam nie powie .
      Ja powiedziałam o ciąży zaraz po Becie , ale Moja Dyrektora wiedziała od lat że się staramy , że się leczę , okropnie się ucieszyła i sama kazała iść na l4 . Ostatecznie poszłam w 15 tc bo sie nabawiłam zapalenia tchawicy , a w ciąży nie dało się nic podać i musiałam czekać aż samo przejdzie :)
      Dużo przeszliście , teraz czas na nudną ciąże :)

    • ~Patrycja pisze:

      Przynieś zwolnienie i rzuć ogólną formułą typu: „mam poważny kłopot ze zdrowiem i lekarz nalegał, bym została w domu”. Nie musisz wchodzić z szczegóły! Po to wymyślono tajemnicę lekarską, by nie trzeba było tłumaczyć się przed światem ze stanu zdrowia :-)

    • ~olga82 pisze:

      Melisko, bierz l4od rodzinnego na cokolwiek.

  16. ~Anitt pisze:

    Melisko, odpisze tutaj żeby się nie zgubilo.
    Przy moich brazowych plamieniach nie lezalam. Oszczedzalam się, nie dzwigalam ale obiad ugotowalam, kurze starlam itp

  17. ~Anitt pisze:

    Ale do pracy nie chodzilam!!
    Ale ja mialam prace fizyczną wiec nawet jakby nie plamila to bym nie chodziła:-)

  18. ~Kaja pisze:

    Melisko, i Patrycja i Anitt dobrze Ci radzą. Wiesz, ja chciałam w ciąży pochodzić do pracy tak mniej więcej do końca 4 miesiąca. Na początku nic nie mówiłam, po mnie akurat nic nie było widać. Praca pełna nerwów, ciągłych telefonów i maili. Wiedziałam, że jak nagle rzuce L4, to szefostwo będzie zle. I tak chodziłam do pracy… w 11 tyg przyplatalo się krwawienie, pojechałam do szpitala na izbę przyjęć. Stwierdzili, że kosmowka jest niejednorodna, zalecili leżenie, a ja głupia jeszcze poszłam do pracy na tydzień dokończyć tematy. Mój gin co prawda na kolejnej wizycie powiedział, że na IP przesadzili i leżeć wcale nie musze (tylko prowadzić oszczędny tryb zycia), że kosmowka zawsze jest niejednorodna i małe krwiaczki po prostu się zdarzają. Z kolei w pracy przez ten tydzień zamiast mnie odciążyć, to dociazyli mnie na 300% „to jeszcze to zrób póki jestes”. To był koszmarny tydzień, trzeba było rzucić od razu L4 i ewentualnie podomykac tematy z domu. Stwierdziłam, że praca pracą ale dzidziuś jest ważniejszy.
    Jeśli urlop nie wchodzi u Ciebie w grę, póki co nie chcesz w pracy powiedzieć o co chodzi, to rzeczywiście L4 od lekarza rodzinnego na cokolwiek może być dobrym rozwiązaniem na przeczekanie.

  19. ~pati pisze:

    Dziewczyny mam dziwne pyt. czy ktoras z was brala Metronidazol dopochwowo? Czy rozpuszczala wam sie ta tabletka calkowicie?

    • ~Samosiejka86 pisze:

      Pati ja brałam, przy jakiejś infekcji czy zapaleniu… w każdym razie…ze tak napisze wprost…trzeba włożyć dość głęboko…mi potem wypływała taka biała maź

      • ~pati pisze:

        Samosiejka86 ja wkladalam gleboko pod szyjke pozniej przed szyjke zawsze zwilzam i i tak dupa :) nic co sie wchłonie to się wchłonie. Ze mnie nic nie wypływa tabletke to ja moge sobie wyjąć całą z rana wieczorem tylko ze bardziej miękką :) nic jak juz sie dodzwonilam powiedzieli ze nieraz moze tak byc i co sie wchloie to sie wchlonie co nie to trudno to teraz pyt to po co wogole mi to :)

  20. ~Superaneczka pisze:

    Hej dziewczyny, chcialam wam tylko napisac, ze dzis zrobilam test ( 11 dni po transferze) i niestety wyszedl negatywny :(

  21. ~gaja pisze:

    Superaneczko, tak mi przykro…. A czerwiec taki piękny był i tyle pięknych wyników!
    Trzymaj się ciepło, ja za ciebie wychylam kieliszek likieru, kończę abstynencję, brzuch boli, myślę, że moja beta będzie formalnością.

    • ~Meliska pisze:

      Gaja, no co Ty, ból brzucha nic nie znaczy, może być znakiem i na plus i na minus. Kiedy robisz test?

      • ~gaja pisze:

        kazali 10dpt, ale to 3dniowe, więc chyba poczekam do piątku, żeby mieć 100% pewność.
        Boli coraz bardziej, dokładnie tak samo jak poprzednie nieudane 4 razy, więc nie mam złudzeń. No niestety jestem życiową pesymistką :(

        Melisko – u Ciebie już OK mam nadzieję?

  22. ~pati pisze:

    gaja a noz los splata ci figla. Jutro juz czw moze jutro zrob? Albo chociaz sikanca. Trzymam mocno kciuki.
    Nas tak.docisnelp salve z tym termin ze przy tym.remoncie i przy ogolnym wykonczeniu fizycznym i psychicznym oraz szczycie alergi mojego M. jego badania wyszly tak fatal ie ze to malo powiedziane. Ale jakos sie mocno nie przejmuje, az sie dziwie sama sobie. Zaciazylam normalnie bez IUI bez Ivf to teraz niech lekarze przy takich parametraxh w takim okresie sami sobie wybieraja plemniki i robia co chca. Mogli nam dac miesiac poltora czasu nie to nie.

    • ~gaja pisze:

      Wyczuwam wkurzenie ;) i nie dziwię się …
      u nas nie chcieli robić przy takich wynikach i w efekcie było mrożenie oocytów, a myślę, że to jednak ciut obniża szanse. I nie wiem po co jednak to kiepskie nasienie zamrozili – 600 zł nie wiem po co, bo i tak z tego nie skorzystali skoro później było lepsze.

      • ~pati pisze:

        Gaja bardziej zmęczenie ostatnimi 2 miesiacami ale juz widać światełko w tunelu. Kuchnia zamowiona, mieszkanie powoli wyglada jak mieszkanie, uleglo przeobrażeniu w tym tyg. A wyniki wynikami sama napisałaś że z tym nasieniem to roznie. Chciał wyniki niech ma. Jak nie to wyskocze im z pomysłem Małej Ani nasienie pod MACS w Novum oddane i odseparowane i dostarczone tu na pic up skoro oni takiej metody nie posiadaja. Ciekawa jestem co powiedzą 19-stego. Ilościow do przeżycia, procentowo ogolne badanie słabo. Chromatyna 47%. No przy takich wynikach nasienia to ja jakiejs wystrzałowej jej sie nie spodziewałam. Plemnikow od … a przy takim obciazeniu org sa kiepskie. Przynajmniej jest po rowno ja mam kijowe jaja on plemniki :P Aaaa no i w pt najprawdopodobiej wyniki kariotypow.

  23. ~martucha pisze:

    Superaneczko – ściskam! smutno że się nie udało :(

  24. ~Meliska pisze:

    Gaja, zrób tak jak ja w 11 dpt, ja to chciałam czekać do 14 dpt, ale dziewczyny mnie przekonały do wcześniejszego badania :) Jednak 11-12 dpt to minimum, szbyciej bym nie robiła.
    Powiem Wam, że spokojniej przetrwałam te dni po transferze do testu niż teraz, tak się stresuję. Chciałabym przespać 12 tygodni…
    Dziś miałam kolejne usg, niestety jeden zarodeczek nie rozwija się – albo się wchłonie albo zostanie wypchnięty… a ten silniejszy ma 8 mm i już bije serduszko, aczkolwiek lekarz powiedział, że wpisze to dopiero po pełnych 7 tygodniach, bo takie są podobno wytyczne. Ale kartę ciąży założył.
    Aktualnie licząc od okresu to jest 6 tydz. i 3 dzień.
    Zalecił usg za tydzień. I tu mam pytanie – czy któraś z Was miała na początku ciąży usg co tydzień? Czy to nie szkodzi?

    • ~pati pisze:

      Ja mialam nawet na poczatku chyba tak sie trafilo ze w pt serca nie bylo u gin a w sob w Novum juz bilo ;)

    • ~Ania pisze:

      Melisko w poprzedniej ciąży byłam u swojej lekarki na wizycie jakoś właśnie 6-7 tydzień i wyszłam rozczarowana bo zobaczyliśmy zarodek ale lekarka nie chciała sprawdzać czy już jest serduszko, poszliśmy na wizytę za dwa dni do innego lekarza i pokazał nam pulsowanie ale bez dźwięku, podobno na początku w tak wczesnej ciąży lekarze dmuchają na zimne. W kolejnej ciąży poszłam na wizytę w 7 tygodniu i moja lekarka pokazała nam serduszko a nawet dała posłuchać wiec jej się odmieniło podejście, jednak w związku z tym że jestem po transferze i znamy wszystkie dokładne wyliczenia a dziecko na usg nie pokrywa się z tym bo wychodzi ze jest o tydzień młodsze-mniejsze to gin kazała nam przyjść za dwa tygodnie, przyszliśmy i wszystko ok ale różnica nadal jest. W ciąży z synem czułam się rewelacyjnie, beta od początku była wysoka i dużo przyrastala, dziecko rozwijało się ksiazkowo co do dnia. Aktualnie jestem w 16tc, nadal męczą mnie mdłości (prawdę mówiąc ledwo żyje) beta ruszyła późno, przyrastala w normie ale nie tak jak poprzednio, dziecko na usg wychodzi w praktyce mniejsze niż w teorii i ponoć to dziewczynka :)

    • ~Patrycja pisze:

      Melisko, ja wychodzę z założenia, że jak są powody do USG, trzeba je wykonać. Czytałam kiedyś o tym – wyszło mi, że nie ma badań wskazujących na szkodliwość USG. Wiele kobiet wykonuje je bardzo często, bo po prostu takie są wskazania lekarskie, albo nawet dlatego, że ginekolog, do którego chodzą, ma w gabinecie aparat. Sama staram się ich nie robić „na wyrost”, nie szaleję też z 3d/4d, bo uważam, że badania służą diagnostyce, a nie radości rodziców z widoku maleństwa :-). Jutro kończę 25. tydzień, miałam w sumie 7 (więc i tak niemało).
      A co do przespania 12 tygodni – dosłownie wczoraj powiedziałam mężowi, że chciałabym przespać ostatnie 3 miesiące. Ciąża to takie piękne, ale i wykańczające doświadczenie! Po każdym „kamieniu milowym”, jak właśnie ukończenie I trymestru albo ważne USG, odczuwam wielką ulgę – ale ona niestety nie trwa zbyt długo. Średnio co dwa tygodnie mam jakiś nowy powód do niepokoju – czasem urojony, czasem rzeczywisty.
      Byle do szczęśliwego rozwiązania, Melisko! Opiekuj się sobą, w ten sposób opiekujesz się swoją małą dziewczynką lub chłopczykiem.

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      Ja miałam pierwszą wizytę ok 6 tc żeby sprawdzić pęcherzyk , wtedy Lekarz nawet nie sprawdzał serduszka i potem ok 8 tc serduszkowa . Po serduszkowej raz w miesiącu , plus 2 badania prenatalne :) No i powiem Ci że kartę ciąży miałam założona dopiero ok 11 tc :P Także cieszę się i miziaj malucha :)

    • ~Agnieszka pisze:

      Melisko, ja na początku miałam mieć co 2 tygodnie, ale zaczęły się krwawienia, więc praktycznie co tydzień miałam. Po 12tc co 2-4 tygodnie, a w 27tc zaczęła się skracać szyjka i mam przychodzić, co tydzień (lub szpital, gdzie pewnie robią usg często). Chłopaki rozwijają się prawidłowo.

  25. ~Anitt pisze:

    Super ze bije serduszko :-)
    Szkoda tego drugiego ale tak chyba już musiało być.
    Ja jak plamilam to na początku zrobili mi usg ze 3 razy tydzień po tygodniu zeby kontrolować co jest grane. Po wizycie serduszkowej dalej plamilam ale wizyty mialam juz co miesiac. I tak az do 30 tc :-)
    Zaszkodzic nie zaszkodzi ale jak bedzie wszystko ok to chyba lepiej nie robic rak czesto usg chodBy przez możliwość podrażnienia czy infekcji.

    • ~pati pisze:

      Anitt racja ja po tym w pt i w sob kolejne biby w gumce niby zel a mnie podrazbilo i mialam brunatny sluz. Ale potem bylo oki

  26. ~Wendy pisze:

    Meliska super! Jesteś w ciąży. Wszystko będzie dobrze i zanim się obejrzysz minie 12 tygodni. Ciąża na początku się dłuży, potem przyspiesza a na końcu się znowu dłuży :-) . Ja miałam usg w 6 tc i od razu kartę ciazy, potem usg w 8 tc bo krwawienie było a potem w 10tckontrolne. Mnie lekarz powiedział ze potem to już co miesiąc wystarczy robić albo i rzadziej nawet.Życzę Ci naprawdę nudnej ciąży.

    Bo potem jak już urodzisz to na nudę nie można narzekać :-)

  27. ~niebieska pisze:

    Gaju, mam nadzieję, że tamten kieliszek likieru był pożegnalnym na dłuuuugi czas. Trzymam kciuki za pozytywną betę.

  28. ~gaja pisze:

    Niestety, mogę pić dalej.
    dziś 11 dpt , test o czułości 10 sikany rano pokazał jedną kreskę. Szkoda mi żył na badanie bety, i tak już mam zrosty.
    Nawet mnie to strasznie nie obeszło, bo wiedziałam, że tak właśnie będzie.
    To był 5, z założenia ostatni raz. Ale nie wiem, czy wytrawmy w tym postanowieniu. Chyba zdam się na M.

    • ~niebieska pisze:

      A chociaż razem z nadzieją pozbyłaś się też tej rwy z biodra?
      Nie żebym jakoś specjalnie wierzyła sikańcowi z 11dpt (ja siknęłam na taki czuły w 10dpt moim 3-dniowym zarodkiem i też nic nie wyszło), ale wierzę Twoim przeczuciom. Domknij tę sprawę betą, albo siknij jeszcze w poniedziałek, a potem… żyj dalej. Szczęśliwie żyj. Będziecie umieli podjąć włąściwą decyzję. Kibicuję Ci na każdej drodze :)

    • ~gaja pisze:

      Rwa jak nagle przyszła, tak sobie poszła, po 3 dniach unieruchomienia, bez leków. Ale zaliczyłam jeszcze pokrzywkę, tak jak za 1szym transferem i myślę, czy to nie jest efekt „obrony” organizmu.
      Myślę o „siknięciu” (piękne słówko ;) ) jutro, ale i tak odstawiłam leki, więc…

      • ~Meliska pisze:

        Gaju, przykro mi, ale jutro jeszcze sprawdź!
        Musisz teraz odpocząć. Ja miałam 5 programów IVF, w tym 8 transferów, biochemiczna i poronienie rok temu… Strach jest cały czas we mnie, ale myślę, że warto walczyć dopóki czujemy, że jest nadzieja, czasem naprzekór lekarzom – oni nieraz szybciej się poddają…

    • ~Patrycja pisze:

      Gaju, bardzo, bardzo mi przykro. „Nie wiem, czy wytrwamy w tym postanowieniu” zwykle znaczy „spróbujemy jeszcze, ale potrzebuję czasu i odpoczynku”. Daj sobie to wytchnienie.

    • ~Kaja pisze:

      :( a tak bardzo wierzylam, że tym razem się Wam uda, że zła passa zostanie przełamana…. ściskam mocno!

    • ~Wendy pisze:

      Gaja a ja wierze ze będziesz w ciazy. Tylko odpocznij i uwierz w to sama.

  29. ~Superaneczka pisze:

    Gaju tak mi przykro…trzymaj sie jakos :*

  30. ~Superaneczka pisze:

    Dziewczyny, jestem jatak zalamana ta porazka, ze nie wiem co dalej. Wiem, ze w porownaniu z Waszymi historiami moje 2 podejscia to prawie nic ale mam wrazenie, ze juz nigddy sie nie uda. Skoro teraz jest najlepszy wiek i teoretycznie najlepsze szanse, a mimo tego i tak sie nie udalo to jaki jest sens probowac dalej skoro szanse statystycznie beda coraz mniejsze :/ to ivf to jest w ogole jakis straszny koszmar. Oczywiscie 3 dni od tej feralnj bety dowiedzialam sie juz o dwoch kolejnych ciazach w moim otoczeniu. Jakby tego cierpienia nie bylo wystarczajaco duzo. Czasem mam wrazenie, ze jak sie jest w trudnym miejscu, to los Cie jeszcze bardziej kopie – ile sie da, z kazdej strony tak aby dobic Cie kompletnie :(

    • ~Patrycja pisze:

      Superaneczko, IVF to bardzo trudna droga, rzeczywiście. Może spróbuj rozważyć, jakie w Twoim przypadku mogą być dodatkowe medyczne przyczyny niepowodzeń – takie, o których nikt dotychczas nie pomyślał? Oczywiście już po tym, jak dojdziesz do siebie fizycznie i emocjonalnie.
      A co do ciąż w otoczeniu – na to można się uodpornić (wiem, pociecha to marna, ale…). Z czasem to staje się jak bzyczenie muchy, drażniące, ale do wytrzymania. Piszę to z perspektywy moich 12 lat starań. Bo nie da się żyć w ciągłym napięciu i poczuciu niespełnienia, w końcu się przystosowujemy do warunków, jakie nam przypadły w udziale…

  31. ~Wendy pisze:

    Superaneczka znam dobrze to uczucie rozczarowania i żalu że się nie udało. Ale ivf to nie jest prosta gra gdzie wiek i inne rzeczy gwarantują sukces. Każda z nas którym się udało jest w innym wieku, każda miała swoją historie medyczna lub tak jak ja niepłodność idiopatyczna czyli jeszcze gorzej bo niby zdrowa a chora. Każda tez dostała w twarz betą co najmniej raz. Dobrze pamietam szok kiedy nie udal się mój transfer świeżakow klasy A. Mimo że przecież wszystko było super. Pamietam historie Meliski i jej przygody z dr L. I jej rozpacz oraz to jak doradzalam jej odpoczynek od ivf. Bo ivf zzzera z nas energię niesamowicie.Mnie pomogły wizyty u psychologa i decyzja ze co najmniej rok próbujemy z ivf cokolwiek by się nie działo.Co pomoże tobie nie wiem. Ale to czego mnie nauczylo ivf to mieć twarda skore na tyłku na kopnięcia losu. Im masz twardsza tym większa szansa ze przetrwasz to. Bo sukces ivf moim zdaniem to w dużej mierze głowa przyszłej mamy a nie klasa zarodka i te wszystkie procedury.. Trzymaj się!

  32. ~gaja pisze:

    Zrobiłam betę. 5,7 w 12 dpt
    Czyli coś drgnęło zapewne na ciut. Obstawiam, że były dokładnie tak jak w 1szym transferze, gdzie beta=17 i też w 8 dpt dostałam pokrzywki, jakby mój organizm odrzucał zarodek…
    Dzwoniłam do dr AB-C, twierdzi, żeby jeszcze dać szansę, bo zna takie przypadki, i najlepiej zrobić wlew z intralipidu. Tylko gdzie ja miałabym to zrobić na mojej prowincji, w dodtku na weekend?? I dlaczego nie zarządzono tego od razu, że np. po tygodniu od transferu mam to zrobić…
    eh, nie sądzę, żeby coś mogło jeszcze ruszyć, intralipidu nie załatwię, no ale dla świętego spokoju pokłuję się jeszcze do jutra i powtórzę betę poniedziałek rano.

    • ~martucha pisze:

      ach Gaja – tak mocno trzymam kciuki i chcę wierzyć że jeszcze będzie dobrze!

    • ~Gaja pisze:

      Gaja a nie masz jakiejś zaprzyjaźnionej apteki bądź lekarza co by Ci wypisal. Kupujesz intralipid i sole fizjologiczne, weflon, rurkę do kroplowek zamawiasz prywatnie pielgniarke i się podlanczasz. Ja tak to organizowalam w Polsce (nawet potem sama sobie wyjmowalam igłę i odlaczalam dziadostwo – dawki leków ustalalam sobie sama a czsami z immunologiem np. 150 intralipdu 20% i 150 soli.)

  33. ~bea33ta pisze:

    Superaneczka wiem o czym piszesz. Jeszcze rok temu byłam po tamtej stronie gdzie dowiadując się o ciąży przyjaciółki czułam,że dostałam w twarz. Teraz jestem z tej strony w 19tc i powiem Ci że cieszę się ogromnie moim stanem ,moim cudem , ale nie pochwaliłam się nikomu z otoczenia . Wiem ,że niedaleko mieszka dziewczyna która 8 lat się stara i uwierz myślę o niej i nadal czuje się winna i nie bucham euforią w jej towarzystwie. To też nie jest proste ani dla niej ,ani dla mnie.

  34. ~Wężon pisze:

    Witajcie. Wróciłam zmęczona z urlopu. :)
    Nie obyło się bez nieoczekiwanych przypadków – samochód się zepsuł w trasie.

    Superaneczka przykro mi. Masz w końcu jakieś mrozaki, bo nie zauważyłam, czy pisałaś, czy któryś z Twoich za wolnych dotrwał.

    Gaja, trzymam kciuki, żeby cud nastąpił i beta się rozpędziła. Przy takiej becie jednak większość lekarzy każe odstawiać. Miałaś jakieś wskazania do intralipidu, czy tak w ramach robienia wszystkiego co się da? To się chyba daje przy insulinooporności? Rzeczywiście, te co dostają go ze wskazań robią kilka wlewów – ze 2 dni przed transferem, w dniu transferu, ze dwa dni po i tydzień po, a jak jest pozytywna beta to jeszcze potem. Pewnie nie zlecili Ci od razu kilku wlewów, bo intralipid miał być czymś w rodzaju placebo. Zrobiłaś już betę? Dawaj znać od razu.

    Dziewczyny, które odłożyły transfer w poprzednim miesiąciu, co u Was? – Margom, Mariah, jakie kroki w tym miesiącu?

    Któraś się rozpakowuje, rozpakowała ostatnio? EvcikUK urodziłaś?

    • ~Mariah pisze:

      Niestety 6 transfer nieudany. Beta zero. Odkładam kolejne transfery do głebokiej szafy. Nie wieżę że by sie udał kolejny, nie teraz, choć nie mam pojęcia co jest pzyczyną. Będe mniej zaglądać ale trzymam za wszystkie kciuki.

      • ~Wężon pisze:

        Mariah bardzo mi przykro. Masz pomysł, co jeszcze zbadać?
        Planujesz jakąś długość tej przerwy, czy po prostu poczekasz, aż uwierzysz w sens i szanse?

        Ściskam. To okropne, że tyle transferów zdrowych zarodków się nie udało.

  35. ~gaja pisze:

    Wężon, jak miło, że wróciłaś.

    Cudu nie będzie – beta 1,94. Intralipid obniża komórki NK. Ale ja ich nie mam wysokich. Dostałam „na wszelki wypadek”.

  36. ~Superaneczka pisze:

    Hej Wezon, mamy dwa mrozaczki. Jeden zamrozony w 3 dobie i jeden blastus

    • ~Wężon pisze:

      Aneczka, to całkiem dobrze. Tak mówili, że za wolno się rozwijają, że nie wiadomo. Dwie śnieżynki to ładny wynik.
      Pierwszy transfer rzadko się udaje.
      Otrzep kolana, odetchnij trochę i wracaj po następną szansę.

  37. ~En pisze:

    Superaneczka, gaja… To tak cholernie boli, ta ogromna strata, utracone nadzieje i wytęskniona przyszłość. Płaczę z Wami. My mamy swój cud już ze sobą, a ja nadal, gdy pomyślę, ile spraw musiało się złożyć, od hormonów przez endo po zapisy w nowej wtedy ustawie, urlopy, święta i przerwy techniczne, nie mogę uwierzyć że się udało… W kategoriach medycznych trudno mówić o cudach, ale sukces w ivf to jednak nadal cud. Wyobrażacie sobie takie wyniki np. w operacji serca? Może kiedyś ivf „dogoni” skutecznością inne procedury medyczne i da ludziom prawdziwą ulgę. Trzymam za Was kciuki i za Wasze marzenia :*

  38. ~pati pisze:

    Superaneczka i Gaja sciskam mocno.
    Wendy masz swieta racje glowa to podstawa… Moj M. wykonczony, zatoki nie pomagaja w mieszkaniu remont i burdel na kolkach. Spimy od 2 tyg po pare godzin a przed nami ivf ktorym sie zupelnie nie przejmoje bo nie wierze w cud ze sie uda przy tak wykonczonym org fizycznie i psychicznie. Jutro mam miec skreczing ale oczywiscie zaczelam plamic w srodku cyklu wiec nie wiem czy wogole sie odbedzie… Pozatym jedno co musze ustalic jutro to chociaz to kiedy zaczac zastrzyki jak nie moge ustalic 1 dc bo potrafie plamic z 1 tydzien a pozniej dopiero sie rozkreca i nadz tu madrym i celuj… Pozyjemy zobaczymy na wizyte w sr i tak musze isc w takim wypadku.

  39. ~zouza pisze:

    PS. Wydaje mi się, że gdzieś mi mignęło, że komuś niepotrzebny jest Inofem/Infolic, jakby to było jeszcze aktualne to mogłabym być zainteresowana :-)

    • ~gaja pisze:

      Ja pisałam. Nadal mam, ciut przeterminowany, ale to chemia, więc się tym bym nie przejmowała. Jeśli masz ochotę, wyślę.

    • ~niebieska pisze:

      Ja mam jakieś 20 saszetek, też chętnie oddam. Poproś Izę o mój adres e-mail.

    • ~pati pisze:

      zouza a jakie dawki bierzesz? mi kazal kupic miovarian miovarin czy cos takiego 40 zl 30 saszetek. w info pisza 1 saszetka a ja mam pic 2x dziennie. tam tez jest kwas foliowy i wit b12.

    • ~zouza pisze:

      O, super, dzięki za odpowiedź :-)
      To jeśli Wam niepotrzebne to ja chętnie skorzystam, bez względu na datę ważności ;-)
      Napisałam do Izy, odezwę się jak dostanę Wasze adresy.

      Pati z tym „biorę” to bywa różnie ;-)
      Jak brałam to jedną saszetkę dziennie, jest kilka podobnych do siebie preparatów i chyba to, że używałam akurat tamtego to był czysty przypadek, bo akurat to był w aptece ;-)
      Ty masz dłuższą historię, więcej „przygód” po drodze, więc wydaje mi się, że te dwie saszetki pewnie są lepsze niż jedna, moim zdaniem nie ma tam nic takiego co mogłoby zrobić krzywdę.
      Po szpitalu w ustalonym z lekarzem kolejnym planie działania brałam Clostilbegyt, ale teraz kazał mi go nie brać, bo miałam nadstymulację jajników (chyba pierwszy raz w życiu czułam, że mam jajniki ;-)), bolało, były duże, z dużą liczbą pęcherzyków, tyle, że bardziej w tym jajniku, gdzie jajowód nie działa…
      Po prostu chcę się zmobilizować do brania czegokolwiek ;-)
      A tak naprawdę to już mam dosyć tego tematu, ale jak patrzę na Was siłaczki to trochę się ogarniam na chwilę…
      Trzymam kciuki za Twoją obecną próbę :-)

  40. ~evcikmUK pisze:

    hey dziewczyny czytam ale sie za duzo nie odzywan ostatnie tygodnie byly bardzo busy.
    Ale chacialam sie pochawalic,ze 13.07.17 o 11.53 przec cc na wlasne zyczenie (bardzo zadowolona) urodzila sie Sonia 4kg i 60cm z masa dlugich czarnych wlosow, nie posiadamy sie ze szczescia.Kazdej z was zycze takiego cudu.
    Iza za ten blog jest wspanialaym miejscem,dalej bede sledzic wasze historie jestescie wielkie i kibicowac kazdej z osobna. A teraz biegne karmic glodomora :)

    • ~mała Ania pisze:

      evcikmUK gratulacje! Głaski dla maleństwa. Piszesz,że jesteś zadowolona z cc, ja cały czas intensywnie rozważam jaki poród wybrać, skłaniam się również do cc, Iga na ostatniej wizycie w 32tc wazyla 2135g to biorąc pod uwagę,że teraz teoretycznie ma podwoić swoją wagę,to nie wyobrażam sobie żeby rodzić sn takie duże dziecko. Mój lekarz jest otwarty na to, co zdecyduje, choć przypominał mi ile mam zarodków zamrożonych, pytał ile dzieci planujemy i mówił,że macica ma swoją wytrzymałość… wahań się :)

      • ~Wendy pisze:

        Mała Aniu, mnie na wizycie kontrolnej popologowej gin powiedział to teraz 4-5 miesięcy regeneracji:-) i robić kolejne dziecko. 3 cc można zawsze zrobić a jakby pani zmieniła zdanie to i naturalnie da się urodzić.
        Powiem ci tylko ze te co mnie namawiały na poród naturalny położne to teraz same mówią ze jak dziecko duże a ktoś drobny jak ja to bezpieczniej cc. Ale tojuz musi sam każdy zdecydować.

        @ evcikm gratulacje i ja tez jestem zadowolona po cc
        @ evelinaaa – spokojnej ciazy zatem !

        • ~Wężon pisze:

          Wendy i co, zastosujesz się do rady?
          Zamierzasz szybko wrócić po rodzeństwo?

          • ~Wendy pisze:

            Jakbym mogla mieć gwarancje ze będzie bezobsługowe jak Kudłaty to mogę jechać choćby jutro. Obawiam się jednak że Kudlaty podrośnie i zacznie fikać a ja padnę od dwójki bo mąż non stop w delegacjach. Ustaliliśmy ze wrócimy do tematu w styczniu z mężem. Wtedy planuje powrót do pracy, Kudłaty będzie większy i się pomyśli. Jest mi to bliższa myśl niż jak byłam w ciazy.

    • ~Ewelinaaa pisze:

      Gratulacje :)

    • ~Wężon pisze:

      Evcik gratulacje. Ale wielka dziewczyna.

      Zaglądaj do nas z tej drugiej strony.

    • ~martucha pisze:

      EvcikUK gratulacje!!! Soniu witaj na świecie :) wagowo przerosłaś nawet mojego Antka wielkoluda ;-)
      ja jakoś urodziłam sn ale to już drugi poród (podobno wtedy łatwiej) no i panicznie boję się operacji…

    • ~LILOĄ pisze:

      Gratuluję Wam Cudu :-)
      My zaczeliśmy 35t, ach ten czas tak zleciał. Młody daje czadu w brzuchu nie zważając na porę dnia. :-)
      Ja zdecydowałam się na poród sn, ponieważ do wszystkiego podchodzę zadaniowo tak i w tym przypadku stwierdziłam, że dam radę i ogarnę, ,kuwetę” :-). Czas pokaże. ..już niebawem.

      • ~Lidka pisze:

        LILOĄ, a Wasz Młody już się obrócił główką do dołu? Ja się nastawiałam też na sn, ale u nas Mała jak na razie się nie obróciła, więc jeszcze nie wiadomo czy nie będzie cc.

        • ~LILOĄ pisze:

          Lidka,
          Tak, on można powiedzieć przekręcił się książkowo. A u Was który to tydzień?
          Koleżanka była już umówiona na cc a tu Mała nagle się przekręciła i ostatecznie urodziła naturalnue.
          Wszystko się może jeszcze zdarzyć.

    • ~iza krotki blog pisze:

      evcikmUK, gratulacje :) !!!

    • ~Lidka pisze:

      EvcikmUK, gratulacje serdeczne i wszystkiego dobrego dla Was! :-D

  41. ~Ewelinaaa pisze:

    Witam się z Wami dziewczyny. Wczoraj byłam u gina. Jestem w 9 tc naturalnego cudu. Jeszcze nie jestem w stanie w to uwierzyć. Nie wiem nawet dokładnie kiedy miałam ostatnią miesiączkę, nie zapisywałam, bo przecież jak się nie da to się nie da i już…

    • ~Wężon pisze:

      Ewelinaa, ale to cudowna wiadomość, że wszystko jest OK. Oby tak dalej.

      Pry okazji, Psuja, a jak u Ciebie z naturalnym cudem? Też wszystko OK? Jesteście z Eweliną na podobnym etapie.

    • ~pati pisze:

      O w morde kolejny cud super gratulacje ogromne. I przebrnelas bezobjawowo najgorszy czas teraz do 12 tc i poz iej z gorki. Sciskam mocno

    • ~martucha pisze:

      wow! gratulacje! takie informacje to ja lubię :-) i z łezką w oku wspominam swój cud :D

  42. ~pati pisze:

    ja tak na szybko bo ide igarniac ten burdel w mieszkaniu w polowie remontu.
    Startujemy z ivf…
    Bedzie macs koszt w S 1050 zl
    Dzisiaj mialam skreczing w cenie wizyty zaplacila.40 zl jedynie za ta Pipelle. Iza twoj opis zabiegu byl milszy dobrze ze vos mowilam do lekarza bo srednio przyjemne to ale oks znioslo sie.
    Bede na gonalu 150 od 3 dc przeraza mnie to bi to duza dawka jak na mnie. Mialam brac jeszcze Mensinorom ale jak powiedzialam ze na lamecie bylam przestymulowana to odszedl od tego pomyslu. Dodatkowo encorton Acard jakies Cetrotide i Biosteron 25.

    Teraz pyt do ogolu czy ktos ma zbedny encorton? Albo jakies inne zapasy?

  43. ~skropek pisze:

    Cześć. Podczytuję ten blog od dawna, ale z krzaków. Ale chyba 5 podejście do ivf zasługuje na wyjście :) mój problem to kariotyp z translokacją stąd wskazania do pgd. Zaczynałam w N., ale ponieważ badania komórki w moim przypadku okazały się totalnie bez sensu (obumarcie zarówno świeżej jak i mrożonej), stąd przeprowadzka do Invicty. Tutaj zbieramy zarodki do pgd, z każdej procedury uzyskalismy tylko 1 zarodek :( jutro zaczynam cykl w trakcie cyklu, w sensie w pt była punkcja, a teraz zaczynam od nowa, podobno to jakaś szansa na lepszej jakości komórki.. może któraś z Was miała do czynienia z taką stymulacją? Może u którejś komórki rzeczywiście były lepsze? U mnie to już chyba będzie ostatnie podejście i zbadamy tyle, ile będzie. Stąd różne myśli i stąd pewnie ten post w końcu.

    • ~mała Ania pisze:

      Skropek ja nie mam pojęcia o takiej stymulacji za stymulacja. Fajnie, że się odezwalas, 3mam mocno kciuki, dawaj znać jak się sprawy mają.

    • ~Wężon pisze:

      Witaj Skropek. Niestety o takiej mega stymulacji to nawet ja nie słyszałam, nigdzie mi się nie obiło o uszy.

      Mam nadzieję, że pomoże i będzie kilka zarodków więcej do badania.

      Nawet nie chcę sobie wyobrażać, ile Was to kosztuje. Nerwów, czasu i pieniędzy. Tyle stymulacji i jeszcze badanie PGD.

    • ~ana86 pisze:

      Skropek, ja miałam mieć podobna lub wlasnie tego rodzaju stymulacje (w tej samej klinice) z uwagi na pcos i nedzna jakość komorek z tym zwiazana. Prowadzi Cie pewnie ten sam prof. i faktycznie czasem zaleca takie rozwiązanie. Podobno to szybko oczyszcza jajniki ze ‚smieci’ i z kazda stymulacja komórki powinny być lepsze. Osobiscie jednak tego nie sprawdzilam bo nasza wspolpraca zapowiadala się na dluuuga a była krotka i owocna-pierwszy transfer po przeniesieniu z innej kliniki (tam brak zarodkow) i trafiony synek-maly ma zaraz pol roczku :) A plan był taki ze stymulacje na pewno będą w ciągu jedna po drugiej bez zadnych przerw a nawet raczej z takim wariantem jak u Ciebie wlasnie. Wierze w doświadczenie lekarza, który Was prowadzi i mysle (mam na to dowod :) ze naprawdę wie co robi. trzymam za Ciebie kciuki mocno, dawaj znac jak sytuacja. Pamietaj, ze jestes mega dzielna i coraz bliżej celu!

      • ~pati pisze:

        a jak to sie ma do tego ze nie powinno sie robic punkcji po pinkcji? a odczekac 3 miesiace?

        • ~ana86 pisze:

          o tym ze punkcja po punkcji jest niewskazana mnie nie przestrzegali. chyba czasem musza poprostu wybierac mniejsze zlo-jak normalnie nie uzyskujesz zarodkow albo komórki sa za slabe to probuja je uzyskac innymi sposobami. mi tłumaczyli ze organizm sam ma już nie działac wogole nawet przez te 3 miesiące przerwy (a nawet miesiąc) bo znowu wybija te ‚smieci’ na jajnikach i tak wkolko. i ze może za trzecia stymulacja bez przerwy uzyskam wynik jak przy normalnych jajnikach. no i miałam zawsze ok 23 komorek wiec był tam niezły burdel…z czasem miało być ich mniej ale lepsze jakościowo. niestety bolesna dla portfela to metoda tak bez przerwy zadnej z kasy wyskakiwać ehhh

          • ~Superaneczka pisze:

            Ana86 – bardzo zainteresowalo mnie to co napisalas. Moje pcos to jest jakas straszna tragedia, nie do ogarniecia. Szukam teraz dobrego lekarza w polsce. Rozumiem, ze leczylas sie w invikcie w Warszawie. Czy mozesz podac inicjaly lekarza, ktory Cie prowadzil ? Bede bardzo wdzieczna :)

            • ~ana86 pisze:

              Moje trochę podobno nietypowe pcos dopiero tam wogole zdiagnozowali. Mam nadzieje ze Twoje pcos tez okaze się jednak do ogarniecia. Bylam w invikcie w Gdansku. U prof. K. Ł. W Warszawie tez pewnie przyjmuje. Jakbys miała jakies pytania to napisz do Izy o mojego maila :)

          • ~skropek pisze:

            Dzięki Anna86 i Wam dziewczyny za odpowiedzi :) to budujące, zwłaszcza, że tym ostatnim piątkowym razem nie udało się uzyskać żadnego zarodka :( jestem już na nowej stymulacji, oprócz tego, że brzuch jednak ciągnie w dół, jak na okres – którego ma nie być – nie mam jakiś specjalnych objawów – tak jak zwykle, więc mam nadzieję, że wszystko będzie jakoś ok… u mnie każda stymulacja była trochę modyfikowana, ale nie przynosiło to żadnych rezultatów, więc to podwójne podejście jest jednak jakąś nadzieją… u prof. byłam na konsultacji w Waw i to oczywiście jego pomysł był, ale prowadzi mnie inny lekarz. Trzymam kciuki za wszystkie potrzebujące:)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Skropek, dzień dobry. Też nie słyszalam o takiej stymulacji. Mam nadzieję, że się uda. Trzymam kciuki. Dzięki, ze wyjrzałaś za krzaków do nas :)

    • ~Mgla pisze:

      ja wlasnie dzis dowiedzialam sie o wynikach tej podwojnej stymulacji (na progesteronie), ktora w naszym przypadku zalecil profesor w invicta i jestem pod olbrzymim wrazeniem.Ogolnie tez staramy sie o in vitro z pgd i to nasze drugie podejscie.Zbieramy zarodki i powiem Ci ze w trakcie tej drugiej stymulacji zwatpilam w jej efekt (lekarz prowadzacy przyznal ze on tez byl zalamany poczatkowym efektem,ale po konsultacji z profesorem zadecydowali o jej przedluzeniu i modyfikacjach).Warto bylo zaufac lekarzom bo z tej stymulacji uzyskalismy 14 pieknych blastek z 15 zarodkow!Z pierwszej stymulacji bylo ich 8( tak jak przy pierwszym podejsciu). Jak chcesz sobie o tej stymulacji poczytac to wpisz „double stimulation” lub duplex stimulation” w necie i wyskoczy Ci kilka artykulow.Bardzo malo osob ma doswiadczenie w tych protokolach ale wyniki sa dobre w wielu przypadkach.Powodzenia!

      • ~Wężon pisze:

        Mgla, czyli teraz badanie PGD i kolejny transfer? Już chyba więcej nie zbieracie? 22 zarodki to niezła ekipa – drużyna piłkarska ze wszystkimi rezerwowymi. :)
        14 z 15 to imponujący wynik. I to niesamowite, że aż tyle zarodków i to, że prawie wszystkie dotrwały do blastki.

        Z tego pierwszego pakietu miałaś 4 zdrowe na 8?

        • ~Mgla pisze:

          Celem bylo osiagniecie powyzej 11 a oplata przewidywala badanie do 15 zarodkow takze efekt przerosl nasze oczekiwania i poki co nie stymuluje sie juz. Tylko tym razem robimy PGD+PGS i wlasnie okazalo sie ze musza zrobic nowa metode co moze w sumie do wyniku trwac do 12tyg!Gdyby nas o tym nie zapomnieli poinformowac w maju to za 2tyg mielibysmy wynik a tak to uslyszelismy przepraszamy i musimy czekac:((
          Z poprzedniego podejscia na 8 zarodko 3 byly zdrowe ale to byl bardzo dobry wynik. Jak bedzie tym razwm zobaczymy

      • ~skropek pisze:

        dzięki, piękne masz wyniki – tak liczne zarodki to raczej poza moim „zasięgiem” – teraz z badanego na świeżo AMH wynika, że maksymalnie mówimy o 6-7 komórkach (przy menopurze max)

    • ~Lidka pisze:

      Skropek, powodzenia! Z tego, co pisze Mgła wnioskuję, że jesteś pod dobrą opieką. Zaciskam mocno kciuki. :-)

  44. ~pati pisze:

    Psuja co u Ciebie slychac? co tak zamilklas? mam nadzieje ze wszystko ok.

  45. ~Ewelka pisze:

    Wow Ewelinaaa czytam i nie wierze. Gratulacje! Moj maluch skończył rok w czerwcu. A w następnym czerwcu wracamy po naszego mrozaczka. A Ty miałaś jakieś?
    Pozdrawiam Was wszystkie dziewczyny!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>