Zerwałam się ze smyczy

Ze smyczy leczenia i comiesięcznego zachodzenia w ciążę.

Biegnę z wywalonym jęzorem jak pies, nadganiam wszystko, czego odmawiałam sobie wcześniej.

Rzucam pracę. Właśnie dostałam nową. Nie szukałam. Sama mnie znalazła. Zadzwoniła po mnie. W trzech etapach rekrutacji badaliśmy się wzajemnie. Trochę zmieniam branżę. Traktuję to jako inwestycję w siebie, jak studia podyplomowe, za które mi jeszcze zapłacą.

Głupi żart mi się włączył. Są takie teksty, gdy zacierasz ręce, jak to świetnie wymyśliłaś, jak powalająco zabrzmi, a gdy to powiesz głośno, okazuje się, że przegięłaś. Kiedy nowa praca zadzwoniła, że zapraszają, powitałam męża słowami:

- Będzie 500 plus.

Zastygł i wpatrywał się we mnie intensywnie. Z kamienną twarzą. Badał, co kryje się za moimi słowami. Ośrodek adopcyjny zadzwonił? Poczułam, jak głupi to żart, gdy czekamy na  TEN telefon… Okrutnie zabrzmiały te słowa, bez sensu, mogłam powiedzieć o nowinach na sto innych sposobów…

- Do pensji 500 plus… mniej więcej…

Biegnę z wywalonym jęzorem dalej. Zawsze lubiłam ruch, ale teraz oboje regularnie o siebie dbamy. Biegamy. M. bardziej, bo wyskakuje na trening o 5 rano. Ja w tym czasie śnię, że biegnę. Wraca, śniadanie robi, gdy ja się guzdram z łóżka. Taki facet.

Odkryłam, że jestem słaba. Fizycznie. Bo od lat się oszczędzałam. Zakupów nie dźwigałam, bo byłam po transferze. Roweru nie dźwigałam, bo pęcherzyk rośnie, żeby nie pękł. Potem już nic nie dźwigałam, bo nie mogłam tego unieść. Teraz zmiana. Koniec. Ćwiczę. Noszę. Biegam, pedałuję. Chcę być silna i będę silna.

Kolory są ostre, zapachy intensywne. Wszystko się dzieje na maksa. Nawet kwiaty. Nawet stary kaktus, który dostałam od pomarszczonej baboszki we Lwowie 15 lat temu, zaczął teraz kwitnąć. I to mnogo!

kaktus

Może jutro złożę wypowiedzenie. Może we wtorek. Pierwszy raz odchodzę z pracy nie dlatego, że jest mi w niej źle, a tylko dlatego, że liczę, że będzie jeszcze lepiej. Nie ogranicza mnie nic, żadna smycz.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Iza i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

485 odpowiedzi na „Zerwałam się ze smyczy

  1. ~Martka pisze:

    Niesamowite! Strasznie się cieszę!! Moje gratulacje, niech Ci /Wam będzie w życiu jak najlepiej!

  2. ~Samosiejka86 pisze:

    Przeczytałam Twój wpis na jednym wdechu:) żyjesz pełnią życia…czy nie o to właśnie chodzi w dzisiejszym zaganianym, zagmatwanym świecie?

  3. ~Uczuciowa pisze:

    Cudowne nowiny!
    Cudowne życie!
    Cudowna przyszłość przed Wami:)))

    Niech ten stan trwa! A Wy czerpcie z niego garściami! Zasłużyliście (głupio brzmi, bo nie uważam, że ma szczęście trzeba sobie zasłużyć). Należy Wam się (przez lata starań nauczyłam się, że nic się nikomu nie należy niestety). A jednak te piękne chwile się zdarzają. Jakkolwiek byśmy ich nie nazwali. Jak byśmy nie interpretowali dlaczego się zadziały… Najważniejsze, że przychodzą i trwają:))) I warto się w nich zatopić (jak napisałaś) na maksa!

    Cała buzia mi się śmieje:)))
    Iza, to jest wspaniały post!!!

    • ~iza krotki blog pisze:

      o tak, Uczuciowa, masz rację, na szczęście nie można zasłużyć albo nie zasłużyć, ale można się nim bardzo cieszyć, gdy już na nas nadepnie, można ciągnąć je za brodę i codziennie rano mówić mu „dzień dobry, zostań jeszcze trochę”.
      Wiem, że nic nie trwa wiecznie, cicho liczę, jeden tydzień, drugi, trzeci… piąty… i to ciągle jest, może niektórzy tak mają zawsze, może z nami jeszcze trochę pomieszka to dobre coś… :)

      • ~Wężon pisze:

        Pomieszka, pomieszka.
        A już niedługo zamieszka na zawsze, razem z dzieckiem.

        Strasznie się cieszę, że się wszystko układa, że tak Ci dobrze w pracy i poza nią.

        Z pracą jak z facetami – jak Ci źle to nikogo nie ma, a jak jesteś zadowolona, to przyciągasz wszelkie oferty.

        Bieganie o 5 rano? O tej porze to ja mogę iść spać, a nie wstawać.
        Ale mój też wstaje i robi śniadanie dla nas i dla Laury. Gdyby ktoś ode mnie wymagał ponad minimalnej aktywności o 7 rano, to by się to źle skończyło.

        • ~t.vik pisze:

          Ja robię podobnie – wstaję o 5, biegam (ale na maszynie) pół godziny, a potem chlup do jeziora. To jeden z najlepszych sposobów na dobre rozpoczęcie dnia ;)
          Pozdrawiam.

  4. ~misscarp pisze:

    Cudownie!
    Z tego wpisu bije wolność, radość, luz, lekkość i spokój. Pięknie :)
    Niby każda z nas wie, że trzeba wrzucić na luz, każda z nas próbuje żyć normalnie, ale kiedy choroba czai się w zakamarkach z tyłu głowy i wygląda zza niej, często w najmniej odpowiednich momentach, ciężko o ten luz. Jest on niemożliwy.
    Zakończył się w Twojej głowie etap starań o dziecko przez in vitro lub naturalnie, bez dwóch zdań. Zrzuciłaś tę kulę u nogi.
    A męża masz genialnego, śniadanie od rana to cudowna sprawa. Podziwiam tych, którzy znajdują motywację, by wstać rano i pójść biegać. W polu mojego łóżka grawitacja jest zdecydowanie za silna od rana :)

    • ~iza krotki blog pisze:

      He he, Misscarp, grawitacja mówisz… :) Podoba mi się. To wyjaśniałoby kilka spraw… :)
      Tak, to prawda, bałam się, co będzie, gdy przestanę się leczyć – gdy przestanę CHCIEĆ się leczyć. A okazuje się, że w końcu jest mi dobrze.
      Nie bez znaczenia pozostaje też to, że w końcu leczę endometriozę. Życie naprawdę stało się łatwiejsze.

      • ~misscarp pisze:

        I gratuluję nowej pracy :) Spójrz- tyle czasu męczyłaś się z szefem idiotą, a teraz jaki fajny czas zawodowo przed Tobą :) Super, cieszę się bardzo, że ta sfera Twojego życia układa się pomyślnie. Mam nadzieję, że u męża również dobrze się ułożyło :)

  5. ~Kas pisze:

    Iza, ale fajnie się Ciebie czyta. Ten opis jest tak soczysty, czuć w każdym słowie, jak satysfakcjonujące jest Twoje życie i jak z tego czerpiesz. Gratuluję :) i bardzo się cieszę, no i wierzę, że będzie coraz lepiej :)

  6. ~Aga M pisze:

    I to jest życie:-) Wzięłam trochę energii dla siebie.

  7. ~Gosia pisze:

    Super. Gratuluje lubię tu zaglądać

  8. ~misscarp pisze:

    @załamana co u Ciebie? Znalazłaś jakiegoś terapeutę?

  9. ~asti pisze:

    Najpierw kilka słów do Izy :)
    Iza, cudny wpis. Gdybym pisała bloga, sama chciałabym coś takiego napisać.
    W związku z tym, że jestem literacką łamagą, moje myśli biegną obok tego co dziś Ty stworzyłaś.
    Chciałabym być w tym momencie życia, że mogłabym powiedzieć dość, koniec.
    Aczkolwiek jestem już coraz bliżej jak dalej.
    Pierwsza iui za nami. I nie wykluczone, że ostatnia.
    Mimo, że to nie boli, wielce się nie nacierpiałam, Mąż niewiele musiał patrzeć na moje wysiłki to w rozmowie już „po” oświadczył mi, że chyba więcej zabiegów nie będzie.
    Ja obstawiałam 2,3 próby. Ale jakoś muszę też liczyć się z jego zdaniem (a jestem trochę przeciwna, tzn. ja bym jeszcze dała nam szansę, on nie chce – niczym u Wężon i J.).

    Gratuluję też zmiany pracy. Najlepsze są rzeczy, które przychodzą niespodziewanie a są nad wyraz dobre dla nas :) Oby to było TO. Dobra atmosfera, dobra branża, dobre zarobki. Świetny mix. O którym sama marzę ;)
    Czekanie na TEN telefon w dobrych warunkach psychicznych zapewne też będzie fajne :)

    Co do nas jeszcze – po iui miałam zalecony monitoring – czy pęcherzyk pękł.
    W związku z tym, że wyprawa do Novum to dla mnie 4 godziny z dnia, zapytałam lekarza który przeprowadzał zabieg, czy mogę to zrobić u mnie na peryferiach… Nie było problemu.
    Pojechałam do mojego dawnego gina. Bałam się strasznie, że będzie pytał, dociekał, czemu zakończyłam wizyty u niego… Ale spoko. Żadnych pytań.
    Było ok. Zrobił usg. Pęcherzyk dominujący pękł (czułam to w piątek).
    Dwa maluchy zostały. Stwierdził, że się wchłoną… Tak więc ewentualnych trojaczków nie będzie ;)
    Zauważył, że endo jest bardzo grube. U mnie, po owu, 13dc moje endo wynosi 17,1mm
    Czy któraś z Was miała dziewczyny?
    3dc miało chyba 5 lub 7mm. 10 dc ponad 13mm.
    Czy ono nie jest zbyt duże??? Czy są jakieś sposoby???

    Pati, Kaja tu odpiszę na wasze zapytanie o aktywność fizyczną – Dr kazał się ruszać, broń Boże leżeć, pachnieć i czekać na wynik bety.
    Seksować i rower, basen, truchcik, spacery…. Wybrać dowolny mix.

    Ok. Już kiedyś leżałam i pachniałam.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Asti, od Ciebie też bije energia. Takie uroczyste czekanie na coś dobrego.

      U nas M. też był raczej przeciwny dalszemu leczeniu już po pierwszej stymulacji. Nie naciskałam go, ale co jakiś czas wracałam do rozmowy o kolejnym ifv. z biegie kolejnych miesięcy zatarły się złe wspomnienia o początkach leczenia, jakoś dał się przekonać do dalszych prób.
      Sądzę, że miałabym do nas, do niego i do siebie, duży żal, gdybym nie podjęła tych kolejnych prób. Bałabym się, ze mogłoby się udać. Dziś jestem spokojna – wiem, ze nie mogło się udać, ale próbowałam.
      Trzymaj się, kochana, biegaj, seksuj, wietrz głowę. Czekamy z Tobą.

    • ~pati pisze:

      asti o widzisz a ja po ivf zalecenie czekac z sexem 2 tyg i sie oszczędzać, może dlatego że byłam po punkcji… a przy tym jak przy stymulacji założyłam ze nic z niej nie będzie po 2 numerkach, przy czym było jeszcze badanie na wrogość śluzu, był sex i było dziecko. Co lekarz to inne zalecenia :) Trzymam kciuki za bete :)

    • ~Agnieszka pisze:

      Asti,
      A co wpłynęło na męża, że podjął taką decyzję?
      Co do endometrium, to teraz na ścienienie jedynie okres pomoże ;) Ale trzymam kciuki za betę — grube endometrium się przyda ;)

  10. ~olga82 pisze:

    Iza, to dobrze. Jest siła. Wiatru w żagle. Robicie jakieś wakacje? PS. Mi jedyny kaktus zakwitł, jak byłam w szpitalu rodzić. Przyjechaliśmy do domu a tu patyk z kwiatkiem wystaje…A w roku, w którym zaszłam w ciążę zakwitła grusza, która nigdy nie kwitła..

    • ~iza krotki blog pisze:

      Olga, wakacje niestety nie.
      Przy zmianie pracy zaczynam zbierać urlop od nowa.
      Ale – drobne, weekendowe wypady są jak najbardziej realne :)

      • ~Wężon pisze:

        Czemu od nowa? Przecież w tym roku nie zużyłaś całego urlopu? Ekwiwalent tez Ci mogą wypłacić tylko do tego miesiąca w którym odchodzisz.
        Jakiś urlop Ci się należy od razu. Urlop to nie przywilej u każdego pracodawcy zbierany od nowa. Zależy od stażu pracy.

        Kiedy zaczynasz nową pracę?

    • ~iza krotki blog pisze:

      Aaa, co do kwiatów – jestem pewna, że one kwitną, gdy gromadzi się dobra energia. Mam dowody na zdjęciach.

  11. ~Anett pisze:

    Iza podoba mi się ten wpis. Wy mi się podobacie w tym wpisie!
    Trzymam kciuki za dalszy pęd i wiatr we włosach.
    Dziewczyny 21.04 urodził się mój syn Remuś.
    Zrobił to po swojemu, czyli zupełnie inaczej niż rodzice to zaplanowali… w obcym mieście i szpitalu o którym instnieniu jeszcze niedawno nie wiedziałam.
    Ot taki psikus!
    Jest zdrowy, choć oczywiście jak to wcześniak musi być pod baczniejszą obserwacją.
    Waży 2340, dł 49 cm.
    Urodzony przez cesarskie cięcie.
    Nie muszę pisać że jest piękny, bo to oczywiste, jest idealny, taki jaki sobie wymarzyłam.
    Patrzę na niego i ryczę bo to szczęście nie do opisania.
    Pozdrawiamy!

    • ~martucha pisze:

      o wow! a to niespodzianka – gratulacje Anett! najważniejsze, że synek zdrowy. Witaj na świecie Remigiuszku – charakter jak widać masz silny skoro już pokazałeś rodzicom kiedy chcesz zawitać na świat :-)

    • ~Wendy pisze:

      Anett! Wow!! Remuś to Mistrz Zaskaskiwania Świata. Widać bardzo już chciał zobaczyć co jest po drugiej stronie. Witamy! Niech prawidłowo przyrasta i niech mu szczęście sprzyja całe życie. Buziaki dla Was.,

    • ~pati pisze:

      Anett o w morde ale nowina, to wam Remuś zafundował niespodzianke, najważniejsze że jest zdrowiutki i śliczniutki :*

    • ~Aga M pisze:

      Anett gratulacje. Najważniejsze, że z Wami wszystko dobrze☺

    • ~Anitt pisze:

      Anett!! Moje gratulację !! Wspaniałe wieści :-) wszyscy mnie przeganiacie:-)
      Teraz to już mi chyba tylko Lewandowska została do ścigania się:-) (żarty:-) )
      A tak na serio to super że z wami wszystko dobrze. Buziaczki dla Remisów od blogowych ciotek :-*

      • ~ana86 pisze:

        no Anitt slonce…teraz to juz kochana Twoja kolej jak nic :) zaciskamy z Kubuniem wszystkie paluszki w kciuki za Ciebie i mala Ksiezniczke :* i czekamy i wypatrujemy codziennie na tego newsa z niecierpliwoscia……. :) niech moc bedzie z Toba!

      • ~Wężon pisze:

        Anitt, Nicki macie podobne, to dzieciom się kolejność pomyliła. ;)

        Jeszcze Wendy Cię może prześcignąć. W końcu taki termin ma jak Anett.

        Ale tu dzieciato.

        I żadnych transferów.

    • ~ana86 pisze:

      wow Anett!!! ale news! super ze wszystko poszlo dobrze. Maly sie do Was pospieszyl, mamusie zobaczyc :) gratulacje kochana, ucaluj malutkiego niecierpliwego Remusia ♡♡♡

    • ~gaja pisze:

      Gratulacje i uściski dla całej trójki!

    • ~Malwa pisze:

      Anett, gratulacje! A to gagatek z Waszego Remka, nieźle Was zaskoczył :) Życzę Wam dużo zdrówka i spokoju.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Anett, niezły gagatek z Twojego Remusia…
      Lubimy dobre zakończenia!
      Gratuluję!

    • ~wiktoria pisze:

      Gratulacje, szczęścia wielkie na nadchodzące lata razem.

    • ~Lidka pisze:

      Anett, gratuluję Wam serdecznie :-DDD.
      I super, że z Remusiem jest dobrze! A jak Ty się czujesz?

    • ~niebieska pisze:

      Tak wybrał, a potem się będzie całe życie tłumaczył z miejsca urodzenia :)
      Miodu! Samego miodu i mleka Waszej powiększonej komórce społecznej! :*

    • ~Malibuuu pisze:

      Gratulacje :)

  12. ~Azylkowo pisze:

    Wspaniale…wspaniale się Ciebie czyta, wspaniale jest Ciebie poznawać bez smyczy, Ty jesteś wspaniała i wszystko wokół Ciebie rownież, więc zauważaj to szeroko otwartymi oczami, obejmuj szeroko rozłożonym rękami, chłoń na MAXA! Zostań w tej szczęśliwości, nie wracaj już stamtąd nigdy..;) pozdrawiam Cię Iza serdecznie :)

    • ~Wężon pisze:

      Azylkowo, jesteś. :)
      Co u Ciebie? Kolejna stymulacja? Robiłaś coś po tym nieudanym w grudniu?
      Napisz co słychać.

      • ~Azylkowo pisze:

        Witam Cię Wężonie serdecznie ;) …jestem, działam, cierpię. Czyli jak widzisz Nic sie nie zmieniło. Moze tylko to, ze coraz mniej we mnie wiary. Poczytuje Was wszystkie, przełykam te Wasze słowa, często z bólem jaki one przedstawiają. Ale i delektuje sie tymi dobrymi nowinami…
        Swoją droga Wężon, wiesz co, niesamowicie zawzięty typ z Ciebie ;) jak tak czytam Twoje perypetie w wiadomym temacie .. Niezależnie jednak od wszystkiego, wspaniale, ze masz Laurę…:)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Azylkowo, szał. Nie dość, że jest mi dobrze, to jeszcze komplemety prawisz…

      • ~Azylkowo pisze:

        ;) Twoj blog – dzięki temu jednemu wpisowi zyskał lekkość, której juz nie pozwól sobie odebrać ! Czekam, czekam z niecierpliwoscią na „inauguracje”…;)

  13. ~martucha pisze:

    Izula, ale się u Ciebie dzieje! prawdziwa wiosna :-)
    nowa praca zawodowa, kaktus szaleje, praca nad kondycją fizyczną i do tego jeszcze głupie żarty się Ciebie trzymają ;-)

  14. ~Wendy pisze:

    Iza warto było wstać o 5:26 w ten słoneczny poranek, żeby zobaczyć taki wpis. Dawno nie biła od Ciebie taka moc! Wiosna idzie, świat się budzi do życia a u Ciebie takie zmiany. Šwietnie. Będzie świetnie. Idzie nowe..

  15. ~pati pisze:

    Iza gratulacje :) ale super wiadomość to teraz czekamy na ten 2 tel zeby tez tak niespodziewanie zadzwonił jak najszybciej :) Co do tego zerwania się ze smyczy niepłodności i comiesięcznych starań, stymulacji itp coś wiem, jest to piekne uczucie :)

  16. ~LILOĄ pisze:

    Iza,
    Kiedyś musiało wyjść słońce!
    Tak wspaniale czytać o Twoich kolejnych sukcesach i radościach. Teraz już nic nie jest w stanie Ciebie zatrzymać.
    Kolejne dobre wiadomości to tylko kwestia czasu.
    Pozdrawiamy razem z Antosiem:-)

  17. ~Anitt pisze:

    Iza, czekałam na taki post. Pełen dobrej energii, pełen słońca i życiowego optymizmu.
    Dajesz nam super przykład, że jest życie po ivf i jest ono naprawdę całkiem fajne.
    Dzisiaj pisałam o tym Pati..Jak tylko będę mogła założę sobie spirale po samą szyję i koniec.
    Boję się że przy nieregularnych okresach ( PCO) i po takim czasie comiesięcznych nadzieję będę znosisz wypatrywać ciąży chodź wcale nie myślę jak narazie o drugim dziecku.

    • ~pati pisze:

      Anitt jak rozmawiałyśmy to też potwierdzam to jest błogi stan w tym przestoju pomiedzy staraniami, stymulacjami, itp. mniej nerwów mniej awantur mniej wypominania sobie- jest po prostu fajnie. A co los przyniesie zobaczymy. My to jednak twarde dupy mamy i dążymy z wywieszonym jęzorem do upragnionego- ale czy to jest to własnie upragnione? teraz mam czas na poukladanie sobie w glowie wszystkiego. O kolejnych staraniach rozmawiamy ale z takim juz nastawieniem co los przyniesie a nie na zasadzie musi sie udać i to konkretnie w 1-2 cyklu. Po całych przejsciach w ciaży i po zabiegu nabraliśmy wiele pokory, już nie planujemy aż tak w przyszłość, staramy sie bardziej cieszyć teraźniejszością i w przyszłość wybiegamy max o miesiac i co jest w tym najlepsze nie ma tu narazie mowy o dziecku- czemu bo i tak nie moge teraz podchodzic- i wiecie co fajne jest takie uwolnienie sie od ciaglego galopowania za ciażą.

      • ~Wężon pisze:

        Pati, u Ciebie to tylko nie wielki przestój. No i wiek pozwala Ci na odpoczynki.
        Zupełnie inaczej się odbiera te przerwy mając 40 lat.

        No i u Izy to jest życie po IVF, ale nie „po dziecku”. Ona teraz jest jakby w ciąży i to takiej, która na pewno dobrze się skończy.
        Poproszę o świadectwo kogoś, kto zrezygnował z dziecka i mu dobrze. :)

        • ~pati pisze:

          Wężon mam jakies takie podejście że wiek mnie goni nie wiem czemu, niby 31 ale w moim mniemaniu to juz dwano powinno byc dziecko i żal ze sie nie zabralam za to wczesniej.

        • ~iza krotki blog pisze:

          Tak, Wężoniku kochany. To się nazywa ciąża adopcyjna, tylko niektóre pary źle ją znoszą (czekanie), a ja znakomicie.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Anitt, świetnie rozumiem ideę spirali po samą szyję.
      ja miałam zamiar wyciąć wszystko po szyję :)
      Ale leki na endo załatwiły sprawę, temat nie istnieje.

  18. ~ana86 pisze:

    Izulka kochana, pieknie sie czyta ze u Was taki dobry czas :) Niech trwa non stop to szczescie i idzie z Wami przez zycie codziennie. Bez zadnych limitow niech jest go coraz wiecej. I bedzie napewno :) :) Buziak na dobry poczatek pieknego tygodnia od Kubunia i ode mnie!

  19. ~gaja pisze:

    Pięknie, Iza ! Fajny jest taki czas w życiu, oby trwał jak najdłużej, najlepiej w wersji „na trzy”.
    Ja też mam fajną robotę, nawet dwie, z niemałą satysfakcją, tylko tak się w niej rozpędziłam, że mi mało czasu na życie zostało. I szczerze powiem, nie bardzo jest jak zrobić krok w tył… A chciałoby się ;)
    Przy okazji: u mnie znów podejście.
    I znów wieje optymizmem, znów nadzieje, myśli… Oby nie jak zwykle zakończone twardym lądowaniem.
    Zaczęłam sztuczny cykl, zobaczymy czy endo da radę. Jeśli tak, przechodzimy do rozmrożenia komórek. To już na pewno nasz ostatni raz. W zapasie przygotowana jesienna wizyta w OA.

    • ~pati pisze:

      gaja kochana zobaczysz co czas przyniesie :) ja wierze ze sie uda na komórkach, ja sie nastawaim do OA cały czas, zobaczymy co genetyk powie, wowczas bede decydować co i jak. Trzymam kciuki za ten twoj cykl :)

    • ~Patrycja pisze:

      Gaju, powodzenia. Niech „ostatni raz” będzie „tym, właśnie tym, razem”. To równanie o wielu niewiadomych, ale może właśnie teraz wynik będzie dobry?

    • ~Wężon pisze:

      O Gaju, jak dobrze pójdzie to razem będziemy podchodzić.
      Ja dzisiaj zaczęłam cykl. Po majówce się okaże, czy będzie transfer w maju.

      Trzymam kciuki. Kiedy masz wizytę?
      Ty masz jakoś kilka tych komórek. Jak zostaną, to też nie spróbujesz jeszcze raz?

    • ~gaja pisze:

      Ostatni raz w sensie wszystkich komórek. Ile z tego będzie zarodków – któż to wie…

    • ~iza krotki blog pisze:

      Gaja, trzymam kciuki – za każdą z dróg. Obie są dobre. To znaczy, że jesteś na wygranej pozycji ;)

      • ~gaja pisze:

        Hm, tak do tego jeszcze nie podchodziłam, obyś miała rację ;) Ja ciągle gdzieś za uszami mam strach, że w OA powiedzą: aaaa, jednak nie, bo musicie mieć 5 lat stażu i w ogóle to jesteście za starzy ;) No ale ja zawsze czarno widzę ;)

        • ~Wężon pisze:

          To zależy, jakie dziecko chcecie. Czy tylko niemowlę wchodzi w grę?

        • ~gaja pisze:

          Chyba każdy by chciał niemowlę, ale ja się nawet nie łudzę, że jest na to szansa. Nie jestem jeszcze na takim etapie, żeby mieć to przemyślane, gdzie jest granica wieku, jakiego się nie boję podjąć…

          • ~ob pisze:

            Gaju, nie ma reguły. Znajomi, grubo po 40, kobieta z problemem alkoholowym i dostali niemowlaka a właściwie noworodka :) Nie wiem jak to możliwe ale jednak ;)

  20. ~Malwa pisze:

    Iza, przeczytałam post w nocy na telefonie i miałam uśmiech od ucha do ucha. Tak pięknie cieszysz się teraz życiem, że ta energia i optymizm aż się udzielają. Wierzę, że to co złe, już za Wami i że będzie jeszcze piękniej. Wspaniale, że o tym piszesz, bo pokazujesz, że po latach leczenia i walki okupionych wyrzeczeniami i ogromnym stresem można to wszystko oddzielić grubą krechą i zacząć żyć pełnią życia.

    • ~iza krotki blog pisze:

      O tak, Malwa, poruszasz ważny temat.
      Bałam się pustki po leczeniu, a ja się dopiero teraz zaczęłam wypełniać.
      Też dosłownie, hihi…. :)

  21. ~Marysia pisze:

    Iza, takie wieści :))))) czuję, że to nie koniec dobrych wiadomości. Może już niedługo naprawdę zadzwonią z tym prawdziwym 500+
    :)
    Wreszcie zaczęłaś żyć, skończyły się ograniczenia!!!

  22. ~Noni pisze:

    Coraz lepsze newsy u Ciebie, to lubię ;) Powodzenia Izo :)

  23. ~Mgla pisze:

    Czuc wiosne w tym poscie i bardzo dobrze.Chyba bo ciezkich latach taki czas jeszcze lepiej smakuje…Nieszczescia czesto chodza parami ale i szczesliwe chwile rowniez, takze delektujcie sie tymi chwilami i korzystajcie z tego, co bezposrednio po tym jak pojawi sie w Waszym domu dziecko, bedziecie na jakis czas musieli odlozyc.Zgadzam sie z Wezon-u Was teraz to taka „ciaza”, ktora na pewno zakonczy sie szczesliwym rozwiazaniem!

  24. ~niebieska pisze:

    Iza, jest duża szansa, że spotkasz mnie na tych Twoich porannych ścieżkach biegowych. U mnie taki sam poziom aktywności ciemnym świtem.

    Dziewczyny w ciąży i z maluchami, kiedy odstawiałyście heparynę? Byłam dzisiaj u hematologa i kazał odstawić zastrzyki i nosić rajtuzy. Dziwna to była wizyta, nie wiem co robić…

    • ~MM pisze:

      Niebieska, mój ginekolog kazał odstawić w 14 tygodniu. Przyjmowałam profilaktycznie na wszelki wypadek.

    • ~mała Ania pisze:

      Niebieska, ja mam mutacje nthfr a1298c, hematolog w klinice zlecił mi clexane 0.4 profilaktycznie. około 18 tyg mój lekarz prowadzący zlecił schodzenie z dawki przez 0.4, 0.2 i odstawić. Ale ja się boję i biorę 0.2 cały czas. Zaczęłam 21 tc i sobie robię to 0.2…

      • ~olga82 pisze:

        Dziewczyny, napisałam do koleżanki z zakrzepicą w ciąży. Ona jest na przeciwzakrzepowych od początku do końca. Reguluje dawkę na podstawie wyników. Jak się dowiem czego wyników to wam napisze. Jeśli to pomoże.

        • ~niebieska pisze:

          Olga, zapytaj, jeśli możesz. On mi właśnie nie zrobił żadnych badań, tylko powiedział, że na pewno u mnie wszystko w porządku z krzepliwością, że ciąża się raczej utrzyma i że mam odstawić i wrócić w 25tc i brać do dwóch dni przed porodem (ciekawe jak to wycyrklować, chyba zapytam dziecka kiedy zamierza się pojawić na świecie) i potem jeszcze 6 tyg po.

          • ~MM pisze:

            Dziewczyny, podpowiedzcie mi jakie badania zrobić w kierunku zbadania krzepliwości. Bo czytając wasze komentarze jestem zaniepokojona. U mnie 17 tc, wszystko na razie ok ale lepiej dmuchać na zimne. Z góry dzięki.

            • ~niebieska pisze:

              MM, nie wiem. Ja też nie słyszłam o tych d-dimerach. Moja gwiazda hematologii mówiła tylko o… płytkach krwi. Ginekolog się złapała za głowę, ale to dlatego, że ja miałam wskazania.
              Ciesz się, że się nie kłujesz i nie wariuj, sama przecież pisałaś, że profilaktycznie. Magda brała, odstawiła i Agata jak malowana.

    • ~Patrycja pisze:

      Hej, Ja ma mutację genu MTHFR (heterozygotę, więc lepszy wariant), biorę od transferu 0,4 Fraxiparyny, wg ginekologa prowadzącego moją ciążę będę brać do jej końca.

      • ~Patrycja pisze:

        Aha, dodam, że nie chcę nikogo deprawować i sprowadzać z drogi posłuszeństwa wobec lekarza :), lecz ja sama z całą pewnością dążyłabym do pozostania na heparynie nawet wbrew lekarzowi (zwłaszcza gdyby to był tylko jeden lekarz i gdyby nie przedstawił niezwykle mocnych argumentów o jej szkodliwości). Ja to się nawet nieco ucieszyłam z tej mutacji, bo już wcześniej miałam plan, by znaleźć pretekst do brania leków przeciwzakrzepowych w ciąży – na wszelki wypadek i dlatego, że wiele nieprawidłowości utrudniających zajście w ciążę i jej utrzymanie daje skutek w postaci problemów z nadkrzepliwością (choćby immunologiczne – wciąż w dużej mierze terra incognita, jak mam wrażenie). To leczenie objawowe, ale ważne, że skuteczne.

        • ~niebieska pisze:

          Patrycja, gdybym była taka posłuszna, to bym wdziała te uciskowe rajtuzy i przestała się kłuć, a nie przestałam :) O tyle łatwiej o nieposłuszeństwo, że powiedział mi między innymi bzdurami, że nie rozumie, jak mogę się cieszyć z ciąży z in vitro. Chcę to jeszcze skonsultować z ginekologiem, dlatego zbieram opinie. Dzięki.

          • ~mała Ania pisze:

            Jak.to Ci tak powiedział? a dlaczego miałby się ktokolwiek nie cieszyć z ciąży z ivf skoro robił. to ivf z własnej woli i z nadzieją, że się uda? co za debil?!

          • ~Wężon pisze:

            Niebieska, nie chcę siać paniki, ale dobrze robisz, że nie odstawiasz bez namysłu.
            Zwłaszcza, jak lekarz takie głupoty gada. Jak widać, nie tylko w Polsce głupki się trafiają.
            Ostatnio czytałam historią dziewczyny, która w 14-16 tc odstawiła z dnia na dzień, bo lekarz powiedział, że już nie trzeba brać. Na USG połówkowym dziecko już nie żyło. Zakrzep zatkał pępowinę.

            • ~niebieska pisze:

              Nooo, Wężon, teraz to już nigdy nie odstawię :)

            • ~Patrycja pisze:

              Wężon, historia mrożąca krew w żyłach… Boże, jak jej współczuję.

              • ~Wężon pisze:

                Ewidentny błąd lekarza. Złożyła skargę na doktor, ale co to pomoże? No chyba, że ocali następne.
                Ale ona miała wskazania do brania. A Ty Niebieska brałaś na wszelki wypadek, czy ze wskazania?

                • ~niebieska pisze:

                  Ja biorę, bo mam mutacje V Leiden, jedną z MTHFR i poronienie na koncie. Według super-hematologa mam znowu brać od 25tc aż do 6 tygodni po porodzie, żeby zapobiec zatorowi. No i te skarpety nosić…

            • ~MM pisze:

              Wężon to mnie teraz wystraszyłaś

              • ~Wężon pisze:

                MM wiesz, że takie historie to wyjątkowy pech, tak jak moja, ale się zdarzają.
                Oczywiście jeśli schodzi się powoli i na podstawie wyników, to nie ma się czego bać.

                • ~MM pisze:

                  Tylko że u mnie lekarz nie kazał robić badań w kierunku przeciwciał. Jak pisałam dostałam ,,na wszelki wypadek,, Po Waszych wpisach zastanawiam sie nad zrobieniem badań.

                  • ~ob pisze:

                    W ciąży badania są niemiarodajne. Można jedynie sprawdzić d-dimery ale one i tak wychodzą zawyżone.
                    Ja biorę fragmin od transferu i będę brać do porodu a może nawet po. Wskazanie – zagrożenie rzucawką :(

    • ~:) pisze:

      Dziewczyny przy mthfr bada się d-dimery i homocysteinę.
      Wydaje mi się, że na podstawie wyników d-dimerów lekarz podejmuje decyzję o odstawieniu.
      Ja mam mutację MTHFR 677C<T. Biorę clexane 40 mg, najpierw codziennie, od miesiąca co drugi dzień. Na każdą wizytę badam te d-dimery. Ostatnio w 14 tygodniu ginekolog mówił, że wynik d-dimerów jest bardzo dobry i mogłabym teoretycznie odstawić już clexane, ale profilaktycznie jeszcze mam brać co 2 dzień. A i cały czas powtarza, że jeżeli coś zacznie się dziać złego to wracamy do pierwszej dawki.

      • ~Patrycja pisze:

        O, tutaj się można dowiedzieć więcej niż w niejednym gabinecie lekarskim! D-dimery – nigdy nie słyszałam… I obawiam się, że wielu ginekologów także.
        I to właśnie jest kwadratura koła – niby w ciąży trzeba się relaksować i oddać we władzę lekarzy, ale jak, no jak? Jak ufać?

        • ~Wężon pisze:

          Patrycjo, w ciąży z Laurą też nie słyszałam o D-dimerach. U zdrowych się ich nie sprawdza.

          Badałam je, jak mi wody odeszły. Ona świadczą o krzepliwości.
          Najpierw lekarz kazał mi leżeć w domu i czekać na cud, ale jak zobaczył wynik D-dimerów, to zadzwonił, żebym natychmiast jechała do szpitala.
          Nie pamiętam, jakie były.
          Ale zakażenie coś zmieniało w strukturze krwi. Sepsa się przygotowywała do ataku.
          Jak podjęli decyzję o usunięciu, nie czekając nawet na najświeższe wyniki badań, to potem jak przyszły lekarz sobie pogratulował dobrej decyzji, bo było blisko katastrofy. Hemoglobina leciała w dół, czerwone krwinki rosły i coś tam jeszcze.

          • ~:) pisze:

            Na stan zapalny organizmu, który może być groźny dla ciąży, badają jeszcze CRP.
            Ja na każdą wizytę robię m.in. d-dimery i CRP.
            Każdy ginekolog ma swoją metodę, ale u mojego czuję się spokojnie :)

            • ~Wężon pisze:

              Jak jeszcze kiedyś zajdę w ciążę,to też będę wszystko chyba robiła.
              Zwłaszcza to CRP mnie straszy. Jak przyjęli mnie do szpitala było 36, w dwa dni doszło do 120.

          • ~ann pisze:

            Norma d-dimerów w ciąży to 2, 5 tys.

            Warto brać heparynę również np. po cc, mi odstawiono, a okazało się, że prawdopodobnie przez to dusiłam w nocy. Zostały mi zastrzyki w domu, wiec sama wziełam, potem lekarze mi przepisali dalej. Nie chcę nawet myśleć co by się stało gdybym ich w domu nie miała. Bardzo ciężko mi się oddychało. Nie rozumiem, czemu lekarze odstawiają heparyne po porodzie (cc i sn), skoro wiedzą, ze może dojść np. do zatoru płucnego, zakrzepicy. Jedni lekarze tak jakby mają tego świadomość, inni zupełnie nie – nie mogę tego pojąć. Bo wydaję mi się, że teraz to jest wiedza oczywista.

    • ~pati pisze:

      niebieska ja bym nie odstawiała, nawet bym zrobiła tak jak robi Mała Ania, ja po ivf usłyszałam jak mi wyszła ta lekka hiperka ze skoro teraz tak sie zadziało a nie powinno bedzie pani brała claxene do końca ciąży, jeżeli takowa będzie. Ja miałam ten sam dylemat z metformina- ty masz o tyle łatwiej że claxene jest dopuszczona do brania w ciaży, natomiast metformina nie. Ale po cieżkich bojach i kilku diabetologach trafiłam do góru ord. w szpitalu i ona sie nie skrzywiła ani slowem, lekarz- prof kolejne góru, co miał potwierdzić wady przed zabiegiem też się nie skrzywił a moj gin panikował jak nie wiem co. Zresztą w 12 tc wyskoczyl mi taki żylak na udzie że wlasnie myślalam by zacząć brać claxene i obgadać to z lekarzem no ale wyszło jak wyszlo.
      Ja bym się upierala zeby dalej brać zaszkodzić nie zaszkodzi a pomóc może.

    • ~niebieska pisze:

      Dzięki Dziewczyny. Udało mi się złapać moją ginekolog na korytarzu, obiecała skonsultować z szefem i znaleźć mi bystrzejszego hematologa. Bez badań mam nie odstawiać, no to zapuszczam tłuszczyk, żeby było się w co wbijać przynajmniej jeszcze przez kilka tygodni.

      Z innych, radosną nowinę właśnie otrzymała szefowa, próbuje mnie przekonać, żebym zaczekała z porodem do stycznia, bo październik to u nas w firmie wysoki sezon :)

      • ~mała Ania pisze:

        matko co za ludzie? hematolog debil, szefowa ignorantka… ja pierdziele :) niebieska w sumie co Ci szkodzi przełożyć ten poród? :) dobrze, że dorwalas swoją ginekolog.

      • ~Patrycja pisze:

        Niebieska, Ty jesteś w 14,5 tc, prawda?

        • ~niebieska pisze:

          Nie wiem :)
          Kiedyś, na początku lekarz mi powiedział, że zmieniam tydzień w poniedziałki, więc byłby początek czternastego, czy tam prawie połowa, ale tak oficjalnie to nie mam żadnej karty ciąży ani terminu porodu, ani nic.

          • ~Wendy pisze:

            Podoba mi się ten hiszpański styl. Pełen luzik. Po prostu jesteś w ciąży a tygodniami kto by się przejmował:-) Niebieska powiem Ci brzmi tak to absurdalnie jak tekst tego hematologa o ivf..

            • ~niebieska pisze:

              No bywa wesoło, Wendy. Jak po pozytywnej becie poszłam do endokrynolog, to stwierdziła, że jestem w PIERWSZYM tygodniu, dlatego nie jestem pewna tego 14. A hematolog mnie pytał ile trwa ciąża, żeby sobie obliczyć trymestry :D

              Jak Kudłaty? Uwiera w pęcherz?

  25. ~Lidka pisze:

    Iza, ale fajnie! :-D. Tak trzymajcie i cieszcie się każdą chwilą!

  26. ~Basia pisze:

    Iza, czytam twój wpis po raz kolejny i tak sobie wyobrażam jak pędzisz, jak ten zerwany ze smyczy pies…
    I sama się uśmiecham do siebie.
    Jak fajnie że jesteś taka szczęśliwa, że oboje jesteście.
    I niech tak już zostanie na bardzo,bardzo długo albo najlepiej na zawsze.
    Kurcze ja też się zbieram do biegania, ale jakoś mi to nie wychodzi.

  27. ~Wendy pisze:

    Anitt, chyba dziś Twój wielki dzień. Powodzenia!!

  28. ~Wężon pisze:

    Właśnie Anitt, dzisiaj Twoje oporne dziecko ujrzy świat. :)

    Sprawnego porodu.

  29. ~Wendy pisze:

    Wężon, potem chyba Uczuciowa i ja? Czy się mylę? Chcę się w dobrej kolejności ustawić :-)

    • ~pati pisze:

      Wendy jeszcze Sza jest tylko juz nie wiem czy przed uczuciową czy po i pozniej kojarze ob., a pozniej to moja trójca święta Malibuu LILOĄ i Mała Ania i po też ktoś jest ale już nie pamiętam :)

    • ~Wężon pisze:

      Uczuciowa miała transfer 27 lipca, więc przed Anitt. Już się powinna rozpakowywać.
      Sza z końca września, praktycznie miesiąc po Tobie Wendy.
      Ob. z października. I EvcikUK.
      Liloą, Ania i Malibuu to grudzień. Tak jak Lidka.

      Jeszcze jest Czarovnica z transferem w połowie września, tuz przed Sza.
      No i Martucha, gdzieś razem z Wendy.

      Nieśmiała z grudnia, która po becie przestała się odzywać.
      Milcząca Haanka z października.

      Nie widzę nikogo po listopadowym transferze, listopad jakiś smutny i nieudany był.
      Jest kilka z tego roku.

      W sumie jeszcze sporo ciąż na blogu. Sztafeta działa.

      • ~pati pisze:

        aaa to wprowadziłaś harmonogram mi niektore ciaze umkneły :)

        • ~Wężon pisze:

          Harmonogram jest, niech wszystkie grzecznie siedzą do terminu i dołączają nowe.
          I te stare z drugimi ciążami też. :)

          • ~ob pisze:

            Melduję, że mam termin na 15 lipca ale ponieważ jestem stara i dodatkowo mam cukrzycę będą mnie rozpakowywać wcześniej. Pewnie pod koniec czerwca. Szczerze? Jestem lekko przerażona ;)

      • ~martucha pisze:

        Sza była jakoś blisko mnie w tygodniach ciąży. po dacie transferu się nie dopasuję bo przecież wszystkie moje transfery nieudane – a ciąża jest niepotransferowa ;)
        termin po dacie miesiączki mam na 16.06.2017

        Sza co u Ciebie? zaglądasz tu czasem?

        • ~pati pisze:

          martucha postaram sie ja przywołać do nas :P

        • ~Sza pisze:

          Pati czuwa nademna i juz mi doniosla ze sie pytasz o mnie :)
          Wiec ja mam tez termin na 16.06.2017 :) z daty transferu :)
          Choc czuje ze sie wczesniej rozpakuje,mysle ze koncowka maja,nie pytaj dlaczego,bo nie wiem tak jakos czuje :)
          Od paru dni jestem bez sił,nie wiem czy to pogoda,czy juz tak bedzie do konca :)czuje sie mocno ociężała,choc nie przytylam jakos duzo bo 5 kg.
          Coreczka zdrowa choc malutka,rosnie mały hipotrofik.
          Ale na szczescie wszystkie przeplywy,plyn itp w normie.
          mam co 2 tygodnie badane przeplywy i raz w tyg ktg zeby nie przeoczyc w razie gdyby stanela wzrostem,ale poki co wszystko jest ok :)
          Pokoik w ten weekend juz konczymy robic,ubranka poprasowane,kosmetyki kupione,zostalo mi tylko spakowanie torby :)
          a Co u Ciebie,opowiadaj!:) :) :)

          • ~martucha pisze:

            a u mnie z kolei w drugą stronę – gin marszczy się i wzdycha przy usg i pyta się jakie urodziło się pierwsze dziecko (3140g, 54cm- czyli ani duże ani małe) bo mój syn mu na jakiegoś giganta wygląda… co nie zapowiada się wesoło bo jakoś przecież urodzić go muszę…
            usg po wymiarach wyznaczyło tp na 31.05.2017. natomiast gin mówił ze najbardziej realny jest termin wyznaczony przez usg ok. 12 tc i u mnie jest to 09.06.2017 i tak mi też dopisał w karcie ciąży.
            u mnie 7,5 kg na plusie, ale pewnie byłoby więcej gdyby nie spadek wagi w I trymestrze przez ciągłe mdłości i wymioty.
            ja już od dłuższego czasu ledwo się turlam, brzuch b.duży, rwa kulszowa dokucza, mam wrażenie że chodzę jak kaczka – co w ogóle nie miało miejsca w pierwszej ciąży! ale to tylko potwierdza że każda ciąża inna :)
            torby nie spakowałam, bo nie mam jeszcze co do niej włożyć ;-) jestem w trakcie zamawiania wszystkiego czego mi brakuje (a sporo tego jeszcze). ale ubranka gotowe w komodzie :)

            fajnie, że masz tak często badania i czuwają nad Twoją córeczką :) bezimienna jeszcze czy już macie imię-pewniaka?

            uff ale się rozpisałam

            • ~Sza pisze:

              No wlasnie widzisz jak to jest jedne maja gigantów drugie mikrusow :) na początku sie przejmowalam tym ze jest malutka,ale tez nie jest bardzo malutka miesci sie cały czas w 7 precentylu. I najwazniejsze wlasnie ze poza tym wszystko super,o czym przekonuje sie po kazdym badaniu :)
              Kurczę ja to sie baaaaaardzo cieszę ze zaczęłam zamawiac wszystko tak od 20 tc bo teraz to tylko jakies duperelki domawiam :) a naraz wydac tyle kasy to szok byłby zwłaszcza dla meza :)
              My właściwie juz od 12tc mamy dla Niej imie :) Jaśmina. A Wy macie wybrane? A Ty jestes z Warszawy? Jesli tak
              To masz wybrany szpital? :)

              • ~martucha pisze:

                ech nie wierzę – chciałam takie imię dla dziewczynki! gratuluję wyboru :-) ale u nas ma być chłopak, a poza tym mąż kręcił nosem… a miałabym wówczas team: Jagoda&Jasmina :-D a jeśli dałyby mi popalić to bym wołała: Jadźka i Jaśka do swojego pokoju! :-))) taaa to sobie pomarzyłam ;-)
                u nas typ na chłopaka jeszcze z poprzedniej ciąży – Mikołaj – poległ tym razem i jakoś żadne imię tak od razu nas nie urzekło. Póki co najbliżej nam do Antka :-) – żeby jeszcze tylko ten polityczny oszołom Antoni M. nie robił „antyreklamy” to już w ogóle byłoby super….

                a do Warszawy to mam ok. 450 km – więc niestety tu się nie wesprzemy opiniami, wyborami itp.

      • ~evcikmUK pisze:

        Hej Wezon jestes niesamowita,ze ty wszystkich masz zapisanych ale mi do rozpakowania jeszcze 2,5 miesiaca zostalo wiec spokojnie.Gliza sie wierci i wierci :) imienia jeszcze nie ma:9
        Gyby nie kaszel ostatnimi czasami ktory mnie wykancza to bym slowa nie mogla powiedziec na moja cudna ciaze.

  30. ~wiktoria pisze:

    O rany supper, cudownie się słucha że jesteście szczęśliwi i wolni od życia wg godzin pracy kliniki.

  31. ~gaja pisze:

    Mały, malutki kroczek do przodu, endo jest OK, zapładniamy pojutrze.
    Ja oczywiście widzę już mnóstwo kolejnych punktów, w których może się nie udać, zobaczymy, ile się rozmrozi, ile zapłodni, itp, itd…
    Będzie gorący długi weekend…

    • ~Wężon pisze:

      Super Gaju. Na razie myśl, ze krok do przodu zrobiony. A który masz dzisiaj dzień cyklu?
      Ile endo? Kiedy włączasz duphaston?
      Zamrożone masz 6, czy 8 komórek?

      Trzymam kciuki. Kiedy transfer? Zaraz po majówce?

    • ~niebieska pisze:

      E tam, malutki. Dobre endo to jest dobry krok! Życzę wysypu Maluszków.

      Wężon, a Ty kiedy masz podgląd?

      • ~Wężon pisze:

        8 maja – to będzie 12 dc.
        Uznałam, że w 9 dc w piątek nie ma co iść, bo i tak usłyszę – proszę przyjść w poniedziałek, bo za wcześnie na transfer.
        Czyli jeszcze majówka na luzie.

    • ~gaja pisze:

      Oby to był malutki kroczek dla mnie, ale wielki dla przyszłych zarodków ;)
      Ale boję się maja, wszystkie złe rzeczy w życiu trafiały mi się w maju, łącznie z poronieniem i łyżeczkowaniem w Dniu Matki. Trzeba jakoś ten maj odczarować!

    • ~LILOĄ pisze:

      Powodzenia Gaju !!!

    • ~dziewczyna_rabina pisze:

      Gaja, i co u Was? Dziś trzeci dzień po zapłodnieniu, wiadomo już coś? Ile macie zarodkow?

  32. ~Anitt pisze:

    Dzięki dziewczyny za kciuki.
    Najnowsze wieści z frontu: o 11 dostałam pierwszą tabletke na wywolanie w dawce 50 to taka kontrolna dawa. Pojawiły sie pierwsze widzialne i odczuwanlne skurcze:-) w sumie dobry znak :-) przed Tabletka byłam badana to kompletnie 0 rozwarcia a mala dalej stosunkowo wysoko. Sytuacja rozwojowa. Zobaczymy co dalej.
    Jeszcze niedawno liczyłam milimetry rosnącego endometrium a zaraz bede liczyć centymetry rozwarcia :-)

  33. ~Martka pisze:

    Dziewczyny potrzebuje informacji! Piszę, bo tu największa skarbnica wiedzy:)
    Moja przyjaciółka jest w 11 tyg ciąży, dzisiaj rano zaczela krwawic przez kilka godzin na brunatno- czerwono. Wlasnie wyszla od lekarza, ktory stwierdzil odklejajace sie lozysko!!! Powiedzial, ze jest szansa, ze sie przyklei ale ona musi lezec i brac leki…Czy ktoras z Was miala taki problem?? Mam nadzieje, ze napiszecie ze wszystko bedzie dobrze…

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Martka, mi kiedys lekarz powiedział, ze dobrze, ze nie ma „żywej krwi”. Taka brunatna moze byc ze starego krwiaka.
      Nikt Ci z pełną odpowiedzialnością nie powie, ze będzie dobrze, ale wiele z nas zna historie krwawień nieznanego pochodzenia w ciąży, ktore nie wpływały na urodzenie zdrowego dziecka.

    • ~Wężon pisze:

      Jeśli to rzeczywiście łożysko, to sytuacja jest ciężka. Zależy na jak dużym fragmencie.
      Jeśli to powstrzyma będzie OK.
      Miałam koleżankę, która urodziła wcześniaka z powodu odklejającego się łożyska, tu też ktoś miał ten problem. To była rzeka żywej krwi, krwotok, a nie umiarkowane krwawienie.
      Dopóki krwawi trochę i przestaje – jest szansa.

  34. ~dziewczyna_rabina pisze:

    Izo, dobrze czytać o takiej pozytywnej fali! :) mam nadzieje, ze fala się rozbuja i przyniesie masę innych dobrych rzeczy, zwłaszcza to 500+ ;) a propos 500+ – czy Wy dopuszczacie przyjęcie więcej niż jednego dziecka? Czy jednak metodą małych kroczków? ;)

    Skoro już się odezwałam, to krótko zaktualizuje mój status – u mnie nic nowego, transfery numer 6 i 7 nieudane, właśnie jestem po ósmym. Dziś 2 dpt. W międzyczasie zrobiłam szczepienia limfocytami. I znów czekam na betę.

    • ~pati pisze:

      dziewczyna_rabina myslama często co tam u ciebie bo zamilkłaś na długo. Szczepienia robiłaś u dr P. ? Trzymam mocno kciuki oby ten transfer okazał się tym właściwym.

    • ~Wężon pisze:

      Dziewczyno rabina wreszcie się odezwałaś. Wzywałam Cię ze dwa miesiące temu. :)
      Szkoda, że kolejne dwa transfery nieudane. Kiedy były?
      Mam nadzieję, że tym razem się uda, bo to ostatni mrozaczek, o ile dobrze pamiętam.
      Testujesz 5 maja, czy dopiero 8?

      Jeśli jednak się nie uda, będziesz próbować dalej? Kolejną stymulację bierzesz pod uwagę?

      Trzymam kciuki.

      • ~dziewczyna_rabina pisze:

        Jestem, jestem, tylko potrzebowałam trochę oddechu od tematu. Podczytywałam czasem, ale nie miałam siły pisać.

        Transfery były w listopadzie i styczniu, potem miałam przerwę na szczepienia, no i teraz ten kolejny. Przedostatni, bo został nam jeden zarodek jeszcze.

        Nie biorę pod uwagę kolejnej stymulacji, to nasza ostatnia szansa. Zrobiłam wszystko, miałam 6 pięknych zarodków, nie ma się czego chwycić, poprawić. Jeśli nie uda się 6 razy pod rząd, to szanse na to, ze kolejna stymulacja przyniesie sukces oceniam na dążące do zera. No i nie mam już 25 lat, chyba czas powiedzieć dość.

        • ~Lena pisze:

          dziewczyna rabina trzymam kciuki z calej sily…czesto zastanawialam sie so u Ciebie..

          • ~dziewczyna_rabina pisze:

            Dziękuję!

            Mam nadzieję, że te szczepienia coś zmienią, może to będzie właśnie TO. Jeśli nie, to ja już naprawdę nie mam pomysłu, lekarze tym bardziej nie.

        • ~Wężon pisze:

          Po tym listopadowym transferze jeszcze się odezwałaś, że nie wyszedł. Mam to zaznaczone. Myślałam, że dwa transfery od zniknięcia, to byś już miała ostatnią szansę.

          Mam nadzieję, że jednak się uda z tego zarodka.
          Kilka tu takich było, którym wyszło w 7 czy 8 transferze. Ale rzeczywiście najczęściej coś się wcześniej działo – poronienie, biochemiczna. A u Ciebie zawsze zupełnie nic?

          • ~dziewczyna_rabina pisze:

            A, to przepraszam, nie pamiętałam, że pisałam w listopadzie ;) To odnotuj sobie, że kolejne transfery były 17.01 i 25.04 ;)))

            (żartuję!)
            Jesteś kochana, Wężon, że tak pamiętasz o wszystkich. Bardzo to miłe.

            Raz drgneło, po pierwszym z tej serii (czyli czwartym w ogóle), beta 9dpt była 14, potem spadła. Ale u mnie w klinice podaje się preparat beta hcg przy transferze i lekarka twierdziła, że to mogą być jego pozostałości. Ale mogła to być tez ciąża biochemicza. Kolejne 3 podejscia – beta okragłe zero.

            Został nam jeszcze jeden mrozak, jeśli teraz się nie uda (tfu!!!), to będę podchodzić za dwa miesiące, bo logistycznie w maju nie dam rady.

          • ~dziewczyna_rabina pisze:

            Aha, i test 4 maja, jaki 8???? Chyba bym zwariowała do tego czasu :D
            4 maja będzie 9 dpt.

        • ~iza krotki blog pisze:

          Co do Twoich planów – sama mam za sobą historię, która pokazuje, ze scenariusze moga być różne i w tej loterii nie każdy los jest wygrany.
          Trzymam za Ciebie kciuki, dziewczyno rabina. Cokolwiek się stanie.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Odpowiadając treściwie na pytanie: tak, dopuszczamy możliwość przyjęcia więcej niż 1 dziecka. Nigdy nie urodzę, to jedyna droga, więc dlaczego nie?

  35. ~bea33ta pisze:

    Iza wyobrazam sobie Ciebie pedzaca przez miasto na rowerze z usmiechem na twarzy. Slonce na niebie i w sercu. No w koncu Iza w koncu. Pomysl jak teraz sie cxujesz a.jak przyjdzie do Was dziecko to chyba bedziesz unosic sie nad ziemia.

    Niebieska kochana masz leydena to clexan bierzesz do samego konca ciazy i 6tyg po. Moja kumpela tak ma jest w21tc ,wiele ciaz przed ta dtracila bo nie wiedziala o v -leiden . Byla u genetyka w Lodzi wiec pewne zrodlo.

    Anitt co za emocje. Juz gratuluje. Jeej ale mi puls przyspieszyl ;-)

  36. ~Wężon pisze:

    Skoro dziewczyna rabina się już odezwała to jestem ciekawa, czy Sonia też się tu gdzieś kręci.
    Soniu, na jakim jesteście etapie? Kolejna stymulacja, badania?

    I przy okazji – imbirowa zaglądasz tu? Pochwal się dzieckiem. :)

  37. ~Wężon pisze:

    Anitt, pewnie już jesteś po porodzie. Gratulujemy. :)

  38. ~pati pisze:

    A ja mam najświeższe informacje Anitt urodziła dzisiaj nad ranem, wsio oki. Szczegółów nie zdraszam bo sama jeszcze nie wiem, sama opisze i wszystko opowie ale żebyśmy nie siedziały na szpilkach pozwoliła mi poinformować blogowe ciotki że już tuli małą w swych ramionach :)

    • ~martucha pisze:

      dzięki Ci Pati za info – możemy ciut odetchnąć :-)
      aż mi sie mój poród przypomniał, bo ok. 11 byłam przyjęta z cieknącymi wodami. przez cały dzień w szpitalu nic konkretnego a na wieczór jak się rozkręciło to dokładnie o 3 w nocy urodziłam. u Anitt chyba trochę dłużej to zeszło, bo skurcze po tej tabletce miała szybciej.

      Anitt – GRATULACJE! ucałuj Maleńką Księżniczkę :-)

    • ~LILOĄ pisze:

      Gratuluję cudnej Juleczki :-)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Anitt! Pati, przekaż Anitt, że my tu bardzo tupczemy wszystkie z radości!

  39. ~LILOĄ pisze:

    Niebieska,
    Napiszę tutaj żeby nie zginęło.
    Ja mam mutację MTHFR detekcja mutacji C677T heterozygota CT oraz A1298C heterozygota AC. Do tego trombofilia oraz stwierdzony zespół antyfosfolipidowy. Po pierwszych badaniach, których było bardzo dużo okazało się jeszcze, że mam niedobór białka S oraz podwyższone NK.
    Badania, które zrobiłam to
    :1)ANTY -Xa ( LMW) – profil Heparyna
    2) DIMER D – profil D-dimer ( FEU)
    3) Białko S – profil Trombofilia
    4) Przeciwciała p\B2 glikoproteinie IgM oraz IgG
    5) Przeciwciała p\kardiolipinie IgM oraz IgG
    6) komórki NK
    7) Homcysteina
    8) witamina B12
    9) Wolne białko S
    10) LA1 dRVVT
    11) LA PTT
    Obecnie zaczeliśmy 25 tydzień i od początku przyjmuję clexane 60. Co 4 tygodnie, przed wizytą u immunologa badam poziom dimerów, białka S oraz Anty Xa.
    Clexane na pewno będę brała do końca ciąży, pomimo iż obecnie wyniki są bardzo dobre.

  40. ~Uczuciowa pisze:

    Ale nam tu obrodziło :))) Świat zwariował. Trochę się chowałam w krzakach, ale skoro zostałam wywołana do odpowiedzi i ustawiona w kolejce to nie pozostaje mi nic jak zrobić comming out i przekazać pałeczkę Wendy:)

    Otóż tak! Jestem rozpakowana:)))

    Po ośmiu (prawie) latach walki. Hektolitrach wylanych łez. Setkach niecenzuralnych słów rzuconych w powietrze, gdy sprawy nie układały się po naszej myśli. Po stracie paru bliskich znajomości i zyskaniu paru nowych. Po latach szlifowania relacji z mężem, do tego stopnia, że świeci teraz jak najpiękniejszy diament. Niezliczonych wizytach. Setkach zastrzyków. Kilku narkozach. Wielu rozczarowaniach, upadkach, zwątpieniach… Urodziłam Syna!!! Naszego Groszka wyczekanego. CUD nie z tej ziemi:) Do końca ciąży nie dowierzałam, że to się dzieje naprawdę i nie rozumiałam, JAK TO MOŻLIWE?!?! I dalej nie mogę uwierzyć, że to się dzieje:) Że w końcu dopłynęliśmy do naszej Australii:)

    DZIEWCZYNY WALCZCIE!!!

    Pod koniec starań bardzo mało było we mnie wiary. A czasem nawet brak. Ale nadzieja nie pozwalała się poddać. I tulę teraz w ramionach to życie, które wierciło się w moim brzuchu przez dziewięć miesięcy. Warte każdej łzy, każdego rozczarowania, każdego bólu… Patrząc wstecz… nic bym nie zmieniła. Widać taką musiałam przejść drogę do naszego Groszka. Uśmiecham się od ucha do ucha, choć czasem też płaczę, ale nawet jeśli ze zmęczenia, to są to najsłodsze łzy ever.

    Zaciskam kciuki, za wszystkie staraczki, przed którymi jeszcze morze wyzwań. Przesyłam Wam mnóstwo dobrej energii i jakkolwiek miałam problem z wiarą w siebie, WIERZĘ W WAS. A jakby wiary było mało… To jest zwykła statystyka. Większości się udaje. Nie wszystkim, wiem, ale WIĘKSZOŚCI (to mnie zawsze stawiało do pionu, gdy traciłam grunt pod nogami). Dlatego jeśli macie jeszcze trochę siły, zasobów, wsparcia… NIE PODDAWAJCIE SIĘ!

    P.S. Iza, cieszę się niezmiernie, że na Ciebie trafiłam! Z tego morza łez, które wylałam, zebrałoby się niezłe jeziorko wylane właśnie tutaj:) To były dobre łzy… Oczyszczające. DZIĘKUJĘ!!!

    • ~martucha pisze:

      Gratulacje!!! Ty to jesteś mistrzyni kamuflażu :-) jaki początek taki koniec… ech ale fajnie że już tulisz Groszka i że wygląda na to że wszystko jest w porządku.

      Oczywiście Uczuciowa nie byłaby sobą gdyby nie wywołała fali uczuć tym komentarzem. Ryczę. Krótko mówiąc.

      Wszystkiego dobrego dla Ciebie męża no i Groszka :-)

    • ~Wężon pisze:

      Oj Uczuciowa, Uczuciowa…. :)
      Płynęłaś do tej Australii w kajaku, ale już tam jesteś. Gratuluję.
      Czasem będzie Ci za gorąco, ale to fajny kraj.

      Jak napisałam wyżej, że transfer miałaś przed Anitt (tydzień), a ją już przecież wzięli na wywołanie porodu, bo dotarła do terminu, to pomyślałam, że jesteś słonicą, tylko się dobrze maskujesz. ;)

      Podziwiam, że tak tu codziennie byłaś przez te ostatnie dni. Podaj datę porodu chociaż.

    • ~mała Ania pisze:

      Uczuciowa piękne słowa :) buziaki dla Groszka!

    • ~iza krotki blog pisze:

      Uczuciowa, to ja Ci dziękuję, że byłaś i jesteś, że piszesz, że teraz dzielisz się szczęściem z Groszkiem.
      Niezmiennie wzrusza mnie, kiedy wraca tutaj MATKA, kiedy stoi już na drugim brzegu i pisze , jak tam pięknie.
      Po takie historie właśnie tutaj wszystkie lubimy sięgać.
      Żegluj przez te swoje morze do wyśnionej Australii :)

    • ~evcikmUK pisze:

      Uczciwa doprowadzasz do lez gratulacje dla Groszka tez podczytywalam Twojego bloga:)

    • ~olga82 pisze:

      Uczuciowa, macie Syna w ramionach!! Gratulacje, uściski…. witaj Mały Chłopczyku, Mama poszła po Ciebie na koniec świata, żeby cię znaleźć:) Odpoczywajcie!

    • ~Patrycja pisze:

      Uczuciowa, niesamowity jest Twój list z drugiego brzegu… Niesamowicie piękny. Niech w Australii będzie Wam dobrze.

    • ~ana86 pisze:

      Uczuciowa nasza kochana, mamusiu wyczekana, mega gratuluje tego Waszego Syneczka! Ucaluj Groszka i cieszcie sie kazda wspolna chwila :* To prawda ze pieknie jest po tej drugiej stronie :) buziak ♡

    • ~niebieska pisze:

      Uwielbiam te listy z wyczekanymi Cudami w ramionach. Pełne miłości, nadziei, siły. Czerpię garściami z Waszego szczęścia :*

    • ~Uczuciowa pisze:

      Dziękuje Wam moje Drogie za każde ciepłe słowo, jestem wzruszona :)

    • ~Lidka pisze:

      Nie wiem czy to te hormony ciążowe tak działają, ale się poryczałam ze wzruszenia czytając Twój wpis ;-). Przede wszystkim gratulacje serdeczne!!! To zawsze tym bardziej piękne i niezwykłe jak się przybywa do brzegu po tak długiej drodze. Trzymajcie się cieplutko :-D.

  41. ~Wendy pisze:

    Uczuciowa, kiedyś ryczalam jak bóbr jak mogłaś na mapie zaznaczyć już Australię. Teraz ryczę jak bóbr bo dopłynęliście do niej. Groszku kochany witaj!
    Gratulacje dla Waszej Trójeczki. Niech Wam będzie dobrze w tej nowej rzeczywistości. I nie każ czekać na wpisy na blogu za długo!
    Ps. Cholera chyba faktycznie teraz kolej na mnie i się już nie wywinę..

    • ~Uczuciowa pisze:

      Oj nie wywiniesz się ;)
      I to jest piękne!!!
      Nie mogę się doczekać wieści od Ciebie:)))

    • ~pati pisze:

      Wendy teraz czas na ciebie :) pozniej idzie w ruch moja trójca :) a w miedzy czasie ob. ktora tez zamilkła ostatnio :) Ja to nigdy w zyciu nie zapomnie twojego stwierdzenia że nic z tego nie bedzie bo przywitałaś polska ziemie w barwach narodowych :) boziuuu jak to zlecialo….

  42. ~Wendy pisze:

    No a my po ostatnim usg jesteśmy. Na dziś waga 3,2 kg i włosy nadal są:-). Zaciskam nogi i trzymam pałeczkę szczęścia mocno, żeby jednak za szybko nie wypadła. No i chyba walizkę czas spakować bo do tej pory czasu nie było. Zleciało Pati zleciało. Zanim ja dzieciaka trochę odchowam to i Ty bedziesz w ciąży. Zobaczysz:-)

    • ~Wężon pisze:

      Wendy, a Ty jechałaś na wakacje zaraz po transferze? Leciałaś?

      Ty już rodzisz, a ja nawet nie podeszłam jeszcze do drugiego transferu.

  43. ~Wendy pisze:

    Wężon, tak poleciałam na wakacje po transferze. A na wakacjach sport i alkohol. Nie wiem czy to pomogło ale to miły sposób:-).
    Nie martw się bo naprawdę nie ma znaczenia kiedy zajdziesz w ciążę i olej presję czasu. Wczoraj usłyszałam o 43 latce, która właśnie urodziła córkę a miała 6 pełnych transferów nim to nastąpiło.. Drugi transfer będzie kiedy będzie. Przecież nie masz na to wpływu. Najgorsze w tym ivf jest to złudne i popieprzone poczucie ze czas ucieka. A on wcale nie ucieka tylko po prostu to jeszcze nie ten czas..

    • ~Uczuciowa pisze:

      Wendy BARDZO podoba mi się ostatnie zdanie!!!
      Świetne spostrzeżenie, może zdjąć z człowieka duuużo presji.

    • ~Wężon pisze:

      Wendy, no niestety, w naszym wieku to już ucieka. Nie ten to mógłby być 10, albo chociaż 5 lat wcześniej. No i jeśli tansfer robisz co 2-3 miesiące. Jak ja na każdy czekam rok, to naprawdę ten upływ czasu jest mocno odczuwalny.
      Teraz jakbym się uparła to może mogłam mieć transfer przed samym urlopem. Ale tak dosłownie transfer i za 5 godzin wylot do Egiptu. Nie zdecydowałam się jednak. I teraz się niepokoję, że to był ten czas, a w tym cyklu endo mnie zawiedzie.

      • ~Wendy pisze:

        Wężon uciekać moze coś na co masz wpływ. I wtedy gonisz.. Na 100% sukces ivf wpływu nie ma nikt i nic. Można wspierać klinikami, lekarzami, lekami, częstotliwością robienia, akupunkturą, ziołami i innymi cudami i nadal byc w punkcie Zero. Wiesz to lepiej niż ja bo mnie się w miarę szybko udało a Tobie idzie ciut wolniej. To co Ty już przeszłaś przez ostatnie 2 lata to mi zajęło czy robić ivf czy nie. .. I popatrz mogłabym powiedzieć, że żałuje tego czasu kiedy tylko myślałam a nie robiłam. Ale to nieprawda. Ten czas był mi potrzebny po to żeby teraz być tu gdzie jestem z zupełnie inną głową. I tyle.
        Trzymam za Ciebie cały czas kciuki ale czasem mnie wkurzasz tym analizowaniem wszystkich wyników ( endo itp). Uwierz czasem można mieć gowniane wyniki i zajść w ciążę. Mimochodem. I tego Ci z całego serca życzę!

      • ~dziewczyna_rabina pisze:

        Wężon, umarłabys ze stresu w tym Egipcie. A gdyby coś złego się zadziało, to byłabyś przekonana, ze to dlatego, ze poleciałeś. Tez bym się nie zdecydowała na Twoim miejscu.

  44. ~olga82 pisze:

    Mm, Mala Aniu, do niebieskiej już pisałam. Mam koleżankę z zakrzepicą. Jest na zastrzykach. Wcześniej kilka wczesnych poronień, obecnie 8 miesiąc prawie. Smsy od niej: Ola, jak sie chce sprawdzic czy sie ma zespol antyfosfolipidowy, to trzeba wykonac badania poziomu przeciwcial antyfosfolipidowych IgG i IgM. Badanie trzeba powtorzyc po 12 tygodniach. Lekarz dobiera leczenie w czasie ciazy. D-dimery sa teraz tylko forma kontroli czy zwiekszac dawke clexane czy juz szpital. Ja lece na przed ostatniej dopuszczalnej dawce 120.
    Czyli d_dimery w ciąży kontrolnie.

  45. ~Anitt pisze:

    Dziękuję wam kochane za tyle kciuków i dobrych słowa. Julia jest z nami. Urodzila się 27.04.17 o godzinie 6:56 przez cc, wazy 3600g i mierzy 53 cm.
    Poród byl bardzo ciężki.
    Długo i bolesnie dochodzilam do magicznych 4 cm rozwarcia zeby wziąść znieczulenie. Znieczulenie to cudowna sprawa. 1h po znueczuleniu zaczelam rodzic. 10cm rozwarcie i odejście wód plodowych. Niestety po dlugim i wykanczajacym przeniu mala zle ulozyla sie w kanale rodnym…
    Po 10h ostrego porodu zrobili mi cesarke. Mala jest cudowna. Ma sliczne usteczka. sliczneusteczka. Jestem dalej wykonczona ale mega szczesliwa.
    Ps1 Uczuciowa moje gratulacje!!
    Ps2 Wrzon, niemam pojecia z czymte tabletki. Niemcy to mało komunikatywny kraj.

    • ~Uczuciowa pisze:

      Anitt, GRATULACJE dla Ciebie!!!
      Dzielna jesteś niesłychanie!!!
      Mam nadzieję, że szybko dojdziesz do siebie!
      Wstawaj, jak tylko będziesz mogła (choć boli to pomaga) i nie żałuj sobie środków przeciwbólowych. Trzymam kciuki za Ciebie i Pannę Słodkie Usteczka :) , żebyście szybko wróciły do domu i mogły po swojemu układać tę nową rzeczywistość:)))
      Ściiiiiiiskamy!!!

    • ~martucha pisze:

      Anitt, kurcze, ale się namęczyłaś :(
      ale najważniejsze, że już po!
      witaj Juleczko :-) rośnij zdrowo na pociechę rodzicom.

    • ~mała Ania pisze:

      Gratulacje Anitt, przykro mi, że tyle się nameczylas zanim zakończyło się wszystko dobrze przez cc :( ucalowania dla Julii! niech się zdrowo chowa!

    • ~niebieska pisze:

      Dzielna Anitt! Wszystko się dobrze skończyło. Najlepiej jak mogło :) 3600 gramami Julci w ramionach. Gratulacje! Wzruszyłam się jak na ciężarówkę przystało z łzą i smarkiem.

    • ~Wężon pisze:

      Anitt, jeszcze raz gratulacje.
      Wypoczywaj i nurzaj się w szczęściu. :)

    • ~Wendy pisze:

      Anitt, i o to już jesteś po drugiej stronie tęczy. Pamiętam jak niedawno był twój transfer, strach przed betą, potem plamienia, potem cukrzyca a tu hop i wszystko nieważne bo jest Julka. Niech mała Księżniczka zdrowo rośnie. Wracaj do zdrowia i dobrej formy!

    • ~pati pisze:

      Anitt odpoczywaj i zieraj siły :) mała Julka jest śliczna słodziutka taka do schrupania :) a na marginesie to miałaś to samo co moja siostra też żle sie ustawiła w kanał i sie skubana nie przekrecila, buziole ogromne dla was :*

    • ~Malwa pisze:

      Anitt, gratulacje! Dzielna jesteś, kobieto :) Najważniejsze, że Julcia cała i zdrowa i z jaką piękną wagą. Teraz jest wasz czas. Wszystkiego najlepszego na tej nowej, wspaniałej drodze życia.

    • ~ana86 pisze:

      Anitt kochana moja, powtorze sie ze bylas mega dzielna a Wasza corcia jest poprostu przesliczna, maly cukiereczek ♡ odpoczywaj, nie nadwyrezaj brzucha i najwazniejsze cieszcie sie soba :) sciskam Was z calych sil a Juleczke ucaluj w pietalki od cioci :) p.s. w wolnej chwili zajrzyj na maila :*

    • ~gaja pisze:

      Gratulacje!

  46. ~Wężon pisze:

    APEL: Po pierwszym in vitro, co tak nagle zamilkłaś? Napisz, jak rozwija się ciąża. Wszystko w porządku?

  47. ~Ania pisze:

    Dziewczyny, ja znów z prośbą. Mało się udzielam, kiedyś byłam bardziej aktywna… Ostatnio pytałam Was o koszt transferu po zakończeniu programu, miałyście racje jest darmowy tylko klinika stara się naciągać tych co są niezorientowani w temacie. Teraz zwracam się do Was z prośba w związku z tym że ten transfer o dziwo się udał (beta 15dpt 582), na wizytę zapisałam się do swojej lekarki dopiero 16.05. A duphastonu i Luteiny mam na styk. Czy macie może jakieś niepotrzebne zapasy? Chętnie odkupie każda ilość ;)

  48. ~Magdanr2 :) pisze:

    Dziewczyny bo Ja nie dość że mam spóźniony zapłon to jeszcze opóźnienia ….
    Gratuluje Młodym , Szczęśliwym Mamom ….
    Anitt , Uczuciowa , dopiero co cieszyły Wasze Bety …<3
    Czas zapieprza strasznie :)
    Kochane Moje Mamy , cieszcie się powoli , bez pośpiechu tymi Waszymi Skarbami , celebrujcie każdy dzień , róbcie ogromną ilość zdjęć , Dzieciaki tak szybko rosną …
    Jeszcze raz z całego serca GRATULACJE !!!!

  49. ~olga82 pisze:

    Ania, jeśli masz aptekę, w której cię ktoś kojarzy, to dadza ci na krechę;) doniesiesz receptę.

    • ~Ania pisze:

      Właśnie nie mam, ogólnie wypadłam z obiegu ostatnio. Teraz czuje się taka nieogarnięta. Trochę nie wierzyłam ze może się udać ten nasz ostatni transfer. W sumie nadal nie wierze…

      • ~martucha pisze:

        Aniu napisz mi na maila marteska@interia.pl swoje dane – wyślę Ci duphaston 10 mg (20 tabletek) i mam też 30 tabletek luteiny dopochwowej 100 mg.
        pisz szybko to wyślę Ci nawet jutro :-) później to poczta czynna dopiero we wtorek

        aha no i gratuluję ładnej betki :-)

      • ~Kaja pisze:

        Hej Aniu, wystarczy Tobie juz duphastonu? Jakby co, to mogę Tobie wysłać 36 szt (1 opak całe, z drugiego brakuje 4 tabletek) Duphastonu 10 mg. Jak potrzebujesz nadal, to napisz maila erinomee@gmail.com z danymi do wysyłki i GRATULUJĘ! !! Niech Twój cud zdrowo rośnie! !!! Buziaki :*

      • ~martucha pisze:

        Ania wczoraj wysłałam Ci leki. Wypatruj listonosza :-)

        • ~Ania pisze:

          Dziewczyny, wszystkim Wam ogromnie dziękuje za taki odzew i dobre chęci. Mój mąż jest pod ogromnym wrażeniem jak mu o Was powiedziałam, jesteście naprawdę niesamowite za ta bezinteresowna chęć pomocy. Ja obiecuje dawać znać jak sytuacja na froncie, mam ogromna nadzieje na grudniowy cud :*

  50. ~Candy pisze:

    Cześć, odważył się w końcu napisać. Na Twoj blog Iza wchodze regularnie od roku,odkąd na własnej skórze przekonałam się czym jest in vitro.Moja historia-wiek 32lata,czynnik meski,5 transferów z dwóch procedur/I podejście w IV 2016 ,5 zarodków, 3 transfery, z czego pierwszy zakończony ciąża biochemiczna;II podejście XII 2016,5 zarodków,2 transfery – nic:( /, Przede mną jeszcze ostatni kriotransfer,łącznie 5 nieudanych transferów już za mną 6 przede mną…Tylko dzięki Waszym historiom dziewczyny nie tracę nadziei,ale nie wydaje Wam się, że 5 nieudanych do tej pory transferów to już nie wróży niczego dobrego? Ile jeszcze można próbować? Co robić? I dlaczego się nie udaje? Komorki nasze się łączą, dziela, dochodzą do 5 doby,zarodki dobrze się rozmrażają, histerosopia nic nie wykazala.Czy któraś z Was miała podobnie? Pozdrawiam Was serdecznie i wielki mój podziw kieruje w Twoja stronę Iza- jesteś niesamowita!

    • ~pati pisze:

      Candy a ty robiłaś jakieś badania immunologiczne czemu te zarodki nie chcą zaskoczyc? Może to warto by było sprawdzić po tylu podejściach.

    • ~dziewczyna_rabina pisze:

      Candy, ja mam za sobą sześć nieudanych transferów (i jeden udany, trzeci w kolei), teraz jestem w trakcie ósmego (4 dpt). Podobnie jak u Was – z ostatniej procedury uzyskaliśmy 6 pięknych blastocyst, u mnie teoretycznie nie ma się do czego przyczepić, a już 4 z nich przepadły. Nikt nie wie, dlaczego się nie udaje, wszyscy lekarze są zaskoczeni, embriolog byla bardzo przeciwna tworzeniu aż tylu zarodkow, uparliśmy się i okazuje sie, ze nawet to może nie wystarczyć. Przed tym transferem zrobiłam serie szczepień limfocytami, może to coś zmieni. Poszłam tez na akupunkturę, ale to już bardziej na głowę ;)

      • ~dziewczyna_rabina pisze:

        Robiliśmy badania immunologiczne, u mnie allo-mlr wyszło na poziomie 20% hamowania (z jednego badania 0, z drugiego 43% – podobno te wyniki należy uśrednić), czyli za mało – powinno być minimum 40% hamowania. Zalecono nam te szczepienia limfocytami, zrobiłam 3x w odstępie 3 tygodni. Nie robiłam badań po szczepieniach.

        • ~pati pisze:

          dziewczyna_rabina miałam ci odpisać właśnie niżej. Ja czekam na wizyte u genetyka o immuno najwyzej pozniej pomyśle. Do genetyka gdzies Jaracza/Stherlinga tam w biurowcu i na nfz. A jak bede miala iść do immuno to też pewnie do Paśnika pojde ale jego na nfz nie znalazłam.

    • ~Katka pisze:

      hej z własnego doświadczenia czynnik męski i ja endometrioza I stopnia nieliczne ogniska. U mnie przed 4 udanym transferem zaczęłam przyjmować sumplementy, te które polecały na blogu dziewczyny czyli koenzym q10, magnez, femibion natal, infolic. Starałam się kilka razy w tygodniu pić macę z sokiem. Mimo iż nie mam problemów z wagą zaczęłam jeść mniej cukru, ogólnie jeść zdrowiej i zaczęłam chodzić na fitness czyli bardziej dbać o siebie. Miałam wizytę u immunologa wyszły mi podwyższone nieznacznie komórki NK. Zaczęłam przyjmować większą dawkę encortonu (mimo iż wynik po miesiącu stosowania spadł mi tylko trochę transfer się udał). Dodatkowo miałam scratching endometrium i w dzień transferu miałam podane 2 kroplówki z intralipidu. Poza tym po histeroskopii wyszła mi nieznaczna nierównowaga hormonalna endometrium i brałam przed transferem czopki tzw. viagra. Nigdy się nie dowiem czy to akurat pomogło.W każdym razie te rzeczy miałam zmienione przed 4 transferem, który się udał :-) wszystkiego dobrego Pozdrawiam

  51. ~paradise pisze:

    Iza ile pozytywnej energii bije od Ciebie:) też bym tak chciała :)

    może i do mnie los wkońcu się uśmiechnie :)
    U mnie jak zawsze pod górkę. Ledwo wróciłam do pracy po tej złamanej stopie, a teraz zerwałam więzadło (po raz kolejny po 6 latach) i dodatkowo poparzyłam rękę… normalnie prawdziwe kalectwo. I znowu L4. Nie wiadomo jak moje plany będą wyglądać. Miała niedługo być nowa robota a ja znowu zepsuta…
    Potrzebuje naprawdę kogoś kto zdejmie ze mnie ten zły urok… :)

    Aneet gratuluję kochana synka :) a to zrobił wam niespodziankę :)

  52. ~Borówka pisze:

    Anett, Uczuciowa wielkie gratulacje!!!
    Dużo zdrowia dla Waszych bąbelków :)

  53. ~Sweetheart pisze:

    Iza czytam blog od dłuższego czasu i obiecałam sobie, że się odezwę, jak mi się uda. Twój blog to prawdziwa kopalnia wiedzy. Chcę Wam dodać odrobinę otuchy i opisać swoją historię, bo postawiono już na mnie kreskę. Przyczyna niepłodności: niskie AMH, bardzo słabe nasienie. 4 lata leczenia w Novum i tam 4 stymulacje, z których nigdy nie uzyskaliśmy nawet jednego przyzwoitego zarodka, choćby w 3 dobie, blastocysty nigdy nie mieliśmy, nigdy też nie było nic do mrożenia. Następnie 2 razy skorzystaliśmy z komórki dawczyni, zarodki bardzo ładne (5 doba – 3 ładne zarodki podawane raz po dwa i jeden osobno) wczesna ciąża biochemiczna z jednego transferu. Zdecydowaliśmy, choć nie było to łatwe o adopcji zarodka. Procedurę przeszliśmy dwukrotnie: 2 transfery, podawane po 2 zarodki od różnych par. Nic poza kolejną wczesną ciążą biochemiczną..W końcu postanowiliśmy, że N. już dziękujemy. Zmieniliśmy klinikę na Kriobank. Po raz pierwszy spotkałam się z podejściem do leczenia, jakiego oczekiwałam od lat. Zanim podjęliśmy jakiekolwiek kroki dostałam na starcie leki na moje komórki (nie DHEA bo to proponowano mi już w N. i to nie przyniosło rezultatu). Prof zbadał również mój metabolizm PRG, co było dla mnie nowością. Okazało się, że nieprawidłowo metabolizuję Prolutex i zamieniono go na Agolutin. Obdzwoniłam wszystkie kliniki i nikt tego nigdzie nie robi, co budziło we mnie wątpliwości, co do zasadności tego badania. Dodatkowo w badaniu MR wyszła mi wysoka kurczliwość macicy, czego nigdy nie było widać podczas transferu, choć nie ukrywam – zawsze czułam do 2 dni po transferze bóle okresowe (już teraz wiem, że to było coś złego). Ostatecznie po raz pierwszy prof zaproponował mi długi protokół (nie zalecany przy niskim AMH; zawsze miałam krótki) . Uzyskaliśmy 2 wczesne blastocysty. Jedna podana, druga zamrożona. Przed, w trakcie i po transferze miałam podany Atosiban – eliminujący skurcze. Dla nas do dziś to cud, po tym co przeszliśmy. Jeszcze długa droga przed nami i ogromny strach o każdy dzień, bo to dopiero 3 miesiąc, ale widać gdzieś daleko promyki słońca. Do Białegostoku mieliśmy bardzo daleko, ale było warto. Lekarz skupiający się na szukaniu przyczyny, a nie brzydko mówiąc ładowaniu we mnie kolejnych zarodków. Zarówno w N. jak i w K. odradzano mi zdecydowanie immunologię, a dla mnie na ten monet wydawało się to jedyną logiczną przyczyną naszych problemów. Myślę, że gdybym została w N. podjęłabym się szczepień, mimo sprzeciwu lekarza. Okazało się, że trzeba szukać gdzie indziej. Ja nigdy nie wierzyłam w takie historie, jak moja, a dziś to ja Wam ją opowiadam.. Nie chcę promować konkretnej kliniki, dlatego absolutnie nie namawiam do zmiany kliniki i życzę Wam walki z lekarzem, któremu zależy tak samo bardzo, jak Wam. Walczcie ile sił.
    P.S. Iza czekam razem z Tobą na pełen emocji początek Twojego nowego etapu życia.

    • ~gaja pisze:

      Hmm, a ja w Kriobanku czułam się mniej więcej tak jak Ty w Novum, czyli „ładowanie” kolejnych zarodków, też u prof. Ale bardzo miło wspominam atmosferę,
      Ja mam AMH=0, więc nie było szans na leczenie. Ale żadnych, absolutnie żadnych badań dodatkowych nam nie zlecono.
      Miałam Atosiban, nie zapobiegł skurczom zupełnie.
      Ja wycofałam się stamtąd, ale czy gdzie indziej będzie inaczej?
      Coraz bardziej myślę, że to łut szczęścia, szczególnie jak nie ma konkretnej przyczyny niepowodzeń…

      • ~Ewa pisze:

        Gaja
        Wyżej moje kochane dziecko się ujawniło.
        Do wyboru kliniki w dużej mierze przyczynił się post Aneet(dzięki wielkie) z28 listopada 2016 r o godz.20,21.
        Pewnie to łut szczęścia ,ale fachowość i indywidualne podejście prof.naprawdę nie jest wyolbrzymione.
        Dzięki Iza za blog ,dzięki Wam dziewczyny za mnóstwo wiedzy z której czerpiemy.

    • ~Azylkowo pisze:

      Witaj Sweetheart ;) Jejkus, Twoj wpis mnie przeszywa dosłownie… jezeli moge spytać, jakiej wysokości masz AMH..? I jakie leki zostały Ci zaproponowane zamiennie do DHEA…? Ja w 2015 miałam AMH 0,10…i walcze, choć coraz mniej we mnie sił i nadziei…:(
      Ściskam Cie i Twoj Cudzik ! :*

      • ~Sweetheart pisze:

        Azylkowo podaj mi proszę maila, napiszę Ci wszystko na priv.

        • ~iza krotki blog pisze:

          Wymienię Was mailami.

          • ~iza krotki blog pisze:

            Azylkowo, adres, który mam przy wpisywaniu komentarza od Ciebie, odrzuca maile… Masz jakiś inny?

            • ~Azylkowo pisze:

              Tak Iza, właśnie dzis sie z tym męczyłam wtf!!!! :/ w robocie nie bardzo miałam możliwość zgłębić temat, teraz założyłam ponownie i dziwność – wyskoczył jako „dostępny”..a nie powinien! Tak czy inaczej – e-mail to azylkowo1985@wp.pl Mam nadzieje ze juz bedzie ok…,;) Dziekuje w każdym razie Iza baaaaaardzo za chęć pomocy przy wymianie :* ;) Sweetheart – Tobie z gory bardzo dziękuję za informacje ! :) ;) będę czekać z niecierpliwoscią na maila ;) ..moze jeszcze jednak nadzieja sie we mnie zatli..

        • ~Azylkowo pisze:

          Sweetheart, poniżej wpisałam, Z góry bardzo Ci dziekuje ;) zgadzam sie z dziewczynami, Twoja historia…echhhh.. Serce mi zamiera dosłownie..tyle walki, tyle trudnych decyzji… A i zmiana klinikk tez pewnie nie była łatwa… Nawet nie umiem Ci powiedzieć co dla mnie oznacza przeczytanie Twojej historii, jak ona mnie ściska w gardle, tak pozytywnie oczywiście…trzymaj(cie) sie cieplutko! :)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Sweetheart , dzięki, że wyczekałaś z taką historią. I że wróciłaś tutaj, kiedy już liczenie owulacji Cię nie dotyczy.
      Wierzę, ze wszystko będzie dobrze. Dam znać, co z moją historią, kiedy ona zacznie się dziać :)

    • ~Wężon pisze:

      Sweetheart niesamowita historia.
      Pozwól Izie wstawić ją do naszych historii, bo tutaj zaraz zginie, a daje tyle otuchy, że nie może przepaść.

  54. ~Candy pisze:

    Typowych badan immunologicznych chyba nie robilam/o ile tj to to Igg i Igm-było zlecone w Novum i wyszło ok,ale pewnie masz na myśli Pati coś bardziej zaawansowanego?Gdybyś mogła napisać co szczególnie mogłabym zbadać to będę wdzięczna…Ja słuchajcie ślepo brnełam do tej pory w kolejne próby,że się uda,bo to już któryś raz. ..Lekarz nie zleca niczego dodatkowego tylko prowadzi ślepe władanie zarodków -dokładnie tak jak określiła to Sweeheart.Po pierwszej nieudanej procedurze zmieniliśmy Novum na Bociana,z nadzieją że tam doktor M
    /którego wszędzie pelno/wczuję sie w nasza sytuację i będzie drazyl temat i zaproponuje coś dodatkowego a tu oprócz zleconej histerosopii nic tylko slowa:”próbować”.Matko,czy istnieje jakiś lekarz,który wczuwawa się w nasze sytuacje i szuka jakiś rozwiazan niepowodzen,Dziewczyny?.Historia Sweetheart mowi,że tak,tyle prob,tyle roznych kombinacji i najpiekszejszy happy end o jakim pewnie nawet nie sniliscie.Jednak byly jakieś tropy,sposoby,próby, wskazowki. Rozumiem Cie doskonale Dziewczyno Rabina-jedziemy na tym samym wózku w tej niestety przymusowej kolejce invitrowej-trzymam kciuki Rabinko:).A ja naiwna roku temu o tej porze czekając na wynik pierwszej bety myślałam, że in vitro to taki pewniak:(

    • ~pati pisze:

      Candy rozumiem co piszesz, ja gdyby nie blog Izy i dziewczyny nie wiedziała bym jakich badań się domagać albo chociaż by o jakich wspomnieć i omówić ich zasadność. Moje IVF było z przestymulowania a tez nic nie drgnelo, komorek do zamrożenia brak a podobnież były takie pekne i tak ich dużo było. Po punkcji 3 miesiace staraliśmy się naturalnie na lekach do stymulacji. Jak nie wychodziło z immunologi chciałam zrobić na początku ANA żeby wiedzieć czy się wogóle pchać w nią, oraz komórki NK i ciut z genetyki na te czynniki V-Leidena ,MTHFR i takie tam- taki był zamysł w listopadzie, ale okazało się że jestem w ciąży po normalnej stymulacji. W lutym miałam indukowane poronienie bo okazało się że dzidzia ma ciężkie wady, więc czeka mnie zabawa od początku ze wszystkimi badaniami tym razem juz u genetyka na nfz więc pewnie i tak większość będe musiała robić na swój koszt. Zastanawiam się jednak nad zrobieniem tej cholernej immunologi również bo w rodzinie mam jedno martwe dziecko, 5 poronień w 3 mc ciazy i dopiero moj tata. Ja natomiast jedna biochemiczna rok temu i teraz to co się stało. Narazie mam czerwone światło na 3-4 cykle i mam czekać na wizyte u genetyka taki rozkaz z N. więc staram się zająć swoją głowe czymś innym i „cieszyć” się czasem wolnym od stymulacji. Zmieniłam grupe lekarzy z ginekologów na psychiatre i psychologa, niby mam odpocząć przynajmniej psychicznie od wszystkiego ale tak między nami staraczkami to ja już mam plan ulozony rozpisany na to co będzie jak dostane zielone światło na dalsze starania.

    • ~ann pisze:

      Polecam dr D. z kliniki na Górczewskiej, z tego co słyszałam to „wczuwa się” w skomplikowane problemy.

    • ~Sweetheart pisze:

      Wężon pewnie, że się zgadzam ;)

  55. ~LILOĄ pisze:

    Candy,
    W tym samym poście trochę wyżej opisałam moją historię z immunologią.
    Jeśli nie znajdziesz poproś Izę o mój adres e-mail wszystko prześlę na e-mail.
    Dzięki temu , że wiemy co mi dolega
    zostało wdrożone odpowiednie leczenie, które zaowocowało tym, że kończymy właśnie 25 tydzień. Pozdrawiam

  56. ~bea33ta pisze:

    Widzicie dziewczyny od ivf. Jedziemy na podobnym wozku tzw probowac dalej. Ja zachodze w ciaze wlasnie koncze swoja 6 i niew 36,38 ani 40 tyg z happy endem. Wlasnie czekam na kolejne poronienie. Kolejny raz z rzedu puste jajo plodowe. Nadal slysze wszystko w zyciu jest loteria i trzeba probowac wiec probuje. Teraz mam do Was takie zapytanie. Chcialam przebadac armie meza gdzies wyczytalam ze puste jajo to z wady plemnika lub bakterii. Jakie badania na poczatek polecacie i jakie sa koszty takich badan?? Poleccie mi cos bo moi lekarze mowia probowac a ja tez chce.zwiekszyc swoje szanse na zdrowa ciaze.

    • ~pati pisze:

      bea33ta oj kurcze współczuje strasznie. Nie wiem ktory tydzień jesteś bo nic nie pisałaś ale ja w swojej ciązy usłyszałam że żona ginekologa na moim etapie 5t5d nic nie bylo widać do jakiejś końcówki 6tc. a u mnie było tak ze 1 dzien zrobil wielka rożnice- dzien wczesniej nie bylo serca dzien pozniej biło. Wspólczuje kochana. Wiesz co zaraz odnajde liste co dostaliśmy z Salve na badania mojego M. takie „wstepne” przed programem, z tego co pamiętam jedno było jakieś dziwne i np w Novum go wogóle nie robią. A myślałaś o wizycie u genetyka? Albo immunologa? Czy to już masz za sobą?

    • ~pati pisze:

      test HBA w ulotce z Salve jest napisane: Użycie uszkodzonego plemnika w technikach wspomaganego rozrodu może prowadzić do braku rozwoju zarodka.

    • ~gaja pisze:

      Ja polecam Wam test MSOME. Robi go niewiele klinik, bo wymaga specjalistycznego mikroskopu.
      My mieliśmy niby nasienie OK, ruchliwość itp, a w tym badaniu wyszło, że idealnych plemników jest 0%.
      Oceniają witki, wakuole itp.
      Mi też tak tłumaczono, że za takie wady odpowiada czynnik męski.
      Koszt badania ok. 300-400 zł

      • ~dziewczyna_rabina pisze:

        Gaja, i co dalej przy takim wyniku – 0%?
        Udało się jednak znaleźć jakieś pojedyncze prawidłowe plemniki?

        • ~gaja pisze:

          Bierze się klasę 2, czyli plemniki z lekkimi wadami. Ale jak mi powiedziała dr: jakiś mały cud jest do tego potrzebny…

          • ~gaja pisze:

            My mieliśmy 0% w poprzednim badaniu miesiąc temu, jak było teraz, nie wiem.
            Moja połowa cały czas odzyskuje siły, 3 miesiące temu było zero plemników. Antybiotyki+sterydy tak narobiły…

    • ~mała Ania pisze:

      Ja polecam test fragmentach dna plemników, jeśli on wyjdzie źle, to wtedy w dniu punkcji można dołączyć magnetyczna separację plemników (macs), w Novum to koszt 1500zl. Jestem przekonana, że nam pomogło właśnie to.

  57. ~gaja pisze:

    Pochwalę się kolejnymi małymi kroczkami.
    Nasienie akceptowalne.
    Uzyskaliśmy trzy zarodki (na 8 odmrożonych komórek, nie za duża ta liczba…), ale wszystkie 8A.
    Jeden przywieźliśmy właśnie do domu.
    do tego 4 h pod kroplówkami: intralipid i atosiban.
    Teraz jest nam potrzebny duży krok do pozytywnej bety, trzymajcie kciuki!

    • ~martucha pisze:

      Gaja! mocne kciuki!!! :-)

    • ~pati pisze:

      gaja mocne kciuki trzymane :*

      • ~Candy pisze:

        Gaju, ja rowniez Wam bardzo kibicuję:) Powiedz tylko,jak mozesz a z poprzedniego rozmrazania na ilosc Twoich zamrozonych komorek, ile uzyskaliście zarodków? Ja tez mam zamrozone oocyty z I procedury oraz z II i tez chcialabym je wykorzystać pewnie juz za niedługo:(

        • ~gaja pisze:

          To było pierwsze rozmrożenie nasze. 8 zamrozili, 8 zapładniali, 3 się udały. Możliwe , że tu jest też „efekt” mrożenia, ale nie wiem.
          Nie znamy też wyników nasienia, te standardowe (ruchliwość itp) są ok., ale w szczegółowszych badaniach już nie. Zapomnieliśmy się dopytać ;)

    • ~niebieska pisze:

      Gaja, trzymam kciuki za tę trójcę i Wasz następny, wielki krok. Ciesz się tym czasem, 8A jest z Wami!

    • ~dziewczyna_rabina pisze:

      Gaja, trzymam kciuki z całej siły!!
      3 zarodki z 8 oocytow to jest świetny wynik, gratulacje. Tonmusily być piękne oocyty ;)

    • ~Wężon pisze:

      Gaju, trzymam kciuki za kolejne kroki, niech to będzie droga na całe życie.

      Ty za mnie trzymaj w piątek, żebym mogła zrobić ten pierwszy krok.

    • ~Azylkowo pisze:

      Gaju, powodzenia…:* niech sie dzieje cud! :)

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      Gaja Nasze 8 A właśnie sobie rozmawia z Sową za moimi plecami , z całego serca Ci życzę nudnej i długiej ciąży !!!! :*

  58. ~Padusia pisze:

    Iza,
    Wpadłam na Twój blog przez przypadek, szukając informacji dotyczących IVF, stymulacji, hiperstymulacj itp. Spędziłam cały dzień czytając wpis za wpisem. Podziwiam Ciebie/ Was za cierpliwość, siłę i wiarę w lepsze jutro. Jesteś naprawdę wielka.
    Ja właśnie zaczynam moją „przygodę” z IFV.
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za inne, nowe życie. :)

    • ~LILOĄ pisze:

      Padusia,
      Powodzenia. Tu na blogu Izy możesz liczyć na pomoc i wsparcie w każdym temacie.
      Jesteśmy tu aby sobie pomagać i się wspierać. Ja dzięki temu blogowi mam niezastąpione Ciotki Wariatki. A, A, P, dzień bez nich to dzień stracony :-)

    • ~Wężon pisze:

      Padusia, powodzenia!!

      Dawaj tu znać, jak się ta przygoda rozwija. :)

    • ~dziewczyna_rabina pisze:

      Padusia, trzymam kciuki, żeby Twoja droga z ivf była krótka i szczęśliwa! ;)

    • ~Wendy pisze:

      Padusia, ja trafiłam na ten blog w ubiegłym roku kompletnym przypadkiem kiedy decyzja o ivf była mglista jeszcze i raczej to miała być próbna przygoda. Przez ten rok tak się tu rozsiadłam, że nie dość że czuję się jak u siebie to jeszcze zdążyłam zajść w ciążę. Życzę Ci żeby ivf był dla Ciebie taką samą przygodą jak dla mnie. I żebyś szybko poznała smak sukcesu.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Powodzenia Padusia!

      • ~Pandusia pisze:

        Hej dziewczyny i ciotki wariatki 
        Dziekuję za słowa wsaprcia.
        W piatek miałam pobranie komóreczek i okazało się że było ich aż 30! Przeraziłam się bo wygląda na to że byłam nieźle przestumulowana o czym nikt mi nie powiedział podczas rutynowych USG. Pani embriolog powiedziała, że mam się nie martwić bo część komórek na pewno jest niedojrzała do zapłodnienia. Kazali dużo pić, barać paracetamol i dzwonić jakbym się źle czuła.
        W sobote zadzownil embriolog i okazało sieę mamy 13 zarodkow :) transfer zaplanowany na środe.
        W sumie nie czuję się bardzo źle ale bolli mnie brzuch przy gwałtowniejszych ruchach. Jak siedzę bądź leżę to jest ok. Wy też tak miałyscie, czy to efekt hiperstymulacji, jak myślicie?
        Byle do środy.
        Wendy – ile razy podchodziłaś do invitro.

  59. ~dziewczyna_rabina pisze:

    Jutro Beta.
    Umieram ze zdenerwowania, nie chce tam iść ;(

    • ~pati pisze:

      Trzymam mocno kciuki :*

    • ~Candy pisze:

      Trzymam mocno kciuki, trzeba być dobrej myśli:) choc rozumiem Cię doskonalne- odbieranie wyniku jest najgorsze…Liczę na to, ze te szczepienia, zrobia dobra robotę:).

    • ~gaja pisze:

      Moje też zaciśnięte. Powinni nas usypiać na te 2 tygodnie, takie jest moje zdanie ;)

    • ~dziewczyna_rabina pisze:

      Ja po prostu WIEM, ze nic z tego nie będzie.

      • ~Candy pisze:

        Wiem, co czujesz, ehh, ale moze w końcu teraz zdarzy się ten cud, …ja strasznie Ci kibicuję i myślami jestem z Toba.

      • ~Patrycja pisze:

        Dziewczyno rabina, ja też „wiedziałam”, że będzie zero zero nic, a teraz za dwa dni skończę (da Bóg) 15. t.c…. W przeddzień pomiaru bHcg ledwo powstrzymałam się przed piciem wina… Z objawów miałam tylko ból brzucha… Naprawdę NIC na to nie wskazywało.

      • ~Wendy pisze:

        Dziewczyno Rabina. Jestem dowodem na to że z tego Nic z Tego nie Będzie zaraz będzie syn. I to taki konkretny. Pamiętaj dopóki próbujesz zakładasz że się uda. Inaczej szkoda próbować. Kciuki mocno zaciskam za tłustą jak smalec betę.

  60. ~Anitt pisze:

    Dziewczyno Rabina, trzymam mocno kciuki za wypasioną bete.
    My w trójkę. Pomalutku uczymy się siebie na wzajem. Mala jest cudowna, byly problemy z karmieniem. Mała jest na butli i chyba juz tak zostanie. Niemam pokarmu. Zawsze mialalm bardzo male piersi i takie juz zostały…trudno.
    Dopadł mnie Baby Bluse
    …przez nasz dom przewinal sie caly autobus gości…tescie od rana do nocy siedzieli. Czara goryczy sie przelała kiedy po calej nieprzespanej nocy patrze a o 10 rano tesciowa otwiera nasze drzwi kluczem z tortem w dłoni bo nasze kolezanki mialy przyksc tylko na 5 dni zobaczyc małą a ona party robi z szampanem u mnie w domu…jak weszla tak wyszla…niemoglam dojsc do siebie przez caly dzień..łzy, awantura z mężem ktory nie zareagował w porę. Teściowa obrazona na amen…ale….u nas blogi spokój, cisza, wracamy do normalności:-)

    • ~mała Ania pisze:

      Anitt bardzo dobrze, że postawiłas granice teściowej, szkoda, że tak późno. Nie miej przypadkiem wyrzutów sumienia z tego powodu, kobieta sama powinna wiedzieć, że pierwsze kilka tygodni powinno być tylko dla Was, a ona może przyjść pod warunkiem, że ja zaprosicie… Znam dwoje dzieci moich bliskich koleżanek, które ani razu nie karmiły piersią z powodu braku pokarmu, a i Natalka i Jasiek są zdrowymi i silnymi dziećmi ;)

    • ~Anett pisze:

      Anitt kochana spokoju życzę, to Wasze chwile które sie nie powtórzą…
      U nas zakaz odwiedzin, ciotki, pociotki i inni przyjadą dopiero na nasze zaproszenie, nasi rodzice byli dosłownie na pół godziny, znajomi dostali zdjęcia i tyle, to magiczny czas tylko dla nas.

    • ~Martka pisze:

      Anitt!! Bardzo wspolczuje…kobieta po porodzie potrzebuje spokoju, spokoju i spokoju!! Wiem co czujesz bo ja tes spalam po godzinie co kilka godzin bo moja mala nie chciala cyca wiec odciagalam laktatorem, podawalam, mylam laktator, wygotowywalam wszystko i jak zostalo troche czasu do kolejnego karmienia to spalam…nie ma nic gorszego od skrajnego wyczerpania…mnie jeszcze denerwowalo to, ze chce karmic a ona nie chce, sprawdzalam kilka pozycji za kazdym razem, przed kazdym karmieniem…po dwoch miesiacach zapomniala o butelce i chcetnie ciagnela cyca ale tylko do 6 miesiaca. Ja ten okres kojarze z meeega stresem, skrajnym wyczerpaniem…moja tesciowa akurat pomagala, codziennie gotowala nam lekkie obiadki zebym mogla spokojnie karmic ale wywierala tez ns mnie presje ze MUSZE karmic piersia…bylo mi tak ciezko, ze teraz bedac w drugiej ciazy wiem, ze jesli sie okaze, ze maly nie chce cyca to nie bede sie tak nadwyrezac bo po pol roku od porodu psychiatra stwierdzil u mnie silna nerwice i depresje. Nie ma sensu. Moj maz tez mnie doprowadzal do szalu, myslalam ze sie rozwiedziemy…klocilismy sie o wszystko, a najwiecej o to ze ja jestem zmeczona…ehhh, dluugo moznaby gadac..Wspolczuje Kochana!! Pamietaj-nic na sile, jestes teraz w takim okresie ze WSZYSCY powinni robic to o co ich poprosisz, jesli nie chca to wynajmij nianie na kilka godz dziennie( ja tak zrobilam). Trzymaj sie. Sciskam

    • ~Wendy pisze:

      Anitt jak ja Cię rozumiem. Miałam mego M za inteligentnego a dziś on mi mówi że chce do porodu ściągać mojego i swojego ojca do szpitala do towarzystwa bo on się stresuje.. I że już umawia odwiedziny rodziny kto kiedy wpadnie. Szlag mnie trafił bo ja ostatnią rzeczą o jakiej marzę jest tłum rodzinny nade mną i miliony rad. Powiedziałam basta. Dwa pierwsze tygodnie żadnych odwiedzin, żadnego wspólnego rodzenia z ojcami chyba że chcesz rozwodu i synka na skype oglądać. Ja myślę, że niektórzy faceci mają jakiś zaburzony obraz tego o czym my marzymy po porodzie. Moj ma na pewno:-)

      • ~Anett pisze:

        Wendy haha tak trzymaj! U nas choć poród nas zaskoczył to akurat tą kwestię mieliśmy przegadaną. Te pierwsze dni są naprawdę magiczne i nie wyobrażam sobie ich dzielić z tłumem ciotek.
        Poród z ojcem i teściem to na pewno ciekawe doświadczenie :)))
        Buziaki! Czekamy na Filipa

      • ~Malwa pisze:

        Rany, Wendy, wyobraziłam sobie mojego męża w szpitalu w obstawie naszych ojców. To byłoby straszne… :)

    • ~LILOĄ pisze:

      Anitt,
      Już teraz się zastanawiam jaką ja będę teściową haha i zawsze sobie powtarzam , że bardziej myślącą niż moja. Po niej również można się spodziewać tortu i szampana. Tylko nie wiem czy ma świadomość wybuchu III Wojny Światowej, oby miała.
      Życzę spokoju a na karmieniu piersią świat się nie kończy.

    • ~niebieska pisze:

      O mamuniu, Anitt! Moja teściowa też ma klucze i do tego tupet. Wie o ciąży od 3 tygodni i zdążyła mi już zapełnić pół szafy wyprawką i pół mózgu dobrymi radami.
      Jak trzeba będzie wychowywać męża to przyjdę do Wendy po korepetycje.

    • ~Malwa pisze:

      Anitt, nie dziwię się, że dopadł Cię baby blues. Po takim ciężkim porodzie powinnaś mieć spokój, by dojść do siebie, a nie wiecznie gości na karku. U nas na początku była tylko moja mama, teściowie się pochorowali i cóż, głupio to pisać, ale dobrze się złożyło, bo nie wyobrażam sobie wizyty mojej teściowej, w momencie gdy wisiałam na zmianę z laktatorem u piersi i płaczącym Wojtkiem. Mam nadzieję, że lada dzień poczujesz się lepiej. Uściski dla Was!

  61. ~Magdanr2 :) pisze:

    U nas w pierwszych dniach była tylko Rodzina najbliższa , Rodzice , Siostra Brat , dla nich to było równie wzruszające przeżycie co dla Nas , nie mogłam im tego odebrać , ale fakt faktem że granice najlepiej stawiać od początku . Wendy Ja miałam nawet pomysł żeby nie mówić o Rodzicom o terminie cc , bo się bałam cyrku w szpitalu i setek telefonów :D
    Po dwóch miesiącach wspólnego życia z Agata doceniam instytucje Babci , zwłaszcza Mojej Mamy :))) , z Teściową bywa różnie , ale Mama to Anioł :)
    Dziewczyny karmienie piersią sprawa indywidualna , Ja się strasznie sfiksowałam żeby karmić ( En wciąż dziękuje , Ty wiesz za co ;) ) , no i się karmimy , od początku jakoś bez większych trudności , bo mało pokarmu w pierwszej dobie , sutki bolące w kosmos to norma .
    Jeżeli chcecie polecam blog Hafija , naprawdę bez terroru Dziewczyna wszystko opisuje co i jak i pomaga .
    Dla mnie to mega wygoda , byłam wczoraj z Młoda 3 h w parku , rozryczała się , ławka , pieluszka , boczek , cyc i po 15 minutach mogłyśmy kontynuować spacer :)
    Waga leci bardzo szybko , brzuch pięknie się wchłonął , no i mnóstwo korzyści dla Dziecka .
    Nic na siłę , ale warto próbować :)
    Powodzenia Mamuśki , ale się Dzieciowo zrobiło na blogu .
    Iza zaraz Ty dołączysz i będzie blog o lotnej nazwie parentingowy … :P

    • ~Malwa pisze:

      To są niezaprzeczalne plusy karmienia piersią. I jeszcze to, że piersi to taki cudowny uspokajacz. Jak już nic nie działa, to w kryzysowych sytuacjach przystawienie do piersi pomaga. Ale początki bywają naprawdę trudne, tak jak u nas. Jak się ma wsparcie męża, możliwość skonsultowania z dobrym doradcą laktacyjnym i przekonanie, że bardzo chce się karmić, to można walczyć o ten pokarm, ale nic na siłę, bo przy wyczerpaniu fizycznym i szalejących hormonach nietrudno o potężną deprechę. Tylko mnie niestety ten brzuch jeszcze się tak pięknie nie wchłonął… Buuu

    • ~iza krotki blog pisze:

      Magda, czas tak szybko leci, że na pewno w końcu dołączę :)

    • ~En pisze:

      Magda, bardzo mi miło :* gratuluję i mocno ściskam Was Dziewczyny!

  62. ~pati pisze:

    dziewczyna rabina o ktorej wyniki? Oby cie miło zaskoczyly tym razem, ja pamietam ze sikałam tez z nastawieniem ze nic nie bedzie nawet nie śmiala bym przypuszczać że a może nóż sie udało, a jak zobaczylam 2 kreske to stwierdzilam ze mam zwidy jakies :)

  63. ~asti pisze:

    Dziewczyno Rabina – kciuki za betkę.

    Ja poproszę też o kciuki za moją – pierwszą w życiu.
    U mnie wynik niestety dopiero ok.18. Wybrałam zły lab :(

  64. ~Anett pisze:

    Dziewczyny oboje z Remkiem mocno zaciskamy kciuki za dzisiejsze bety. Niech maj ruszy z przytupem!

  65. ~Wężon pisze:

    Dziewczyno_rabina, masz już ten wynik?
    Z przyzwoitego laboratorium już powinien być. Czy Ty też wybrałaś takie sprawdzające cierpliwość?

    • ~Candy pisze:

      Dziewczyno_Rabina z niecierpliwoscia czekam na wiesci od Ciebie. Wiesz już cos? Kciuki mocno zacisnięte caly czas:)!!!!

  66. ~asti pisze:

    No i juz. Po zabawie.

    Ponizej 0,1….. tam dam dam dam…..

    • ~pati pisze:

      Asti ściskam mocno, teraz wino w łape jutro wtaniesz i do dalszego dzialania wrocisz.

    • ~Wężon pisze:

      Asti, buuu.
      Falstart, ale za miesiąc będzie kolejna próba. Trzymaj się.

    • ~Candy pisze:

      Przykro mi bardzo:( czy masz jakies mroziaczki? Uwierz, ja rok temu o tej porze przezywałam moja pierwsza betę, u mnie byla biochemiczna, ehh… tak samo boli…

      • ~pati pisze:

        Candy to widze ze podobnie biochem miałyśmy ja w zeszłym roku 12 dni po świetach wilekanocnych tydzien nadzieii i nic

      • ~Wężon pisze:

        Candy, to była inseminacja.

        • ~Candy pisze:

          U mnie rok temu było pierwsze ICSI, 9 dnia po transferze miałam bete 9 a 14 dnia/05.05.2016/ skoczyła do 145- pamiętam usmiech Pani z laboratiorium jak wreczała mi wynik- nigdy potem juz takiego wyrazu twarzy nie widziałam przy czterech kolejnych odbiorach wyników/, a ja juz wtedy tonęłam we krwi i po dwoch dniach nie bylo sladu tej pieknej bety:( Potem kolejne 2 transfery z zamrozonych mialam w czerwcu i lipcu. A w grudniu podeszlismy po raz drugi do ICSI tym razem w Bialymstoku. Jestem po dwoch nieudanych transferach, przede mna jeszcze jeden, ale kompletnie nie wiem kiedy mam do niego podejsc…niby moglabym w tym miesiacu, odrazu,ale jakos nie chce znow tego przechodzic… Boje się, nie wiem co robic… co dalej? znow zmienię klinikę? wkurza mnie ta machina, ta szablonowosc, zero glebszego przeanalizowania, o co w tym wszystkim chodzi… Czy to jest kwestia zarodkow? Z drugiej procedury mielismy 4 AB, 3AB, 3AB, 3 BA – nie wiem juz sama…Czy to jest ta immunologia ? Czy poprostu za bardzo chcemy i los sie z nas smieje…?

        • ~asti pisze:

          Nie wiem, czy będzie kolejny raz.
          My z tych co żyją od 1 do 1. Niestety.
          To podejscie ze wszystkimi wizytami, badaniami, usg, dodjazdami, falstartem w tamtym cyklu (badania, leczenie) plus usg po owu wynioslo nas ok.2.500zl.
          Wiem, ze teraz bylby to koszt zabiegu plus ew.monitoringi.
          Ale dla nas to nadal jest duzy koszt.
          Mamy dziecko, ktore „kosztuje”, zycie kosztuje, kredyt.
          Sa inne wydatki, np.spora rodzinna impreza w tym miesiacu, na ktora trzeba „dac”, oc auta… zaraz wakacje. Wole z tym dzieckiem, ktore mam gdzies wyjechac, niz walczyc o to, ktorego moze w ogole nie byc.

          Pewnie, ze jest mi przykro. Bardzo. Do konca wierzylam, ze moze bedziemy wsrod tych, ktorym sie udaje.
          Nie jestesmy.

          Nie wiem, co bedzie dalej.
          Bo jestem bardzo nastawiona na drugie dziecko. A brak mi/nam mozliwosci, zeby walczyc o nie.
          Jestem u kresu wytrzymalosci tak szczerze.
          Pewnie za bardzo chcę. Ale tez nie potrafie wyluzowac.

          • ~MagdaS pisze:

            @Asti – możemy sobie podać rękę …
            Ja rok temu odbierając AMH wiedziałam, że zakończyłam etap starań o drugie dziecko.
            Pierwsza udana IUI z której jest 5,5 letnia córka, potem 5 czy 6 IUI (już nie pamiętam dokładnie) i to pieprzone AMH, którego nikt mi nie zlecił a mi przez myśl nie przyszło aby je zrobić …
            Córka najpierw modliła się o rodzeństwo, potem przestała. Teraz pyta dlaczego nie ma brata czy siostry jak większość jej koleżanek i kolegów.

            Mam zapas leków w lodówce, mam umówioną wizytę w N., ale podświadomie wiem, że to i tak nie ma najmniejszego sensu.

          • ~iza krotki blog pisze:

            Asti… tak strasznie mi przykro…
            nawet nie wiem, co mam Ci powiedzieć.
            Plącze mi się z tyłu głowy krótka historia, ale nie wiem, jaki z tego morał i co by Ci to mogło pomóc.
            Moja przyjaciółka ma kasę, ale ma wyraźnie zaznaczone granice. Robiąc inseminację, już dotknęła ściany. Swojej ściany. Nie ma dziecka i stać ją na leczenie, ale nie będzie robiła niczego więcej.
            To podobna bezsilność jak w przypadku Twoim, moim, każdej z nas.
            Każda z nas dochodzi do jakiejś ściany.

          • ~pati pisze:

            Asti o tych kosztach to mi nawet nie mów… tych in vitrowych i tych normalnych to jakaś masakra. Nieraz tak sobie myśle że kiedyś ludzie mniej mieli a żyli spokojniej i byli szczęśliwi a teraz to jakaś gonitwa jest.
            Co do starania się to to jakaś masakra jest to jest tak wciągające jak nie wiem co. Niby odpuszczasz a dalej myślisz, ja lewituje i czekam niby fajnie ale z drugiej strony chciala bym wiedzieć na czym stoje, ale z drugiej strony jak pomyśle o kosztach powtorzenia wszystkich badan i jeszcze dolozenia kolejnych o wiele droższych to już mnie to przeraża

    • ~niebieska pisze:

      Asti, wolałabym gratulować, cieszyć się razem z Tobą. Bardzo mi przykro.

  67. ~dziewczyna_rabina pisze:

    U mnie beta zero.
    Nie mam już siły.

    • ~Wężon pisze:

      No nie. :(

      Co teraz? Coś jeszcze będziesz badać przed ostatnim transferem?

      • ~dziewczyna_rabina pisze:

        Co mogę jeszcze zbadać?
        Zbadałam wszystko, cała immunologie, zrobiliśmy szczepienia.

        Nie wiem nawet czy będę mieć sile odebrać tego ostatniego mrozaka. 5 transferów pod rząd do kosza, mam robić szósty identyczny? Kolejne 2,5k do śmieci? Nie widzę sensu.

    • ~Candy pisze:

      Nie wiem co powiedzieć, strasznie mi przykro…

    • ~pati pisze:

      dziewczyna rabina kuzwa dziwne to i immunologia i szczepienia itp nie wiadomo czego sie chwytac. Te szczepienia to z przymrozeniem oka ale badania calejj immunologi hmmm mozejednak zaglebic sie w plemniki? nie wiem bo na podstawowych badaiach sa oki a moga byc jednak nie oki? a jak twoje endo przed transferami? a moze skurcze jakies podczas transferu a lekarz ci nie mowi?

      • ~dziewczyna_rabina pisze:

        Pati, ja jeszcze odbiorę ewentualnie ten ostatni zarodek (albo i nie) i kończę swoją przygodę z ivf. Na pewno nie będę się już w nic więcej zagłębiać, nie będę robić kolejnej stymulacji.

      • ~dziewczyna_rabina pisze:

        Endo piękne, zawsze 10 mm w 13-15 dc. Skurczy nie odnotowaliśmy, ale poproszę o atosiban jeśli podejdę jeszcze raz do transferu.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Dziewczyno rabina, przytulam Cię. Siły przyjdą potem.

    • ~niebieska pisze:

      Dziewczyno_Rabina, wszystko mi opadło, czuję tę Twoją beznadzieję. Tulę. Wiem, że kiedyś wrócisz po Mrozaka, skupiam teraz na nim całą dobrą energię świata.
      U nas po 6 nieudanych transferach robią badania nasienia, choćby plemniki śmigały jak złoto, ale Wy macie dziecko… Nie wiem, czemu szczęście nie chce się uśmiechnąć jeszcze ten jeden raz.

  68. ~gaja pisze:

    Dziewczyno, asti, przytulam Was obie… Zaglądałam tu dziś co kwadrans…
    Nie cierpię maja!!

    Asti, nie wiem skąd jesteś, ale są kliniki, gdzie inseminację robi się za darmo, trzeba mieć tylko skierowanie. Np. klinika UM w Poznaniu, oddział niepłodności.

    Trzymajcie się jakoś…

  69. ~Aga M pisze:

    Kuźwa :-(. Dlaczego to tak jest??!!
    Mówcie co chcecie, ale ja się nie potrafię z tym pogodzić, ze tak się dzieje. No nie umiem. Dla mnie to tak niesprawiedliwe jak mało co.
    Mam sąsiadkę – urodziła chyba 6 czy 7 dziecko: bez prądu, wody ale impreza co dwa dni. A my co? O co w tym chodzi.
    Od niedzieli (kiedy to po 10 w tym miesiącu teście przyszedł okres) taka jestem zła i mam poczucie strasznej krzywdy. (nie użalam się). Ale jak słucham tych idiotów z rządu i niestety niektórych znajomych to tracę cierpliwość.
    Mam koleżankę – myślałam, że dobrą. mam 2 dzieci. Gdy dowiedziała się, ze jesteśmy zdecydowani na in vitro po prostu przestała się do mnie odzywać. Z dnia na dzień, bo to nie po bożemu.
    Co za kurwa kraj, co za ludzie!
    Jestem ZŁA.

    • ~Aga M pisze:

      Miało być: ma 2 dzieci.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Aga M, dla Twojej kolezanki in vitro jest w takim samym stopniu poza ramami wszelkiego zrozumienia, jak dla nas matka rodząca dziecko za dzieckiem pomiędzy imprezami.
      Wiem, że są tacy ludzie i staram się sobie wytłumaczyć, że lepiej, jak teraz zetrą się ze mną i się rozstaniemy, niż gdyby mieli za kilka lat skrzywdzić moje dziecko.

      Twojej koleżance mówimy: NIE! A z nami się nie zadziera :)

    • ~pati pisze:

      Aga M, ehhh ktoś już napisał niżej że koleżanka to tępa dzida i tyle, a może lepiej że tak się stało że życie samo zweryfikowało kto jest tym przyjacielem a kto nie. Co do patologi która ma gromadke dzieci to już chyba każda z nas sie wścieka i myśli ma takie same jak ty. No nic z tym nie zrobimy niestety…

    • ~LILOĄ pisze:

      Aga,

      Wiesz, co jej w d… , szkoda czasu na takich ludzi. Ciekawe czy ona wszystki robi jak w Biblii przykazano. To czysta hipokryzja.
      Powodzenia Aga!

    • ~niebieska pisze:

      Ja właśnie dlatego nie niosę kaganka oświaty. Za dużo usłyszałam w swoim czasie o in vitro od ludzi, którzy nie wiedzą, na czym polega. Podziwiam pary, które o tym mówią głośno. Może też powinnam, ale nie chcę wojować własnym dzieckiem ani żeby było obiektem złośliwych szeptów o bruździe.

  70. ~ana86 pisze:

    Ehhh co za parszywe wiesci… tez tak czekalam na inne… :( Sciskam mocno kazda z Was z osobna dziewczyno rabina i asti, wierze ze musi sie w koncu ten los odmienic!!! trzymajcie sie kochane :*

  71. ~Anitt pisze:

    Dziewczyny, sciskam bardzo mocno. Miało być inaczej, wiosna miała być inna…

  72. ~bea33ta pisze:

    Dziewczyno rabina ja podejrzewam ,że tym razem głowa. Wszystko ok poza ciśnieniem które w sobie mamy. Współczuje . Szkoda czasu, szkoda kasy i spalonych z nerwów kalorii ale cóż możemy więcej?
    Aga M Twoja koleżanka to tempa dzida. Jak można kogoś oceniać? Ja żeby móc się wypowiadać na temat czy jestem za in vitro czy nie zaczęłam czytać bloga i JESTEM Z WAMI.
    Teraz trochę prywaty i promienia. Byłam na usg przed zabiegiem łyżeczkowania. Leże wpatrzona w okno bo po co gapić w monitor jak nic nie ma.Mówię doktorkowi że spakowana jestem na zabieg i na czczo. Pani jedzie do domu rozpakować się bo mamy żywą ciążę. Jak to żywą? Że dziecko jest?? No tak proszę zobaczyć wszystko ok jest dzidek i jest serduszko No nie wierze. BOŻE chyba jaja sobie ktoś ze mnie robił 7 dni temu pusto none żadnych zarysów… Nie wierzyłam ,że i mnie takie historie będą dotyczyć.

    • ~pati pisze:

      bea33ta :) :) :) gratulacje ogromne :) a ciśnie mi sie na usta „a nie mówiłam”, kobito zaszalałaś jak Wendy z okresem :) ale super informacja w ten kolejny pochmurny dzień ale przynajmniej bede z bananem na twarzy chodzić :D aż mi się skakać z radości chce :) widocznie „6″ to twoja szczęśliwa liczba :)

    • ~gaja pisze:

      Mojej koleżance po inseminacji stwierdził porządny, znany ginekolog puste jajo.
      Ale ją coś tknęło i uparła się na sprawdzenie u innego.
      Córeczka ma już chyba 7 lat…
      To jest dla mnie jakieś niewiarygodne.

    • ~Wężon pisze:

      Bea33ta, wielkie gratulacje. :)
      A który to jest tydzień? To ciąża naturalna?

      Dlatego nie ma co się spieszyć z łyżeczkowaniem, do 9 tygodnia trzeba poczekać.

      • ~bea33ta pisze:

        Gaja czy ty po transwerze bierzesz acard i clexan? Jak dużo jest progesteronu to zagęszcza krew . Ale pewnie to już wiecie ;)
        Wężon tak ciąża naturalna i 8tydz 4dni. Ja nie podchodze do ivf ale zaglądam podziwiac waszą walkę i losy Izy bo baby tak upartej w życiu nie poznałam ;D

        • ~pati pisze:

          bea33ta ale to tak natural natural? czy jakas delikatna stymulacja? bo ja caly czas w domu mam koperte zaadresowana do ciebie z lametta ale wysylka nalozyla sie w czasie z moja cala sytuacja… jak natural to jescze raz ogromne gratulacje :) na serio jak pomysle o tobie to mam banana na twarzy :)

        • ~gaja pisze:

          Tak, biorę fragmin (horrendalna cena!), ale też dlatego, że mam wskazania. O Acardzie nie mówili. Nie wiedziałam tego o progesteronie!

    • ~iza krotki blog pisze:

      jezu, bea33ta,aż mnie ciary przeszły… Ściskam CIę i gratuluję!

    • ~niebieska pisze:

      Nowe życie :) Gratulacje!

    • ~Uczuciowa pisze:

      Niesamowite!!!
      Ile woli przetrwania mają te życia w nas!
      Gratulacje!!! Pączkuj teraz spokojnie, już bez przebojów!!!

    • ~martucha pisze:

      bea33ta ale super wiadomość! :-))) gratulacje!

      • ~bea33ta pisze:

        Pati tak całkowicie bez niczego nawet monitoringu nie było całkiem odpuściłam.
        Gaja ja kupuje zamiennik na ryczałt i płace grosze.
        Wiecie co ja myślę ,że malucha uratował dluuugi weekand i to że przestał się ukrywać mogłam być we wtorek po zabiegu ale chciałam iść na ten sam sprzęt i do tego samego dr.

  73. ~Wężon pisze:

    Gaja, dziewczyny, ja niestety jak zwykle stoję w miejscu.
    Dzisiaj 12 dc, właśnie wróciłam z wizyty, endo ma tylko 4,5 mm.
    Zbadałam estradiol, lekarz zadzwoni z wynikiem, czy zmieniamy dawkowanie estrofemu i w poniedziałek kolejna wizyta.

    Jestem zła, smutna, rozczarowana, że zawsze jak jestem tuż tuż, jak mogłoby być w tym cyklu, to coś wypada.

    • ~gaja pisze:

      Eh, Wężon, czarna seria jakaś…
      Na mnie teraz świetnie podziałały plastry Systen, ale Ty to już chyba wszystko wypróbowałaś? A Viagra?
      Ja coś czuję, że dołączę do tej czarnej serii. Dopiero 4dpt, a brzuch boli na całego, nie wiem, o co chodzi, nie wróży to dobrze. Ostatnio jak tak bolało, to nic z tego nie było.
      Może skutek uboczny lutinusa, biorę tego dużo…
      Jeszcze tydzień do testu…

      • ~Wężon pisze:

        Ty jeszcze niczego nie przesądzaj.
        Czasem przy takich samych objawach rezultat jest zupełnie inny.

        Viagrę brałam, pomogła o 0,5 mm. Zresztą komórki macierzyste to większy kaliber. Już chyba nic nie pomoże.
        Estradiol jest w porządku, ukrwienie też, po prostu endo jest upośledzone po tylu przejściach.

      • ~pati pisze:

        a nospy nie mozesz brać? 3x 80 ? zeby komorka sie wgryzala bez żadnych skurczy?

        • ~gaja pisze:

          Też tak już myślałam, ale to nie są skurcze, tylko taki tępy, ciągły ból. Poprzednim razem byłam na no-spie, nic nie dawała. Ale może spróbuję…

          • ~pati pisze:

            gaja bo to termin tak akurat na zagniezdzanie, trzymam mocno kciuki, spróbuj zaszkodzic nic nie zaszkodzi

        • ~Patrycja pisze:

          Gaja, mnie nigdy na nic no-spa nie pomagała… bólu brzucha nie tępiła, za to pomaga mi magnez (Magne B6) z dużych ilościach (6 tabletek dziennie w trzech dawkach do posiłku). Można go brać w ciąży, potwierdzałam u dwóch lekarzy – więc na pewno i na etapie implantacji. Nie wiem, jak jest z Tobą, ale może spróbuj i tego…

          • ~gaja pisze:

            Dzięki za cynk, podbiorę mamie, bo bierze, i przetestuję. :)

            • ~olga82 pisze:

              Gaju, ostrożnie z magnezem, może powodować biegunkę a ta z kolei niewskazana w tej sytuacji.

              • ~gaja pisze:

                Kurczę, chyba ten magnez pomaga.
                Albo to wszystko w głowie siedzi… Myślę jednak, że to od progesterony, na ulotce piszą, że 10% ma skutki uboczne w postaci bóli brzucha i skurczy. No a ja mam podwójną dawkę.
                Co do biegunki – chwilowo mam odwrotny problem :(

                • ~Patrycja pisze:

                  O, to dobrze, bo już się zmartwiłam, że Ci źle doradziłam :-/.
                  Ja też mam stale „odwrotny problem”, z magnezem czy bez niego. To podobno właśnie od progesteronu. A brzuch mnie boli „jak na okres” dzień-dwa po każdym poważnym badaniu w ciąży… Nie muszę pisać, co sobie wtedy myślę… Dramat.

                • ~gaja pisze:

                  Patrycja – dziękuję za radę. Pewnie połowa tego bólu to od „wsłuchiwania” się we własny brzuch, cóż, taka schiza… Im dalej w las, tym ciemniej, a każdy transfer bardziej nerwowy. Byle do czwartku-piątku. Potem albo radość, albo czerwone wytrawne…

                  • ~Patrycja pisze:

                    Tak, w takim momencie trudno oddzielić dolegliwości fizyczne od rozterek psychicznych… Ach, gdyby można było to wszystko przespać. W każdym razie bardzo Ci kibicuję. Wcześniej solidaryzowałam się z Twoim smutkiem, a teraz poproszę o dobre wiadomości! :-)

      • ~niebieska pisze:

        Gaja! Nie ma takiego bólu brzucha 4 dni po transferze, który zwiastowałby niepowodzenie. Nie ma też takiego, który świadczyłby o sukcesie….
        Czekaj, wiem, że to trudne, ale czekaj.

    • ~dziewczyna_rabina pisze:

      Wężon, cholerne endometrium. A próbowałaś innych form estradiolu? Ja miałam jeszcze żel wcierany w brzuch (Divigel) i spray na przedramię. Może lepiej byś na nie reagowała?

  74. ~Doti pisze:

    Iza, tak bardzo się cieszę ze zmian w Twoim życiu..kurde no, nie może być ciągle pod górę ! Czuję w kościach, że teraz nowa praca, inna jakość codzienności, a zaraz zagości u Was jakaś spragniona miłości Mamy i Taty duszyczka…zobaczysz ! Ciesz się wiosną Kochana !

    Bardzo mocno Was ściskamy z 7 miesięczną już ( kiedy to minęło!!!!???) Julencją :)

    • ~Wężon pisze:

      No właśnie Doti, co dopiero nie mogłaś uwierzyć, że się udało. :)

      • ~Doti pisze:

        Nadal jak na nią patrzę, to czasem nie wierzę….

        Ściskam Cię Wężon, cały czas wysyłam Ci dobrą energię, żeby się udało :*

  75. ~Merda pisze:

    Hej!
    NIEBIESKA napisz mi maila plis. Ustalimy w sprawie clexane ;-)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Ja juz Was wymieniałam mailami.

    • ~niebieska pisze:

      Napisałam jakiś czas temu, a dzisiaj dostałam nowy adres od Izy i też napisałam, ale moja poczta twierdzi, że ten adres nie istnieje. Domyślam się tam literówki, ale nie wiem, czy się dobrze domyślam.

      • ~Merda pisze:

        Nic nie dostałam. A miała z Twoim adresem od Izy usunelam przez przypadek :-(

        • krotki.blog pisze:

          Wymieniałam Was raz jeszcze. No co za czort :)

          • ~Merda pisze:

            Sprawdzam na telefonie maila – mam od Izy ale nie mogę wyświetlić sobie adresu Niebieskiej ( o matulu ! Robi mi sie z tego problem miesiąca ;-).hehe) i jutro na kompie odpale. Niebieska moglabym jutro wysłać bo będę na poczcie. Skrobnij mi adres swój na maila a ja jak dostanę się do kompa to ewentualnie jeszcze maila w tej sprawie Ci napisze :-) przeprasZam za zamieszanie ale korzystam z netu w tel i stąd te problemy.
            A i brak czasu robi swoje. całusy :-*

  76. ~bilbao pisze:

    Do Wężona: cały czas Ci kibicuję, wiem jak sie jest bezsilnym gdy na to cholerne endo nic nie pomaga. Wiesz, że ja zaszłam w trzy ciąże przy endo odpowiednio, 5mm, 6,5mm i 5,5-6mm. Czyli cienizna. 99% ginów nie dawało szans na zajście i utrzymanie ciąży przy takiej grubości. Ale mój gin z kliniki N. wielokrotnie mi powtarzał, że ważniejsza dla niego jest budowa endometrium niż jego grubość. Ja sama po przeczytaniu wielu publikacji, opracowań, statystyk również sie do tego przychylam. I z tego co pamiętam, między liczbą ciąż na endometrium 5mm a 8mm wcale nie ma aż tak wielkiej różnicy.
    Wspomniany wyżej gin wykonał transfer na najcieńszym endo 4,5mm (niczym nie mogli go pogrubić), i była z tego ciąza bliżniacza szczęsliwie zakończona.
    Wiadomo, grubsze endo to optymalne warunki do zagnieżdzenia ale wcale nie bezwzględnie konieczne. O ile pamiętam, w ostatniej ciąży w którą zaszłaś Twoje endometrium nie było grube. A zarodek się zagnieździł. Co oznacza, że mimo tego, że jest cienkie jest RECEPTYWNE a to najważniejsze.
    Ja na Twoim miejscu, jeżeli nic na Ciebie z tego co do tej pory brałaś nie działa, to podeszłabym do transferu przy cienkim endo, jeżeli budowa byłaby ok. W tym czasie mogłabyś naturalnymi metodami wspomóc endo jak ja robiłam przed ostatnią ciążą – piłam sok z buraka czerwonego (codziennie) oraz leżałam z nogami w górze opartymi o ścianę (minimum godzinę) – ta pozycja zwiększa dopływ krwi do narządów rodnych.

    • ~pati pisze:

      bilbao mi tak samo mowili w N, ze 6-6,5 max 7 mm dzien wszesniej ale na innej maszynie jest oki. A lekarze w lodzi co ty, ze to nie ma sensu, zaszlam po stymulacji. I lekarka powiedziala ten cykl bedzie ten wlasciwy i tak sie stalo… no ale coz reszty nikt nie mogl przewidziec. Ale jestem pewna że Wężona macica jest chwytliwa, raz sie nie udało jak podchodzilyśmy razem do ivf we wrzesniu ub roku. Ja tam wierze i pisze ze teraz nasza kolej i damy rade jak nic bede chodzic w ciazy lacznie z Wężonem :D oo to to bedzie hit :)

    • ~Wężon pisze:

      Bilbao, dzięki za taki wywód pocieszający i fajnie, że się odezwałaś, jak tam macierzyństwo?

      Właśnie ostatni udany transfer był na 6,5 mm i zarodek nie chciał się potem odczepić. A ten nieudany był na najładniejszym endo, jakie miałam.
      Zresztą ja nie wierzę, że na oni na tym USG tak dokładnie widzą, czy jest 6,5 czy 7 mm.
      I tu Ci powiedzą, że za mało i się nie uda, a tu już OK? Wątpię.

  77. ~Patrycja pisze:

    Drogie moje, robiłam test NIFTY w Genomedzie. Wynik nas uszczęśliwił :-), ale nie o tym chciałam. Otóż podobało mi się podejście – samo badanie było poprzedzone prawie godzinną rozmową z panią genetyk, która szczegółowo wyjaśniała wszystko, co wiąże się z badaniem (m.in. wartość diagnostyczną wyników w poszczególnych panelach, co pozwoliło mi zdecydować się na podstawowy i pierwszy poszerzony, a zrezygnować z drugiego – wszystko w cenie). Ma prawdziwy dar dydaktyczny, mówiła jak do dorosłego, ale w sposób przystępny. Ponadto w moim przypadku wynik był gotów w piątym dniu roboczym od pobrania, czyli bardzo szybko. Koszt to 2200 zł.
    Aha, jeszcze pani genetyk wspomniała, że w razie wyniku nieprawidłowego nalegają na rozmowę bezpośrednio z kobietą, by dokładnie wyjaśnić jej, na czym stoi. Starają się wtedy nie doręczać wyniku partnerowi, nie podawać telefonicznie itd. (oczywiście jeśli ktoś się uprze, tak uczynią, ale „niechętnie”). To też mi się podobało, postępują moim zdaniem odpowiedzialnie i psychologicznie poprawnie.
    Wiem, że w innych miejscach, np. w N., są również pobierane próbki krwi do celów tego badania. Jednak badanie – jak mi się zdaje – zawsze wykonywane jest i tak w Genomedzie (tak jest na pewno w przypadku N.). Jest ono droższe w N. i obawiam się, że nie towarzyszy mu tak obszerna i wnikliwa konsultacja…
    Dlatego jeżeli będziecie chciały je wykonać – rozważcie wizytę bezpośrednio w Powsinie.
    Pomyślałam, że to info może się Wam przydać.

  78. ~martucha pisze:

    asti :(
    dziewczyno rabina :(

    też byłam tam gdzie Wy – dla mnie los cudem się odmienił czego i Wam życzę!

  79. ~gaja pisze:

    Wężon, coś lepiej z endo? Czy odpuściłaś ten miesiąc?

  80. ~zouza pisze:

    Uff, przebrnęłam przez wszystkie komentarze :-)

    Chciałam wejść tylko na chwilkę i napisać coś odnośnie urzekającego, przesyconego radością, wolnością i pozytywną energią wpisu Izy.
    Słowo daję, że po lekturze sama czuję się jak pies biegnący przez jakąś piękną, pachnącą, kolorową łąkę, coś pięknego, cudne uczucie :-)
    Iza bardzo się cieszę Twoją radością, pedałuj, biegaj, produkuj endorfiny i rozsiewaj dookoła :-)!

    No i jak już przeczytałam post, to jak zwykle wsiadłam na krótkoblogową karuzelę i wzruszyłam się przy udanych rozwiązaniach po długiej walce (gratulacje dla nowych Mam:-)), zakręciły się łzy w oczach przy zerowych betach (tulam!), zagotowałam się przy opisie zachowania znajomych Agi M. (@#%$#@!)…

    Kwestia techniczna:
    Tak sobie pomyślałam, że zawsze w komentarzach jest tyle cennych informacji odnośnie nazw badań, kolejności wykonywania, procedur, leków, itd.
    Za każdym razem próbuję spamiętać wszystko i jakoś logicznie sobie ułożyć, żeby w swojej dalszej drodze być bardziej świadomą, nie dać się wodzić za nos i nie tracić czasu jak do niedawna…
    No i nie jestem w stanie, głowa mi wybucha ;-)
    Dziewczyny macie OGROM wiedzy, może warto byłoby zrobić (wspólnie) coś takiego jak jakieś drzewo decyzyjne, diagram, rysunek, jakiś twór, gdzie ten ogrom informacji miałby krótką, jasną i przejrzystą formę, dostępną na szybko,w jednym miejscu, łatwą do odszukania i do odczytania.
    Typu –> Zrobiłam takie i takie badania, wyszło ok, co mogę zrobić dalej, jeśli teoretycznie wszystko jest ok (a tak naprawdę nie jest ok, bo jeszcze nie zrobiłam badania, które by to pokazało).
    Nie wiem czy jasno wyrażam to co widzę w głowie ;-)?
    Jeśli wyważam jakieś otwarte drzwi i już gdzieś jest coś takiego, to z góry przepraszam.

    Ja w środę do szpitala na laparo, denerwuję się :-/

    Pozdrowienia dla Wszystkich Was :-)

    • ~pati pisze:

      zouza a wiesz ze gdzieś na początku swojej drogi próbowałam zrobić coś takiego, ale jak zobaczylam ogrom tych badań to się zatrzymałam w pewnym momencie i juz sie pogubilam co do czego po przyłączać :) sama mam na kartkach powypisywane jakieś badania co mi Mała Ania mowila, leki, suplementy itp.
      Kciuki za laparoskopie, ja pamiętam jak ja sie szykowałam ale wkoncu jednak nie poszlam :)

    • ~olga82 pisze:

      Zuza, bardzo dobry pomysł. Iza, może jakiś algorytm? Ginekologia w tym kraju tego nie dokonała, to może my?:)
      Zuza, jedz na laparoskopie spokojnie. Nie taki diabeł straszny. Miałam w 2015r. dla sprawdzenia jajowodów i flaków pod kątem endometriozy. Wyszło, że obydwa jajowody mam niedrożne. Od razu ivf. A laparoskopie jest ok, małe dziurki, szybko dochodzisz do siebie.

      • ~zouza pisze:

        Już po.
        Podziurawiona, ale szczęśliwa, że już w domu :-)
        Chyba z tego wszystkiego najgorsze było czekanie na laparo (3 mies.), bo głowa szalała i tworzyła różne katastroficzne scenariusze.
        Ze szpitala i oddziału jestem bardzo zadowolona, a po posłuchaniu historii leżących ze mną babek mam jeszcze więcej pokory.
        W skierowaniu do szpitala oznaczenie ICD – D27 – niezłośliwy nowotwór jajnika.
        Po zajrzeniu do środka mięśniak międzywięzadłowy – zostawili go, powiedzieli, że nie zniekształca macicy i nie wpływa na płodność, a usuwanie byłoby ryzykowne ze względu na możliwe uszkodzenia innych rzeczy (moczowód?).
        Nowością za to jest całkowicie niedrożny lewy jajowód (brak wypływu barwnika).
        Teraz przynajmniej wiem na czym stoję…
        Muszę w głowie ułożyć sobie jakiś plan, pt. „co robić dalej?” czyli przejść w diagramie z punktu „niepłodność, badania wychodzą ok” do punktu „niepłodność, badanie w końcu coś wykazało, co dalej robić?”.
        Tylko straconego czasu ciągle szkoda :-/

  81. ~pati pisze:

    gaju jak tam twoje bole brzucha? cos pomogło? przeszło?

    • ~gaja pisze:

      Bóle mniejsze, nerwy większe ;)

      • ~pati pisze:

        a bo to coraz blizej czw pt. :) trzymam kciuki mocno mocno. Ja to pamietam po ivf ze sikalam haha chyba od 7dpt 2 dniowego no nie szlo mi przemowic do rozumu ze testy o czulosci 10 nic nie dadza :)

      • ~gaja pisze:

        I chciałoby się sprawdzić (8 dpt) i boi się… Poczekam do czwartku, przynajmniej nie będę mogła się łudzić, że za wcześnie, jakby co.
        Dziś mija kolejna rocznica śmierci mojego pierwszego męża, za kilka dni taty i babci. Maj kojarzy mi się jak najgorzej…

        • ~pati pisze:

          gaja obyś wkońcu odczarowała ten Maj, trzymam mocno kciuki, obym z radości podskoczyła i wybiła glową sufit- na marginesie niecierpie tego sąsiada więc mam nadzieje że jutro moja głowa wyląduje u niego na podłodze w salonie :)

        • ~Wężon pisze:

          Gaju, może czas zrównoważyć trochę ten zły wydźwięk maja.
          Trzymam kciuki za jutro.

  82. ~martucha pisze:

    Wężon miałaś wczoraj wizytę?

  83. ~martucha pisze:

    czy ktoś coś wie co Anulka?

  84. ~Patrycja pisze:

    A propos Waszego ogromu wiedzy… Jestem w 15,5 t.c., zrobiłam sobie badanie d-dimerów i wyszło mi 0,63 (norma <0,5).
    Dodam, że biorę fraxiparynę 0,4.
    Czy myślicie, że mimo przekroczenia normy wynik jest ok – zważywszy na mój stan? Oczywiście skonsultuję go też z lekarzem, ale wizytę mam dopiero za tydzień…
    Postraszyło mnie, bo specjalnie zadzwonili do mnie z LuxMedu, by mi o tym wyniku powiedzieć…

  85. ~LILOĄ pisze:

    Patrycja,
    W przypadku tych badań jest istotny czas pobrania krwi ja zawsze zgłaszam się na pobranie po 4h od zastrzyku.
    Nie bardzo mogę odnieść się do Twojego wyniku, ponieważ badania , które ja robię mają inne normy. Wszystko zależy od metody badania i trzeba by było je jakoś kalibrować.
    Podwyższony wynik dimerów występuje również w ciąży.
    Może uda Ci się wcześniej skonsultować z lekarzem ten wynik? Pewnie zwiększy Ci dawkę Heparyny . A gdzie się leczysz?

    • ~Patrycja pisze:

      Dzięki! Mój wynik to 0,63 µg/ml, co po przeliczeniu odpowiada 630 ng/mL. Zdaje się, że w normie ciążowej się mieści, w normalnej nie (stąd telefon z przychodni). Badanie robiłam 3h po zastrzyku, z własnej inicjatywy.
      Spróbuję się skontaktować telefonicznie z moją lekarką…

      • ~Wężon pisze:

        I jak Patrycja, dodzwoniłaś się? A co mogą zrobić takie podwyższone d-dimery? Wtedy krzepliwość jest większa i grożą zakrzepy?

  86. ~Wężon pisze:

    Gaju, Martucha, dziewczyny, już się odzywam.
    W poniedziałek nie pisałam, bo dalej nie było decyzji. Endo urosło do 6 mm i dzisiaj miała zapaść ostateczna decyzja.
    No i jest, wreszcie się udało. :) Endo ma 7 mm, transfer się odbędzie.

    TRANSFER W SOBOTĘ, 13 MAJA, W SAMO POŁUDNIE.

    Cieszę się, że mogę wreszcie spróbować być w ciąży.

  87. ~Lena pisze:

    Wezon trzymam kciuki i nie puszczam:)

  88. ~pati pisze:

    Patrycja i co powiedział lekarz? byłaś dodzwoniłaś sie?

  89. ~bilbao pisze:

    Wężon, no i w końcu dobre wieści.
    Naczekałaś się na ten transfer jak nikt chyba.
    I to endo naprawde masz teraz przyzwoite – 7mm, hoho :-) niech to będzie dobry prognostyk.

    Ja po porodzie byłam ostatnio na kontroli to endo ma 6mm w połowie cyklu – czyli mój standard. A miesiączki obfite tak jakby miało co najmniej dwa razy tyle. Jak widać organizm to nie matematyka, na szczęście.

    Macierzyństwo – jak by to dobrze ująć – cudowne i trudne jednocześnie. Strachy ciążowe przeszły, jak można było przewidzieć, poza brzuch. Zarwane nocki dają mi się porządnie we znaki. Brak czasu na wszystko. Za to króliczy uśmiech Malucha wynagradza wszystko. Miłość większa niż się spodziewałam. Jest wspaniale choć niełatwo.
    A czego niecierpię w macierzyństwie najbardziej – spacerów. Ubierania, którego Maluch nie znosił (zwłaszcza zimą) i dalej nie przepada, zanim go ubrałam to już był zgrzany od płaczu (i ja też). Dla mnie spacer to katorga, nawet teraz. Podziwiam matki co potrafią 2 czy 3 godziny spedzać na spacerach. I to chodzenie takie bez sensu po okolicy (a nie mam niestety żadnego parku pod bokiem), sprawdzanie czy nie jest spocony, czy nie jest mu za zimo…wrr. Żeby nie było – wychodze na te spacery ale jak jest brzydka pogoda, wieje przeraźliwie albo pada to buzia mi sie cieszy, że zostajemy w domu :-) czasem sobie myślę, że jestem złą matką bo powinnam w każda pogode wystawiać malucha na dwór jak robi pewnie większość mam, bo to hartowanie, odporność itd, a moja mama każe mi wtedy wyluzować – ja jestem z listopada i mama praktycznie nie wychodziła ze mna na spacery do późnej wiosny (taki był wtedy klimat) i byłam zdrowa jak rydz jako dziecko, zero chorowania. A na pocieszenie wyczytałam gdzieś, że tak naprawdę odporność dziedziczy sie w genach, i tylko ok.3% to czynniki środowiskowe. Więc nie fiksuję na tym punkcie.

    Trzymam kciuki za sobotę. Zobacz, od soboty będziesz jakby w ciąży :-)

    • ~Gatek pisze:

      Bilbao, to Cię pocieszę: ja mam to samo, ale razy dwa. Moi nienawidzą zakładania rękawków. No kurde żeby nie wiem, jak wygodna kurtka była – rękawki to samo zło. I też jak jest brzydko, zostajemy w chałupie. Zimą trochę z tym przesadziliśmy, bo grzaliśmy dom i mimo nawilżacza zrobiło się sucho, no i jeden z chłopców dorobił się przesuszonej śluzówki i charczał, ale szybko mu przeszło :-p A i powrót ze spacerów to stres. Bo jak się dwie paszcze nagle zaczną domagać żarcia, to III wojna światowa w domu :D Aaa i tak ich kocham, że aż w brzuchu skręca :) Ps. Dziewczyny, podczytuję Was. Wężon – kciuki!!!!

    • ~pati pisze:

      Bilbao ja też podziwiam te kobiety w deszcz i z wózkiem… a nie masz balkonu? :) moja siostra hartowała tak bube :) oj żebyś mogła filmik zobaczyć jak wciąga teraz kluchy to bys sie popłakała ze śmiechu. Fakt mieszkała wówczas na wsi, wózek wystawiała do altany a mala spala sobie w najlepsze 2-3 h. Ale nie ma to jak spiący dziadek oparty o dom i buba śpiąca w wózku :) tak sie pilnowali :) wcale nie jesteś złą matką, wręcz przeciwnie, jeśli to męczy dziecko i powoduje furie to po co masz sie ty stresować i dziecko, lepiej odpuścić ten spacerek. A jak nie masz parku w okolicy to tym bardziej po co ma smród ulicy wdychać.

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      Nasz Królewna Patrzałka też nienawidzi ubierania , zwłaszcza że trafił nam się egzemplarz któremu we wszystkim jest za ciepło .
      Czapka to złoooooo , takie syreny włącza przy czapce że czekam aż Ktoś w końcu po opiekę zadzwoni :D
      Natomiast jak już wyjdziemy to 5 minut , oczy zamknięte i śpi …. i tak 2h potrafi przespać , zapłakać tylko bez otwierania oczu na jedzenie i spać dalej , byle na powietrzu .
      Do tego stopnia ma radar włączony , że przy wjeździe np do sklepu po 5 minutach otwiera oczy :D
      Dlatego My z tych szalonych co deszcz , śnieg , wózek i wioooo i nawet nie o odporność tu chodzi , ale w wózku śpi , w domu niekoniecznie :)))

      • ~EwaJa pisze:

        Potwierdza się reguła, że co dziecko to inaczej :) Gdy córeczka była mała to ledwie co wyszłam na dwór, a ona już spała w najlepsze. Na szczęście niedaleko mam park i to w nim spedzałyśmy 2 godziny dziennie. Nie straszne nam były mrozy i śnieg. Nie wychodziłam tylko, gdy lał deszcz. Omijałam za to wszelkie sklepy, bo gdy tylko przekroczyłam próg ktoregoś, to mała się budziła i marudziła. Gdy skończyła 8 miesięcy i zaczęła jeździć w spacerówce, wszystko się poprzestawiało. Nie ma mowy o spaniu w wózku! W parku po dłuższej chwili robi się nudno ;) Za to ruchliwa droga, samochody i ludzie są super ;) W końcu bez problemów na spacerach robię zakupy, a małej aż się oczy świecą, gdy wchodzimy do marketu ;) Drzemki tylko w domu. Co jest dla mnie sporym ułatwieniem, bo w ciągu dwóch godzin snu coreczki, jestem w stanie zrobic obiad, ogarnąć dom i nawet poczytać ;)
        Pewnie dużo się zmieni, gdy mała zacznie chodzic. Już widzę siebie biegnącą za coreczką, z wozkiem pod pachą i torba zakupów w zebach ;))))

  90. ~pati pisze:

    aaaaa dziewczyny dostałam tel. zakfalifikowali nas do programu. Bez badań M. ktore mial wtedy zlecone bez niczego :) jesteśmy w programie :) o matko boska nie wiem co sie dzieje :)
    gaja odczarowałam maj ciutke teraz czekam na ciebie i Wężona :)

  91. ~Anitt pisze:

    Wezon!! Hip hip hura :-)
    Ja wiem że od transferu do bety a od bety do porodu to daleka droga ale w Twoim przypadku sam transfer to milowy krok.
    Bierz byka za rogi :-)
    Pati, kochana super ze dali wam szanse bycia w programie :-)
    Zuza, dobra laparoskopia nie jest zła :-)
    Może wam wiele powiedzieć.
    Stan po nie jest jakiś straszny chodz ja chyba po cesarce lepiej się czułam w sumie nie taki diabeł straszny jak go maluja.

    • ~pati pisze:

      Anitt kochana na dobra sprawe nie wiem co mam robić. Genetyk początek czerwca, nie wiem czy mnie nie wywala z programu… na wizycie kwalifikacyjnej byłam licząc od okresu w 3 tyg ciąży dokladnie 22dc. dostałam na wstępie liste badań dla M, na kwote około 1000 zł, z zapowiedzią że najpierw M. przebadamy poźniej panią wiec pewnie z badaniami wstepnymi zamkneli byśmy sie w 5 tys. Pózniej wyszło to co wyszło… a teraz co? mowic o ciaży nie mowić? i tak musze podstawy powtórzyć. Z drugiej strony mam czekać znow 2 lata na kolejny stymulowany cud? jak mi sie juz ref kończy niebawem na stymulacje normalną? mam mętlik w głowie musze to sobie jakoś poukladać…

      • ~Anitt pisze:

        Oj to prawda Pati, że teraz ciężkie decyzję cie czekają. Może warto pogadać z mądrym doktorkiem co on na to wszystko.

  92. ~Mgla pisze:

    Moze cos sie w koncu odczaruje.Same dobre wiesci.Trzymam kciuki Dziewczyny za Was i oby maj byl w tym roku udany!

    • ~Wężon pisze:

      Mgła, a co u Ciebie? Kiedy stymulacja?

      • ~Mgla pisze:

        mam nadzieje ze juz nigdy no ale czas pokaze…Jestem juz po transferze na naturalnym cyklu .Endo bardzo ladnie uroslo do 1cm ale oczywiscie bez niespodzianek sie nie obylo.Okazalo sie ze mam nadmierna kurczliwosc macicy i jeszcze atosiban musialam miec wlewany w siebie.Nie mowie kiedy testuje zeby nie zapeszyc ale dam znac jaki whnik.Jak sie nie uda to wszystko od nowa wiec zalamka bo to kolejne 30tys i mnostwo czasu,stresu itd ale staram sie myslec pozytywnie.Mialam jeszcze maly scratching w dniu owu takze zobaczymy na ile to wszystko pomoze:)W kazdym razie Wezonku moze maj bedzie nasz;)

        • ~Wężon pisze:

          O widzisz, zapomniałam, że jeszcze jednego mrozaczka masz.
          Mam nadzieję, że to pytanie to dobry znak i nie będziesz potrzebowała następnej stymulacji. :)

          Trzymam kciuki i dawaj znać od razu z wynikiem.

          • ~Mgla pisze:

            mialam 2 mrozaczki i teraz podalismy oba na raz bo wczesniej przy jednym sie nie udalo.Bede sie odzywac:)

  93. ~martucha pisze:

    Zouza miałaś laparo? Jeśli tak to jak się czujesz?

    • ~zouza pisze:

      Hej hej, miałam, już jestem w domu, nie zauważylam pytania i napisałam odczucia pod komenatrzem Olgi82 :-)
      Pozdrowienia :-)

  94. ~pati pisze:

    gaja ogromne wielkie kciukasy

    • ~gaja pisze:

      Trzymaj, trzymaj, ja lecę do pracy, później lab. jednak.
      Ale skurcze od wczoraj piękne mam :( optymizmu znaleźć nie mogę…

      • ~Wężon pisze:

        Gaju, ale jesteś cierpliwa.
        To dopiero po racy pójdziesz, czy wyskoczysz w dzień?

        Trzymam kciuki i czekam z niecierpliwością. :*

      • ~gaja pisze:

        Eh, coś Ty, cierpliwości w moim zestawie cech nie ma.
        Ja się po prostu boję znać wynik…
        Będzie koło 15. Już się trzęsę…

  95. ~Mgla pisze:

    Gaju jakos mi umknelo ze i u Ciebie po takze mam nadzieje ze Ty zapoczatkujesz pozytywny maj!

  96. ~martucha pisze:

    Gaju czekamy razem z Tobą na wynik – w kupie raźniej :-)

  97. ~Wężon pisze:

    Gaju już 15 – jesteśmy tutaj.

  98. ~pati pisze:

    Gaja ??? pisz…. chyba ze na zawał mam wykorkować…

  99. ~gaja pisze:

    Żeby nie psuć nowego postu Izy, napiszę tu.
    bHCG<1,2
    Nienawidzę maja nadal.

  100. ~martucha pisze:

    O nie :-( przytulam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>