Wizyta pracownika Ośrodka Adopcyjnego w domu

To moim zdaniem miało być jedno z najbardziej stresujących spotkań. 

Co innego, kiedy my tam maszerowaliśmy, ubierając się stosownie i przez godzinę czy dwie starając się wypaść jak najlepiej.

Umówiła się do nas pracownica OA, z którą nie mieliśmy wcześniej żadnego kontaktu. To po to, żeby obiektywnie spojrzeć na nas spojrzeć. Wszyscy dla siebie całkowicie obcy. Denerwowaliśmy się „kontrolą” w domu, ale pewnie i dla osoby OA to jest krępujące – wchodzić do mieszkania obcym ludziom i oglądać, jak żyją.

Jak długo można szorować podłogi, skąd jeszcze zetrzeć kurze, żeby było już na pewno dość?

Może wystawić inne książki grzbietami na wierzch?

Zdjęcia w ramkach z podróży zmienić na te z rodzicami?

Czy pracownik OA będzie zaglądał do szafy? A w kuchni? No raczej nie. Ale jednak może lepiej wyjąć wszystkie naczynia ułożyć od nowa w ładzie i składzie? Czy u nas jest „tak jak u innych”?

Stół jest trochę odrapany, może ustawić go jakoś inaczej?

No i pokój, który ma być dla dziecka… Życie nie znosi próżni, już dawno go zagospodarowaliśmy. Maszyna do szycia, stosy tkanin, uszytki, Burdy, gitary męża, w tym elektryczna, piecyk, skrzypce, kable, karton z przydasiami, suszarka, drukarka, ryzy papieru, pełno kwiatów… Yyyy…
Co z tym zrobić? Czy ten pokój podlega ocenie? Musimy być gotowi na przyjęcie dziecka, czy pokój, który się wypełnił naszym życiem, świadczy o naszej niegotowości?

Staliśmy nad tą niepłodną pustką zapełnioną przez, niech policzę, 7 lat, po brzegi. W końcu M. stanowczo odmówił upychania dobytku z pokoju dla dziecka pod dywan.
- Nie będziemy udawali, że tutaj niczego nie ma – zdecydował.

Pani z Ośrodka zapukała punktualnie.
Weszła i od razu poczułam, że jest dość skrępowana tym, że musi oglądać cudze mieszkanie. Kiedy pokazywaliśmy jej pokoje, wsadzała głowę na 2 sekundy i wycofywała się dyskretnie. Nie miała najmniejszej ochoty zaglądać do szaf, nie zwróciła uwagi, że stół jest odrapany.
Na nasz komentarz, że w pokoju dla dziecka na razie trzymamy nasze rzeczy, machnęła tylko ręką.

Po krótkich oględzinach usiadła z nami przy stole.

Zrobiłam kawę. Mąż dzień wcześniej upiekł ciasto („czy może lepiej piec je o świcie, żeby jeszcze pachniało, jak przyjdzie????”).
Usiedliśmy przy stole. Wcześniej obawiałam się, co ona będzie u nas robić, o co nas jeszcze wypyta, skoro wszystko wiedzą. Ale pracownicy OA są mądrzejsi od kandydatów.

Nasz gość wyjął kilkustronicową ankietę z pytaniami na temat pracy, zarobków, wykształcenia itp. Wypełniała ją powoli, pozwalając nam i sobie na dygresje, opowieści, żarty.

Sympatycznie. Taka kawowa przyjemna pogawędka.

Wszystko trwało ok. 1,5 h. W sumie, kiedy wyszła, miałam poczucie niedosytu. O to jeszcze mogłam zapytać. To powiedzieć. Zapomniałam.

Jedna z najbardziej stresujących części procesu adopcyjnego za nami. Będę to długo mile wspominać.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Iza i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

214 odpowiedzi na „Wizyta pracownika Ośrodka Adopcyjnego w domu

  1. ~En pisze:

    Cieszę się :) Kolejny kamień milowy za Wami! Krok po kroku do pięknego celu, jak zwykle trzymam kciuki :)

    • ~En pisze:

      I znów jestem pierwsza hihi, brawo ja ;)

    • ~Iza krotki blog pisze:

      En, mocno sie stresowałam tą wizytą. Jak to zamną, to wszystko trudne już za mną :)

      • ~t.vik pisze:

        Nie, Iza… wszystko co trudne dopiero przed Tobą (Wami). A najtrudniejsze, kiedy już będzie nastolatkiem. Ale pewnie już wiele razy o tym słyszałaś ;)
        Pozdro!

        • ~Iza krotki blog pisze:

          Kiedy moje dziecko bedzie nastolatkiem, byc miże bede staruszką z demencją. Brakowało mi Ciebie T.Vik :)

          • ~t.vik pisze:

            Nie ma obawy, będzie szybciej niz myślisz. Czas jest pojęciem bardzo względnym. Teraz pewnie Wam się okropnie ciągnie, ale jak już dziecko będzie z Wami, to zobaczysz jak Wam pyknie :) Dosłownie co tydzień sylwester ;) I życzę Wam tego!!! :) ;)

  2. ~juti pisze:

    Cieszę się :) i przy okazji życzę Wam bardzo dobrego tygodnia :)

  3. ~gaja pisze:

    Iza, kolejny raz przedstawiasz bardzo pozytywny obraz procedury adopcyjnej. Mam nadzieję, że to średnia krajowa, a nie jeden wspaniały ośrodek ;)
    Bo wyczytać w sieci można wszystko…
    Coś czuję w kościach, że będzie nam to dane sprawdzać osobiście. A ewentualny pokój dziecięcy wygląda tak samo ;)

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Gaja, ja mam większość za sobą. Jestem zachwycona tym, co usłyszałam, co mogłam powiedzieć. Z całego serca życzę każdej z Was, żeby miała możliwość porozmawiać z psychologami tak po prostu, bez względu na drogę, jaką wybierzecie. Te spotkania w OA i rozmowy na temat rodzicielstwa są dla mnie bezcenne zarówno jako rodzina adopcyjnego jak i po prostu dla mnie, dla rozumienia siebie.

  4. ~mała Ania pisze:

    Myślę, że postawienie na naturalność i na to, że pokazujecie jak jest naprawdę na co dzień to dobra droga. Nie wiem co bym pomyślała o kimś, kto tyle lat ma pusty pokój czekający na dziecko i w ogóle nic w nim nie trzyma :) byłoby to dziwne ;) fajnie, że kolejny krok za Wami :) jeszcze pewnie kilka takich lub podobnych wizyt Was czeka? jakiś wywiad z MOPSu? trzymam kciuki za szybkość i sprawność :)

    • ~mała Ania pisze:

      my nazywamy ten pokój „graciarnią”. tam się suszy pranie, tam jest rozłożona deska do prasowania, garderoba i … kuweta kotów :P

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Mała Aniu, z takich wywiadów na razie to wszystko. Kolejna wizyta bedzie, kiedy bedzie już w domu dziecko. Wywiad z MOPSem, wywiad z sąsiadami, wywiad z proboszcza… – u nas tego nie ma.
      Co do pokoju, tak, zapomniałam. Jest tam tez żelazko i stół do prasowania. A przez kilka lat mieszkała nasza ś.p. fretka. każdy kąt zasrała, nie da się ukryć ;)

    • ~pati pisze:

      A u mnie jeszcze zamiast pokoju jest kuchnia :) W przedpokoju pralka a w kuchni za stol robi suszarka :) :) :) ale juz bliżej do remontu niż dalej :) pokoj miał być dla kluski – kluski nie ma strzele sobie graciarnie :)
      Jakoś tak błogo mija czas bez tego latania po lekarzach, wyjazdów do kliniki, co miesiecznych stymulacji i nerwow czy sie uda tym razem czy kolejny miesiac zmarnowany. Taki przymusowy dłuższy urlop od tego wszystkiego ale jednak miły.

  5. ~olga82 pisze:

    Iza, to liczyc teraz w miesiącach czekanie? moze w tygodniach? U nas Heliśku ma wszędzie pokoik…W sypialni spalnia i przebieralnia i garderoba Szefowej;) w mini „stołowym” myślałam, że już nic oprócz regałów, komody, stołu, kanapki, minikominka tv, 2 maszyn nie zmieszcze, a jednak- 3 pojemniki gadżetów, 2koszyczki, podłoga zajęta, w kuchni jeszcze antilop z IKEA na jedynym dobrym miejscu, plus miseczki, łyżeczki, butelki, talerzyki, itd …. W pokoju, który miał być dziecinny narazie biurowy z szafą (mój mąż jest ekspansywny jak mrówki faraona;), ale w tym roku robimy piętro w końcu i najbardziej się cieszę na kat do maszyn i ksiazek… Dziecko w sypialni jest naprawdę wygodne;)
    Dawaj jakiś uszytek! Jak się czuje mama?

    • ~pati pisze:

      olga82 to widze ze ten rok jakiś mocno remontowy :) u ciebie pietro u mnie totalna demolka i z m-3 robie m-4 wywalajac kuchnie do duzego pokoju :)

    • krotki.blog pisze:

      Olga, czekanie w nastu miesiącach. Może nadal w latach? A może coś się wydarzy wcześniej?
      Ja jestem uzbrojona w cierpliowość od stóp do głów.

      moja mama czuje się bardzo dobrze. A ja muszę kłamać, że „dostaję mięso za darmo i przywiozę na święta”, bo inaczej nie da sobie pomóc…. :)

      Uszytek… Szyje mi się z rozkoszą. Ale chyba głównie się chwalę i nic nie pokazuję… :)

  6. ~Margom pisze:

    Iza, czyli już ostatnia prosta :) trzymam kciuki by dzieciaczek szybko pojawił się w Waszym domu, a pokój „graciarnia” stał się pokojem dziecięcym ;)

  7. ~niebieska pisze:

    Ja się pani z ośrodka dziwię, że wyszła po 1,5 godziny, ja bym nie wyszła znad tej kawy i wczorajszego ciasta ;)
    I jak dobrze, że o zarobkach i pracy teraz właśnie, wszystko się dobrze układa. Wszystko!
    My nie mamy nawet graciarni, chyba muszę sobie coś zagracić póki czas.

    • krotki.blog pisze:

      Moim zdaniem pani z ośrodka też powinna zostać dłużej. Na przyszłość będę gości przykuwać. Czekam na CIebie :)
      Graciarnie mamy niejedną, chętnie pomogę w zorganizowaniu takowej :)

  8. ~Patrycja pisze:

    Super, że nieurządzony albo zagracony pokój dla dziecka nie jest dla ośrodka adopcyjnego problemem. Dobre podejście, realistyczne, ale i zdrowe dla rodziców.
    Ja gdybym przez lata walki z niepłodnością miała patrzeć na urządzony i czekający na Godota pokój dla dziecka, to prosiłabym się o poważne zaburzenia psychiczne… Przecież oczekiwanie na dziecko, gdy pojawia się już nadzieja – biologiczne lub z adopcji – trwa, naprawdę można wtedy się odpowiednio przygotować.

  9. ~Malibuuu pisze:

    Iza bardzo się cieszę, że kolejny krok za wami. Może następne święta już w 3. Pokój graciarnia (lub kąt) znajduje się chyba w każdym domu. U mnie w Polsce nazywamy go pingwiniarnią – pokój nie ogrzewany w zimę, zaaranżowany na poddaszu. W Egipcie nie mamy nazwy ale też instnieje.

    Ja jestem po usg połówkowym. Jestem nim załamana gdyż wyszło, że mam nieprawidłowe przepływy. Marysia ma 300 gram i jak na dzień z usg wszystko jest ok, strach jednak mnie paraliżuje i nie umiem przestać o tym myśleć. Boję się, że ją stracę. Czy któraś z was miała te przepływy nieprawidłowe? Jak się to skończyło? Matko zwariuje. A może coś o ruchach dziecka w 21 tygodniu. Siedzę i tylko wyczekuje by się poruszała i dała znać, że żyje.

    • ~pati pisze:

      Malibuu w Egipcie to pokój gościnny :P bardzo przyjemny :) Ooo i mam sposob na Maryche :) jak wpadne w odwiedziny bedziemy chodzic na ciastka, bedziesz chciala dac mi sprobowac to napewno zasadzi ci znow kopniaki :)

    • ~Marysia pisze:

      malowanakolyska.blogspot zajrzyj tam. Wiem, że ona miała złe przepływy w ciąży ale ostatecznie wszystko dobrze się skończyło.

    • ~Anitt pisze:

      Malibu, co do przepływów, to za wiele nie pomogę ale w ruchach dziecka muszę Cię uspokoić.
      Ja zaczęłam czuć Julke bardzo późno…(dla mnie to bylo późno) bo dopiero gdzies kolo 23-24 tc i to juz byly takie fajne wyczuwalne kopniaczki a wczesniej jak mąż pytał się „i co? Czujesz?” to moglam tylko powiedzieć ze czuję jakby rybka pływała.
      Z tymi przeplywami to napewno musisz być ciągle pod okiem dobrego lekarza.
      Życzę powodzenia :-)

    • ~Mariah pisze:

      Ja mogę napisać tyle, że ruchy poczułam bardzo późno. Naczytałam się i nasłuchałam, że już po 16 tyg można czuć jak jest się szczupłym. A jednak ja byłam po 22 tyg jak coś zaczęłam czuć. Najpierw takie mrowienie, które nawet nie wiedziałam czy jest ruchem dziecka, a później wyraźniejsze smyrania.

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Malibuuuu, wiem, ze nic Cie nie pocieszy tak, jak dobre wyniki badan. Trzymam kciuki. Wierzę, że będzie dobrze.

    • ~Agnieszka pisze:

      Malibu, a które to są przepływy? Te przez łożysko? Czy jakieś w tętnicach przymacicznych? Wczoraj byłam na pierwszym prenatalnym i jeśli dobrze kojarzę to przy problemach w przepływach przez łożysko podaje się Acard. To samo jeśli pappa wyjdzie za niskie to podejrzewa się problemy z łożyskiem i przepisuje się Acard.
      Poszukaj na necie (a że byłam mocno zakręcona wczoraj, to mogłam coś pomieszać).

    • ~Aga M pisze:

      Malibu nie wypoeiwm sie co do przepływöw bo nie wiem ale moj synek nie ruszał się prawie wcale przez całą ciążę. Ani razu mnie nie kopnął tak żebym poczuła mocno.

  10. ~Marysia pisze:

    Iza, cieszę się, że macie już za sobą tę wizytę. I że nie było tak źle;) spełnia się Wasze marzenie.powoli.po kawałku.

  11. ~niebieska pisze:

    Mariah, dogrzebałam się do tej Twojej bety. Powtórzyłaś? Jest optymistyczniej, czy mam się smucić razem z Tobą?

    • ~Mariah pisze:

      Nie powtórzyłam bo nie miałam siły się dziś rano zagrzebać z łóżka, zrobiłam tylko test i negatywnie. Ale chyba nie sprawdzę już bety, i tak żadnych dodatkowych leków nie biorę, więc jak zaraz przyjdzie @ to już wszystko będzie jasne. Pierwsze 4 transfery byłam po prostu zła, że się jeszcze nie udało. Teraz już mi bardzo smutno… Podchodziłam do in vitro jak do pewniaka, tylko żeby PGD wykluczyło chorobę i już, jedno dziecko za drugim, a tu jednak też pod górkę.

      Zaczynam się zastanawiać czy powinnam poszukać jakiejś konkretnej przyczyny niepowodzeń. Jedno dziecko urodziłam bez pzrzeszkód, a już 5 zarodków nie chciało z nami zostać. Jestem po cesarce. Histeroskopię zrobić? Może immunologia? Mój lekarz twierdzi, że tak już jest, że wszystko jest w porządku (hormony, zarodki, endo) i trzeba po prostu próbować, a ja zaczynam wątpić. Zarodki jeszcze są, ale nie chcę wszystkich stracić… Nie ma pewności, że choć jeden z pozostałych pięciu zostanie… A może to nie jest dobry czas, może jednak jestem tak zestresowana, przemęczona i niewyspana, że powinnam sobie w ogóle odpuścić…

      Mgła, w której klinice jesteście? Widzę, że lekarz asekuracyjny, bardzo dobrze, na pewno przygotuje Cię możliwie najlepiej do transferu. A macie perspektywę powtórki czy to będzie ostatnia szansa?

      • ~niebieska pisze:

        To smutno… Chociaż ten sikaniec też na granicy pewności.
        To jest takie nieprawdopodobne, że tyle zarodków dotrwało do pięknej blastocysty, a potem dupa…
        U nas w klinice po podaniu 6 dobrych zarodków (A i B w czterostopniowej skali), jesli żaden nawet nie drgnie betą, robią takie same badania jak po 3 poronieniach, oboje partnerów wzdłuż i wszerz. Warto chyba poszukać lekarza, który zamiast głaskać po głowie i uspokajać trochę podrąży. Tylko jak szukać? Jak głęboko drążyć?
        Przykro mi, Mariah, ale wierzę, że to tylko kolejny smutny przystanek przed wielkim szczęściem. Ściskam!

      • ~Mgla pisze:

        Mariah doskonale Cie rozumiem…Tez myslalam ze najwiekszy problem bedzie z uzyskaniem zdrowych zarodkow a tu szok…Mnie kazde kolejne niepowodzenie scina juz do parteru bo psychika po tym wszystkim siada…Trudno jest zyc-moja kazda nadzieja umiera a tesknota za moimi dziecmi ostatnio osiaga apogeum…U mnie ciagle z transferem nie wiadomo bo w sobote endo bylo 7,1 i po konsultacjach stwierdzili ze jutro ostatni podglad usg i jesli endo nie bedzie satysfakcjonujace to odpuszczamy…Niby nic sie nie stalo,ciagle mamy 2zarodki a ja jestem tak zla,smutna,rozczarowana ze tylko chce mi sie plakac bo nic nie idzie tak jak bym chciala…U mnie endo na naturalnym jest ladne i pierwszy raz jest taki problem wiec dlatego nie spiesza sie z transferem.Lecze sie w Invicta w Wawie-pewnie Ty tez?Tylko oni robia PGD w Polsce

      • ~Mariah pisze:

        Mgła, musimy mieć nadzieję, że dotrzemy w końcu do celu, i oby tylko po drodze już jak najmniej smutku było. Jak ja zazdroszczę rodziną gdzie choroba nie objawiła się przy pierwszym dziecku…
        My jesteśmy w In-Medzie. Tu komórki z zarodków klinika wysyła do lab w Hiszpanii i tam odbyło się samo PGD. Reszta procedury na miejscu.

        • ~Mgla pisze:

          Mariah trzeba jakos wykrzesac sily…Ja zazdroszcze wszystkim w kolo…nasze coreczki byly pierwsze na swiecie z takim zestawem genow wiec nawet po pierwyszym dziecku nie moglismy nic zrobic zeby uniknac tej choroby…Dopiero jak zycie napisalo ten scenariusz to okazalo sie ze to jednak geny…Mi swiat runal juz 4 razy i za kazdym razem coraz trudniej go poskladac i nawet in vitro musi isc pod gorke… No ale bez walki dziecka nie bedzie wiec trzeba pokrzyczec,poplakac,jakos sie wyzyc a potem wstac, otrzepac „piorka” i znow stanac do walki…Moze kiedys zaswieci slonce
          …Tego Wam rowniez z calego serca zycze

          • ~Iza krotki blog pisze:

            Bez walki dziecka nie będzie.
            Mgła, właśnie dzięki osobom, które myślą i piszą w taki sposób jak Ty, zawsze znajdowałam siłę,żeby się nie poddawać.
            Dziękuję, że mi o tym przypomniałaś.
            Życzę Ci, żeby ta nieszczęsna awaria genów już sie nie zdarzyła…

        • ~olga82 pisze:

          Mariah, przykro mi bardzo. Może warto byłoby zrobić histeroskopie. Na NFZ też można, żeby nie iść dodatkowo w koszty. Ostatnio mojej koleżance wytropili i usunęli polipa, którego nie było widać w USG..

        • ~Mgla pisze:

          Z metod ktore moga potencjalnie pomoc i ktore po pierwszym nieudanym transferze mialam zlecone i ktore zastosowalam (nie wiem czy sie przekonam czy skutecznie)to:histeroskopia ze scratchingiem, akupunktura,acard w odpowiednim dniu cyklu,jesli bedzie transfer to metypred w odpowiednim dniu no i ten wlew z PRP plus od soboty sildenafil dopochwowo(ale to chyba Ciebie nie dotyczy)…Lykam tez wit.B12, i 3xdziennie B6 plus kwas foliowy.
          Mozesz porozmawiac ze swoim dr o tych metodach.
          Histeroskopie mialam na NFZ-placilam za znieczulenie bo u nas bez niego nie robia.

      • ~gaja pisze:

        Mariah – ja jestem w miarę świeżo po wizycie u immunologa i tak mi się skojarzyło: dr wspominał, że często nie docenia się „uodpornienia” organizmu na ciążę po pierwszej ciąży. Może to u Ciebie warto sprawdzić?
        U mnie brak efektów po 3 transferach (jeden – lekko drgnęła beta).
        Dostałam rozpiskę 7 badań, w życiu o większości nie słyszałam. Część już zrobiona, jedno wyszło nieprawidłowe, jakiś antykoagulant tocznia, i na jeden jeszcze czekam.
        I do tego jakieś badania z krwią męża, do zrobienia w KRK.
        Ja jestem raczej nastawiona, że te badania i tak nic nie powiedzą…

        • ~pati pisze:

          gaja podzielisz się info jakie badania masz zalecone?

          • ~gaja pisze:

            Oczywiście.
            -antykoagulant tocznia
            -przeciwciała przeciw B2-glikoproteinie
            -przeciwciała przeciw transglutaminazie tkankowej IgA IgG
            -przeciwciała allo-MLR i test mikrocytotoksyczności
            -test LCT
            -test cytotoksyczności komórek NK
            -przeciwciała przeciw antygenom łożyska

      • krotki.blog pisze:

        Mariah… Tak mi przykro… I to jeszcze u Ciebie dziwne, bo przeciez byłaś w ciąży, donosiłaś, więc się da…

        Przytulam CIę.

  12. ~Anitt pisze:

    Iza, jak tylko przeczytałam tytuł posta to mi sie „ciepło” zrobiło ze mam taki bałagan a tu zaraz rodzice przyjeżdżają, święta…
    Super że trafiliście do tego OA, wiem ze za drugim razem ale koniec końców..:-)
    Dalej obstawiam, że w 2017 czeka Cię macierzyńskie :-)
    Ja za chwilę zaczynam 39tc, ale zlecialo…młoda grzecznie ułożona, przeciąga się az czasami myślę że tą jej nóżek zaraz z gardła sobie wyciagnę:-)

    • ~Borówka pisze:

      Anitt 39tc? Niemożliwe, że ten czas tak leci ;) to już za chwilę Wasz wielki dzień :)

      • ~Anitt pisze:

        Ojj zlecialo szybko. Ni tak dawno panikowalam ze zaczelam plamic po transferze a tu za chwile poród.
        Dzisiaj bylam w szpitalu zrobic plqn porodu. Jest to wymagane przy cukrzycy ciążowej. Zrobili ktg,usg,wywiad i koniec końców jak do 26.04 nie urodze sama to w tym dniu o 8 rano mamy zgłosić sie na porodowke do wywolywania porodu. Ja sie cieszę ze nie bede musiała bac się jak mała by sie nie spieszyla na świat..wiadomo zawsze jest ryzyko..
        A z ciekawostek to badania ginekologicznego dowcipnego niemialam robionego już od 15tc..
        Pytalam sie lekarza dlaczego?
        To stwierdził że na tym etapie to ze będzie tam gmeral nic nam nieda. Bo jak stwierdzi ze np mam rozwarcie 2 cm to moge z nim chodzić jeszcze najbliższe 2tyg a tylko bede się martwić…i taka tendencja jest w de

    • krotki.blog pisze:

      jezu, Anitt, ale czas pomyka… To za chwilę będziecie pisać do nas obie :D

  13. ~Borówka pisze:

    Iza cudnie się czyta takie posty :) aż ciepło się robi na sercu ❤ Nieustannie trzymam kciuki, szczęście jest blisko, coraz bliżej :)

  14. ~Mgla pisze:

    Iza to jakos szybko u Was sie ta procedura odbywa.Mam nadzieje ze wkrotce Wasz pokoj, w zasadzie caly dom wypelni sie dzieckiem!

    • krotki.blog pisze:

      Mgła, nie tak szybko. Nie pisałam na początku o adopcji, zostawiłam tę informację dla siebie przez jakiś czas. To już długo trwa.

      • ~Mgła pisze:

        A już myślałam, że są ośrodki gdzie ten proces przebiega trochę szybciej. Mam nadzieję, że szybko odnajdziecie swoje dziecko i w tym roku będzie już z Wami.

  15. ~pati pisze:

    Iza w odniesieniu do programu łódzkiego to juz moge rzucić troche światełka :) Najpierw miałam namiary od gin na ten program, pożniej od psychiatry i z polecenia mam łazić tam bo lepszej ceny się nie znajdzie. Narazie mam mieszane uczucia i się wzbraniam i jak wracam pisze dziewczyna ze moja noga tam juz nie postanie bo pierdzielenie o chopenie mnie juz męczy i ogolnie tocze walke z sobą czy zajmować sobie wogole tym głowe. Dziwne troche bo jestem nastawiona na Nie a jednak łażę… a noż to coś da.
    Podejście psycholog fajne moge chodzić sama, moge z M. nawet będzie sie starała dostosować godziny do nas jak zaczną się przeboje z kolejnymi stymulacjami. Jedyny minus to mało komfortowe uczucie jak siedzisz w przychodni w pokoiku a za drzwiami tłum ludzi a ty masz wylewać swoje żale. No nic zobaczymy jak potoczy sie kolejne spotkanie, pewnie moja Swięta Trójca znow sie nasłucha że już wiecej tam nie pojde i będzie tak musiała mnie wysluchiwać przez jakiś czas :)

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Pati, dzięki za opinię.
      Pomyślałam, że ta informacja o psychologach sie przyda. W Waszych ankietach wyszło, że pomoc psychologiczna to zaniedbany obszar, a na własną rękę jest to drogie.
      Nie byłam jednak w stanie zweryfikować jakości, chętnie poczytam tutaj uwagi.

      • ~pati pisze:

        A w pt kolejne spotkanie, zobaczymy moze nie pojde tak bojowo nastawiona jak ostatnio, może to kolejne będzie już tym pierwszym właściwym. To nie polega jedynie i wyłącznie na tłumaczeniu i gadaniu o niepłodności ale o radzeniu sobie ze wszystkim sytuacjami jakie przez ten okres odcisneły piętno na naszym życiu. Samemu z pomoca psychologa decyduje się na czym najbardziej się skupiamy podczas spotkań co nas najbardziej przytłacza itp ponieważ nieraz podłoże całej frustracji jest gdzie indziej niż nieplodność a ta ją tylko nasila.
        Jedne co moge przyznać to fakt iż przerwa w staraniach mimo iż wymuszona jest błogim stanem lenistwa i relaksu, okresem naładowania baterii na dalszą walkę.

  16. ~paradise pisze:

    Izunia ale dobre wieści :) oby teraz dzieciaczkek trafił do Was jak najszybciej :) Sonadora czekała tylko 3 miesiące od kwalifikacji. Może u Was też będzie tak szybko :) trzymam kciuki żeby tak było :*

    Jestem po wizycie u doktora Paśnikaw- immunologa. I powiem Wam, że mam mieszane odczucia. Nic konkretnego nie powiedział. Wizyta trwała niecałe 10 minut. Zlecił wykonanie subpopulacji limfocytów (na to dostałam bezpłatne skierowanie) no i helicobacter pylori i cytokiny.
    Helicobacter pylori wyszło mi ok.
    Komórki NK mam 15 % to nie wiem czy to dobry wynik przy staraniu o ciążę…
    Na cytokiny dalej czekam jeszcze.
    Wizytę kolejną mam za miesiąc. Zobaczymy jak się odniesie do tych badań.
    Póki co nic więcej nie wiem. Przy tej mutacji mthfr mam brać metylowane witaminy ale to już wiedziałam… acard od ciąży…

    • ~gaja pisze:

      No to masz takie odczucia, jak i ja. Immunologia jest bardzo, bardzo skomplikowana i ja mam wrażenie, że można badać bez końca. Ja wyżej właśnie wstawiłam, co kazał zbadać mi, te subpopulacje już miałam.
      I najciekawsze jest to, że mam je kompletnie zaburzone (od dawna wiem), a immunolog nic na to nawet nie powiedział. Ilość NK mam OK.

      • ~paradise pisze:

        Łapie mnie bezsilność na to wszystko…
        Pytał się mnie czy dostawałam encorton i clexane po transferach. Powiedziałam że nie. Tzn przy tym 5 transferze dał mi łaskawie encorton tylko dlatego że wymusiłam to na nim…
        A więc chyba to miał na myśli ten immunolog, że to powinno być w standardzie w moim przypadku.
        Tak to zrozumiałam…
        Ech czekam jeszcze na te cytokiny. Ciekawe jak wyjdą. No i czy na tej kolejnej wizycie dowiem się coś więcej. Coś musi przecież być na rzeczy. Ana wyszło mi słabo dodatnie 1:80. Niby niewiele, ale może to wszystko razem powoduje negatywne skutki… i jeszcze te mthfr c677T, PAI-1 i czynnik VR2 mam nieprawidłowe heterozygoty…

        • ~niebieska pisze:

          Paradise, ja czasami myślę, czy to wszystko ma takie znaczenie. Ja też mam mutacje: jedną z mthfr, do tego Leidena i PAI-1 (tutaj lekarze uważają, że ta akurat jest nieistotna). Prawdopodobnie od kogoś mam te mutacje, to jest przecież dziedziczne, a w pokoleniu moich rodziców i dziadków co rok to prorok.
          Tak się głośno zastanawiam, bo clexane przecież dostałam i karnie biorę…

      • ~gaja pisze:

        Ja kiedyś pytam prof (nie immunologa)
        - Panie profesorze, a kiedy zapisuje się encorton? Bo słyszałam, że niekiedy się go bierze?
        - a tak, to ja pani zapiszę
        - ale czy w moim przypadku, kiedy mam problemy z odpornością? (przez te zaburzone subpopulacje)
        - aaa, to nie.

        grrrr

        • ~Enna pisze:

          Ostatnio uslyszalam dokladnie to samo @gaja!
          Jestem przed pierwsza stymulacja i dostalam maksymalna dawke hormonow ( z 6 mozliwych ilosci). Zapytalam lekarza dlaczego taka duza dawka, ze boje sie hiperstymulacji, a on na to: ok to niech pani wezmie mniejsza… Ciezko mowic o zaufaniu do takich lekarzy…
          Pozdrawiam Wszystkie!

      • ~pati pisze:

        To ciekawe jakie ja bede miala odczucia po genetyku… az strach myslec…

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Paradise… Nasze czekanie potrwa. Przed nami jest kolejka chętnych na rok… Teraz to odległa pieśń, a Twoje wyniki badań są ważne tu i teraz.
      Napisz proszę, jak się dowiesz, czy te 15 proc. NK to dużo czy mało.

  17. ~zouza pisze:

    Dzień dobry Wszystkim

    Czytam od paru miesięcy, połknęłam archiwum w jeden wieczór…do tej pory się nie wypowiadałam, ale czuję, że chyba w końcu mam taką potrzebę…
    Czytałam Wasze historie, niejedna łza poleciała, może nie morze, ale takie małe jeziorko ;-)
    Chciałam podziękować przede wszystkim Izie za stworzenie tego miejsca :-)
    Chapeau bas!
    Za to, że widzę, że jednak jest gdzieś ta inna planeta kobiet, która ROZUMIE, rozumie ten cały zestaw uczuć kiedy nie idzie tak prosto jak innym dookoła (zaczynamy się starać za miesiąc i bach za trzy miesiące wszystkie kobitki wkoło w ciąży).
    Podziwiam Was za wolę walki, za siłę, determinację, za dzielenie się swoją wiedzą, serio, PODZIWIAM.
    Zdanie Wężon, że dla nas czas płynie inaczej było dla mnie trafieniem w sedno…następna wizyta u lekarza, następny lekarz, następne badania, czekanie na kolejne terminy…i to ciągłe przytłaczające uczucie, że czas ucieka, mija, a ja właściwie stoję w miejscu…

    Iza z całego serca życzę Ci powodzenia, żeby bądź co bądź, do tej pory ta bardzo wyboista i raniąca dla stóp droga stała się mniej kamienistą dróżką przez lasy (a może inne ładne okoliczności przyrody :-)) z jakąś kwiecistą łąką na horyzoncie :-)

    Jesteście najlepsze :-)

    • ~pati pisze:

      zouza :) nie ty pierwsza i nie ostatnia dziekujesz Izie za to miejsce :) płynie stąd wiele wpsarcia i zrozumienia, ktore w tej naszej wyboistej drodze są potrzebne. Pozatym nawet moge sie pokusić o stwierdzenie że jesteśmy madrzejsze od niejednego lekarza :) nawet chyba w zywklych chorobach i dolegliwosciach :) A wiedza ktora dzielą się dziewczyny jest niezastąpiona :)

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Zouza, genialny nick! Żałuję, że sama sobie takiego nie wymyśliłam :)
      Dla mnie dziewczyny na blogu to pierwsza i najskuteczniejsza grupa wsparcia. Gdyby nie dziewczyny, nie byłoby bloga.
      Co sie kryje za Twoim pseudonimem? Napiszesz kilka słów o sobie?

      • ~zouza pisze:

        Hmmm…co się kryje…
        W obecnym momencie niepłodność idiopatyczna (a jakże) plus oczekiwanie na szpital (laparoskopia –> „zmiana lita” + drożność jajowodów; test ROMA nie był niepokojący, aczkolwiek głowa i tak swoje).
        Także to przy Waszych „przygodach” początki drogi, a jednak 2-3 lata już minęło zanim dotarłam do tego momentu, tempo godne żółwia ;-)
        To taki skrót, może po laparo zrobię jakiś rachunek sumienia i spiszę swoje medyczne memuary ;-)
        Stan duszy mniej więcej taki jak Twój wpis z 9.12.2012.
        Komentarz napisałam po wiadomości koleżanki z paczki, że jest w ciąży, a ja zamiast się cieszyć to się rozbeczałam jakby ktoś umarł…może trochę ja, od środka…

        Najlepszego Dziewczyny, świątecznie nowego początku :-)

        • ~iza krotki blog pisze:

          Zouzuniu droga, niech ta laparo rozwieje czarne chmury, żebyś nie miała niespokojnych, a niepotrzebnych myśli.
          Dwa lata bezskutecznych starań to bardzo dużo. Nie dziwię się, ze masz podły nastrój.
          świątecznie życzę, żebyś tę gorszą część drogi do dziecka miała już za sobą.

  18. ~LILOĄ pisze:

    Wracam po chwili przerwy.
    Opętana rosnącym Synem zabrałam się za szycie. Nigdy tego nie robiłam ale pierwsze efekty już są.
    Jesteśmy po badaniach połówkowych to 21 tydzień, Antoś rośnie jak należy , obcenie waży juz 356 gram. Tak, aż tylko słodkiego szczęścia.
    Jedynie na każdym badaniu pokazuje dupkę i długo trwa zanim odpowiednio się ułóży. :) jakoś tak dziwnie leży, jakby odwrócić normalne zdjęcie usg. Dr. Mówi żeby się nie denerwować, że widocznie tak mu wygodnie, ale jak to My wszystkie doszukuję się 2 dna.
    Pozdrawiamy

    • ~martucha pisze:

      witaj Liloą :) nie przejmuj się ułożeniem Synka. z pewnością jest mu tak wygodnie, bo ma sporo miejsca na zmianę pozycji :)
      hmm Antoś powiadasz? też kręcimy się wokół tego imienia – były też inne propozycje, ale: albo jest już blisko jakiś niemowlak o takim imieniu (uroki długiego czekania na ciążę – wysyp „naszych” imion w rodzinie i u przyjaciół….) albo mężowi się nie podoba…

    • ~pati pisze:

      LILOA miał być Leon zawodowiec jest Antoś :D a za to szycie sie zbierałaś i zbierałaś i zebrać nie mogłaś a teraz niebawem polecą zamowienia na kołderki :)

      martucha co do imienia to moj M. jak wybieralam jakis czas temu to teraz te z tamtego okresu odrzuca z racji by mu nie przypominaly, może do następnego razu zapomni ktore to były i jakos dojdziemy do porozumienia, bo ja litanie mialam wypisaną a on do każdego jakieś zarzuty miał :) ahhh ci faceci

    • ~Iza krotki blog pisze:

      LILOĄ , co szyjesz !!!??
      Synek charakterny, widzę. Poradzi sobie w życiu :)

      • ~LILOĄ pisze:

        Akurat charakterek to mógł odziedziczyć po obojgu rodziców :-)
        Postanowiłam uszyć tzwm wyprawkę dla Malucha. Kołderkę z Minky i podusię, pościel, ochraniacze do łóżeczka, rożek plus literki z jego imieniem.
        Jak narazie tylko tyle bez żadnych bardziej skomplikowanych projektów.

        • ~Iza krotki.blog pisze:

          Literki z imieniem… No nie ma wiele bardziej skomplikowanych rzeczy… :)! Podziwiam imtrzymam kciuki za Uszytki.
          To ja sonie wyobraziłam, ze szyje na wszelki wypadek cały alfabet :)

    • ~Aga M pisze:

      Antośki to super chłopaki:-)

  19. ~martucha pisze:

    Iza – fajnie, że kolejny etapie macie już za sobą i to w takiej sympatycznej formie :) i zapewne smacznej – w końcu to Mężowe ciasto :D

    Anitt – z jednej strony nie wierzę, że Ty już w 39 tc. A z drugiej jak może być inaczej, skoro mnie leci 31 tc…..

    Olga82 – jak z Heleną? ostatnie wieści to jakoś ze stycznia? że wizyta u profesora? ale może coś mi umknęło.

    IzabelaUK – jak tam?? dostałaś skierowanie na betę? robiłaś?

  20. ~pati pisze:

    Meliska bo doczytalam wpis ob. z poprzedniego wątku i ona nie ma racji. Są 3 ref lekow pod ivf i 3 ref pod normlane iuiu itp. Nawet jak ja miałam w sierpniu ivf to musiałam wypisać oświadczenie czy to z cyklu stymulowanego normlanego bylo czy z ivf i ktore podejście. Pisałam już kiedyś o tym bo to dla mnie była nowość bo myślałam że jedynie 3 cykle w życiu a okazało sie ze 3 cykle plus 3 konkretne pod ivf. Wężon jednka ma racje jak w programie rządowym wykorzystalas 3 refundacje to juz na refundowane leki sie nie lapiesz.

  21. ~Aksug pisze:

    Mariah to moze ja powiem swoja historie ( w skrocie). Pierwsze in vitro zdrowa ciaza i 5 zamrozonych. Z 5 zamrozonych 2 ciaze skonczone poronieniem. Potem od nowa procedura i zadnego zarodka. Postanowilismy podejsc jeszcze raz do procedury. Stawialismy wszystko na jedna karte. Oboje uznalismy ze za duzo nas to stresu kosztuje. Z kolejnej procedury 2 zarodki. Podobno pieknie. Pierwszy 0 ciazy. Do drugiego nie chialam odrazu podchodzic bo mielismy jechac na narty i wszystko kolodowalo.lekarz powiedzial ze teraz po stymulacji kiedy wzielam duzo hormonalnyvh zastrzykow jest dobry moment zeby odrazu sprobowac i nie odwlekac. Zaufalam. Popijalam winko- po troszku. Garsciami jadlam orzechy brazylijskie i ananasa. Dolozylam akupunkture. Test postsnowlam zrobic w 9 dt bo nastepnego dnia jechalismy na narty. Serio tam byla druga kreska. Ostatni zarodek, kiedy oboje podeszlismy do tego na luzie bo niw mielismy juz nadzieji. Dzis jestem w 17 tyg. i nadal nie potrafie w to uwierzyc.
    Glowa do gory. Kiedys zaswieci slonce

    • ~mała Ania pisze:

      Aksug, to idziemy łeb w łeb :) ja od ostatniej miesiączki mam 18 tydzień 5 dzień, a od transferu właśnie 17 tydzień leci :) na kiedy masz termin? jak się czujesz?

      • ~Aksug pisze:

        Mala Aniu a Ty na kiedy masz termin? Znasz juz plec? Ja termin mam na 25.09. Czuje sie dobrze choc pierwsze tygodnie byly straszne, wymioty mdlosci wszystko naraz. Od poczatku walcze z zatokami i tym samym z kaszlem. Bylam u lekarza i dostalam sinupred i jakis antybiotyk. Antybiotyku nie wzielam. Sinupred slabo pomogl. Katuje sie od jakiegos tygodnia syropem z cebuli i czosnku ale tez slabo dziala. Ogolnie poza delikatnymi plamieniami ktore mrozily mi krew w zylach jest dobrze. Az boje to glosno powiedziec. Nawet zaczelam chodzic na fitnes dla przyszlych mam.

        • ~mała Ania pisze:

          Ja mam termin na 8.o9 i ani razu nie miałam okazji wymiotowac :) mdłości mnie dopadły raz w tamtym tygodniu ale chyba coś mi zaszkodziło. Moja ciąża jest totalnie bezobjawowa :) także nie narzekam. Jak ubiorę coś obcisłego to lekko widać ale jak zakładam normalne ciuchy to nie widać nic. Z jednej strony fajnie ze wszystko tak bezobjawowo, wyniki mam lepsze niż przed ciąża, ale z drugiej strony kolacze się gdzieś po głowie że może już nikogo tam nie ma skoro objawów brak… 19.04 mamy połówkowe usg i mam nadzieję,że się okaże kto tam mieszka, w 12 tyg lekarz powiedział, że 3:1 dziewczyna, potem na kolejnym usg tak się ruszalo że się nie dało zobaczyć, także teraz mam nadzieję, że się dowiem :) a Ty znasz już płeć? fitnessu zazdroszczę u mnie nie ma nic na tym zadupiu dla kobiet w ciąży.

          • ~LILOĄ pisze:

            Kochana,
            Ciotki też są już bardzo ciekawe. .. co tam skrywasz.

          • ~Aksug pisze:

            To dobrze ze ciaza bezobjawowa. Zazdroszcze. Pierwsza prawiw taka mialam. Napewno dzidzia w brzuszku hula!!! Ja bylam wczoraj na wizycie i z zatokami i kaszlem trafilam do internisty w N. Wreszcie ktos normalny kto nie wlepia mi odrazu antybiotyku.
            U nas na 3 lekarzy kazdy mowi ze nie widzi siusiaka, wiec moze dziewczynka. 10 maja mam polowkowe. Moze wtedy sie okaze. Choc nie mam cisnienia.
            U mnie brzuszek widac, nawet w luznych bluzach, moze dlatego ze to druga ciaza.
            Wszystkim starajacym sie zycze samych udanych transferow!!!

            • ~Wężon pisze:

              Aksug, kiedy miałaś transfer? Który to był?

              • ~Aksug pisze:

                Wezon transfer mialam 04.01. Byl to drugi ostatni transfer po stymulacji. Bylam ciekawa co u Izy dzieje sie z adopcja wiec zagladalam tutaj ale nie czytalam komentarzy. Czulam ze mam przesyt tematu in vitro. Tym bardziej ze wczesniejszy nieudany transfer przeryczalam przez 3 dni. Kiedy przez 2 tyg siedzialam w domu i odpoczywalam. Myslala ze to przyniesie efekt a tu pudlo. No i niespodziewanie sie udalo

              • ~Aksug pisze:

                A lacznie mialam 8 transferow z 3 stymulacji.

    • ~Mariah pisze:

      Dzięki dziewczyny za wszystkie słowa otuchy i podpowiedzi. Zarządzamy przerwę. Muszę teraz poprawić kondycje fizyczną, rozluźnić mięśnie, bo czuję, że jestem spięta mocno od dłuższego czasu. W międzyczasie o histeroskopię na NFZ się postaram.

      Zastanawiam się nad immunologią… 3 razy przy cyklu sztucznym brałam encorton, acard i tak nic nie drgnęło, ale może warto pójść na konsultację. Immunolog w Łodzi do polecenia? Ile mogą kosztować podstawowe badania?

      • ~LILOĄ pisze:

        Mariah,
        Ja za pierwszy pakiet badań u immunologa po wcześniejszym poronieniu , ( w Gdańsku) zapłaciłam ok 800 pln.
        Dzięki tym badaniom okazało się, że nie jest tak kolorowo. Stwierdzono trombofilię, podejrzenie Asp , niedobór białka S oraz podwyższone NK.
        Zaczęłam przyjmować leki, od początku ciąży co 4 tygodnie kontroluję newralgiczne parametry krwi ( koszt 200 pln) a co najważniejsze , Antoś rośnie. Zaczęliśmy 22 tydzień.

      • ~pati pisze:

        Mariah przerwa dobrze robi widze to po sobie, mniej kłuni, mniej napiecia, mniejs stresu… ja startuje od genetyka, moze czesc z zakresu immunologi też zleci. Zobaczymy czekam na niego na NFZ. Co do lekarza to ostatnio paradise była u niego i ma mieszane uczucia wyzej pisała o wizycie i opisała ją na swoim bloku, natomiast Malibuu była zadowolona raczej.
        Ja czekam na 2 @ po i zobaczymy czy laskawie przyjdzie, w 3 cyklu zobacze może pojde sie podejrzeć z ciekawości. U mnie na powtorke badan za wczesnie a sam fakt i myślenie o tym ile one mnie kosztowaly czasu nerwów i kombinacji jakoś nie sprawia że myśle miło i z nadzieją o dalszych probach, raczej jest myślenie w kontekscie co znow zlego powychodzi…

  22. ~Noni pisze:

    Izo super wieści, oby Maluch szybko do Was trafił, powodzenia! U nas już 8 tc ;) jest ok, oczywiście mdłości, rzyganko i senność większe niż za pierwszym razem.

  23. ~Psuja pisze:

    Jejku jak ten czas szybko płynie. Nie spodziewałam się, że jesteście już na „takim etapie”. Powodzenia, teraz pewnie to już z górki będzie :)

  24. ~evcikmuk pisze:

    Oh Iza życzę Ci żeby ten pokój stał się dziecinnym jak najszybciej.Czytam codziennie ale jakoś mocno się nie udzielam.podziwiam was wszystkie.
    U nas 27 tydz i coraz bardziej zaczynam się bać, tymbardziej,że będę starała się o cc bo nie wyobrażam sobie naturalnego porodu.życzę wam takiej spokójniej ciąży,ale jeszcze może się zmienić w ostatnim trymestrze.
    Pozdrawiam was wszystkie i dalej trzymam kciuki

  25. ~iza krotki blog pisze:

    evcikmuk, jakoś czuję, że Twoje życzenia spełnią sie trochę po tym, jak pokój u Ciebie wypełni się pieluchami :) Powodzenia!

  26. ~Mimami pisze:

    Iza niech się dzieje :-) mam nadzieje ze już za chwile, już za moment będziecie się zastanawiać co zrobić z rzeczami które teraz są w pokoju Waszego dziecka :-)

  27. ~Anett pisze:

    Iza przede wszystkim wiosenne uściski dla Ciebie i męża.
    Zaglądam często, chyba nawet jestem na bieżąco ze wszystkimi blogowymi rozterkami i radościami.
    Wendy cieszę się że z kudłatym wszystko dobrze.
    My wczoraj po wizycie trochę podłamani, jestem pewna że wszystko przez cholerny remont który trwa i trwa i końca nie widać. Remont=stres że nie zdążymy, że jeszcze nie mam wielu rzeczy dla młodego, bo nie mam teraz gdzie trzymać i takie tam… efekt Remek mało przybiera na wadze.
    W 34 tc waży niecałe 2100, a powinien ok 2500 na tym etapie.
    Mam mega wyrzuty sumienia że pod koniec ciąży funduję mojemu dziecku takie ekscesy.
    Ale skoro powiedziało się A trzeba powiedzieć B, mam nadzieję że w ciągu 2 tyg doprowadzimy wszystko do ładu.
    Na szczęście puki co nic nie wskazuję na to żeby mały pchał się na świat, nie ma sie co dziwić jak w mieszkaniu gruz i beton :)
    Co do porodu powoli oswajam się z myślą że będzie CC.
    Leniuszek od kilku miesięcy leży pośladkowo i raczej juz tak zostanie. Przynajmniej jedna decyzja do podjęcia mniej.
    Całuję Was wszystkie dziewczyny i mimo że się nie udzielam to nieustannie trzymam kciuki za każdą z Was!
    Wy trzymajcie za mojego okruszka żeby porobił trochę masy, a nie tylko rzeźby :)

    • ~pati pisze:

      Anett buziaki w bęc śle :) i szybkiego konca remontu, ojjj to juz sie boje co mnie czeka w sierpniu….

      • ~Anett pisze:

        Kochana u nas to zamieszanie jest głównie ze wzgledu na pecha do ekip remontowych, pierwszy gość na którego czekaliśmy ponad dwa tyg (znajomy) olał nas, na szybko znaleźlismy nowych (z polecenia) to po dwóch dniach gość rozwalił sobie rękę i musiał zrezygnować, teraz mamy 3 i narazie tfu tfu daje radę. Także jak dla mnie to podstawą jest dobra sprawdzona ekipa, wtedy nie ma takich jazd jak u nas.

    • ~Wendy pisze:

      Anett, uff jesteś.. martwiłam się że może jakaś nagła akcja wyskoczyła i stąd cisza. Przyrost kurczę to trudna sprawa. Nasz wazy w 34/35 tc 2,7 kg i lekarz mnie dzis straszył że za mały i trzeba zaraz będzie ciąć bo łożysko powoli zwalnia.. i chłopina mniej pokarmu ma. Skonsultowałam z drugim lekarzem i on mowi że trzeba po prostu robić często ktg i patrzeć co i jak i jeśli nie przyrośnie dalej to rodzić szybciej . Z drugiej strony powiedział że czasem taka uroda dziecka po prostu. Moze Remek po prostu jest drobniutki.
      Trzymam z Kudłatym zaciśnięte piąstki mocno za Remka. Niech rośnie w siłę!
      Dobra energia od nas w Waszą stronę leci. Zobaczysz będzie dobrze wszystko.

      • ~Anett pisze:

        Remuś drobniutki jest od początku, zawsze w dolnej ale jednak granicy normy, teraz niestety poza normą.
        Lekarz kazał więcej odpoczywać, będziemy się oszczędzać i głaskać. Może choć trochę nadgonimy.
        Dobra energia mile widziana!
        Dzięki.

      • ~Anett pisze:

        Ale 2,7 w 34/35 tc to mało? Szalony?
        To bardzo dobra, wręcz idealna waga.

        • ~Wendy pisze:

          No jutro mam gnać do szpitala bo cytuję on źle wyglada i jest za chudy. Ktg mają mi robić.. Po tym jak się w brzuchu rozpycha to myślę że nie dosc że jest silny to jeszcze hiperaktywny. No ale co lekarzowi mam powiedzieć jak się uparł i straszył że jakby co to on przyspieszy poród..

          • ~Anett pisze:

            O matko! No gnaj bo co zrobisz, skoro lekarz kazał. No nie trafisz za tymi lekarzami. Dawaj znać co i jak, pewnie do instytutu jedziesz?

        • ~Lena pisze:

          Hmm naprawde trudno czasami za lekarzami nadazyc… ja urodzilam Heniutka niespodziewanie w 34 tyg wazyl 2850 a tydzien wczesniej wazyl nie wiele mniej a doktor wyslal mnie na dodatkowe badania bo „duuuuzo za duzy”.
          A chlopakowi poprostu spieszylo sie do nas i zadbal o dobra wage:) takze mysle ze 2,7 na tym etapie jest naprawde idealnie.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Anett, a my się zatstanawiamy z mężem, kto ta w wielką sobotę kuje ściany do 22 nad mieszkaniem teściów… :)
      Trzymam kciuki za maluszka, niech przybiera. Dobra okazja na świeta. Ty też jedz.

  28. ~Anitt pisze:

    Anett, Wendy, moja mała w 35tc+1d ważyła 2600g i lekarz mówi ze super. Przepływy ok, ruchy ok, ktg ok. Widocznie taki urok mojej córki ze nie bedzie pulpecik po mamusi :-)
    Niema tak że dzieci ida książkowo, tak tylko jest na samym poczatku jak robią usg żeby oszacowac wiek ciąży, to wymiar odpowiada co do dnia. Nie martwcie sie na zapas, ile jest dzieci które rodza się po 3000g w terminie i jest to normą. Moja kolezanka urodzila teraz syna który waży 4100g i byl mega ciezki poród, młody ma krwiaczki na główce i ogólnie wymeczony chopak.

    • ~Anett pisze:

      No właśnie się przekonuję że nie ma idealnie, choć do tej pory było.
      Wszystkie badania super, samopoczucie czad, maluszek bez zarzutu.
      Kurczę ktg to chyba jeszcze nie miałam zrobionego, na każdej wizycie lekarz bada mnie ginekologicznie a potem robi usg.
      O przepływach też nic nie wspominał.
      Wchodziłam i wychodziłam z gabinetu z uśmiechem na ustach.

  29. ~Aga M pisze:

    Dziewczyny znalazłam w szafie ” W oczekiwaniu na dziecko” i „Pierwszy tok zycia dziecka” chęntnie oddam :-)

  30. ~Magdanr2 :) pisze:

    Wendy , Anett dobrze ze Lekarze czuwają , to jeszcze Nikomu nie zaszkodziło :)
    Natomiast z doświadczenia Wam powiem ze usg na tym etapie podaje orientacyjna wage.
    Mojej Siostrze mówili ze Młody max 2,8 kg a urodził sie 3 kg , za to Nam już przed cc wyszło ze Agata ma 3700 a urodziła sie 3240.
    Dzieciaczki tez pięknie nadrabiają wage po drugiej stronie brzucha , Agata ma 6.5 tygodnia a waga z wczoraj 4730 :) i jestesmy tylko na piersi …
    Powodzenia
    Anitt czejamy na Mała Juleczke :))

  31. ~Kaja pisze:

    Iza, bardzo się ciesze, ze Twoja procedura idzie do przodu:) Równie mam nadzieje, ze czas oczekiwania będzie u Was jak najkrotszy:)

    Gratuluję dziewczynom, które w ostatnim czasie urodziły! !! Niestety nie jestem do końca na bieżąco i cały czas nadrabiam zaleglosci. Cieszy mnie bardzo każda informacja o pomyślnym przebiegu każdej ciąży, bo daje to nadzieje, ze można, że jednak się da :)

    I tu się pochwałę moim największym szczęściem na świecie – 11 lutego urodził się Szymek, 3640 g, 57 cm długości :)
    Dla mnie jest największym cudem na świecie i do tej pory cały czas nie mogę uwierzyć, że się w końcu udalo:)

    Pozdrawiam wszystkich i życzę wesołych świąt :)

    • ~Patrycja pisze:

      Witam Szymka na świecie i gratuluję jego Mamie! To musi być niesamowity moment, a ileż następnych przed Wami! Pięknych Świąt :-)

    • ~LILOĄ pisze:

      Gratuluję i wszystkiego najlepszego dla Malucha :-) To na pewno będą wesołe Święta :)

      • ~Kaja pisze:

        Liloą, dziękuję za gratulacje, tym bardziej, że prawie równo podchodzilysmy do transferu i wiem ile łez kosztowało Cię następstwo Twojego. Ściskam Cię mocno kochana i ciesze się, że sytuacja także u Ciebie się odmienila. Kolejne święta tez spędzicie juz radosnie we trójkę! !! Śle dzidziowe uściski dla blogowej ciotki!!!

    • ~iza krotki blog pisze:

      Kaja gratulacje :) Bardzo wesołych, rodzinnych świąt! :)

    • ~martucha pisze:

      Gratulacje Kaja! Szczęśliwego życia dla Szymonka :-)

      • ~Kaja pisze:

        Martucha, również dla Ciebie wszystkiego dobrego i szczęśliwego rozwiazania:) Ciesze się, że Tobie również się udało spelnic marzenie o kolejnej ciazy mimo tego, że transfer, do którego razem podchodzilysmy się u Ciebie nie powiódł. … tym bradziej takze doceniam Twoje gratulacje :)

        Jak się czujecie Martucha i Liloą? Które to już tygodnie ciąży u Was?

        • ~martucha pisze:

          Trzymaj kciuki żebym dojechała do szpitala. Śniło mi sie że urodzilam w samochodzie i teraz mam stracha…

          U mnie leci 32 tc. Ledwo sie turlam brzuch juz duży. Generalnie znoszę te ciążę dużo gorzej niż poprzednią ale jak to mi lekarz powiedział: cóż jest pani o 5 lat starsza… ech faceci ;-)

          Ucaluj Szymcia :-)

          • ~Kaja pisze:

            Martucha, czas leci nieublaganie ale myślę, że zdążysz dojechać do szpitala :) A wiesz… jeśli byś nie zdążyła, to zazdroscilabym Ci tak szybkiego porodu :) U mnie skurcze zaczęły się ok 3,5 doby przed porodem ale jakos daliśmy rade i teraz już prawie tego nie pamiętam!!!! Trzeba pamiętać tylko to, co dobre :)

        • ~LILOĄ pisze:

          Dziękuję Kaja za miłe słowa :-) tak jak napisałaś sporo łez mnie kosztowała utrata Kulki jednak teraz rosnący Antoś wynagradza wszystko :-) to koniec 22 tygodnia czasami samej mi ciężko w to uwierzyć. Pierwszy trymestr śpiący teraz zagościła zgaga. Ogólnie czuję się bardzo dobrze, od początku jestem na L4.
          Pozdrawiamy serdecznie buziaczki

          • ~Kaja pisze:

            Liloą, najgorsze juz za Wami :) Czujesz juz ruchy Antosia? Bo lada moment będzie dawał lub juz daje o sobie znać. Tez długo nie mogłam uwierzyć, że się nam udało i dopiero te ruchy w brzuchu mnie uspokajaly, bo wiedziałam, że maluch na prawdę jest i bawi się w najlepsze :)
            Zgaga tez mnie męczyła :( U mnie skutkował kisiel gotowany z mąki ziemniaczanej i kompotu, budyń z mąki ziemniaczanej i mleka, siemię lniane zaparzane na wodzie z dodatkiem mleka, a w ostateczności woda z soda oczyszczona. Soda smakowo była najgorsza ale najlepiej działała.

            Bardzo ładne imię wybrałaś dla synka, tez zastanawialiśmy się nad Antosiem po moim dziadku ale ostatecznie wybraliśmy Szymka. Jest pierwszy w rodzinie o tym imieniu :)

            Trzymajcie się ciepło! !!

            • ~Wężon pisze:

              Kaja, Szymek dostał na imię mój bliźniak. Tak się akurat nazywał wtedy ulubiony miś Laury, a ja nie miałam siły myśleć nad imieniem.

    • ~Lidka pisze:

      Kaja, gratulacje! Pozdrowienia i uściski dla Was i Waszego Cudu :-)

  32. ~pati pisze:

    Wendy juz cos wiadomo jak tam wlochacz?

  33. ~Wendy pisze:

    Tak dzieki Pati że pytasz. Właśnie wracam z IMiD.Ktg super wyszło. Jest podejrzenie powracające nieustannie że nasz syn po prostu ma drobne ciałko a dużą głowę i stąd co usg to panika że jest za drobny w stosunku do głowy. Moze to te kudły tyle ważą:-)
    Uff przynajmniej to mam z głowy. Mam robić ktg 2 razy w tygodniu i obserwować ruchy.

    • ~Anett pisze:

      No i fajnie!
      Oby tak dalej, to na pewno przez kłaczki takie zamieszanie po usg :)

    • ~pati pisze:

      No super ze KTG oki, moze to ich te dziwne obliczenia jak pisały dziewczyny że na tym etapie to mowia jedno a rodzi sie i tak z inna wagą. Odpoczywaj i głaskaj Włochacza :*

    • ~LILOĄ pisze:

      Z tymi obliczeniamu to równie bywa i zawsze jest jakaś granica błędu w jedną i w drugą stronę.
      Powodzenia.

  34. ~asti pisze:

    Witam przedświątecznie :)

    Iza gratuluję kolejnego kroku :)
    Wiem, że Wy – Ty i P. jesteście szczęśliwi mając siebie nawzajem, ale widzę też, że Wasze wspólne Szczęście coraz bliżej :)

    Piszę z prośbą o pomoc. Do Ciebie Iza. Do dziewczyn.
    Nasza inseminacja zbliża się dużymi krokami.
    Miesiąc temu na wariata nie wyszło (bakterie w posiewach).
    W tym miesiącu posiewy ok.
    Na cytologi (którą robiłam razem z posiewami, 24dc-wiem, że być może trochę późno, ale nie dało rady inaczej) jest opis, że w rozmazie cechy stanu zapalnego i regeneracji oraz kontrola cytologiczna po leczeniu przeciwzapalnym. Grupa II.
    Czy to znowu nie będzie problemem?

    Inne badania:
    fsh na poziomie 4,81 (3,5-12,5)
    lh na poziomie 6,88 (2,4-12,6)
    amh na poziomie 2,59(0,58-8,13).

    czy to są w miarę wyniki?

    U nas ten zabieg na wariackich papierach.
    Usg w 2-3 dc robiłam u siebie na miejscu u gina – za zgodą Pani Dr.
    Teraz biorę clo na wszelki wypadek. Usg w klinice 10dc.
    Potem 12dc Pani Dr stwierdziła, że mogę zrobić u siebie i że inseminacja albo w sob albo w poniedziałek.
    Boję się poniedziałku. A jeśli będzie już po owulacji?
    I znowu będzie po ptokach…

    Ile musi mieć pęcherzyk, żeby zapodać sobie pregnyl?

    Będę wdzięczna za każde info.
    Bo czuję się jak we mgle. Gdzieś idę, ale nie wiem, gdzie.
    Ktoś mnie trzyma za rękę.. Ale kto? ;)
    Dramat jakiś ;)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Asti, kochanie. wypowiem się co do badań, które znam.
      Cytologia grupa II jest ok – to całkowicie normalny wynik („tylko zakonnice mają grupę nr I” usłyszałam kiedyś, sama mam zwykle grupę II).
      Z Twoich badań widzę, że masz dobre ahm, takie w sam raz.
      Co do reszty – na pewno znajdzie się jakaś specjalistka wśród nas.
      mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze :)

    • ~Agnieszka pisze:

      Asti,
      Nie pomogę z cytologią (choć też zawsze mam grupę II, florę bakteryjną mieszaną, ale nigdy nie miałam info o konieczności leczenia – choć ta flora mieszana to chyba też jakiś stan zapalny…). Co do pęcherzyków, to najlepiej podawać Pregnyl przy wielkości, jak na naturalnych cyklach (np. u mnie dopiero przy 27mm szykują się do pękania, a innym zrobi się już torbiel). A jeśli nie wiesz, jak to wygląda naturalnie to celuje się w odpowiedni moment na podstawie grubości endometrium. Co do owulacji to możesz sprawdzać testami owu. U mnie przy pęcherzykach 25-27mm kazano mi zrobić test owu i jeśli byłby pozytywny to przyjechać od razu na inseminacje, a jeśli negatywny to na spokojnie wieczorem Ovitrelle dopiero ;)

  35. ~bea33ta pisze:

    Asti. Stan zapalny powinnas podleczyc a w tym czasie nie powinno sie robic transwerow. Do podania pregnylu oecberzyk powinien miec ok.22m ale to musi byc ktos pewny zeby to zmierzyl.

    Iza dobra duszko ciesze sie ze wizyta byla sympatyczna ,ze maluch juz w drodze. Mam nadzieje ze masz jakis tajemnice i malu juz o krok do Was a ty nam dawkuhesz emocje ;-).Byly tu poruszane tematy homocysteiy wiec homocysteina powinna byc ok 5 a na zespok clexan .jakby co mozna pytac. Jestem fanka izy i dziewczyn z bloga wiec czesto zagladam.

    Zycze Wam spokojnych Swiat i wesolego Alleluja.

  36. ~LILOĄ pisze:

    Wraz z rosnącym w brzuchu Antosiem życzymy Wam spokojnych Świąt Wielkiejnocy.

  37. ~Patka pisze:

    Dziewczyny, no i na nas przyszła pora :) Ala urodziła się wczoraj nad ranem :) 10/10, 52cm i 2940g! Pozdrawiamy Was serdecznie i trzymamy kciuki za te, co jeszcze/już w ciąży i te, które niebawem zaciążą :)

  38. ~Malibuuu pisze:

    Wesołych Świąt :)

  39. ~iza krotki blog pisze:

    Informacja dla chorujących na endometriozę – przekazuję interesujące ogłoszenie.

    Centrum Medyczne „Żelazna” od kilku lat organizuje warsztaty i konsultacje dla pań chorujących na endometriozę (w ramach Tygodnia Endometriozy). W tym roku chcielibyśmy zaprosić na bezpłatne wykłady i konsultacje 20. kwietnia.
    Program warsztatów:

    CZWARTEK 20 kwietnia 2017
    11.00 – 14.30 KONSULTACJE LEKARSKIE
    Dr n.med. Joanna Jacko, specjalista ginekolog połoznik, specjalista ginekolog onkolog

    15.00-16.00 ODKRYJ SWOJE CIAŁO – WARSZTAT Z FIZJOTERAPEUTA
    Anna Jakóbik, fizjoterapeuta

    16.30 – 17.30 ENDOMETRIOZA, BOLESNE MIESIACZKOWANIE NIE JEST NORMA – WYKŁAD
    Arbesa Qinami, lekarz w trakcie specjalizacji z ginekologii i połoznictwa

    17.30 – 18.30 SMAK I RÓZNORODNOSC NA TALERZU – DIETA POMOCNA W ENDOMETRIOZIE – WYKŁAD
    Joanna Giza, dietetyk

    WARSZTATY ODBEDA SIE W SALI KONFERENCYJNEJ NA III P. W SZPITALU SW. ZOFII, UL. ZELAZNA 90
    NA KONSULTACJE LEKARSKIE ZAPRASZAMY DO PRZYCHODNI SPECJALISTYCZNEJ SW. ZOFII
    LICZBA MIEJSC OGRANICZONA

    ZAPISY W GODZINACH 10.00-15.00:
    +48 668 30 88 55

  40. ~iza krotki blog pisze:

    jestem w dobym okresie życia.
    Zamknęłam kilka kłopotliwych spraw. Na horyzoncie nowych kłopotów nie widać.
    Życzę Wam tak spokojnych świat, jak wyobrażam sobie własne.
    Wbrew pogodzie – ciepłych, z bliskimi, bez pośpiechu. We trójkę, piątkę czy dwójkę, ale wspólnie, spokojnie, radośnie.

    • ~martucha pisze:

      Dzięki i nawzajem!
      Czysty horyzont – spokojna głowa. Faktycznie wspaniała perspektywa na święta, no i na po świętach też :-)

      Smacznych babek i mazurkow dla wsxystkich :-) no i słońca. Dużo słońca!

  41. ~pati pisze:

    Z ciekawostek, lekarze mówili „nic się nie zmieni po tym indukowanym poronieniu” okresu raczej nie bedzie bo endo 2mm” i co? po prostu moj org jest nie do opanowania :) od info że okresu nie bedzie jak nie przyjdzie do maja prosze przyjść będziemy wywolywać, 7 dni pozniej 1 okres, obecnie sam przyszedł jak w zegarku mamy zaliczony 2 cykl- i to bez metforminy, jeszcze 2 cykle i wizyta u genetyka i wracamy do gry :)
    Już się nie moge doczekać bo mi sie już nudzi ten stan zawieszenia :) Niby odpoczywamy i sie relaksujemy ale jednak taki głosik mówi ze już by mógł być lipiec :)

  42. ~Wężon pisze:

    Dzień dobry po Świętach i po urlopie.
    Wypoczęta i opalona, wciąż czekam na następny cykl. :)

    Mgla, jaka decyzja u Ciebie? Transfer był, czy przełożony?
    Gaja, a Ty się jednak zagłębiasz w badania, czy transferujesz?

    Powiedziałam J. że chciałabym jeszcze jedną stymulację, w innej klinice, na zasadzie wykorzystania wszystkich możliwości. Powiedział kategoryczne nie. Teraz muszę pomyśleć, co zrobić, żeby zmienił zdanie.

    • ~gaja pisze:

      Wężon na posterunku ;)
      To co mogłam z badań, zrobiłam u siebie, czyli 80%. Wyszło wszystko OK oprócz jednego (antykoagulant tocznia). Pozostałe 2 badania mogę zrobić w maju w klinice, albo przejechać się do KRK.
      Mam pojutrze wizytę i mam plan wyrzucić wszystkie swoje frustracje. Ciekawe, co pani dr na to …
      Mogę zrobić te badania w maju, ale nie chcę być w zawieszeniu, które trwa od lutego. Czas mi się kończy, takie ma odczucia.

      Wężon, może jednak J. ma rację?

    • ~Mgla pisze:

      Hej Dziewczyny,
      Dzieki Wezon za pamiec.U mnie ostatecznie transfer odwolany….Endo na ostatnim sprawdzeniu max 6,8 i pan dr bez wahania stwierdzil ze transferu nie bedzie…Okazalo sie ze na mnie to osocze nie zadzialalo.Mialam wywolywac okres luteina ale sam po 3 dniach przyszedl i teraz sprobujemy na naturalnym tylko nie wiem czy majowka nam nie skomplikuje planow…Poki co odpoczywam od lekow i staram sie nie nastawiac.

      Wezon a ile juz za Wami stymulacji i transferow?Moze trzeba J. troche czasu na odpoczynek.Ehhh in vitro jest mocno destrykcyjne…

    • ~niebieska pisze:

      Wężon, masz jeszcze przecież co transferować, może kolejna stymulacja nie będzie już potrzebna…
      Jakich argumentów używa J.? Czy Ciebie to zżera bardziej niż widać tutaj?

    • ~Wężon pisze:

      Mgła, jestem po 2 stymulacjach i 3 transferach, z czego dwa poronienia. Trzy zarodki czekają.
      Nie ma od czego odpoczywać, to się strasznie wlecze. Do programu zgłosiłam się latem 2014 i przez dwa lata do końca programu zdążyłam z dwoma transferami. Nawet na drugą stymulację się nie załapałam.
      Ostatni transfer był w sierpniu. Ja bym tak bardzo chciała mieć jeden po drugim…
      A Ty ile masz mrozaków?

      Niebieska, ja nie chcę czekać na zużycie zarodków z kolejną stymulacją. Wiek mnie goni. Jeśli trzecia stymulacja, to chciałabym załapać się na refundację leków. Czyli po wakacjach musiałabym ruszać, niezależnie od stanu zarodków. Dowiedziałam się, że można tak zrobić – stymulować się bez wykorzystania poprzedniej partii.
      J. nie używa wymyślnych argumentów – po prostu nie, jeśli ma się udać, to są jeszcze 3 szanse, a jak nie to nie. Dobrze nam z jednym dzieckiem, różnica coraz większa, nigdy nie mieliśmy życia bez dziecka, może to jest nam pisane, a nie kolejne pieluchy. Jeśli te całe starania, komórki macierzyste itd. nie pomogą teraz, to i później nie pomogą, nie ma co się zabijać z tymi staraniami.

      Mnie zżera niewykorzystanie szans i świadomość ostateczności. Dla spokoju sumienia chciałabym spróbować gdzie indziej. Już nawet nie licząc tak na sukces. Tak tylko, żeby nie mieć sobie nic do zarzucenia.

      Lena, co zrobić, żebym zmieniła zdanie? Nie wiem. Kiedyś myślałam, że poronienie to będzie punkt, po którym będę bała się dalej próbować. Za mną dwa i tym bardziej chcę próbować, żeby to cierpienie miało sens.
      Teraz myślę, że zmiana kliniki mnie zadowoli. Czar „innej ręki”.

      • ~Mgla pisze:

        Jak widac zachodzisz w ciaze i jest duza szansa na kolejne dziecko.W koncu masz jeszcze 3proby.Mysle ze nie mozesz zmuszac ani Ty meza ani on Ciebie.Porozmawiajcie,wytyczcie sobie granice, zebyscie nie mieli do siebie pretensji.
        My mielismy w sumie 8 zarodkow-3zdrowe,2chore i 3 nosiciele, ale boimy sie podac nosicieli bo u nas to wszystko jest bardzo niepewne.Takze mamy jeszcze 2 zdrowe zarodki i zachecaja nas zeby teraz podac oba na raz,choc moj maz bardzo sie tego boi…Jak sie nie uda to wszystko od nowa…

      • ~Ewa pisze:

        Wężon być może masz takie przeczucie jakie ja miałam.
        2 iui, 3rządowe icsi,2 komercyjne,wszystko w jednej klinice.
        Prosiłam moje dzieci wcześniej aby spróbowały w innej klinice,trudno im było od nowa wszystko tłumaczyć.

        Wreszcie pomyśleli, że pojadą gdzieś indziej tak jak Ty.
        Zmiana protokołu,dwie blastocysty wczesne.Jedna podana i jest cud ,oby tylko trwał.

        • ~Wężon pisze:

          Ewa, niech trwa.

          Jak gdzieś nie wychodzi i nie wiadomo dlaczego, to czasem zmiana otoczenia jest tym szczęśliwym czynnikiem.

          Ja się zastanawiałam już przed drugą stymulacją, ale okres przyszedł wcześniej i jakoś tak ruszyło tam gdzie było.
          Gdybym poszła, to pewnie by mnie trafiła na te komórki macierzyste, bo to program lekarza z mojej kliniki i mały był nabór.
          Może szczęśliwie zostałam, ale może czas sprawdzić, czy trawa rzeczywiście jest zieleńsza gdzie indziej.

          • ~Wendy pisze:

            Wężon, szczerze to ja chyba rozumiem Twojego J. Boi się o Ciebie i rozwój sytuacji i pewnie w dużej części z tego wynika jego „nie”. Sama nie wiem czy na Twoim miejscu, z podrośniętą Laurą, miałabym determinację do kolejnych prób. Ale jak to kiedyś tu któraś z dziewczyn napisała to wciąga jak narkotyk.. Szczególnie jak się już ma jedno dziecko i chce się kolejnego. Chociaż ja w 36 tc mam wrażenie,że na tym jednym się u nas skończy. No ale kto wie co powiem za jakiś czas..

            • ~Wężon pisze:

              Wendy, jestem ciekawa co powiesz. Zwłaszcza, że masz zamrożone zarodki.
              Gdybyś musiała się stymulować, to może. Ale coś myślę, że jednak za jakiś czas będziesz chciała odebrać mrozaki.

              J. boi się też nowych obowiązków. Zwłaszcza, że ja nie jestem modelową matką, raczej ojcem. To na niego spada większość opieki nad dzieckiem. To on szykuje śniadanka, pamięta o lekach, jeździ z nią na rowerze i chodzi na basen.
              Ja jestem raczej stereotypowym ojcem.

              Ale ojcowie też mogą chcieć mieć dzieci, tyle, że to poważniejsza decyzja dla matek. :)

              • ~Wendy pisze:

                Wężon, witaj w klubie ojcomatek!
                Termin mam 05.05 i już pytałam lekarza czy nie dałoby się go przesunąć bo ja nie gotowa:-) aż mąż mnie musiał szturchnąć.. Mam wrażenie,że on teraz bardziej stał się macierzyński ode mnie..

                • ~Wężon pisze:

                  U nas J. miał doświadczenie z takim wcześniakiem i z dzieckiem w ogóle, więc prowadził mnie od początku.

                  Wyobraź sobie, jaka ja byłam niegotowa. W Twoim tygodniu to już miałam dwumiesięczne dziecko w domu.

      • ~Lena pisze:

        Wezon kcohana jak ja to wszystko rozumiem…Mozna by pisac i pisac dlaczego tak czy siak a nie inaczej.
        Zycze Co z calego serca abys umiala niemiec sobie nic do zarzucenia:) To moze dziwnie brzmi ale dopoki calym sercem nie zamknie sie tematu dziecka i sposobu jego pojawienia sie albo i nie w rodzinie zawsze znajdzie sie cos do zarzucenia…albo sobie albo komus innemu albo naturze albo silom wyzszym albo….
        Trzymam kciuki za Ciebie:)

      • ~Patrycja pisze:

        To banalne, co napiszę, ale każdy ma swój własny poziom wytrzymałości i podejmuje własne decyzje (własne, czyli oczywiście w parze, choć mam wrażenie, że to zwykle kobieta ostatecznie decyduje – także dlatego, że ją to więcej kosztuje psychicznie i fizycznie). Nie można stwierdzić abstrakcyjnie i ogólnie, że X stymulacji to już wystarczy, że nie ma co się forsować itp.
        Ja wiem, że niezależnie od tego, jak skończy się moja ciąża, na niej poprzestanę. Od początku miałam zamiar dobrnąć do 3 stymulacji, nie więcej. A moja 3. była przeze mnie przeżyta już fatalnie, co niestety odciska się teraz także na moim stanie psychicznym w ciąży.

  43. ~Merda pisze:

    Witajcie!
    Brak mi czasu na wszystko! Całe dnie (i noce ;-)) poświęcam synowi i już prawie po 3ech miesiącach udało mi się ustalić z synem wspólny harmonogram dnia – prawie wspólny, bo Mikołaj czasami przewraca mój dzień i noc do góry nogami ;-) Synek rośnie jak na drożdżach, mieliśmy mały epizod szpitalny ale już mam nadzieję do szpitala nie wrócimy.
    Dziewczyny trzymam za Was kciuki i nie poddawajcie się. Zaraz mija rok od transferu. Warto było. Z perspektywy czasu 5 lat starań, miliony łez, 6 transferów ale już wiem, że nigdy nie można tracić nadzieji. Wiem, to trudne. Ale teraz nie pamiętam już nic z tego złego czasu.

    Nie jestem na bieżąco. Myslę o Was i co jakiś czas zaglądam choćby na chwilę.

    Dziewczyny – mam do oddania clexane 0,4 dwa opakowania i chyba inofem (w przyszły wtorek sprawdzę dokładnie ile i co i jak) gdyby któraś z Was była chętna proszę dajcie znać. Chętnie oddam ;-)

    Iza, bardzo cieszę się Waszym szczęściem, tym, że w końcu jest już całkiem blisko upragnionego celu. Czekam z niecierpliwością na spełnienie Waszego marzenia.
    Całuje!

    • ~Merda pisze:

      Przepraszam za błędy…

    • ~niebieska pisze:

      Uwielbiam to zdanie, że już nie pamiętasz tego złego czasu. Mam nadzieję, że kiedyś tam, wszystkie tak powiemy.
      Chętnie wezmę clexane, jeśli jest ważne jeszcze kilka miesięcy.
      Ucałuj swoje Marzenie :)

      • ~Merda pisze:

        Niebieska, sprawdzę dokładnie we wtorek, bo leki mam w drugim mieszkaniu.
        Napiszę Izie mój nowy mail. Napisz do niej, niech Ci poda to będziemy w kontakcie. ;-)

  44. ~Borówka pisze:

    Merda ucałowania dla malucha :)

    Nam rok od transferu minął 12 kwietnia, a dzisiaj mam już tego brzdąca w ramionach :)
    Potwierdzam Twoje słowa – było warto :)

    • ~Merda pisze:

      Dokładnie Borówka.
      U nas rok minie 26 kwietnia.
      Pierwsza beta 6 maja :-)
      Pozdrawiam!

    • ~Ewka pisze:

      Haha, zawsze mnie rozbraja to „było warto” :D bo czy znacie kogoś, kto napisałby, ze NIE było? ;)
      dla mnie miernikiem pozostaje to, czy ktoś pakuje się w kolejne… ;)

      • ~Merda pisze:

        „Było warto” jest jak dla mnie wynacznikiem nadziei i realnym wsparciem a nie miernikiem w jakimkolwiek znaczeniu.

  45. ~Lena pisze:

    Wezon a czy zastanawialas sie co zrobic zebys ty zmienila zdanie? Moze J. ma racje…
    To tylko takie moze…
    Czsami zeby isc dalej trzeba odpuscic…ale trzeba wiedziec jaka droga chce sie isc i byc moze Twoja droga to jednak kolejna stymulacja:)
    In Vitro to trudna droga dla dwojga i czasami zaczyna sterowac naszym zyciem kompletnie… zamiast rozkoszowac tym co sie ma koncentrujemy sie na tym co miec chcielibysmy…
    U nas to ja powiedzialam kategorygnie NIE… i to byla dobra decyzja ale do konca z jakims takim dziwnym poczuciem porazki sie nie uporalam! Potrzebuje jeszcze ,alej chwili zeby i te mysli pozegnac:)

  46. ~asti pisze:

    Nasza inseminacja już jutro (sic!).
    Cytologia okazała się być cytologią w porządku.
    Grupa jest ok i to wystarczy.
    A zalecenia są może dlatego, że rzeczywiście była infekcja. I komuś przyszło do głowy, że warto byłoby to poddać kontroli. A może mają takie zalecenia w tym labie…
    Nieważne.

    Dziś byłam na podglądzie (10dc).
    Wcześniej zrobiłam usg w 3dc. Już wtedy Dr mi powiedział, że pęcherzyk już sobie rośnie. I owu będzie z prawej strony.
    Na opisie wyczytałam, że ma 12mm. Myślałam, że to pomyłka. Że za bystro.
    Dziś się okazało, że jest jeden duży (23,5mm) i dwa maluchy 10mm i 13mm.
    Mimo, że szykowałam się na iui najwcześniej na sobotę, max na poniedziałek to jedziemy już jutro.
    Od razu dostałam zlecenie na zastrzyk z pregnylu (poślad do tej pory pobolewa… ;) ).
    Wszystko na wariata. Wszystko nie tak jak sobie zaplanowałam. Nie lubię nie mieć kontroli a tu się okazuje, że w ogóle jej nie mam.
    Przyjmowała mnie jeszcze jakaś insza Pani Dr.
    Miałam wrażenie, że jest jakaś spowolniona. Albo na odlocie. Kosmos… te sprawy… Momentami mówiła nie tyle że od rzeczy, ale jakoś … tak… dziwnie…
    Do tego jak zobaczyłam fotę Dr, który ma mi jutro tą iui robić to już w ogóle i ręce i cycki i wszystko już mi opadło….

    To nie tak miało być.

    A im więcej tego zamętu, tym bardziej nie wiem, czy tego chcę.
    Często mówię to też mężowi. Że chciałabym, ale też i nie chcę więcej dzieci (na stanie 1 szt).
    Zazdroszczę znajomym, którzy mają 2 lub 3.. Z małą różnicą wieku.
    Jednocześnie widzę jakie moje dziecko już duże.
    I że różnica spora. I dzieć zaczyna wkraczać w wiek nastoletni.
    Buntuje się, czasami rozmawia nie tak jak trzeba.
    Zaczynają się inne problemy. A ja tu się w pieluchy chcę ładować.

    Dzięki Iza za Twoje opisy iui.
    Wiem, co mnie czeka.
    Aby finisz mnie pozytywnie rozczarował.
    Chociaż nie widzę tego w ogóle. Zero wiary.

    • ~Wężon pisze:

      Asti trzymam kciuki. Niech to będzie szczęśliwa inseminacja.

    • ~Anitt pisze:

      Asti, w niepłodności tak właśnie to wszystko wygląda, nic nie jest zaplanowane, wszystko idzie po grudzie. Mialam 3 iui i żadne nie było idealne, zawsze coś. Czasami lepiej zostawić tą całą otoczke tych naszych wyobrażeń gdzieś z boku i poddać się temu co akurat się dzieję.
      Ma sie udać to sie uda.
      Mam nadzieje ze po iui będziesz spokojniejsza i że los zgotuje wam niespodzianke :-) trzymam kciuki !

      • ~martucha pisze:

        Anitt a Ciebie jak sytuacja? nic a nic jeszcze?

        • ~Anitt pisze:

          Dzięki ze pytasz :-)
          Bylam we wtorek u lekarza i mloda tydzien przed terminem siedzi jeszcze wysoko, ciut za wysoko jak na ten etap, innych objawów zblizajacego sie porodu brak.
          Jak nic niebedzie sie dzialo to w środę szpital i wywolywanie naszej królewny:-)

          • ~Wężon pisze:

            Królewnie dobrze u Ciebie.
            Najpierw nie chciała przyjść, teraz nie chce wyjść.

          • ~Wendy pisze:

            Anitt właśnie rano myślałam dzisiaj czy Ty już po czy jeszcze w duecie.. Trzymam kciuki za to,żeby postanowiła się urodzić tak szybko i bezboleśnie w terminie, który uzna za idealny:-)

    • ~martucha pisze:

      Asti kiuki!

    • ~Agnieszka pisze:

      Asti,
      Inseminacje są nieprzewidywalne ;) U mnie zrobiono najpierw samą stymulację: wszystko mierzono co 2 dni, zbadano hormony i w kolejnym cyklu (wzorując się na tym pierwszym przy tych samych dawkach) kazano przyjść dopiero w 12dc na pierwsze podglądanie. Po 2h czekania w kolejce na usg musiałam dzwonić po męża, bo ‚jutro będzie za późno’. Ale inseminacja w miarę udana, więc ‚zamieszanie’ nie miało wpływu ;) Trzymam kciuki!

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Asti… Aż się uśmiecham pod nosem… Sprawy wyglądają zwykle inaczej niz sobie wyobrazamy: pierwszy pocałunek, seks, zjedzenie świerszcza, inseminacja, spłata kredytu…
      A jednak jakoś ten swiat sie toczy… :)
      Niech ci się życie pod sercem rozwija, nie zważając na to, że nie idzie zgodnie z planem!

  47. ~Ewka pisze:

    Izu, nieustające kciuki za rychły ciąg dalszy! Ja też całkiem miło wspominam wizytę pani z oa. Byliśmy akurat w trakcie remontu, wiele rzeczy nasza pani musiała sobie dopiero wyobrazić (łącznie ze stołem ;-) ciasto było tzw. kupne, bo piekarnika też nie było, ale atmosfera była naprawdę bardzo przyjazna!
    No a teraz znowu remont w najlepsze, a my czekamy na drugie dziecię.. Remonty dobrze mi się kojarzą ;-)
    Wężon – Twoja wola walki jest niezwykła, jeśli nadal czujesz, że chcesz i możesz, to próbuj, po co masz potem żałować. Może w innej klinice faktycznie inaczej na Ciebie spojrzą, zresztą sama zmiana też może zadziałać pozytywnie na psychikę, kto wie, co zadziała..
    Tylko tak sobie myślę – te 3 zarodki, które masz to i tak niemało, jak dorobisz ze 3-4 następne, to czy się wyrobisz z taką gromadką? ;)

  48. ~Bat26 pisze:

    Dzień dobry :)
    Piszę do Was, gdyż jesteście nieocenione w temacie bliskim również i dla mnie. Udało mi się zajść w ciążę naturalnie. Jest to mocny początek :)
    Chciałabym żebyście powiedziały mi czy przyrost bety wg Waszych historii i wiedzy jest prawidłowy i może świadczyć w najmniejszym % o płci :)
    Beta hcg: 32 dc: 279.4
    Beta hcg: 34 dc: 736.3
    Uwielbiam Was, 3mam kciuki za Was, jestem z Wami niemal codziennie.
    Pozdrawiam

    • ~pati pisze:

      Przyrost oki, ma być co najmniej 66 % u ciebie jest ponad 100 %. Zbadaj sobie progesteron jeszcze.

    • ~Anitt pisze:

      Przyrost ok.
      Co do płci to z tymi betami to jak z chińskim kalendarzem płodności. Ja miałam bardzo zbliżoną bete do Any i ona ma slicznego synusia a ja czekam na córkę:-)
      Najpewniej dowiesz się co będzie koło 20 tc :-)
      Spokojnej ciąży :-)

      • ~mała Ania pisze:

        Ja miałam duże przyrosty ci wskazywałoby na dziewczynkę, kalendarz chiński też pokazywał dziewczynkę i jest dziewczynka :) usg polowkowe zostało anulowane bo Iga pięknie się ułożyla tylkiem do świata także zafundowała nam dodatkowy wyjazd w nast środę do kliniki i kolejne podejście żeby ją dokładnie obejrzeć… :)

  49. ~asti pisze:

    My już po:)

    Baaaardzo dziękuję za miłe słowa i kciuki :)

    A jak było? Mniej więcej tak jak myślałam.
    Na pierwszy ogień poszedł M :D Jak się później okazało: dostał pochwałkę za „chłopaków”, bo dużo ich i wyglądają ok (widzieliśmy na monitorze).
    Potem moje usg usg.
    Endo 13,9mm.
    Pęcherzyk dominujący zmalał… Więc albo wcz był źle zmierzony albo dziś.
    Ale na łatwe to nie wygląda… Więc nie ma co rwać koszuli. Dziś wg Pana Dr miał 21mm.
    Pozostałe 2 podrosły na 15,5mm i chyba 13mm.
    Jak żołnierze byli gotowi zostaliśmy zaproszeni do gabinetu na iui.
    Przywdziałam zieloną spódniczkę, ciach na fotel. Nogi odbyły podróż w górę o kilkadziesiąt cm.
    Sam zabieg nie bolał. Ale przyjemny też nie był.
    Panie Dr są delikatniejsze. Tak stwierdzam. Zakładanie tego ustrojstwa we mnie było gorsze niż pierwszy raz B)

    Co do samej iui określiłabym ją w kilku słowach:
    stosunek za dużą kasę, bez przyjemności, bez orgazmu, zbyt szybko, zbyt cienkim sprzętem i do tego z obcym chłopem…

    Dr zalecił powtórkę z rozrywki i aktywność sportową.
    Były przytulaki i 6km świńskim truchtem (jak to określa mój M).

    Czekamy.

    • ~pati pisze:

      asti o powtórce słyszałam ale o aktywności fizycznej to już nie :) a rozmiarem pęcherzyka się nie przejmuj, mi tam rok temu powiedzieli że się zapada a własnie pękał i strzał był po tyej info na poprawe humoru w domu i coś tam się zadziało. Więc teraz 2 tyg kciukasów :)

    • ~Wężon pisze:

      Kciuki, kciuki. :)
      Niech będzie efekt za dwa tygodnie.

    • ~Kaja pisze:

      Asi, Twój opis IUI mnie rozbroił ale trzeba mu przyznać, że trafiłaś idealnie w punkt, krótko, zwięźle i na temat :D
      Powodzenia! Zaciska kciuki za tłusta betę!
      A dlaczego doktorek zalecil aktywność fizyczna?

  50. ~Misia pisze:

    Iza – jak zawsze, mocno trzymam kciuki za kolejne kroki i liczę, ze Wasze dziecko zawita w Waszym domu już wkrótce. :) Jesteś skałą, nie kobietą. Będziesz niezwykłą i wspaniałą mamą. :)

    Z mojej strony – druga ciąża. Kończę już piąty miesiąc. Rowno rok po urodzeniu dziewczynki malinki zrobiliśmy transfer drugiego/jedynego zamrożonego zarodka i udało się również tym razem. Nie wiem jak, ale mieliśmy ogromne szczęście, ze z moich wyprodukowanych 3 komórek (niskie amh), dwie się zapłodnily i będzie z nich dwoje dzieci. Mam nadzieje, ze moja historia da nadzieje innym dziewczynom zmagającym się z Hashimoto czy niskim amh. Ta druga ciaza była na początku mocno skomplikowana i zagrożona, ale teraz wydaje się już być na dobrej drodze. Trzymajcie tez kciuki! :)

    • ~pati pisze:

      Misia kciuki zacińsięte, najważniejsze że już bliżej niż dalej do tego byś miała swoje drugie szczęście w domu.

    • ~Kaja pisze:

      Gratulacje Misia! Cieszę się Twoim szczęściem :)

    • ~Wężon pisze:

      Misia, kciuki. Teraz to już na pewno będzie dobrze.

      Fajnie, że się odezwałaś. Wypełniają mi się białe plamy w zapiskach.
      Mam, że udany transfer z marca 2015, jesteś jedną z pierwszych wpisanych. :)
      Podaj datę porodu i drugiego transferu.

    • krotki.blog pisze:

      Misia, uwielbiam powroty z takimi wieściami. Trzymam kciuki i ściskam dziewczynę malinę :)

  51. ~Kaja pisze:

    Moje Kochane, ostatnio Wężon wspomniała o swojego rodzaju uzależnieniu od leczenia i transferów zamrozonych zarodków. Coś w tym jest. Tez nie chce zostawić swoich malutenkich dzieciaczków w lodówce i zastanawiam się co by było gdyby albo kiedy dalej dzialac? Czy jest tu ktokolwiek kto przystąpił do kolejnego transferu jeszcze karmiąc piersią bobasa? Jest jakaś szansa na taki transfer czy trzeba najpierw kategorycznie przestać karmić? Zrobiłam ostatnio badania i nie mam już przeciwciał przeciwko osłonce przejrzystej komórki jajowej ani przeciwko plemnikom, które wcześniej prawdopodobnie uniemożliwialy ciążę. Czy myślicie, że w takim przypadku transfer na cyklu naturalnym bez leków wchodzi w grę? Wcześniejszy szczęśliwy transfer był u mnie na cyklu sztucznym z estrofemem, progesteronem i sterydami.

    • ~Wężon pisze:

      Kaju, wydaje mi się, że w większość każą być po karmieniu. Ale jakby było zupełnie na cyklu naturalnym, to może nie. W końcu kobiety naturalnie czasem zachodzą karmiąc. Tu oprócz wpływu leków na mleko może być też odwrotny wpływ. Laktacja to bardzo wysoka prolaktyna, co utrudnia zajście w ciążę. Czyli na pewno musi wrócić naturalny okres. Chociaż ja okres dostałam niecałe trzy miesiące po porodzie, a karmiłam pół roku.
      I jeszcze ważne jest jak rodziłaś. Po cesarce z rok trzeba odczekać.

      Tutaj to chyba tylko Kas wracała po porodzie po zarodki jak na razie. I robiła na cyklu naturalnym.

      Najlepiej umówić się z lekarzem i omówić plany. Bo co z tego, że my tu powiemy, że to możliwe, jak lekarz Ci nie zrobi transferu, albo na odwrót.
      Myślę, że te pół roku przynajmniej trzeba odczekać. Nawet dla dobra macicy. Przed pół roku po porodzie naturalnym nikt Ci nie zrobi.

      A ile masz jeszcze mrozaków?
      Nie wiem, jak to się stało, ale nie mam Cię na swojej kartce. Byłam pewna, że jesteś, ale zniknęłaś.
      Możesz napisać w skrócie, który to był transfer, z której stymulacji? I kiedy się odbył?

      • ~Kaja pisze:

        Wężon, aż nie do wiary, że Tobie coś umknęło! U mnie były 2 stymulacje, z pierwszej 2 zarodki i 2 nieudane transfery, z drugiej stymulacji 6 blastocyst. 2 podane 31.05.2016 i z tego transferu mam synka. Zostały nam 4 mrozaczki :)
        Mój doktor jest ogolnie zwolennikiem transferów na cyklach sztucznych, wiec na bank nie spodoba się jemu pomysł transferu na cyklu naturalnym, a z kolei ja bym chciała spróbować tym razem bez tych wszystkich zastrzyków i tabsow. Póki co, to daje sobie czas na regenerację macicy, może pod koniec roku zrobimy przymiarke do kolejnego transferu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>