na nowym

Nowa praca.
Mieszkanie jak nowe.
Jestem zmęczona, ale szczęśliwa. Bardzo.

Trudno mi uwierzyć, że przeszłość sprzed 3-4-6 miesięcy to moja przeszłość. Wszystko się zmieniło tak, jak normalny człowiek by się wyparł – że to niemożliwe.

Wy, Dziewczyny, Kobiety, Matki, które po latach trudnej walki urodziłyście dziecko, czujecie to jeszcze mocniej, prawda? Że rzeczy, w które chwilami już zupełnie się nie wierzyło – zdarzają się czasem.

Nie umiem sobie wyobrazić, jak będzie wyglądało nasze życie, gdy pojawi się w domu nowy człowiek. Na początku roku nie umiałam sobie wymyślić siebie z dziś.

Trochę testuję swoją siłę w nowej pracy. Na sesji zdjęciowej zorganizowanej dla mojego działu wyszłam – cytuję (znajomych i przyjaciół)  - jak wredna suka :) Bynajmniej nie zabolała mnie ta ocena. Nie jestem taka, ale trochę pieprzu się przyda.

Maluję usta na czerwono.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Iza. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

253 odpowiedzi na „na nowym

  1. ~Wendy pisze:

    Iza w tym wszystkim co nas spotyka najpiękniejsze jest to że to co było kiedyś jest już kiedyś. Buddyści mówią nie bierz wszystkiego co cię spotyka do siebie bo to minie. I to mija. I przychodzi taki dzień jak u mnie dziś rano kiedy patrzysz na swojego syna i mówisz synu malutki ,ja już nie pamietam jak to było kiedyś kiedy Cię nie było. I choć wyobrażałam sobie cała ciąże jak to będzie to i tak jest tak, że moja wyobraźnia była słaba.Jesteś na dobrej drodze Iza, czuć moc!. Przyszła siła, przyszła kobiecość, zaraz przyjdzie macierzyństwo. I wtedy już kompletnie zapomnisz o fuksjach, pracy, czerwonej szmince i otworzysz kolejne drzwi do nowej Izy.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Wendy, wizualizuję sobie to, co piszesz, ten dzień, gdy fuksje będą nieważne. Czekam na to :)

  2. ~En pisze:

    Go girl!

  3. ~Uczuciowa pisze:

    Leżę sobie w łóżku, a tuż obok słyszę rytmiczne pochrapywanie – codziennie od kilku tygodni, a mimo to nadal trudno uwierzyć:) Zastanawiam się, kiedy to do mnie dotrze w końcu ;) Miałam jakieś wyobrażenia, jak to będzie, ale jest lepiej! O niebo lepiej niż mogłam sobie wymarzyć :)
    Nie mogę się doczekać Twoich wpisów o tym, że niemożliwe stało się możliwe :)

  4. ~Sza pisze:

    Dziewczyny ja z nowiną. 30.05 o 15 45 przyszła na swiat nasza piekna coreczka – Jaśminka <3 Malutka jest zdrowym hipotrofikiem,miała po urodzeniu wazystkie
    Mozliwe badania zrobione dlaczego jest taka mała i na szczwsciw wszystkie wyszły bardzo dobrze :) wiec lekarze jednogłośnie stwierdzili ze taka jej uroda :) a wazy 2182g i 49cm… Musimy sie nauczyc "obsługi"takiego szkraba bo to wcale nie jest takie proste :)
    Ale damy rade :) ja walczę z laktacja mam nadzieje ze wygram tą walkę wiec trzymajcie kciuki.
    A na koniec chce tylko powiedzieć chyba to co kazda tu pisała ktora została mama: dziewczyny walczcie! Jest naprawdę o co! Ta milosc do dziecka to najpiękniejsze i najczystsze uczucie jakie moze nas spotkać :) <3

    • ~mała Ania pisze:

      Cudownie się to czyta ♡ malutka jest piękną kruszynką. Trzymam kciuki za laktację. Buziaki dziewczyny!

    • ~pati pisze:

      Sza Kochana :) a właśnie wczoraj myślałam o was :) rozpakowałam cie myślami :) Buziaki od ciotki dla Jaśminki :)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Oh, Sza… to wspaniałe wieści. Jaśminka – jakie piękne imię… :) ściskam, wzruszona jestem, trzymajcie się, dziewczyny!

    • ~Izabela pisze:

      Sza, 11 lat temu urodziłam dokładnie taką sama córeczkę. Długo była drobna, ale zdrowa. Teraz jest wielka pannicą ze średnią 5,4. Nazywałam ją Calineczką (z Calineczki wyrosła mi pyskaczka, ale to już inna historia.. ). Kochaj swoją Calineczkę i nie daj sobie wejść lekarzom na głowę. A gdybys potrzebowała odpowiedzi na jakies pytanie pisz na maila iza.gr@interia.pl

    • ~Wężon pisze:

      Witamy Jaśminkę po tej stronie.
      Była po prostu łaskawa dla mamusi – małą łatwiej urodzić. :)
      Wspaniałego życia dziewczyny.

    • ~Anitt pisze:

      Sza, moje najszczersze gratulacje :-)
      Witamy wspaniałą Jasminke na Świecie :-)

    • ~gaja pisze:

      Gratulacje!

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      Gratulacje :)

      Ten Mały Szkrab za chwile będzie coraz większy :)))
      Jak chcesz karmić piersią to walcz bo warto , dacie radę , początki są trudne a potem to już sobie nie wyobrażasz żeby przejść na butle :)
      Buziaki dla WAS :)

    • ~ana86 pisze:

      Gratulacje Sza!!!! :) Ucaluj te kruszynke Jasminke mocno, niech zdrowo rosnie na pocieche rodzicom :)

    • ~LILOĄ pisze:

      Sza,
      Gratulacje :-) i dużo zdrówka dla Maleństwa. Moja znajoma w marcu urodziła córeczkę, która ważyła 2400 i mierzyła 49 cm, teraz jej waga to 5kg.
      Nawet się nie obejrzycie a będzie dużą panną. Powodzenia

    • ~Malibuuu pisze:

      Sza gratulacje :)

      Moja chrześnica jako wczesniak w bezdechu 2200, dziś 15 lat inteligentna, zdrowa ale pyskata :)

    • ~Patka pisze:

      Gratulacje!!! Kolejne małe dziecię dołączyło do grona :)

    • ~Martyna pisze:

      Gratulacje Sza, witaj Jasminko :)

  5. ~Izabela pisze:

    Iza, ja pierwszy powiew świeżości, takie jaskółki wiosny, czułam już przy wpisie przy ostatnim transferze. Słychać było pęknięcie skorupy. Może dojrzałaś do zmian i sama je sobie zaprogramowałaś? Kto wie, wszak każdy, podobno, jest kowalem swojego losu.
    Wyobraźnia podsuwa mi Twoje wpisy pt . „co polecacie na ząbkowanie?” albo „jak okiełznać codzienne tornado w domu” :D

  6. ~Wężon pisze:

    Izo, ja co prawda nie jestem teraz w nastroju do optymistycznych podsumowań i nie widzę lepszej przyszłości, ale z wpisu emanuje tyle szczęścia, że nawet mnie się udziela.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Wężoniku kochany, sama dobrze wiesz, że trzeba dać sobie czas na pozbieranie pogruchotanych kości z podłogi. W tej pozycji rzeczywiście nie zawsze wszystko widać optymalnie. Przykucam do Ciebie na chwilę.

  7. ~Mariah pisze:

    Iza, nieustannie trzymam kciuki za Twoją, Waszą przyszłość :)

    Mam do Was dziewczyny pytanie o TSH przed transferem. Sprawdziłam i mam 3,11. Niby w normie ale zdążyłam przeczytać, że dla starających się bliżej wartości 1 jest lepsze. Czy miałyście sprawdzane? I co u Was z wynikami powyżej 2,5? Czy lekarze nie zwracali na to uwagę, czy jednak polecali zbijać tę wartość?

    • ~Meliska pisze:

      Mało wchodziłam, mało czytałam, planuje nadrobić, pozdrawiam Wszystkich. U mnie miał być koniec, ale w N. po histeroskopii (endometrioza i adenomioza poprzestawiała wszystko w środku, ale z uwagi na brak laparo oficjalnie przyczyna idiopatyczna). W kwietniu FSH ponad 16, wczoraj 12,6 (pije od 2 mies.mieszanke ziol polecana w N.na rewitalizacje jajnikow; biore DHEA i Femibion Zero). Stymulacji kolejnej się bałam, podejdę na cyklu naturalnym, 2/3 tab.CLO. Od 23 dc poprzedzajacego przyjmuje Encorton 10 mg. Odpowoadajac Mariah, powinnaś zbić TSH. Mam podobną sytuację – w cyklu do IVF TSH prawie 3, po kilku dniach 4 (zawsze miałam 1.5), rozmawiałam z endokrynolog w N. i powiedziała, że raczej nie mam chorej tarczycy (robiłam jeszcze inne parametry), ale w czasie procedury trzeba obniżyć TSH i kazała brać Eutherox w dawce 25, po tygodniu sprawdzić, a powód to prawdopodobnie Encorton.

      • ~Wężon pisze:

        Meliska trzymam kciuki. Czyli w następnym cyklu będziesz się starała? Pobiorą i zapłodnią to co wyhodujesz na Clo?
        Odzywaj się na bieżąco.

        Ja też teraz podchodzę na Encortonie, po raz pierwszy.

        • ~Meliska pisze:

          Wężon niby w tym cyklu,teraz jest 4 dc. Z tym TSH dziwna sprawa. Endokrynolog z N. kazała brać ten Euthyrox żeby obniżyć TSH, ale mówiła, że choroby tarczycy nie mam (inne parametry OK). Mam brać Euthyrox 25 1×1 i za tydzień powtórzyć badanie, chodzi o to, że do IVF lepiej by było mieć niższe TSH. Pech, bo zawsze miałam ok. 1,5, ale ten wzrost to najprawdopodobniej po Encortonie. Miał być cykl naturalny, myślałam, że prosto pójdzie – w sensie leki, badania, a jednak jest jak zwykle – łażenie, jeżdżenie, dzwonienie, masa badań, leki. Co raz więcej dziwnych wymogów – np kazali zrobić chlamydię z moczu, koszt 215 zł. No i znowu spokój mi się zaburzył, sen itd. Najgorsze, że nie umiem już wierzyć w to, że może się uda. To byłby cud, a cuda zdarzają się innym, ja to zawsze słyszę, że jestem w 1% czegoś co nie powinno się zdarzyć, że na opak, ale w sensie pecha. Ale zmarudziłam ;)

          • ~Wężon pisze:

            Melisko, u mnie dokładnie tak samo.

            Teraz znowu chcę podejść od razu do transferu.
            Taka próba po sierpniowym niepowodzeniu skończyła się polipem, wycięciem go, przerwą na kurację komórkami macierzystymi. I 9 miesięcy minęło. Akurat te, co ze mną podchodziły zdążyły urodzić.
            Jeśli teraz znowu coś wyskoczy, to nie wiem, jak to zniosę.

      • ~LILOĄ pisze:

        Według mnie tsh powinno być zbite, ja podchodząc do transferu po kuracji euthyroxem miałam je na poziomie 1,1. Wcześniej oscylowało w granicach 2,6 -3, 2 i jak stwierdził endokrynolog było zdecydowanie za wysokie.
        Obecnie przez całą ciążę , kontroluję poziom TSH. , ft3 i ft4.
        Jeśli chodzi o encorton to bezpośrednio wpływa na poziom TSH, powodując jego wzrost podobnie jak ilość leukocytów we krwi.

        • ~Wężon pisze:

          Liloą, ale za wysokie dla zdrowej, czy chorej osoby? Bo jeśli masz zdiagnozowaną chorobę tarczycy i i tak coś bierzesz, to OK, można dołożyć, żeby zbić bardziej.
          Natomiast nie jestem pewna sensu ingerencji w zdrową tarczycę.

    • ~Margom pisze:

      Ja właśnie w tym cykl wstrzymuję się z criotranferem własnie przez tsh ktore u mnie wynosi 2,4 też nibt w normie, ale dla starających najlepiej jest mieć 1-1,5. Pojutrze akurat mam usg tarczycy to pewnie dostane jakies leki. Nie ryzykowałabym z takim wynikiem.

      • ~Wężon pisze:

        A Ty Margom masz jakąś chorobę tarczycy? Ostatnio lekarz mówił, że do 2,5 jest najzupełniej OK i transfer bez problemu.

        W poniedziałek badałam – mam teraz 1,6.

        • ~Margom pisze:

          Nie właśnie nie mam, ostatnie badania robiłam kilka lat temu i wszystko było ok. Teraz postanowiłam sobie odnowić co niektóre wyniki w tym tsh no i niby w normie mi wyszło, ale dużo opini słyszałam, że dla starających to za dużo, optymalny wynik 1-1,5
          Twoje 1,6 myślę że też nie ma tragedii.

          • ~Wężon pisze:

            Zaufany lekarz stwierdził, że do 2,5 jest OK. Jak się jest chorym i coś bierze, to można ewentualnie zbić.
            Ale zdrowej tarczycy nie zamierzam sobie regulować, nawet gdyby było więcej.
            Mam granice ingerencji w mój organizm. I nie zamierzam naprawiać zdrowych organów.

            Myślałam, że coś Ci jest skoro idziesz na USG. Tak tylko kontrolnie, czy po tym TSH się zapisałaś? Na pewno wyjdzie prawidłowo.

            A jeszcze ten lekarz mówił, że istnieją badania dowodzące, że osoby z TSH do 2,5 w ciągu 20 lat od badania nie rozwinęły żadnej choroby tarczycy.
            Przestańmy męczyć te nasze organizmy i szukać dziury w całym.

            Sąsiadka miała dość wysokie TSH, ok. 4, i w trakcie zastanawiania się, czy ma je zbijać zaszła w ciążę.

            • ~mała Ania pisze:

              Ale tsh to hormon przysadki mózgowej i niewiele mówi o tarczycy, w zasadzie nic. Jeśli ft3 i ft4 są nieprawidłowe i nieprawidłowa jest konwersja ft4 do ft3 to wtedy tsh rośnie i wtedy można powiedzieć (patrząc na ft3 i ft4), że tarczyca źle pracuje. Nie wiem czy miałaś teraz stymulację? bo leki na stymulację do ivf wpływają na przysadkę i wtedy prawie zawsze rośnie tsh. Dla mnie lekarz, który chcąc zdiagnozować tarczycę patrzy tylko na tsh, ewentualnie na ft4 i tsh – przepraszam, ale powinien wrócić na studia, najlepiej poza Polską, gdzie wiedzą w temacie tarczycy jest większa… ja po stymulacji przed transferem miałam tsh 4 i lekarz mnie opierdzielil w Białymstoku, że go stresuje badaniem bo zrobiłam je na własną rękę. Transfer nieudany, pewnie to był tylko jeden z nuedogodnych czynników. w N. pilnowali tsh przed transferem i w czasie ciąży też jestem pod opieką endokrynolog z kliniki. Ja bym zbijala, ale po sprawdzeniu co się dzieje z całą tarczyca.

            • ~Margom pisze:

              Nie na usg skierowała mnie endokrynolog przy okazji wypisania skierowania na tsh, a że mam w pakiecie to pomyślałam czemu nie, usg mam jutro, weznę wyniki i zobaczymy co dalej ;)

    • ~Martka pisze:

      U mnie lekarz prowadzacy bardzo zwracal uwage. I prawdą jest, ze dla starajacych powinna byc wartosc ponisej 2,5. Z tego co pamietam ( ale nie jestem pewna) to wyzsze chyba uniemozliwia… ja przed ostatnim transferem mialam wynik 0.1 i mi lekarze gin i endokrynolog cieszyli sie i mowili, ze lepiej w ta strone niz powyzej 2,5. Dokladnie 30 dni pozniej (wiedzialam juz ze jestem w ciazy) mohe tsh wynosilo 10,0!!! Troche trwalo zanim zbilismy ta wartosc…
      Skonsultuj to tsh bo szkoda by bylo…Powodzenia!

    • ~Aga M pisze:

      Mariah i widzisz – to zależy czy masz stwierdzoną niedoczynność (jak z ft3 i ft4?) czy może hashimoto? Czy przyjmujesz na stałe hormony i w jakiej dawce. To jest tak szerokie zagadnienie, ze sama wartość tsh mówi niewiele. Ja zgłębiam ten temat od 3 lat bardzo intensywnie i prawdę mówiąc nadal wiem, ze nic nie wiem a lekarze niestety jeszcze mniej :-(

    • ~Wężon pisze:

      Mariah, lekarze to różnie. Medycyna to sztuka, i każdy uprawia jak chce.
      Jedni się nie przejmują i robią na takim TSH, w normie to w normie. Inni zbijają do ok. 1. Znajomej ze spotkania lekarz kazał zbić TSH 1,2, bo ma być poniżej 1. A tarczyca zdrowa. To już przegięcie w drugą stronę.
      Na tym spotkaniu lekarz mówił, że do 2,5 jest OK.
      Nie wiem, co z wyższymi wartościami, jeśli reszta hormonów jest OK i nie masz choroby tarczycy. Wiem, że z takim i wyższym TSH udają się naturalne ciąże. Tylko my ciągle dążymy do ideału, a i tak często to nic nie zmienia.

    • ~Mariah pisze:

      I bądź tu mądrym…. Można się albo w tym wszystkim pogubić albo zaplątać w błędne koło. Nie jestem zwolenniczką szukania problemu na siłę, ale kiedy już kilka razy nie wychodzi bez wyraźniej przyczyny nie trudno łudzić się, że EUREKA! To na pewno to!

      Miałam dziś histeroskopie diag, wszystko idealnie, dodatkowo stretching i intralipid. Na THS doktorek nie dramatyzował, ale powiedział, że można by troszkę zbić i dał małą dawkę leku . No i następny cykl planujemy transfer.

      • ~Aga M pisze:

        Kurcze takie dawanie hormonów bez badań to trochę nieodpowiedzialne. Ja bym proponowała zrobić tsh, ft3, ft4, anty TPO, anty TG, przeciwciała przeciw receptorom i USG. Jeżeli to wykluczy chorobę tarczycy nie ma sensu brać hormonów. Takie moje zdanie. I skonsultowałabym z endokrynologiem nawet najmniejszą dawkę.

        • ~Wężon pisze:

          O własnie AgaM. To samo mówię. Nie ma sensu ingerować w zdrową tarczycę. Co innego ingerować, jak i tak już coś bierzesz.
          Ja właśnie sobie zrobiłam cały pakiet, też tak na wszelki wypadek i tarczyca OK. Wszystkie przeciwciała ujemne, hormony w normie.
          Skoro zgłębiasz ten temat, to powiedz mi, czy jest ustalony właściwy stosunek ft3 do ft4?

          • ~Aga M pisze:

            Wężon z mojego doświadczenia wynika, ze najważniejsze jest aby były na podobnym poziomie procentowym normy.

            • ~ob pisze:

              TSH na poziomie 1 jest wskazane u kobiet, które mają zdiagnozowaną chorobę tarczycy. Dla zdrowych osób 2,5 jest zupełnie prawidłowym wynikiem :) Poza tym, nie trzeba od razu ładować się w hormony, można zacząć od suplementacji w zależności co szwankuje. Ale żeby się tego dowiedzieć trzeba oznaczyć wolne hormony :)

              • ~ob pisze:

                I jeszcze jedno – nie rozumiem jaki jest sens badać TSH po tygodniu od włączenia euthyroxu?! Toż to bzdura kompletna. TSH jest badaniem historycznym i wynik odzwierciedla poziom sprzed 4-6 tygodni. Dopiero po takim czasie jest sens sprawdzania czy coś się zmieniło. Na pewno po tygodniu wartość nie będzie miała znaczenia diagnostycznego ;)
                Widocznie lekarzowi skleiły się kartki w ściądze ;)

    • ~Malibuuu pisze:

      Mariah a czy przed tarnsferem bierzesz estradiol? Estradiol podwyższa tsh sztucznie, dwa razy mi odwołali transfer że względu na tsh w cyklu gdy Bralam estrofem gdzie dr z Krakowa powiedział że to bzdura i ci lekarze niedoczytali rozdziału.

      • ~Mariah pisze:

        To badanie tsh zrobilam dla kontroli po 3 calkowicie naturalnych cyklach bez zadnych hormonow. A teraz przy cyklu sztucznym bede brala estrofem. Przy poprzednich 4 transferach na cyklach sztucznych tez bylam na estrofemie ale nigdy mi lekarz nie kazal sprawdzic tsh. Zdania sa widze mocno podzielone. Zdecydowalam ze wezme te leki na obnizenie tsh, skontroluje poziom przed transferem.

      • ~Wężon pisze:

        Malibuuu, to ja jestem od paru miesięcy na estrofemie. W dniu badania nie brałam, ale odstawiłam w piątek, brałam cały cykl, a badałam w poniedziałek. I to 1,6 po estrofemie mam.

  8. ~Meliska pisze:

    Nie dokonczylam wyżej zdania – chciałam powiedzieć, że po histeroskopii dostałam zielone światło.

    • ~Borówka pisze:

      Meliska wspaniałe wieści! Dobrze widzieć, że wracasz do walki :) Powodzenia!

      —————————————————-

      Witamy na świecie Jaśminkę :)

      —————————————————-

      Iza zawsze, nawet po najgorszej zimie, przyjdzie wiosna! Wiosno trwają!!!! :)

  9. ~Linka pisze:

    Iza, cieszę się, że dobrze się czujesz w swoim „nowym ja”. Niedługo będzie jeszcze lepiej…

  10. ~Anitt pisze:

    Pamiętacie dziewczyny moją przyjaciółkę?..
    Dziewczyna po 3 ivf bez rezultatu, edometrioza..
    Postanowiła zawalczyć jeszcze raz, ostatni raz.
    Wybrała klinike w szczecinie(jest jedna)
    Tam profesor K..a
    Dojeżdża do kliniki 300km w jeda stronę. Była na ostatniej wizycie przed rozpoczeciem stymulacji. Marker CA mocjo podwyższony( sugeruje cyste), ból jajnika, skłonność do cyst. Lekarz niewidzi powodu zeby zrobic usg…
    Tydzień stymulacji, 3tys mniej w kieszeni i na usg wychodzi torbiel 6cm.
    Pokazaly sie 4 pęcherzyki ale malitkie, torbiel wchlania wszystkie hormony z zastrzykow.
    Moja przyjaciółka zalamana, stymulacja wstrzymana, kolejne tygodnie w plecy…

    • ~Wężon pisze:

      Gdzie podchodziła? Załamać się można, jak lekarze lekceważą nasze objawy, przeczucia, a potem wychodzi na nasze.

      • ~Wężon pisze:

        Cofam pytanie, widzę. To tym bardziej dziwne.
        Zasugerowałam się, że w Niemczech.

        • ~Anitt pisze:

          Ahh Wezon…
          Najgorsze jest to ze lekarze nie ponosza konsekwencji, nawet jak jest ewidentnie ich niedopatrzenie.
          Mam nadzieje że ona podniesie sie z kolan i zawalczy….
          Boże tak bardzo bym chciała żeby i jej sie udało!

  11. ~Margom pisze:

    Iza, z niecierpliwościa czytam każdy Twoj wpis, cieszę się z Waszych zmian, zmian na lepsze jutro ;) a niedługo to dopiero będą zmiany jak mały człowieczek się pojawi w Waszym domu ;)

    Sza jak dzis pamiętam jak zaszłaś w ciąże ;) ale to zleciało, a tu prosze mała piękna istotka o cudownym imieniu już na świecie ;) Gratulacje ;)

    Kilka razy pisałam tu o swoich poczynaniach, jeśli ktoś pamięta to przy okazji napisze co u mnie…jestem już po 5 transferach, immunologia nie tak, genetyka nie tak, a dokladnie mutacje MTHRF i PA1, (na szczęscie homocysteina poniżej 8), teraz jeszcze mi doszło za wysokie tsh. Ostatni transfer był z wlewami z intralipidu na zbicie komorek nk niestety nie udało się, no ale co się dziwic jak tsh wysokie, a dowiedziałam się o nim dopiero teraz :( zostały nam dwa zarodki, nadziei coraz mniej. Jestem zła na mojego gin bo wszystkie badania robię na własną rękę i sama się o nich dowiaduję, nic nie podpowiada nie zleca badań, z leków dawno mu mowiłam o clexan by profilaktycznie spróbować, upierał się że nie ma podstaw… czekam tylko by zabrać te dwa zarodki i moja noga tam nie postanie. Choć z in vitro to ostatnia prosta, nie będzie więcej podejść,stymulacji. Jest jeszcze jedna droga do macierzyńswa, nie taka jaką sobie na pączątku wymarzyłam, ale może jedyna, być może taką od dawna los mi szykuje i mam nadzieję, że w pelni do niej kiedyś dojrzeję…

    • ~iza krotki blog pisze:

      Margom, chichot losu. Sama sobie musisz wyszukiwać badania, ale efekt jest jednakowo nie ten, czy je robisz, czy nie. Tylko złość większa i portfel chudszy…
      Do macierzyństwa jest jeszcze kilka dróg. Nie wejdziesz na żadną z nich wbrew sobie, prawda?

      • ~Margom pisze:

        Iza dokładnie, tyle dobrze że niektore badania oczywiście te mniej skomplikowane mam w pakiecie to troche lżej, ale prawda złość większa portfel chudszy, a ja czuje się samiuśka z tym wszystkim bo moj lekarz to konował. Taki mądry że jak mu wysłałam wyniki moich mutacji napisał że mój mąż przedewszystkim powinien zbadać jeszcze mutacje CFTR na mukowizcydoze! Odpalilam google i takie badanie wykonuje się jeszcze zanim się stworzy zarodki jak wyniki meza sa beznadziejne, a teraz to takie od dupy strony że się tak brzydko wyrażę. Nie zamierzam kolejnych 5 stow wywalić na badanie, które jest w tym momencie bez sensu. Zrobimy ale na nfz, ale na wynik dr sobie poczeka. Jego w ogole wkurza, że ja po łodzi jezdze do immunologa, teraz genetyka, wlewów z intralipid nie chciał mi zrobić bo on „sie w to nie bawi” więc trafiłam do prywatnego hospicjum gdzie mi to za 2 stowy wykonali, a ile się napatrzyłam to moje. W ogole nie liczy się ze zdaniem innych specjalistów, na wyniki nie chce patrzeć, odsuwa je wyśmiewawczo i dodaje jeszcze że za to jezdzenie do łodzi i szczepienia to bym miała na kolejną procedure…eh sorry za żale ale chyba mi lepiej.
        A co do drogi do macierzyństwa to jeszcze troche wiary pozostało w moje dwa zarodki, robię wszystko by się udało, a potem to już tylko adopcja do której jeszcze potrzebuję czasu by dojrzeć.

        • ~iza krotki blog pisze:

          Margom, zarodów nie możesz przenieść, ale ze zmianą lekarza to chyba nie jest taki problem? U tego, u którego jesteś, ciekawie nie jest. WIem, że zmiana lekarza czasem wywołuje stres, ale nerwy i tak masz. Da się?

  12. ~Aga M pisze:

    Tak Iza zmiany są potrzebne. Nie zawsze może wychodzą na dobre ale są potrzebne. Już niedługo zmieni się jeszcze więcej i w to dopiero nie będziesz mogła uwierzyć. Zachwycisz się do granic możliwości. Ja nadal – od 2 lat i 4 miesięcy nie mogę uwierzyć, ze Mały jest nasz.

  13. ~martucha pisze:

    Izula – najważniejsze że jesteś szczęśliwa :-)

  14. ~martucha pisze:

    Sza!!! cudne wieści. witaj Jaśminko – dziewczynko o pięknym imieniu, szczęśliwego życia dla Ciebie!

    Sza, dobrze Ci Wężon napisała – córeczka była dla Ciebie niezwykle łaskawa, mniejszy ciężar na pewno wygodniejszy. Ale i tak najważniejsze że zdrowa.

    Ach jak Ci już fajnie – ja jeszcze się turlam. Ale mój smok jest już prawie dwa razy cięższy od Twojej córci…. ostatnio było 3700g teraz już pewnie 4 kg lub więcej? aaaa i ja mam urodzić? no way

    wczoraj przed północą musiałam wybrać się na ktg – strachu mi łobuz napędził, długo nie dawał znaku, a jak już to ledwo ledwo, co w porównaniu do jego codziennych wyczynów z ostatnich tygodni było mocno niepokojące. ale wystarczyło postraszyć Syna szpitalem i już zaczął fikać pod ktg. Tętno też ok. Tłumaczyli mi w szpitalu że senny bo upały itp. ale u nas akurat wczoraj było ok. 20 stopni, upały odpuściły, więc teoria coś słaba. no i w te mocno upalne dni (koło 30 stopni) fikał mocno i często, aż zginało mnie.
    także teraz dodatkowy mam stres na głowie

  15. ~Anitt pisze:

    Paradise, Kasiu.. Mam nadzieje że jesteś gdzieś tutaj i nas podczytujesz.
    Mam nadzieje że podnioslas sie po tych wszystkich niepowodzeniach. Trzymam mocno kciuki.

  16. ~Superaneczka pisze:

    Margom o co chodzi z ta homocysteina? Czy jak jest wysoka to jest to problem? Niedokonca zrozumialam Twoj wpis – bede wdzieczna za odpowiedz :)

    • ~LILOĄ pisze:

      Niewłaściwy poziom homocysteiny (
      zbyt wysoki) może wpływać na nawykowe poronienia a także może powodować wady u dziecka.
      W przypadku podwyższonego poziomu homocysteiny warto również zbadać czy nie występuje mutacja w genie MTHFR.

      • ~Wężon pisze:

        Liloą, ja właśnie wykorzystuję abonament i tak sobie sprawdzam, czy coś znajdę, co mogło teraz spowodować niezagnieżdżenie. Na razie nie znalazłam, ale kopię dalej.
        Czy jak mam homocysteinę 7, to sprawdzać mutację MTHFR?
        W środę idę do ginki i będę naciągać na badania. Próbuję się dowiedzieć, co ma sens.
        Jak wejdzie w abonament, to mogę sprawdzić, ale za co ewentualnie warto płacić?
        Na razie zapłaciłam za przeciwciała ANA. Czekam na wynik.

        • ~gaja pisze:

          Wężon, Ty widzę człowiek nauki jesteś, przyczyna zawsze musi być znaleziona ;)
          Ja tylko pozwolę sobie przypomnieć (wklejałam kiedyś artykuł naukowy na ten temat), że ok 30% zarodków po transferze NIE ląduje w macicy. Zostają w rurce, pochwie, itp. Szokujące, ale niestety prawdziwe.

          • ~Patrycja pisze:

            ??? Jakoś ten post przeoczyłam, szok. No to ja w ogóle już nie wiem, jak komukolwiek się udaje. Zresztą ogólnie mam to poczucie, posiadanie dziecka wydaje mi się jakimś trudnym do pojęcia cudem.

          • ~gaja pisze:

            Też tak czasem myślę.
            A tymi badaniami zapewne nikt się nie chce chwalić, i lepiej żeby ich przeciwnicy IVF nie widzieli…

          • Ciężko sobie wyobrazić coś takiego! Nie wiem jak reszta dziewczyn ale ja zawsze podczas transferu widziałam kropkę umieszczoną w macicy na USG więc chyba w takich przypadkach nie ma takiego ryzyka…

          • ~Wężon pisze:

            Gaja, przecież rurkę embriolog sprawdza. Myślisz, że oszukuje? To ryzyko powinno odpaść.

            • ~gaja pisze:

              W tym artykule były podane wyniki przepłukiwania po transferze i w ok. 30% znajdowano embriony. Macicy oczywiście nie płukano… Może rzeczywiście nie chodziło o rurkę, teraz sobie nie przypomnę…

          • ~Wężon pisze:

            Gaju. Ja jestem ciekawski człowiek. Nie zamierzam zagłębiać się w immunologię i leczyć nie wiadomo czym. Co więcej, jestem przekonana, że u mnie nie ma takich przyczyn. Po prostu nie wychodzi.
            Na ostatnim spotkaniu lekarz mówił, że w USA zbadali, że po badaniu PGD i podawaniu zdrowych zarodków, powodzenie transferu jest 60-80%. Czyli nawet 40% zarodków u których wykluczona wady się nie przyjmuje. Takie życie.

            Ale po pierwsze nie chce mieć wyrzutów sumienia- a może miałam to czy to i by się udało gdyby… Po drugie nie chcę, żeby ktoś mi mówił, a to pewnie masz zespół antyfospolipidowy i głupio, że nie zbadałaś.
            Po trzecie tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Skoro już sytuacja jest jaka jest i mam łazić po lekarzach i się badać, to przynajmniej zobaczę, co tam w moim organizmie słychać.
            Zrobię to, co mam w abonamencie.
            W mutację MTHFR nie wierzę. Z Laurą brałam tylko zwykły folik i to nieregularnie, więc by ją to wykończyło. Bliźniaki też rozwijały się OK, bez żadnych specjalnych leków.
            Zresztą teraz dostałam encorton, co powinno obejść część przyczyn nawet bez ich znalezienia.
            Tak dla siebie sprawdzam, dla działania.
            Bo niestety zaczynam wierzyć w to, że to moje pękanie worka owodniowego może być genetyczne. Coś takiego kiedyś powiedziała mojej B. szefowa w Novum, bo została o to podpytana. To gdzieś we mnie siedziało i w zeszłą sobotę na spotkaniu lekarz mi powiedział to samo. Jakaś nadwrażliwość białka na bakterie.

        • ~LILOĄ pisze:

          Wężon,
          Jak się okazało i w moim przypadku, homocysteiny na odpowiednim poziomie nie wyklucza mutacji.
          A z immunologi jakie badania robiłaś?

          • ~Wężon pisze:

            W immunologii to ja na razie jestem we mgle i chyba tu zostanę.
            Na razie zrobiła tarczycę – TSH, Ft3, ft4, anty TPO, anty TG – wszystko OK.
            Antykoagulant tocznia – ujemny.
            Przeciwciała przeciw kardiolipinie – ujemne.
            Na ANA czekam.

            Tak jak pisałam, w środę idę do gin i spróbuję wyciągnąć co się da.

  17. ~pati pisze:

    No to ja dorzucę teraz swoje 3 gr odnośnie tsh ja miałam na początku ok 2,5 i w Gamecie wyśmiali lekarza który konsultował ów wynik z endokrynolog że „życzą mu powodzenia”- ironicznie oczywiście- w stymulacji bo jaj nie będzie. To były początki i to była pierwsza stymu na clo. Jaja się udały, efektu ciąży brak. Później tsh po jakimś pół roku samo spadło do 1,2. W 2016 miałam w lipcu 1,2 a q sierpniu już 1,8 i tak zostało i w ciązy też miałam 1,8 na początku a na wypisie ze szpitala czyli w 3 miesiącu miałam 0,9 i to było przed zabiegiem. Więc ja nie ogarniam tego tsh zupełnie a endokrynolog mnie wyśmiała i powiedziała żeby iść do diabetologa, jak chciałam na NFZ badania na tarczyce.
    Wczoraj zmienili mi termin wizyty u genetyka. Ide dziś też na NFZ ciekawa jestem co z tego wyjdzie. Lista badań na kartce spisana. Zobaczymy ale mam średnie nastawienie. A w pon mam gin. bo moja ciekawość wygrała i postanowiłam się podejrzeć i zobaczyć co z endo, to będzie 16 dc.
    Do tego jeszcze burdel i remont w mieszkaniu- od wtorku wpada majster. Zwariować idzie.

  18. ~Malibuuu pisze:

    Iza super wieści ja też nie wierzyłam, że w 6 miesięcy tak wiele się zmieni w moim życiu.

    Sporo nie pisałam ale chciałabym zdać relacje, może komuś pomoże i da nadzieję.

    Nieprawidłowe przepływy w pępowinie zostały zdignozowane już w 12 tygodniu ciąży, w 9 już dr widziała, że moja macica jest słabo ukrwiona. Od 12 tyg. Dostałam Acard 150mg a od 20 tyg. zalecenie odpoczynku, zero stresu, dieta i dużo nabiału. Wypijam dziennie litr mleka, i około 400 gram innego nabiału, po posiłkach leże na lewym boku conajmniej godzinę a nawet i więcej. Na połowkowym moja Maryśka była o tydzień mniejsza niż wynikało to z wieku ciąży. Załamałam się choć sporo chyba było mojej winy gdyż po drodze wmówiłam sobie cukrzycę ciążową i przeszłam na mega restrykcyjkną dietę. Po tej wizycie olałam diety. Stres mnie zjadał, przepraszam i dziękuję za wsparcie (wy wiecie). Najważniejsze moja mała już nie taka mała :) od 26 tygodnia przepływy się ustabilizowały i są prawidłowe a wczoraj w 28+2 tyg. Maryśkuś nadrobiła i ma 1250g. SZOK!!! Dr zrezygnowała z wizyt co dwa tygodnie i mam się pokazać za miesiąc. Nadal grozi mi preeclambsja ale wiem, że z każdym dniem jest coraz lepiej. Dzięki Bogu.

    Nie obiecuję, że przestanę śfirować!!! Ależ skąd!! Ja się kwalifkuje do leczenia psychiatrycznego, bądź zaraziałam się od meża hipochondrią!! :)

    Jesze tylko na temat ruchów dziecka, czuje je słabo czym średnio raz na dzień zawracam głowe moim psychoterapeutką :* kisses girls. Moja dr powiedziała, że mam nie liczyć, najważniejsze, że coś tam pyka… A mniej czuje bo jestem po prostu tłusta :) (plus – to moja interpretacja,każda lepsza niż ta o tłuszczu – mam łożysko na przedniej ścianie opis z ostatniego usg tylko jak to możliwe, że wcześniej było na tylnej).

    Trzymam kciuki za wszystkie staraczki, moja teoria jest jedna – wcześniej czy później się udaje!!! I nie ważne jak :) Pozdrawiam Agata i Maryśka

    • ~pati pisze:

      Malibuu :) dobrze że odleżyn nie dostałaś :) Psychoterapeutki masz 3 :* i to bez płacenia za wizyty w opcji all inclusive 24/24 dostępne. A jak chcesz do psychiatryka to spoko ja już pokoj będę rezerwować niebawem, Magdanr2 jak coś chce obok mnie kolejny to na pewno dla ciebie też się znajdzie :D Tylko ciekawe po ilu dniach nas wywalą albo w ogóle zamkną na dobre :)

    • ~LILOĄ pisze:

      Szczerze myślę, że oprócz Antosia, jeszcze jedno mnie spotkało w tym roku a właściwie potrójnie … Mam Was :-)
      24/7 tak jak pisze Pati all inclusive.
      Jak to mówi M … kto tak napitala od rana? …. jak to kto? … Wy wiecie :-) xxx

      • ~pati pisze:

        Aaaaa mój dziś ladowal mi na tel skypa żeby spr czy działa u taty i mowi one tak na serio caly czas? ja mowie nooo :) Nie przestajecie? ja mowie nie, ale nadrób później hihi to jest mistrzostwo :)

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      Cudowne wieści …. :)
      Ja też nie liczyłam ruchów za bardzo i nikt mi nie kazał tego robić , a jak Marysia osiągnie wagę 2kg i więcej to uwierz nie będzie to pykanie a porządne ciosy :D
      No i łożysko na przedniej ścianie ponoć „zakłóca” czucie ruchów ,także wszystko w najlepszym porządku :)

    • ~Izabela pisze:

      Malibu, ja przy domniemaniu hipotrofii dostawałam teofiline w kroplówkach, a później w domu zażywałam theovent czyli to samo w tabletkach. jest to lek dla astmatyków na poszerzenie naczyń krwionośnych. nie wiem czy to podziałało czy samo przeszło, ale ważne, ze młody urodził sie zdrowy , czego i Tobie życzę

      • ~pati pisze:

        Izabela zapomniałam zupełnie o tym ale faktycznie moja alergolog mówiła mi że kobietom w ciąży daje się ventolin tylko teraz już nie pamientam dokładnie w jakich sytuacjach, ale to fakt leki dla astmatyków są przydatne :)

  19. ~pati pisze:

    Izuś dzięki Ci za nie :) Za Węzona Izabele Lene Sza Magdenr2 MagdelenaS olge82 Anittt paradise- kaklife no i moją trojcę Liloa, Mała Ania i Malibuu i całą reszte i zawsze TY :) Dzięki za to miejsce i Ciebie :)
    Jak kogoś nie umieściłam ładować kopniaki :)
    a Wendy i Anett ja za was trzymałam kciuki od początku razem podchodziłyśmy : ) Wasze cuda na świecie świadczą że sie udaje :) A Iza ty wiesz dokładnie każda droga do macierzyństwa jest dobra :) czekam w niecierpliwocsią na info o tym twoim tel :)

  20. ~Magdanr2 :) pisze:

    Dziewczyny bo do Was mam zaufanie :) Mamy które mają doświadczenie polećcie jakąś spacerówkę/parasolkę którą można od 6 mce używać , taką żeby się na płasko rozkładała , była lekka i fajna w użytkowaniu .
    Iza mam nadzieję że się nie gniewasz za pytanie , ale gdzie jak nie tu mogę zapytać :)
    Jedziemy sierpień/wrzesień nad morze i chciałam zamiast tej wielkiej kolubryny wziąć coś małego :)

    • ~Kaja pisze:

      Hej Madzia, ja mam upatrzonego Britaxa. Britax Agile. Nie jest to parasolka tylko wózek składany jedna ręką w pół. Robią go w wersji 4 kółka lub 3 kółka jako wózek do biegania. Ma fajny duży daszek, dobrze się prowadzi i mieści nawet spore dziecko. Rozklada sie na plasko. Moja koleżanka i szwagierka użytkuja taki obecnie i bardzo polecaja :)
      Tobie z kolei dziękuję za podpowiedź o bujaczku Tiny Love, bo przed urodzeniem Agatki o nim wspominalas, u nas do tej pory super się sprawdza i jest dziennym lozeczkiem Szymka ;)

      • ~En pisze:

        Na zwykłą parasolke Agatka będzie za mała jeszcze. Mamy britaxa (brexit ;)) 3 koła, waży 10 kg czyli lekki, rozkłada się na płasko, koła 17 cali czyli wjedzie nawet na piach. W zimie mieliśmy na tym stelażu gondole, teraz spacerowke. Cena 1 tys za nową spacerowke jak się dobrze poszuka. Składa się naprawdę jednym ruchem. Bardzo polecam :)

        • ~Magdanr2 :) pisze:

          Dzięki Dziewczyny , pooglądam :)
          Chociaż kusza mnie takie spacerówki co po 6 kg ważą .
          Zwłaszcza że teraz potrzebuje dosłownie na chwile na wrzesień , a później dopiero będziemy używać jak Agata skończy 1-1,5 ( taka dużą klasyczną właśnie mamy ) .
          Dzieć rośnie na mym cycu jakbym śmietaną dokarmiała , a ma dopiero 3 mce ( ponad 6 kg ) , więc jak będzie miała ponad 10 kg to chętnie z tego 2 piętra znosić nie będę :)
          Kaja u nas tez sie tiny świetnie sprawdza , rano jak robię śniadanie , albo jak gotuje obiad Agata może ze mną urzędować w kuchni i rozmawiać ze ślimakiem :)
          Buziaki dla Waszych „Maleństw” :)

          • ~Wendy pisze:

            Już 3 miesiące ? Ale czas leci. Jak ja marzę żeby ten mój Kudłacz już był interaktywny a nie tylko spał i spał. I tak człowiek czeka na to karmienie jako jedyny kontakt z własnym synem :-) .

            • ~EwaJa pisze:

              Magdanr2, duża ta Twoja Agatka! Ja swoją niespełna 11-miesięczną córeczkę właśnie tuczę śmietanką (z polecenia gastrologa) i mam nadzieję, że po tej kuracji waga w końcu ruszy do góry.. Moje chucherko waży niecałe 8 kg.. Wszystkie spodnie muszę zwężać, bo zlatują jej z pampersa ;) Wyniki ma super (wysyłają nas na nie co 2 miesiące), chętnie je, a waga praktycznie stoi w miejscu.. A może mi po prostu modelka rośnie.. ;)

              • ~Wężon pisze:

                Jeśli chętnie je, zachowuje się normalnie i ma dobre wyniki, to po co ją tuczyć?
                Roczna Laura też miała 9 kilo i tak stała parę miesięcy. No ale ona miała inne parametry wyjściowe. :)

                Jeśli wszystko jest OK, a waga stoi, to nie ma się czym martwić.

                • ~EwaJa pisze:

                  No właśnie! Twoja Laura była wcześniakiem, więc waga 9 kg, w jej przypadku to było super. Moja L. ważyła na starcie 3300. Pediatrę zaniepokoiło to, że przez ostatni miesiąc nic nie przybrała, nawet grama i wysłała nas do gastrologa. Wiesz, mam nadzieję, że taka uroda mojej córki – będzie drobniutka. Tylko spokoju mi trochę nie daje to, że praktycznie od początku walczymy z zaparciami. Pomimo podawania dużej ilości płynów, jabłek i śliwek suszonych, nadal pojawiają się zaparcia, do tego stopnia, że mała płacze przy wypróżnianiu. Na razie dosłownie tuczymy małą wysoko kaloryczną dietą. I czekamy na efekty. Potem zobaczymy, co dalej.

            • ~Kaja pisze:

              Wendy, rewelacja, że czekasz za karmieniem. U mnie na początku, karmienie to był koszmar. Odliczalam ile jeszcze do niego zostalo, bo młody się tak wyrywal i płakał. Ale teraz po 4 mies mam ochotę piersią karmić wieczność, takie to wygodne :)
              Pozdrowienia dla Kudlatego Ksieciunia :)

          • ~Kaja pisze:

            Madzia, ślimak jest the Best :) U nas kołyska tez wędruje po całym domu.
            Nasz chłopiec ma już prawie 4 mies i 6,5 kg. Ewaja w pewnym momencie tez mieliśmy akcje, że za mało przybiera i co tu robić i się okazało, że w gabinecie u lekarza Pani doktor go źle zważyla i wprowadziła niepotrzebnie zamieszanie.

  21. ~Martyna pisze:

    Dziewczyny ( Liloą) orientujecie się gdzie w 3-miescie zrobię badanie komórek NK? I jaka jest cena?

    • ~LILOĄ pisze:

      Najlepiej w Akademii Medycznej, tak poleciła mi immunolog. Badania robią od pon-sob, najlepiej się umówić przez internet bo kolejki zacne. Jedynie będąc w ciąży można pobrać numetek B i załatwić wszystko szybciej.
      Nie pamiętam ile kosztują ale raczej w każdym innym miejscu w 3 mieście będzie drożej. Cennik znajdziesz na stronie AM teraz UCK.

  22. ~Kaja pisze:

    Iza, wszystkie dziewczyny! To niesamowite ile dobrej i pozytywnej energii przeplynelo pod tym postem. Tyle radości, łez szczęścia, wzruszeń, optymizmu! I najlepsze w tym miejscu jest to, że każdy pomaga drugiemu jak może i nie podcina skrzydeł. Podziwiam Was dziewczyny, które tak ostro cały czas walczą i maja na to siłę! A te, które już nie mają siły i walczą o swoje szczescie podziwiam jeszcze bardziej :) Wszystkiego dobrego dla wszystkich! Aby „to dlugo wyczekiwane nowe” jak najszybciej zagościło w Waszych domach, bo u mnie już jest:) i tez juz nie pamiętam jak to jest jak Go nie było. …

  23. ~Marysia pisze:

    Hej dziewczyny :) liczę na Waszą pomoc. Ile dni po histeroskopii krwawiłyście ? W piątek miałam histero a krwawienie wcale się nie zmniejsza. W czwartek powinnam dostać miesiaczke bo odstawiłam yasminelle (anty) ale nie wiem czy ja dostanę a o ile tak to czy ja rozpoznam a chcemy zaczynać długi protokół. Nie wiem czy rozpoczynać kolejny blister yasminelle czy stracić odpuścić ten cykl bo długi protokół mamy zacząć od ovulastanu. Nie wiem co robić. jestem kompletnie zielona, bo to nasze pierwsze ivf.
    Nie chcę stracić kolejnego cyklu :( I tak już jest miesiąc obsuwy przez te histeroskopie. Dzwoniłam do kliniki ale powiedziała mi tyle co sama wiedziałam. Pomóżcie:)

    • ~Wężon pisze:

      Marysiu, ja miałam 6 histeroskopii, w tym dwie z laparoskopią i nigdy nie krwawiłam. Jedyne co to ślady na wkładce zaraz po zabiegu i potem już nigdy nic.
      To sprawa indywidualna. Możemy pomóc Ci tu statystycznie, ale pewności nie będzie. A co Ci robili przy tej histeroskopii?

      • ~Marysia pisze:

        Tylko wycinek pobrali. Nie wiem czy czekać na miesiaczke, brać dalej yasminele czy odpuścić cykl i czekać na normalny okres i wtedy startować z ovulastanem.
        Zaczynam się martwić o to krwawienie. 3dni już, może niewielkie ale jednak. W życiu nie rozeznam się czy to @czy po histero.

        • ~pati pisze:

          Marysia moze ja nie mialam histero ale problem z rozpoznaniem okresu mam. Kolokwialnie plamie w srodku,plamie jak sie podcieram po siku i to moze trwac nawet z 4 dni. za pierwszy dzien okresu uwazam taki w ktorym leci z siusiu. Ostatnio mialam tak ze polecialo a drugi dzien nic…. i znow lekkie palmienie jedynie w srodku ale jak w 4 dniu po tej sytuacji polecialo to lecialo juz jak na mnie konkret. Wiecej nie powiem co do histero ale Wezon ma racje to sprawa indywidualna niestety. Moim zdaniem jak nie masz pewnosci i idziesz dlugim to przesun o miesiac. Wiem latwo mowic bo chcialo by sie juz tu i teraz ale uwierz lepiej byc spokojniejsza niz pozniej rozkminiac czy aby napewno to byl ten dzien cyklu.

          • ~Marysia pisze:

            Dzięki Pati :* chyba tak zrobię. Poczekam ten cykl. Zawsze miałam regularne @, antykoncepcji też nigdy nie brałam. Zupełny dziwoląg ze mnie;)
            Chciałabym już zacząć, 5rok starań… tyle czekania a jak nie zaczniemy w czerwcu to stymulacja , transfer przeniesie się na sierpień a wtedy mój mąż idzie do szpitala na kilka dni i przez to nie wiem czy będzie mógł być ze mną. .

            • ~pati pisze:

              Marysia mój M. jak widział zastrzyki jak robiłam w łazience to szybciutko uciekał :) przy rozrabianiu pregnylu sie pozacinał :) No a teraz to na dobrą sprawe chyba by wolał się wyprowadzić na okres stymulacji :) Jak to mówią co się odwlecze to nie uciecze :) Mi też się plany drastycznie pozmieniały ale co zrobić…

    • ~LILOĄ pisze:

      Marysiu,
      Ja również nie krwawiłam po histero.

    • ~Martyna pisze:

      Marysiu ja też bym poczekala. Wiem co czujesz, każdy miesiąc ucieka a Ty dalej czekasz i się stresujesz, że ciągle coś i wszystko się przedłuża. Znam to, ja też czekam teraz na kolejny transfer i chciałbym mieć go już za sobą, ale wiem, że najpierw muszę przygotować do niego moje ciało, co niestety wiąże się z czekaniem. Przygotowania są ważne i warto mieć pewność, że to okres. Będziesz przynajmniej miec pewność, że robisz wszystko tak jak trzeba.

      • ~Marysia pisze:

        Masz rację :) przygotowania są ważne, teraz na spokojnie będę odpoczywać i dbać o dietę i suplementy. Miesiąc to kropka w porównaniu z tym, ile już czekam. Dzięki za wsparcie :*

  24. ~Marysia pisze:

    A może coś nie tak ze mną? Ale nic mnie nie boli, nie mam gorączki. Lekarz mówił że mogę krwawić przez kilka dni . Może powinnam się zgłosić do lekarza? Jak jutro będzie bez zmian, to zadzwonię i się umowię do lekarza.

    Dziś dopadł mnie kryzys. Czemu nie mogę jak tysiące innych kobiet po prostu zajść w ciążę. ..? Muszę to wszystko przechodzić..?

    • ~pati pisze:

      Marysia i ty wkoncu bedziesz mamą. Ja do ivf podchodzilam z zaskoczki. A tak sie przestymulowalam jaja niby piekne z 10 min po punkcji dupa 3 jaja jedno sie zaplodnilo jedno zmutowalo jedno nie ruszylo. Cala spr z ivf nie jest prosta nasze org potrafia nas zaskakiwac niestety w zla strone w kazdym momencie. Nawet w 12 tyg ciazy. Dluga i wyboista droga przed nami…Niestety

      • ~Marysia pisze:

        To prawda. .. czytam Was od dawna, wiem, Co przeszłaś… życie jest tak cholernie niesprawiedliwe!
        Wiem, że powinnam być dobrej myśli, ale te czarne przychodzą tak bez mojej zgody…
        My walczymy, szargamy własne zdrowie dla dziecka a w tej samej chwili ktoś płacze bo właśnie zaliczył wpadkę albo zostawia dziecko na śmietniku :( to chore.

    • ~ana86 pisze:

      Marysiu kochana, 5 lat walki to bardzo dlugo. Kazda z nas tu nienawidzi czekac juz nawet miesiaca ani tygodnia bo ile mozna czekac…Ale lepiej moze tez miec pewnosc dla samego ivf czy to okres czy jednak reakcja po zabiegu. Podpytaj dr dla wiekszej pewnosci? Jak ja mialam miec za kilka dni trzecia inseminacje to dr zadzwonil zeby nie jechac bo wtedy weszla ustawa, prawo sie zmienilo, akurat ma pani pecha ze wlasnie teraz i zabiegow nie robimy. Znowu czekanie…Ryczalam jak glupia i uznalam ze zaczynamy juz tu i teraz z ivf…No i wypadly swieta wiec antyki jadlam przez to 2 miesiace i dalej czekanie…A dr mi powiedzial ze zadna roznica czy bede w ciazy w lutym czy w marcu-optymista! To byl zly czas, pogrzeb przed sama stymulacja…podeszlam jednak i nie wyszlo kompletnie nic nawet do transferu nie mialam nic na co dr wrylo… Za drugim ivf juz tak nie pedzilam tylko wykorzystalam czas-pojadlam suplementy przez ta przerwe i teraz obok spi moj Synek :) I juz wiem ze byl wart kazdej minuty i sekundy czekania choc wtedy szlag mnie trafial. Mocno wierze ze Twoje czekanie tak dlugie zostanie wynagrodzone i to jest ten czas :* Sprobuj myslec pozytywnie i przegnac kryzysy, nastawienie tez jest wazne :) Zaciskam za Ciebie kciuki!!

      • ~Marysia pisze:

        Ana, dziękuję za te słowa. Strasznie się wzruszyłam tym, co napisałaś na końcu. ..że obok śpi synek…Mam nadzieję że i u nas tak będzie.
        To czekanie jest okropne, ale muszę to przeżyć. Chociaż są momenty, gdy serce wali jak szalone i mam wrażenie, że nie wytrzymam tego :(
        Dziewczyny, dziękuję Wam za pomoc :) potrzebowałam rady kogoś z boku, kto też w tym siedzi i na spokojnie oceni sytuację. Odpuszczę ten cykl, poczekam na normalny @. Najlepiej podejść do tego na spokojnie. Tak jak chcieliśmy ale .. na wstępnej wizycie lekarz dopatrzył się czegoś co mogłoby być polipem i skierował mnie na histero. No i okazało się że to nie był polip, tylko pofałdowane endo.
        Dam sobie miesiąc przerwy. Uspokoję zszargane nerwy; ) i wtedy zaczniemy.

  25. ~Kas pisze:

    Dziewczyny, prośba o pomoc w interpretacji wyników tarczycy.
    TSH 0,92 (0,35-4,94)
    FT 4 0,82 (0,70- 1,48)
    FT 3 3,21 (1,71- 3,71)

    • ~Aga M pisze:

      Za wysokie T3 w stosunku do T4. Zrobiłabym dalszą diagnostykę: anty TPo, anty Tg i koniecznie USG tarczycy.

    • ~Aga M pisze:

      A jakie samopoczucie?

      • ~Kas pisze:

        Usg miałam w październiku, kolejne w sierpniu. Mam guzek do obserwacji od paru lat, poza tym ok. Samopoczucie… mam trójkę dzieci, więc jestem mocno wypompowana, nie wiem, co może być objawem tarczycy, a co zmęczenia i przewlekłego stresu. Zrobię to anty tpo i tg.

  26. ~pati pisze:

    Byłam wczoraj u gin na podglądzie i co dupa blada. Co z tego że łaskawie mam okres 3 cykl od 3 lat ktory przyszedł sam. 1 po szpitalu 2 przed wyjazdem do Malibuu- 28 dni, 3 -35 dni. Wczoraj był 16 dc i co endo 4 mm, jaja jak na PCOS no oczywiście są i to kilka największe 10×8 mm i ze 4 jeszcze jakieś… dupy nie urywa, szału nie ma. Zakładając cykle 28 dniowe to szans na naturalny cud brak, zakladając dłuższe 35 dniowe no może coś by i tego ale szanse marne. Porównałam ów wyniki z wynikami sprzed 2 lat, z początku gdzie nie było okresu bez luteiny i wyniki praktycznie identyczne.
    Żegnam się z myślą o kolejnych podejściach na samej „lekkiej” stymulacji za to się witam z myślą IFV. Żeby nie było 17.06 Salve Welcome To… i znów mało wylewny prof S. już nawet nie chce mi się pisać listy pytań- na które oczywiście odpowie szczegółowo ale nie pytasz to nic sam z siebie nie powie.
    Co do mojej ciąży usłyszałam że niestety tego typu „zjawisko” to kur…ski przypadek- pierwszy raz przyjełam to na klate i nawet mnie to sformułowanie nie zabolało, chyba zaczynam się z tym godzić powoli. Dla świętego spokoju czekamy na kariotypy.

  27. ~Wężon pisze:

    Martucha, jak tam synek? Grzecznie kopie, nie straszy mamusi?

    Margom, jak po badaniu tarczycy? Co lekarz powiedział?

    Meliska, jak decyzja, kiedy transfer?

    • ~martucha pisze:

      Rusza się ale raczej to już nie kopanie tylko takie przesuwanie. Takiego stracha jak tydzień temu póki co nie napędza. A dziś akurat mam na 12 planowe ktg w szpitalu i może lekarz mnie zbada czy już coś się zaczyna…

      • ~martucha pisze:

        dzisiejsze ktg ok, czop śluzowy rozpulchniony, rozwarcie na czubek paluszka, zalecono seks albo czekanie aż się zacznie :-D

  28. ~martucha pisze:

    Nadrobilam komentarze i już się wyjaśniło co tu często taka cisza. Po prostu piszecie sobie poza blogiem :-) fajnie że internet oprócz hejtu, porno i durnych filmików niesie ze sobą masę pozytywnych emocji i znajomości. Jest to niezwykle budujące :-)

    • ~pati pisze:

      martucha bo Iza by niektóre rzeczy ocenzurowała :) albo nas zablokowała :) U mnie przestój może coś sie ruszy po wizycie u prof. to bede bombardować pytaniami bo wiele zapomniałam już.
      Ale fakt jakos mało tych ktore mają teraz transfery, wiecej jest mamusiek i ciężarówek :)

      • ~martucha pisze:

        Iza? no coś Ty… w życiu by czegoś takiego nie zrobiła :-D

        • ~iza krotki blog pisze:

          No chyba że handlują dragami :)

          • ~pati pisze:

            Izuś tylko co jakiś czas ślemy sobie leki hihi chociaż Mała Ania pewnie już ode mnie nie będzie chciała paczek bo tak obkleiłam na okrętkę taśmą claxene hihi że aż sama płakałam ze śmiechu że jak dostanie to mnie zabije :)

    • ~Wężon pisze:

      Martucha, te wariatki gadają między sobą. ;) Jakby gadały tutaj, to byś w życiu nie nadrobiła. ;)

      Tak na serio, to już tu strasznie mało w trakcie IVF się zrobiło. Większość szczęśliwie zaciążona i zadzieciona.
      Pamiętam jak było po kilka-kilkanaście transferów miesięcznie, a teraz ledwie jeden, albo i to nie.

  29. ~Psuja pisze:

    Wiecie czym jest przewrotność losu? Gdy próbujesz cztery razy InVitro, lekarze nie wiedzą dlaczego się nie udaje, specjaliści znajdują jakieś dziwne mutacje genetyczne, inny podejrzewają niepłodność immunologiczną a ty jak gdyby nigdy nic zachodzisz w naturalną ciąże…
    Okres się spóźnia, cztery testy z moczu są pozytywne a dzisiaj Beta wyniosła ponad 700. Jestem przerażona!!! Nie dociera do mnie co się dzieje z moim organizmem!!!

    • ~Lidka pisze:

      Psuja, przecież to wspaniale! :-D:-D:-D. Gratulacje! Twój organizm po prostu sam wykombinował, co należy zrobić ;-).

    • ~martucha pisze:

      Psuja!!! to tak jak stało się u mnie :-D
      a że zaraz rodzę to ktoś musiał przejąć pałeczkę… :-D wychodzi na to że padło na Ciebie :D gratulacje!

      jak urodzę to zrobię update mojej historii, bo właśnie mnie oświeciło że tam same stare dzieje sprzed naturalnego cudu

    • ~pati pisze:

      Psuja !!!!! ogromne gratulacje :)

    • ~LILOĄ pisze:

      Psuja,
      Ale czad !!!! Gratuluję.

    • ~Wężon pisze:

      Psuja, Ty nie bądź przerażona, tylko szczęśliwa. Organizm wziął sprawy w swoje ręce.
      Teraz dbaj o siebie i raportuj postępy.

      Gratulacje!!!

      Czy Ty się ostatnio nie zastanawiałaś nad kolejną procedurą?

    • ~Patka pisze:

      Brawooo!!! Czyli to raczej nie były blokady fizyczne, a kwestia stresu i szczęścia :) cudowna wiadomość!

    • ~iza krotki blog pisze:

      Gra-tu-la-cje!!! No wpadka jak nic :D Ale namieszalaś, Psuja :) Co tam, medycyna, organizm sam wie lepiej :)

  30. ~Samosiejka86 pisze:

    Wow Psuja….ale wiadomość. Gratulacje!

  31. ~Bianka pisze:

    No… nie odezwałam się, nie wyjaśniłam Wam, wydaje mi się, że kiedy pisałam Wam o podejrzeniu potworniaka to było w minionej epoce, tyle nerwów kosztowała mnie walka o ustalenie co mi dolega, tak wiele musiałam znieść i tak bardzo byłam wściekła kiedy okazało się, że obcy ludzie na podstawie jednego usg rzucają diagnozy powalające na kolana. Wiele można by napisać o tamtej sytuacji jednak nie chcę chyba do niej wracać. Finał jest taki, że to nie był potworniak, to była bzdura jajnik i jajowód zostały. Pojawiły się problemy innej natury, w pracy otrzymałam wymówienie z końcem marca, redukcja etatów, bywa, stwierdziłam wiec, że bez pracy starania trzeba przerwać, nie wzięłam clo… ale czy przyszło nam do głowy żeby się zabezpieczyć… no skąd, przecież sama jestem chodzącą antykoncepcją… Otóż (i nie wiem jak to nazwać- cud? Sama właściwie nie wierzę w to nadal) 2 maja zobaczyłam 2 kreski, 3 maja beta w szpitalu na cito 43,6 a 5 maja 114,3 dalej już nie robiłam. Wg. usg dziś zaczynamy 9 tydzień i wygląda na to, że wszystko jest w porządku (u mnie… w porządku, rozumiecie?) Do pracy musieli mnie przywrócić, takie prawo. PCOS, endometrioza, IO, niedoczynność i wpadka ;) najbardziej oczekiwana wpadka w życiu. Nieustannie tu zaglądam i nieustannie trzymam kciuki za Was wszystkie (w przerwach na bliskie spotkania z toaletą, bardzo bliskie i bardzo częste). Wierzę, że to moc bransoletki <3. Pozdrawiam Was serdecznie a z Tobą Izul oczekuje na TEN telefon w niecierpliwości. Dziękuję!

  32. ~Borówka pisze:

    Ale jaja dziewczyny! aż się buzia sama cieszy, gratuluję! :D

  33. ~Psuja pisze:

    Dziewczyny, dziękuję za pozytywne emocje i miłe słowa.

    Martucha – chętnie przejmę pałeczkę. Trzymam kciuki za szczęsliwe rozwiązanie.

    Węzon – my mieliśmy za miesiąc podejść do kolejnej próby. Czekaliśmy tylko aż ten cykl minie.

    Bianka – wariatko, jedziemy na tym samym wózku :)

  34. ~gaja pisze:

    Takie rzeczy tylko tutaj!!!

    Gratulacje!

  35. ~Wendy pisze:

    Bianka i Psuja super! Udowadniacie ze wszystko jest możliwe nawet kiedy teoretycznie ivf zawodzi! Niech cuda rosną mocne i zdrowe.

  36. ~Patka pisze:

    Mam pytanie :) po pierwszym podejściu do in vitro udało się nam uzyskać jeden zarodek prawidłowy (drugi odpadł po badaniu PGS bo miał nieprawidłowe chromosomy). Od połowy kwietnia jest z nami córeczka Ala (urodzona na początku 40 tyg, 10 pkt). No i teraz pytanie :) kiedy najlepiej starać się o drugiego dzidziusia? Też myśleliśmy o kolejnym in vitro, a przyznam, że chciałabym spróbować podjeść do transferu będąc jeszcze na macierzyńskim (mam roczny). Ile czasu powinno upłynąć od porodu do kolejnych starań? Pewnie musialabym zakończyć kp, bo z hormonami się tego niestety nie pogodzi, a to jedyny minus tego pomysłu. Lekarz mówi, że najlepiej poczekać rok, ale to trochę dla mnie za długo, bo boję się powrotu do pracy i tego, że mnie firma zwolni jak tylko wrócę – bo są teraz różne redukcje i cięcia kosztów. Co doradzicie?

    • ~Darus pisze:

      Możesz wziąć wychowawczy. Nie będziesz mieć dochodów ale nie zwalnia cie. Możesz wtedy podjąć inną pracę ale czy tylko zlecenie czy też na umowę to już nie jestem aż tak w temacie bo przepisy mogły ulec zmianie. Jest to jakaś opcja żeby opóźnić podejście.

    • ~Wężon pisze:

      Patka gratulacje. Chyba się nie chwaliłaś porodem.

      Zależy jak rodziłaś – po SN można się starać po pół roku, po CC zalecają jednak rok.

    • ~Ania pisze:

      Patka a ja tak z innej beczki, pomyślałaś może na jaki hardkor się piszesz wracając jak najszybciej do kliniki w przypadku małego dziecka w domu i kolejnej ciąży? No chyba ze masz jakaś pomoc w postaci dziadków, żłobka czy niani. Ja wróciłam 15 miesięcy po cc nie wierząc kompletnie w powodzenie transferu bo mieliśmy najsłabszy z możliwych zarodków i tak oto jestem w ciąży, rzygam i sama zajmuje się 18 miesiecznym synkiem i jedyne co mogę powiedzieć to że nie wyrabiam, zaniedbuje wszystko po kolei, a w stanach totalnej niemocy nawet synka. Podjęliśmy decyzje o wzięciu kogoś do pomocy bo psychicznie i fizycznie wysiadam. Pomyśl tez o tym. Każdy przechodzi inaczej ciąże, w pierwszej musiałam leżeć, w drugiej nie mogę sobie na to pozwolic ale za to rzygam całymi dniami i końca nie widać. Dom, pranie, gotowanie, zajmowanie się dzieckiem które potrzebuje dużo uwagi i zabawy to naprawdę dużo. Ale jakby na to nie patrzeć trzymam kciuki za rodzeństwo dla Twojej córeczki :)

      • ~Patka pisze:

        Wiesz, tę ciążę (moja pierwsza) przechodziłam idealnie, tzn. bez niemal skutków ubocznych he he he a przyznam, że nawet też sporo nie przytyłsm: 8 kg więc nie czułam się źle. Wydaje mi się jednak, że w moim przypadku liczy się czas – mam lekko przed 40-stką i czekanie na odchowanie córeczki nie wchodzi w grę. Przeraża mnie już i tak myśl, że gdy córcia będzie miała 18-tkę, to dziadkowie raczej tego nie dożyją, a ja sama będę przed 60-tką. Więc jeśli ma być rodzeństeo, to za „jednym ciosem”. Wiem, że łatwo nie będzie, ale dopóki mogę licxyć na pomoc rodziny, to dam radę :) jakby co, to zawsze mogę zapłacić za nianię – na wychowawczym nie będzie mnie już stać na taki liksus, więc to odpada :(

    • ~Kas pisze:

      Ja rodziłam naturalnie i wróciłam po zarodki, kiedy synek miał 15 miesięcy. Ciąża blizniacza, rzygałam całą jak kot (a w pierwszej w ogole), gdyby nie rodzice, to nie wiem, jak dałabym radę z nim na codzień. Teraz z perspektywy czasu uważam, ze to była super decyzja, ale ciąża była ciężkim czasem. Dzięki temu, ze urodziłam je, mogłam być z synem w domu do 3.r.z., od września pójdzie do przedszkola, a ja zostanę tylko z dziewczynami, więc będzie łatwiej. Ale ogólnie lekko nie jest ;) przemysl to dobrze i też swoje argumenty, bo chyba praca nie jest najlepszym. Kolejna ciąża w niczym nie przypomina pierwszej, nie można sobie poleżeć, pospac, kiedy się chce, problemem staje się każda wizyta u lekarza, czy wycieczka na pobranie krwi, a ewentualny pobyt w szpitalu to koniec świata. powrót do domu po porodzie oznacza stęsknionego malucha, cierpienie po cc i noworodka pod swoimi skrzydłami.

      Co do stanu organizmu, pamiętaj, ze ciąża mocno go eksploatuje, podobnie jak kp. Warto dac sobie rok na dojście do siebie o zebranie sił na kolejną ciążę.

      • ~Patka pisze:

        Z racji wieku mam niestety coraz mniej czasu i boję się, że każdy kolejny miesiąc odsuwa szansę na dobre komórki. Niestety nie namy zarodków, więc cała procedura pójdzie od początku i to prywatnie :(

        • ~Kaja pisze:

          Hej Patka, rozumiem Twój dylemat pt „kiedy”. Sama się zastanawialam kiedy wrócić po zarodki, bo na pewno ich nie zostawię w klinice. U nas trochę łatwiej, bo mamy mrozaczki. Minęły prawie 4 miesiące od porodu, a ja nadal nie mam planu. Jedno co wiem, to że ewentualna betę chce zrobić jeszcze na macierzyńskim, a drugie, to że chciałabym podchodzić do transferu na cyklu naturalnym, trzecie – to jak najdluzej karmic piersia. Z tym drugim jest o tyle problem, że cykl jeszcze nie wrócił i nie wiadomo kiedy wróci. Trzecie z kolei będę musiała zakończyć przed transferem ze względu na sterydy, które znowu dostane. Póki co, to czekam na spokojnie i ciesze się naszym dzidziusiem każda godzina, każda minuta, bo nie wiem czy będzie mi dane drugi raz jeszcze tego doświadczać ;) Po porodzie SN nie musisz czekać roku. Wyznacz sobie swoją granice kiedy byś chciała podchodzić i jak będzie się zbliżać, to łatwiej Tobie będzie podjąć decyzję. Będziesz wtedy wiedziała jak się czujesz i czy to jest już ten moment. Pozdrawiam i Gratuluje!
          Ściskam mocno Bianke i Psuje! Super wiadomości dziewczyny :) Jesteście the Best! !!

          • ~Patka pisze:

            Ha, dokładnie chcę tak samo poza naturalnym cyklem, bo musimy zacząć od nowa, ale zależy mi na jak najdłuższym karmieniu i też chciałabym się zmieścić na macierzyńskim, żeby było prościej :) ale zobaczymy jak to się wszystko poukłada :)

    • ~ob pisze:

      Patko, jest jeszcze jeden fortel – możesz wrócić do pracy, zmniejszyć etat o np. 1 godzinę i uzyskać w ten sposób ochronę na rok :)

  37. ~Meliska pisze:

    Gratulacje cudów :)
    Wężon, dziękuję, że pytasz. Podchodzę na cyklu naturalnym (samo CLO przez 5 dni 2/3 tabletki), dziś w 11 dc – endometrium 10 mm, z jednej strony dwa pęcherzyki 17 i 19 mm, z drugiej jeden 13,5 mm, estradiol prawie 900. Dziś w nocy Ovitrelle, w sobotę punkcja. Czy będą jakieś komórki – kto to wie? Na nic się nie nastawiam po moich przejściach, czas pokaże… Wybrałam cykl naturalny, rośnie w nim 2-3 pęcherzyki, a na dawkach 300 menopuru czy gonalu z 6, dziwna jestem :)
    A jak u Ciebie Wężon?

  38. ~Wężon pisze:

    Meliska, to powodzenia. Niech to wreszcie będą te pęcherzyki.

    Ja dzisiaj byłam na pierwszej wizycie w tym cyklu – 12 dc, endo 5mm. Ani dobrze, ani źle. Mogłoby mieć przynajmniej 6, ale miewało i 3 w tym dniu. Dobrze, że nie ma żadnych polipów, torbieli i innych niespodzianek.
    W poniedziałek kolejna wizyta i zobaczymy co dalej.

  39. ~Patrycja pisze:

    Bianka, Psuja, wielkie gratulacje! Organizm ludzki to prawdziwa zagadka, pięknie, że potrafi tak bajecznie zaskoczyć :-). Życzę Wam słonecznej ciąży!

    • ~Meliska pisze:

      Wężon, czyli w tym cyklu podchodzisz do crio? Jakbym mogła oddałabym Ci ze 2 mm z mojego endo,z tym akurat nie mam problemu, ale co z tego… znowu dopadł mnie stres i mała wiara.
      Trzymaj kciuki dziś.

      • ~Wężon pisze:

        Meliska w tym cyklu chcę podejść.
        Trzymam kciuki.
        Ja siedzę w przychodni i robię m.in. badanie krzywej insulinowej. Wypicie glukozy nie było takie złe, ale teraz mnie muli.

        • ~Meliska pisze:

          Wężon, a po co to badanie robisz?
          Ja już jestem po punkcji – 3 dojrzałe komórki, zobaczymy w poniedziałek jak z zapłodnieniem. Cykl naturalny – 3 komórki, a cykl na mega stymulacji (300 jednostek – gonal / menopur) – 5. Póki co cieszę się, że próbuje na naturalnym . Aczkolwiek po punkcji niezle mnie obstawili lekami.

          • ~Wężon pisze:

            Co dostałaś, jakie leki? Rzeczywiście na razie wygląda, że taki cykl z lekką pomocą to u Ciebie lepszy pomysł niż stymulacja.
            Trzymam kciuki za 3 zarodki.

            Po co badam? Po to, żeby znaleźć wszelkie możliwe przyczyny niepowodzeń. I żeby mieć czyste sumienie, jak się już poddamy.

            • ~Meliska pisze:

              No tak, masz rację Wężon, ja też jestem przebadywana od kilku lat wzdłuż i wszerz.
              Z leków dostałam: Encorton 10 mg, Lutinus 2×1, Luteina 1×2, Estrofem 2×1, Fraxiparine 1×1. No i ma wszelki wypadek kazali brać ten Euthyrox na TSH (po 6 tabletkach spadło z 4 do 2,5), chociaż inne parametry tarczycowe OK (endokrynolog twierdzi, że ten wzrost TSH to od Encortonu). Biorę jeszcze Folian i No-Spa w razie potrzeby.
              Jutro okaże się czy coś się wykluje…

  40. ~Wężon pisze:

    Dziewczyny, pewnie widziałyście, że Warszawa przegłosowała refundację. Zobaczymy, jakie będą konkretne wymogi i procedury.

    Przy okazji dyskusji nad projektem trafił się taki kwiatek:
    Przeciwny projektowi radny Dorosiński przekonywał: „Projekt zakłada, że w ciągu roku 150 urodzi się dzieci. To nie zmieni sytuacji demograficznej. Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest, czy to metoda jest słuszna, godziwa, dobra. Ze względów etycznych kary śmierci nie wykonujemy w wielu krajach. Tak samo jest z in vitro – to, że można ją wykonać, nie oznacza, że należy ją wykonywać. Sprzyja traktowaniu dzieci jako towar, który można kupić. Łatwo znajdziemy w internecie przypadki tworzenia dzieci pod określone zamówienia”.

    Piękna analogia, prawda?

  41. ~Anitt pisze:

    Psuja, Bianka !! WOW
    Takie rzeczy tylko tutaj !!!
    Aż się łezka kręci w oku.
    Moje gratulacje.
    Co do czasu od pierwszej do nastepnej ciazy to fajnie i logicznie tlumaczy to mam ginekolog na swoim blogu. Wystarczy poszukac. 1 rok czasu to mit chyba ze przy cesarce.
    U nas błogo.. Nie no żartuje :-)
    Julka super się rozwija, wszystko jest ok, lubi wisieć na mnie całymi dniami. Taki pieszczoch z niej :-) ja nie dostałam pokarmu.
    Ja postanowilam o siebie zadbać. Kiedy jak nie teraz ?! :-)

  42. ~Superaneczka pisze:

    Dziwczyny gratulacje !!! Wasze historie sa niesamowite :) przeslijcie troche tych pozytywnych wibracji w moja strone. W tym cyklu podchodze raz jeszcze do in vitro. Na razie czekam na okres a juz tak strasznie sie boje :(

    • ~Patka pisze:

      Polecam poczytanie o … prawie przyciągania :) to filozofia mówiąca o tym, że wszechświat pomoże nam zrealizować plany, tylko trzeba to sobie wizualizować. Ja zobaczyłam swoją córeczkę w snach przed transferem i wiedziałam już, że to będzie dziewczynka :) na pewno pozytywne nastawienie i wizualizacja nie zaszkodzą :) powodzenia!

      • ~Superaneczka pisze:

        Patka widzisz, tylko ja mam taki chory mozg ktory mnie bombarduje negatywnymi myslami ze np nic z tego nie bedzie, albo ze dziecko bedzie chore. Wiec takie prawo przyciagania to u mnie daje odwrotny skutek. Bo martwie sie tym, ze przez te negatywne mysli przyciagne cos zlego! Lata niepowodzen sprawily ze jestem chyba na skraju choroby psychicznej :/

        • ~pati pisze:

          Superaneczka to łatwie ci pokój w psychiatryku obok mnie Malibu i Magdynr2 :D będzie raźniej :)

        • ~Patka pisze:

          Skąś to znam, bo mam podobnie, kednak w tych lepszych momentach zauważam, że jednak to prawo przyciągania działa. Niestety działa w dwie strony – jak człowiek skupia się na złych emocjach, to przyciąga złe wydarzenia. Wiem, że łatwo nie jest, ale drobnymi kroczkami warto spróbować :)

  43. ~po pierwszym in vitro pisze:

    Melduję się po przerwie. U nas wszystko ok. prenatalne ok :) Chyba parka :) przepraszam , że nie pisałam, ale musiałam odpocząć od bloga. miałam blokadę… rok temu zaglądała bedąc w ciąży iskończyło się jak sie skończyło…… i wiem, ze to głupie… i niedorzeczne… ale wiem, że zrozumiecie. Więc przepraszam, teraz jestem spokojniejsza, dzieciaczki zdrowe o co bardzo sie bałam i …. myslę , że już bedzie wszystko dobrze !!! zaraz nadrobię zaległości :) jesteśmy w połowie ciąży :) jest ok. wszystkim staraczkom przesyłam wiruski :)

    • ~Wężon pisze:

      Super, że się odezwałaś. I super, że wszystko OK. Nawet Cię wzywałam kilka razy.
      Rośnijcie zdrowo. Odzywaj się teraz wcześniej.

      • ~po pierwszym in vitro pisze:

        :) już teraz spokojniej, prenatalne… nikomu nie życzę… jeszcze w perspektywie 2 dzieci do badania… horror… ale wszystko ok :) już spokojniej, chociaż stres nadal… zazdroszczę babkom, któe zachodzą anwet nie wiedzą kiedy, chodzą na wizyty, bez stresu… my po przejściach… nie mamy tego komfortu…
        Wężon trzymam kciuki za Ciebie! musi się w końcu udać!!!

    • ~Patka pisze:

      Brawo!!! Teraz to z górki! Wypoczywaj i ciesz się życiem … i spokojem :)

  44. ~bea33ta pisze:

    Psuja, Bianka ale mi ciśnienie skoczyło. To cudowne wieści.

    Ja wierzę,że to są cuda nie bransoletki nie filozofia ale odpuszczona głowa pogodzenie się z tym na co nie mamy wpływu. Tak samo uważam ,że było w Twoim przypadku Pati to nie było jak Twój dr mówił cholerny przypadek ,że zaszłaś. Przypadkiem niestety złym było to że dziecko było chore.

    Trzymam kciuki za resztę dziewczyn. Nie jadę z Wami na jednym wózku , ale zawsze jestem myślami i zaciśniętymi kciukami za pozytywne transfery przy Was.

    Patka zrób tak jak Ci podpowiada rozum i serce ;) Masz siłę to idź za ciosem. Życzę powodzenia i podjęcie dobrych decyzji

    • ~pati pisze:

      bea33ta jemu wlasnie chodziło o cholerny przypadek że były wady. Czekam spokojnie na kariotypy nie na wariata i zobaczę co w Salve powiedzą z terminem w jakim musze się zmieścić. Tak z drugiej strony była to pierwsza osoba- ten dr- którego stwierdzenie że to był cholerny przypadek nie ubodło mnie mocno.

  45. ~ana86 pisze:

    Psuja i Bianka WOW!!! Brawo Wy :) Jestescie pieknym przykladem ze nadzieje zawsze trzeba miec…no bo czasem jak nie drzwiami to oknem z zaskoczenia ten maly ktos wreszcie droge znajdzie i w nasze zycie wkracza :) Cudne wiesci, spokojnych ciaz :*

  46. ~Patka pisze:

    Hallooo Renata? Jak u Was? Czy wszystko ok?

  47. ~gaja pisze:

    Meliska, jak tam efekty? Trzymam kciuki!

  48. ~Wężon pisze:

    Martucha, jak tam, jeszcze w ciąży?

    Meliska czekam na wieści. :)

    • ~Meliska pisze:

      Gaja, Wężon, dziękuję, że pamiętacie. Dzwonili rano – z 3 komórek są 3 zarodki :) Dziś transfer. Przed i po wspomogę się akupunkturą u dr Stadnika.
      Z góry dziękuję za kciuki i dobre myśli :)

      • ~martucha pisze:

        Meliska kciuki za transfer! 3 na 3 to piękny wynik!

      • ~gaja pisze:

        No nie, co za wynik! Brawo!

      • ~Wężon pisze:

        Bardzo ładnie to wyszło na tym naturalnym cyklu. Oby dalej też tak było.
        Bierzesz jednego? Resztę trzymają do blastki?

        To testujesz 23 czerwca, w dzień ojca, czy czekasz do 26?

        • ~Meliska pisze:

          Nie obyło się bez nerwów – trzy razy miałam ustalane, że transfer robi dr L., jeszcze rano dzwoniłam o wszystko dopytać. Przychodzę, a oni mówią, że nie jestem do niego wpisana. Lekarz do mnie wyskoczył, z całym wykładem, że odsłuchaja rozmowy i że to niby ja nie powiedzialam, że muszą teraz dłużej zostać itd. (a w sobotę mówiłam dwa razy i dziś rano – pielęgniarka mi mówiła ze wskazane żeby on robił i potwierdzili, że jestem do niego zapisana). Takie podejście do pacjenta / klienta, w przychodni gdzie tak dbają o PR… Człowiek miły i grzeczny, a oni z takim podejściem, a mój czas, a to oni niedopatrzyli. Powinni przeprosić, a nie oskarżać i to w takim momencie. Ten lekarz do slowa mnie nie dopuszczał – najezdzal na mnie – w końcu się rozplakalam i powiedziałam, że wychodzę i dziękuję za wszystko. Wtedy się zreflektował, nagle miły, poszedł mi relanium przynieść, bo ja sie cala trzeslam. Nagle zagadywał, żartował. Dr L. wpadł na transfer i też zaczął do mnie coś o tym, że ja coś źle umówiłam się, tamten go od razu zahamował. Gdzie jest to psychologiczne podejście lekarzy? W takim momencie ugryzliby się w język, a nie szarpali nerwy, jeszcze tyle się płaci – za usługę podania zarodka przez dr L (5 minut) 400 zl dodatkowo.
          Na końcu tamten lekarz mi jeszcze przyłożył ręce do brzucha, że musi się udać – chyba serio głupio mu było. Co nie zmienia faktu niesmaku… taka atmosferę zrobili, że to niepojęte. Jakbym wiedziała, to bym nawet nie pytała i niech robi transfer obojętne kto.
          I to takie przeboje u mnie. Mam nadzieje, że to nie zaszkodziło zarodeczkom. Podobno bardzo ładne – dwa podali i jeden do mrożenia. Coś marudzil dr L. przy transferze – ze słabo coś było widać i coś tam, że trochę krwi w środku, wąskie dojście… Ale ja już nic nie słyszałam. Dziękuję Dziewczyny za wsparcie i idę ochłonąć na aku.

          • ~iza krotki blog pisze:

            Meliska, jakie bezsensowne nerwy. Tez mam za sobą przepłakane akurat IUI u jednej takiej gwiazdy. Ale to co opisujesz, ledwo mi się mieści w głowie. Wygląda na to, że w każdydm jednak tkwi zakompleksione dziecko….

            • ~Meliska pisze:

              Iza, No chyba – ego to oni mają do kosmosu… Ja jestem miła, uśmiechnięta i uprzejma zawsze, ale są takie momenty gdy ktoś nie jest w porządku, że wybucham i chyba go zatkało – jak zapakowałam torebkę, papiery i powiedzialam, że idę sobie… W głowie się nie mieści coś takiego, w takiej klinice, a co dopiero przed transferem, który był opóźniony godzinę przez ich niedopatrzenie. Nie oczekiwałam przeprosin, ale już mogli przemilczeć. Widzi, że to moje piąte podejście, że było poronienie, że prosilam go o Relanium w sobotę. Eh, może to Iza ten sam? Mam nadzieje, ze to bez wpływu na zarodki. Powiedzcie coś żebym to przekluć na jakiś plus, bo się dojadę ;) Wy to umiecie. Ale swoją drogą pomogło – gość nagle zmiana o 180 stopni, no ale nie tak to powinno być. No cóż.

              • ~Ania pisze:

                Meliska pachnie mi to udanym transferem :) u mnie za każdym razem jak coś szło nie tak i albo płakałam albo rzucałam przekleństwami w myślach beta wychodziła pozytywna ;) nawet podczas tych transferów nie odlezalam tych kilku minut i poszłam odrazu do wc na siku. Z transferu kiedy pomieszali mi zarodki z 5 i 6 doby zarzekając się wcześniej ze takie sytuacje nie maja miejsca mam synka :) trzymam kciuki!

                • ~Meliska pisze:

                  Aniu, dziękuję za wsparcie :) Może faktycznie to odwróci się na szczęście ;) Czyli miałaś nerwowe udane transfery? Ile masz dzieciaczków?

                  • ~Ania pisze:

                    Melisko miałam łącznie 6 transferów, drugi udany ale poronienie, piąty udany i jest syn i szósty też udany, aktualnie 12 tc, czekamy na genetyczne.

          • ~Patrycja pisze:

            Melisko, to oczywiście skandal, co Cię spotkało, ale jestem przekonana, że nie wpłynie to na sukces transferu. Kobiety zachodzą w ciążę nawet na wojnie :-). Tyle, że Tobie zepsuli humor – stanowczo nie powinni! Dno.
            Teraz ten czas jest dla Was, sprawiaj sobie przyjemności.
            Muszę przyznać, że nikogo nie polubiłam w N., żaden lekarz tak naprawdę nie przypadł mi do gustu. Moja ostatnia stymulacja była u dr W., on nie pamiętał nic, ale to dosłownie nic! z mojego przypadku za każdym razem, gdy się widzieliśmy (a wszak widywaliśmy się nawet co dwa dni). I wymagał, bym to ja mu przypominała, zamiast zajrzeć do systemu (już nie mówię – sprawdzić wcześniej). No nie byłam miła. Po każdej wizycie kwas na cały dzień.

            • ~Meliska pisze:

              Patrycja, to był właśnie on.
              Nie dało mi – przeanalizowaliśmy połączenia i nawet miałam e-mail w sprawie transferu. Dziś mąż tam poszedł zapytać o umowę na mrożenie i natknął się na tego lekarza – nie omieszkał powiedzieć, że sprawdziliśmy wszystko i lekarz powiedział, że oni też sprawdzili i że nie mają żadnych zastrzeżeń i po sprawie, koleja odhaczona. Dla mnie to nie pojęte i tak, tak dbają o PR, niby taka super zorganizowana korpo, a co chwilę coś nie styka komunikacyjnie. Poza tym psychika jest ważna – całe to leczenie obciąża, a lekarz powinien wprowadzać spokój, a nie generować nerwy. „Wodotryski, drzewka, motylki, muztczka”, chyba trzeba zacząć trochę głębiej – od siebie, reszta to miły dodatek.

              • ~Meliska pisze:

                i nieodłączne – somewhere over the rainbow

                • ~Patrycja pisze:

                  Rany, nie znoszę tej melodyjki!!!
                  N. to kombinat, nie można tam niestety liczyć na wiele w zakresie tzw. ludzkiego podejścia, a nawet – jak się okazuje – elementarnej kultury. Dr L. też jest irytujący (a przynajmniej mnie irytował ;-) z tym swoim gwiazdorzeniem i bufonadą. A jego pomysły diagnostyczne u mnie się nie sprawdziły.
                  Aby tak nie być tylko „na nie”, to powiem, że lubię tam kilka pań pielęgniarek :-).

                  • ~Meliska pisze:

                    Patrycja, ja to samo, kilka pań jest tam fajowych :) Uwielbiam też szefa anestezjologów – super czlowiek. Na resztę spuśćmy zasłonę milczenia – nie chodzi o fachowość – skuteczność, a mentalność / „ludzkość”.
                    Mam porównanie – prof. W z BS, w sumie slawa, zero gwiazdorzenia – skromność, daje swój nr – zawsze oddzwania i nawet jak zakończyłam u niego leczenie – dostałam kiedyś e-mail z zapytaniem co o u mnie slychać (wiedział, że zmieniłam klinikę i nie uraził się ;)). Patrycja, a całe leczenie i sukcesy miałaś w N. czy sie przeniosłaś?PS. Tę piosenkę kiedyś bardzo lubiłam…

                  • ~Patrycja pisze:

                    Wszystko robiłam w N. Myślałam na jakimś etapie o przenosinach, ale zabrakło mi na to siły i determinacji. Tak naprawdę do 3. stymulacji przystępowałam po to, by mieć to za sobą ;-), nie robiłam sobie nadziei.

            • ~Meliska pisze:

              Patrycja, a przypomnij proszę na jakim jesteś etapie. Przepraszam, ale nie zaglądałam długo, a nie mam notatek i pamięci Wężona :)

              • ~Wężon pisze:

                Patrycja jest po 3 udanym transferze z lutego. :)

              • ~Patrycja pisze:

                Wężon jak zawsze ma rację, dzięki. Tak, udany transfer na początku lutego (który akurat – po stymulacji prowadzonej przez dr W. – robił mi dr Z., bo już naprawdę było mi wszystko jedno, którego z magików zobaczę między swoimi udami ;-)), 3 stymulacja i 3 transfer . Teraz jesteśmy w trakcie 21 tc. So far so good.
                U mnie sprawdziła się myśl, że nastawienie nie ma znaczenia, bo miałam fatalne, podobnie jak cały stan psychofizyczny.

      • ~Wendy pisze:

        Melodia ja tylko skromnie przypomnę ze transfery w poniedziałki mają moc, trzymam kciuki ✊️✊️✊️✊️

      • ~Lidka pisze:

        Meliska, kciuki zaciśnięte. Niech się porządnie zadomowi Twój zarodeczek :-).

  49. ~martucha pisze:

    Tak Wężonku, ja nadal w dwupaku. Pierdolca dostaję już. Taki stres mnie dopada. Praktycznie co wieczór wydaje mi się że to juz na pewno tej nocy. Jakies tam pobolewania są a potem budzę się o 5 czy 6 i dalej nic. Spokój. Gdyby lekarz nie wskazał mi daty 9 czerwca to teraz może trochę bardziej spokojnie czekała bym na 16 czerwca jako do równych 40 tygodni. Położna poleciła seks. Ale póki co nie pomógł… a dr nawet akupunkture mi w sobote robił. Ale też jakoś skutku nie ma.

  50. ~wredna czarovnica pisze:

    Moje Drogie,
    Leon jest już po drugiej stronie brzucha – 58 cm i 3900. Dostał 10 punktów na start. Drugie macierzyństwo jest bardziej dojrzałe, bo wie się, że te chwile mijają bardzo szybko.
    Patrząc z perspektywy, warto ustalić granicę i pomyśleć o sobie. Nie żyć w przeświadczeniu, że może za miesiąc będzie ciąża i czegoś nie zrobię (praca, hobby, cokolwiek). Odskocznia od leczenia jest niezbędna, zwłaszcza gdy się nie udaje.
    Jednocześnie życzę wszystkim leczącym się spełnienia nawet najskrytszych marzeń.

  51. ~gaja pisze:

    Mało tu teraz starających się, ale gdyby któraś reflektowała na Inofolic – znalazłam w szafce 11 saszetek. Ważne do końca maja, ale 12 dniami nie ma się co przejmować ;) Mam jeszcze też resztki Clo oraz Lametty. Ja już nie skorzystam.

  52. ~Superaneczka pisze:

    Dziewczyny ja dzis zaczynam kolejna probe. Pierwsz zastrzyk Gonalu juz wieczorem. Do tego cetritide i letrozole. Zobaczymy co z tego bedzie :) tak bardzo chce uwierzyc, ze sie uda ale wydaje mi sie to takie nierealne …

  53. ~martucha pisze:

    Wężon a Ty miałaś być wczoraj na wizycie? byłaś?

    Superaneczka – powodzenia!

    • ~Wężon pisze:

      Byłam i dalej nic nie wiem, jak zwykle. :) Endo rośnie ospale – 6 mm, jutro kolejna wizyta.
      Za to estradiol sprawdzony tak kontrolnie zrobił to samo co kiedyś – wyskoczył do 2 500 tys. (w tych jednostkach, co go 300 powinno być) i też mam jutro przed wizytą powtórzyć. Znowu jakieś cholera wie co, nie może być tak po prostu.

  54. ~Anett pisze:

    Meliska powodzenia, jestem pewna że to dobrego zły początek, gdzieś czytałam że niewielka dawka stresu działa mobilizująco na ogranizm a to dobrze wróży, no i ten poniedziałek!
    Martucha doczekasz się kochana, trzymam kciuki za lekki poród.
    Leoś część kochany, bardzo podoba mi się Twoje imię :)
    Wendy jak z laktacją?

    • ~Wendy pisze:

      Anett dzięki,że pytasz. Jest lekko lepiej ale bez szału to znaczy ok. 0,5 l mleka dziennie produkuję:-). Położna twierdzi,że jest bardzo dobrze jak na moją budowę tylko Kudłaczątko po prostu żarłok. Dokarmiam sztucznym po każdym kp. Początkowo miałam jakieś wyrzuty sumienia że nie daję rady i musi jeść chemię ale tak sobie potem pomyślałam światu nie dogodzisz no bo: ivf przecież zamiast normalnie zrobić dzieciaka, potem cc zamiast normalnie urodzić i jeszcze teraz dokarmiam zamiast tryskać mlekiem… przecież zwariować idzie od tego co świat nam wmawia,że trzeba!
      Jak u Was? Rośnie Remek zdrowo?

      • ~Anett pisze:

        Rośniemy rośniemy, na dzis 3680, wszystkie badania jak dotąd bez zarzutu, jedynie żółtaczka jeszcze nie minęła, ale bilirubina spada więc mamy się nie martwić- to się nie martwimy :)
        Cudny jest ten czas z maluszkiem.
        Niby juz bym chciala żeby był trochę starszy, bardziej kumaty, ale… chłonę, chłonę i jeszcze raz chłonę każdą wspólną minutę, czas tak szybko płynie.
        Wiadomo że by się chciało dzieciaka zrobić po spontanicznym seksie, potem mieć piękny, naturalny poród a następnie karmic piersią co najmiej 2 lata, ale… jest jak jest, najważniejsze że dzieciaki zdrowe.
        Ja karmię wyłącznie piersią i też czasami schizuję że nie dojada, ale puki przybiera prawidłowo i nie płacze, to staram się nie fisiować :)

        • ~Wendy pisze:

          Wow 3680 kg piękna waga. My moja droga ponad 5 kg bo przecież urodziłam olbrzyma. Ja tez raz chce żeby już był kontaktowy bardziej a potem zaraz chcę żeby był taki jak jest bo jest super.. Szczepienia mnie przerażają więc je trochę odsuwam w czasie.

  55. ~Azylkwo1985 pisze:

    Witajcie Dziewczyny…Piszę do Was podłamana…i przepraszam, ze pisze tylko z krótkim pytaniem, pozniej opisze Wam wszystko dokładnie, ale chciałabym spytać czy robicie zarodkom badanie NGS…? Czy macie jakieś doświadczenia z tym..?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>