Wspomnienia. Ważna lekcja

Warsztaty w ośrodku adopcyjnym. Spotkania w dość dużej grupie.

Prowadząca rozdaje nam kartki. Prosi, żebyśmy poszukali w pamięci czegoś, co pamiętamy z wczesnego dzieciństwa – pomiędzy urodzeniem, a drugim rokiem życia.

Zróbcie to ze mną. Mamy czas. To dobra podróż.

Może to być wydarzenie, jakaś migawka – czasem pamięta się taką stopklatkę. Może to być pamiątka, która została nam z tamtych lat. Może zdjęcie. Może płaszcz mamy, ten najmodniejszy w mieście. Może zabawka, plastikowy bączek, szmaciana lalka. A nawet opowieść o nas – anegdota powtarzana w rodzinie od lat. Pomyślcie, na pewno coś macie w głowie. Poszukajcie w szufladach ze wspomnieniami.

Ja pamiętam swoje kapcie robione przez babcię na drutach. Ładne. Uśmiecham się do nich.

Zapisuję je na kartce. I dodaję jeszcze lato nad morzem (przysięgam, pamiętam!) oraz zdjęcie mojej ślicznej młodej mamy z mojego chrztu.

Prowadząca prosi, żebyśmy zrobili taką samą wycieczkę do siebie w wieku 2-4 lata. Obserwuje cierpliwie, jak odpływamy w przeszłość, jak każdy z nas na chwilę znowu staje się dzieckiem.

Odpływa zmęczenie, relaksujemy się, wyciągając z dawnych lat jamniki, grzechotki, kalosze, białe rajstopki, gumy Donald, wczasy w Kołobrzegu, kasety magnetofonowe z Depeszami, plecaki z Bolkiem i Lolkiem, grę w podchody, poniemiecki strych dziadków…

Zapisujemy.

Robimy to aż do 18. roku życia.

Jesteśmy w te swoje wspomnienia uzbrojeni. Czerpiemy z nich energię, a przynajmniej doświadczenie.

Prowadząca zbiera nasze kartki. Czekamy, by pozwoliła nam się podzielić opowieściami, tymczasem ona bez słowa zaczyna rwać zapisane kartki. Jedna za drugą, niszczy wszystkie wspomnienia. Przestają istnieć, już są nieważne, a my już się nie uśmiechamy.

- Jak się teraz czujecie? – pyta.

- Zrobiła mi pani dużą przykrość – odzywam się pierwsza.

Ktoś inny jest wściekły. Koleżanka obok rozczarowana, jej mąż bezsilny.

- To możecie teraz spróbować sobie wyobrazić, jak się poczuje wasze dziecko, jeśli będziecie się starali odebrać mu wspomnienia, przedmioty czy choćby pamięć o jego biologicznych rodzicach.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Iza i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

194 odpowiedzi na „Wspomnienia. Ważna lekcja

  1. ~olga82 pisze:

    Mocne.

  2. ~En pisze:

    Aż zabolało…

  3. ~Anitt pisze:

    Kij ma zawsze dwa konce…
    Co jeżeli takie dzecko nie ma takich wspomnień jak my…
    Co jeżeli jedyne co pamięta to awantury w domu, butelka na stole i pas ojca..
    Można ” pielęgnować”takie wspomnienia, dac możliwość/prawo pamietania..w przyszłości taki mlody człowiek przynajmniej niebedzie idealizowac tych biologicznych rodziców…
    Można też odciągnąć dziecko od tych wspomnień, sprawić aby się rozmyly w morzu naszej miłości… Tylko nikt nam nie zagwaratuje, że jak dziecko bedzie już pełnoletnie nieznacznie szukać swojej „biednej, zaginionej rodziny”
    Co jest lepsze?
    Tego niewie chyba nikt.
    Bardzo ciężki post. Napewno potrzebny.

    • ~Kas pisze:

      Pewnie, że nikt nie zagwarantuje tego. Czemu miałby? Czy to o „komfort” rodzica powinno chodzić? Nie. Dziecko ma prawo chcieć odnaleźć biologiczną rodzinę i zrozumieć, dlaczego spotkała je taka a nie inna droga. Nawet jeśli to miałoby być rozczarowujące przeżycie.

    • ~Doti pisze:

      Co do szukania biologicznych rodziców, to podobno jest tak, że te osoby mogą miec potrzebę znalezienia rodziców biologicznych, ale tylko z samej ciekawości. Nie jest to równoznaczne z odrzuceniem / zapomnieniem rodziców adopcyjnych.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Anitt, no raczej na pewno nie ma takich wspomnień jak my…
      Może ich nie mieć w ogóle, może mieć tylko spioszki, w których trafiło do pogotowia opiekuńczego, a może pamietać tylko, że rodzice pili.
      Nie chodzi o stawianie tych wspomień na ołtarzu.

      Nie traktujcie tak literalnie dosłownie tej lekcji.

      Chodzi o to, że adoptowane dziecko nie wzięło się znikąd.
      Rodzice biologiczni to część tego człowieka, część jego tożsamości, jego korzenie i początek, czy nam się to podoba, czy nie.
      Nie można tego po prostu wyciąć.
      Jeśli to są złe wspomnienia – dziecko oceni to samo – a my musimy je wyposażyć w mechanizmy do tego oraz wiarę w siebie (bo jeśli to byli źli rodzice, dziecko może się borykać całe życie z tym, że nawet własna matka je odrzuciła).
      Ale nie mamy prawa udawać, że ono pojawiło się na świecie z chwilą, gdy wzięliśmy je na ręce.

      Wcześniej już coś było i to coś jest częścią dziecka.

  4. ~Kas pisze:

    Wow, daje do myślenia. Mocne.

  5. ~pati pisze:

    Kurde od 0-2 to ja mam pustke, bo tak na dobra sprawe te migawki to nie wiem czy to z opowiesci, czy po zdjeciach mi sie przypominaja, dalej tak samo, a pozniej to gubie sie ile mialam lat :)
    Anitt to samo pomyślałam co ty że z jednej strony dobrze, z drugiej kto wie…
    Ale wydaje mi się że w takich grupach są osoby które „nie przyszły” adoptować jedynie małych różowych bobasów a np starają się o starsze dziecko. 4-6 letniemu dziecku nie wymaże sie wspomnień, można mu jedynie jeśli miało naprawde trudne dzieciństwo spróbować to wynagrodzić, nie wymazując jednak jego wspomnień a bardziej na zasadzie „mamusia z tatusiem sami z sobą sobie nie radzili” no ja sobie np nie wyobrażam „bili cie, pili, nie zajmowali sie tobą , po co chcesz wogole pamietać, zapomnij”.
    Ciężki temat i wiele pracy „nowych” rodziców, pewnie niejednokrotnie trudnych rozmów. Chyba właśnie po to było to spotkanie by uświadomić że temat adopcji nie jest idealną wizją pieknej rodziny, że taka rodzina ma niejednokrotnie bardziej pod górkę i wiele pracy przed nią.

  6. ~Eska pisze:

    Tak nieśmiało, chociaż post trudny i może to nie bardzo na miejscu ale…melduję, że JUZ SĄ:
    Adaś i Krzyś… wywrocili mi swiat do góry nogami…
    Zabieramy ich dziś do domu…
    To Dwa Cudy, które ,,,widziałam” już prawie 9 miesięcy temu jak pan doktor życzył im ,,szczęśliwej drogi powrotnej podczas transferu…
    Udało się.
    Idę pielęgnować te nasze gramy miłości…

    Dziękuję Iza za to miejsce, sama, bez Was nie dała bym rady…

  7. ~niebieska pisze:

    A może sa takie wspomnienia, które warto podrzeć, spalić, rozsypać na cztery wiatry? Nie trzeba mieć nieszczęśliwego dzieciństwa, by nie pomyśleć o gumie balonowej i morskich falach. Wystarczy gorszy dzień, inna wrażliwość, zadra perfekcyjności, impuls i taplasz się w niewybrednych komentarzach nauczycielki przedszkolnej na temat Twojego rysunku albo zapomnianej strofie wiersza na szkolnej akademii. Nawet sobie nie wyobrażam, co w takim razie mogą pamiętać Dzieci Adopcyjne. Wielokrotnie pewnie NIC dobrego. Po co im takie wspomnienia, które mają destrukcyjny wpływ na przyszłość, poczucie własnej wartości, poczucie bezpieczeństwa, umiejętność kochania? Więcej z nimi kłopotu i pracy niż pożytku.

    • ~pati pisze:

      niebieska nie mozna do jednego wora wkladać dzieci z rodzin patologicznych i takich co stracili mame tate przykladowo w wypadku, albo ojciec nn a matka oddaje bo sobie nie radzi i woli zapewnic lepszy byt dziecku z nadzieja ze trafi do kochajacej rodziny. A dzieci sa kruche nawet te z patologicznych rodzin mimo iz ciagle alko ciagle awantury to np zapamietaja ze mamusia kupila im wlasnie ta gume balonowa raz w zyciu i to bedzie ich dobre wspomnienie.
      Każdy z nas ma dobre i złe wspomnienia jesli czlowiek wychowal sie w kochajacej rodzinie a ma gorszy okres to i tak pamieta jedynie te złe a o tych wszystkich dobrych nie jest w stanie sobie przypomniec bo nie chce.
      Cięzki temat i dający dużo do myślenia własnie o samym sobie, wydaje mi sie ze to nie tylko spotkania zeby przebrnac ale zeby sie zmierzyc rowniez z wlasnymi trudnościami i rozterkami i zeby przygotowac sie na rozne mozliwosci po adopcji ale własnie z pełną swiadomościa decyzji o adopcji.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Niebieska, pisałam już wyżej Anitt, nie chodzi o gloryfikowanie tych wspomnień. Tylko o nieudawanie, że niczego wcześniej nie było. Nie jestesmy Bogami, którzy dali życie dziecku w momencie, gdy nas ujrzało. Ktoś je urodził i dziecko ma prawo o tym w ogóle wiedzieć (to oczywiste, nigdy nie miałam pomysłu, by ukrywać adopcję) i ma prawo kochać lub nie kochać biologicznych rodziców oraz zdecydować, czy chce ich poznać.
      Wiem, że to mogą być złe wspomnienia, nie powstała żadna recepta na to, jak sobie z tym radzić. Drobnymi krokami, intuicją, ale nie odcinaniem dziecka od korzeni lub powtarzaniem mu, że prawdziwa mama była zła, bo urośnie nam człowiek bez fundamentów i bez wiary w siebie.

      • ~niebieska pisze:

        Ja bym po prostu nie zdała tego zadania. Pomyślałam o czymś niefajnym z dzieciństwa i kiedy rękami pani z ośrodka podarłaś kartkę pomyślałam „i dobrze, to już nie jestem ja”. Nie było mi przykro. Dziś jako dorosła kobieta potrafię inaczej ocenić te dziecięce sytuacje, ale długi czas mnie gryzły. Dlatego też pomyślałam ile pracy i rodzicielskiej mądrości trzeba włożyć w te wspomnienia, żeby dziecko je dobrze odczytało i oceniło.
        Tylko tak jak Ty, założyłam z góry, że adopcji nie wolno ukrywać, więc nie w tym szukałam sensu tego ćwiczenia. Zawsze byłam kiepska w takich psychologicznych zabawach :)

  8. ~Soñadora pisze:

    Trzeba pielegnowac te wspomnienia, mimo tego, ze sa po prostu zle. Bo to czesc tozsamosci tych dzieci. My mielismy inne zadanie. Nikola. Mieszka w domu, z rodzicami, dziadkami, bratem. Babcia gotuje im pierogi, Nikola chodzi do szkoly, ma kolezanki, bardzo lubia ogladac razem filmy dla dzieci, w domu kolezanki. Nikola szykuje sie do Pierwszej Komunii, ma swoja ulubiona pania w szkole. (Mowiac to, panie z osrodka rozciagaja nitki pomiedzy Nikola, grana przez uczestnika kursu, i pozostalymi osobami). Pewnego dnia przyjezdza Pani. Pani mowi, ze Nikola bedzie miala nowy dom, nowych rodzicow, nowego brata. (Mowiac to, panie z osrodka przecinaja nitki pomiedzy Nikola, grana przez uczestnika kursu, i pozostalymi osobami). Nikola placze. Nie chce nowej mamy, bo ona juz MA mame. Ona juz MA brata. Pani mowi, ze Nikola nigdy nie wroci do domu. Nigdy nie zobaczy rodzicow, babci, brata. Tak, mama pije, tato bije. Ale to jej dom, jej zycie. Nikola nie zna innego. Nam sie czesto wydaje, ze dzieci powinny nam dziekowac, ze zabieramy je z dysfunkcyjnego srodowiska. Ale dla nich, zabieramy je od rodziny. To jest bardzo trudne, bardzo potrzebne rodzicom adopcyjnym, zeby zrozumiec uczucia tych dzieci i pomoc im soie z nimi poradzic. Trzymam za Was kciuki Iza.

    • ~Soñadora pisze:

      Zle sie wyrazilam, nie powinnismy pielegnowac tych zlych wspomnien, ale wspomnienia w ogole. Nie powinnismy odcinac dzieci od ich przeszlosci ale dawac tyle milosci, zeby mogly te zle pokonac. Tak jak napisala Pati, nie mowimy tu o niemowlakach.

      • ~iza krotki blog pisze:

        Soñadora , dla mnie się wyraziłaś bardzo jasno :)
        Też znam to ćwiczenie ze sznurkami.
        To wszystko na etapie ćwiczeń jest trudne, my wszyscy byliśmy trochę przerażeni kolejnymi problemami, ale koniec końców – ludzie adoptują i jakoś dobrze wychowują te dzieci. Radzą sobie. I my sobie poradzimy,

  9. ~Katka pisze:

    Cześć Dziewczyny. Mam do oddania jedno opakowanie 10 szt. Fraxiparine 0,3 ml. Zainteresowanych proszę o kontakt. Pozdrawiam

  10. ~Martyna pisze:

    Naprawdę daje do myślenia…

  11. ~bea33ta pisze:

    Czekałam na taki wpis. Zawsze podziwiałam ludzi decydujących się na adopcję. Myślałam że mają większe serce niż reszta śmiertelnikow ale mają też odwagę. Rozczarowałam się że wpis taki krótki. Chcę więcej. .

  12. ~Ewka pisze:

    Fajne ćwiczenie Iza! Wspomnienia to jedna rzecz – kiedy dziecko je ma, bo cokolwiek zdążyło z rodziną biologiczną przeżyć. Ale nawet niemowlaki mają juz swoją historię (nie spadły z kosmosu ;) i trzeba o tym pamietać. One mają korzenie, jak każdy.
    Słyszałam, że dziecko może „tęsknić” za mamą biol nawet jeśli zna ją tylko z opowieści i nigdy jej nie widziało. To trochę taka tęsknota za alternatywnym życiem, bez straty, bez bagażu adopcji. Coś jakby marzenia nieplodnych po 6 IVF o tym, jak to cudnie byłoby mieć dziecko poczęte w drugim miesiącu naturalnych starań ;)
    Ale, ale – nie ma tez co przesadzać, bo żadna ado rodzina jaką znam (a znam sporo) nie żyje tematami adopcyjnymi od rana do nocy, w międzyczasie jest masa bardzo zwyczajnych sytuacji, które tworzą nowe wspomnienia i warto, by były one pozytywne dla dzieci – i tu bez różnicy jak do nas trafiły :)

  13. ~LILOĄ pisze:

    Meldujemy się po wczorajszej wizycie w 17 tygodniu.
    Nasza Elza z Krainy Lodu okazała się być Synusiem :-) zresztą którego od samego początku obstawiał M.
    M zwariował i już planuje wspólne życie :-)
    Synuś ( debata nad imieniem trwa :-) rośnie jak na drożdżach i Pani Dr. nie ma żadnych zastrzeżeń.

  14. ~Psuja pisze:

    Morał dla wielu okazał się niesamowitym szokiem. Na pewno otwarło nam to oczy na drobnostki, których wcześniej nie dostrzegaliśmy.

    Eska – najszczersze gratulacje. Niech zdrowo rosną :)

    LILOĄ – skoro nie będzie Elzy to może Batman :> Pamiętaj, zawsze badź sobą, chyba, że możesz być Batmanem :D

    My póki co siedzimy jak na szpilkach. W poniedziałek oddałam 7 jajeczek. Jutro ma dzwonić embriolog, w czwartek przy dobrych wiatrach będzie transfer. Bardzo się boję. Zmieniliśmy lekarza, klinikę i teraz jest zupełnie inaczej. Inne leki, inna stymulacja. A i powiedzieliśmy wszystkim w rodzinie. Myślę, że takie przełamanie lodów, odciąży mnie psychicznie. Teraz już nikt nie będzie się dopytywał i domyślał co się dzieje. Wierzę, że w końcu nam się uda :)

  15. ~Uczuciowa pisze:

    Ja podobnie, jak Niebieska nie pomyślałabym, że w tym ćwiczeniu chodzi o nie ukrywanie adopcji. W dzisiejszych czasach wydaje mi się to niemal niemożliwe, zarówno z powodu rosnącej świadomości społecznej w temacie, jak i przez informacje, które potrafią przemieszczać się z prędkością błyskawicy w najodleglejsze zakątki. Stąd uznałam to za oczywistość. Choć nie raz już przecież doświadczyłam sytuacji, że oczywiste (dla mnie) oczywistości, wcale takimi nie były dla innych.

    Pomyślałam natomiast o trochę innym wymiarze. O tych wszystkich wspomnieniach, których dziecko nie będzie miało szansy stworzyć. O wujku Tadku, po którym ma bujną czuprynę, a który na wszystkich rodzinnych spotkaniach opowiadał sprośne żarty o sąsiadce Teresce. O cioci Kazi, która lubiła wpadać bez zapowiedzi i przesiadywała godzinami objadając domową lodówkę. O pradziadku Wieśku, który zawsze miał kieszeń pełną cukierków i uśmiech nie schodził mu z twarzy, choć w czasie wojny trzy razy spalili mu dom. Wiadomo, że takich wspomnień nie da się dziecku odtworzyć i chyba też nie o to tu chodzi. Mam wrażenie, że bardziej o to by zrozumieć, jakie emocje mogą targać kimś, kto czuje, że tego typu korzeni został pozbawiony. Zaakceptować, że one mogą się pojawić i przygotować na to, jak pomóc dziecku poradzić sobie z tymi trudnymi doznaniami.

  16. ~Mimami pisze:

    Czy ktoś wie dlaczego Wężon milczy? :-(

    • ~martucha pisze:

      Wężon nam się dziś tu objawiła w komentarzach. W końcu :-)
      Ale o sobie ani mru mru od jakiegoś czasu i też mnie to martwi…

    • ~Wężon pisze:

      Dziewczyny wszystko mniej więcej OK. :)
      Pod poprzednim postem też byłam.
      Dzisiaj kolejna wizyta, to zdam relację zbiorczą.

      Mimami co u małej Mi? Rozwija się prawidłowo? Chodzicie na jakieś rehabilitacje?

      • ~niebieska pisze:

        Czekam na rozwinięcie tego „mniej więcej OK”, bo dużo sobie wyobrażam.

      • ~Mimami pisze:

        Rehabilitantka była u nas w styczniu i nie było wskazań do ćwiczeń. Miała przyjść w ubiegłym tygodniu ale wylądowałyśmy w poniedziałek w szpitalu z zapaleniem oskrzeli. A w piątek mój synuś wylądował w drugim szpitalu z ciężkim zapaleniem płuc. My już wyszłyśmy, a Panowie dalej są w szpitalu i jakoś nie prędko wyjdą bo stan jest poważny :-(

        • ~Wężon pisze:

          Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
          U dzieci leżących te wszystkie choroby płuc przebiegają poważnie. :(
          Laura wylądowała w szpitalu z obustronnym zapaleniem płuc, z wodą w płucach, jak miała 1,5 roku. Rozwinęło jej się w dwa dni. W szpitali byliśmy od niedzieli do piątku. Pierwsze dwa dni prawie ciągle spała, a potem była wulkanem energii.

        • ~pati pisze:

          Mimami o matko a sie narobiło życze szybkiego powrotu do zdowka :*

  17. ~Wężon pisze:

    Niebieska, a u Ciebie jak? Już żadnych krwawych strachów nie ma? Kiedy oficjalne podglądanie?

    Mariah, transfer doszedł do skutku?

    Gajeczko, co u Ciebie?

    • ~gaja pisze:

      Mniej więcej , to co u Ciebie ;) CZEKAMY…
      Mam zamrożonych 9 oocytów.
      za 3 tyg. wizyta u immunologa, zobaczymy, czy skieruje na dodatkowe badania, czy (oby!) da tylko wytyczne i w końcu przystąpię do cyklu właściwego.
      Dłuży się, ale i tak chwilowo czekamy na lepsze wyniki nasienia. M już zdrowy, mam nadzieję, że i tu będzie lepiej. Mam nadzieję, że zdążę z transferem przed 40stką ;)

    • ~niebieska pisze:

      Strachów nie ma, bo znam źródło. Czasami poplamię, ale wiem, że to z krwiaka, taki celebrycki los. Wizyta w poniedziałek, ale zakładam, że potomkowi jest u mnie bardzo dobrze, bo mi jest bardzo niedobrze :)

    • ~Mariah pisze:

      Tak odbył się w zeszły poniedziałek, miło że pamiętasz.
      Dziś testowanie. Test domowy negatywny, czekam jeszcze na wynik z krwi ale bez złudzeń. 4 porażka i brak pomysłu dlaczego :(

      • ~Wężon pisze:

        I co, rzeczywiście się nie udało?
        Masz jeszcze zarodki?

      • ~Mariah pisze:

        Już potwierdzone, beta nie drgnęła. Mamy jeszcze 6 zarodków. Teraz spróbujemy w cyklu naturalnym. Mam brać tylko kwas foliowy i zgłosić się na wizytę monitoringową 24 marca. Może uda się kolejny transfer na przełomie marca/kwietnia.
        Warto robić testy owulacyjne dla dodatkowej kontroli?

        Zastanawia mnie jeszcze jedno, czy jakiś taki wewnętrznie siedzący we mnie stres wynikający z opieki nad chorą córeczką może wpływać na powodzenie transferu? Ogólnie po zimie nastrój mam dobry. Po transferze mąż miał 3 dni wolne i odciążał mnie we wszystkim ale jednak w nocy śpimy na ciągłym czuwaniu przy Małej. Ale przecież chyba każda ze starających się po transferze mimo wszystko czuje stres, a jednak się udaje. Powinnam brać coś na uspokojenie? Czy już wariuję i za dużo myślę? eh eh

        • ~Wężon pisze:

          Mariah, pewnie, stres może mieć wpływ, a może nie mieć. Jak się ma udać, to się uda.
          Widziałam wiele historii, że udało się właśnie podczas problemów – ciężkiego remontu, śmierci kogoś z rodziny, ciężkiej choroby. Stres odwraca uwagę i paradoksalnie wyluzowuje.

          Ale dziwne, że 4 przebadane, zdrowe zarodki, dziecko już masz, wszystko niby OK, a ciąża się nie pojawia.
          Takie skomplikowane te nasze organizmy.

        • ~Mariah pisze:

          Zarodki w sumie badane tylko na naszą chorobę. Nie były sprawdzane chromosomowo. No ale miałam podawane naprawdę ładne blastocysty. 2 zarodki podać się boje, po pierwsze jestem po cesarce, a po drugie bałabym się ryzykować ciążą bliźniaczą przy wymagającej opiece nad Małą. Wkurzające są te porażki, tym bardziej, że przed pierwszym podejściem lekarz powiedział, że z naszymi warunkami daje nam 80% szans na sukces. Chyba więcej tak nikomu nie powie :P

          A podróż samochodem godzinę po transferze z Warszawy do Łodzi? Oczywiście jako pasażer. Może szkodzić?

          • ~ob pisze:

            Wiesz, tak jak pisze Wężon: jak się ma udać to się uda :)
            Ja po transferze prowadziłam samochód ponad 5 godzin i się udało :) A jak leżałam na poduszkach to dupa ;)

          • ~Sza pisze:

            Hej :) mało sie ostatnio udzielam,ale akurat tu moge podzielić sie moim doświadczeniem.
            Mariah ja mam stwierdzona nerwice lękowà,do tego stopnia ze „bałam”sie jezdzic autobusami.
            Brałam leki,ale pozniej sama je odstawilam bo uznałam ze juz mi przeszło,ale niestety wszystko wróciło. Nie poszłam juz po kolejna receptę bo zaczęliśmy „przygodę” z in vitro i bałam sie ze któryś z lekarzy mi zabroni sie teraz starać o dziecko…
            Pierwsza stymulacja,pierwszy transfer i sie udało!
            Aktualnie 26 tydzien. Po nerwicy ani śladu.
            Wiec mysle ze stres nie jest tutaj przyczyna.
            Trzymam mocno kciuki za kolejny raz! ;)

          • ~Mariah pisze:

            Dziewczyny bardzo Wam wszystkim dziękuję! Uspokoiłyście mnie :) Po porażkach nie trudno szukać winy w sobie i zastanawiać się co mogłam zrobić lepiej. Ale chyba to nie ma po prostu sensu.
            Wiem, że ciąża mając chore dziecko nie będzie łatwa, ale mam za sobą grono osób gotowych mi pomagać, a przede wszystkim wsparcie męża. Nie mamy wątpliwości że jesteśmy gotowi, nie ma na co czekać i chcemy walczyć dalej.

            • ~pati pisze:

              Mariah dobrze ze nie szukasz winy w sobie :) ja jestem mistrzynią tego typu rzeczy już był etap ze cale zło swiata to moja wina :) Jeszcze masz armie mrozaków i kochającego męża i grono osob do pomocy to teraz zostaje tylko czekać na ten wlasciwy zarodek i cykl :)

        • ~Atagad pisze:

          Mariah, tak naprawdę jeszcze nikt nie udowodnił czy stres szkodzi czy nie i czy ma wpływ na zajście w ciąże. Moja lekarka mówiła że ona uważa że szkodzi stres związany ze staraniami ale dowodów nie ma. Ja w czasie leczenia niepłodności miałam sytuacje mocno stresujące i nie zaszłam od tego w ciąże. Ale ja miałam zakodowane w umyślę że jeśli jestem totalnie wykończona fizycznie i totalnie zestresowana to nie dam rady jeszcze być w ciąży. To było moje przekonanie i w to wierzyłam. Na transfery brałam zwolnienie i starałam się przynajmniej być w dobrej kondycji fizycznej tzn wysypiać się i chodzić na spacery. Odcięłam się tez od toksycznych osób. Myślę że wczuj się w siebie i zastanów się czy jesteś gotowa teraz i w tym momencie na ciąże. Ja podświadomie wiedziałam że jak mam mega stres i totalnie jestem wypruta to będzie mi ciężko jeszcze być w ciąży. Ale podejmowałam próby bo czas uciekał a nie wiedziałam kiedy sytuacja się unormuje. Każdy jest inny i ma inną wytrzymałość fizyczna i psychiczną. Jeśli czułabyś się lepiej biorąc coś na uspokojenie to zapytaj ginekologa czy możesz coś brać .

        • ~niebieska pisze:

          Mariah, zarodki implantują się lub nie bez względu na to co myślimy i robimy. Tak samo jak przy ciążach naturalnych, inaczej ludzkość by wyginęła, bo wojna, bo głód, bo zimno. U mnie w klinice każą po transferze leżeć 24 h, to leżę, ale wcale nie uważam, że to ma jakiś większy wpływ. Ostatecznie transfery in vitro zawsze okupione są stresem, wieloletnia niepłodność, wielokrotne próby, seria porażek, a jednak się udają.
          Ja Ci radzę słuchać intuicji. Jeśli poczujesz, że potrzebujesz przerwy, chcesz coś zmienić, odpocząć, poczekać – zrób to. Polecam też cykl naturalny, ja na sztucznym byłam hormonalnym kłębkiem nerwów, zarodkowi pewnie było wszystko jedno czy wgryza się w naturalne czy syntetyczne endometrium, ale dla mnie to było ważne. Nie robiłam testów, badanie estradiolu i monitoring wystarczyły.
          A jeszcze a propos jakości zarodków, mój jedyny A nawet nie drgnął betą, B został z nami kilka dni, a C inkubuje, więc nie martw się, jeśli kolejne blastocysty nie będą według embriologów aż takie ładne, to nie ma większego znaczenia. Gdzieś wśród tych pozostałych zarodków jest Twoje drugie dziecko. A może i kolejne :)

  18. ~Anett pisze:

    Dziewczyny w tym wyjatkowym dniu życzę Wam i sobie, żebyśmy były dokładnie takie jakie chcemy być.
    Wolne, zdrowe, bezpieczne i dobre dla siebie nawzajem.
    Bez względu na to ile mamy lat, dni czy centymetrów.

  19. ~Atagad pisze:

    A mnie ruszyło coś zupełnie innego .A co jeśli człowiek wychowany w rodzinie biologicznej nie ma fajnych wspomnień ze swojego dzieciństwa i młodości. Zazdroszczę Tobie Iza i innym uczestnikom że mieli takie wspaniałe wspomnienia i takie szczęśliwe dzieciństwa. Ja bym chciała aby ktoś podarł moje wspomnienia bo ciągną się za mną jak kamienie i wcale nie chcą odejść. W adopcji nigdy nie przerażały mnie rany psychiczne dziecka tylko biologiczne ułomności, choroby psychiczne itd coś co nie da się uleczyć. Znam wiele osób które miały ciężkie dzieciństwa. Mam znajomą która nie pamiętała aby matka kiedykolwiek wzięła ją na kolana. Inny znajomy miał ojca który stosował przemoc fizyczną w domu itd. Czy naprawdę tylko dzieci adopcyjne mają takie wspomnienia? Czy każdy kilkulatek z rodziny biologicznej jest lepszy od kilkulatka z domu dziecka?

    • ~olga82 pisze:

      Atagad, też miałam podobną myśl dotyczącą wspomnień… Apropos chorób psychicznych dzieci adoptowanych, to pracuję 7 rok (teraz aktualnie w stanie „spoczynku”) w oddziale psychiatrycznym zamkniętym, oddziale dziennym psychiatrycznym i poradni zdrowia psychicznego i przyznam ci się, że tylko jeden pacjent (na kilkuset), był dzieckiem adoptowanym (jego rodzina mimo jego choroby kochała go i żyli wspólnie)…

      • ~Wężon pisze:

        Olga, a pacjenci, ich rodzina musi mówić, że w rodzinie była adopcja? Jestem ciekawa na ile wiarygodne są te Twoje obserwacje.
        A jeśli ktoś ukrywa adopcję? Musi lekarzowi powiedzieć? Powinien, ale wyegzekwować się tego chyba nie da?

      • ~Wężon pisze:

        A i druga rzecz, jeśli dziecko pochodzi np. ze zdrady, to też może mieć znaczenie, że ojciec nie jest ojcem, a takich rzeczy matki nie mówią. Czy jednak zwierzają się lekarzom?

        Moja koleżanka miała pacjentkę wreszcie w donoszonej 8 ciąży, po 7 poronieniach. Wszyscy byli ciekawi, co zrobiła, że wreszcie sukces. Wiecie, szczepionki, suplementy itd. Odparła, że po prostu zmieniła ojca, ale mąż tak się cieszy, że wreszcie zostanie tatą, że nie będzie wyprowadzać go z błędu.

        • ~olga82 pisze:

          Wężon, przy przyjęciu na oddział psychiatryczny zamknięty często nie ma możliwości zebrać obiektywnego wywiadu ze względu na stan pacjenta, lub nieobecność kogoś z rodziny wywiad jest po prostu jednostronny… lekarz prowadzący, lub psycholog stara się potem uzyskać jak najwięcej informacji, M.in. O czynnikach biologicznych(porod, choroby, itd)… Nie zakładamy, że ludzie kłamią(jak dr.House;), ale zdarza się. Rodzina jest raczej zdeterminowana, by udzielić wiarygodnych informacji, bo niepokoją się. Bywają też systemy rodzinne patologiczne i pokręcone, ale to często czuć, albo wychodzi w praniu. .. Ludzie zwierzją się ze swoich relacji uczciwych, historii związków, kto kogo zdradził ( o pochodzeniu dzieci ze zdrady to nie słyszałam)…także raczej tu jest dobrowolności. Jeśli ktoś ufa lekarzowi, martwi się o bliską osobę, to mówi ważne rzeczy.

  20. ~Wężon pisze:

    To jestem. Mniej więcej OK, czyli pół dupy. ;)
    Cykl mnie zaskoczył, bo tak jak poprzedni wlekł się niemiłosiernie, tak ten rozpoczął się znienacka w 21 dc.
    W zeszłym tygodniu na piątkowym podglądzie było 5 mm (lekarz od komórek widział 7,5 mm) i żadnego dominującego pęcherzyka. W poniedziałek endo miało 6 mm i jeden z pęcherzyków wyglądał, jakby chciał wyjść na prowadzenie.
    Dzisiaj endo miało 7 mm, ale największy pęcherzyk 10 mm.
    Albo to taki znowu przeciągnięty cykl, bo to już 18 dc, albo nic z tego w tym miesiącu.
    W piątek ostatnia szansa.

    Ja się w sumie nie dziwię, że mój cykl po tych łyżeczkowaniach, skracaniach i wydłużaniach nie jest właściwy od razu.
    I z jednej strony OK, że endo daje radę, bez owulacji nigdy więcej niż 5 mm nie było, ale z drugiej żal, że uparł się na naturalny. Miesiąc w plecy. A w kwietniu urlop i nie wiem czy nie będzie kolidował.

    I tak to mniej więcej OK, czyli dalej czekanie.

    • ~olga82 pisze:

      Wężon, to teraz czekasz na piątek i ewentualnie crio? Na wakacje świąteczne jedziecie? Leczenie komórkami uznali za udane? Będziesz jeszcze z tego korzystać?

      • ~Wężon pisze:

        Olga, jutro decyzja, czy liczymy jeszcze na ten cykl, czy jak zwykle w następnym. Ale następny będzie na estrofemie.

        Jedziemy tak, że akurat na same święta wracamy. Ale łapiemy dwa wolne dni w szkole, tak żeby Laura jak najmniej straciła.

        Uznali za udane, może za jakiś czas będą sprawdzać, na jak długo to starcza. I nie jest przewidywana powtórna kuracja. Może będzie można to sobie za jakiś czas zrobić jako opcję leczenia, ale sam preparat z komórek kosztuje komercyjnie ok. 10 tysięcy.

  21. ~samosiejka86 pisze:

    Weszłam na pudelka ( wiem, wiem o zgrozo …że tak same plotki, gołe tyłki itp.) ale piszą tam o dofinansowaniu w Wwaie do in vitro… Ktoś coś słyszał? Może jest jakaś nadzieja..ps. Wszystkiego Naj…. dla Was Kobietki :)

  22. ~misscarp pisze:

    Daje do myślenia..
    Lubię takie obrazowe przekazywanie informacji. Mocno we mnie osiada.

  23. ~Wężon pisze:

    Psuja, kciuki za transfer. :) Odezwij się.

    Franczeska, naprawdę tak grzecznie czekasz do bety?

    • ~Franczeska pisze:

      Wezon,

      Znalazlam w sobie niebywale poklady cierpliwosci…… a moze po porstu boje sie porazki i wole ja odwlec jak najdalej w czasie……

      Ja robie bete w klinicie i mam ja zrobic w poniedzialek, czyli 14 dni po transferze 3-dniowych zarodkow.
      Wczesniej musialabym zrobic w piatek czyli 11 dnia i lekarz pewnie nie zgodzi sie na to

      Poza tym postanowilam wyjechac z kolezanka na weekend :-)
      Wybywamy w piatek i wracamy w poniedzialek w nocy, takze na bete pojde dopiero we wtorek, a ostatnie dni oczekiwania spedze daleko od domu i nie bedzie czasu na myslenie ;-)

      • ~Wężon pisze:

        To miłego wyjazdu i dobrej wiadomości po powrocie. :)

        A się jakoś czujesz (tzn. na tak, czy na nie), czy nie masz przeczuć?

        No i wiesz, beta betą, a test można zrobić zawsze i wszędzie. ;)

    • ~pati pisze:

      Ło matko grube to, laparoskopia laparoskopia pogania wrrr ale skoro dziala to czemu nie juz bardziej jakos to mi przypada do gustu niz to katolickie ivf pobrac komorke zaplodnic wlozyc wyjac podac znow…

  24. ~Alice2015 pisze:

    Cześć Dziewczyny.
    Mam do oddania luteinę dopochwową 200 mg 30 tabl. z terminem przydatności do końca marca 2017 r. więc krótki i cyclodynon 30 tabl. z terminem przydatności do końca czerwca 2017. Odbiór w Warszawie.
    Kiedyś, tj. w październiku 2015 r. pisałam parę razy na gościnnym blogu Izy. Byłam wtedy przed transferem jedynego zamrożonego zarodka, którego mieliśmy z pierwszej procedury. Nastrój miałam fatalny załamana niepowodzeniem po świeżym transferze miesiąc wcześniej. Nie wierzyłam, że się uda i już snułam plany co po kolejnej porażce. Tymczasem mój jedyny siłacz został ze mną i właśnie patrzy na mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczami mówiąc, jeszcze nieświadomie, mama mama i zrzucając z krzesełka wszystko co ma pod ręką :-) Mój syn ma dziś 8,5 miesiąca i jest moim największym szczęściem i sukcesem. Izo, dziękuję Ci za ten blog. Czytałam go codziennie od czasu transferu, przez czas oczekiwania na betę, potem na kolejne usg i cały czas od kiedy mój syn jest już na świecie. I pewnie czytać będę dalej bo się uzależniłam ;-)

    • ~Wężon pisze:

      Alice2015 mam Cię wpisaną na moją kartkę, ale tylko z informacją, że podchodzisz do drugiego transferu. Nie odezwałaś się ani z datą, ani z wynikiem transferu. Cieszę się, że się udał.

      Dla kronikarskiego porządku podaj proszę kiedy był transfer i kiedy urodził się syn. :)

    • ~pati pisze:

      Wężon kiedyś te kroniki twoje to opublikujemy :)

      Alice2015 ciesz sie i raduj swoim wielkim małym rozrabiaką :) Dajesz nadzieje każdej z nas :) a blog Izy faktycznie jak narkotyk ;)

      • ~Alice2015 pisze:

        Pati, swego czasu sama szukałam nadziei i znalazłam ją tu, na blogu Izy. Mimo, że z perspektywy czasu oceniam, że moja droga do dziecka była krótka, to niepowodzenie i zawiedzione nadzieje bolą zawsze tak samo. Po tym udanym transferze, który przecież skazywałam na porażkę w imię statystyk (no bo jak to, ostatnia szansa, ostatni zarodek i ma się udać?) okazało się, że może się udać, niezależnie od nastawienia, braku wiary w sukces czy stanu ducha.

      • krotki.blog pisze:

        Oj tam zaraz blog – narkotyk. To Wy dajecie czadu :) Non stop :)

    • krotki.blog pisze:

      Alice2015, wzrusza mnie to co piszesz. Wzrusza mnie Twój niebieskooki cud. Czasem ktoś tu pojawia sie i znika bez słowa, nie wiadomo, co się stało. Dziękuję , że wróciłaś z takimi dobrymi wieściami :)

  25. ~Aga M pisze:

    My już po wizycie. Lekarz stwierdził, ze moje badania są bardzo dobrze i po badaniu zlecił mi tylko badanie kariotypów. Mężowi też. Z tym ze M jeszcze masę innych. 24 marca mamy umówioną wizytę w I u androloga i będziemy decydować co dalej.
    Nie zdawałam sobie sprawy z tego ile to wszystko kosztuje (finansowo). Masakra. Na szczęście nas na to stać. Jasne, że miałabym na co wydać – ale nie muszę się zapożyczać czy szczególnie z czegoś rezygnować. A nas rząd zamiast wspierać jeszcze rzuca kłody pod nogi. Wściekła na to jestem ehhh
    I jeszcze przeraziła mnie ilość pacjentów. Byliśmy tam dziś kilka godzin i na prawdę bardzo dużo ludzi.

    • ~LILOĄ pisze:

      Aga,
      Wizyta u androloga czyli dr. Ł ? Jak dla mnie ta wizyta to była strata czasu i pieniędzy przede wszystkim. Nic więcej się nie dowiedzieliśmy a badania, które proponował wcześniej zlecił ktoś inny.
      A czy dobrze pamiętam, że Ty miałaś to wysokie TSH ? A co Dr. na to?

      • ~Aga M pisze:

        Tak dr Ł. LILOĄ zmartwilas mnie. Najbardziej szkoda mi czasu. czyli na zadne badania już sie nie zgodzę. Tsh mam niskie tetaz. Wysokie AMH.

        • ~LILOĄ pisze:

          Przykro mi takie były nasze odczucia po wizycie, która nic nowego nie wniosła. Może w Waszym przypadku będzie inaczej? Oby tak było.

  26. ~Wężon pisze:

    Psuja, jak wczoraj było? Inkubujesz? Nie odezwałaś się.

  27. ~Wężon pisze:

    Jestem po wizycie. U mnie to co zwykle: w następnym cyklu.

    • ~niebieska pisze:

      No żesz… liczyłam na tego 10milimetrowego. Ale przynajmniej endo papuśne?

      • ~Wężon pisze:

        10 milimetrowy taki pozostał, endo też – koło 7 mm. Czy efektu wow nie ma, ale do transferu się nadaje no i na całości jest ładniejsze.

  28. ~paradise pisze:

    Faktycznie daje do myślenia …
    Dzieci z domów dziecka też przecież mają wspomnienia, niekoniecznie dobre, ale nie można im kazać zapomnieć o nich :(

  29. ~IzabelaUK pisze:

    W dniu wczorajszym bylam na pierwszym podgladzie po 14 dniach brania decapeptylu. Wyszedl za wysoki estradiol. Lekarz myslal ze to torbiel mi sie jakas zrobila ale po badadaniu wyszlo ze to tylko jajeczka. Zaczelam dzisiaj menopur w dawce 150 i nastepna wizyta 17 marca, bo tak wlasnie bedziemy w plsce. Strasznie sie denerwuje. Czy ktoras z was miala za wysoki estradiol podczas stymulacji? Czy jest jeszcze dla nas szansa?

    • ~ana86 pisze:

      Ja zawsze mialam wysoki albo za wysoki. Moze to powodowac ze nie zrobia transferu w cyklu ze stymulacja tylko w kolejnym. I na hiperke musisz uwazac. U mnie wiazalo sie to z pcos bo te obecne stale tlo pecherzykow podbijalo estradiol. Nie martw sie na zapas, bedzie dobrze, powodzenia :)

  30. ~Eewa pisze:

    Długo się nie odzywałam, ale jestem tu prawie codziennie:) Dzisiaj spieszę donieść o moim cudzie, który urodził się 03,03. Aleksander jest największym naszym szczęściem, tego się nie da opisać słowami. Od momentu wzięcia go w ramiona czas przed jego narodzinami tak jakby przestał istnieć. Dla nas rozpoczęła się nowa epoka.
    Z całego serca życzę wszystkim udanych transferów i adopcji. Kibicuję i trzymam kciuki.

  31. ~IzabelaUK pisze:

    Gratulacje Eewa, witamy malego Aleksandra. Duzo zdrowka zycze :*

    • ~Wężon pisze:

      Jak tam Izabela stymulacja? Co z tym estradiolem?

      • ~IzabelaUK pisze:

        Wezonku, narazie czekam na kolejna wizyte w piatek. Zaczlam juz menopur no i zobaczymy co z tego bedzie. Wyglada na to ze nie bardzo sie wyciszyly jajniki. Mam nadzieje ze wszystko sie jakos unormuje. Trzymam kciuki za Ciebie kochana.

  32. ~Wężon pisze:

    Psuja, czemu się nie odzywasz? Mam nadzieję, że transfer się odbył?

    MM Ty się szykujesz do kolejnej procedury, że Ci Fraxiparine potrzebne?

    W tym tygodniu nie ma żadnych punkcji i transferów, czy któraś się ukrywa?

    Malibuuu kiedy przyjeżdżasz na USG?

    Niebieska, o której dzisiaj badanie?

    • ~niebieska pisze:

      W samo południe…

    • ~MM pisze:

      Witam z krzaków wywołana przez Wężona (Dziewczyno powinnaś być detektywem:))
      W skrócie: planowałam wybrać sie do Lublina żeby udrożnić jajowody. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw zrezygnowałam. Przenieśliśmy się do Bociana i podeszliśmy do kolejnej procedury.
      Transfer miałam 16 stycznia-udany :) leci nam 10 tc. Lekarz zalecił mi przyjmowanie clexane i stad moje zainteresowanie fraxiparine.
      Możesz zaktualizować moj status na Twojej liście. Wciąż mam pietra i boje się powtórki z zeszłego roku. Ale na razie jest Ok i tego sie trzymam.

      • ~Wężon pisze:

        Gratulacje i klaps za ukrywanie szczęśliwej nowiny. :)
        Trzymam kciuki, żeby ta ciąża zakończyła się szczęśliwym porodem.

        Dla porządku: to była Twoja 3 stymulacja i 7 transfer? Masz jakieś mrozaki z tego podejścia?

        Mam zaznaczone, że poronienie w 10 tc było z 3 transferu. To było na początku 2016? Z pierwszej, czy już drugiej stymulacji?

      • ~martucha pisze:

        MM – takie tajemnice to ja lubię :)

  33. ~MM pisze:

    Dzięki za wyrozumiałość :) nie powiedzieliśmy jeszcze nawet nikomu z rodziny ani najbliższego otoczenia. Taka trauma. Może niepotrzebnie?

    3 stymulacja i 7 transfer. Mieliśmy 4 zarodki, dwa transferowane ( został z nami jeden) zamrożone 2.
    Poronienie marzec 2016, 2 stymulacja, 4 transfer.

  34. ~Psuja pisze:

    Cześć dziewczyny,
    przepraszam, że się nie odzywałam ale na trzy dni dostałam zakaz jakiegokolwiek ruszania się. W czwartek był transfer dwóch zarodków. Zażyczyłam sobie parkę :) Wczoraj dostałam telefon od embriologa, że trzeci jednak się nie rozwinął, czyli nie mamy nic do mrożenia. W przeciwieństwie do poprzedniej kliniki, w tej nie ma żadnych weryfikacji, dopiero test za dwa tygodnie od transferu. Teraz odpoczywam się na L4 i czekam co będzie. Dziękuję za wszystkie kciuki :)

    Chciałabym podzielić się z Wami spostrzeżeniami, co zostało zrobione inaczej. Przede wszystkim zastrzyki clexana, o których nikt wcześniej nawet nam nie wspominał, w tej klinice są standardem. Podczas transferu, embriolog sprawdza rurkę, czy zarodki na pewno zostało podane. To był dla mnie szok, ponieważ wcześniej nikt tego nie robił. Co się okazało – zarodki nie wydostały się za pierwszym razem. Transfer musiałam powtórzyć. Wtedy zaczęłam się zastanawiać czy przez pierwsze trzy razy aby na pewno zarodki zostały wprowadzone…. Kolejny szok: po wprowadzeniu zarodków, lekarz wykonał USG by sprawdzić czy na pewno i gdzie one się znajdują. Kolejna różnica: po transferze leżałam na fotelu, później jeszcze trzy godziny w klinice. Dopiero wtedy pozwolono nam wyjść.

    Jesteśmy dobrej myśli, z niecierpliwością i strachem czekamy na test :)

    • ~Wężon pisze:

      Trzymam kciuki. :)

      Czemu trzy dni się miałaś nie ruszać? O takim zaleceniu jeszcze nie słyszałam.

      U mnie z fotela schodzi się od razu po transferze, pół godziny odpoczynku na sali i już można szaleć.

      • ~Psuja pisze:

        Nie wiem, kazali leżeć i odpoczywać. Po tylu nieudanych próbach, zaczęliśmy dmuchać na zimne. Skoro oni są tacy ostrożni, to stwierdziłam, że też się poświecę :) Zresztą lekarz u którego leczyliśmy się wcześniej, też mówił, że leżeć i wstawać ewentualnie do wc.

        • ~Malibuuu pisze:

          Może to bardziej placebo z tym lezeniem. Ja przy udanym transferze coprawda na fotelu ginekologicznym siedzialam jeszcze 20 min a potem w taxi na zakupy apteka i kaufland, potem taxi do hotelu nocleg a na następny dzień pociąg 200 km i wizyta u brata na ciasto. Poprzednio też podrozowalam i potem lezalam plackiem i się nie udało a to był mój 7 transfer. Trzymam kciuki

        • ~martucha pisze:

          Psuja – kciuki za Twoją parkę!

    • ~iza krotki blog pisze:

      Psuja , to i ja się podzielę.
      Miałam 9 transferów i za każdym razem sprawdzano pod mikroskopem cewnik (rurkę), czy nie został zarodek.
      I przyznam, że sądziłam, że to taki gest pod publiczkę, dekoracja, żeby pacjent poczuł się zaopiekowany i tylko tyle.
      Nie sądziłam, że naprawdę zostaje im zarodek w rurce…
      Co za szczęście, że sprawdzili…
      Jednocześnie – wiem, ze to mało pomoże, ale nie martw się, bo to się chyba skrajnie rzadko zdarza. Ja pierwsze słyszę….

      • ~Wężon pisze:

        Zresztą patrzą na USG i niby widzisz, gdzie ten zarodek ląduje. To chyba widzą, że nie wpłynął do macicy?

        • ~ob pisze:

          Na usg nie widać samego zarodka tylko płyn w którym on pływa :) Akurat ta procedura jest pod publiczkę ;) Zarodek jest tak mały, że go widać tylko pod mikroskopem :)

    • ~Lidka pisze:

      U nas też sprawdzili czy nie zostały. Powiedzieli, że to się bardzo rzadko zdarza, ale zawsze sprawdzają. Po transferze kazali leżeć z godzinę jak nam się nie spieszy, przynieśli kawę i czekoladki ;-). Na potem nie było żadnych szczególnych zaleceń, tylko, żeby się bardzo nie przemęczać, więc na drugi dzień poszłam do pracy.
      Psuja, powodzenia, niech zostaną z Tobą na pozostałe 38 tygodni :-).

      • ~Wężon pisze:

        Lidka, a jak Twój lokator?

        • ~Lidka pisze:

          Dzięki Wężon za pamięć.
          Lokatorka ;-) ma się jak na razie dobrze. Zaczęliśmy drugi trymestr. Minęło mi nieustanne zmęczenie i mam teraz mnóstwo energii. Od czasu do czadu brzuch pobolewa, ale to pewnie dlatego, że Mała się rozpycha ;-). Po badaniach prenatalnych z I trymestru odetchnęliśmy z ulgą i teraz staramy się po prostu cieszyć. Nawet odważyłam się, żeby zacząć zastanawiać się na wyprawką, o czym wcześniej myślałam, że dopiero w ostatnim miesiącu zrobię ;-).

          • ~Atagad pisze:

            Lidka, lepiej nie zostawiać wyprawki na sam koniec bo w 3 trymestrze może być ciężko biegać po sklepach bo brzuszek potrafi już nieźle ciążyć.
            A naprawdę duuużo rzeczy potrzebuje taki mały człowiek. Nie musisz kupować ale wybierz rzeczy które chciałabyś mieć a potem jak już uznasz że już czas po prostu pozamawiasz. Jeszcze trzeba wszystko poprać , poukładać a prania jest duuużo bo i ubranka, pościel i pieluchy.

  35. ~Malibuuu pisze:

    Wężon powinni cie zatrudnić w FBI :) Ja mam wizyte 6 kwietnia (połówkowe) w D. Clinic w Wawie, więc zlatuje do Polski 30 Marca i zostaje do porodu. Byłam dwa tygodniu temu u dr w Hurghadzie chciałam by mąż poznał córkę ha ha mała urosła i fikała bo mam jej zdjęcie do góry nogami, a potem widziałam jak mnie okłada kopniakami. Mam się zgłosić do tej samej 18 marca by zobaczyć ja w 4d :) mąż nadal mam nadzieję że bedzie siusiak. Co do tego mojego wysokiego prawdopodobieństwa wystąpienia ciśnienia wewnatrzmacicznego okazuje się że. Acard dziala, bo wygląda to całkiem ładnie dużo płynu w kolo dziecka i przepływy ok, nie znalazla nic do czego można się by było przyczepić. Czasami mnie coś zaswędzi na brzuchu coś zaboli w dole. Mam nadzieję że to już ruchy Maryski. Mam cukier w górnej grnicy więc przeszlam na tryb zero słodyczy :( 3 dzień i zaliczone 2 fochu z mężem. Dodatkowo drętwieja mi dłonie w nocy i dopiero od kilku dni znalazłam poduszke która pozwala mi w miarę dobrze spać. Ohhh zdalam relacje :) pozatym miałam już wyluzowac a codziennie gadam do brzucha i pytam czy tam jeszcze jest :)

    • ~Wężon pisze:

      Dziękuję za relację. :) Czemu zostajesz do porodu? Miałaś jeszcze wracać do Egiptu. Ale to może i lepiej – może uda się spotkać.

      • ~Malibuuu pisze:

        Zostaje do porodu bo chce być pod okiem dobrego lekarza, mam spore prawdopodobieństwo wystąpienia tego ciśnienia plus porodu przedwczesnego. Dmucham na zimne, a jakby się zdarzyło, że Marysi się będzie spieszyć to chce być w polskim szpitalu z naszym sprzętem i lekarzami. Wiem co się mówi o nfz ale ja im bardziej ufam niż prv e Egipcie. Wiem, że w Egipcie w ciągu roku jest 1 mln urodzeń ale z opowieści wiem że jest ok jak idzie jak po maśle a komplikacje kończą się niekiedy tragiczne.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Brzuszku Malibuuu , ja też bym do Ciebie chętnie powiedziała coś.
      Dzień dobry dziewczynko :) Czeka na Ciebie tutaj bardzo dużo cioć :) Przesyłam pogłaski!

  36. ~Malibuuu pisze:

    Wężon nie pominelas Franczeski? Ona dziś betuje? Jak tak to trzymam kciuki :)

  37. ~niebieska pisze:

    U mnie Dzieciak jak ta lala, dobija do dwóch centymetrów; ja widziałam oczy i uśmiech, ale lekarka mnie zgromiła, że to nie uśmiech, tylko dziury w mózgu… Podobno każdy tak ma w jego wieku, ale mąż z tego wnioskuje, że jednak facet ;)

  38. ~Borówka pisze:

    Dziewczęta i ja się odezwę po dłuższym czasie, milczę, choć poczytuję ;)

    Czy ma któraś z Was zamrożone komórki jajowe albo lepiej ma zarodki/dzieci z mrożonych jajeczek? Kończy mi termin mrożenia (został mi nadmiar po punkcji) i zastanawiam się czy jest sens przedłużać, bo opinie o rozmrażaniu są różne.
    Pozdrawiam z moją 2 miesięczną królewną ❤

    • ~gaja pisze:

      Ja mam 8 sztuk. Na moje obawy lekarka twierdzi, że w chwili obecnej „odmrażalność” komórek jest zbliżona do zarodków. Okaże się, mam nadzieję nie za długo…

    • ~Agac pisze:

      Ja ma 11 komórek i 3 zarodki z mrożonych komórek :) też miałam wątpliwości, ale przy niskim AMH i roszałałej endo cholerze uznałam, że mogę potem żałować jeśli nie zamrożę. No i komfort braku stymulacji jest naprawdę ogromny.

      • ~Wężon pisze:

        Agac, to Ty masz 3 zarodki i jeszcze 11 komórek? Myślałam, że już je rozmroziłaś i zamieniłaś w zarodki, a tu jeszcze zapas?
        Jak Ty to zrobiłaś przy niskim AMH? Z ilu stymulacji – z 3 taki plon?

        • ~Agac pisze:

          Wezon z 3. Tylko pamiętaj ze myśmy tylko 1-2 komórki zapładniali pierwsze 3 razy, wiec duzo zostało. Tym razem rozmrozilismy w sumie 8 (2 sie zdegenerowaly), wiec jeszcze zapasik został ;)

    • ~Wężon pisze:

      Borówka, a ile masz zarodków? Masz jakieś, czy były tylko dwa?
      Ja bym te komórki jeszcze trochę potrzymała. Kiedy zamierzasz starać się o drugie dziecko?

      Jak teraz te komórki i zarodki witryfikują, to przeżywalność jest dużo lepsza. Jak kilka ich jest to warto zainwestować w ich trzymanie.

      Tu się na chwilę pojawiła Haanka, której nie udało się 6 transferów, a 7, pierwszy z zamrożonej komórki, się udał.

      Uściski dla Księżniczki.

      • ~Borówka pisze:

        Wężon zarodków nie mamy żadnych. Po punkcji miałam transfer świeżego (nieudany),a do stadium blastki i mrożenie z pięciu dotrwał jeden i teraz właśnie śpi mi przy piersi ;)
        Chyba tak zrobię i zdecyduję się na mrożenie. O drugim dziecku myślimy. Pewnie za ok. 2 lata będziemy się starać, więc podejrzewam, iż fakt, że komórki były pobrane jak byłam młodsza działa na plus.

  39. ~Wężon pisze:

    Franczeska, mam nadzieję, że weekend był cudowny, a dzisiaj przekażesz nam dobrą nowinę.
    Trzymam kciuki i dawaj znać jak tylko będziesz miała wynik.

  40. ~gaja pisze:

    Wężon , nurtuje mnie pytanie techniczne. Skoro dohodowałaś się ładnego endo, to dlaczego nie włączyli w tym dniu progesteronu i transfer po 3/5 dniach? Jak na sztucznym cyklu? Przecież pęcherzyk nie przeszkadza.

    • ~Wężon pisze:

      Nie wiem Gaja. Nigdy mi lekarz nie mówił o takiej możliwości. Może on tak nie robi. Wiesz, że każdy ma swoje procedury. A może uznał, że nie endo nie jest na tyle piękne, albo może zmniejsza to szanse?
      Mogę go zapytać następnym razem.

  41. ~gaja pisze:

    Może nie robi się takich naturalno-sztucznych cykli, ale ciekawe dlaczego…

    • ~Lena pisze:

      Chociaz juz nie jestem w trybie invitrovym to nadal z Wami jestem i lubie to:)
      gaja u mnie ten ostatni crio cykl mial wlasnie taki byc…ale ja mieszkam w Austrii:)

      • ~Wężon pisze:

        Pamiętam Lena i się dziwiłam, że pęcherzyki rosły mimo estrofemu. Ale ja teraz nie miałam estrofemu, niczego nie brałam.
        A Ty miałaś czekać na owulację, czy nie?

        • ~Lena pisze:

          Wezon…nie, w ogole juz pozniej na jajca nie patrzyl tylko czy endo jest ok:)

          • ~Wężon pisze:

            Ale brałaś estrogeny od początku. Czyli taki bardziej sztuczny cykl.
            A może na zupełnie naturalnym bez owulacji estrogen jest za niski.
            Tak sobie gdybam, ale zapytam na następnej wizycie, jak nie zapomnę.

            • ~niebieska pisze:

              Wężon, nie wiem, czy pamiętasz, ja miałam kończyć cykl na dipherilinie, ale nie chciał się skończyć, więc ostatecznie na tym co było podali mi 13 dni estradiolu i zrobili transfer w 60 dc. Nie badali mi przy tym żadnych hormonów… Chyba co klinika, to pomysł.

              • ~Lena pisze:

                Wezon zaczelam od piatego dnia cyklu i co kilka dni zwiekszana byla dawka… przed planowanym transferem byla juz raczej jak dla konia albo slonia i w planie bylo ze od dnia transferu znowu tylko minimalna. Badania zawsze mialam w normie. Nie wiem czy to decyduje ale lekarz wspominal ze sprobujemy wlasnie tak bo mam cykle jak w szwajcarskim zegarku:) byc moze wlasnie to ma decydujace znaczenie. Jestem ciekawa co powie twoj lekarz.

  42. ~Wężon pisze:

    Franczeska, gdzie jesteś cały dzień? Daj chociaż znać, czy krew oddałaś i czy się nie skusiłaś na test.

  43. ~Franczeska pisze:

    Wężon,
    Jestem, ale nie mam dobrych wieści wiec najpierw musiałam sobie sama popłakać…… :-(
    P.S. Weekend się udał, odpoczęłam i spędziłam fajnie czas, nie było nawet czasu pomysleć o becie……..

  44. ~Franczeska pisze:

    Będę walczyć dalej!!!!!
    Nie mam żadnych mrozakow wiec pewnie kilka miesięcy przerwy i kolejna stymulacja. Mam się umówić do lekarza i pogadamy co tym razem możemy zrobić.

    Na razie czyje się beznadziejnie ale jutro zamierzam być w lepszym humorze ;-)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Franczeska, dzielna z Ciebie babka… Nie musisz na gwizdek tańczyć i śpiewać, daj się trochę posmucić ostatni raz przed wyruszeniem w nową – dobrą – drogę.

    • ~niebieska pisze:

      Franczesko Waleczna! Bardzo mi przykro, że beta znowu nie pozostawiła złudzeń. Mam nadzieję, że lekarz będzie miał jakiś dobry pomysł na przyszłość, będę ściskać kciuki tak mocno, jak się da.

    • ~Psuja pisze:

      Trzymaj się dzielnie! Wsparcia tu Ci na pewno nie zabraknie :)

    • ~MM pisze:

      Franczeska przykro mi bardzo. Walcz Dziewczyno, wiem że to trudne ale nadzieja umiera ostatnia. Mocno trzymam kciuki za powodzenie kolejnego podejścia.

    • ~Lidka pisze:

      Franczeska,
      przykro mi, że tym razem nie wyszło :-(.
      Ale będę zaciskać kciuki, żeby następnym razem się powiodło.
      A tymczasem trzymaj się cieplutko.

    • ~Franczeska pisze:

      Dziewczyny,
      Trzymam sie
      Kazdego dnia wstaje z wieksza ochota do zycia, a juz sie balam, ze w depreche wpadne

      Dziwne tylko, ze dzis juz 19 dzien po transferze, a okresu ani widu ani slychu…. Lekarz kazal zrobic nastepne badanie krwi w klinice i dopiero dzis mi mowi, ze beta teraz wynosi juz tylko 0,1…. i ze byla wyzsza, ale nie na tyle wysoka, zeby to mogla byc ciaza, dlatego kazal odstawic leki itp.
      Nic z tego nie rozumiem, ale polaczenie bylo kiepskie i wcale go nie slyszalam przez telefon.
      Umowilam sie na wizyte juz w przyszlym tygodniu, zeby poznac szczegoly i chyba poprosze go o pisemna informacje na temat dotychczasowego leczenia, bo powaznie rozwazam inna klinike, ale najpierw dam mu szanse wykazac sie jaki mialby dla nas pomysl na kolejna
      Potem wspolnie z M. podejmiemy jakas decyzje.

      jedno jest pewne, jesli moj organizm wroci do

  45. ~Wężon pisze:

    Izabela UK trzymam kciuki za dzisiejszą wizytę. Miej piękne, okrąglutkie pęcherzyki.

    Daj znać po wizycie.

    • ~IzabelaUK pisze:

      Tak wiec, lewy jajnik prawie w ogole nie zareagowal a prawy ma kilka pecherzykow( jeden 20 i reczta jkis mizernoty) Jutro jeszcze raz idziemy na wizyte bo doktorek musi sie upewnic czy poniedzialek czy wtorek punkcja. Za to jedno z czego jestem dumna to endo 10mm w przeciwienstwie do estradiol kurcze 5966 pmol/l. Zobaczymy co to z tego bedzie a za kciuki slicznie dziekuje :*

  46. ~pati pisze:

    Mam pytanie do dziewczyn ktore były na wizycie u genetyka? Na co mam sie przygotować/nastawić? Jeszcze mam sporo czasu do niego ale wolała bym zacząć zgłębiać wiedze tajemną już teraz :) Może jakaś lista badań o co robić maślane oczy? Ide ja i M.

  47. ~martucha pisze:

    Olga i Ania – kciuki za jutrzejsze warsztaty! :)

  48. ~olga82 pisze:

    Martucha, jesteśmy już po. Dziękujemy. Wnioski moje tak na szybko: świetna grupa Dziewczyn i Facetów(2!:), zbyt mało maluśko czasu na grubszą pracę terapeutyczna, ale jest perspektywa na całodniowe warsztaty, będziemy kombinować. Bardzo ważne było dla mnie to dzisiejsze spotkanie, czuje, że chcę tym się zajmować. Mam nadzieję, że ten czas naszego spotkania z Magda Molibdowską, Doktorem, Panią Radną Małgorzatą Jantos i nami będzie owocny dla tych, którzy byli. Mamy wnioski, będziemy pracować nad tym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>