Granica. Niepłodność i co dalej?

Tak długo zbierałam się z wpisem o granicy leczenia, że zapomniałam, jak do niej doszłam. Jakimi słowami. To musiało się dziać po trochu. Nie wiem kiedy. Pamiętam urywki.

Przejście granicy to sztuka wielkiej zgody. Nie tylko na to, że nie będziesz miała „swoich” dzieci. Też zgody na to, że czasem, myśląc o sobie, powiesz „poddałam się”.  Że czasem wróci żal. Minięcie granicy to zgoda na to, że coś straciłaś.

Tego uczą psycholodzy – trudnych, wielkich strat w życiu nie zostawisz za sobą jakby nigdy nic. Pogodzenie się ze stratą, to nie udawanie, że jej nie było. To umiejętność takiego objęcia tej kolczastej kuli, żeby móc żyć dalej. Iść dalej, jakoś nad tą kulą panując.

Tak, stało się, to trudne. Ale umiem to nazwać, złapać, zasnąć
z tym, umiem tak nieść swoją stratę, żeby nie zasłaniała mi widoków.

Tego mnie nauczyli chyba w OA. A może po prostu przyszło do mnie samo. Może podczas rozmów z M. Może nadzieja na własne dziecko musiała zniknąć, żeby zrobić miejsce na taką wiedzę. Dwie naraz w głowie zmieścić się nie chciały.

I tak, czuję czasem żal. Zazdrość. Obojętność. Jestem tylko człowiekiem, mam prawo czuć żal, mam prawo włożyć czasem palucha w dziurę po własnym dziecku. Nie muszę udawać, że tego nigdy nie było.

Ale bardziej czuję ulgę. Że nie muszę już. Że mogę pocieszyć się życiem poza korytarzem przychodni – ten czas, który mam z M. jest tylko jeden. Chcę, żeby był jak najpiękniejszy. Jestem też dobra dla siebie. Słucham siebie. Czasem rozpieszczam. Czasem poganiam do pracy (w sumie to codziennie rano). A potem rozpieszczam dwa razy. Pracuję nad tym, żeby już nie było takich sytuacji, gdy tygodniami zaciskam zęby ze stresu. Dobrze mi idzie.

kochamCie

Fot. krotki.blog.pl

Jeśli i tak miałam przegrać walkę o dziecko z in vitro, to cieszę się, że nie przegrałam jej za kolejne siedem lat.

Wygrałam nas.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Iza i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

349 odpowiedzi na „Granica. Niepłodność i co dalej?

  1. ~Izabela pisze:

    nieprawdopodobne, jak walka zakuwa w kaftan bez rękawów. Jak teraz musi smakować latanie…

    • ~Kulka pisze:

      Nigdy nie pisalam komentarzy,ale czytalam twoj blog od poczatku. Przestalam to robic w listopadzie po 3 letniej walce z nieplodnoscia. Zaszlam wtedy w ciaze. Niestety przezylam jeszcze gorsze chwile i bol zakonczony smiercia mojego dziecka. Najgorsze co moze przytrafic sie matce to smierc dziecka kiedy nosi je w sobie. Po pol roku bol mija, ja trwam dalej i walcze dalej.Chce znowu uslyszec bicie serca. Pozdrawiam Cie cieplo blogerko!:)

  2. ~misscarp pisze:

    Wygrałaś Was <3 I odzyskałaś coś- Wolność. Kosztowała ona dużo i nadal pewnie kosztuje, ale już nie musisz. Już nie tracisz sił na walkę.
    Żyjesz :)

  3. ~Tuska 766 pisze:

    To będą Twoje, Wasze dzieci. Nie stają się naszymi dziećmi tylko dlatego ze nosiło je się 9 miesięcy w brzuchu. Na to trzeba czasu. Ja się już faktycznie pojawi wasze dziecko to nie będziesz mieć wątpliwości. I to jak pojawiło się w waszym życiu nie będzie mieć znaczenia.
    Pamiętam siebie, co czulam, jak miałam dość, ile spokoju wniosło we mnie złożenie podania o adopcje.
    Nie mowie ze czekając zawsze było łatwo bo nie ale warto.
    Powodzenia.

  4. ~Magdanr2 :) pisze:

    Iza <3 a poza tym lubię Cie i Was :))))

    Wendy , Anett Ja też miałam schize wagowa , czy dobrze rosnie , czy tyje itd…zwłaszcza ze Agacior tylko kp , a jak poszlismy pierwszy raz przed szczepieniem do Pediatry , Pani Dr się uśmiała jak spojrzała wagę Agaty bo mówi : wie Pani Dzieci w tym okresie co Państwa Córka przyrastają ok 600-800 gram , a Agata 1,5 kg :D
    Dziewczyny ani się obejrzycie a z Małych Okruszków , Wasze Pociechy będę rozdawać uśmiechy na lewo i prawo , okazywać swoje niezadowolenie , "gadać' .
    Agata ma 3,5 mce a już pokazuje rogi , czasem się z niej śmieje jak się obudzi i dzień zaczyna rozdawaniem uśmiechów niczym Królowa Brytyjska :P Nauczyła się krzyczeć , jestem w kuchni i słyszę Papugę jak skrzeczy … czasem jej odkrzyknę coś np : Nie ryc Matka zaraz przyjdzie i nagle cisza ….poznała , przychodzę do pokoju a tam najpiękniejszy uśmiech świata ….
    Lada chwila i Wy będziecie mieć Małe Papugi :)))

    Azylkowo bardzo przepraszam , ale nie wiem o jakim badaniu mówisz , My w każdym bądź razie nie mieliśmy .

    Dziewczyny które urodziły , przepraszam ale nie ogarniam , Gratuluje , siły , wsparcia i radości z tego nowego etapu !!!

    Wężon , Gaja , Anulka jak dobrze pamiętam , dziewczyny kciuki Moje i Agatkowe i trzymamy za Was mocno !!!!

    • ~Azylkowo1985 pisze:

      Czytając o przybieranie na wadze….echhhh…wspaniałości po prostu, ciesz się każdym gramem Cudu…:)
      Badanie, o ktorym pisałam NGS jest badaniem genetycznym, pobiera się z zarodka materiał do badania zeby sprawdzić czy ma wady genetyczne co skutkować moze brakiem zagnieżdżenia..lub wczesnym poronieniem. Sama klasa zarodka bowiem to za mało, szczególnie jak sa wczesne poronienia lub brak zagnieżdżenia..Badanie drogie, ale o olbrzymiej „czułości”…mnie nie przyniosło ono dobrych wiesci niestety…:((((

      • ~Patka pisze:

        Ja zlecałam badanie PGS robione w Oksfordzie i faktycznie polecam, bo pokazało nam w jednym zarodku wady genetyczne, więc albo by się transfer nie udał, albo bym poroniła, albo dzidziuś byłby chory :( koszt: 5000 zl dla dwóch zarodków.

  5. ~Borówka pisze:

    Iza lubię tu do Ciebie wracać, tym bardziej, że tak wyraźnie czuć od Ciebie pozytywne emocje :) Taki spokój, wielką dojrzałość jaką posiadasz chłonę z uśmiechem na ustach. Najpiękniejsze jest to, że największa przygoda życia jeszcze przed Wami i ta cudowna pewność, że będziecie rodzicami ❤

  6. ~Azylkowo1985 pisze:

    Zazdroszczę Ci Iza tego stanu, naprawdę zazdroszczę. Wiem ile pracy to od Ciebie/od Was wymagało, ale doszliście w dobre miejsce, w bezpieczne, zdrowe dla psychiki, Wasze miejsce, w ktorym jest radość z życia, z siebie. Nie znam tego uczucia obecnie, jest tak stłamszone niewiarygodnie..ostatnio przy zastrzyku (2 dni temu) popłakałam się mówiąc ze mam dość, ze nie dam rady, ze to juz koniec…ze ostatni raz…ale dzis wcale nie jest mi z tym dobrze, w życiu juz nie jest mi dobrze. Bardzo konsekwentnie realizuje plan, podchodzę zadaniowo, ale mam coraz mniejsza wiarę, nie wiem czy w ogóle ona jeszcze we mnie jest..

    Pewna ulgę czuje czytając Twoj wpis, ciesze sie, ze jesteście „po lepszej stronie”..nie zmieniajcie juz tego…:)

  7. ~Wężon pisze:

    Azylkowo, zastanawiałam się co u Ciebie słychać. Dawno się nie odzywałaś.
    Znowu złe wieści? Wiecie, czemu stymulacje i transfery nie dają efektów?
    Czekam, aż będziesz miała czas opowiedzieć.

    Jesteś w trakcie kolejnej stymulacji? Która to już?

    • ~Azylkowo1985 pisze:

      Cześć Wężonie :) tak, kolejna stymulacja, zarodek 5AA ale niestety NGS dalo złe wiadomości…tak, teraz wiem co jest przyczyna niepowodzeń. Dążyliśmy do diagnozy, do uzyskania informacji, co jest problemem i teraz juz wiemy. Problem tylko w tym, że u kobiet, które produkują dużo komórek jest większe prawdopodobieństwo trafienia wreszcie na prawidłowy zarodek, u mnie to juz duży problem zeby w ogóle jakiś uzyskać, a co dopiero prawidłowy… :( :( poza tym przy tak niskim AMH to jakość komórek jest juz gorsza, można powiedzieć ze one sa starsze niż ja sama….:/ :( a co u Ciebie Wężonie…? Twardzielko Nasza!

  8. ~Wężon pisze:

    Mariah i Mgła i Basia robiły badania PGD.
    Niestety transfery zdrowych zarodków też nie przyniosły ciąży. :(

    • ~Azylkowo1985 pisze:

      Wężonie, przypomnij mi proszę, walczysz z grubością endometrium …?

      • ~Wężon pisze:

        Tak zawsze cienkie endometrium. Nawet komórki macierzyste znacząco nie pomogły.
        Ale 13 maja miałam transfer, endo było 7,5 mm. Niestety beta ani drgnęła.
        Dzisiaj zapadnie decyzja, czy kolejne crio w tym cyklu. Są dwa zarodki jeszcze.
        Dostałam encorton, bo to już 2 nieudane próby z tej stymulacji.

        • ~Azylkowo1985 pisze:

          Hmmmm…co bierzesz jeszcze procz encortonu…?

        • ~Azylkowo1985 pisze:

          Przykro mi bardzo że beta nie drgnęła, ale to jeszcze nic nie oznacza..pytanie co jest przyczyna..

          • ~Wężon pisze:

            Nic więcej, estrofem bo to cykl sztuczny i encorton.
            Z suplementów wit. D i Femibion.

            Na własną rękę zrobiłam różne badania. Tarczyca jest OK, homocysteina ładna, nic złego też nie dzieje się w układzie krzepnięcia. Poziom wit. D można troche podnieść, ale nie jest zły.

  9. ~niebieska pisze:

    Iza, a ja myślę, że pisałaś o tej granicy często, nawet jeśli nie była to gruba kreska. Uwielbiam patrzeć jak dobrze Ci tu, gdzie jesteś.
    Taką dziurę ma tutaj prawie każdy, jeśli nie po biologicznym dziecku to po tym nienarodzonym, po zapłodnieniu bez asysty zespołu chirurgicznego czy ciąży bez strachu i komplikacji…

    Trochę mnie nie było, musiałam nadrobić zaległości w życiu, ale już jestem razem z 402 gramami Córki w czeluściach brzucha. Widzę, że nie próżnowałyście, na blogu o niepłodności wpadka za wpadką (Psuja, Bianka – szczęśliwych 9 miesięcy!)
    Sza, nie wierzę, że to już, razem zachodziłyśmy w ciążę. Niech Wam płynie miód i mleko. I Tobie też Czarovnico z Leonem.
    Melisko, niech Ci się dzieje podwójnie!
    Wężon, chlapnij sobie czerwonego wina. Nawet jeśli na endo nie pomoże to pij póki możesz. Wiem, co mówię.

    • ~Wężon pisze:

      Niebieska, jakoś mi teraz nie smakuje. Zresztą łączenie z Encortonem to też chyba nie do końca dobry pomysł.

  10. ~Wężon pisze:

    Jak zwykle u mnie wyjątkowo.
    Dzisiejszy estradiol prawie 3 tysiące. To podobno niemożliwe przy braniu samego estrofemu. Wyjaśnić taki poziom mogłaby pięknie rozwinięta torbiel, ale na USG czysto.
    Dostałam gratis weryfikację – ponowne kłucie. Czyli dzisiaj dwa razy miałam pobieranie krwi.
    Zobaczymy co wyjdzie, w piątek się jeszcze skonsultują i podejmą decyzję.
    Transfer nie jest na razie na tak, ani na nie. Endometrium 7 mm, nadaje się, to organizm znalazł inny sposób, żeby nabruździć.
    Dostałam receptę na Clexane i od dzisiaj mam brać, bo jeśli ten poziom estradiolu jest prawdziwy, to istnieje niebezpieczeństwo zakrzepicy.

    I tyle. Nie może być spokojnie.

    • ~gaja pisze:

      Że też Twoja oryginalność musi objawiać się w ten sposób!
      Ja za to główkuję, czy próbować ten cykl. Mam sporo na głowie, jakieś imprezy po drodze, ale chyba nigdy nie doczekam idealnego czasu…

      • ~Azylkowo1985 pisze:

        Masz racje, każdy jest zły, bo przy naturalnym zachodzeniu nikt o tym nie myśli a my po transferze żyjemy w puchu i boimy sie kichnąć…:/ a moze to właśnie dobrze, ze cos wiecej sie dookoła Ciebie bedzie dziać..:)

    • ~Wendy pisze:

      Wężon doktorat z niepłodności byś już zrobila przez te swoje historie. Nie wiem czemu ale mam wrażenie ze twój organizm robi co może żeby nie zajść w ciąże:-(
      Może przyczyna wcale nie tkwi w babskich sprawach tylko masz co innego nie doleczone i stąd ten bunt maszyny. A presja wieku organizmu wcale nie interesuje..

    • ~Meliska pisze:

      Wężon, ja raz do IUI miałam estradiol 8 tys., objawów zero, dawki leków były mini, to było w małym mieście, nie żadna klinika leczenia niepłodności i lekarz trochę spanikował – wziął mnie do szpitala na kilka dni. Wszystkie wyniki z krwi (również te dot. krzepliwościany) dobre, ja się czułam dobrze.
      Myślę, że nic Ci nie grozi, endometrium jak na Twoje walki z nim całkiem dobre, przeciwzakrzepowe i tak wskazane (na ukrwienie) po transferze (ja biorę fraxiparine), mam nadzieję, że zrobią Ci transfer. Trzymam za niego kciuki!

    • ~Azylkowo1985 pisze:

      Wężom faktycznie Ty to masz przygody..:/ ale wiesz, cały czas myśle o tym Twoim endometrium…moze cos jeszcze powinnaś mieć włączone….

    • ~martucha pisze:

      Ach Wężon faktycznie u Ciebie coś nie może być spokojnie… daj znac w pt co dalej

  11. ~Wiewirokowo pisze:

    Przychodzi taki czas (u mnie też po wielu latach dopiero), gdy już wszystko „przepracuje’ się w głowie, pogodzi z niektórymi faktami i wtedy, gdy mamy wrażenie, że wszystko stracone, że właśnie przegrałam, że to najgorszy dzień w moim życiu…. okazuje się, że zyskałam spokój, wolność i na nowo własne życie. I to właśnie teraz, zaczynamy prawdziwie żyć, a nie trwać. Wiem co czujesz ;)

  12. ~Wendy pisze:

    Iza czasem przegrać znaczy wygrać. Wygrać życie. I Ty chyba jesteś tego dobrym przykładem. Twoja droga pozwoliła nam się tu spotkać i poznać. Część z nas dzięki temu miejscu przetrwała to co wydawało się nie do przetrwania. Wygrałyśmy Ciebie a Ty wygrałaś nową siebie. I nowy związek jednak. To co było zaznaczyło ślad ale myślę, że to co przyjdzie spowoduje ze żal po tym czego nie było pryśnie jak bańka. I wtedy już totalnie wygrasz. Spokój.Miłość dziecka.Poczucie bycia we właściwym miejscu.

  13. ~ob pisze:

    Dziewczyny, melduję, że 22 maja przyszedł na świat przez cc w 32t4dc w trybie ekstra pilnym nasz synuś :) Całe 1430 g wrzeszczącego gówniarza, który napędził nam stracha i przyprawił o kilkaset siwych włosów :)

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Ob, gratulacje :) ale zleciało….a w siwiznie Ci do twarzy!!

    • ~Meliska pisze:

      gratulacje :)

    • ~Azylkowo1985 pisze:

      Gratulacje !! :)) niech rośnie w siłę!

    • ~martucha pisze:

      Gratulacje ob!!! Niech mały wrzaskun rośnie zdrowo :-)

      Wszystkie urodzicie a ja dalej będę w ciąży chodzić…. ;-)

    • ~Wężon pisze:

      Ob, to już prawie miesiąc temu. Myślałam, że jeszcze w ciąży chodzisz.
      Co się stało, że tak w trybie pilnym? Nie wspominałaś o problemach.

      Cieszę się, że jest OK.

      • ~ob pisze:

        No właśnie przez cały czas wszystko szło jak po maśle. Aż zaczęła się cukrzyc ciążowa i dieta. Potem okazało się, że dziecko nie rośnie tak jak powinno. Zdiagnozowano IUGR i dostałam insulinę, żeby się najadać. Młody był malutki ale proporcjonalny. Wszystkie parametry bez zarzutów. Mój gin sugerował szpital. Dla spokojności poszłam jeszcze do jednego specjalisty, który potwierdził teorię o szpitalu. To był czwartek, za tydzień miałam mieć kolejne usg i położyć się do szpitala na obserwację. Tym czasem zaczęło mi skakać ciśnienie. Rozkurcz cały czas powyżej 100. W sobotę poszłam do mojego gina zapytać o korektę dawki dopegytu i już do domu nie wróciłam. Okazało się, że szyjka jest prawie w zaniku i zaczyna się otwierać. Byłam przekonana, że założą mi pessar. Tym czasem w szpitalu walczono z ciśnieniem. Dostałam wiadro leków i nic to nie zmieniło w moim życiu. Ciśnienie nadal było wysokie. Ale dostałam też Celestone, steryd, dwie dawki, na rozwój płuc u dziecka i to nas chyba uratowało. W niedzielę dostałam zalecenie, żeby od poniedziałku być na czczo do wizyty, tak na wszelki wypadek. Na poniedziałkowym obchodzie prof. mnie uspokoiła, że będą walczyć o każdą dobę w brzuchu. Zleciła usg i ktg, na którym już nie było widać ruchów dziecka. Na cito zrobiono usg, w trakcie którego zapadła decyzja o cc. Zdążyłam tylko zadzwonić do M., żeby przyjeżdżał, bo nie jest dobrze. Po 10 minutach już leżałam na stole a po następnych 10 już było po wszystkim. Okazało się, że w brzuchu miałam niezłe bagno :( Przede wszystkim łożysko było niewydolne, małe i z błądzącymi naczyniami. Do tego pępowina miała przyczep błoniasty. Dzięki temu miałam na sali niezłe audytorium – z dziesięciu studentów wsadzało mi głowę do brzucha.
        Nie wiem ile Młody dostał punktów i o to nie pytam, żeby się nie stresować. Wiem, że po wyjęciu z brzucha krzyczał, więc płuca się ładnie rozprężyły i na CPAPie był tylko chwilę i to na niskiej dawce :) Ważył 1430 g i 42 cm :)
        Oczywiście odhaczył wszystkie powikłania wcześniacze: zapalenie płuc, infekcję, żółtaczkę i mikrowylew I stopnia. Dostał płytki i osocze, z 5 różnych antybiotyków oraz pentaglobin. Na szczęście wziął sobie do serca nasze prośby i przełamał kryzys. Zaczął przybierać na wadze i tolerować mój pokarm. Na razie jest karmiony jedynie sondą, bo nie daje rady ciągnąć z butli. Ale mamy nadzieję, że to tylko chwilowa niedyspozycja.
        Liczymy na to, że w dacie planowanego porodu zabierzemy go do domu :)

        I taka mała dygresja – 7 specjalistów robiło mi usg, 7 specjalistów szukało patologii i żaden nic nie wypatrzył. Ciążą wyglądała na zadziwiająco zdrową, prawidłową i niepowikłaną. A tu taka niespodzianka :(

        Przez ten tydzień, który był decydujący dla Młodego, siwiałam w oczach, że nie wspomnę o chudnięciu :( Ten mały człowiek zafundował nam niezły rollercoaster. Ale wystarczy jeden jego krzywy uśmiech (wiem, to tylko taki mimowolny skurcz mięśni ;)) a o wszystkim zapominam :)

        Bardzo Wam dziękuję za miłe słowa i przepraszam za przydługi opis :)

        • ~Wendy pisze:

          Ob, zaciskam kciuki za małego! Mam ostatnio trochę takich walecznych wcześniaków koło siebie i widzę jak pięknie nadganiają mimo trochę trudniejszego startu w życie. Będzie dobrze bo musi być dobrze. I za parę lat nikt nawet się nie zorientuje że mały był z tych szybszych na świecie. Tobie życzę jak najmniej już takich rollercasterow, niech waga i włos wracają do normy:-)

        • ~Anitt pisze:

          Ob! Moje wielkie gratulacjie. Czytając opis Twojego porodu poplynely mi łzy. Jesteście mega dzielni ! Wszystkiego dobrego dla Was !
          Dobrze że trafiliscie na takich lekarzy…bo moglo byc zgola imaczej.

        • ~Wężon pisze:

          Ob, to można powiedzieć, że wysokie ciśnienie uratowało sprawę. Jakbyś spokojnie siedziała do następnej wizyty, to nie wiadomo co by się stało.
          Łożysko wykształca się z komórek płodu? Czyli komórki od zdrowych dawczyń też nie chronią przed takimi niemiłymi zaskoczeniami?

          Punkty będziesz i tak miała wpisane w książeczkę zdrowia. Ale jak teraz jest OK, to nie ma co się przejmować. Laura ma w 1 minucie 4 punkty, brak oddechu, a zamiast punktów z następnych minut INTUBACJA i wszystko jest w porządku.

          Myślę, że dziecko z 32 tygodnia, oddychające samo nie powinno leżeć w szpitalu dwa miesiące. Powinni was wypuścić przed datą porodu. Laura była 10 dni na respiratorze, urodziła się 5 tygodni wcześniej niż Twój, przeszła po drodze operację na retinopatię i wyszła po niecałych dwóch miesiącach. Jak się maluszek nauczy ssać, to dwa tygodnie i pójdziecie do domu. W końcu w domu najlepiej.
          A włosy pewnie i tak farbujesz. ;) Ja po ostatnich przeżyciach nawet nie próbuję sprawdzać, jak wyglądam bez farby.

          • ~Malibuuu pisze:

            Podobno trzymają w szpitalu do osiągnięcia 2,5 kg

            • ~Wężon pisze:

              Do 2 kg. Dziecko musi dobrze oddychać i sprawnie jeść. I trzymać temperaturę. Laurę wypuścili z wagą 1860 g.

              • ~Madzik28 pisze:

                Wężon masz nieaktualne informacje – dopiero po osiągnięciu wagi 2.5 kg można wypisać malucha do domu :) Oprócz tego musi ładnie dam jeść, przybierać na masie, nie mieć żółtaczki i coś jeszcze, ale już nie pamiętam co ;)

                • ~Wężon pisze:

                  A od kiedy trzymają tak długo? Za mało mają wcześniaków? Nas wygonili trochę przed 2 kg.

                  • ~Madzik28 pisze:

                    Na pewno od września 2014, bo wtedy urodziła się moja chrześnica. I w październiku 2016 również te same zasady obowiązywały, gdy urodził się mój synek ;) Oboje wcześniaki ;)

                  • ~Wężon pisze:

                    No to my mamy doświadczenie z 2009. Wtedy obowiązywało 2 kg.

                  • ~ob pisze:

                    No nie wiem jak to jest, bo u nas też obowiązuje cezura 2000 g :) Jeśli dziecko jest stabilne oddechowo i krążeniowo, samodzielnie je i widzieli go wszyscy specjaliści to nie ma przeszkód, żeby wypisać do domu :)
                    Nam właśnie pękło 2010 g :)

        • ~ana86 pisze:

          ob, co za historia…zaciskam kciuki za Okruszka, niech zdrowo rosnie i nabiera sil :* jest wielkim silaczem wiec bedzie dobrze, duzo zdrowia dla Was!

        • ~LILOĄ pisze:

          Najważniejsze, że historia zakończona happy endem. Życzę dużo zdrówka dla Maluszka i wyrwałości dla Was.
          Buziaki od 32 tygodniowego Antosia :-)

        • ~Magdanr2 :) pisze:

          OB , aż się popłakałam …
          Dużo pozytywnych uczuć , emocji i zdrowia dla Was …
          Włosy zafarbujesz , a Maleństwo sprawi że z Każdym dniem będziesz coraz dalej od tego „koszmarku” i będą same cudowne wspomnienia !!!

        • ~Malibuuu pisze:

          Ob tak się cieszę że wszystko ok. Ja groźbę wysokiego ciśnienia (stan przedrzucawkowy) mam zdiagnozowaną od 9 tc, biorę codziennie Acard i jem dużo nabiału. Często sprawdzam mocz pod kątem białkomoczu. Teraz zaczyna mi chyba szaleć cukier i doczytałam o zależności wystąpienia cukrzycy ciążowej i wcześniejszego stanu przedrzucawkowego. Ta preklembsja to jakaś masakra ale naszczescie skończyło się szczęśliwie.

        • ~martucha pisze:

          ob, ale się narobiło… dobrze, że zakończyli w czas i wyciągnęli Małego – trzymam kciuki, żeby ładnie nadrabiał i żebyście szybko zapomnieli o tym co było i mogli zabrać dzieciątko do domu.

        • ~Madzik28 pisze:

          Gratulacje! Też mam wcześniaczka, ale 33t5d ;) Czeka Cię trochę jazdy po lekarzach-specjalistach, ale większość tych wizyt zlecona jest rutynowo :) Dużo zdrówka dla dzieciaczka :)

    • ~Lidka pisze:

      Ob, gratulacje serdeczne! :-)))
      Co tak spieszno mu było? Najlepsze życzenia dla Was!

    • ~ob pisze:

      Dziękuję za dobre słowa :)
      Maluch dzielnie się trzyma, zaczął samodzielnie jeść i nawet daje radę cycować. Dzięki czemu mam nadzieję na utrzymanie laktacji, choć nie jest to łatwe, przyznam szczerze.
      Pozdrawiamy :)

  14. ~ob pisze:

    Patko, jeszcze tutaj napiszę, bo pod poprzednim wpisem pewnie się zgubi.
    Masz jeszcze taką opcję – wracasz do pracy w zmniejszonym wymiarze czasu pracy (np. o godzinę) i tym samym zapewniasz sobie ochronę przed zwolnieniem na rok :)

  15. ~ob pisze:

    Izo, wiesz, że te nasze dzieci są tak bardzo nasze, że nawet są do nas podobne :) Mój synek ma dziurkę w brodzie, identycznie jak jego tata :)

  16. ~Meliska pisze:

    Wężon, nie wiesz co u Soni?

  17. ~Wężon pisze:

    Ciekawego przypadku ciąg dalszy. Są wyniki wczorajszego popołudniowego badania. Estradiol jest wysoki, ale dużo niższy.
    Badany o 8:30 – 2990, o 15:00 – 1440.
    Połowę mniej w parę godzin.
    To samo laboratorium. Inny punkt, ale ta sama sieć.
    Wysłałam wynik do lekarza, niech myśli.

    • ~Lidka pisze:

      Wężon, a tak z innej beczki…
      Czy wśród badań, które robiłaś sprawdzałaś też żelazo (ferrytynę)? To było jedno z pierwszych badań jakie mi zlecono, jak szukaliśmy przyczyn u nas. Potem, znalazłam nawet jakieś artykuły, w których opisywano korelację pomiędzy niskim żelazem a trudnościami w zajściu w ciążę.
      Może to oczywiście nie dotyczyć Ciebie, tak mi przyszło do głowy.

      No ciekawe, jak doktor skomentuje ten estradiol.

      • ~Azylkowo1985 pisze:

        Potwierdzam, rownież miałam zlecone badanie żelaza całkiem niedawno…wyszło mi TOTALNIE skrajnie niskie, byłam w szoku. Moj lekarz rownież, ze aż tak z tym żelazem jest u mnie źle. Teraz uzupełniam żelazo w dużych dawkach…

      • ~Wężon pisze:

        Tak, była. Sprawdzałam przy okazji marcowej morfologii. I żelazo i hemoglobina i ferrytyna są w porządku. Tak w środku normy.

    • ~Patrycja pisze:

      Tak na chłopski (babski) rozum – to ten pierwszy wynik to błąd pomiaru. W końcu czasem się zdarzają…

  18. ~EwaJa pisze:

    Iza, napiszę to po raz nie wiem, który – to uczucie ulgi po podjęciu decyzji o zaprzestaniu starań o biologiczne dziecko jest niesamowite! Ale masz prawo do chwil i dni, kiedy pojawia się żal. Po złożeniu dokumentów do OA, w czasie oczekiwania na kurs – miałam chwile niepewności i zwątpienia. Powracało do mnie jak bumerang pytanie „Jak to? Ja nie będę miała biologicznych dzieci?”. Po szkoleniu, byłam już na 100 % pewna, że adopcja to moja droga. Zresztą chyba kiedyś już wspominałam, że dla mnie ciąża nigdy nie była piorytetem, a dziecko. Ciąża dla mnie to jakaś abstrakcja ;) Nigdy nikomu jej nie zazdrościłam, nie potrzebowałam jej, nie potrzebowałam czuć ruchów dziecka w moim brzuchu i ogólnie to nie rozumiem tego uwielbienia dla ciąży. Taki dziwny ze mnie typ :) Myślę, że miałam szczęście – stosunkowo łatwo przyszło mi pogodzenie się z brakiem biologicznego potomstwa. Od dawna nie czuję żadnej zazdrości wobec tych, którym udało się bez problemów zajść w ciąże i urodzić dzieci. Cieszę się z każdej dobrej nowiny :) Pytam o samopoczucie, słucham o ciązowych dolegliwościach i porodach. Nie myślę z żalem o tych wszystkich latach walki z niepłodnością. W zasadzie to nie mam czasu na myślenie o tym, co było. Cały czas wypełnia mi coreczka :) A ona chyba nie mogła by być bardziej moja :) Jest podobna do nas fizycznie i z charakteru. I to dla mnie też jest niesamowite.

    • ~Aga M pisze:

      Ewa tak się ucieszyłam jak to przeczytałam. Trochę jak Was czytam to zazdraszczam , bo ja nie mogę od dłuższego czasu – w zasadzie od marcowej wizyty w klinice (gdzie już miałam się nie zjawiać) pogodzić z tym co nas spotyka.
      W pokoju obok śpi najważniejszy Mały Ludzik a ja siedzę i ryczę bo znowu okres. Mam dość od 9 lat (z przerwą 15 miesięczną na ciążę i krótki – na co liczyłam odpoczynek) staram się o dziecko. Zbudowaliśmy dom z 3 dziecięcymi pokojami – bo ja je tak nazywam i się ciągle łudzę i mam nadzieję. In vitro – klapa. Psychicznie nie dam rady więcej. Na adopcję mąż daje nadzieję i za chwilę odbiera bo on nie jest pewny. A mamy blisko jeden z lepszych ośrodków w kraju. Mam w sobie tak ogromny żal jak nigdy przez te wszystkie lata. Nawet po stracie :-(. Potęgują go jeszcze wyrzuty sumienia – bo mam i tak więcej niż Ci, którzy nie maja swojego Ludzika. Ale już nie daję rady. Jak mam znaleźć ten spokój.

      • ~EwaJa pisze:

        Aga, przykre to bardzo, co piszesz. Nie wiem, czy dobrze Cię zrozumiałam? Podeszliście do in vitro i się nie udało, czy się wycofaliście? Wiesz dobrze, że tą naszą córeczkę to w zasadzie „wykrzyczałam” bo mój mąż długo nie chciał słyszeć o adopcji. Nawet podczas oczekiwania na telefon, do końca nie byłam pewna, czy się nie rozmyśli, choć już wtedy zapewniał, że też nie może się doczekać. Czy warto stawiać sprawę na ostrzu noża? Nie wiem.. Mogło się nie udać i dziś być może nie bylibyśmy małżeństwem.. A jednak się udało. Choć pewnie wiele osób wiedząc jak walczyłam i kłóciłam się z mężem – uznało by mnie za wariatkę i powiedziało, że powinnam pogodzić się z bezdzietnością, skoro mąż nie chce adopcji. Nie wiem, co Ci doradzić. Nie wiem, jakie opory ma Twój mąż. Rozumiem Twoje pragnienie powiększenia rodziny. I nie ważne, że masz już dziecko. Nie czuj się nie fair w stosunku do tych, co walczą o to, by było to jedno. To Twoje życie i Twoje marzenia, a masz prawo marzyć o dużej rodzinie.
        P.s Po trudnych pierwszych miesiącach z małą, zarzekałem się, że jedno dziecko mi wystarczy. Dziś.. sama nie wiem.. Choć jako mama czuję się spełniona i myślę tu bardziej o tym, żeby L. nie była sama. Na razie finanse nie pozwalają nam na powiększenie rodziny. Z metrażem też kiepsko. Czas pokaże..

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      <3

  19. ~olga81 pisze:

    Ob, gratulacje​! Ktoś czuwał nad wami. Udanego pompowania mleka (szukaj grupy KPI mamy na Facebooku, dużo technicznej pomocy i przy przejściu na kp rady). Odpocznij w końcu. Mialam wcześniaki na reha z Helusią-wspaniale rosły i pięknie się rozwijały.
    Iza, myślę, że uczucie pustki i żalu zniknie, kiedy pojawi się dziecko. Będzie waszym całym światem.

    • ~ana86 pisze:

      Olga, jaki rodzaj rehabilitacji mialas z Heluszka? Vojte moze? Ja zaczelam wlasnie z malym vojte i tak strasznie placze mi a 4 razy dziennie robimy…nieraz to juz placze z nim ale co zrobic. dlugo sie rehabilitowalyscie wogole? Heluszek to juz duza panienka pewnie :)

      • ~Wężon pisze:

        Ana, przy Vojcie dzieci zawsze płaczą. Nas to na szczęście ominęło.
        Prawie rok latałyśmy na NDT Bobath. To było bardzo przyjemne i przynajmniej miałam cel spacerów.
        Zalecone było tak ogólnorozwojowo, do pomocy, żadnych wskazać pod kątem nieprawidłowości nie było.

        • ~ana86 pisze:

          Wiem wlasnie Wezon bo wszystkie dzieci sie tam dra ostro i czytalam tez o tym troche. Pocieszajace ze dziecka to nie boli tylko sie buntuje unieruchomione na ten ucisk. Ale mimo wszystko ten placz bywa nie do zniesienia momentami….Bobatha tez mamy i do tego jeszcze masaz. W porownaniu z Vojta to czysta rekreacja.

          • ~Wężon pisze:

            A czemu musicie to robić? Coś wyszło nie tak?

            • ~ana86 pisze:

              No mój maly ma wzmożone napiecie mięśniowe i być może leciutka asymetrie. Glownie jednak chodzi o to napiecie…Bidulek chyba miał tak ciasno w tym moim malym ciążowym brzuchu ze teraz ciężko mu się zaadoptować w większej przestrzeni i go nosi. Ale żeby tak Vojtą od razu to mnie najbardziej drazni ehh.

              • ~olga82 pisze:

                Ana, my już skończyłyśmy. Lekarka nas wypisała w zeszły wtorek. Uznała, że nie widzi potrzeby. Ogólnie to dzieci tam chodzą do momentu aż same nie zaczną chodzić. Helena jeszcze nie chodzi. Jesteśmy przed operacją czaszki. Reha z powodu obniżonego napięcia. Asymetrię też ma lekką, ale to mnie nie martwi:) mieliśmy bobathem. Też przeszlam ryki i protesty. Przykro mi było, ale tłumaczyłam sobie, że to chwilka dla jej dobra. Wspomagacie się bobathem? Zobacz sobie filmiki Staszek Fistaszek na You tube. Bardzo fajnie zrobiona dokumentacja reha bobathem na każdym etapie. U nas Hela lubiła ćwiczyć na piłce.

                • ~ana86 pisze:

                  No i wlasnie Olga jeszcze jedno pytanie…jak to u Was bylo z ta czaszka malutkiej dokladnie? Kto zdiagnozowal problem i na jakiej podstawie? przypomnij mi prosze co stwierdzili Helence?Mam taki problem z moim malym ze ma przod glowki jakby widocznie wyzszy niz tyl. Od urodzenia z przodu nawet wloskow nie mial a od polowy glowki byly dlugie. Nikt nie wie co poradzic, co zbadac. Mowia ze chyba taki jego urok. Ginekolog mi mowil pod koniec ciazy (nie jeden) ze maly siedzial dlugo bardzo nisko przy bardzo malym brzuchu i teraz jest teoria ze tak sie odgniotl w ciazy. Maly ma 4 i pol miesiaca a ciemiaczko juz prawie zaroslo! Jak to ma sie wyrownac? Do jakiego specjalisty moge isc? Poradz cos prosze moze z doswiadczenia. Jesli wolisz tutaj czy mailem. A bobatha tez mamy, filmiki obejrze z checia :)

                  • ~olga82 pisze:

                    gmail.com

                  • ~EwaJa pisze:

                    Ana86 moja mała ma też ma krzywą główkę. Gdy spojrzy się z góry, to widać, że z jednej strony jest lekko wklęsła. Córeczka miała asymetrię i kręcz szyi, może to dlatego..? Wielu lekarzy nam mówiło, że to się z czasem wyrówna. Nie wyrównało się. Ale odkąd urosły jej włoski, nikt, oprócz nas, tego nie widzi ☺ Twojemu synkowi szybko zarosło ciemiączko. Konsultowaliście to z neurologiem? Pytam, bo mojej L. zarosło, gdy miała nie całe 8 miesięcy i lekarze twierdzili, że to dość szybko. W każdym razie neurologicznie u nas wszystko ok.

                  • ~Wężon pisze:

                    Szybko z tym ciemiączkiem. U Laury było odwrotnie, bardzo długo nie zarastało, zostało takie miękkie kółeczko. Aż robiliśmy badanie na gospodarkę fosforanowo-lipidową. Wyszło OK, a ciemiączko w końcu zarosło.

  20. ~Wężon pisze:

    Dziewczyny, transfer będzie. :)
    W poniedziałek o 12:00.
    Teraz żeby tylko zarodki nie zrobiły psikusa i nie padły po rozmrożeniu.

    Biorę Encorton i Clexane. To, co niektóre z Was tak na wszelki wypadek od razu. Ciekawa jestem, czy to coś zmieni.

  21. ~Patrycja pisze:

    A tak z ostatniej mej wizyty u pani hematolog – ciekawostki. Jej zdaniem w ciąży na heparynie należy badać także/przede wszystkim poziom homocysteiny, bo sam pomiar d-dimerów i fibrynogenu jest niemiarodajny (są fizjologicznie podwyższone). Szacuje się, że mutację MTHFR (heterozygotę) ma ok. 30-40% populacji (!). Często z badań wychodzi, że w dalszym przebiegu ciąży heparyna nie jest potrzebna, ale rozumie, że pacjentki chcą ją nadal przyjmować „na wszelki wypadek” i nie oponuje (z czego wnoszę, że w istocie nie jest groźna – w dawkach profilaktycznych, oczywiście).

    • ~LILOĄ pisze:

      Ja poziom homocysteiny od początku ciąży badałam zaledwie raz. Mam mutację MTHFR z mieszaną heterozygotą C677T oraz A1298, immunolog nie kazała powtarzać tego badania.
      Co miesiąc badam oczywiście dimery, anty Xa oraz białko S. Wcześniej również powtarzałam przeciwciała przeciwko kardiolipinie.
      Do 27 tygodnia wszystkie wyniki były unormowane. W tym czasie wszystko się rozjechało a dawka clexane została podwyższona z 60 do 80 mg. Ponoć to norma w tak zaawansowanej ciąży.
      Za 2 tygodnie kolejne badania.

      • ~Wężon pisze:

        Liloą, przeciwciała przeciw kardiolipinie miałaś od początku, przed ciążą? Teraz masz, czy nie?

        • ~LILOĄ pisze:

          Badanie przeciwciał przeciw kardiolipinie pozwala m.in. na diagnozę zespołu antyfosfolipidowego. Wmoim przypadku dwa badania wykonane w odstępie 6 tygodniu wskazały na ich niewłaściwy poziom. Jak w opisie napisała immunolog
          jeśli chodzi o zespół antyfosfolipidowy , spełnione kryterium laboratoryjne natomiast niepełne kryteria kliniczne. Wtedy dodatkowo włączyła Acard 75mg.

      • ~Patrycja pisze:

        Zaczynam myśleć, że mimo chęci umysłem swym tego nie ogarnę ;-). Problemu immunologicznego nie mam (a przynajmniej nie wiadomo, abym miała – z podstawowych badań nigdy nie wyszedł, wiem, że może być utajony), mam tylko MTHFR, chyba ten sam zestaw co Ty, Liloą. Wypadnie mi, acz z niechęcią, zaufać lekarzowi.
        Myślę, że i immunologia, i problemy z krzepliwością (co często sprowadza się do tego samego) to rzeczy prawdziwie skomplikowane.

  22. ~Aksug pisze:

    Wezon gratuluje i trzymam kciuki. Ja mialam taki sam zestaw lekow plus acard. Polozna mi powiedziala zebym na endometrium kieliszek wina pila. Choc zawsze myslalam ze przy tych wszystkich lekach nie mozna. Mi pomoglo. No i oczywiscie orzechy nrazylijskie i ananas ;) trzymam za was kciuki

    • ~Superaneczka pisze:

      Aksug, od jakiego momentu bralas acard? Ja tez slyszalam o czerwinym winie ale biore tyle lekow ze boje sie czy nie narobie tym winem problemu! Myslisz, ze faktycznie pomoglo? Pozdrawiam

      • ~pati pisze:

        Ja piłam, jadlam orzechy ananasa i na moje endo to średnio pomogło, piłam acc max na poprawe śluzu, miałam żel specjalny poprawiający ruchliwość plemników, leżałam z nogami w gorze i nic. Jedyne co pomagało to leki ze z 4mm jak miałam teraz wskakiwalo na 7-8 w momencie podania Pregnylu. Mi przez 2 lata średnio pomogło wino i suplementy i wszystko na poprawe endo ale to wszystko zależy od organizmu. Pisze oczywiście w kontekście starań na stymulacji i przed ivf. Bo do ivf miałam endo 6,5 mm. A na mniejszych dawkach w kolejnych cyklach po punkcji i dłuższym czasie na metforminie miałam to magiczne 8 :) i w 3 cyklu zaszłam.

  23. ~Superaneczka pisze:

    Wezon trzymam mocno kciuki :*

  24. ~po pierwszym in vitro pisze:

    Wężon trzymam kciuki!!!!

  25. ~Kas pisze:

    Wężon trzymam kciuki :)

  26. ~Agac pisze:

    Wężon kciuki zaciśnięte!!

  27. ~pati pisze:

    Weżon kciukasy za poniedziałkowy transfer !! Ty startujesz z transferem w pon a ja „chyba” z długim protokołem bo z wizyty u prof S. nic nie zrozumiałam.

    • ~martucha pisze:

      Pati jak to chyba? to działasz od dziś czy nie?

      • ~pati pisze:

        no lece na dupku później sama doczytałam cos z Pipella jakies nieinwazyjne pobranie kawałka endo. Sama nie wiem co on chce zrobić bo nic nie tłumaczył :) a na pytanie moje „chwila jeszcze raz” usłyszałam ma pani wszystko napisane na kartce. Więc jak tabsy to chyba długi protokół, nie wiem nie myśle wszystko się nałożyło na siebie ale jak już pisałyście wyżej nigdy nie ma odpowiedniego momentu :) niech sobie robi co chce byle by ładnie wystymulował, mam mase badań do powtorzenia a jak mowie że hcv hbs itp. miałam na wypisie ze szpitala to stwierdził że to nie dokument. Więc teraz będę kombinować i zobaczymy co z tego wyjdzie. Nie spinam się nie napinam nie myśle wogole o tym w realiach „uda się”, pożyjemy zobaczymy. Poza tym ja niecierpie tej kliniki dlatego może takie olewcze moje podejście. A może i lepiej nie będę się stresować.

  28. ~Ewelinaaa pisze:

    Izo być może przegralas walkę z in vitro choć nie wiem czy można to tak nazwać? Ale wygralas coś bardzo cennego Wasze małżeństwo, miłość. A niedługo na pewno poczujesz smak macierzyństwa :-)

    Dziewczyny ja nie wiem czy mnie pamietacie. Mam synka z in vitro, ostatnie podejście do ivf udane. Synek ma roczek. Niedawno odstawiłam go od piersi. A dziś? Pozytywny test ciążowy! Czy to jest możliwe? U mnie cykle bezowulacyjne u mojego M 2% prawidłowych plemników. Lekarze dawali małe szanse na naturalne poczęcie. Powiedzcie czy test ciążowy może się mylić?!

    • ~pati pisze:

      Ewelinaaa pędź na bete wówczas wszystko będzie jasne, ale już sądze że można gratulować ci naturalnego cudu :)

    • ~martucha pisze:

      Ewelinaaa tutaj wszystko jest możliwe :-)

      szkoda, że aż tyle musisz czekać na zrobienie bety

    • ~Patrycja pisze:

      Możliwe możliwe :-) Mam nawet znajomą – jedno małe dziecko z IVF, chciała jeszcze mimo poważnego wieku (42 lata) postarać się tą samą drogą o kolejne, w klinice nie dali jej nadziei… za 2 miesiące była w ciąży naturalnej :-).

    • ~Wężon pisze:

      Ewelinaaa, jak dziś pamiętam Twoją rozpacz, że to ostatni raz, pewnie nie będziecie mogli sobie pozwolić na więcej, a czujesz, że nic z tego.
      Cykle bezowulacyjne nie mogą być zawsze bezowulacyjne. Wystarczy jedna komórka na rok i ten właściwy plemnik. Trzymam kciuki. :)

    • ~niebieska pisze:

      Ewelinaaa, wzruszyłam się Waszym cudem.
      Ja wierzę w to, że takie dawki hormonów nie pozostają dla organizmu obojętne, że ciąża go czegoś uczy, zmienia, reguluje. Testy ciążowe mylą się raczej w drugą stronę. Jesteś w ciąży :)

    • ~Ewelinaaa pisze:

      Wezon ja też pamiętam swoją rozpacz… pamiętam jakby to było wczoraj.
      Jutro powtórzę sikanca a w środę pójdę na betę.
      Najśmieszniejsze jest to że ja nawet nie pamiętam dokładnej daty ostatniej miesiączki. Pamiętam mniej więcej kiedy to było, ale jakoś nie zapisałam. Ja już teraz w ogóle nie kontrolowalam tych dni plodnych nieplodnych Ani śluzu. I właśnie zastanawiam się czy sikance mogą się mylić w tą stronę.

  29. ~mimami pisze:

    Wężon trzymamy kciuki z mała Mi :-)

  30. ~Borówka pisze:

    Go Wężon! :)

  31. ~martucha pisze:

    Wężon wychodzi na to, że szybciej będziesz w ciąży niż ja urodzę! dziś 40tc 3d a tp wg usg był 9 czerwca.

  32. ~Anett pisze:

    Wężon go go go! Coś czuję że będą z tego dzieci :)

  33. ~Wężon pisze:

    Jestem w klinice, zapłaciłam, czekam. :)

  34. ~Kaja pisze:

    Wezon, kolejne 4 kciukaski zaciśnięte! Jak było?

  35. ~olga82 pisze:

    Martucha, powodzenia. Hela zdecydowała się wyjść w 40tc7d:) w ostatnim momencie.

  36. ~olga82 pisze:

    Ewelina, cudnie:) to wspaniałe wieści:)

  37. ~Aksug pisze:

    Superaneczka. Niestety nie pamietam od ktorego momentu bralam acard. Ale chyba jakos od poczatku cyklu albo od dnia transferu. O winie powiedziala mi polozna ktora wypisywala recepty na leki. Wiec chyba wiedziala co mowi. Ilo czerownym winie mowiac mysle o lampce a nie o lampie :) albo butli. Ja lubie wino i musialam sie pilnowac zeby nie przesadzic. Wino odstawilam w dniu transferu. Endometrium bylo wzorowe.

    • ~Superaneczka pisze:

      Dzieki Aksung. A do kiedy bralas acard? (Do jakiego momentu?) Przepraszam, ze sie tak wypytuje ale niestety moj lekarz w uk idzie po najmniejszej linii oporu i nie udziela mi zadnych informacji ponad to co musi mi powiedziec, wiec wlasciwie to lecze sie na wlasna reke!:/

  38. ~martucha pisze:

    Wężon?

    • ~gaja pisze:

      Właśnie? Mam nadzieję, że cisza dlatego, że grzecznie odpoczywasz po transferze…

      • ~Wężon pisze:

        Gaja, a u Ciebie jaka decyzja? Kiedy kolejne podejście?

        • ~gaja pisze:

          Myślę. Ja i tak każdy cykl mam estrofem (HZT) więc może pójdę na USG i zobaczę jak endo… Ale transfer wypadłby tuż przed sporą imprezą=stresem, sama nie wiem…

          • ~Wężon pisze:

            Obejrzyj endo, będziesz się martwić co robić, jak będzie ładne. A jak i tak do niczego to przynajmniej będziesz wiedziała, że nie straciłaś szansy.
            Co to za stresująca impreza? Jakaś służbowa?

  39. ~martucha pisze:

    Psuja, Bianka – jak tam u Was? Wężon się coś nie odzywa, może chociaż Wy napiszecie jak sytuacja się rozwija?

    Ewelinaaa robiłaś kolejne sikańce?

  40. ~Wężon pisze:

    Jestem, jestem. Wszystko OK, z transferami nigdy nie ma u mnie problemu. Dawałam znać, że zapłaciłam i czekam, czyli transfer będzie.
    Beta 30 czerwca, a urlop od 1 lipca rano.

    Jest tylko jedna denerwująca rzecz. Okazało się, że rozmrozili oba zarodki, bo takie młode zawsze mrożą po dwa. Wzięłam oczywiście jeden, z dwoma już nie zaryzykuję. I ten drugi został na obserwacji. Nie zamrażają od razu z powrotem, tylko czekają do blastki. Coś czuję, że nie da rady. Jutro mam dzwonić i się dowiadywać.
    Ale przykro mi, że to jednak moja ostatnia szansa z tej stymulacji i nie wiadomo, czy nie w ogóle.

    Powoli zaczynam myśleć co dalej. J. się nie wypowiada, co z 3 stymulacją.

    • ~Kas pisze:

      Ech, u nas to samo było właśnie, ja co prawda chciałam oba, ale właśnie dr powiedział, ze innej opcji nie ma. Ciekawe, czy tylko u nas w klinice tak robią z tym mrozeniem podwojnym. Trzymam kciuki, powodzenia.

      • ~gaja pisze:

        W B. zamrozili mi trzy (!) razem. I te dwa po odmrożeniu na obserwacji nie ruszyły i nie dały się ponownie zamrozić.
        Teraz w K. sami mówili, że zamrożą osobno, ale ja i tak jeszcze ze 3 razy to podkreśliłam…

      • ~mała Ania pisze:

        Ja mam w novum zamrożone dwa pakiety po dwa zarodki także nie tylko u Was tak robią.

    • ~Mamatobe pisze:

      Wężon, tradycyjnie, trzymam kciuki. My podchodzimy ostatni raz w wakacje. Mamy dwa zamrożone razem zarodki. Jeśli się rozmrożą, to podajemy obydwa. Póki co, badania w toku :)
      Iza, pozdrawiam najcieplej :) Śledzę wszystko.

      • ~Wężon pisze:

        Mamatobe, ale ostatni raz, to znaczy, że po porodzie masz te dwa? Jeszcze nie podchodziłaś do transferu?
        Będziesz opisywać na blogu?

        • ~Mamatobe pisze:

          Wężon, jeszcze nie podchodziłam. Chciałam wcześniej, ale w pracy przygotowali niespodziankę więc postanowiłam wrócić a transfer odłożyć na kilka miesięcy. Jak wyniki będą ok, to stratujemy w lipcu lub sierpniu. Tak czy inaczej, więcej szans nie będzie. Nie mamy więcej zarodków, a ja nie zdecyduję się na kolejną stymulację.
          Co do blogowania.. nie wydaje mi się żebym miała czas. Nawet w tej chwili jestem ze wszystkim do tyłu :)

    • ~Kaja pisze:

      I-med Poznań tak samo. Sami zamrozili w pakiecie 2 zarodki razem bez żadnej konsultacji z nami co myślimy w tym temacie.

    • ~Patka pisze:

      uda się tym razem :)

  41. ~s-mother pisze:

    Włażę na bloga po kilku ładnych miesiącach, a tu Wężon świeżo po transferze. Najssss!

    • ~Kas pisze:

      S-mother jak tam twoje dziewczyny? Dają tak czadu jak moje ;) ?

    • ~Wężon pisze:

      No S-mother, myślałam, że już o nas zapomniałaś całkiem.
      Dobrze trafiłaś. W maju też miałam transfer, nieudany.
      Ale moje endo takie grzeczne, że co miesiąc się nadaje.
      Spełniło się przynajmniej moje jedno małe marzenie, żeby tak po prostu podejść cykl po cyklu, bez czekania pół roku.

  42. ~Agac pisze:

    Wężon a może drugi zarodek okaże się siłaczem i dorośnie do ładnej blastki?

    Ja staram Ci się dorównać absurdem historii medycznych. Trochę się wydarzyło, więc dla porządku krótkie sprawozdanie: zrobiliśmy transfer ostatniego zarodka (blastka z VI doby), dostałam plamienia, więc bhcg w 6 dpt na zalecenie lekarza. Przyszedł wynik. 3300,0. Badanie w obcym mieście, więc myślę, pomylili przecinki. Telefon do labu, sprawdzają, jednak nie, wynik taki jak wypluł automat. Powinna być radość, a była panika razem z lekarzem na telefonie, bo to przecież dużo za dużo. Więc co? Podejrzenie współistnienia ciąży z poprzedniego cyklu (w którym tez był transfer), prawdopodobnie pozamacicznej. Osiwiałam. Długi weekend u rodziców, podkarpacie, brak swojego lekarza, załatwianie usg w panice. Zero objawów bólowych, na usg widoczny pęcherzyk w macicy (ale lekarz jakiś niepewny, więc mu nie ufam). Beta po 48 godz – 4500. Siwieję dalej. Usg dziś (12dpt), żadnych oznak pozamacicznej, za to w macicy jest ładny pęcherzyk ciążowy z widocznym pęcherzykiem żółtkowym. I weź tu bądź normalną :)

    • ~gaja pisze:

      A jest możliwość, że zaszłaś w ciążę naturalnie tuż przed transferem?

    • ~Ewelinaaa pisze:

      Może to naturalna ciąża?

    • ~Agac pisze:

      Nie ma szans. Musi być z tego bądź poprzedniego transferu. Pęcherzyk wygląda na 4 tyg ciążę, więc by się zgadzała. Natomiast beta z kosmosu.

      • ~Wężon pisze:

        No to nieźle Agac. :) A który to był transfer?

        Betę powtarzałaś jeszcze? Kiedy masz znowu USG, żeby zobaczyć serduszko?

        • ~Agac pisze:

          Wężon 6 transfer, z czego 2 na lekach na tarczycę, uzupełnionym niedoborze D, z acardem, na przeciwzakrzepowych i ogólnie w pełnej obstawie (poza encortonem, bo moja lekarka akurat odradza).
          Bety mam nie robić, bo jeśli współistnieją 2 ciąże (tylko jedna się gdzieś chowa) to i tak się nic nie da wyczytać z wyniku. Usg w pt, bo lekarka wraca z urlopu i chce mnie zobaczyć osobiście. Dzisiejsze robiłam u mojego wieloletniego lekarza od usg wyłącznie. Na serduszko mam przyjść za 2 tyg. Na

          • ~Wężon pisze:

            Ile miałaś zarodków z ilu rozmrożonych komórek? Widać, że to jednak działa.

            • ~Agac pisze:

              W sumie rozmrażali 8 komórek (2 się źle rozmroziły). Z tych 6 dobrych było 6 zarodków, z czego 1 transferowany w V dobie, 3 zamrożone w V lub VI dobie, 2 niedotrwały.

              Ja na pewno nie żałuję decyzji o zamrożeniu oocytów, bo boję się nawet myśleć jakie mam amh po 3 stymulacjach uwzględniając i tak już niskie wyjściowe. Plus można sobie oszczędzić trochę pakowania się hormonami.

              • ~Ania pisze:

                Agac to rzeczywiście cuda na kiju bo ja też ostatni transfer miałam blastocysty z 6 doby i beta po 6 dniach od transferu wynosiła 7,48. Myślałam że nic z tego ale ładnie sobie przyrastała i aktualnie jestem w 13 tc. Ty teraz podchodziłaś do transfery na cyklu naturalnym czy na sztucznym? A poprzednim razem? Bo coś mi się wydaje że pomiędzy transferami zaszłaś naturalnie. Najważniejsze że pęcherzyk jest w macicy, trzymam kciuki za pozytywny rozwój wydarzeń!

                • ~Agac pisze:

                  Ania oba na naturalnym i to nawet bez ovitrelle/pregnylu. Jeśli naturalnie to owulacja musiałaby wystąpić 2 razy w ciągu tygodnia, bo oczywiście była w pełni monitorowana. Ale mój organizm jest specem od cudów na kiju więc kto wie :)

                  • ~Ania pisze:

                    Agac jeśli na naturalnym to moim zdaniem szanse mieliście jak najbardziej nawet podczas okresu. Więc nic tylko się cieszyć i myśle że z każdym kolejnym usg będziesz to miała czarno na białym :)

                  • ~Wężon pisze:

                    Agac, ale wiek zarodka z USG odpowiada wiekowi z transferu,czy wygląda na większy?

                  • ~Agac pisze:

                    Z usg wiek z transferu. Tylko ta beta sieje zamęt… W życiu nie sądziłam, że będzie mnie martwić za wysoka beta.

      • ~Kaja pisze:

        Niesamowite! Jak to w ogóle możliwe, że przy transferze przegapili ciążę z poprzedniego transferu? Jeśli się okaże, że oba zarodki się przyjęły, to będą bliźniaki, z tym, że jeden młodszy, a drugi starszy?
        Agac, gdzie pochodziła do transferu?

        • ~Agac pisze:

          Kaja to wszystko jedna wielka zagadka :) i potencjalnie mówimy o tym, że pomimo jakiejś ciąży miałam miesiączkę w pełnym endo napadzie, owulację
          Jeśli ta druga ciąża jest, to pozamaciczna, więc niestety przy 2 usg przed transferem nikt jej nie szukał. Natomiast teraz nigdzie jej nie widać, więc zaczyna to wyglądać jak odcinek Dr House. Ja w tym wszystkim postanowiłam się ucieszyć ciążą, gadam do brzucha, a co ma być to będzie.

          • ~gaja pisze:

            I tego się trzymaj. Przecież do licha ta pozamaciczna byłaby już tak duża, że musieliby ją widzieć! Może jesteś przypadkiem 1 na milion z tak wysoką betą :) Trzymam kciuki za „unormowanie” ciąży.
            Ostatnio tyle tu „cudów”, że wszystko jest możliwe!

            • ~Agac pisze:

              Gaja też sobie tak tłumaczę. Już jedną pozamaciczną zaliczyłam i brzuch bolał mnie od początku. Co prawda parę lat minęło i brzuch mam teraz dużo większy, więc jest się gdzie chować, no ale bez przesady ;)

              • ~Wężon pisze:

                A plamisz, czy przeszło?

              • ~Agac pisze:

                Przeszło. Lekarz wczoraj mówił, że widzi jeszcze jakieś resztki płynu w macicy (ja mam tam masakrę przez adenomiozę) i że mam się nie przejmować.

                • ~Kaja pisze:

                  Agac, wygląda na to, że swoją historią idziesz na rekord i bijesz nawet Gatka, która miała ciążę bliźniacza z naturalsa + transferu! Trzymam kciuki żeby jak najszybciej się wszystko wyjaśniło i żebyś juz była całkiem spokojna (jeśli w jakiejkolwiek ciąży to w ogóle możliwe :)

  43. ~Ewelinaaa pisze:

    Martucha tak powtarzalam. II kreski. Jutro idę na betę.
    Wezon faktycznie to dziwne. Ale ważne jest to co tu i teraz. Za niedługo beta trzymamy kciuki ☺ będziesz robiła sikance?

    • ~Wężon pisze:

      Nie wiem, jakoś zniechęcona jestem po tych ostatnich dwóch razach. Może wytrzymam do bety. Zobaczymy, jak się będę czuła.

      • ~Agac pisze:

        Wężon wiem, że temat nie jest prosty, ale przetrwałaś mega długie oczekiwanie na kolejne podejście, więc dasz też radę znaleźć w sobie siłę na sikańca i trochę optymizmu i tym razem :)

  44. ~Superaneczka pisze:

    Dziewczyny ktore z was braly acard przy in vitro? Czy robilyscie jakas przerwe na transfer? Od kiedy do kiedy bralyscie ten lek?

    Ja mam jutro pierwszy skan, w poniedzialek mialam pierwsze bedanie krwi i wyszlo, ze etradiol bardzo niski wiec kazali mi podwyzszyc dawke gonal f do 200. Boje sie, ze jak slabo przyrasta to chyba nic z tego nie bedzie.. dzis dzien 10. Jak myslicie, jest jeszcze szansa ze pecherzyki zaczna rosnac?

    • ~Agac pisze:

      Superaneczka ja biorę acard, bez przerw (niezależnie od transferów i całej reszty). Dlaczego masz zalecony?

    • ~Kaja pisze:

      Hej Superaneczko, u mnie acard był włączony dopiero po punkcji, a przed transferem jakoś na dzień czy dwa przed transferem. Brałam go w ciazy tak długo jak progesteron. Trzymam kciukaski!

  45. ~martucha pisze:

    Agac co za niesamowita historia! :-)

    Wężon jak tylko się dowiesz to daj nam znać co z Twoim silaczem. Ja nieustająco trzymam kciuki.

    Ewelinaaa czekamy na wynik bety

    • ~Wężon pisze:

      Martucha, a Ty urodź wreszcie. :)

      Dzwoniłam rano – jeszcze nie zamrożony, czyli do końca nie wiadomo, ale na razie żyje.

      • ~martucha pisze:

        Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. początek ciąży nietypowy i nerwowy, to i końcówka też musi mnie trochę przeczołgać…
        jutro rano mam się już zgłosić do szpitala, jeśli nadal nic się nie rozpocznie.
        A dokładnie 5 lat temu po nocnym porodzie już leżałam na poporodowej z moją córeczką :)

        • ~Kaja pisze:

          Martucha ale fajnie by było mieć dwójkę dzieci urodzonych tego samego dnia :)

          • ~martucha pisze:

            nie udało się niestety tego dokonać…

            • ~Kaja pisze:

              Martucha, ja próbowałam się w celować z urodzeniem młodego w swoje urodziny. Nie wyszło :( Później próbowałam w urodziny mojego brata 3 dni później. Nie wyszło. Maluch chyba chciał mieć swój własny dzień i wyszedł kolejnego dnia :)
              Jak się czujesz? Do kiedy masz deadline na naturalsa, kiedy ewentualnie masz się stawić w szpitalu jak się nic nie będzie działo?

  46. ~Ewelinaaa pisze:

    Beta 12252…

  47. ~martucha pisze:

    Wężon – jakie wieści?

    u mnie nic nowego, jutro rano izba przyjęć, będę do Was zaglądać oczywiście i to pewnie częściej niż z domu ;-)

  48. ~Meliska pisze:

    Mam pytanie dot. TSH i Euthyroxu. W cyklu in vitro miałam i mam podwyżone TSH, przy innych parametrach (FT3, FT4, anty TPO) w normie, czy jeśli nie mam chorej tarczycy (a raczej tak jest, wzrost TSH jest prawdopodobnie od Encortonu – telefoniczna konsultacja z endokrynologiem), to czy braniem Euthyrox nie zaszkodzę sobie i przez to coś mi się może zacząć dziać z tarczycą?
    TSH jest takie między 2.5, a 2.9, badałam już z 5 razy w ciągu miesiąca (raz było 4).

    • ~Wężon pisze:

      Też jestem ciekawa i się nad tym zastanawiałam. Czy ingerencją w zdrową tarczycę czegoś nie popsujemy.
      Jak się czujesz? Jakieś przeczucia? Kiedy beta? Może jutro się skusisz?

      • ~Meliska pisze:

        Gryzie mnie to kurcze. Może któraś dziewczyna ma doświadczenie z tym tematem?
        Wężon, nie nastawiam się w żadną stronę, chyba poczekam do poniedziałku… a może w weekend sikaniec… Jutro będzie 11 dpt (2-dniowe zarodki).
        A Ty jak tam?

        • ~Wężon pisze:

          Na Twoim miejscu jutro bym zrobiła betę. Po co czekać przez weekend. Już powinno coś wyjść.
          Ja miałam przecież transfer w poniedziałek po Tobie i wypisał mi betę na następny piątek, czyli sam lekarz zlecił 11 dpt.
          A jutro dzień ojca, piękny moment na pozytywną betę. :)

          Ja na razie spokojnie, bo za wcześnie jeszcze na jakiekolwiek sprawdzanie. Myślę, że od poniedziałku zacznie mi się spieszyć. :)

          Na razie jeszcze trochę niepewności, czy zarodek da się zamrozić.
          Gdybym miała podawaną blastkę, to dopiero teraz byłby transfer, to gdzie tam do bety i objawów.

          • ~Meliska pisze:

            Wężon, ilu dniowy zarodek miałaś podawany?
            Zastanawiałam się jeszcze nad betą w sobotę (jeśli w szpitalu by mi łaskawie zrobili), bo raz, że dzień dłużej, a dwa, że w poniedziałek bym powtórzyła po 48 h (w niedzielę nie będzie gdzie). Magia Dnia Ojca i Nocy Świętojańskiej? ;)

            • ~Wężon pisze:

              Dwudniowy. Pisałam wyżej, dlatego ten biedny drugi czeka do blastki.
              To 3 transfer z tej stymulacji i betę miałam 12 dpt, 13 dpt i teraz 11 dpt zleconą. :)

              • ~Meliska pisze:

                Sorki, nie doczytałam :)
                Na mojej karcie informacyjbej jest napisane żeby test zrobić w 15 dpt ;)
                Trzymam kciuki za blastkę!

        • ~Katarzynka pisze:

          Melisko ja zrobiłam sikańca 10 dni po transferze 2-dniowych zarodków, była blada kreska, czułość testu 10, tego samego dnia zrobiłam betę (62,52). Było to 5 marca. Mała Ania też zrobiła podobnie, zresztą Ona i jej wpisy była dla mnie inspiracją do zmiany kliniki na N i wizyty u dr L, bardzo Ci Aniu dziękuję i Izie za bloga i Wam wszystkim za informacje którymi się dzielicie, są bardzo cenne. Czytam Was od bardzo dawna, jesteście skarbnicą wiedzy. Trzymam kciuki i kibicuję Wam wszystkim.

          • ~Meliska pisze:

            Katarzynka, mała Ania podobnie jak ja przenosiła się do N. do dr L., chyba w podobnym czasie.
            Niestety jestem też doświadczoną invitrówką po przejściach – to już 8 transfer (z 5 protokołów, w tym jeden cykl naturalny – obecnie). Moje podejście jest takie, że zawsze czekałam min. do 12 dpt, ponieważ wiem, że jak zrobię wcześniej i wyjdzie test negatywny, to tylko mnie to zestresuje, a pewności dalej mieć nie będę. Jeśli wychodzi na plus – super, jak ma minus to nadal niewiadoma, ale już zostaje czekanie z nutką rozczarowania i mniejszą nadzieją. Z moich wcześniejszych doświadczeń – gdy się nie udawało zupełnie to zazwyczaj okres przychodził zanim zrobiłam test (przed 14 dpt), a gdy się „udało” (raz biochemiczna, raz poronienie), to robiłam sikańce w 12 dpt i zaraz po pozytywnych testach szłam na betę.
            Rok temu po pierwszym podejściu w N. (przeniesienie z BS), też dwa 2-dniowe zarodki – test sikany i betę robiłam w 12 dpt, nie pamiętam wyniku pierwszej bety, ale poniżej 100 była w tym 12 dpt.
            Wężon, wtedy 11 dpt wypadał w Dniu Dziecka, fajne skojarzenie, ale coś czułam, że magii nie będzie i zrobiłam dzień później…
            Jeszcze się zastanowię kiedy robić, ale na razie jakoś dosyć spokojnie czekam :)

    • ~Lidka pisze:

      Meliska, nie wiem czy ta informacja Ci pomoże, ale u mnie TSH było trochę powyżej 2 (nie pamiętam dokładnej liczby, mogę sprawdzić) i nikt tutaj (mieszkamy za granicą) nie widział w tym żadnego problemu w kontekście podchodzenia do in-vitro i nie brałam niczego na tarczycę (no może poza jodem zawartym w kompleksowym preparacie dla kobiet w ciąży). I się udało :-).

    • ~Superaneczka pisze:

      Maliska, ja chcialam tylko dodac ze pod hodze do ivf w uk i tu nikt nigdy mi nie sprawdal tsh i wiem ze nie badaja jego poziomu przed ivf. A klinika mimo tego ma podobno 60% skutecznosc. Wiec ciezko mi uwierzyc ze tsh ma jakis znaczacy wplyw…

    • ~ob pisze:

      Wiadomo, Euthyrox to nie cukierki ale w małej dawce i na stosowany chwilę nie powinien rozwalić zdrowej tarczycy. A jak dawka, bo nie doczytałam? Mnie właśnie endo odstawił leki, bo uważa, że 25 ug lub mniej to dawka śladowa i nie ma sensu się czymś takim faszerować.

      • ~Meliska pisze:

        ob, 3 tyg. brałam w dawce 25, ale raz spadło trochę, raz uroslo – waha się między 2.5, a 2.9. Nie wiem co robić, niżej napisałam pod wpisem Anitt.

    • ~Agnieszka pisze:

      Nie wiem jak przy Encortonie, ale ja miałam TSH 2,5-2,9 przy stymulacji i przez rok zbijali mi do 1. Zresztą w ciąży też trzymają na niskim poziomie. Tarczyca zdrowa i po porodzie mam odstawiać leki zupełnie, bo 2,5 poza staraniami i ciążą jest ok.

  49. ~Wężon pisze:

    Superaneczka, jakie wieści po USG? Co tam się hoduje?

    • ~Superaneczka pisze:

      Hej wezon – endometrium bylo 8.2 (nigdy nie mialam tak grubego! Mysle se chyba pomogl selen w tabletkach) i duuzo pecherzykow, co jest normalne przy pcos. Z tym ze roznych rozmiarow, kilka juz 17mm, kilka 14mm i duuzo 11-12. Troche mnie martwi taki rozrzut… Jutro ostatnie juz usg – zobaczymy i decyzja czy punkcja w piatek.

  50. ~Po pierwszym in vitro pisze:

    Wezon, jak sytuacja? Silacz dal rade? Jak sie czujes

    • ~Wężon pisze:

      Nie wiem, dzisiaj dopiero 5 dzień. Jutro mam dzwonić.
      Czuję się OK, nic nie czuję na razie. :)
      Jestem na samym duphastonie to już zupełnie jest OK.

  51. ~Anitt pisze:

    Melisko, co do Tsh.. W czasie stymulacji tsh sztucznie sie podwyższa przez leki ktore bodajze działają na przysadkę.
    W klinikach zagranicznych stosuja zasadę jak jest udowodnione naukowo to ok a jak nie to noe biora tego pod uwagę, dla tego nie daja dodatkowych wspomagaczy w postaci np encortonu czy clexane jezeli niema potrzeby.
    Nie jest udowodnione ze podwyzszone tsh na etapie implantacji w czym kolwiek szkodzi. Po udanym transferze trzeba miec tsh pod kontrola.

    • ~Meliska pisze:

      Anitt, dziękuję za odpowiedź. Te wspomagacze w N. dają na wszelki wypadek, w BS prof. nic nie dawał poza progesteronem, ale jak widać mi lepiej idzie w N. :)
      TSH – nie wiem co teraz zrobić, w jakiej dawce Euthyrox, może za tydzień uda mi się dostać do endokrynologa, ale przez ten tydzień muszę i tak brać…

  52. ~martucha pisze:

    Melduje sie ze szpitala. Nadal w dwupaku… ech

  53. ~pati pisze:

    Czy jest ktoś u nas kto podchodził/ podchodzi w Salve do ivf?

  54. ~Renata pisze:

    Cześć dziewczyny.
    Co nadrobię zaległości to robią mi się nowe ;-) , już kilka razy zbierałam się żeby coś napisać ale na zamiarach się kończyło. Teraz wywołana przez Patkę (już dobrych kilka dni temu…) króciutko co u nas.
    Ale najpierw gratulacje dla Mam i dzieciaczków: Uczuciowa, Patka, Anitt, Anet, Anulek, Sza,Ob,Wendy wszystkiego dobrego dla Was-jeśli o kimś zapomniałam krzyczcie ;-) .
    Gratuluję naturalnych cudów, niesamowite!
    Ewelinaaa będziesz prowadzić ciążę ponownie u dr W?

    Wężon czekam na Twoją betę nie puszczając kciuków..

    Ostatnio pisałam o żółtaczce, niestety skończyło się szpitalem. A tam kroplówki, naświetlania i wydawało się że sytuacja opanowana. Po dwóch tygodniach – poziom bilirubiny taki jak w szpitalu a do tego leukocyty w moczu. No to szpital po raz drugi. Badanie moczu ok,(błąd laboratorium? zanieczyszczona próbka?-niewiadomo) więc wykluczono infekcje ale za to lekarze zainteresowali się słabym przybieraniem na wadze. Zrobili mnóstwo badań (min.tsh, cukier, cmv posiewy moczu, krwi) i doszli do wniosku że może po prostu potrzebowała więcej czasu żeby wagę nadrobić. Od tamtej pory nie choruje, przybiera powolutku, w swoim własnym tempie :-) .
    Co mnie martwi? Niestety asymetria i napięcie mięśniowe… Dziś zaczynamy ćwiczenia. Boję się! Jak zareaguje Lena, czy będziemy umieli ćwiczyć z nią w domu no i najważniejsze czy będą efekty.

    Ja idę spać a Wam życzę miłego dnia bo pewnie przeczytacie to rano;-)

    • ~ana86 pisze:

      Renata, my tez cwiczymy z malym. Mamy Bobatha, masaz i niestety Vojte. Daj znac jak zareagowala Lenka i na co chodzi. Sprobuj nie przejmowac sie placzem bo musimy to przejsc dla dobra maluchow przeciez. Trzymam za Was kciuki! Zdrowka dla Lenki, niech pieknie rosnie :)

      • ~Renata pisze:

        Ana, no to u nas tak: ośrodek do którego chodzimy preferuje Vojte. Ćwiczenia które nam pokazali nawet nie takie drastyczne chociaż przy drugim Lena ostro zaprotestowała i płakała już do końca wizyty. Tylko dwa ćwiczenia mamy, jedno na stabilizacje linii ciała, drugie na brzuszku- tu chodzi o podnoszenie główki i wymuszenie obracania jej w lewą stronę ( jak się domyślasz mała upodobała sobie stronę prawą). Mamy ćwiczyć w domu a kolejne spotkanie dopiero 12 lipca.
        Czy to nie za mało? Ty masz jeszcze masaże i bobatha. Zastanawiam się czy jeszcze tego nie skonsultować gdzieś.
        No i potwornie stresuje mnie to samodzielne ćwiczenie w domu. Nie sam płacz Lenki (to też :-( ), ale przede wszystkim obawa czy robię to dobrze i nie zaszkodze…

        • ~ana86 pisze:

          My to wogole trafilismy do szpitala rehabilitacyjnego typowo i tam mamy zawsze 2 razy w tygodniu bobatha, vojte i masaz do odwolania. Wy jestescie na nfz? Czy chcesz szukac prywatnie? Moge Ci podpowiedziec zebys nagrywala podczas zajec instruktora i w chwilach zwatpienia w domu przypomnisz sobie. Ja tak robilam bo tez sie balam ze zaszkodze. My mamy narazie z vojty 1 cwiczenie, zaraz doloza drugie ale spotkania tez zawsze 2 razy w tygodniu z babka i ona sama robi i sprawdza jak ja robie. Zobacz moze czy Lence to wystarczy-jak sprawdza ze jest lepiej to moze wystarczy to co zalecili a jak nie to poszukasz.

    • ~Wężon pisze:

      Renata, też czekam niecierpliwie, czy Clexane i Encorton będą miały jakiś wpływ pozytywny na betę. :)

      Zdrówka dla Was. Na pewno ćwiczenia pomogą.

  55. ~Meliska pisze:

    Wężon, Dziewczyny, zmobilizowałyście mnie, zrobiłam test – jest druga jaśniejsza kreska. Radość i lęk.
    Euthyrox brałam przez 3 tyg. w dawce 25, nie pomogło i na konsultacji telefonicznej w N. Pani Endokrynolog zasugerowała 50, ale nie chciała się tak konkretnie wypowiadać bez badania, na odległość.
    Nie wiem ile wziąć – 25 czy 50… Wizyta u endokrynologa może za tydzień.

    • ~Kaja pisze:

      Super! Trzymam kciuki za betę! Już cichutko gratuluję :)

    • ~Kaja pisze:

      Wiesz Meliska, tak sobie myślę o tej Twojej blade drugiej kresce. Pamiętam jak dziś dzień jak po 3 transferze zrobiłam sikanca. Zastanawiałam się najpierw czy go robić czy nie ale nie wytrzymałam i zrobiłam. Byl Negatywny. Nie było widać nawet cienia drugiej kreski :( Poszłam połamane do pracy i jak wróciłam, to wzięłam jeszcze raz ze smutkiem ten test do ręki i pod światło było widać bladziuchna druga kreskę. I ta bladziuchna druga kreska właśnie piła poranne mleko i kręci się teraz w łóżeczku obok. Na początku strach tez nie dopuszczał do mnie myśli, że to już jest ten moment kiedy mogę się cieszyć. Życzę Ci by Twój dzisiejszy test miał takie zakończenie jak u mnie :)

      • ~Meliska pisze:

        Kaja, ta kreska jest wyraźna, tylko jaśniejsza :)
        Raczej mój lekki strach wynika z mojej historii z zeszłego roku. Dziękuję za wsparcie.

    • ~LILOĄ pisze:

      Melisko,
      Ja przed ciążą brałam euthyrox w ilości 50/75 co 2 dzień. W trakcie ciąży dwóch endokrynologów zwiększyło dawkę do 100.
      Najlepiej jeśli zbadasz poziom hormonów tarczycowych bo rzeczywiście na odległość ciężko stwierdzić.
      Jedyne co mogę doradzić i tu chyba nie ma wątpliwości aby dawkę euthyroxu zwiększać stopniowo. Według mnie skok z 25 do 50 to za dużo na początek. Może zwiększ o 10 przez kilka dni aby ostatecznie dojść do 50 i wizyty u lekarza? .
      Jeśli się mylę sprostujcie mnie :-)
      Powodzenia Melisko:-)

      • ~LILOĄ pisze:

        A jaki miałaś ostatni poziom hormonów tarczycowych?

        • ~Meliska pisze:

          U mnie tylko TSH jest podwyższone, pozostałe parametry tarczycowe są w porządku i nie wskazują na chorobę tarczycy. I dlatego się waham – skoro TSH jest wrażliwe ma wiele rzeczy (stres, leki) to czy brać leki?
          U mnie prawdopodobnie jest podwyzszone od Encortonu, który biorę juz miesiac.

          • ~Meliska pisze:

            Poziomy TSH:
            26 maja – 2.84
            30 maja – 4.08
            6 czerwca – 2.57 (po 6 dniach brania euthyrox)
            20 czerwca – 2.87 (po 20 dniach brania euthyrox).
            30 maja – FT3 – 5.22, FT4 – 19.35 (wtedy gdy TSH 4.08), antyTPO – 1.33.

    • ~mała Ania pisze:

      Ja nie pamiętam Melisko, czy miałaś teraz świeży transfer po stymulacji, czy to był crio? Jeśli po stymulacji, to naturalne, że tsh rośnie i jest szkoła, która mówi, że jak lekarz wtedy zwiększa dawkę leków na obniżenie tsh to powinien wrócić na studia i się douczyc… wiem, że pani endokrynolog z N tak robi, że zwiększa :) ja zmieniam już sama dawki po wynikach, nie sądzę żeby zwiększenie o 25 było czymś drastycznym, ale najlepiej jak zrobisz badanie tsh, ft3 i ft4, nie musisz być na czczo więc możesz w każdej chwili, napisz jaki masz wynik, jest tego samego dnia i już. Ja osobiście gdyby sytuacja dotyczyła mnie, zwiekszylabym od razu i poszłabym zrobić wyniki. w ciąży zazwyczaj tsh się podnosi więc na pewno krzywdy sobie nie zrobisz większą dawka. Ale badania zrób.

      • ~Meliska pisze:

        Mała Aniu, miałam świeży transfer, ale cykl był naturalny. Brałam tylko przez 5 dni Clo i później Ovitrelle. No i encorton. Po transferze ze względu na moja historie jestem obstawiona lekami – fraxiparine, lutinus, luteina, estrofem, encorton, no i ten Euthyrox, z którym nie wiem co robić. Dziś wzięłam dawkę 25, zrobiłam beta HCG, progesteron i ponownie TSH, FT3 i FT4 – wyniki będą koło południa. Wtedy zadzwonię do N. i ich przycisnę żeby jasno określili jakie dawki mam brać.

    • ~niebieska pisze:

      Melisko, ciary mam, pamiętam Twoją historię i mocno trzymam kciuki za tego Siłacza, który objawił się bladą kreską.
      TSH się nie przejmuj (wiem, łatwo mówić). Dziecko nie korzysta z tego hormonu, a euthyrox nie wychodzi w badaniach tak szybko, lekarze zlecają kontrolę dopiero po 4 tygodniach. Możesz spokojnie brać, co Ci przepisał lekarz i poczekać na wizytę w przyszłym tygodniu. Ja zaczęłam się mieścić w normie dopiero jak weszłam w drugi trymestr i to głównie dlatego, że norma jest wtedy wyższa.
      Wracaj z piękną betą!

      • ~En pisze:

        Przepraszam, że się wtracę, ale dziecko właśnie korzysta z hormonow tarczycy mamy dopóki samo nie wytworzy własnej tarczycy :) pozdrawiam!

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      Melisko całym sercem jestem z Wami i trzymam kciuki , niech to będzie nudna i spokojna ciąża !!!

      • ~Meliska pisze:

        Dziękuję :)
        Przy wczorajszej becie zrobiłam TSH i było 2.32 (4 dni wcześniej 2.87), biorę póki co ten Euthyrox – 25, nie zwiększam dawki.

  56. ~Katarzynka pisze:

    Super Meliska, trzymam kciuki

  57. ~Wężon pisze:

    Martucha i jak? Masz prezent na Dzień Ojca przy sobie, czy jeszcze nie?

    • ~martucha pisze:

      Nadal się nie wykluł mały uparciuszek. Dziś tylko „mam czekać”

      • ~Ewelinaaa pisze:

        Martucha czyli czekasz nadal? U mnie oksytocyna zadziałała w dwie godziny ☺

        • ~martucha pisze:

          Na mnie w ogóle nie podziałala. A lekarz powiedział że kroplowki nie mogą dawać codziennie. Więc dziś czekam na rozwój wydarzeń a jutro chyba dadzą kolejną jesli nadal nic nie ruszy

  58. ~Wężon pisze:

    U mnie też pierwsza dobra wiadomość – jest blastka.
    Zamrozili, czyli jeszcze jedna szansa będzie.

  59. ~Meliska pisze:

    Dziewczyny, dziękuję :) Beta HCG w 11 dpt: 263.75

    • ~Wężon pisze:

      No, no, dałaś czadu. :)
      Magia poniedziałkowego transferu Wendy. :))
      Dzwonisz do N. i przyznajesz się, że już jesteś po becie, czy dasz znać po powtórzonej?
      Takiej to nawet powtarzać nie trzeba, jest świetnie.
      Biochemia wykluczona. A wygląda nawet na bliźniaki.

      U kogo teraz byłaś? Zostałaś u L., czy zmieniłaś lekarza?

      • ~Wendy pisze:

        Róbcie transfery tylko w poniedziałki :-)! Meliska czułam ze przerwa od transferów dobrze Ci zrobi i ze będzie sukces! Trzymam kciuki i kciuczki Kudłatego za dalsze przyrosty!

      • ~Meliska pisze:

        Dzwoniłam już do N. do mojej ulubionej pielęgniarki, która dała mi bezpośredni kontakt, powtórzę w niedziele i zadzwonię do niej znowu w poniedz.
        Wężon, ochłonęłam po ponad roku i wróciłam do dr L. Ale miałam u niego jedną wizytę (trochę chaotycznie i musiałam przejąć pałeczkę – dzwonienie, dopytywanie, np. zapomnieli o histeroskopii, dyskusja o protokołach – trochę przez pielęgniarkę i raz do mnie zadzwonił sam, bo poprosiłam żeby skonsultował mój przypadek z dr K. i siedzieli razem wtedy). Wizyta startowa u dr T. (nie było dr L.) – zalecany protokół krotki (wpisane w karcie przez dr L.), po wizycie długa rozmowa z pielęgniarka, bo coś wewnętrznie mi mówiło żeby nie robić stymulacji i zapytałam o cykl naturalny, wtedy Pani sprawdziła w karcie i jedna z propozycji dr K. była taka, dla mnie hura. Później telefoniczny kontakt w celu potwierdzenia czy dr L. to akceptuje, przyklasnął, monitoring robiłam u siebie i dzwoniłam do N. Przyjechałam tylko na punkcję i transfer. Z transferem wyszła niezła akcja (pisałam o tym), ale po „burzy” z dr W. i faktycznie w czasie burzy zarodki podał dr L. :)

        • ~Wężon pisze:

          Meliska, złe miłego początki. :)

          Ja nie miałam problemów przy transferze, za to potem nie chciał nas szlaban wypuścić z parkingu. 15 minut odstaliśmy. Pod domem się okazało, że nie mamy kluczy. Jarek zamknął moimi rano i obie pary zostały w torbie od laptopa w pracy. A sąsiedzi, którzy powinni mieć nasze zapasowe klucze nie mogli ich znaleźć. Posiedziałam u sąsiadki, a on pojechał do pracy, zebrał się i wrócił. A jak wreszcie weszliśmy do domu, to podgrzewałam obiad i jak wyjmowałam naczynie z piekarnika to się oparzyłam.

    • ~niebieska pisze:

      No to trzymam kciuki za Dwa Siłacze :D

    • ~mała Ania pisze:

      Meliska ♡♡♡

    • ~martucha pisze:

      Meliska!!! Super wiadomość ♡♥♡

    • ~Patka pisze:

      Gratulacje!!!

    • ~gaja pisze:

      Pięknie!!!!

    • ~Ewelinaaa pisze:

      Galratulacje ☺

    • ~Kaja pisze:

      Elegancko :) zobaczysz Meliska, tym razem będzie dobrze!!!

    • ~ana86 pisze:

      Brawo Meliska! :) :) :) Wow, cudne wiesci :)

    • ~Lidka pisze:

      Gratulacje!!! :-D

    • ~pati pisze:

      Gratulacje !!!

    • ~Renata pisze:

      Super Meliska :-) . Na takie wiadomości zawsze czekam :-D .

  60. ~Superaneczka pisze:

    Hej dziewczyny, wlasnie dostalam telefon z kliniki ze moj estradiol wynosi 12000:/ mimo trgo, w poniedzialek punkcja. Czy ktoras z Was miala tak wysoki estradiol? Bardzo boje sie przestymulowania. Juz teraz ledwo chodze, bo wszystko mnie boli..macie jakies rady, co robic?

    • ~martucha pisze:

      Mnie zdarzyło się mieć taki wysoki lub podobny. Zalecana dieta białkowa i picie wody. Ale transfer odwołano bo płynu było sporo. A kolejnym razem lekarka polecila zakupić odżywkę białkowa dla sportowców. Taką w proszku i taką porcję raz dziennie wypić i wtedy chociaż estradiol wyszedł przed transferem spory to czułam się super. Jakby był niziutki. Dodam tylko że odżywka rozrabiana z wodą była ohydna a z mlekiem już dało radę ją wypić.

      • ~Superaneczka pisze:

        Dzieki Martucha, a pamietasz kiedy zaczynalas ja pic? Przed czy po transferze?

        • ~martucha pisze:

          Po punkcji i raczej tylko do transferu,tego juz nie pamiętam dokladnie ale po transferze to raczej tylko wskazane przez lekarza leki i ewentualnie jakies suplementy z tych tu na blogu wielokrotnie polecanych. Ten transfer przed którym był bardzo wysoki estradiol ale dobrze sie czułam nie został odwołany.

      • ~Kaja pisze:

        Hej, u mnie jak u Martuchy. Estradiol był jakoś powyżej 8 tys, transfer odwołany. Zalecenia: dieta białkowa, dużo wody + Clexane 0,6.

    • ~niebieska pisze:

      Superaneczko, ja miałam ponad 6000 i zamienili mi ovitrelle na decapeptyl i odwołali transfer. Podchodziłam dwa miesiące później do crio. Według mojego lekarza hiperstymulację rozkręca albo ovitrelle albo ciążą, przy wyeliminowaniu tych dwóch czynników nie ma ryzyka.

    • ~Wężon pisze:

      Punkcja musi być, a co masz niby z tymi jajkami zrobić? Mają się zmarnować? To przecież one podnoszą estradiol. Punkcja nie jest żadnym niebezpieczeństwem.
      Transfer przy takim poziomie Ci prawdopodobnie przełożą.

    • ~ana86 pisze:

      Ja tez zawsze mialam estradiol w kosmos. Za pierwszym razem dlatego nie dopuscili mnie do transferu. Za drugim puscili i na fali hormonow sie udalo-jakos rozeszlo sie przestymulowanie dzieki lekom.Zalecenia jak u dziewczyn-duzo pic, duzo bialka w diecie, dostinex tabletki i Fraxiparine zastrzyki. Ty masz pcos prawda? To te nasze ‚tlo’ pecherzykow zawsze robilo u mnie taki poziom bo tez mam pcos. I komorek bylo np 23. Obserwuj sie i dbaj o diete. Ewentualnie transfer za miesiac zrobia. Kciuki!

    • ~pati pisze:

      Superaneczka ja miałam niski a i tak zaczynała się lekka hiperka. W pon chyba miałam punkcje w środe transfer a w czw spowrotem wycieczka do N. na wizyte bo spuchłam i mnie wszystko ciągło i bolało. Od razu włączyli claxene i z zaleceń dużo wody i nabiału jak dziewczyny pisały wyżej. W weekend czułam się już oki.
      Nie ma co się załamywać nawet jeśli ci przełożą transfer to mrożone podobnież ładniej się przyjmują :) przykładowa historia Małej Ani, ledwo się nie przekręciła jak jej zrobili transfer po punkcji a w N. jej dr L. po punkcji przełożył transfer i z crio jest piekna ciąża.

  61. ~Kaja pisze:

    Agac, jak się czujesz? Jakieś wieści? Kiedy teraz masz najbliższą wizytę u lekarza?

  62. ~Kaja pisze:

    Martucha, coś się u Ciebie rusza? Czy nadal jesteś w dwupaku?

    • ~martucha pisze:

      Dzień dobry w kolejnym dniu… ciąży! Leci 42 tc. W weekend nic tu nie robią jeśli nie jest to pilne i nagłe, więc nadal czekam na rozwój wydarzeń. Naturalne metody indukcji porodu jakoś też nie pomagają…

  63. ~Superaneczka pisze:

    Dzieki dziewczyny – zobaczymy, co bedzie jutro. Wczoraj zrobilam juz ostatni zastrzyk, tym razem pregnyl i panikuje, ze nie czuje nic! A powinny byc jakies nudnosci, bole glowy etc. Czy wy tez nie mialyscie objawow po pregnylu?

    • ~Wężon pisze:

      Superaneczko spokojnie. Przy pierwszej stymulacji nie czułam zupełnie nic, na żadnym etapie. Aż się bałam, że nic nie będzie. Bo dziewczyny pisały, że czują jajniki, wzdęty brzuch, a ja nic. Przy drugiej jakoś tak dwa, trzy dni w środku czułam się ogólnie dziwnie. Ale objawów z jajników nigdy nie miałam. I przed końcem stymulacji wszystko się uspokoiło. Po pregnylu żadnych objawów.
      Powodzenia jutro.

    • ~pati pisze:

      Superaneczka ja po pregnylu tez nie miałam żadnych objawów a na pewno nie nudności i boli głowy, jedyne co to może po jakimś czasie mnie jajnik zakuł a takto nic zero.

  64. ~Wężon pisze:

    Agac, jakie wieści po piątkowym usg? Wszystko OK?

  65. ~po pierwszym in vitro pisze:

    Wężon robisz jutro sikańca?

  66. ~Anitt pisze:

    .Melisko, moje gratulacje:-)
    Wspaniałe wieści:-)

    Też bym narazie nie zmieniała dawki Euthyroxu. Twoje wyniki sa ok, tym bardziej ze nie chorujesz na tarczyce tak jak ja.
    Wezon, gratuluję blastocysty !!
    Trzymam kciuki dalej :-)

    • ~Meliska pisze:

      Anitt, dziękuję, też tak pomyślałam, biorę dawkę 25, może uda mi się gdzieś wbić do endokrynologa.

      • ~Magdanr2 :) pisze:

        Melisko a czemu bierzesz leki jak masz dobra tarczyce ? Może po 10 tc Ci odstawia Euthyroxu…
        Kciuki !!!!

        • ~Meliska pisze:

          Magdanr2, kazali brać Euthyrox żeby obniżyć TSH, bo przy staraniach o ciążę powinno być w okolicach 1.5. No to biorę :)

        • ~Agnieszka pisze:

          A czemu po 10tc? Ok 18tc zaczyna spadać beta hcg, która działa jak tsh, więc dopiero zaczną się jazdy z tsh.

  67. ~Agac pisze:

    Dziewczyny u mnie niestety piątkowa wizyta zakończyła wszelkie nadzieje. Pęcherzyk jest, ale z pierwszego transferu i nie rozwija sie prawidłowo. Odstawiłam leki i czekam na zakończeniem historii siłami natury. Jak nie to szpital. No cóż, znowu nie tym razem. Choć powoli dorastam do myśli ze moze to byl ostatni raz.

    • ~martucha pisze:

      Przykro mi bardzo że tak się stało :-( trzymaj się Agac

    • ~Wężon pisze:

      Agac. :(
      Ale skąd on się wziął w macicy z poprzedniego transferu? Czemu nie było go widać wcześniej? Tak wolno się rozwijał? Skąd wie, że z poprzedniego?

      Niesamowita historia, szkoda, że z takim zakończeniem. :(

    • ~niebieska pisze:

      Agac :( Jak dziś pamiętam, że ja czekałam na wielką betę, kiedy Ty liczyłaś na spadek swojej, a teraz znowu jakaś dziwna historia bez happy endu. W głowie mi się kłębią same pytania, jak to możliwe, jakim cudem miesiąc temu zarodek się przyjął, a bety nie było, skąd ta owulacja.
      Mocno Cię tulę i trzymam kciuki za dobre decyzje.

    • ~pati pisze:

      Agac a masz jakies mrozaki jeszcze? Bo ja się wybiłam z rytmu blogowego i nie pamiętam.

    • ~gaja pisze:

      Agac, tak mi przykro. Życie nam pisze scenariusze, których chyba nawet w podręcznikach medycyny nie ma…
      Trzymaj się jakoś!

    • ~Agac pisze:

      Wersja najbardziej prawdopodobna (bo niestety na 100% to nikt nie wie, pomimo wszystkich badań w międzyczasie) jest taka że zarodek z poprzedniego transferu po którym beta była 2,9 jednak się bardzo wolno rozwijał. Jednak beta rosła za wolno na zablokowanie owulacji, a wręcz ją wzmocniła (wyjątkowo miałam obustronną). Potem sobie rozwój przyspieszył i stąd beta wystrzeliła. Ale to już po 2 transferze było. Wiedzą, że pęcherzyk ciążowy jest z poprzedniego transferu, bo był widoczny w 6dpt, więc zdecydowanie za wcześnie na ten kolejny transfer. W dniu transferu miałam 2 usg i nie było go widać, bo był za mały. Mroziaków już nie ma, a przede wszystkim pomysłu co zawodzi. Paradoksalnie jest to jedyny raz kiedy w ogóle się zarodek na dłużej zaimplantował.
      Oczywiście u mnie nie może być nic normalnie, więc pomimo odstawienia leków nic się nie zadziało. Jutro kolejne usg i decyzja czy czekamy dalej czy szpital.

  68. ~Wężon pisze:

    Martucha urodziłaś wreszcie, czy czekasz na moją betę? :)

    Superaneczka, jak po punkcji? Co wysiedziałaś? Transfer przełożony?

    Blanka, Psuja, co tam u Was?

    • ~martucha pisze:

      A może zaczekam? :-)

      • ~Kaja pisze:

        No nie gadaj Martucha! Chcesz być w ciąży tak długo jak słoń? L4 Ci się tak spodobało? !
        A co mówią lekarze? Do kiedy maksymalnie możecie czekać za akcja porodowa?
        Dajesz jeszcze jakość rade fizycznie i psychicznie? Mocno ściskam!

  69. ~Superaneczka pisze:

    Hej Wezon, wlasnie wrocilam do domu. Pobrali tylko 8 komorek. Przy moim
    Pcos spodziewalam sie wiecej. Okazalo sie tez ze maz mial tylko 4% dobrej spermy wiec zaoferowali nam isci. Zgodzilismy sie i teraz czekamy…mam jakies czarne mysli. Boje sie ze tyle zachodu a nic z tego nie bedzie :/

    • ~Wężon pisze:

      Tylko 8 pobrali, czy 8 było dojrzałych, nadających się do zapłodnienia? Przecież było ich widać więcej.
      A decyzja co do transferu jest?
      Będą do blastek hodować?

  70. ~Superaneczka pisze:

    Tylko 8 pobrali…transfer dalej w planach. W zaleznosci od tego jak beda sie dzielic, w gre wchodzi czwartek albo sobota

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      Superaneczka , u nas pobrali 9 , zapłodnili 5 , Zarodków było 4 , podali 1 w 3 dobie , pozostałych nie udało się zamrozić . Ten jeden jedyny ma a imie Agata , za 2 dni kończy 4 mce i waży już prawie 6,5kg . Powodzenia !!!!

      Wężon kciuki , żeby to był właśnie TEN .

    • ~pati pisze:

      Super aneczka przy pcos to bardzo ladny wynik, ja miałam z 15 jaj na usg i co pobrali 3 jedno się zaplodnilo jedno zmutowalo jedno nie drgnęło.

  71. ~Czarovnica pisze:

    Dziewczyny, dajcie znać może któraś potrzebuje leki:
    Luteina dowcipna 200 mg 43 tabletki ważna do 06.2019;
    Luteina podjęzykowa 50 3 op po 30 szt. 08.2018;
    Estrofem 28 szt 08.2019;
    Unidox 5 tabletek 07.2020.

    Nadal Wam kibicuję i zaciskam kciuki za tłuste bety!

  72. ~martucha pisze:

    Pozdrawiam nadal ciążowo :-) dzis była druga kroplowka ale to nie są takie duże dawki oksytocyny jak na indukcje porodu (wtedy kroplowka leci do skutku) tylko test oksytocynowy ktory tez może wywołać skurcze. Ale jak na razie tylko delikatnie ćmiło podbrzusze. Jutro jakis balonik do szyjki mają dawać brr.
    Lekarze wyluzowani bo jeszcze mają 4 dni (do końca 42 tygodnia) a w zasadzie jutro na obchodzie stwierdzą że 3 całe dni :-)
    Na szczęście badali dziś wody i są czyste oraz jest ich sporo, przepływy też ok.

    • ~Izabela pisze:

      martucha, jak możesz nie zgadzaj sie na balonik. wyleżałam się na patologii i naoglądałam tych baloników… nic fajnego dla mamy i z bardzo marnym skutkiem dla wywołania porodu.

    • ~Samosiejka86 pisze:

      Potwierdzam co mówi Izabela. Leżałam w Matce Polce na patologii ciąży i dziewczyna też miała zakładany cewnik foleya czy jak to się nazywa…który nomen omen wypadł jej 2 razy….a zakładanie to koszmar …nie chce straszyć ale też bym sprzeciwiala się temu. Niech Ci podadzą oxy to się może w końcu ruszy. Musisz trochę ich popędzić, serio mówię, bo lekarze zawsze czas mają….

      • ~pati pisze:

        Samosiejka Matka Polka wrrrrr jak najdalej od niej :) A to ty moje okolice :)

        • ~Samosiejka86 pisze:

          Pati ja mieszkam 50 km od Łodzi. Z MP też nie mam miłych wspomnień. Dlatego zdecydowałam się rodzic w moim mieście. Tyle że u mnie dzidzia była zdrowa, jak by się coś działo z dzieckiem niebyło by innej opcji..w pobliżu tylko w MP mają najlepsza opiekę nad noworodkiem

    • ~Ewelinaaa pisze:

      Też miałam balonik. Fakt zakładanie to nic przyjemnego, ale do przeżycia. U mnie nic nie pomógł. Dopiero oksy do skutku.

  73. ~Patrycja pisze:

    Melisko, serdecznie Ci gratuluję! I życzę wiele spokoju i pogody ducha, sama dobrze wiem, jakie to trudne w ciąży dla „kobiet po przejściach”, którymi jesteśmy my tutaj…
    Opowiem też pokrótce o moich przygodach z TSH – może jakoś Ci się przydadzą.
    Stymulację i transfer odbyłam na dawce 0,25 Euthyroxu. W trakcie stymulacji TSH miałam poniżej 1, a potem, chyba w okolicy 6. tygodnia, nagle wyniosło 2 z kawałkiem. Lekarz jeszcze z N. polecił zwiększyć dawkę do 0,5 – po dwóch tygodniach TSH wyniosło 0,39… Więc zmniejszyliśmy dawkę Euthyroxu do 0,375 (dzieliłam tabletkę nożem ;-). I tak doszłam do tygodnia 10, w który wkroczyłam z wynikiem TSH o,27. Zaczęłam chodzić do „zwykłego” ginekologa, który uznał, że TSH w okolicach 2 to całkiem dobry wynik w ciąży i nie ma potrzeby jego zbijania (pani doktor sugerowała, że nadmierna interwencja może mi rozregulować pracę tarczycy „po ciąży”). Z jej zalecenia powróciłam do dawki 0,25 Euthyroxu. Mierzę poziom TSH co miesiąc, obecnie (22 tc.) wynosi 2,3, FT3 i FT4 w normie. Zatem na razie strategia się sprawdza :-).
    Ciekawe info na temat tarczycy w ciąży można znaleźć tutaj: http://www.endokrynologia.net/tarczyca/niedoczynno%C5%9B%C4%87-tarczycy-w-ci%C4%85%C5%BCy. Widać, że to kolejna rzecz dość złożona.
    Przy okazji się pochwalę, że odbyłam ostatnio USG połówkowe, wszystko ok :-D.
    Jeszcze raz, Melisko, życzę Ci wiele ciążowej radości!!!

  74. ~gaja pisze:

    Ponieważ nie mogłam się zdecydować, czy chcę transfer w tym cyklu, czy nie, brałam minimalne dawki estrogenów, i proszę – endo jak malowanie.
    Transfer w przyszły poniedziałek. Dr uparła się na podanie dwóch.
    Dwóch ostatnich…

    • ~Wężon pisze:

      Gaja super. :)
      U mnie też endo było najlepsze kiedy się nie starałam.
      Trzymam kciuki.

    • ~Kaja pisze:

      Nieźle :) fajnie, że są pozytywne wieści!
      Czyli po transferze tez byś się musiała z niczym nie starać żeby się udało skoro taka taktyka przynosi najlepsze efekty!!! :)

    • ~niebieska pisze:

      Gaju, brawa dla Twojego endo. A czym Pani Doktor to argumentuje? Rozumiem, że się upiera pacjent, ale żeby lekarz? Też macie oba razem zamrożone?

      • ~gaja pisze:

        Nie, specjalnie osobno.
        Argumentuje dużo wyższą skutecznością.
        Fakt, że jeden jedyny raz, gdy mi beta drgnęła, podali mi 2…
        Immunologia wyszła mi ok i już nie wiadomo, co robić.

  75. ~Superaneczka pisze:

    Dzwonili z kliniki, 7 komorek bylo dojrzalych i 6 sie zaplodnilo :) jutro zadzwonia z informacja kiedy transfer. Kolejny krok do przodu :)

    • ~Wężon pisze:

      Brawo, bardzo ładny wynik. Będzie z czego wybierać.

    • ~Kaja pisze:

      Hej Superaneczka, póki co dobrze idzie ;)
      A ile zarodków będziesz chciała transferowac? 1 czy 2?
      U mnie z 8 pobranych komórek zapłodnili 6 (max wg ustawy), 5 się zapłodnilo, do 3 doby przetrwały 2. A przed transferem miałam info, ze są 4. Dopiero po transferze mi powiedzieli w klinice, ze został tylko 1. Gdyby mi to powiedzieli przed transferem, to myślę, że zdecydowałabym się na transfer 2 od razu. Tobie życzę żeby było lepiej niż wtedy u mnie :) Kciuskasy zaciśnięte, a piłka w grze :)

      • ~Superaneczka pisze:

        Kaja, moga transferowac tylko 1. Wiem, ze sa specjalne warunki, ktore trzeba spelnic by zakwalifikowac ze na transwer 2 ale ja ich nie spelniam. Choc wiec ze to mega loteria, mam nadzieje ze sie uda i ze beda sie ladnie dzielic. Jutro dowiem sie czy transer bedzie w 3 czy 5 dobie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>