Wymagania OA wobec rodziców adopcyjnych. Zarobki i praca

Każdy ośrodek rządzi się własnymi prawami, więc to nie jest uniwersalny poradnik. Ale może stanowić jakiś punkt odniesienia.

Ośrodki Adopcyjne spotykają się z przyszłymi rodzicami przez bardzo długi czas – rok, czasem dłużej. Poznają te pary, prowadzące osoby wyrabiają sobie osobiste zdanie na ich temat. Na pewno mimo całego profesjonalizmu trudno ustrzec się przed osobistymi sympatiamii i uprzedzeniami. Ale to są sprawy niezmierzalne. Na taką ocenę OA nie mam żadnej rady, poza tą, by być otwartym i szczerym. Ciągnie banałem, jak wszystkie dobre rady, ale to prawda.

Zarobki

Wielokrotnie zastanawialiśmy się, czy istnieje próg finansowy, od którego można… Wiem, że to naiwnie brzmi, ale czasem się człowiek zastanawia, czy jest w stanie dać dziecku wszystko, co potrzebne. O ten próg pytaliśmy kilka razy w ośrodku. Nasz ośrodek nie ustanowił czegoś takiego. Owszem, wpisali nasze prace w dokumenty i poprosili o zaświadczenie o zarobkach, ale nie odnieśli się do tego. Na nasze pytanie, ile powinniśmy zarabiać, odpowiali „tyle, żeby utrzymać dziecko”. Nikt nie powiedział, że musi to być 3 tys. na gospodarstwo domowe albo 8 tys. Ostatecznie o możliwościach rodziny i tak decyduje sąd. Ważniejsze jest dobro dziecka w skromnym domu adopcyjnym niż w wypasionym domu dziecka. To dotyk, czułość, bliskość są bezcenne.

Etat, firma, a może całe dnie wolne?

I to znowu – nasz ośrodek nie ma sztywnych wymogów. Nie żądał od nas obojga, żebyśmy mieli etaty. Jedyne, o co prosił, to żebym przewidziała, że będę musiała zostać na początku z dzieckiem. Pół roku to absolutne minimum. Rok to w sumie też mało, ale wiadomo, że czasem dłużej nie można. Rozumieją. Żeby jednak nie było za słodko, spotkałam się też z sytuacją, gdzie oczekiwano etatu od obojga rodziców. Trudno mi powiedzieć, z czego to wynika. Prawdopodobnie osoba prowadząca parę decyduje raczej na podstawie „wydaje mi się” – a każdy (prowadzący) jest inny.

Opinia

Jest jeszcze jedna kwestia związana z pracą i oczekiwaniem Ośrodka Adopcyjnego. Nie wiem jak inne OA, ale nasz bezwarunkowo wymagał pisemnej opini o nas od pracodawców (a jeśli prowadzisz jednoosobową działalność gospodarczą, np. od klienta). Ja niestety nie mogę powiedzieć pracodawcy o moich planach, więc nie mogę poprosić o opinię. Ale jakimś cudem przewidziałam to wcześniej. Ze starej pracy odeszłam z taką opinią w teczce. Podałam ją w naszym OA. Ma datę o wiele za starą, ale wyjaśniłam, dlaczego nowszej nie będzie. Rozumieją. Przyjęli. Uprzedzili, że co najwyżej sąd decydując o dziecku, poprosi o nową.

Zasiłek macierzyński

Należy się po adopcji tak samo, jak po urodzeniu dziecka. Dniem, od którego przysługuje zasiłek macierzyński, jest orzeczenie sądu o powierzeniu dziecka.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Iza i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

673 odpowiedzi na „Wymagania OA wobec rodziców adopcyjnych. Zarobki i praca

  1. ~En pisze:

    Nieustające kciuki za Waszą drogę ku rodzicielstwu oraz pracę Męża!

  2. ~olga82 pisze:

    Wygląda to całkiem rozsądnie.

  3. ~Elsa pisze:

    Masz rację, że każdy ośrodek jest inny i czasami mają też inne dodatkowe wymagania. U nas dodatkowo było potrzebne zaświadczenie lekarskiej o dobrym stanie zdrowia fizycznego jak i psychicznego od lekarza rodzinnego. Wiem, że czasami ośrodki wymagają też opinii z poradni zdrowia psychicznego i nawet kilku spotkań z psychiatrą. Odnośnie macierzyńskiego to ja poszłam chyba tydzień po powierzeniu pieczy przez sąd i nie było z tym problemu. Nam mówili, że powierzenie pieczy nie musi się wiązać z automatycznym pójściem na macierzyński, można to sobie rozplanować wg własnych potrzeb. Nie wiem jak na to patrzą niektórzy pracodawcy ale u mnie problemu nie robili:)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Hej Elsa. Myślę o osobnym poście na temat zaświadczeń lekarskich i innych wymogów poza pracą :)
      A Twój pracodawca wiedział, że czekasz na adopcję? Bo ja sobie nie próbuje nawet wyobrazić tego dnia, gdy mówię, że od jutra mnie nie ma.

      • ~Elsa pisze:

        Tak, ale ja pracuję w budżetówce i nie widziałam problemu z poinformowaniem ich o tym. Poza tym mam bardzo dobre relacje z dyrekcją:) Jestem szczęściarą pod tym względem.

      • ~EwaJa pisze:

        U mnie też było potrzebne zaświadczenie od pracodawcy. Nie chciałam mówić jeszcze wtedy o adopcji, więc wybrnełam z tego tak, że powiedziałam, że zaswiaczenie potrzebne mi do kursu, a do jakiego, to powiem, jak wszystko się uda – nie chcę zapeszyć :) Podziałało. Nikt o nic nie pytał. By nie zapeszyć, oczywiście! ;)

  4. ~Bachna pisze:

    Chyba jestesmy na podobnym etapie… u nas dokumentow bylo duzo, ale opinia z pracy nie byla obowiazkowa, poza tym ja tez nie moglabym takiej dostarczyc w OA. W ubieglym tygodniu mielismy wizyte pedagoga w domu, wiec wizja dziecka jest coraz bardziej realna. Teraz jeszcze szkolenie, do ktorego przystapimy w marcu a potem czekamy na telefon.
    Mocno Wam kibicuje i trzymam kciuki. Wiele z nas jedzie na tym samym wozku.
    No i teraz bedzie tylko lepiej :-)

  5. ~Martka pisze:

    Caly czas trzym za Was kciuki! I jeszcze mocniej dla nowej pracy Meza;)
    Wiecie juz cos?? Mozemy sie juz cieszyc z milionowego kontraktu??

  6. ~Anitt pisze:

    Iza, trzymam nieustannie kciuki.
    Jestem dalej zdania ze 2017 bedzie waszym rokiem!
    Ps moj wypalony invitrowy mózg przeczytał tytuł postu „zarodki i praca” :-)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Anitt , he he, niezła jazda. Pod wieloma względami cieszę się, ze mam za sobą już ten etap, gdy i ja wszędzie widziałam zarodki :)

  7. ~niebieska pisze:

    Bardzo jestem ciekawa, jaką laurkę wystawiłby Ci szef… Nawet kota do adopcji, by Ci po tym nie powierzyli.
    Izowy Mężu, rozgrzewam kciuki!

  8. ~Askja pisze:

    Izunia trzymam za Was kciuki :) aby wszystko potoczyło się we właściwe tory :)

    Mam również pytanie, czy obcenie któraś z Was jest w trakcie stymulacji i używa leku Cetrotride?

    • ~niebieska pisze:

      Askja, ja się stymulowałam z cetrotide. W zeszłym roku, ale jeszcze pamiętam.

      • ~Askja pisze:

        Niebieska – szukam kogoś komu mogła bym odstąpić jedno opakowanie, bo mi już nie będzie potrzebne :)

        • ~niebieska pisze:

          Tak myślałam :) Mi tez zostało kilka zastrzyków, ważnych do 2019, ale nie zapędzam się tak daleko w stwierdzeniach, że już mi nie będą potrzebne…

          • ~Askja pisze:

            u mnie ważność do lutego 2017, więc dlatego wiem, że na razie mi nie potrzebne, a szkoda wywalić do kosza. Jeśli nikt się nie znajdzie, jutro mam wizytę w klinice to zostawię i ktoś skorzysta :)

  9. ~Mała pisze:

    Nie warto mówić pracodawcy o swoich planach adopcyjnych, sama się o tym boleśnie przekonałam na własnej skórze :( Gdy ponad rok temu potrzebowałam zaświadczenie od pracodawcy, powiedziałam, że potrzebuje do kursu podnoszącego kwalifikacje. Coś podskórnie już wtedy czułam, że nie mogę mu powiedzieć prawdy… Ale teraz niedawno, gdy odeszła jedna osoba i szef chciał awansować mnie na wyższe stanowisko, powiedziałam mu że czekam na adopcje i w związku z tym musi się liczyć, że kiedyś pójdę na macierzyński. Usłyszałam, że w takim razie nie mam czego szukać w jego firmie i żebym się zastanowiła co est dla mnie ważniejsze…dziecko czy praca!!! Myślałam, że się przesłyszałam. Ale nie, mój szef okazał się totalnym chamem.
    Teraz mam mobbing, jestem poniżana i wykorzystywana pracą, nawet kasy dostaje mniej :( Dobrze wie, że sam nie może mnie zwolnić, więc robi wszystko bym sama się zwolniła. Nie dam mu tej satysfakcji. Zaciskam zęby i robię swoje. Mam nadzieje, że moja męczarnia w tej firmie długo już nie potrwa, zważywszy na to że już czekam na dzieciątko około roku po kwalifikacjach. Ale najlepsze jest to, że sam ma wnuczkę adopcyjną, a mnie nie potrafi zrozumieć!

    • ~EwaJa pisze:

      Mała, Mała.. :))) I Ty tutaj? :) Witam Koleżankę! :))) I nieustannie trzymam za Was kciuki!

    • ~iza krotki blog pisze:

      Matko, Mała, co Ty opowiadasz… Myślałam, że takie rzeczy tylko w filmach… Tak mi jest niewymownie przykro z Twojego powodu…

      I tak bardzo rozumiem, co czujesz. Jak się szczerość przeciwko Tobie odwróciła…
      Mogę Cię tylko dopingować. Rok po kwalifikacjach to już tuż tuż. W Twojej grupie szkoleniowej już dzieciaczki mają rodzice adopcyjni?

      Mała, wygrasz tę wojnę. Masz cel, jakiego ten pusty człowiek nigdy nie doświadczy sercem.

      Co do mobingu, nie ma mądrej rady na psychopatę, poza tą, że on czerpie przyjemność z Twojego cierpienia. I tak, satysfakcję da mu, kiedy się zwolnisz. Moja metoda, to stoicki spokój (to mi sie nie zawsze udaje) i niewchodzenie w żadne dyskusje. Wszelkie agresywne zaczepki kwituję krótko: tak/nie/jak chcesz.

      • ~Mała pisze:

        Moja grupa jest już na finiszu. Zostaliśmy tylko my i jeszcze jedna para. Więc mam nadzieję, że długo to już nie potrwa ;)
        A widok jego miny, gdy mu powiem, że idę na macierzyński będzie dla mnie bezcenny :)

    • ~Wężon pisze:

      Mała, szef powinien się cieszyć, że to adopcja, a nie ciąża. Odpada dodatkowe 8 miesięcy zwolnienia w ciąży. :)

      To jakieś chore podejście, to normalne, że ludzie mają dzieci. Jeszcze jakbyś 11 brała, to mógłby się zdziwić.

      • ~t.vik pisze:

        To jest bardzo skurwielskie podejście. Zupełnie nie do wiary, że tak można i że tak wolno, i jeszcze bardziej nie do wiary jak często to występuje. Tutaj by takie zdanie nie przeszło, bo konsekwencje dla pracodawcy mogłyby być bardzo upierdliwe. Dziwi mnie, że polscy politycy z jednej strony niby 500+ a z drugiej są zupełnie ślepi na to, co rzeczywiście dzieje się w zakładach pracy. Ja też się wstrzymywałem z powiedzeniem o planach adopcyjnych, ale nie z takiego powodu, a jak przyszedł czas, to powiedziałem o wszystkim bez żadnych obaw i czucia przez skórę, że coś może być nie tak. Takie niskie traktowanie pracownika tutaj występuje bardzo rzadko, a jak już, to odrazu jest nagłaśniane w mediach. To strasznie bulwersujące, że nic się w tym kierunku w Polsce nie robi…

  10. ~gaja pisze:

    Ja byłam jakiś czas temu pogadać w OA, o dziwo trafił się pan.
    Byłam świeżo po nieudanym transferze, więc szybko doszliśmy do wniosku, że to jeszcze nie ten czas.
    No i oczywiście wymagany papier o ślubie, który trzeba dorobić… Naczytałam się, że ośrodki strasznie patrzą na 5-letni staż małżeński, co nas wycięłoby na starcie, bo miałabym 45 lat wtedy :( Pan jednak podkreślał indywidualne podejście i że owszem, patrzą na staż, ale niekoniecznie ściśle małżeński. No a taki to my (prawie) mamy.
    Ale zobaczymy, jak będzie w praniu, bo może to zwykły PR był.
    Na razie jeszcze jedno podejście na wiosnę (teraz jeszcze badania, choć dawczyni już jest), wyrobienie papierów ślubnych i zobaczymy. Być może odwiedzimy OA na wiosnę 2018. Łatwiej się żyje, wiedząc, że jest jeszcze jakaś inna dostępna opcja…

    • ~Wężon pisze:

      O Gaja, masz już dawczynię? To trzymam kciuki za dobre wyniki i szybką udaną próbę.

      • ~gaja pisze:

        Tak, ale nadal mam mieszane uczucia co do kolejnego podejścia. Zmiana kliniki, ale czy efekt będzie inny? ale i tak pewnie marzec/kwiecień będzie transfer najwcześniej. A na wszelki wypadek idziemy do usc, żeby staż leciał do ew. adopcji ;)

        • ~ob pisze:

          Gaju, mam takie pytanie – czy przy poprzednich procedurach zgłaszaliście adopcję gamety/zarodka do USC?

          • ~gaja pisze:

            Powinniśmy, i chyba nawet podpisaliśmy w klinice oświadczenie, że to zrobimy. Ale prof. z góry zapowiedział: przecież ja nie będę tej bzdury sprawdzał. I oczywiście nie poszliśmy do usc. Nie robimy tajemnicy z inf, ale żeby pisać to w papierach?? Tyle, że to dotyczy (podobno) tylko par.

            • ~ob pisze:

              To dotyczy jedynie par nieformalnych.

            • ~gaja pisze:

              tak, tylko nie-małżeństw.
              Szczerze mówiąc, nie wiem, czy kliniki to zgłaszają. To tak jak z „obowiązkowymi” badaniami, które nie wszędzie są obowiązkowe. Jak czytam, co badały dziewczyny z warszawskich klinik – chyba o połowę tych badań mnie nie pytano nawet.

              • ~ob pisze:

                Moja klinika wymagała ode mnie dokumenty z USC, bo bez tego nie podeszłabym do transferu. Teraz jak się udało, kombinuję jak to cofnąć ale nie mam pomysłu :( Wiem, że to bardzo tajna informacja ale cholera wie co za jakiś czas ktoś wymyśli i czy takie dzieci nie będą piętnowane. Problem w tym, że nie wiem kogo o to zapytać, żeby sobie nie spalić mostów. To w sumie jest oświadczenie woli, które każda ze stron może wycofać.
                Co do badań – w rozporządzeniu jest lista badań i wszystko ponad tę listę to indywidualny wymysł klinik albo sposób na zarobek ;) Badań jest raptem 5 ;)

              • ~Wężon pisze:

                Gaja, a to nie dotyczy tylko sytuacji, gdy partner nie będzie biologicznym ojcem? Jeśli korzystasz z dawcy nasienia ojciec może się potem wyprzeć i nie ściągniesz alimentów. Z matką nie ma tego problemu – prawnie matką u nas jest i tak ta, co urodziła.
                Tak więc może Wy wcale nie powinniście tego zgłaszać.
                W sytuacji gdy dziecko będzie z obojga partnerów w nieformalnym związku, to na pewno nie trzeba zgłaszać.
                To ma chronić dziecko, żeby nie zostało bez ojca. Teoretycznie możliwa jest sytuacja, że para się rozstanie i facet postanowi zapomnieć, że decydował się na dziecko.

                • ~ob pisze:

                  To dotyczy wszystkich przypadków dawstwa komórek (zarodków, nasienia czy komórek jajowych). W zamyśle – każde dziecko ma mieć pełną rodzinę a jeśli „miesza” się w to geny 3 strony potrzebny jest kwit.

                  • ~ob pisze:

                    I jeszcze jedno – chodzi o uniemożliwienie posiadania dzieci przez pary jednopłciowe. Bo przecież zawsze można się dogadać z jakimś facetem, że odda nasienie lub z kobietą, że za kasę urodzi dziecko parze jednopłciowej.

                • ~gaja pisze:

                  Tak, niestety Ob ma rację… We czwartek będę podpisywać papiery w nowej klinice, zobaczymy, na razie się o nie zająknęli o usc i oby tak zostało.

                  • ~ob pisze:

                    Ciekawe czy ślub coś zmienia, bo może my też tak na szybko, przed porodem się zarejestrujemy ;)

              • ~gaja pisze:

                Patrz Ob, ja myślałam, że ja jedna jedyna taka wybrakowana z dawczynią, a jest nas więcej ;) Fajnie , że jesteś, dajesz nadzieje!

    • ~iza krotki blog pisze:

      Gaja, w razie czego na pewno da się indywidualnie podejść do Was, żeby zrobić kurs. Kurs plus czas oczekiwania zajmą w sumie ok.2,5-3 lat. ten czas już może lecieć.

  11. ~Psuja pisze:

    Iza trzymamy kciuki i powodzenia. Myślisz, że jeszcze kiedyś pomyślisz o In Vitro?

    • ~iza krotki blog pisze:

      Psuja… Cóż… Nigdy nie mów nigdy…
      Ale jesteśmy szczęśliwi i spokojni z decyzją, którą podjęliśmy. Dawno nie czułam się tak dobrze. Psychicznie i fizycznie.
      Na ten moment sądzę, że nie wrócę do leczenia.

  12. ~Psuja pisze:

    My postanowiliśmy podejść kolejny raz. Zmieniliśmy lekarza, klinikę – 02.02 jedziemy na pierwsze spotkanie. Boję się jak diabli.

    • ~po pierwszym in vitro pisze:

      to jest niestety jak hazard… nie można przestać. Ile miałaś cykli in vitra?

      • ~Psuja pisze:

        Trzy stymulacje i trzy transfery.

        • ~po pierwszym in vitro pisze:

          Ja jestem w trakcie 3 stymulacji, 3 i ostatniej. Nie ma odwrotu od tego. Mówiłam sobie, ze ostatnia będzie ta druga… ale kasa jest tak przerażająca, ze wolę o niej nie myśleć… Miałaś refundowane in vitro?, bo ja się juz nie załapałam…

          • ~Psuja pisze:

            Tak wszystkie trzy mieliśmy refundowane. Załapaliśmy się na sam koniec dlatego trafiliśmy do kliniki, która nie ma wielkich osiągnięć… Ale dzięki temu mamy ogromne doświadczenie i teraz wiemy na co zwracać uwagę. Trzymam kciuki byś już nie długo powiedziała nam, że Beta szaleje :)

    • ~Kaja pisze:

      Przegiecie! Komuś z tutejszych dziewczyn szpital zafundował taki wpis?
      Dziewczyny, czy przy porodach przyznawalyscie się do ivf czy raczej przemilczalyscie ten temat?

      • ~Magdanr2 :) pisze:

        Ja się zastanawiam co to Kogo obchodzi , nie widzę potrzeby tłumaczenia się w jaki sposób doszło do zapłodnienia , ciekawe czy przy naturalnym poczęciu interesuje Lekarz pozycja :/

      • ~martucha pisze:

        mnie lekarz prowadzący ciążę wpisał sobie to (w sensie „in vitro 07.10.2011″) do karty ciąży, później położne na oddziale przed porodem mówiły mi, że są w szoku, że chcę rodzić naturalnie. A ja nie wiedziałam o co im chodzi ;-)

        Do książeczki dziecka nie wpisano na szczęście nic na temat IVF. Ja akurat nie uznaję nawet za konieczne informowanie pediatry czy innych lekarzy. Nie ma takiej potrzeby przecież :)

        • ~iza krotki blog pisze:

          Absurdem jest, że w ogóle musimy o tym rozmawiać. To tak, jakby do książeczki dziecka wpisywać: poczęte pod namiotem albo poczęte we Włoszech.

          • ~Gatek pisze:

            Mi w karcie ciąży wpisano IVF mimo, że moi są dwusposobowi i zawsze to podkreślałam. Tak naprawdę żaden z lekarzy, z którym mieliśmy do czynienia w ciąży (różne USG, badania etc.) nie uwierzył, że zrobiliśmy jednego synka naturalnie – słuchali, uśmiechając się z pobłażaniem. „Pewnie zarodek się podzielił”. Teraz, po porodzie, nie ma już wątpliwości: Miłosz i Franek są zupełnie inni, jak z dwóch ciąż. Na szczęście w książeczkach zdrowia nic im nie wpisali – a szukałam dość histerycznie ;) Ps. Dziewczyny, macierzyństwo boli. Nie śpisz. Nie jesz. Nie chodzisz siku o kupie nie wspominając. Żresz się z mężem o byle gówno. Masz cyce jak dwie petardy (adopcyjny bonus, że tego nie ma). A potem, jak ten mały, prawie dwumiesięczny pysk się do ciebie uśmiechnie, wszystko się nagle układa. Znów chce się żyć :) Choć pospać, to by człowiek pospał ;)

            • ~EwaJa pisze:

              Macierzyństwo adopcyjne też boli. Przywozisz do domu jeszcze”obce” dziecko. Nie znasz jego przyzwyczajeń, upodobań. Chcesz dla dziecka jak najlepiej, ale ono tego nie rozumie. Boi się ciebie. Boi się nowego miejsca. Teskni za swoim starym domem. Ciągle płacze. Chcesz je utulić, a tu nic z tego. Gdy próbujesz wziąć je na ręce – płacze jeszcze bardziej. Nie patrzy w oczy, napina swe ciało przy każdym twoim dotyku. Odmawia jedzenia. Wieczorami wpada w histerie. Płaczesz w końcu i Ty – z bezsilności. Nie wiesz, jak „oswoić” przerażonego małego człowieka. Po jskimś czasie, krótszym czy dłuższym, zauważasz, że dziecko zaczyna w końcu zwracać na ciebie uwagę. Zaczyna się usmiechać. Któregoś dnia stwierdzasz, że pierwszy raz uspokaja się w twoich ramionach. Cieszysz się jak wariat. Jest dobrze!

              • ~leśna pisze:

                Uzupełnię jedynie, że podobnie może wyglądać biologiczne macierzyństwo uskuteczniane choćby w kontekście dziecka z zaburzoną integracją sensoryczną.
                Najwyraźniej zatem mniej istotne, czyśmy biologiczni czy adopcyjni, ważniejsze, z czym się przyszło zmagać samemu maluchowi.

                A propos samego wątku z wpisywaniem invitrowej adnotacji w dokumentację dziecka. Absurd, jak najbardziej. Podobnie jak wypytywanie na szpitalnych oddziałach ciężarnych o to, czy „naturalnie czy z ivf?”.
                Doświadczyłam.

                • ~EwaJa pisze:

                  Racja Leśna. Dużo zależy od dziecka. Jego charakteru czy ewentualnych obciążeń. A jeśli chodzi o wpis o in vitro do książeczki, to dla mnie jest to, co najmniej, bez sensu. Nie rozumiem po co taki wpis i czemu ma służyć. Wiadomo, że w pewnych sytuacjach (np. podejrzenie choroby, która może być dziedziczna) należy powiedzieć lekarzowi, że dziecko nie jest naszym biologicznym dzieckiem ( gdy korzystaliśmy z AZ, KD, z dawcy, zresztą i w przypadku adopcji też), ale sam wpis o in vitro? Lekarze będą na jego podstawie upewniać się, że to takie same dziecko, jak to poczęte w łóżku, czy co?

            • ~Wężon pisze:

              Gatek, a widać, który ma bruzdę? ;)
              Laura tak nas nastraszyła przy porodzie, że potem to już żadnych problemów nie było. Nie znam niczego o czym piszesz. Ona prawie wyłącznie spała. Jakbym sama w domu była. Kupa, jeść i spać i tak do 10 miesiąca. Anie jednej nieprzespanej nocy. Nigdy nie była tak wyspana, jak na początku macierzyństwa.

              • ~EwaJa pisze:

                Wężon, bo Twoja Laura to idealne dziecko! :)

                • ~Wężon pisze:

                  Ja mówię, że wynagradzała te początkowe stresy.
                  Do dziś pamiętam, jak przez pierwsze dwa tygodnie spałam z telefonem pod poduszką i ostatnią myślą przed zaśnięciem było, żeby tylko nie zadzwonił.
                  Bo ze szpitala mogą kazać przyjeżdżać i się żegnać.

  13. ~Magdanr2 :) pisze:

    Iza , Mężu Izy powodzenia ….
    Ostatnio w Trójce była fajna audycja o adopcji , formalnościach itd….pokrywa się z tym co napisałaś :)

  14. ~po pierwszym in vitro pisze:

    Mężu Izy, jak tam? Anett, też przeczytałam zamiast zarobki – zarodki ;)
    Jestem po wizycie lekarz nic nie powiedział ile mam potencjalnych pęcherzyków, powiedział, że są antralne i nic więcej, nie dopytywałam, żeby się nie denerwować. Dziewczyny mam menopur 300 przez 6 dni, też miałyście takie dawki przy niskim amh? (mam0,65…). Martyna co u ciebie, jakie wieści po wizycie? Wężon spóźnione trochę… wszystkiego dobrego dla Laury!!! dzielna dziewczynka z niej!

    • ~Martyna pisze:

      Po pierwszym invitro, u mnie ok, tym razem inna lekarka mnie skanowała, dopatrzyła się 8 :) Powiedziała, że wszystko ładnie się rozwija.
      Punkcja w poniedziałek.
      A u ciebie kiedy kolejne podglądanie?

      • ~po pierwszym in vitro pisze:

        Ja mam za tydzień w czwartek. Ja się pytałam jak tam, ale oczywiście on ogląda, bada i nic nie gada ;) stwierdziłam, że lepiej nie wiedzieć, będę się denerwować i już nie dopytywałam. Masz ładnie pęcherzyków, 8 to super, a na pewno jeszcze coś znajdą, jak mówisz, ze ukryte za torbielami. Oby się pięknie zapłodniły. JA pick up prawdopodobnie 30 styczeń – 02 luty – w zależności jak będą rosły.

  15. ~po pierwszym in vitro pisze:

    Mała Ania, Liloą co u Was?

  16. ~Mąż Izy pisze:

    Dziś fajny dzień. Kilka zadań, kilka spotkań… Takie trochę macanie siebie wzajemnie – jak myślę, kim jestem, jaki mam na to wszystko pomysł. Mówię, słucham, obserwuję…
    Według mnie poszło dobrze. Tak mi się wydaje. Ale to inne osoby będą mnie oceniać.
    Teraz czekanie na decyzję. Ma zapaść w przyszłym tygodniu. To będę czekał. Spokojnie. Między spotkaniami… Ale po tym dniu wiem, że to jest miejsce, do którego bym pasował, w którym bym się spełniał. A to bardzo miła świadomość.

    Bardzo dziękuję za wsparcie DROGIE PANIE. Strasznie to miłe :)

    • ~po pierwszym in vitro pisze:

      Jak czujesz, ze pasujesz tam, to znaczy ze oceniający czują to samo :) jestem dobrej myśli.

    • ~Martyna pisze:

      Trzymamy zatem kciuki za przyszły tydzień! :)

    • ~Kaja pisze:

      Izomężu, trzymamy kciuki dalej, może teraz pracodawca pozytywnie Cię zaskoczy i raz dwa zadzwoni z dobrymi wiadomościami :)

    • ~martucha pisze:

      no to super że dzień był fajny :) jutro dalszy ciąg? czy ostatecznie jeden dzień próbny został?
      Kciuki nadal trzymam :)

      • ~iza krotki blog pisze:

        Mąż był ostatecznie tylko 1 dzień na próbie.
        Dziś… właśnie pobiegł na kolejną rozmowę o pracę – gdyby jednak tam odmówili. Jakoś tak się ruszyło, dziewczyny, po poprzednim wpisie.

        • ~Wężon pisze:

          Może firmy mają nowe budżety i zadania i wiedzą na ilu i jakich nowych pracowników ich stać.
          Zaraz tak będzie, że w 3 miejscach będą go chcieli i będzie musiał się zastanawiać komu odmówić.
          Miałam tak z mieszkaniem – przez 3 miesiące mało kto się interesował. Aż w jednym tygodniu przyszły 3 osoby oglądać i wszyscy chcieli wynająć.

        • ~pati pisze:

          Iza i bardzodobrzeże się ruszyło, zawsze bedziecie mieli lepsze samopoczucie ze cos sie dzieje :) a ja życze jak najszybciej byś dała wpis „udało się” :)

        • ~Martyna pisze:

          Izuś oby to był dobry znak, takie zainteresowanie i aktywność. Dajcie znać jak po rozmowie :)

  17. ~olga82 pisze:

    Gaja, jak się planuje taki ślub po dłuższym byciu razem? To będzie dla Ciebie ważne wydarzenie?:)
    Mężu Izy, powodzenia. Rozumiem, że blog będzie pisany teraz pospołu?:)
    Iza, polarek:)
    My już po tk. Moja supergirl była bardzo dzielna. Wynik u profesora czeka na decyzję.
    Fajnie, że dziewczyny adopcyjne się ujawniły:)))) Mam pytanie, bo tak mnie nurtuje: czy ojciec nie może pozostać na urlopie rodzicielskim, czy musi to być mama?

    • ~martucha pisze:

      Czekałam na wieści jak poszło – ucałuj Heluś-Supergirl :*

    • ~gaja pisze:

      Olga, to mój drugi ślub, mamy coś koło 40, chodzi tylko o papier.
      Ślubu miało w ogóle nie być, bo po co, no ale , że w OA bez tego ani rusz, to będzie.
      Mój powiedział – ale nie będziemy chyba odstawiać szopki w kościele, skoro na co dzień tam nie zaglądamy?
      No to nie robimy ;)
      Tylko najbliższe osoby, pewnie z 10 i uroczysta kolacja.
      Ale i tak jest z tym latania ;)

      • ~Wężon pisze:

        Gaju, to mój J. też by chciał taki ślub. My nie bierzemy, bo mamy rozbieżność oczekiwań. :)
        On by chciał tak jak Wy -to choćby jutro.
        A mi do życia ślub niepotrzebny, jeśli ma być, to dla imprezy. Ja bym chciała przynajmniej taki, jak pierwszy. Bardzo mi się podobało i przygotowywanie i efekt.
        Ale to przy moich wymaganiach kosztowałoby tyle, co niewielkie mieszkanie i nie mamy takich pieniędzy, a J. nie chciałby takich tracić, nawet gdyby miał.
        Moje wesele kosztowało ponad 70 tys. 15 lat temu.
        Czyli wesela po mojemu pewnie nie będzie. Jak uznam, że jestem stara, brzydka i nie robię już IVF to może weźmiemy taki skromny ślub.

        Gaju mówisz, że ślub niepotrzebny. Ale potrzebny, chociażby do dziedziczenia, renty, czy emerytury po kimś. Wiadomo, że testamentem możesz przekazać, ale osoba „obca” zapłaci podatek. No chyba, że dziecko wszystko weźmie, ale z dziećmi to nigdy nie wiadomo.

        • ~gaja pisze:

          My w ogóle nie gadaliśmy o ślubie, skoro wszystko działa, to po co więcej. No, ale zmusił na OA. I stwierdziliśmy, że na szybko to robimy, a gdyby miała być impreza, to też duża i latem , a do lata sporo czasu.
          Nikt nie wie o ślubie, powiemy po fakcie ;)
          Może latem jakaś luźna impreza dla znajomych, zobaczymy.
          Co do dziedziczenia – jestem wielką zwolenniczką testamentów.
          Dziedziczenie w bezdzietnym małżeństwie i tak nie jest proste, wiem, przechodziłam.

    • ~Wężon pisze:

      To teraz czekamy na dobre wieści po wizycie. 30 stycznia idziesz do profesora?

    • ~EwaJa pisze:

      Ojciec też rodzic ;) więc jak najbardziej, na rodzicielski może iść.

    • ~ob pisze:

      Ojcu należy się urlop ojcowski (2 tygodnie) ale dopiero po uprawomocnieniu się postanowienia sądu o przysposobieniu dziecka. Natomiast macierzyński a właściwie urlop na warunkach urlopu macierzyńskiego należy się jednemu z rodziców (ważne – pracownikowi) z chwilą przyjęcia dziecka na wychowanie :)

      • ~iza krotki blog pisze:

        Dzięki Ob, notowałam na zajęciach w OA, ale tu nie napisałam. To z powodu tego macierzyńskiego tak strasznie trudno mi zmienić pracę. Większość ofert to umowy o dzieło, a na dzielo nie ma świadczeń.

    • ~iza krotki blog pisze:

      Polarek :) W końcu to zrobię, naprawdę, zwłaszcza, że tak wdzięcznie pamiętasz :)
      Komentarz mężowski zobaczyłam ukradkiem z pracy i aż chciałam mu na blogu odpisać, bo się więcej dowiedziałam niż przez sms, ale tak głupio jakoś małżeńskie rozmowy na blogu przeprowadzać :)

    • ~Elsa pisze:

      Bez problemu można się rodzicielskim podzielić:)

  18. ~Wężon pisze:

    Askja, Ty zaraz rodzisz, czy już urodziłaś? Transfer z końca maja, to już Twój czas na poród. :)

  19. ~iza krotki blog pisze:

    Zrobiłam porządki w szafie. Mam DO ODDANIA cały karton leków po leczeniu in vitro. Może być odbiór w Warszawie albo wysyłka (info o adresach na maila). Bierzcie, dziewczyny, bo szkoda wyrzucać :)

    To co wykreślone, poszło!

    Luteina 50 mg
    60 tab. podjęzykowych (termin ważności: 02.2019), uwagi: dwa całe, nigdy nie otwarte opakowania

    Lutinus 100 mg
    6 tab. dopochwowych, (termin ważności: 01.2019)

    Lametta 2,5 mg
    9 tabletek (termin ważności: 02.2019)

    Fraxiparine 0,3 ml
    10 ampułko-strzykawek (termin ważności: 11.2018), uwagi: całe opakowanie

    Clostilbegyt 50 mg
    5 tabletek (termin ważności: 02.2019)

    Amotaks 1 g
    10 tab. (termin ważności: 01.2018)

    Orgametril 5 mg
    30 tab. (termin ważności: 03.2020), uwagi: całe opakowanie

    Estrofem 2 mg
    28 tab. + 23 tab. (termin ważności: 08.2019),uwagi: całe opakowanie i prawie całe drugie

    Estrofem 1 mg
    20 tab. (termin ważności: 08.2019)

    Encorton 5 mg
    8 tab. (termin ważności: 02.2019), uwagi: nie mam do niego opakowania (kartoniku) ani ulotki

    • ~Wężon pisze:

      Izo, chętnie przejmę estrofem (w każdym cyklu go teraz biorę) i luteinę, Lutinus (mam nadzieję, że niedługo się przyda).

    • ~iza krotki blog pisze:

      Wykreślam też fraxiparine, bo jest na nią chętna. Jak to nie problem, piszcie w komentarzach, co przygarniacie, będzie widać, co zostaje :)

    • ~agac pisze:

      Ponieważ na każdego przychodzi taki czas, więc przyszedł czas i na mnie. Iza zaczęłam Cię podczytywać 2 lata temu. Wtedy też podjęliśmy pierwsze przymiarki do ivf. Wtedy jeszcze wykrój nie pasował. W ciągu tych 2 lat spasował się 3 razy, ale żadna ukochana istota się z niego nie uszyła (te porównania to chyba wpływ Izowego szycia i polarka na które wszyskie wciąż czekamy, prawda?). Teraz próbujemy 4 raz. I jednocześnie rozważamy inne drogi życiowe. A powód jest prosty – endopaskuda IV stopnia wykryta już chwilę temu (och ironio sama sobie ją znalazłam, bo nikomu do głowy nie przyszła, a później okazała się w całej okazałości przy okazji pękniętej ciąży pozamacicznej…). Izie udało się stworzyć wspaniałe miejsce. A Wam wszystkim które z nią jesteście udało się to miejsce rozwinąć do postaci, w której każdy może znaleźć swój kawałek podłogi. Więc niniejszym zaklepuję mikro fragment dla siebie mówiąc Witajcie :)

  20. ~Kaja pisze:

    Soniu, dziękuję serdecznie za przesyłkę :) Właśnie był u mnie listonosz :)

    A tak z zupełnie innej beczki – czy ktoś umie upiec beze? Jasną, kruchą? A nie szaroburą i ciągnącą…. podzielcie się tajnikami? Nie chce się za bardzo chwalić ale dziś mi wyszła gumowata i przypalona, nie muszę dodawać, że niejadalna. … wylądowała w koszu….

    • ~Martyna pisze:

      Kaju, polecam Ci przepisy z kwestiasmaku.com zawsze wychodzi :)
      Na stronie jest wyszukiwarka, wpisz beza i napewno znajdziesz to czego szukasz. Do tego poczytaj komentarze pod wybranym przepisem, zawierają cenne wskazówki.
      Myślę, że u Ciebie była za wysoka temperatura, beza lubi niską, trzeba ją suszyć.
      Powodzenia :)

    • ~Anitt pisze:

      Kaju, ja mam dobry przepis:-)
      Pierwszy raz piekłam beze w tym roku na swoje urodziny i wyszla wspaniala. Moi znajomi ma fb niemogli się nadziwic jak zobaczyli foto. Wystarczy dobry przepis. Najlepiej piecz beze w termoobiegu i calamac studz ja w piekarniku przy lekko otwartych drzwiczkach.
      https://zapodaj.net/e65ea58461ee6.jpg.html https://zapodaj.net/a9500d415b4a9.jpg.html
      A przepis znajdziesz tutaj. Ka beze robilam wedug przepisu a gora u mnie to nita smietana i owoce. Pamietaj aby smietany juz nie slodzic i najlepiej aby owoce byly lekko kwaskowe i niebyly wodiste chyba ze tylmi „wodnistymi” udekorujesz tuz przed podaniem.
      http://www.mojewypieki.com/post/szwarcwaldzka-pavlova

      • ~Kaja pisze:

        Czyli wychodzi na to, że cała beza nie musi być sucha i nie trzeba się nad nią pastwic. Jeszcze fajne wskazówki znalazłam tutaj:
        content://com.sec.android.app.sbrowser/readinglist/1031144311.mhtml
        tylko nic nie pisali czy piec z termoobiegiem czy bez…. Akurat postawiłam na pieczenie bez termoobiegu….
        Anitt, Twoja beza jest piękna! !!

      • ~pati pisze:

        widzialam i jezor zbieralam z kalwiatury pieknie wyszla ;)

  21. ~Magdanr2 :) pisze:

    Po pierwszym in vitro i Martynka ( dobrze pamiętam ) kciuki za owocne jajkobranie , żeby była właśnie ta komórka wśród jajeczek :)
    Gaja Ty tak wybrakowana jak My wszystkie , wiem że to trochę żart był , ale nie myśl tak …każdy ma tu jakiś problem , a ile jest takich którzy mają a nie wiedzą … No i najlepsze życzenia w związku ze ślubem :)
    Dziewczyny te które pominęłam a które się transferują , stymulują , trzymam kciuki …
    Fajnie że się uaktywniły Mamy które już doczekały się swoich upragnionych Dzieci z serducha ( lubie to określenie na adopcje ) , piszcie Dziewczyny jak najwięcej bo Sami chcemy za rok , może dwa lata zacząć procedurę , więc chłonę od Was no i oczywiście od Ciebie Izabella :P
    Niebieska jak u Ciebie , hiszpańska , szalona Dziewczyno ?:)
    Martucha , dzięki za pamięć , My kończymy 34 tc jutro i bedzie 35 leciał , coraz ciężej mam wrażenie , kłuje , ciągnie , pachwiny pobolewają , do tego dużo bardziej zmęczona jestem niż 2 tygodnie temu , raczej z wersji nad aktywnej przeszłam w fazę snu zimowego , organizm zaczął się buntować i musiałam zwolnić.
    Chciałabym żeby Klucha wytrzymała jeszcze ze 3 tygodnie ,a potem niech się rodzi… :)
    Właśnie Ana86 jak u Was , bez niespodzianek , czy Młodzieży śpieszno na świat ?
    Pochwalę się że 16.01 znowu zostałam Ciocią , Moja młodsza Siostra urodziła Synka :)…
    Bratowa M urodziła 16.12 , Moja Siostra 16.01 no to nam padło na 16.02 :D

    • ~martucha pisze:

      Magda, ojacie ale dzieciowo w rodzinie się Wam zrobiło :) mieszkacie daleko od siebie czy dzieciaki będą miały okazję trochę wychowywać się jak „rodzeństwo”? trójka w tym samym wieku :) fajnie :)

      • ~Magdanr2 pisze:

        Blisko :) Do Brata M z 10 minut spacerkiem a do Siostry 15 minut autem :)
        Tez sie śmiejemy ze Dzieciaki będą miały całe wakacje zapełnione bo najpierw z Rodzicami a potem z Ciociami i Wujkami na wyjazdy , jeszcze Dziadkowie będą na pewno porywać , wiec fajnie sie złożyło :)
        A jak u Ciebie , Syn (dobrze pamiętam) daje Matce zyc ? :)

    • ~Martyna pisze:

      Ale fajnie macie, tyle dzieci w tak krótkich odstępach i jeszcze mieszkacie blisko siebie :) Będzie wesoło!

  22. ~olga82 pisze:

    Magda, wyprawka gotowa? Masz wszystko, czy czegoś ci brakuje?

    • ~Magdanr2 pisze:

      Nie wiem :) tzn wydaje mi sie ze wszystko mamy …, ale pewnie jeszcze masę rzeczy okaże się ze nie mamy :P
      Skończyliśmy pokoik , moim zdaniem jest piękny , przepraszam ze tak nieskromnie ale bardzo mnie wzrusza , w mięcie i turkusie :)
      Z pierdołek to jeszcze taki mobil nad łóżeczko czarno bialo czerwony bym chciała, jakąś naklejkę na ścianę , nie kupowałam jeszcze żadnej maty i zabawek prawie nie mamy ale stwierdziliśmy ze to i tak jest czas , a po drugie pewnie i tak za dużo tego Klucha dostanie :)
      Zastanawiam sie nad sterylizatorem do butelek , masz/macie może używacie ?
      Moja Mama mi ciśnie czujnik oddechu , ale to sobie chyba podarujemy …
      No i torba wciąż czeka na spakowanie , nie chce kusić losy :P chociaż powoli sie za nią zacznę brać chyba …
      Wózek jest , aaaa jeszcze fotelik musi przyjść , ale juz wybrany :P Duzo tego potrzeba dla takiego Małego Człowieka :)

      • ~Elsa pisze:

        Hej, myśmy nie używali bo wydawało mi się to zbędne. Ja należę do tych osób, które uważają, by nie trzymać dziecka w zbyt sterylnych warunkach a bez problemu wrzątek/gorąca woda wystarczy by butelka była czysta:) Natomiast u mnie sprawdzał się podgrzewacz do mleka.

      • ~Wężon pisze:

        My używaliśmy takiego sterylizatora do butelek do mikrofalówki. Wygodniej niż wrzątek. :)

  23. ~paradise pisze:

    Oby czas oczekiwania na dzidziusia był jak najkrótszy:)

    • ~Magdanr2 pisze:

      Na razie niech jeszcze wytrzyma chwile , mam nadzieję ze chociaż odrobine cierpliwości po Ojcu odziedziczyła, a nie w gorącej wodzie jak Matka , a potem masz racje , jak najszybciej :)))

  24. ~olga82 pisze:

    Dziewczyny, możeby tak się spotkać?:)

  25. ~Anitt pisze:

    U mnie Magda tez ostatnio niema spania…drugi dzień pod rząd budze się przed 5. A tu głupi sen a tu siku i tak wkoło… Mapila bym się mleka z miodem ale obawiam sie ze mam resztke i zostaje teudny wybór…rano kawa z mlekiem aby stanąć na nogi czy może ciepłe mleko żeby zasnąć…
    Z tym miodem by bylo szalenstwo…
    Od 2 dni jestem na insulinie :-(
    Moja dieta, starania, nie przynosily rezultatów..
    Po posilkach bylo ok ale z rana i czasami po sniadniuciagle cos wybijalo.
    Zycie zatoczylo kolo. Aby zajsc musiałam sie „ostrzykiwac” no i na koniec to samo no ale czego sie nie robi dla tych malych pietaszkow do calowania:-)

    • ~Magdanr2 pisze:

      Ja odsypiam w ciagu dnia …. :) Cukrzyca ciążowa ponoć nic przyjemnego ale podobno zaraz po ciąży przechodzi , jak większość dolegliwości.
      Moja Siostra i Bratowa M łącznie stwierdziły ze najlepsze po ciąży prócz Dzidzi oczywiście jest A) Człowiek normalnie sika a nie co 15minut B) Znowu możesz spać na brzuchu :D

  26. ~Kaja pisze:

    Askja, Ana86, Magda nr 2, Ewciak jak się czujecie na samej końcówce?
    Magda nr 2 czy w związku z ograniczeniem aktywności zrezygnowałas z ćwiczeń Chodakowskiej? Atagand, Tobie się udało zmobilizować do ćwiczeń? Magda, byłaś ostatnio na podglądzie? Mała się już prawidłowo obrocila?
    U nas dzidz ma już 3120g, szyjka się powoli skraca ale jeszcze nie otwiera, wiec my chyba już z ćwiczeń chodakowskiej zezygnujemy, zostaniemy przy samej piłce i rozciaganie. Mąż mnie stopuje ;p a dzidz coraz bardziej uciska…

    • ~Magdanr2 pisze:

      Kaja a u Was który tydzień ? Pewnie końcówka ?:) Ja jak byłam na wizycie w 30tc to juz Lekarz mówił ze się lekko skraca szyjka ale ponoć to normlane, podgląd w czwartek :)
      Ja pasuje na razie z ćwiczeniami bo nie mam sily , My mamy Psa , Labradora i z nim dziennie te Moje minimum to 5km wczesniej bylo 10 , ale od 2 tygodni organizm strajkuje :)
      Pies , pokoik dla Mlodej , 6 pralek prania i prasowania , do tego jakies domowe obowiązki i odpływam o 22 , najgorzej bo budzę sie o 4 rano i potem dosypiam w ciagu dnia …
      Nie wiem czy się Łobuziara odwróciła ale liczę ze skoro czuje dość mocny ucisk i trzaska mnie w górze brzucha to fikła i tak zostanie …:)
      Na kiedy masz termin ? :)
      Jak to szybko minęło ….:)

      • ~Anitt pisze:

        Ojjj Magda czas zasuwa cholernie.
        Ja jestem w 27tc. Wczoraj przemeblowalismy sypialnie aby pokoik dla malej zqczac robic. Bo do tej pory mialam szafe w pokoiku „dla dziacka”. Mąż zrywa wlasnie tapety, jego babcia robi ruskie pierogi a ja poleguje.:-)
        Wiecie jak sie narobilam zeby wyjąć wszystkie ubrania z szafy, przeniesc je do salonu a wieczorem spowrotem do szafy juz w sypialni..w salonie mogla bym lumpeks otworzyc:-)
        30.01 przychodzi do mnie polozna.
        Mam zapisane pytania.
        Na początku styczniq jedziemy do Szczecina na nasze wymarzone zakupy dla małej. Wózek trzeba kupic i inne fajne rzeczy :-)
        Milego weekndu dziewczyny.
        Ps ciut wyzej pod komentarzem Kai dalam przepis na super Pavlowa:-)

        • ~Magdanr2 :) pisze:

          Uwielbiam przepisy z moich wypieków :D , w miarę proste i pyszne :)
          No My też musieliśmy zrobić całkiem spory remont , Agata dostała naszą sypialnie , a My się przenieśliśmy naprzeciwko do pokoju w którym był tylko komp :D Urządzanie pokoiku jest super , kupowanie zasłonek , mebelków , obrazki , firaneczki … to wszystko jest takie piękne dla Maluchów …można fortunę wydać niestety …;/ 27 tc to Ci za chwile zleci … i ani się obejrzysz a będziesz Kruszynę tulić …mam wrażenie że te Wasze ciąże tak szybko biegną , a moja się wlecze hahhaha :)

    • ~Askja pisze:

      Kaja samopoczucie na końcówce (dziś mam 36t 6d) dobre, nie ma co narzekać, mały warzy już 3300g, główka ułożona już prawidłowo do porodu naturalnego (choć nie ukrywam, że mam tu stres i obawy, czy oby na pewno będzie to dla niego bezpieczne), szyjki nie miałam mierzonej (ma być to zrobione 10 lutego na wizycie). Wyprawka skąpletowana – przynajmniej tak mi się wydaje. Jeszcze łóżeczko trzeba ustawić na miejsce w sypialni i gotowe. Torby do szpitala nie mam spakowanej.
      Podziwiam za ćwiczenia :) – mnie męczy nawet chodzenie, chociaż może powinnam się porozciągać na piłce :)
      Kaja a Ty na kiedy masz termin?

      • ~Kaja pisze:

        Askja, Magdanr2, mamy termin na 17.02 ale coś mi mówi, że go nie doczekamy….. na ta chwile odpuscilam juz wszelki ruch, zaciskam nogi żeby jeszcze chociaż do początku lutego wytrzymać (mam wrażenie, że coś juz się zaczyna dziac). Pojutrze będziemy mieć 37tc0dc

    • ~ana86 pisze:

      Melduje się dziewczynki. Torba spakowana gdzies od tygodnia, w sumie mam wszystko przygotowane. Uznalam ze już nie ma co czekac. W tym tygodniu ide do szpitala na dokładniejszy podgląd z podejrzeniem hipotrofii… Licze ze podejrza i potwierdza ze jest ok (nie dopuszczam już innej opcji bo stres nie poprawia sytuacji), nie biore nic ze sobą coby nie kusic losu. Mam ta cukrzyca ciazowa wiec musze uwazac na lozysko, przepływy itp. To pewnie te cukry i ostra dieta powoduja. Chodzi o brzuszek Malego. Zawsze wygladal na dluga chudzinke a teraz brzuszek wychodzi jednak widocznie młodszy od reszty. Wagowo nie wyglada zle bo niby ok 2800 ale Maly ma ciasno i jest tak ulozony ze podejrzenie go dokładne nie jest proste. Przy dwóch pomiarach pod rząd tez bywaja spore roznice. Jak to z usg. A mój brzuch jest naprawdę malutki jak na 9 miesiąc i dr przy badaniu tez się zastanawia czy tam tyle naprawdę się miesci wiec woli sprawdzic. Wiem tez ze każda ma inaczej ale jak patrze na babki w poczekalni to jestem 0 polowe ciensza od nich co tez mnie trochę martwi. Myslalam ze w plaszcz rozm. 36 się nie dopne w listopadzie-max grudniu a tu do porodu na luzie będzie. Szyjka jeszcze daje rade. Musimy jeszcze pociagnac trochę ale już tak bym chciała bezpiecznie powitać Okruszka… Sciskam Was dziewczyny :)

      • ~Magdanr2 :) pisze:

        Ania wiem że każda ciąża jest inna , ale Moja Siostra która właśnie urodziła do końca ciąży nosiła 36 rozmiar normalny , nie ciążowy ( przed 34) , przytyła 10 kg , brzuszek miała mały a Młody 3120 ważył i 54 cm … :)
        Mam nadzieje ze Ty taki sam przypadek :) U Was za chwilę już można bezpiecznie rodzić , tydzień , dwa i tylko pozostanie wypatrywać porodu … :D
        Super :)

      • ~Anitt pisze:

        Ana, nie stresuj się mi. Będzie dobrze. Słyszałam że przy insulinie łożysko się starzeją ty masz tylko dietę. Spójrz na Lewandowska…Ona też brzuszka praktycznie niema. Ja taki miałam na początku 4 miesiąca a jestem pewna że z jej ciąża wszystko ok tylko poprostu taki typ z niej. Co do brzuszka to w cukrzycy ciążowej ważna jest proporcja brzuszka do główk.
        Buziaki i niestresuj się.
        AaaA pamiętasz jak lekarz straszył Ciebie że boi się że urodzisz przed Nowym Rokiem? Boi a koniec stycznia już mamy :)

        • ~ana86 pisze:

          Dzieki dziewczyny :) Już się wlasnie staram jakos szczegolnie nie stresować bo dr już tez zadowolony ze taki tydzień mamy to już jesteśmy prawie w domu i jest wiele wyjsc. A tlumacze sobie ze jak cos zawsze lepiej posprawdzać, najwyżej szybciej utule Maluszka jeśli po tej stronie brzuszka będzie mu lepiej.
          Magda, to Ty na Agatke tez już gotowa praktycznie :) No można wydac fortune jak nic, wszystko jest takie sliczne ze ciężko się powsztrymac…Ja mam nadzieje ze po prostu mam jak Twoja siostra (albo Lewandowska hehe)-taka uroda.
          Anitt, widze ze jednak dieta nie wystarczyla u Ciebie. Wlasnie oni za te ranne cukry zawsze się mocno czepiają. Ale to już teraz chyba przynajmniej diete możesz rozszerzyc trochę co? Ty tez pędzisz kochana- już 27 tc! buzka

          • ~Kaja pisze:

            Ana86, małym brzuszkiem się nie przejmuj. Pierwsza tak zaawansowana ciaze podobno zawsze mniej widać. Tez nie mam jakoś specjalnie dużego brzucha, w końcu zaczęło go być widać w kurtce zimowej. Chyba jakaś naiwna jestem, bo wcześniej myślałam, że kobiety z widoczna ciaza np. wypada przepuścić w kolejce w sklepie. Z mojego doświadczenia wynika, że prawie każdy udaje, że brzucha nie widzi. Jeszcze mnie nikt w żadnej kolejce nie przepuścil. U Was tak samo czy macie milszych ludzi w otoczeniu?

    • ~ob pisze:

      Ewciak, już tuli maleństwa :)

      • ~Magdanr2 :) pisze:

        Ooooooooo , super !!!!! Gratuluje !!!!! <3

        • ~Merda pisze:

          Dziewczyny! Nie martwcie się…hehe wiem- łatwo mówić. Ale ja panikowalam, a poród sn wspominam nawet fajnie. Ja panikara, wiele razy tu płakałam i wylewalam żale a mimo cukrzycy i nadciśnienia plus mojego pesymizmu urodziłam slicznego synka.
          Trzymam za Was.kciuki! Dacie radę!
          Już tyle przeszliśmy, że podczas porodu to mamy supermoce :-)

  27. ~pati pisze:

    Dziewczynki kochane to dopiero teraz będzie okres porodów :) oby wszystko wam gładko poszło i po waszej myśli:)
    Nie odzywam się ale czytam, mam zakręcony czas bo sobie z kupna domu do remontu przeszlismy do kupna segmentu, przyczym że myśrednio zdecydowaniczy ja blizej formy a mam obecenie 70 km czy maz blizej wawy bo moze zmieni prace, i takie 5 tys pytan bez odpowiedzi, zdecydowalismy ze jeszcze zawczesnie by się wiążac kredytemdo usranej śmierci i za 5 lat sprzedawac bo praca się zmieni, wiec staneło na wyremontowaniu obecnego mieszkania, kuchni przeniasienia do salonu a z kuchni zrobienia pokoju, wiec na spokojnie moge tu miszkac jeszcze najbliższe 10 lat :) a ze my skąpi to bedzie tani i ekonomiczny remont :) także mam zajęcie :)
    a projekt dopiero za miesiąc będzie :) ale niebawem zaczynam areobik i gimnastyke dla ciężarówek i jeszcze z M chce normalnie na basem mykać w weekendy :)
    A musze się przyznać zrobiłam małąakcje i byłam na podglądzie szybkim kluchy :) bo mnie coś kuło ciągło i tak jakby systematycznie wiec lekarz wzial mnie dla świetego spokoju i puścił serducho :) no bo kurde Malibuu I LILOĄ jeżdżą sobie po usg a ja bymmusiała czekać do 2.02 :P a takto w kupie raźniej że się stresujemy w tym samym tyg, a z Małą Anią to nawet w wawie w te same dni będziemy :P
    Jedyne co najgorsze to to coś przez jednych rozumiane jako insulinooporność przez drugich jako cukrzyca typ 2. Przeleciałam już z 4 lekarzy i żaden nie chce metforminy a ja się uparłam że póki mi ktoś nie wyjaśni czemu nie tylko na zasadzie nie bo nie, a ja im mowie ze za granicą….. no to słysze ale w PL nie, no to ja uparta i dalej biore, bo jak mnie kretyn nastraszyl ze jak odstawie to poronie to mam ich w dupie. A pozatym jak mozna mieć cukrzyce i cukry za niskie? I nawet takie miałam bez metforminy :) Tak jestem dziwny przypadek.
    Jakby ktoraś z was znała jakiegoś dr ktory prowadzi ciąże na metforminie to poprosze o namiary :) a jak nie to sama bede sie leczyć i tyle :) Najwyżej jak zmuszą mnie byodstawić to cyt diab, dziecko będzie miało wady, i teraz jak pani odstawi to poroni pewnie… nic dodać nic ujac

    • ~Izabela pisze:

      eeheheh Ty to jesteś model, normalnie formuła1 :P

    • ~ob pisze:

      Pati, metforminę w ciąży stosuje się w Anglii i w Indiach. Ten drugi kraj mnie jakoś nie przekonuje ;)
      I nie dziwię się lekarzom, bo ten lek nie został w PL zarejestrowany do stosowania u kobiet w ciąży, bo też i nie został pod tym kontem przebadany :0

      • ~pati pisze:

        ob. wstanach tak samo, w Dani albo Holandi tak samo, wiec nie porownuj tylko z Indiami.
        No niestety to samo sie tyczy lekow na astme wszystkie kategoria B a te co ja biore C no nic już kiedyś napisałaś że dziecko moje bedzie świecić i ja ci odpisałam wtedy że na dotatek jeszcze będzie srać tęczą i to podtrzymuje. A z metforminy nie zrezygnuje, skoro tak w tym temacie sie wypowiadasz poczytaj torche o IO w ciąży i że wiekszość osob jest na metforminie i to mimo iż w pl nie jest wpisana.

        • ~ob pisze:

          i po co od razu tak wulgarnie i agresywnie? ;)

          • ~pati pisze:

            ob przeciez noworodki to to sadzą takie sraki że to poezja, chociaż patrząc na moją siostrzenice jak jej mamusia je wszystko chrzan przegryzając sosem czosnkowym a karmi cycem to już nie wiem czy lepsze te kupy noworodka czy takiej wiekszej buby ;)

      • ~pati pisze:

        i szczególną uwage zwróć na fakt częstości wystąpienia zachamowania rozwoju płodu u osob ktore odstawiły lub we wczesniejszych miesiacach ktore odstawiły i w 3 miesiącu poroniły. W czasie ciąży wzrasta IO, i ja tam wole nie ryzykować, a pozatym lekarze tak krzyczą bo muszą a na dobrą sprawe to mi jakiś awantur gin nie zrobił.

        • ~Izabela pisze:

          Pati, ja odstawiałam metformine do 10 tc stopniowo schodząc z dawek (miałam końskie, w sumie2500/dobę) , a później okazało się przy krzywej, że cukrzycy brak i w ogóle nic nie brałam. Może ciąża też cię ‚uleczy’.

          • ~pati pisze:

            Izabela ja przed ciążą mialam 65-237-212 a insuline 3,6-77-122,hba1c wyszla taka że wogóle na cukrzyce nie wskazywała 4,68? chyba coś takiego i c-peptyd tak samo. teraz jak mierze cukry to mam na czczo 70-85 max a po jedzeniu 75-95 nieraz 100-110 – moze z 3 przypadki. I takie cukry mialam bez metforminy i mam na metformini 500 mg normalna nie o przedłużonym uwalnianiu (2 diab potwierdziło że ona dziala może z 6 h wiec jak dla mnie działa do południa)
            Więc ja biore dawke placebo że to tak określe :) chociaż niewiem jak to sie tyczy mojej wagi 45kg.
            Walcze z tematem i zobaczymy co wywalcze, wszyscy reaguja krzykiem a pozniej a pani w 11 tyg to i tak juz bez roznicy :P

            • ~olga82 pisze:

              Pati, ja byłam na 1×500. Z lekarzem no problem. Poleciła mi ginekolog w klinice na podstawie badań, na które się chyba powoli jedź, żeby nie odstawić. Odstawiłam koło 20tygodni., nie pamiętam dokładnie. Wada Heli jest prawdopodobnie genetyczna, więc metfor nie ma tu nic do rzeczy. Co ciekawe, mój l.rodzinny też polecał nie odstawiać. Bierz o nie przejmuj się.
              Ob, też bałam się tych pieluch, ale nie smierdzą. Mam odruch wymiotny, jak ta lala a przy kupach nic:)
              Magda, nie kupuj sterylizatora. Chcesz karmić piersią? Jak będziesz chciała odciągnąć i zostawić do podania, to przelejesz butelkę wrzątkiem i tyle. Smoczki tak samo. Gdybyś może używała cały czas butli, to może jest sens. Z elektroniki -najważniejszy termometr, inhalator/ nebulizator. Ewentualnie nawilżacz. Zamiast maty edu kup drewniany pałąk z ikea. Dajesz dziecko na kocyk i już.

  28. ~paradise pisze:

    Olga82 ja bardzo chętna na wszelkie spotkania :))))

  29. ~MagdaS pisze:

    Dziewczęta tak sobie dywaguję czy nie spróbować „szczęścia” w dofinansowanym ivf w W-wie.
    Podobno ma coś ruszyć w wakacje. Ja w listopadzie zaczynam 40-tkę.
    Uderzyć do kliniki N. do dr Z lub dr L?
    Na dofinansowanie leków raczej się nie łapię przez moje AMH (nie badałam go powtórnie od września ub.r), ale dofinansowanie do procedury by się przydało.
    Jest sens próbować?

    Póki co czekam na usg by potwierdzić czy dalej mam mięśniaka na trzonie macicy. W B. w BS powiedziano mi, że nie wpływa on na ew.zajście w ciążę.
    Dalej biorę vit.D3, melatoninę 5 mg, DHEA 5 mg, Inositol, witaminy dla ciężarnych.

    • ~pati pisze:

      A wal śmiało skoro wejdzie dof. to ja już bym coś w tym kierunku robiła, w Łodzi lista była zapełniona nim program ruszył praktycznie 1-2 dni i miejsc nie było :)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Magda, zawsze jest sens próbować :) Inaczej sie nie przekonasz, czy było warto :)
      Ja w N. bywałam zarówno u Z. jak i u L. ale ostatecznie do L nie dałam rady dostosować się z pracy do jego godzin. Z. jest ok i jest często. Moja uwaga do niego – niedelikatnie bada…

      • ~MagdaS pisze:

        @pati @iza
        dzięki :)
        Spróbuję w tygodniu zadzwonić i się zorientować w wolnych terminach (mniemam, że będą odległe, ale mi się akurat nie spieszy..)
        Mówić wprost, że myślę o miejskim programie dofinansowania by ew.wciągnęli mnie na jakąś listę?

        • ~gaja pisze:

          Masz 40stkę i niskie AMH, ale Ci się nie śpieszy?

          To się ciut wyklucza ;)

        • ~Renata pisze:

          Nie wiem jakie warunki dofinansowania będą w Warszawie ale zazwyczaj jednak refundacja do 40 lat, amh w programie rządowym też miało znaczenie. A spróbować zawsze warto :-)
          Co to za rodzaj mięśniaka Cię dopadł? Niektóre faktycznie nie mają wpływu na zajście ale ja na słowo mięśniak jestem uczulona. Miałam usuwane już 3 razy i przed ciążą konieczne kazano mi się go pozbyć (to był mięśniak podśluzówkowy).

    • ~Wężon pisze:

      Magda, a wiadomo już coś o warunkach? Bo nie wiadomo, czy się można zapytać. W listopadzie zaczynasz 40, czyli masz 39 urodziny?
      W programie rządowym AMH musiało być powyżej 0,7, żeby dopuścili do programu, nie tylko do leków. Teraz też mogą mieć takie ograniczenia.
      Dotarłaś do jakiegoś opisu tego warszawskiego programu?

      • ~ob pisze:

        Te programy są bardzo restrykcyjne :( Nawet bardziej niż rządowy :( W Łodzi koleżance powiedzieli, że poronienie, wiek i amh ją wykluczają. Szukają par, którym się uda a nie takich z problemami :(

        • ~Wężon pisze:

          Też tak myślę, że chcą inwestować w tych najlepiej rokujących.
          No i na przykład to, że starasz się o drugie dziecko też może być przeszkodą. I wcześniejsze podejścia do IVF, jak u mnie.

          • ~MagdaS pisze:

            @Wężon – urodziłam się w listopadzie 1977, więc teraz mam 39 lat i skończę 40-tkę 26-go.

            Nie wiem nic o warunkach udziału w programie miejskim.

            @ob – paranoja, że wyklucza się kobiety z niskim AMH. Ile kobiet z normalnym AMH nie zachodzi w ciążę? A są przecież przypadki naturalnych ciąż niemal z zerowym AMH.
            Mi w S. w Łodzi powiedziano, że jeśli się zdecydujemy na ivf to będę musiała mieć 2 cykle „ostrej” stymulacji hormonalnej.
            Na ivf się nie zdecydowaliśmy z uwagi na finanse.

            @Renata – mam 2 cm mięśniaka na trzonie macicy. Jestem umówiona w marcu na usg by to jeszcze potwierdzić lub wykluczyć.

            • ~gaja pisze:

              Z naszego punktu widzenia paranoja, ale z drugiej strony – wydają masę pieniędzy i chcą mieć namacalne efekty. Są w sieci takie niefajne kalkulatory szans ivf. Przy 40 latach to <10% szans…
              Tak jak wcześniej było pisane, jeśli hormony masz OK i zataisz wynik amh, to masz szansę na refundowane leki. Ja tak miałam.

              • ~Wężon pisze:

                Magda, to dokładnie tak jak ja, jestem miesiąc starsza od Ciebie. :)
                W tych warunkach refundacji też jest niejasno – poniżej 40 roku życia, czyli do 39 urodzin, a refundują chyba do 40.

                Gaju, tak, szanse są statystycznie coraz mniejsze, ale jak masz dobre AMH i dojrzałe komórki, to da się „oszukać” statystykę. W końcu tym z 70% szans też się czasem nie udaje.
                Ostatnio oglądałam program o ivf, taki podobny do tego co w N. kręcili, tyle że ukraiński.
                I w kilku odcinkach nie udawało się młodym i z dobrymi niby komórkami. A teraz oglądałam o 46-letniej kobiecie. Miała 28 komórek, 14 dojrzałych, do transferu dotrwał tylko jeden zarodek. I się udało.

                • ~ob pisze:

                  Ja przez wiek nie załapałam się na rządowe in vitro ani na leki a amh mam 2,3 :) Ktoś ustalił zasady i mogą się nam one nie podobać ale musimy ich przestrzegać. Nawet nie mogłam zakombinować z lekami ;) A podatki płacę dłużej niż np. 25-latka ;)

                  • ~Wężon pisze:

                    Ob, a dlaczego AZ, skoro AMH masz takie ładne? Jednak chciałaś się stymulować, gdybyś na program się załapała?

                  • ~ob pisze:

                    Nie, nie chciałam się stymulować ale jak bym chciała to i tak bym nie mogła, bo byłam za stara :(
                    A AZ dlatego, że statystyka nie była po mojej stronie. Za duże ryzyko :(

  30. ~LILOĄ pisze:

    Ja również czytam… chociaż mało się udzielałam :-)

    Mężu Izy powodzenia, zła passa musi się się kiedyś skończyć.

    Wszystkie na tzw. wylocie powodzenia i trzymam kciuki za gładkie nadejście Waszych Pociech na Świat.

    Jeśli chodzi o nas jutro zaczynamy 11 tydzień. Mdłości nie mam, jedynie co dopada to nagła senność.
    To o czym chce napisać to o czwartkowej wizycie w I-cie w Gd , która skończyła się wysłaniem emaila ze skargą-zachowanie lekarza. Sprawa dotyczy Dr , do którego wybrałam się na pierwszą wizytę ciążową.
    Ogólnie wybrałam inną Panią Dr. jednak terminy tam to masakra. I tak trafiłam na idiotę.
    Zgodnie z poleceniem naszego dr. od ivf zrobiłam na tą wizytę niezbędne badania w tym morfologię itd. Dodam jeszcze. , że przed tą wizytą byłam u mojej Pani Immunolog, z którą najpierw skonsultowałam wyniki morfologi jak i pozostałych zleconych przez nią badań. Mam podwyższone leukocyty, tak wiem w ciąży ich ilość wzrasta u mnie to aż 17tys. Jednak immunolog wytłumaczyła , iż encorton powoduje zaburzenie ich wyników i jest to normalne.
    Jak się okazało nie dla wszystkich. .. Dr. P , stwierdził. , że białaczki jeszcze nie stwierdza ale mam powtórzyć badania , o mało z krzesła nie spadłam.
    Ogólnie od samego początku zachowywał się arogancko, byl zniecierpliwiony i zastanawiał się po co nam było ivf ? Tak zastanawial się . Chciałam mu odpowiedzieć , że mieliśmy luźne 20 tys :-) ugryzłam się w język.
    Kolejna sprawa po co mi L4 i czy chce wrócić do tej firmy? Ja pitole, mój M juz tak się gotował , że bałam się , że zakończy się to naprawdę źle.
    Pytam czy mnie zbada ? Przyłożył głowice do mojego brzucha na 30 sek i nic.
    Pytam czy wszystko ok? A on ,, no ministrem zdrowia nie będzie hehe ”. O ch… mu chodziło do tej pory nie wiem. Nie podał wymiarów i akcji serca. ( akcję serca odczytałam ze zdjęcia). Wymiarów brak.
    Leki- patrze wypisuje clexane na 100% pytam dlaczego? Odp. Bo mi się nie należy. Słucham. , 2 tygodnie temu mi się należało a dzisiaj nie ( mam trombofilię oraz podejrzenie asp). No ja nie mogę odpowiedział. Następne mądre pytanie: dotyczy luteiny dopochwowej : Pani sobie wkłada do pochwy 12 tabletek na dobę? Ja w myślach : nie w dupę ! Recepty wypisywał dłużej niż zajmował się mną.
    Po zakończeniu wizyty zeszliśmy do apteki a tam kolejny wkurw : wszystkie recepty wypisał na 100% luteinę dopochwową, luteinę podjezykowa . różnica z refundacją 600 pln . Za przeproszeniem : ja jebie bo inaczej juz się nie da…
    Wracamy oczywiście już go nie ma przerażone Panie widząc mojego M .przepraszają i chcą mnie umówić na kolejny dzień do tego samego Dr. Stanowczo odmówiłam i ,,proszę” o zmianę recept ( dodatkowo pomylił ilość opakowań luteiny podjęzykowej z dowcipną ).
    Po wszystkim mój M wpadł na pomysł żebyśmy podjechali jeszcze raz do lux medu bo immunolog przyjmuje do 20.
    Pani Dr. to prawdziwy lekarz z powołania, oczywiście wypisała mi recepty na wszystkie leki wraz z refundacją.
    To miały być cudowne chwile, liczyłam , że zobaczymy nasze cudo i razem przeżyjemy te chwile i zapamiętamy je na zawsze. ( wiem , że jeszcze wiele przed nami :-)) tymczasem przeżyliśmy koszmar. … nigdy więcej !

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      Kur… co za Buc skończony !!!!
      Liloą może zapiszcie się w tygodniu do jakiegoś Normalnego Ginekologa i na spokojnie jeszcze raz podejdźcie , na porządne usg… powinni Was przeprosić i oddać kasę za taką wizytę …
      Ja tylko raz miałam do czynienia z Chamem , Lekarz który robił mi punkcje , jak go zapytałam czy to dobrze że 9 komórek pobrano , powiedział dobrze to będzie jak z tego Dziecko będzie ….
      Więcej do Chama nie poszłam , najlepsze jest to że to jeden z Właścicieli Kliniki do której chodzimy….
      Wiesz już u Kogo chcesz prowadzić ciąże ? Może do tego Lekarza idźcie … wspomnienia Chama pozostanie , ale przynajmniej Ktoś się Wami porządnie zajmie …;/

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      Poza tym do 12 tc powinien robić badanie dopochwowe …. no co za Kretyn , aż Ja się zgotowałam też … sprawdzić szyjkę , zbadać Was , zlecić kolejne badania , powinniście teraz z tego co pamiętam glukozę zrobić , My tez musieliśmy hiv-y i te inne badania co przed ivf zrobić jeszcze raz już w ciąży ….
      Aaaaaa , no Pacan jakich mało

      • ~pati pisze:

        Madzianr2 Ja ostatnio na szybkim podglądzie miałam też juz przez brzuch czy wsio oki. A to przez brzuch się nie robi? Mnie tylko spytał ktory tydzien powiedzialm że 10t3-4d to powiedział oki to puszczamy na głos.

      • ~LILOĄ pisze:

        Madziu,
        Już nie dopisałam, że na poniedziałek umówiłam się do innego lekarza nie z Kilniki, bo inaczej bym spokoju nie zaznała.
        Glukozę i mocz też już zrobiłam.
        Plus mam aktualne badania infekcyjne.
        Ciążę chciałam prowadzić u Dr. Brz—ski z I-cty, jednak teraz już sama nie wiem.
        Niesmak oczywiście pozostanie.
        Mam tylko nadzieję , że Pani Dr. w poniedziałek rozwieje wszystkie moje wątpliwości. :-)

        Czy polecacie kogoś z Gdańska do prowadzenia ciąży?

        Dodatkowo Dziewczyny, może już wiecie ale ja się dowiedziałam. , że jest taka strona tzn. BARTOSZ MÓWI na której można sprawdzić. , komu należy się refundacja danego leku.

        Pozdrawiamy :-)

    • ~ana86 pisze:

      Nie denerwuj sie juz nim Liloa, szkoda Twojego stresu na glupka. Mnie tez tam kiedys jeden wkurzyl. Mlody byl a wazniejszy niz wszyscy inni razem wzieci. Zawsze sie jakis taki ‚madry’ trafi. Sprobuj teraz u kogos normalnego i bedziecie spokojnie chodzic i podgladac Maluszka :)

  31. ~Magdanr2:) pisze:

    Pati nie chca was wprowadzać w błąd ale chyba PTG mówi żeby do 12tc robic dopochwowo usg , jest dokładniejsze po prostu .
    Mi gin ok 11tc po dopochwowym , oglądał jeszcze Młodzież przez brzuch ale to po wyciągnięciu sondy wiecie skąd:P
    Chociaż Pati Ty jesteś taki Kochany Chudzielec ze pewnie u Ciebie przez brzuch równie dokladnie :D
    Pierwsze prenatalne juz miałam robione tylko przez brzuch i były bardzo dokładne .
    Później na kazdej wizycie oprócz badania ginekologicznego , Lekarz do 30 tc sprawdzal dodatkowo szyjkę usg dopochwowo / bardzo delikatnie ale zerkal i mierzyl długość.
    Liloa , Ja też miałam ważne wirusy , ale mi Lekarz pwooedzial ze na porodówce wymagają badan zrobionych juz w czasie ciąży , nie wiem ile w tym prawdy ale Bratowa M i Moja Siostra robily właśnie na poczatku ciąży, a nie miała ivf …wiec Ja robiłam dwa razy .
    Ty cos pisalas o Lux Med , nie wiem jak Ty ale Ja mam kartę z enel med i mam większość badan za darmo , brałam tylko od Doktora skierowanie.
    Plus powinien Ci dać skierowanie na toxo , przeciwciała , ig cos tam właśnie sobie przypomniałam ze to tez robiłam na poczatku ciąży ….
    Dobrze ze idziesz do innego , tez bym tak zrobiła , bo spać bym po nocach nie umiała:)
    Kciuki za Was :)

    • ~Anett pisze:

      Liloą jak masz pakiet w lux med to poproś pierwszego lepszego gin, żeby załozył Ci kartę ciąży, wówczas wszystkie badania ciążowe będziesz mogła robić bez skierowania. Najlepiej poprosić o listę badań dostępnych w poszczególnych tyg. ciąży. Ja do tej pory wszystkie bad zlecone przez gin prywatnego robię u nich i nie ma problemu. Trzeba korzystać.
      Faktycznie trafił Ci się idiota, może to i lepiej że praktycznie wcale Cię nie badał, wiadomo co by mu wyszło po tych badaniach? Aż strach myśleć.

      • ~LILOĄ pisze:

        Tak właśnie zrobił . Umówiłam się na wtorek do lux medu. Skoro mam full pakiet to po co dodatkowo wydawać tyle kasy. Tym bardziej, co miesiąc muszę powtarzać badania od immunologa, które kosztują ok 260 pln.
        Totalnie zgłupiałam. .. z tym wszystkim. Lubię mieć wszystko poukładane a tu wdarł się chaos.

        • ~Magdanr2 :) pisze:

          Liloą pójdziesz do dobrego Gin , a nie skończonego Buca to Ci się wszystko poukłada i będziesz wszystko wiedzieć , no może nie wszystko , ale instrukcje dostaniesz :D Kciuki :)

    • ~pati pisze:

      Madzienr2 Aaaaa to na spokojnie jak napisałam to była akcja kryzysowa bo mnie ciągło kuło systematycznie jakby skurcza itp i napisałam doktorowi że : mąż wariuje, ja sie stresuje, a w moim stanie to raczej nie wskazane i czy by nie podejrzeć czy wszystko w porządku bo ja do prenatalnego nie wytrzymam i zwariuje, no i ze to pierwsza ciąża i my głupiejemy jak tylko coś zaboli.
      No to zaprosił mnie na dyżur do szpitala i machnał szybko przez brzuch żebym się uspokoiła że wszystko wporządku, a potem pobiegł jak to skwitował zszywać dalej krocze bo zostawil takie rozwalone. Także moja wizyta trwała 1 min- bez zdejmowania gaci z dupy jest szybciej :) Pewnie na normalnej inaczej to sie odbedzie

  32. ~Magdanr2 :) pisze:

    Izula , Izowy Mężu żeby ten tydzień był dla Was pełen dobrych wiadomości :)

  33. ~Wężon pisze:

    Iza, czekamy na dobre wieści u Was.

    Martyna, kciuki za jajkobranie. :)

    Renata, a Ty jak się czujesz? Dobijasz już do 30 tc?

    Ob, na początku kupy nie śmierdzą. Też myślałam, że będę miała z tym problem. Ale te mleczne nie są takie złe. Dopiero po rozszerzeniu diety zaczynają śmierdzieć. Ale to wtedy już jesteś przyzwyczajona. :)

  34. ~Atagad pisze:

    Pati, nie wiem czy to jeszcze aktualne ale ja brałam metforminę na początku ciąży. A dokładnie lek Glucophage XR 1000mg (1 tabletka na wieczór) – tabletki o przedłużonym uwalnianiu. Mój ginekolog jak wyszła pozytywna beta kazał brać aby zapobiec ewentualnemu poronieniu. W 7 tc chyba kazał zmniejszyć dawkę do pół tabletki a chyba w 10 tc kazał odstawić bo wtedy już chyba wykształca się łożysko. Lekarz mi tez mówił że w niektórych krajach kobiety biorą metforminę w ciąży o szczegóły nie pytałam. Po odstawieniu leku zaczęłam odczuwać IO ale zmieniłam dietę którą już będę stosować nawet po porodzie ale o tym już pisałam wcześniej. Ogólnie moim zdaniem jeśli na co dzień cukry masz dobre a diety nie zmieniłaś to może po prostu trzeba by powtórzyć badanie z obciążeniem kiedyś na przyszłość. No bo o ile metformine stosuje się przy prawidłowym poziomie cukru to jakoś zażywanie insuliny to jakoś sobie nie wyobrażam. Znam tez przypadek że dziewczyna w ciąży zrobiłam badanie z obciążeniem i wynik wyszedł nieprawidłowy. Lekarz zapytał co Pani jadła dzień wcześniej i kazał powtórzyć badanie ale wcześniej się do niego przygotować i wynik wyszedł już dobry.

    • ~pati pisze:

      Atagad no właśnie diety nie zmieniłam, wszyscy opierają sie na krzywej sprzed ciąży, tylko jedna pani diab po przejrzeniu zapiskow powiedziala ze mam za niskie cukry. I teraz to mnie bardziej przejmuje niz wysokie :) Mete brałam i biore 500 mg ta normalna rano bo wieczorem to zdychalam po niej, jedynie na IO i mi pieknie wyrególowała wszystko okres jak w zegarku- a nie było go 1,5 roku wogóle. Teraz zaczął się 12 tydzień jutro mam góru diab z Łodzi a na 31 jestem umowiona do wawy do diab ktora prowadziciaze na metforminie. Zobaczymy. A co do tej diety i jedzenia przed to tez internista zrobic 4 dni min diete a gin nie niech pani je normalnie bo wtedy pani zafalszuje wynik jak zrobi pani diete. I bądź tu mądrym :) A krzywą chce zrobić w 13 tyg, ale najpierw to skonsultuje z jednym i drugim diab.

      ODDAM:

      LAMETTA 5 tab do 02-2019
      SYMLETROL (Lametta) 13 tab od Magdynr2 do 06-2018
      plus dorzuce obchuchane 2 testy ciązowe :)

      • ~iza krotki blog pisze:

        ja to bym może od Ciebie przejeła te testy, ale warunek, tylko z dwoma kreskami :)

        • ~pati pisze:

          Hmmm jak nasikam teraz to powinny chyba jeszcze wyjść dwie krechy. Ale ty to powinnaś dostać taki wielki test ciażowy w ramke oprawiony z dwoma kreskami i data tel z OA i kolejna data jak ten ktosiek już będzie u ciebie :)

    • ~pati pisze:

      A i mi tego gluko cost am nie chceili przepisac bo waga za niska i ze własnie o przedłużonym a ja mam tą normalną ktora jak diab powiedział to moze dziala mi do poludnia i wiecej nie. i normalna powinno się brać do każdego posiłku, a tą o przedłużonym własnie na noc. A jeszcze mam jedno pytanie jak ci kazał zejść z tej połówki, bo rozumiem ze jakis czas z 2 tyg bralas po 1/2 tabletki a pozniej co z dnia na dzien nic?

      • ~Atagad pisze:

        Pati, tak dokładnie to nie pamiętam ale ginekolog mówił że można odstawić z dnia na dzień i kiedyś jak się pytałam diabetologa to tez mówił że można a ja panikara jestem więc pewnie tak z kilka dni pobrałam co drugi dzień i odstawiłam. Z tego co piszesz i mi się tak wydaję to metformina uwrażliwiła Twoje komórki na insulinę co spowodowało że ładnie insulina się obniżyła i pewnie stad ten okres. Tak na chłopski rozum to chyba najbardziej kluczowy moment w ciąży jest do momentu wytworzenia się łożyska. Potem chyba ryzyko bardzo spada.A u Ciebie łożysko już jest. Trochę nie rozumiem tej Twojej cukrzycy. Znam osoby które mają cukrzyce i u nich cukier jest za wysoki jak nie biorą leków. A u Ciebie jak mówisz jest OK przy tym co jesz no i dawki leku są naprawdę małe. A tak a propo diety to w dzisiejszym świecie jest plaga cukrzycy no i diabetolog mówiła że każda osoba otyła ma IO i pewnie dlatego przy otyłości jest dużo ryzyko zachorowania na cukrzycę. Moim zdaniem w ciąży ogólnie organizm działa inaczej i dieta powinna być inna. Ja ogólnie nabrałam niechęci do cukru po przeczytaniu Sugar Blues. Trochę wyrzucę tutaj swoje żale ale mi nikt nie mówił jak powinna wyglądać dieta w ciąży. Jak wyszły mi ciała ketonowe w moczu to dopiero zaczęłam się interesować i czytać. Nawet ginekolodzy raczej o diecie nie mówią tylko tak mocno ogólnikowo. A przecież bóle głowy, osłabienie typowy objaw ciążowy to może być po prostu skutek złej diety i objaw hipoglikemii bo w ciąży szczególnie na początku coś czytałam może do niej dochodzić. A do samego badania to tak jak kiedyś napisałaś ono trochę jest nienaturalne bo kto normalny na czczo wypija tyle cukru i w niektórych krajach się od tego odchodzi. Ale to są tylko moje dywagacje bo wiedzy medycznej o samej cukrzycy to nie posiadam.

        • ~pati pisze:

          Atagad to teraz powiem ci hit hitow,wczoraj mowie a przed wizyta juz sie przypilnuje zgodzina mierzenia cukru po obiedzie, hehe zrobiłam chińczyka po swojemu sosy dorobiłam bo robie przegląd szafek iwszystkie chinskie dorzucilam na patelnie. Mowie zwaze sobie ile tego jest (ryz kurczak wazya z patelni) no mowie salaterka w sam raz 30 dag no i co ?po godzinie cukier 66, a ze byklam zapchana to na spokojnie po 2 h zmierzylam 71. Czyli za niski. Później o 21 standardowo talerz owoców -jabłko i część tego no wielkiego grefjftuta na p. i mleczko z puchatkiem i co?po 1h cukier 80, a dzis rano o 9 cukier 73.
          Jak ktoś myślał ze u mnie juz wsio oki i wkońcu jestem normalna to powoli zaczynam sie czuć jak z Marsa, bo pisze sobie na grupie na fb o mamach z cukrzyca i pierwsze co słysze to napewno glukometr sie popsuł” nie no ręce opadają, bo glukometr cały czas odkad go mam pokazuje takie wartości. Masakra :) No nic przeciez nikt nie mowił że będzie łatwo :P

          • ~Wężon pisze:

            Pati, pomelo. :)
            A lekarze co na to? Co to za cukrzyca?
            Z niskimi cukrami nie ma żartów. Szybciej Cię wykończą, niż za wysokie. Znajoma ma cukrzycę od 30 lat i wysoki cukier nigdy jej krzywdy nie zrobił, a parę razy już ledwo się dociągnęła po cukierka przy niskim.
            Nie jest Ci słabo przy cukrze 60?

            • ~ob pisze:

              Niskie cukry są bardzo szkodliwe dla dziecka :(

            • ~pati pisze:

              Wężon a no widzisz ja mam cały czas takie cukry czy przed czy teraz, i właśnie nie mam żadnych takich objawów jak piszesz że padam i wogole. Chyba po prostu tak mam, i wlasnie bardziej niz meta(gdzie z pania dr utwierdzial mnie ze moja dawka to nie wplywa na nic) moja diab bardziej zaintrygowały te cukry niskie. I odesłała mnie do prof Cypryk ona jest w Polskim Towarzystwie Diabetologicznym. I dodatkowo jest kierownika Kliniki Diabetologii i Chorób Przemiany Materii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Czyli tam gdzie ciezarne z cukrzycą powinny sie udać :)wiec ma pewnie wieksza wiedze co do cukrzycy w ciąży niż normalny diab. Ide dziś zobacze co powie. Ehhh znow nasłucham się o metforminie pewnie.

          • ~Atagad pisze:

            Pati a z tym glukometrem to na pewno wszystko OK? Próbowałaś np mężowi mierzyć cukier i patrzeć jakie ma wyniki? Ja na pożyczenie dostałam dwa glukometry z tym że dostałam informacje że jeden zawyża wyniki i wybrałam ten który został polecony przed lekarza dziewczynie od której mam te glukometry. Ogólnie Twój przypadek mnie osobiście wciągnął jak dobry serial więc czekam na dalszy ciąg:). Bo faktycznie przypadek jesteś ciekawy:) A właśnie w ciąży dlatego jest ta IO aby nie dochodziło do spadków glukozy. A często miałaś badany mocz w ciąży? Masz ciała ketonowe?

  35. ~Borówka pisze:

    Cześć dziewczyny! w imieniu Ninusi i swoim dziękujemy pięknie za wszystkie gratulacje :)
    Jesteśmy tak sobą zajęte, że jakoś nie w głowie nam internety :P czujemy się bardzo dobrze, mała jest bardzo cycusiowa, pięknie przybiera na wadze, zaczyna przesypiać nawet 6h, więc jesteśmy coraz bardziej wyspani ;)
    Nieustannie trzymam kciuki za wasze szanowne grono :) Iza niecierpliwie czekam na radosne wieści od Ciebie, rozważacie adopcje malucha czy trochę starszego dziecka?

    • ~Anett pisze:

      Boroweczka gdzie kochana rodziłaś? Napisz coś więcej o swoim porodzie i opiece później w szpitalu.
      Wcale się nie dziwię że nie w głowie masz internety :)

      • ~Borówka pisze:

        Anett rodziłam na Żelaznej. Generalnie polecam, chociaż jest problem z miejscami i lokują na różnych oddziałach. Wielki minus za to, że wylądowałyśmy na ginekologii, a o 2:40 (całe szczęście, że mała nie spała i byłam w trakcie jej usypiania) przenieśli nas na inny oddział, mały absurd, ale cóż…

        Podczas porodu okazało się, że wystąpiły komplikacje, ale na szczęście zareagowali szybko i w ciągu 8 minut wylądowałam na stole i maluszka była na świecie. Było nieciekawie, ale obie jesteśmy całe i zdrowe :)

    • ~iza krotki blog pisze:

      Boróweczko i Niuniusio kochana :) My chcemy Malucha, ale wyraziliśmy otwartość na troszkę starszego pajtla też.
      Dobre wieści nadejdą. Na pewno.
      Sciskam Twoją małą z całego serca : )

  36. ~Atagad pisze:

    Dziewczyny zaczynam przymierzać się do kupowania rzeczy dla malucha i może byście pomogły w kilku kwestiach:)
    1. Pieluchy bambusowe (rozmiar większy minimum 70×70). Czy któraś z Was je kupowała i jakiej ceny mam się spodziewać? Najtańsze jakie znalazłam to za około 15 zł. Czy one faktycznie są takie drogie?
    2. Czy wiecie może gdzie w sieci można kupić prześcieradło dziecięce bez gumki? Zdecydowałam się na przystawkę Chicco Next2Me ale ona ma nietypowy materac a wszystkie prześcieradła które znalazłam to na gumce i do standardowych łóżeczek. Chicco ma swoje prześcieradła ale 119 zł za prześcieradło to dla mnie zaporowa cena.
    3. Fajne tanie piżamy do porodu i karmienia. Macie jakieś sklepy internetowe gdzie same kupowałyście?
    Z góry dziękuję za pomoc :)

    • ~Borówka pisze:

      Ja polecam pieluszki bambusowe, ja mam większe, chyba 110×110, są dość drogie (ok.45 zł na promocji), ale świetnie się sprawdzają jako otulacze.
      Piżamę do porodu kupowałam na Allegro za jakieś 30 zł, nie ma sensu wydawać na nią kupę kasy, bo raczej będzie do wyrzucenia jeśli urodzisz naturalnie. Zwróć tylko uwagę, żeby łatwo się odpinała, fajnie jak będzie dużo miejsca na gołą klatkę piersiową, żeby pokangurować malucha po porodzie :) A co do prześcieradła to może kup trochę materiału i obszyj na bokach? Nie kojarzę gdzie można kupić dziecięce prześcieradło bez gumki.

    • ~olga82 pisze:

      Atagad, ty chcesz kawałek bawełny? Czy prześcieradło z gumką o wymiarze Chiccco?
      Mogę Ci to uszyć.

      • ~olga82 pisze:

        A koszule kupiłam na lokalnym targowisku. Rodziłam w długiej tunice bawełnianej z h&m. Do karmienia kup sobie zapinane po bokach na zatrzaski nie guziki.

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      1.Bambusowe dostałam , tetrowe i flanelowe kupiłam w smyku , maja w dobrej cenie i w 3 paku :) moja Bratowa i Siostra mówią że się bardzo przydają …

      2. Na chicco tez się zdecydowaliśmy , nawet się udało odkupić od Izabeli blogowej , za co dziękuje :P , ale myślę że po prostu owinę kocykiem ten materacyk , dokupiłam to https://www.mall.pl/materace-lozeczka/chicco-oddychajaca-mata-na-materac-next2me-night-breeze

      3. Na allegro jest dużo , ja kupiłam te

    • ~Atagad pisze:

      Dziewczyny dziękuję za odpowiedzi. Olga82 dziękuję za propozycje uszycia ale chyba zrobię tak jak Magdanr2 kupię kocyk ewentualnie pieluchę taka dużą. Chicco ma swoje prześcieradło ale 119 zł to stanowczo za dużo szczególnie że warto mieć minimum dwa.

      Czy kupujecie laktator jeszcze przed porodem czy dokupicie już po jak faktycznie będzie potrzeba?

      • ~Magdanr2 :) pisze:

        Ja kupiłam plus butelki i smoczki imitujące sutek ponoć :P Medela. Tylko że Ja wiem że na pewno mi się przyda , mam zamiar szybko wrócić na ćwiczenia , do tego wyjścia z Psem i będę musiała od czasu do czasu Szanownemu Ojcu zostawić Córkę z butlą :)

        • ~Atagad pisze:

          Magdanr2, pytam z ciekawości tak hobbistycznie ćwiczysz czy zawodowo?

          • ~Magdanr2 :) pisze:

            Hahaha :) Hobbystycznie raczej , Chodakowska a przed ciążą trafiłam na świetne zajęcia indoor walking dla mnie bomba . Ćwiczenia na bieżniach mechanicznych , mocne cardio , godzina ok 600-700 kcal spalałam , chodziłam 3-4 w tygodniu . Ja lubię jeść , może nie ze dużo , ale lubię dobre rzeczy , a do tego lubię moje ubrania i chce się w nie mieścić , do chudzinek nie należę , ale lubię siebie i swoje ciało po ćwiczeniach . Do tego praca raczej stresująca więc lubię się na bieżni wyżyć i mam świadomość że robię coś dla siebie :)

      • ~Wężon pisze:

        Atagad, jeśli chcesz używać laktatora awaryjnie, a nawet częściej, to mogę Ci pożyczyć swój. Medela, ładnie ciągnie. Porównywałam z tańszymi i jest dużo lepszy. Ja przez ponad pół roku wyłącznie odciągałam i podawałam swoje mleko z butelki – po piciu z butelki w szpitalu Laura nie nauczyła się ssać.
        Laktator dał radę. Nie zrobił żadnej krzywdy piersiom, nie padł, laktację miałam ładną. Ponoć to osiągnięcie wytrzymać pół roku tylko na laktatorze.
        A teraz leży i się kurzy. Fajnie by było, gdyby komuś się przydał jeszcze.

      • ~pati pisze:

        Atagad z tymi laktatorami to juz tyle slyszałam że sama nie wiem, moja siostra miała elektryczny a i tak nie dawal rady :) reczny to juz wogole pomyłka miła tylko do szpitala. Kuzynka miala elektryczny i byl do dupy przestal dzialac po 3 tyg a kupe kasy dała. poszla do apteki po powrocie kupila najtanszy i okazal sie najlepszy. Ale warto go mieś w szpitalu, a jego dzwięk to mnie usypiał hihi jak siostra pompowała :P
        Co do smoczkow to tez jaja jak berety kupili jakies mega drogie mega podobno super a mała ich niecierpiała i wolala te normalne tanie :) i też kilka ich mieli i wozą do tej pory po kilka zawsze ze sobą. Najdziwniejsze jest to ze miala 2 takie same tylko na jednym byla małpka na drugim coś innego i mała wolała malpke a tamten wypluwała :)
        Więc chyab z rozsądkiem trzeba podejśc do jednego i drugiego :)
        Jak Wężon chce porzyczyć to weź od niej sama sprawdzisz czy ci odpowiada czy będziesz szukać czegoś innego. A z tego co się orientuje jeśli będzie ci ladnie sżło na laktatorze to nie oplaca się wyporzyczać na dłuższy czas.

        • ~Atagad pisze:

          Tylko tak właśnie się zastawiam czy przykładowo laktator czy butelkę to trzeba mieć od początku jak ubranka czy pieluszki czy ewentualnie kupuje się je jak są faktycznie potrzebne. Ja nastawiam się na karmienie piersią ale wiem że rożnie to bywa.

          • ~Wężon pisze:

            Atagad, ode mnie możesz pożyczyć zawsze, może czekać na wszelki wypadek. Bo jak będzie potrzebny to na już. Nawet jak karmisz piersią, może się przydać do rozpędzenia laktacji, czy w awaryjnej sytuacji. U mnie dobra strona była taka, że rano przed pracą J. karmił mlekiem z nocy, a ja sobie smacznie spałam. Ściągałam przed następnym karmieniem. Na szczęście jak było potrzebne to mleko było, a w międzyczasie piersi nie domagały się dojenia.

      • ~Marta pisze:

        Ja z własnego doswiadczenia polecam mieć jakikolwiek laktator chociażby ręczny, pożyczony na wszelki wypadek. Mój synek w czasie kiedy ja miałam nawał był w inkubatorze na naświetlaniu ze względu na silną żółtaczkę. Laktator w takiej sytuacji to mus. Przestrzegam przed kupowaniem używanych laktatorów elektrycznych. Dostałam w spadku po koleżance Medele czyli mercedesa wśród laktatorów. Ona była nim zachwycona, używała go przez jakieś pół roku, potem rok leżał w pudełku. Okazało się że za cholerę nie mogłam odciągnąć ani kropli mleka mimo że wydawało się że laktator działa. W serwisie powiedziano mi że producent gwarantuje że laktator wytrzyma tak na prawdę 6 m-cy intensywnego użytkowania i tyle w innych krajach daje na niego gwarancji. U nas zgodnie z prawem musi dac 24 m-ce w związku z czym jeśli masz paragon to w takiej sytuacji jak moja dostajesz nowy laktator. Ja nie miałam paragonu i laktator skończył w koszu z przeeksploatowania gdyż nie dało sie go naprawić.

        • ~Wężon pisze:

          Marta, to ciekawe co piszesz. Nie wiedziałam, że może udawać że działa, ale nie dawać rady ciągnąć. Mój to już 7 lat w pudełku leży. Ale w zeszłym roku koleżanka sprawdzała i jeszcze odciągał. :)

  37. ~po pierwszym in vitro pisze:

    Martyna, ile jajeczek? Jak pick up? Opowiadaj :)

    • ~LILOĄ pisze:

      Po pierwszym in vitro,
      A Ty jak się czujesz ? Kiedy kolejna wizyta?

      • ~Magdanr2 :) pisze:

        Liloą , a Ty miałaś dziś wizytę u ginekologa ?
        Jak poszło ?
        Mam nadzieje że już dobrze :)

        • ~LILOĄ pisze:

          Tak miałam wizyta tzw. Wymarzona. Pani Dr. Cudowna, najpierw sprawdziła szyjkę potem zrobiła usg dopochwowe. Pokazała mi główkę, brzuszek, raczki i nóżki i stwierdziła, że to idealna Dzidzia. :-) która ma 3,5cm ( kawał szczęścia ).
          Zupełnie inny poziom.
          Zdecydowanłam, że kończę z kliniką i prowadzenie ciąży powierzę właśnie jej.
          Nasz spokój i zaufanie są najważniejsze. :-) Umówiłam się już na 06.02 na badania prenatalne.

          • ~martucha pisze:

            szybko zapomnij o wizycie o tego buca i rozkoszuj się ciążą :)

          • ~Wężon pisze:

            No i pięknie. Może lekarze w klinikach są dobrzy w zapładnianiu, ale prowadzenie ciąży nie wszystkim dobrze wychodzi. Całe szczęście, że znalazłaś Doktor, u której czujesz się bezpiecznie.

          • ~Magdanr2 :) pisze:

            No i super !!! Najważniejsze żeby ufać i mieć wsparcie w Lekarzu , zwłaszcza że teraz często będziesz go widywała :)

          • ~Martyna pisze:

            Liloą współczuje Ci tych strasznych przejść. Trafiłaś na beznadziejnego dupka.
            Ważne, że teraz jest dobrze i trafiliście na swoją panią ginekolog.

            Moja znajoma z Gdańska chodziła do dobrego i bardzo dokładnego specjalisty (tylko nie pamiętam gdzie w trójmieście) od usg genetycznego, jeśli chcesz dowiem się o nazwisko i namiary.

            • ~LILOĄ pisze:

              Dziękuję Martyna,
              Teraz już chyba nie będę kombinować.
              Pani Dr. Do której chodzę ma bardzo dobre opinie w 3 mieście.
              Najważniejsze, że już sobie wszystko poukładałam :-) dziękuję

      • ~Po pierwszym in vitro pisze:

        Ja jade w czwartek na podgladanko i albo w pon, albo we wtorek pick up. Minelysmy sie w czwartek poprzedni w I . szkoda, ze to dla Ciebie nie byla mila wizyta… przeziebiona jestem i to mnie martwi…

        • ~LILOĄ pisze:

          Nie martw się przeziębieniem ja mialam podobnie :-) trzymam kciuki za idealne kinder niespodzianki .

          • ~po pierwszym in vitro pisze:

            kurcze, że też teraz musiałam się przeziębić… ale to chyba nie wpłynie na jakość jajeczek… pociesza mnie, że też miałaś przeziębienie i jaki piękny efekt z tego :)

        • ~Magdanr2 :) pisze:

          Kciuki <3

        • ~Martyna pisze:

          Po pierwszym in vitro kuruj się, odpoczywaj, masz jeszcze tydzień, komórki dadzą rade :)

          • ~po pierwszym in vitro pisze:

            zobaczymy, kiedy pick up… z jednej strony bym chciała, żeby było po wszystkim, z drugiej zawsze jest teraz nadzieja… a później może być różnie…

        • ~pati pisze:

          To oby ten wtorek był owocny w jajcobraniu :) A bieżesz coś na to przeziębienie? Może acc max albo coś takiego? i wit c w wiekszychilościach. A wogole puki możesz to walnij sobie grzańca :) czerwone wino na endo wpływa korzystnie, bo pozniej 9 miesięcy suszy cie będzie czekać :) i kilka jeszcze na karmienie :D A wina bez alko i piwa są droższe niz te normalne :P śmieje sie ze wino za 35 zł to ja przed ciąża nie piłam a w ciąży pije i to jeszcze bez alko :P

          • ~po pierwszym in vitro pisze:

            grzaniec… Pati to co mówisz święta prawda :) skorzystam z rady :) Przez to szaleństwo z in vitro, to nawet w weekend nie napiję się ze znajomymi. Na imprezy nie chodzę, bo muszę wymyślać coś, dlaczego nie piję… zresztą zastrzyki… kołowrotek jakiś… alkohol obniża płodność, ale w tej głupiej chorobie – bezpłodności – jak tu nie pić ;)

            • ~pati pisze:

              po pierwszym kochana cykl w ktorym ja zaszlam był taki ze ostatni zastrzyk robilam po kilku piwach u znajomych na imprezie w kuchni, konca imprezey nie pamietam :P a tydzien pozniej zaciazyłam :) także dobrze wykorzystalam ostatnie podrygi przed :)
              Kochana to ja na te hektolitry piwa i wina, faja za faja szły to wogóle w ciązy nie powinnam być :) a ciąża jest wiec jak słysze takie madre rady nie pij jednego piwa nie pij 2 lampek wina to mnie juz nie powiem co strzela :) bo tej ciązy w takim rozumowaniu wogole nie powinno być :)
              Walnij sobie tego grzańca podkuruj się, a jak to nie pomoze to przynajmniej lepiej zasniesz, w wkeekend spędź miło czas ze znajomymi, co mialaś już naprodukować to już naprodukowałaś już wpływu na to raczej nie masz :) także baw się dobrze :)

              • ~po pierwszym in vitro pisze:

                Pati, ja mam takie same przemyślenia jak ty. Bo kurcze zobacz, te patologiczne rodziny, w których alkohol leje się strumieniami nie mają problemów z poczęciem, ciążą… czy oni witaminki jedzą, czy mężowie kupują sobie za grubą kasę tabletki na poprawę jakości nasienia?… kupują sobie kolejne piwo… i co mądre głowy … dzieci się rodzą zdrowe, bez problemów.

    • ~Martyna pisze:

      Generalnie było ciężko, punkcję miałam w znieczuleniu morfiną. Byłam w stałym kontakcie z lekarzem i personelem. Dostałam małą dawkę z racji gabarytów. Czułam się jak na haju :)

      Jednak po pierwszym wprowadzeniu przez lekarza długaśnej igły w pęcherzyk, okazało się, że mam niski próg bólu, myślałam, że zejdę na tym fotelu. Szybko podali mi dodatkową porcję morfiny. Dalej wiłam się z bólu przy kolejnych wkłuciach, myślałam, że trwa to wieczność. Podali mi kolejną dawkę i było już zdecydowanie lepiej.

      Mogłam patrzeć na wszystko bo przed sobą miałam dwa monitory, jeden z obrazem z sondy usg a drugi, bardziej dokładny pokazywał jak lekarz zasysa komórkę z pęcherzyka.
      Ale nie byłam w stanie na to patrzeć przez doskwierający ból.
      Mąż cały czas był przy mnie, wspierał i obserwował wszystko, potem zdał relację :)

      Mamy 10 jajek :) nasienie ok, jajka ładne więc wg pani z laboratorium rokowania są dobre.

      W sobotę transfer jeśli wszystko dobrze pójdzie. Niestety do tego czasu nie wiemy jak się mają zarodki.
      Czekamy więc do soboty, rano mają dzwonić i potwierdzić transfer.

      • ~Wężon pisze:

        Martyno, ładny wynik. To teraz oby w sobotę czekało na Ciebie kilka okrąglutkich zarodków. Bierzesz jeden?
        Czemu punkcja nie w narkozie? Ty nie podchodzisz w Polsce chyba.

      • ~LILOĄ pisze:

        Powodzenia i trzymam kciuki za piękne zarodki.
        Też się dziwię, że nie w narkozie?

      • ~pati pisze:

        Martyna ty nie w PL robisz ivf jak dobrze pamiętam? Kurde to ja już za to oglądanie co mi robią to wolałam to nasze znieczulenie z odlotem po pytaniu anestezjologa czy coś pani czuje to zdazylam powiedziec pol slowa i padłam, ale pozniej bol faktycznie był i kroplowka dała rade, najgorsze dla mnie pierwsze sikanie było.
        Piękny wynik 10 jaj, teraz tylko czekamy razem z tobą na ilosc zarodków, i żeby był tam ten jeden który sie po transferze wgryzie :)

        • ~Wężon pisze:

          Pati, ciekawe, dlaczego niektóre to boli. Ja ani nie czuję niczego przed, żadnego znaku, że jest kilka ja.
          Pobrali ostatnio 9 i niczego przeciwbólowego nie brałam, nic nie czułam, obudziłam się jakby nic mi nie robili, żadnego problemu z siku.
          Zresztą po łyżeczkowaniu też nic nie czuję.

          • ~pati pisze:

            Wężon ty to jesteś twarda baba :) no wlasnie też nie wiem od czego to zalezy ale widocznie każdy inaczej reaguje :) może to też troche psychika. Jaogolnie nastawiłam się na fajny odlot podczas zniecuzlenia :) a pozniej zaaplikowali mi przeciwbolowe i bylo oki, a dyskomfort taki wiekszy minal po max 2 dniach.

      • ~niebieska pisze:

        Ojej, Martyna… Piękny wynik, ale wyobrażam sobie tę męczarnię. Odpoczywaj i relaksuj się teraz – zasłużyłaś. Od soboty będziesz w ciąży :)

      • krotki.blog pisze:

        Martyna, wszystko mnie boli jak piszesz o tych igłach… Ty naprawdę idziesz trudną drogą do dziecka… ALe masz niezłą drużynę jajeczek!

        • ~Martyna pisze:

          Wężon podadzą mi jeden zarodek, nie podchodzę w Pl, mieszkam w Danii.
          Tak jak napisała Pati Ty to twarda baba jesteś, chociaż jakiś plus w tej trudnej walce, że bólu nie czujesz. Ja 3 dni przed punkcją już czułam jajka i teraz też jeszcze trochę pobolewa.

          Liloą takie tu mają procedury, minimalizują wszystkie leki, chyba w każdym dziale medycyny. Nie wiem co trzeba by mieć, żeby załapać się na narkozę :)

          Pati nie byłam w stanie patrzeć na monitory przede mną, koncentrowałam się na oddychaniu i rozluźnianiu mięśni (chociaż wątpię, że cokolwiek rozluźniłam). Pierwsze siku też do najprzyjemniejszych nie należało.

          Iza wiesz, kiedy tak leżałam w bólach miałam myśli po cholerę mi to wszystko i czemu to my tak cierpimy a nie nasi faceci :)

          • ~po pierwszym in vitro pisze:

            Ja podobnie jak Wężon nic nie czułam, ani na pierwszej, ani na drugiej punkcji. Dziwne rzeczy się dzieją w tej Danii. Chociaż się tyle nie nakłułaś, jak miałaś ten spray do nosa, ale pick up straszny… Pięknie jajeczek miałaś, ja nigdy tyle nie miałam. Oby sie znalazł wśród nich ten, który zostanie z tobą na 9 miesiecy :)

          • ~Wężon pisze:

            Martyna, a nie kręciłaś się? Słyszałam, że punkcja powinna być w narkozie, bo jak pacjentka poczuje ból i się odruchowo ruszy (wszystkiego nie powstrzymasz) to może to mieć poważne konsekwencje. Mają igłę w środku, wbitą z zewnątrz. Mogą rozerwać jajnik, coś poważnie zadrapać, nawet uszkodzenie macicy może się zdarzyć. Widocznie w Danii mają jakieś wyniki, że to nie takie groźne i powszechne.
            Ale to musiał być stres, tak się nie móc ruszyć, zareagować na ból.
            Nie jestem też przekonana, czy duża dawka morfiny jest lepsza od płytkiej narkozy.
            Jak ja nie lubię fanatyzmu w każdą stronę. :(

            • ~Martyna pisze:

              Nie wiem czy się nie ruszyłam, wydaje mi się, że panowałam nad tym ale może tylko mi się wydaje.
              Myślę, że mają spore doświadczenie, skoro nie decydują się na narkozę to chyba wiedzą co robią.
              Gdyby uszkodzenia były częste to raczej odeszli by od morfiny.
              Ja osobiście wybrałabym narkozę, znika niepotrzebny stres i ból.
              Co do bólu to pewnie nie wszystkie pacjentki tak reagują. Obok mnie na sali pozabiegowej leżało kilka pacjentek, które miały zabiegi po i przede mną. Byłyśmy oddzielone parawanami ale tylko ja wróciłam taka roztrzęsiona.

          • ~iza krotki blog pisze:

            Martyna, a mnie się wydaje, że ci nasi faceci to już woleliby cierpieć ból, niż rozkminiać, jak nam pomóc emocjonalnie… :)

      • ~Atagad pisze:

        No faktycznie w PL chyba jest lepiej bo ja tez miałam pod narkozą która trwała pewnie z 10 minut. Ale niestety taka droga do macierzyństwa. Ciążę tez bywają rożne i czasami kobietki tez się nacierpią nie mówiąc już o porodzie.

        • ~Kaja pisze:

          10 min… zazdroszczę. … u mnie za pierwszym razem było ok 15 min, a za drugim ok 45 (18 jaj)….. Dawka narkozy widocznie była większa, bo wymiotowalam dalej niż widziałam :(

  38. ~Wężon pisze:

    Iza, dlaczego mi się zmienił kolor znaczka?

    • krotki.blog pisze:

      Pisałam w sprawie tych znaczków do administratora strony kilka razy. Za każdym razem prosił o przesłanie screena kto miał jaki kolor wcześniej, a jaki ma teraz – klasyczna gra na przeciąganie.
      Poddałam się, nie wywalczę starych znaczków :( Wszystkim albo prawie wszystkim się zmieniło, mi też.

      • ~Wężon pisze:

        No jasne, nie ma o co kopii kruszyć. Teraz mam zjadliwy kolor. :)
        Myślałam za pierwszym razem, że coś źle wpisałam. :)

  39. ~Lena pisze:

    Po dzisiejszej wizycie mam do zraportowania niewiele…10 dzien cyklu, endo 6 mm wg lekarza niezle ale mam wspomoc
    tak wiec 8 tabletek Progynova mitte dziennie i w piatek kolejne usg
    jak wszystko dobrze pojdzie to w przyszlym tygodniu rozmrazanie i transfer.

    • ~Wężon pisze:

      Lena zapowiada się nieźle. Oby endo ładnie rosło i owulacja była.

      • ~gaja pisze:

        Taka ilość estrogenów chyba już blokuje owulację…

        • ~Wężon pisze:

          No ale Lena miała iść na naturalnym, to teraz mieszany zrobią? Przecież pęcherzyki już zaczęły rosnąć…

          • ~Lena pisze:

            hmmm mniej wiecej tak mi to lekarz wyjasnil po tym jak stwierdzilam ze teraz albo nigdy:)
            w zwiazku z tym ze mam regularne cykle to mialo byc na calkiem naturalnym bez wspomagania ale w zwiazku z moim podejsciem, zaproponowal rozwiazanie z progynowa…
            w sumie bralam ja juz od drugiego dnia cyklu tylko dzis zwiekszyl na „konskie dawki”…progynowa zapewni super wzrost endo a owulacja jako taka jest , tylko pecherzyk nie peknie przez te dawki bo i nie bedzie tzw. przodujacego pecherzyka
            ponoc przy krio to bez znaczenia…
            ale naturalny cykl to calkiem tez nie jest aczkolwiek tutaj mowi sie ze tak:)
            ja mam tylko nadzieje ze zadziala:)

            • ~Wężon pisze:

              Jak ja próbowałam na naturalnym, to jak pęcherzyk nie rósł, to odwoływali transfer. Ale może ona mają urosnąć, a nie muszą pęknąć i endo ma być ładne, a u mnie zawsze na granicy.
              A może co kraj, to obyczaj.
              Daj znać, jak po tej progynovie.

          • ~gaja pisze:

            Pewnie z pęcherzyków zrobią się torbielki, które się szybko wchłoną. Dla zapłodnienia to nie znaczenia, a endo ma ;) Trzymam kciuki!

  40. ~pati pisze:

    Dziewczynki z WAWY ktoraś z was mieszka okolice ul. Chmielnej, konkretnie chodzi mi o wyprzedaz w Duglasie -70% znajoma za kosmetyki 2 tys dała 400 zł. Jak by ktoraś z was była w tamtych okolicach i miała sie ochote przejść polukać co ciekawego jeszcze zostało to dajcie znać bo bym chciała pare rzeczy a do wawy jade niestety ale we wtorek :P po wyprzedazy :) Będe niezmiernie wdzieczna :) Wkońcu facjate w ciąży też trzeba sobie poprawić od czasu do czasu :)

    • ~Wężon pisze:

      Pati, do kiedy ta wyprzedaż? Tylko na Chmielnej?
      Ja tam bojkotuję takie drogie kosmetyki, wolę tanie a dobre. A mój portfel to już wszystko bojkotuje po tych okazjach. A zaraz się zaczną zniżki Walentynkowe i na Dzień Kobiet i Wielkanoc…. Tyle człowiek oszczędza na tych zakupach, że na koncie ciągle pusto. ;)

    • krotki.blog pisze:

      Miałam nie pisać, ale nie mogę się powstrzymać, Pati wybacz, wiesz, że Cię kocham :)
      Ale w życiu bym nie wydała 4 stów na kosmetyki. Nie jestem w stanie tak się okładać kremami i perfumami za tyle, no niestety daleko mi do bycia damą :)

      • ~pati pisze:

        Iza to nie ja wydałam tyle :P tylko znajoma znajomej :D przeciez wiesz że ja kochany skąpiec jestem :P

      • ~Magdanr2 :) pisze:

        Ja też nie , wole buty :p , ale mam Siostrę która ma za dużo pieniędzy :p i mi co jakiś czas dostarcza i podrzuca różne kosmetyki w cenach takich że nawet z półek bym nie ściągała :P

        • ~Wężon pisze:

          Magdo problem w tym, że ja lubię wszystko, z fazami na coś bardziej. I buty i ciuchy z paru firm, i ciuchy dla Laury i kosmetyki i coś dla domu i ogródek, i restauracje i wakacje…
          I tylko wysp tych nie ma – tzn. mój budżet nie chce się dostosować. Ile bym nie dostała pieniędzy, to i tak debet na koncie. :)
          Jak w tym powiedzeniu: kobieta zrobi z mężczyzny milionera, tylko jeśli wcześniej był miliarderem. ;)

      • ~Wężon pisze:

        Izo, ja używam tanich kosmetyków. Drogich z zasady nie używam, bo w większości przypadków to tylko reklama, logo i piękne opakowanie. No i dużo więcej wydaję na kolorówkę, niż na pielęgnację. Ale 400 zł uzbiera się bez problemu. Na poprzedniej promocji w Rossmannie wydałam 800 zł, na kosmetyki nie przekraczające 20 zł pojedynczo, dużo w okolicach 10 zł.
        Także kwota mnie nie przeraża, zależy na ile rzeczy podzielona.

        W ogóle niczego takiego „markowego” nie lubię. A już na pewno nie dlatego, że ma taki znaczek. Musiałoby naprawdę warto tyle dać.

  41. krotki.blog pisze:

    Narobiłam rabanu o pracę męża, a teraz nic nie piszę., bo niczego nie wiemy. Cho chwilę czegoś mamy się dowiedzieć – jutro. Czekamy. Mam ochotę skorzystać z pomocy w poszukiwaniu, którą dostałam od kilku z Was na maila – ale codziennie myślimy, że jutro się okaże, że nie trzeba…

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      Iza tydzień się jeszcze nie skończył !!! Dopiero zaczął , jakby co to wiesz , ale Ja liczę ze zaraz odbierzecie szczęśliwy telefon :)

    • ~Martyna pisze:

      To trudne tak trwać w niepewności, trzeba wielkich pokładów cierpliwości. Rozumiem, że ciężko podjąć decyzję czy czekać czy działać dalej, ale może te kilka dni oczekiwania nie zmieni wiele i okaże się, że warto.
      Kciuki zaciśnięte!

    • ~pati pisze:

      Izuś ja młode dziewcze ci radze skorzystaj i się nie krępuj :) ja tam wierze że wkońcu będzie dobrze i z górki. Co szkodzi działać dalej? Najwyzej jaks ie uda to innemu się powie niestety prosze pana, dziekuje juz mam prace.
      A ta druga rozmowa co mąż mial mieć co sie pojawila jak tamci przekladali te dni wstepne?

      • ~iza krotki blog pisze:

        Ale wiesz Pati, jak ruszę armaty od dziewczyn, a potem podziękuję, odwołam, zakopię całą (Waszą) pracę to będę gorzej spała, że to nieco chamskie…

  42. ~po pierwszym in vitro pisze:

    Mała Ania, MAlibuu co u Was?

  43. ~Malibuuu pisze:

    Popierwszym in vitro miło, że pytasz. U mnie dziś 10t1d ciąży, objawów brak lekko tkliwe piersi lekk sennosći zmieczenie które już ustępuje. Mam tylkometaliczny posmak w ustach. Tydzień temu byłam na usg maluch miał wtedy 24 mm i serce jak dzwon 178 :) wkrecam sobie na każdym kroku wszelkie możliwe choróbstwa i wariuje bo tęsknie za mężem. Do domu polece dopiero po usg prenatarnym, które mam 9 lutego.

    Kochane schizuje z powou kwasu foiliowego i mojej mutacji. Mianowicie jestem homocygota cc mthfr 677t. Czy ktoraś z was to miala wykryte? Jaka dawke kwasu foliowego stosowałyscie?

    • ~Wężon pisze:

      Malibuu, właśnie też dzisiaj miałam zapytać, co u Ciebie słychać. :)
      Może żeby odwrócić uwagę od schiz opowiesz, jak to się stało, że wylądowałaś w Egipcie, jak poznałaś męża. I czy się nie bałaś jechać do niego. W końcu muzułmanin na neutralnym gruncie w europie, to co innego niż u siebie, przy rodzinie. Już wiele było historii o tym, jak to postępowy zeuropeizowany np. lekarz zamieniał się w zakuwającego w burkę fanatyka, jak tylko postawił nogę z żoną i dziećmi na własnej ziemi.

      • ~Malibuuu pisze:

        W telegraficznym skrócie to byłam na zkrecie życia, firma która prowadziłam przynosiła straty, byłam po dość bolesnym rozstaniu a że w międzyczasie zrobiłam kurs pilota wycieczek zagranicznych pojechałam z dnia na dzień na szkolenie i staż do Egiptu. Po miesiącu szefowa zaproponowała mi roczny kontrakt, zakwaterowanie, telefon i samochod z kierwca :) zamknełam firme i od 2009 roku zostałam w Egipcie. W 2010 do ekipy kontrahenta dolączył mężczyzna mojego życia. Strasznie mnie denerwował i irytował. A ja ubierałam krótkie spódniczki i bluzki z dekoltem. Ha ha Na poczatku bylo for fun ale ja sie zadłużyłam, on klapki na oczach i żona tylko lokalna. Tak wiec rozstania i powroty aż zmusiłam go by sie zdecydował. Albo ja albo wracam do Polski! Pomógł mi sie drań spakować i załatwił hotel. Dzień przed wylotem sie opamiętał i zdecydował, że jednach chce mieć za żone Polkę wariatke. Mąż jest chrześcijaninem i ślub mieliśmy kościelny w Egipcie a cywilny w Polsce. On do Polski nie chce, no chyba że sytuacja polityczna nas zmusi. Teraz on non stop racuje bo moja bezpłodność wykończyła nas finansowo (ja od trzech lat nie pracuje bo latam po lekarzach to tu to tam). Ot tyle love story…

        • ~Wężon pisze:

          To dobrze i nietypowo, że chrześcijanin. Z takiej rodziny? A jak teściowa? Nie czepia się o niepłodność? Dużo z nią kontaktu macie?
          Fajnie, że Cię od razu na rezydenta wzięli.
          Ja też zrobiłam kurs i uprawnienia, ale tylko na wahadło do Chorwacji jeździłam. I zdecydowałam, że ja się do ludzi nie nadaję. Takie prace w kontakcie i to usługowym, to dla mnie zero przyjemności.

          • ~Malibuuu pisze:

            Nie mam z tesciami zbyt duzo kontaktu, zresztą oni nie mowia po angielski a ja po arabsku. Czepila sie ze po pierwszej nieudanej probie nie chcialam kolejnych i tyle a co mowili do meza to nie wiem.
            Mnie praca z ludzmi strasznie stresowala ale chyba wynikalo to z braku doswiadczenia. Pozniej juz mi bylo latwiej… Ale praca z ludzmi ktorzy zaplacili i wymAgaja jest ciezka, tym bardziej jak pani w Polsce obiecala ha ha :)

          • ~pati pisze:

            Wężon oni sie bardzo fajnie kłucą za chwile się godzą a jak by on tu był to sądze że talerze posżł by w ruch :) ale utemperowała go Malibuu nieźle

            • ~Malibuuu pisze:

              Nie nie leca Pati dostałam na gwizdke od brata zastawe z ambition to mi szkoda ha ha :) na nowa mnie nie stac!! Ale zamiast sie wyniesc do innego pokoju zdarzalo mi sie uciekac z domu ha ha :)

        • ~iza krotki blog pisze:

          Malibuuu, a jednak love story, no wiesz, wątek dramatyzmu jest… :) Fajnie, że Wężon zapytała, bo właściwie ja też się zastanawiałam, ale jakos mi jaj zabrakło, zeby Cię pytać.
          Pokręcone masz to życie. Mam nadzieje, ze też piękne i zakochane w mężu :)
          Czy Twój tajemniczy małżonek rozumie, co my tutaj wypisujemy po polsku? :D Bo na wypadek, jakby rozumiał: Malibuuu-Mężu, pozdrawiamy, ściskamy i gratulujemy żony :)

          • ~Malibuuu pisze:

            Niestety nie rozumie ale jest z waszymi historiami na bieżąco, kibicuje i dzieki wam powoli rozumie, że ja nie zwariowałam tylko niepłodność nas wykończyła i wystawiła na wielką próbę.

          • ~pati pisze:

            Malibuuu ale mozesz flugać na niego do woli a on bedzie myslał ze same komplementy leca :P

    • ~po pierwszym in vitro pisze:

      Ja mam mutację mthr, jem teraz podczas stymulacji 10 mg kwasu foliowego. Miałam taką dawkę przy pierwszym in vitro. Co prawda lekarz każe 5 mg brać, ale jak wtedy mi kazała brać taka dawkę, to wolę słuchać się tej pierwszej dr. Ona miała fioła na punkcie zespołu dawna i kazała brać taką dawkę, żeby zminimalizować ryzyko tej choroby. A masz zastrzyki na mthr? ja się pytałam 2 lekarzy o te zastrzyki w tym góru I – Ł. i nie kazał mi brać zastrzyków, i jednej p. dr tez nie kazala brać. Więc ci powiem, ze zgłupialam, a lekarz gin, do którego chodzilam zalecał… i się ostrzykiwałam w ciaży… do tego 10 tygodnia…

      • ~Malibuuu pisze:

        Po pierwszym in vitro ale masz homozygote cc czy inna muta je? I czy w tym genie 667t

      • ~LILOĄ pisze:

        Ja mam mutację MTHFR detekcja mutacji C677T heterozygota CT oraz A1298C heterozygota AC.
        Przy tych mutacjach należy pamiętać, iż zwykły kwas foliowy jest słabo wchłaniany i należy przyjmować wersję metylowaną ja biorę femibion natal 1 plus accidum folicum 5mg tak mi zalecił Dr.

        • ~Malibuuu pisze:

          Ja wiem tylko ja mam homozygote cc i dr kazala przyjmowac zwykly kwas

          • ~Atagad pisze:

            Dziewczyny gdybyście chciały podkrążyć temat to tutaj wszystko jest opisane:
            https://joannahasnik.wordpress.com/2016/05/31/zaburzenia-metylacji/

            Tak naprawdę z tego co kiedyś czytałam i jeśli dobrze pamiętam to tak naprawdę chodzi o poziom homocysteiny bo to ona powoduje te wady cewy nerwowej czy jak zwał tak zwał. Dlatego lekarze przepisują kwas foliowy ale jeśli ma się mutacje tego genu to tak naprawdę homocysteinę pięknie obniża zmetylowana forma witaminy B12 i zmetylowana kwasu foliowego czyli folian. Ja przed ciążą właśnie zrobiłam sobie poziom homocysteiny i u mnie uzyskałam piękny wynik właśnie stosując folian plus witaminę B12 w formie zmetylowanej.
            Najlepiej zrobić badanie homocysteina, kwas foliowy i witamina B12.

            • ~Atagad pisze:

              Jeszcze dodam że na blogu paradise też możecie znaleźć coś na ten temat bo ona zrobiła sobie badania genetyczne i zaczęła stosować odpowiednie suplementy plus leki. Syntetyczny kwas foliowy wydaje mi się że nie zadziała jeśli organizm nie poradzi sobie z jego przekształceniem.

        • ~pati pisze:

          ej u was to literowka 667 i 677 czy kazda z was ma cos innego?

          • ~Malibuuu pisze:

            Wow jaka jestes spostrzegawcza :) to tylko literówka :)

            • ~Malibuuu pisze:

              Ale wracając do tematu…. Napisałam do mojego immunologa i on też kazał brać normaly kwas foliowy, tak wiec okazuje sie ze ja chyba nie mam mutacji bo z tego co doczytalam homozygota cc to normalna sprawa. Teraz siedze i zamartwiam sie bo najnowsze badania pokazuja ze dzieci moga sie rodzic z autyzmem u kobiet ktore braly zbyt duza dawke kwasu foliowego :(

              • ~Anett pisze:

                Malibuu a czy to nie jest tak, że nadmiar kwasu foliowego wydalamy a organizmu wraz z moczem? Podobnie jak z vit C? Tak mi się cos kojarzy, ale ekspertką nie jestem!

              • ~Atagad pisze:

                Malibuu podeślij proszę link do tych badań bo z tego co ja wyczytałam to chodziło o to że kwas foliowy który teraz zgodnie z rekomendacjami powinna przyjmował każda kobieta a po 35 r daje się zwiększona dawkę może powodować że przeżyją zarodki które normalnie by nie przeżyły. Poza tym naukowcy chyba do tej pory nie wiedzą co powoduje autyzm i jedno z podejrzeń że może go powodować szczepienia. A tak na chłopski rozum to żadnej kobiecie nie bada się poziomu kwasu foliowego w czasie ciąży, przed ciążą itd tylko z góry dają kwas foliowy. Więc nie ma pewności ile z kobiet tych sumiennych ma przekroczoną normę jego we krwi. A tak na marginesie czasami trzeba zaufać lekarzowi bo naprawdę można zgłupieć i trzeba odpuścić.

              • ~Lidka pisze:

                Malibuuu, aporpo artykułu, którym się martwisz… to jest tylko jedno badanie, w którym tak naprawdę zaobserwowano wyłącznie korelację. Nie można powiedzieć co jest przyczyną a co skutkiem a może to zupełnie pośredni efekt. Tutaj jest np. przeglądówka zbierająca dane z 22 publikacji na temat autyzmu i kwasu foliowego, z której wniosek jest taki, że jest wręcz przeciwnie: kwas foliowy zmniejsza ryzyko wystapienia autyzmu. http://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0165626.

                Także wydaje mi się, że nie ma co się martwić na zapas. Gratuluję serca jak dzwon u malucha! :-). Trzymaj się cieplutko.

                Cytuję wniosek: „In summary, our review of the literature suggests that folic acid supplementation in pregnancy may protect against impaired neurodevelopment including ASDs in children, and may improve cognitive function, intellectual, and motor function.”
                ASD=autyzm

              • ~Kaja pisze:

                Malibu, ja nie miałam żadnych badań na mutacje genów, a doktor zalecił 15 mg acidolac folicum. I tak bralam do ok 12 tc, dokładnie sama już nie pamiętam. Na ulotce estrofemu wyczytałam, że biorąc estrofem jest mniejsza przyswajalność kwasu foliowego.

                • ~Malibuuu pisze:

                  Dziękuję, rozumiem ze jesteś szczesliwa mama zdrowego maluszka. Maz doczytal ze w Egipcie zalecaja wszystkim ciezarnym 5 mg

                  • ~Kaja pisze:

                    Droga Malibu, termin porodu mamy na 17.02.17 ale musi być wszystko dobrze :) Takiej wersji się trzymam!!!
                    Ja z kolei naczytalam się kiedyś, że nospa szkodzi dziecku w ciazy, a tu pełno osób ja bierze i o żadnych efektach ubocznych później po porodzie nikt nawet nie wspominał. Głowa do góry :)

            • ~pati pisze:

              czyli na mózg jeszcze do końca mi nie padło :) :*

  44. ~Lena pisze:

    U mnie po tej progynovie to sampoczucie gorsze niz przy stymulacji…
    Bol brzucha powiazany z biegunka, bol glowy i jeszcze gorsze zawroty i mdlosci jak przy ciazy…a wszystko przez laktoze ktora jest w jej skladzie a ktorej moj organizm nie toleruje wcale…
    lekarz zapytal „da pani rade czy przerywamy i myslimy nad czyms innym”? a ja jak to ja…oczywiscie ze dam rade! dalam rade urodzic to i to przetrzymam oby tylko sie udalo:)

    • ~Wężon pisze:

      Lena, Progynova to estrogen. Może mogłabyś przejść na Estrofem? U nas Estrofem to standard, Progynovę tylko niektóre miały.

      • ~ob pisze:

        A jeszcze lepsze są plastry Systen50, bo omijają wątrobę :)

        • ~Martyna pisze:

          ob nic nie omija wątroby, tam zachodzi metabolizm. Obojętnie tabletka, zastrzyk, spray czy plaster. Tak czy inaczej dociera do krwiobiegu.

          • ~ob pisze:

            Nie zgadzam się z Twoją tezą ;)
            Wyciąg z opisu leku:
            W przeciwieństwie do estrogenów podawanych droga doustną, przezskórne podawanie
            estrogenów w dużym stopniu pozwala na uniknięcie stymulacji syntezy białek
            wątrobowych. W rezultacie brak jest wpływu na stężenie krążących w surowicy krwi
            substratów reniny, globuliny wiążącej hormony tarczycy, globuliny wiążącej
            hormony płciowe i globuliny wiążącej kortyzol. Przezskórne podawanie estrogenów
            również wydaje się nie mieć wpływu na czynniki krzepnięcia.

            • ~Martyna pisze:

              Tak kochana ale i tak całkiem nie ominie wątroby :) Oszczędzi ją, sama napisałaś, że w dużym stopniu pozwala na uniknięcie stymulacji syntezy białek
              wątrobowych.

              • ~ob pisze:

                I w przypadku problemów z wątrobą zdecydowanie lepiej wybrać opcję oszczędzającą niż walącą po organie. A niestety estrofem jest najgorszy z możliwych.

      • ~gaja pisze:

        Lenzetto w spraju – 1 psik = jedna tabletka

  45. ~Lena pisze:

    do piatku musze wytrzymac…chociaz zaczynam sie zastanawiac jak skoro wiekszosc czasu spedzam tam gdzie krol chadzal piechota:)
    po konsultacji z doktorkiem dwie ostatnie tabletki z juz teraz 8 mam brac dowcipnie:)
    z tego co wiem u nas to progynova jest w standardzie ale jeszcze zagadam w piatek.

  46. ~Agac pisze:

    Dziewczyny czy robiła może któraś z Was podejście z mrożonych oocytów? U mnie w poprzednich procedurach zostało sporo jajek, które postanowiliśmy zamrozić (ze względu na niskie AMH i postępującą endocholerę). Zrobiliśmy przerwę na leczenie endo Diphereline i Visanne na zmianę, a teraz robimy podejście w pierwszym cyklu po odstawieniu Diphereline na naturalnym i z mrożonych właśnie. Jeśli macie jakieś doświadczenia to podzielcie się proszę. Naczytałam się trochę statystyk i teraz już sama nie wiem czy to był dobry pomysł.

    • ~Wężon pisze:

      Witaj Agac. Po ilu stymulacjach i transferach już jesteś?
      Wiem, że statystyki nie są optymistyczne, ale zawsze może się udać.
      Była tu (nie wiem, czy jeszcze zagląda) Haanka, której nie udało się 6 transferów z pięknych zarodków. Miała 6 zamrożonych komórek. I 7 transfer z pierwszej odmrożonej komórki się udał.
      Myśl pozytywnie, jesteś przeleczona, wypoczęta. Powodzenia i dawaj znać co i jak.
      W którym dc jesteś? Ile tych komórek i kiedy będą je rozmrażać?

    • ~Wężon pisze:

      Agac, znalazłam Cię wyżej i w historiach.
      3 podejścia, czyli 3 stymulacje po 1 transferze?

      • ~Agac pisze:

        Wezon tak, 3 stymulacje 1 transfer. Cieżko stwierdzic który dc, bo podejscie na pierwszej owulacji po diphereline. Przedwczoraj ovitrelle, zeby była kontrola. Dzis zapładniają wiec zobaczymy jak pojdzie :)

    • ~ob pisze:

      Moja znajoma ma piękną córkę z mrożonej komórki :)

      • ~Agac pisze:

        Ob u mnie jak na razie niezla statystyka rozmrażania, bo z 8, 6 sie rozmrozilo ladnie

        • ~pati pisze:

          Agac to bardzo ladne wyniki, mam nadzieje ze rownie ladnie się zapłodnią.

        • ~Wężon pisze:

          Bo teraz lepiej się rozmrażają niż kiedyś. Od kiedy je witryfikują są małe straty.
          Czyli te wszystkie 6 zapładniacie od razu i zostaną zarodki?
          Bierzesz jeden czy dwa? Już wiadomo, ile się zapłodniło?

          • ~agac pisze:

            No całkiem ładnie, aż się zdziwiłam. W poprzednich podejściach zapładnialiśmy 1 lub 2 komórki, bo mieliśmy wątpliwości co do mrożenia zarodków, ale statystyka sprowadziła nas na ziemię. Po zmianie kliniki i bardzo rzeczowej rozmowie z nowym lekarzem wyszło nam, że trzymanie się pierwotnego planu oznacza jakieś 12 procedur… Więc tym razem zapładniamy wszystkie i planujemy poczekać do blastki. Jutro do południa będzie wiadomo ile się zapłodniło.

            • ~Wężon pisze:

              To trzymam kciuki, żeby się udało i nie było nadmiaru, najwyżej 2 na rodzeństwo ;), skoro macie z tym problem moralny.
              Ale czemu 12 procedur? Przecież teraz też nie musielibyście nowych procedur, tylko po 2 komórki rozmrażać i robić transfery po kolei.
              Czyli te komórki są z różnych podejść? Czy z jednego tylko odłożyliście?

              • ~agac pisze:

                Myślę, że nawet 3 na rodzeństwo nas ucieszy :) Aż tyle tych komórek nie było (w sumie 19 z 3 stymulacji). Mnie sama stymulacja nie przeraża, bo całkiem nieźle wszystkie znosiłam, bardziej ta nadzieja, która się nie ziszcza… Więc myślę, że zanim byśmy do tego 12 doszli to już bym była wrakiem.

  47. ~Wendy pisze:

    Dziewczyny, sporo tu expertek od cukru a ja dzis robiłam badanie glukozy i ono nie ma norm przypisanych więc nie wiem czy dobrze wyszło czy źle.
    Podpowiedzcie proszę: glukoza na czczo 75,7, po godzinie 109,7 a po dwóch 113,7. Lekarza mam dopiero we wtorek a przecież ciekawość zżera.

    • ~Marta pisze:

      Cukrzycy nie masz :-)

      Cukrzycę ciążową rozpoznaje się, gdy spełnione jest co najmniej jedno z 3 niżej przedstawionych kryteriów:

      -stężenie glukozy w osoczu na czczo od 92 do 125 mg/dl (5,1-6,9 mmol/l)
      -stężenie glukozy po 60 minutach ≥180 mg/dl (10,0 mmol/l)
      -stężenie glukozy po 120 minutach od 153 do 199 mg/dl (8,5-11,0 mml/l)

      • ~ob pisze:

        To nie są normy dla ciężanych.
        PTD na takie:
        na czczo do 92
        po 1h do 180
        po 2h do 153

        • ~ob pisze:

          Przeczytałam bez zrozumienia ;) Ale i tak, za cukrzycę uznawane jest wszystko ponad to co wkleiłam. Jak na czczo będzie wynik 140 to tym bardziej rozpoznaje się cukrzycę.
          Nie rozumiem, dlaczego do 125?

        • ~Wężon pisze:

          Ob, Marto powyżej napisała dokładnie to samo co Ty, tylko innymi słowami.
          Ty napisałaś, że norma jest do, a ona, że cukrzyca jest w podanych przez nią wartościach. Ale ani jednej jednostki nie macie inaczej.

          • ~ob pisze:

            Zauważyłam ale nie da się już tego cofnąć. Natomiast nie zgadzam się z tymi widełkami.

            • ~Wężon pisze:

              Zauważyłam, że zauważyłaś. :) Jak mój się opublikował, to Twój prostujący już był. Jednocześnie pisałyśmy.
              Rzeczywiście dziwne te widełki, bo jakby było wyżej to co? Nie zdarza się, czy już śpiączka?

              • ~pati pisze:

                Weżon a co ja mam powiedzieć haha jak na czczo mam zawsze poniżej 70 :D. Niektorzy lekarze wariuja i jak masz na czczo 93-94 to juz ci cukrzyce mowią a inni jak masz 95 to jeszcze ambarasu nie robią, oczywiście podaje przypadek 1 bo nie wiem jak tam dalej te krzywe wygladaly.
                Jak dla mnie krzywa oki cukrzycy brak także Wendy mozesz odetchnać :)

  48. ~Wendy pisze:

    Dzięki Marta. Pytałam o normy pielęgniarkę to tylko burknęła żeby internetu nie czytać bo lekarz wie lepiej.. Prawdziwa pomocna pielęgniarka.

    • ~Anett pisze:

      Och jak milusio, uwielbiam takie pomocne panie pielęgniarki!
      Nóż się w kieszeni otwiera.
      Fajnie że wyniki są oki, mnie też to badanie czeka.
      Odłożę tą przyjemność na przyszły tydzień.

  49. ~Wendy pisze:

    Anett to jest czysta rozkosz to badanie. Pijesz i myślisz tylko o tym że jak zwymiotujesz to trzeba powtarzać od nowa i to tak motywuje że pijesz do dna i godzinę siedzisz bez narzekania:-). Moj synek od porannej glukozy do 21:00 w ogóle się nie ruszał. Bałam się czy wszystko w porządku a on po prostu spał biedaczyna po tej końskiej dawce cukru.
    Trzymam kciuki za dobry wynik glukozy!

    • ~pati pisze:

      Ejj a nie pozwolili Ci cytryny wpuścić? Moja znajoma to jak jej pielegniarka rozroniłą i wpuściła 3 krople to sobie sama dopuściła piołowe całą :P bo inaczej nie dala by rady :)

      • ~Wendy pisze:

        Pati, usłyszałam od przemiłej pielęgniarki, że według zaleceń PTG pije się czystą. Ja na codzien nie używam cukru ani nie jem słodyczy więc było lekko trudno ale da się przeżyć. Cały czas mnie tylko nurtowało czy jak
        ktoś kocha cukier to mu łatwiej to spożyć? :-)

        • ~Atagad pisze:

          Nie wiem czy organizm reaguje na glukozę inaczej w ciązy ale ja jeszcze przed ciążą 2 razy miała badanie z obciążeniem glukozą. Za każdym razem mogłam ożyć cytryny chociaż nie korzystałam bo po cytrynie mój żołądek wariuje a po drugie na wypicie jest aż 5 minut więc ja piłam małymi łykami a za pierwszym razem popiłam odrobiną wody .

        • ~pati pisze:

          Wendy głupie te pielęgniarki i tyle jakies masz mega nie miłe. Ja tam cytryne moglam one same zalecen nie znjaa az zapytam sie pani prof ktora je pisze :P bo do niej chodze.
          Hmmm ja słodkie lubie chociaz nie sporzywam chyba ze bita smietane rano do kawy i raz w tyg syrop do kawy i tyle- no nie liczac zachcianek w ciazy na w-zetke ale jzu mi przeszlo i teraz slodkie moze nie istniec. I dla mnie to był glut okropny do wypicia ale polknelam i juz.
          Atagad tez mnie zszokowal wymysl ze cytryny nie wolno….
          Racja kurde nikt normalnie nie je 75g glukozy i to na czczo :)

        • ~Kaja pisze:

          Wendy, Pati – przy krzywej cukrowej piłam tez glukozę z cytryna. Uratowała mnie, bo bez niej ten słodki ulepek nie przeszedłby mi przez gardło. … z cytryna nie było tak zle

  50. ~mała Ania pisze:

    Siedzę cicho dziewczyny. czytam co piszecie i jakoś nie mam nic nowego do dodania. Temat mutacji mthfr jest mi bliski , bo sama mam homozygote a1298c, byłam u hematologa w N bo mnie wysłał dr L. Zanim do niego trafiłam to sama zbadalam sobie już dawno temu poziom homocysteiny, witaminy b12 i kwasu foliowego. Sama sobie zlecilam folian i inne witaminy w wersji zmetylowanej. Od hematologa usłyszałam, że nie mam jasnych wskazan, co do brania leków przeciw zakrzepowych, ale profilaktycznie zlecił frexaparine. Niestety od jakiegoś czasu mam uczulenie takie samo jak miałam na prolutex, rosną mi duże, twarde, czerwone gule, które swędzą niemiłosiernie :/ we wtorek 31.01 mam wizytę i mu dr L i zapytam na co może mi to zamienić. Lutinus zamienilam sama na utrogestan, on tak nie wyplywa jak tamto świństwo. Generalnie jakby mnie nie bolały cycki to nie pamietalabym, że jestem w ciąży, z czego się niezmiernie cieszę. Czarne myśli się pojawiają i znikają, czuję się czasami jakbym była obok tego co się dzieje, a nie uczestnicząc jako główny bohater :)

    • ~olga82 pisze:

      Mała Aniu, wkrótce będziesz miała dużo z przodu i tylko z boku będziesz mogła stać obok siebie;) Ja też miałam bezobjawową ciążę. Jakie to nierealne…. Hela zapycha już marchewkę:)

      • ~mała Ania pisze:

        Hehe dziś moja mama zapytała czy już mi przybyło na wadze, co mój em „tak dostała już brzuszka” eh… już tęsknię za swoją figura :) ale broń Boże nie narzekam że będę gruba, tak ma być i już. Ale co do tego poczucia nierealnosci, to cały czas wmawiam sobie i wszystkim wokół, że to za wcześnie na brzuszek ciążowy i ze to ewentualnie przez to, że tyje od jedzenia. I naprawdę wydaje mi się, że to za wcześnie, transfer był dopiero 19 grudnia…

        • ~pati pisze:

          Mała Ania ja tez tak myslalam dopuki mnie z dnia na dzien nie wydeło, ale musiałam musiałam to przetrawić przez 2 dni i mam nadzieje ze bedzie mnie tak wysadzać z wieksza czestotliwoscią niz co tydzien, chociaz z jednej strony to teraz niech rośnie a po ciąży sobie zaserwuje lipiosukcje i cycki :P

    • ~Malibuuu pisze:

      Ty i Pati to chudziny wiec pewnie macie brzuszki u mnie widac tylko moj wlasny wynikajacy z nadwagi 83 kg… Juz sie nie moge doczekac ciazowego :) i sie martwie … Ale to Was pewnie nie dziwi…. Co o po ciazy… juz siebie widze jak dziecko zapinam pasami w wozku i biegam (no może szybciej chodze) …haha Tak sie w ogóle da?

      • ~Wężon pisze:

        Malibuuu, da się, da. Teraz jest dużo pomysłów dla aktywnych matek. Nie pamiętam nazwy, ale widziałam reklamy specjalnej spacerówki „sportowej”. Właśnie po to, żeby łatwo i wygodnie było biegać pchając wózek.

        • ~Wendy pisze:

          Malibuuu, ja kupuję wózek biegowy i mam spore rozpoznanie w temacie. Biegałam z synkiem w brzuchu jeszcze 2 tygodnie temu na bieżni, ale już się zbuntował i daje znać,że nie chce (skacze i kopie mocno w trakcie), więc zajęłam się tematem na „po”. Trzymam kciuki,żeby ochota nie przeszła bo to fajny czas na wspólną naukę aktywności mamy i dziecka.

  51. ~olga82 pisze:

    Do ciężarówek z IO. Na przyszłość, gdyby spotkały was problemy z karmieniem piersią, to może być związane z IO.

    • ~pati pisze:

      olga82 rozwiń myśl? haha czyli karmiac tez mam walczyć o metformine ?

    • ~Atagad pisze:

      olga82 podłączam się pod prośbę Pati. Czy możesz podać jakąś argumentacje dlaczego podwyższony poziom insuliny ma wpływ na laktację?

    • ~pati pisze:

      ja wiem ze Insulinoopornośc wzrasta wraz z biegiem ciąży i najbardziej daje o sobie znać po 20 tyg.
      A i hit dzis z 2 h po chrzanowej cukier 50, ale to juz czulam po sobie ze cuś nie tak, juz mnie to wkur… wszystko.
      Może jakiś pomysł na podwyższenie cukru? i nie slodyczami :P

      • ~Izabela pisze:

        mi lekarz powiedział, ze stres też może podnieść cukier…

      • ~Atagad pisze:

        Pati, tak naprawdę przydałaby by Ci się dieta ustalona przez dobrego dietetyka albo minie Ci to po pierwszym trymestrze.
        W mojej książce o ciąży coś tam pisali o hipoglikemii w pierwszym trymestrze. Jak Cię temat interesuje to poczytaj blog Joanny Haśnik bo ona ma IO plus hipoglikemie. Tylko jej sposoby radzenia sobie z problemem u Ciebie nie do zastosowania ze względu na ciąże. Ogólnie mam znajomego który ma hipoglikemie i mówi że po zupach źle się czuję. Ja też omijam je z daleka. Jedynie co jem to rosoły ale i po nich nie czuję się rewelacyjnie.

        • ~Atagad pisze:

          I jeszcze co dodam że przy cukrzycy, IO czy hipoglikemii dieta to podstawa moim zdaniem. Oczywiście są ludzie którzy przy tych chorobach nie stosują diet ale wtedy choroba się pogłębia.
          Kiedyś wyczytałam że schemat jest taki. Najpierw hipoglikemia, potem IO a na końcu cukrzyca. Jak Cię temat wciągnął to możesz poczytać o wyczerpaniu nadnerczy bo tez ma związek z gospodarka glukozowo – insulinową. No i na dzień dzisiejszy wiem że lekarze nie znają się na dietach tak samo jak na suplementach. Ja od diabetologa jako dziecko dostałam informacje że jak mam hipoglikemie to mam nosić z sobą cukierki, zero zaleceń dietetycznych. No i tak nosiłam te cukierki a dzisiaj mam IO ( tak w skrócie) :(.

      • ~Martyna pisze:

        Podobno daktyle pomagają, stopniowo uwalniają cukier. Są słodkie ale i zdrowe :)

  52. ~Malibuuu pisze:

    Lidka wsyłam ci mega wielką ilość uściusków! Wczoraj nie byłam już w stanie przeanalizować artukułu który przytoczyłaś. Dziekuje kochana.
    Może faktycznie ja po 35r lepiej suplementować się wieksza dawką kwasu a poprostu teraz gdy ciaża weszła w 10 tydzień lekarze najzwyczajniej w świecie redukuja bo w sumie ten kwas najważniejszy jest na początku.

    Zanim zwariuje z innymi chorobami może któraś z was jest z Radomia lub okolic i ma ochote sie spotkać i powspierać wzajemnie?

    A takna serio marzy mi sie spotkanie z wami wszystkimi. Idzie wiosna może by sie udało znaleźć i dobry czas i miejsce :)

    Olga82 a ty to jakoś Beskid bo widzialam zdjecie na fb z kamieniołomow – a to moje nazwijmy to strony rodzinne i raz do roku siedze na Rycerzowej i pije zimne piwo? Bo ja to cie musze osobiscie jakos wysciskac za tego Ch. z KRK

    • ~Wężon pisze:

      Malibuuu, w kwietniu będę w Egipcie – może podjedziesz się spotkać. :)
      A jak na serio chcesz teraz w Polsce – to Radom niedaleko od Warszawy.

    • ~olga82 pisze:

      Malibuu, i owszem. Żywiec i okolice. Pochodzę z Jeleśni. Mieszkam po drodze do Suchej Beskidzkiej. A w Złatnej na szczycie Okrągłego mamy działkę z budką, więc niedaleko. A Geopark w Glince na fejsie to jeszcze pamiętam jak był zbiornikiem na śmieci…. Ty mnie dodaj na fejsie. Na Rycerzowej masz rodzinę? Moi znajomi tam chyba mają kogoś.A doktora Chrostowskiego zawsze będę polecać:) Robisz prenatalne w Artv?

      • ~Malibuuu pisze:

        Jelesnia :) kochana morze lez wyplakalam za mama i tata na koloni :)
        Ja mam wuja w Glince z regóły jeździmy do niego na weekend majowy lub Boże Ciało jak jestem w Polsce oczywiście. Tata za życia jeszcze kupił tam ziemie na szczycie góry Smereków Mały ( to ta gora co jest przy kamieniołomach przy starej szyszkarni.
        Dr. CH. Polecil mi lekarza bliżej miejsca zamieszkania i tak trafiłam do Warszawy bo w Radomiu nikogo godnego polecenia nie znalazłam.
        Planuje w tym roku tez gory na Rycerzowa sie nie wybieram wiec moze jakies spotkanie wymyslimy :)

    • ~MagdaS pisze:

      Ja jestem z Radomia ;)
      U rodziców będę dopiero pod koniec lutego (mimo, że z W-wy gdzie mieszkam mam niedaleko :-P )

      • ~Malibuuu pisze:

        MagdaS super kochana odwiedzaj rodzicow częściej. Watpie, ze tym rwzem sie uda spotkac bo w planach mam juz wyjazd do domu po usg prenatarnym ale kto wie moze next time. Ale sie ciesze.

    • ~pati pisze:

      Malibuu i olga82 teraz doczytałam o zimnym piwie oczywiście za zimnym piwem ja pojade wszędzie :D Mam znajomą koło Krakowa czasem do nich jeżdzimy jak się wkońcu zbierzemy. Ja tu już mape Polski szykuje z miejsami gdzie wpaść po porodzie, wolnych weekndow nam zabraknie :P

  53. ~gaja pisze:

    Krótki raport ode mnie. Krew na immunofenotyp pobrana, o ile dobrze googluję to są te wszystkie typy limfocytów, komórki NK i tak dalej. Miałam to już 3 razy robione (z innej okazji) stąd wiem, że będą mocno nieprawidłowe. W dodatku pytałam się lekarki przed badaniami, czy o to chodzi, to mówiła, że nie. Mało komunikatywna ta dr A B-C ;) No ale przynajmniej sprawdzę, jak tam moje limfocyty, bo w moim mieście tego nie robią.
    Niemiła niespodzianka u drugiej połowy, bo miał robić dodatkowe badania nasienia MSOME a okazało się, że nie ma czego badać. Wyniki tragiczne po przewlekłej chorobie, antybiotykach itp. Ciekawe, ile trzeba będzie czekać na poprawę…
    Eh, jak nie urok, to …
    Wizyta z wynikami za 2 tyg.

  54. ~Atagad pisze:

    Dziewczyny temat cukrzycy ciążowej powraca u nas jak bumerang więc podsyłam artykuł który znalazłam jak w mojej książce o ciąży był rozdział temu poświęcony i żeby na to badanie się nie zgadzać jeśli nie ma widocznego powodu :)
    http://rodzicielstworadosci.com/ciaza-i-porod/czy-moge-nie-zgodzic-sie-na-test-obciazenia-glukoza-2/
    Ja byłam nastawiona bojowo na początku ale ponieważ mam powyżej 35lat a rekomendacja jest jednak taka aby robić to w tym wieku.

    • ~pati pisze:

      Atagad mogła bym tak debatować z tobą wiekami :) i zrobił by sie blog o cukrzycy :P ja po swojej wizycie u pani prof sie uspokoilam, dzis sie wkurzylam bo cukier 50 nie wiadomo skad. No ale powracając do tematu to faktycznie lekarze zalecaja test min co pol roku, a niektorzy wogole raz w roku bo obciąża naszą wąrtobę, tu jest napisane że obciąża tylko dziecka wątrobę, tu się ciut nie zgadzam jak dla mnie idzie w jedno i w drugie. Ja mialam głupią krzywą przed, lekarz wiedzial ile sie staramy i jakie problemy byly, w rodzinie cukrzyca ale jak bym miala sie opierać natym ile sikam to powiem ci ze od momentu jak wiem ze jestem to kurde non toper na poczatku teraz tylko wieczorem jak cos wypije przed snem topotrafie co 5 min chodzic, a czy pije wiecej hmm ja zawsze pilam na mroz wiecej wiec ostatnio to łoiłam tyle ze masakra a jak sie pogoda unormowala moge wogole nie pic :)

      • ~Atagad pisze:

        Pati mi bardziej chodziło oto że lekarze działają zgodnie z jakimiś ustaleniami które ktoś kiedyś ustalił i zmieniają się raz na 10 lat na dany kraj Jak leczyłam niepłodność to ściągnęłam sobie dokument jak leczy się niepłodność (chyba było to PTG) i tak naprawdę lekarz leciał tym schematem. I działa medycyna konwencjonalna. Tak jak u Ciebie z ta metforminą. Jakbyś mieszkała w kraju gdzie to jest dozwolone nie byłoby problemu a czym ty się różnisz od kobiety z kraju gdzie to jest dozwolone. A z tą cukrzycą to uważam że przegięcie. Napisz co powiedziała Ci pani prof. Jak to wszystko wytłumaczyła te twoje prawidłowe, cukry przy normalnej diecie i zdiagnozowanej cukrzycy.

        • ~pati pisze:

          A chybastanelo na tym ze nie mam cukrzycy tylko tak jak pierwsza stwierdzila pani diab ze ten cukier to od glupiego IO mi wariuje. Wogole powiedziala ze paski mi sie nie naleza z tymiwynikami glukozy z krwi w ciazy i z moich pomiarow jak poprosilam o recepte, po czym dodala ze chyba ze ciągne to na tą krzywą. Na co ja że tak. To ona zapytala kto mądry dal mi swistek do rodzinnego ze mam cukrzyce i nalezy mi sie ref. :) natej podstawie stwierdzam ze to raczej nie cukrzyca :)
          Pani prof powedziala ze widocznie taki mam urok ze mamniskie cukry na co wskazywal tez wynik hemoglobiny z tamtego okresu. Czyli powtarza sie to co podeslalas i co wczesniej Wendy powiedziala kto kur.. jego mac o zdrowych zmyslach na czczo wypije 75 g cukru rozpuszczonych w 300 ml?
          Nie mam robić narazie żadnej krzywej, nawet poprosiłam zeby zapisala mi to na kartce bo ze gin mi nei uwierzy i zapisała :) Metformine powiedziala że by odstawiła bo ona nie wie na ile to metformina mi pomogla zajsc a na ile np to poklucie jajnikow podczas punkcji itp. Ale po dłuższej wymianie zdań wyjasnilam że raczej to była metformina bo nawet się przestymulowałam na minimalnych dawkach lekow ktore kilka miesiecy wczesniej nic nie zadzialaly. No to stanelo na tym ze moge brac, oczywiście dopytalam sie jakimi wadami to grozi dla dziecka nadal jej przyjmowanie to uslyszalam że zadnymi, jedyne co zbadane ze moze wystapic wczesniejszy porod albo niska masa urodzeniowa- dla mnie jedno z drugim jest powiazane. A nawet jak poruszylam pytanie co z odstawieniem to powiedziala ze jak sie boje to nie musze odrazu moge sobie co dwa dni brac albo co dziennie po pol tabletki, potwierdzial ze Metformax 500 zwykly dziala krotko wiec to nie ma wplywu na moje niskie cukry pozniej.
          Mam brac sobie tą metformine narazie, mam zrobić HBA1C za miesiac na wizyte. Aaaa i widać zepani prof zna sie na ciazy z cukrzycai z innymi zaburzeniami metabolicznymi bo obowiazkowo mam miec kolejne usg ze soba. Zanotowala wage przed zanotowala wage na 12 tydz. z zalecen mam mierzyc cukier tylko 2 pelne dni w tyg i wiecejsie nie kluc i oszczędzać palce i wazyc 1 na 2 tyg. Ot tyle bo po jednej wizycie to jestjej ciezko tez cokowliek powiedziec.
          Tylko dodam ze ja na spadek cukru jak mialam to 65 z glukometru to wogole nie zareagowalam nic nie czulam a dziś na ten 52 to juz czulam taka nadpobudliwosc to juz wiedzialam ze cos nie tak :) tyle dobrego z tego ze obserwowalam swoj organizm. Zjadłam nektarynke miseczke lodow i cukier juz byl 144 :)
          A i jeszcze jedno czy ktos bedzie laskawy bo instrukcja juz mi zginela wytlumaczyc roznice jak mam pomiary na gluko: gen, po posilku przed posilkiem, to ten gen jaka ma norme? bo mierze sobie: 140 z ustawieniem po posilku, a na gen nie dosc ze wyszlo mi 120 nie 140 (mierzylam 4 razy) to jeszcze minka niezadowolona ?

          • ~Atagad pisze:

            Pati a ta pani prof to z Warszawy? Podasz namiary na nią jak z Warszawy.? Wiem że kombinuję jak koń pod górę ale mam ogromne opory przed zrobieniem tego badania z obciążeniem skoro wiem że mam IO. Ja ciągle wierzę że są lepsze bardziej humanitarne sposoby aby stwierdzić czy ktoś tą cukrzyce ma czy nie. Bo siedzenie 2 godziny na poczekalni z nadzieją że nie zwymiotuję albo nie zemdleje chyba mnie przerasta .

            • ~mała Ania pisze:

              Moja dietetyk mówił, że picie 75g glukozy to barbarzyństwo dla organizmu i zalecala żeby zamiast pisać glukoze – zjeść normalne sniadanie, tak jak zwykle na co dzień. Twierdziła,że wyniki są wtedy bardziej rzetelne. Na grupach na fb dotyczących IO zdarzają się wpisy osób, które jedzą śniadanie zamiast pić glukoze.Ja kiedyś zrobiłam sobie na własną rękę i po badaniu myślałam,że zejdę,samo wypicie to dla mnie pikuś bo lubię słodycze,ale później…

              • ~pati pisze:

                Aniu ja juz ci posalam ze ja jak badanie skonczylam o 10 zawinelam sie pozalatwiac sprawy firmowe, zahaczylam o zakupy, ledwo co zrobilam obiad i o 17 to mi glowa leciala w dol, przed oczami ciemno zasypialam na siedzaco a juz najbardziej niepokojace bylo to ze 1 browara do konca nie bylam w stanie wypoc. Po prostu koszmar i na dobra sprawe dopadlo mnie dopiero gdzies tak od 15 a apogeum bylo.o 17

            • ~pati pisze:

              Atagad napisz mi maila patim1964@gmail.com bo z kom nie potrafie wkleic swojego linka do fb ;) to ci wszystko napisze co i jak lacznie z namiarami gin i endo i diab z wawy co prowadza coaze na metforminie. nawet byle by glupia karteczke napisali ze niewskazane ;)
              Albo ktoras kochana dzoewczyna niech podlinkuje moj profil ;)

            • ~pati pisze:

              Anitt miala tak ze leciala przez rece po tescie jak dobrze pamietam chyba.

  55. ~Kamila pisze:

    Pisałam z Wami gdy było mi źle, tym bardziej napiszę teraz gdy jeszcze sama nie wierzę w to szczęście, które mnie spotkało, zwłaszcza że moja droga tak jak i Wasza, nie była łatwa…..
    W telegraficznym skrócie: policystyczne jajniki, obustronnie niedrożne jajowody, mutacja MTHFR, zbyt duża liczba komórek NK. Trzy stymulacje, pięć transferów, 4 ciążę…. W sumie prawie 5 lat starań.
    Ciąża od początku z komplikacjami najpierw plamienia i bóle podbrzusza, potem ostre bóle w bokach brzucha, skracajaca się szyjka macicy i od 29 tc pobyt na Oddziale Patologii Ciąży z podejrzeniem hipotrofii płodu, 9 tygodni spędzonych w szpitalu, spadki tętna płodu i w końcu decyzja – wywoływujemy poród, po podaniu oksytocyny i przebiciu pecherza plodowego, rozwarcie bardzo szybko doszło do 10, mały ani myśli wychodzić, decyzja o pobraniu krwi z główki, nagle akcja przyspiesza i nie trzeba pobierać krwi, malutki zdecydował się wyjść, brak reakcji ze strony łożyska, podanie znieczulenia i ręczne wydobycie łożyska. Tak 16.01.2017 o 15.47 zakończyła się moja ciąża. Od tego dnia jestem mamą najwspanialszego synka na świecie :D

    Jestem w przeszczesliwa, nie mogę oderwać od niego wzroku, mogę godzinami na niego patrzeć.
    Kocham nad życie.
    Było warto!!!!!!!!!!!!
    Ps. Podczas mojego pobytu w szpitalu dostaliśmy ostateczną akceptację z ośrodka adopcyjnego, w czerwcu miną juz dwa lata naszego oczekiwania na adopcję, jeszcze rok i może pojawi się nasze drugie dziecko :)

    • ~mała Ania pisze:

      Gratulacje Kamila, piękne zakończenie:) dużo zdrowia dla Was!

    • ~olga82 pisze:

      Kamila, to długa droga!!! Odpocznijcie, ciesz się Synkiem i gratulacje!!! Jak Synek ma na imię?:) I jednocześnie decyzja z ośrodka, to niesamowite!

    • ~pati pisze:

      Kamila wielkie gratulacje i wogole pelen podziw za cala.akcje porodowa. Droga do macierzynstwa byla.dluga i ciezka i jeszcze dodatkowo porod nie byl latwy. Musisz byc strasznie silna osoba ;) no i oczywiscie gratulacje kolejnej ciazy adopcyjnej ;) fajnie ze wasz oa nie robil problemow. Teraz jestes dzielna szczesliwa mama 1 dziecka a juz niebawem bedziesz miala 2 :)
      Przepraszam ale strasznie mnie zaciekawilas tym recznym wydobyciem lozyska i wogole skoro.mialas takie komplikacje w ciazy czemu nie zdecydowali sie na cc?

      • ~Kamila pisze:

        Szpital w którym przebywałam nie preferuje cesarek, robią je w ostateczności. Przebieg ciąży nie wskazywał na cesarke. A w trakcie porodu nikt nie wspominał o tym żeby zakończyć poród przez cc. Reczne wydobycie odbyło się juz po urodzeniu dziecka i nie zagrażało jego życiu.

    • ~martucha pisze:

      Gratuluję Ci z całego serca! :-) bądźcie szczęśliwi!

    • ~iza krotki blog pisze:

      Kamila, ale wieści, jak to wszystko zebrałaś w ultra krótkie podsumowanie, to serce staje, ile człowiek znosi i jak mocno walczy. I tym co napisałaś bardzo, ale to bardzo motywujesz, żeby się nie poddawać. Pomagasz tutaj :)

      Bardzo dużo przeżyć zebrało się na ten poród. Piękne, że jesteście razem cało i zdrowo.

      Wiem, że teraz masz mniej czasu dla nas, ale jak kiedyś znajdziesz chwilę, zaspokój moją ciekawość w sprawie adopcji.
      CO to znaczy, że „dostaliście akceptację”. U mnie dostaje sie kwalifikacje (dokument) i to osobiście, do ręki, a nie np. będąc w szpitalu.

      W czerwcu miną dwa lata Waszego oczekiwania – w sensie – od pierwszego telefonu? Od zakończenia kursu?

      Wybacz, że męczę w tak ważnym momencie! Przede wszystkim bardzo się cieszę, że wszystko poszło dobrze i godzinami możesz się wpatrywać w swoje szczęście.

      • ~pati pisze:

        widze ze nie tylko mnie zaxiekawilo cos z histori Kamili. Najwazniejsze ze widac ze walka poplaca i to jeszcze rzkal bym podwojnie ;)

      • ~Kamila pisze:

        Wstępna akceptację dostaliśmy z ośrodka juz dawno ale mieszkaliśmy wtedy 100km od siebie i nie mieliśmy skonczonego remontu mieszkania. Ostateczna akceptację mieliśmy dostać po spełnieniu tych warunków a zadzwonili z ośrodka z tą wiadomością i bez ich spełnienia. W naszym ośrodku liczy się czas oczekiwania od momentu złożenia kompletu dokumentów. A szkolenia można odbywać w trakcie a czas oczekiwania juz płynie

    • ~Malibuuu pisze:

      Gratulacje Kamila 5 lat starań zostało zrekompensowane małym cudem… Gratulacje :)

    • ~Kaja pisze:

      Kamila, gratulacje! Ciesze się bardzo na tak pozytywny finał Waszej historii :) Iza ma rację, takie opowieści podnoszą na duchu i dają nadzieję na lepsze jutro :)
      Niech Kruszyna zdrowo rośnie! !! :)

    • ~LILOĄ pisze:

      Kamila,
      Ogromne gratulacje, po tak ciężkiej drodze jaką przeszliście zaświeciło Wam ogromne słońce.
      Wszystkiego najlepszego dla Was !

    • ~ana86 pisze:

      Brawo Kamilka, gratuluje Wam Syneczka z calego serca! A tu jeszcze zaraz bedzie drugi Maluszek-piekna historia :) A jak wagowo urodzil sie Synek po tej hipotrofii? Szczescia i duzo zdrowka dla Was.

      • ~Kamila pisze:

        Ale trafiłaś Ana86 z tą wagą. :( Synek urodził się w 38tc z wagą 2990, waga przy wyjściu ze szpitala 2820 g a dziś po 11 dniach mały ma dokładnie tyle samo co przy wyjściu ze szpitala ;( boję się że coś mu jest…. Niby pokarm leci, mały umie ssać a waga stoi w miejscu.
        Czy komuś też to się zdazyło?

        • ~Katka pisze:

          hej jestem też świeżo upieczoną mamą dzięki in vitro ( 4 transfer). Moja córeczka urodziła się 10.01. :-). Spadek do 10% masy urodzeniowej jest dopuszczalny, niemniej trzeba malucha obserwować. Nasza córeczka traktowała moje piersi jak smoczek. Mimo, że po wyjściu ze szpitala zaczęła przybierać na wadze później waga zaczęła gwałtownie spadać. Przyczyną była żółtaczka patologiczna. Okazało się,że mam z córcią konflikt krwi w obrębie grup ABO, o którym wcześniej nie miałam pojęcia ( mi znany był tylko RH plus i RH -).Ja mam O córeczka A po tacie. Nie piszę tego żeby straszyć, ale może komuś się przyda ta wiedza bo żółtaczka może być groźna. Zwróćcie uwagę na grupy krwi. W zwykłych sytuacjach polecam spotkanie z doradcą laktacyjnym. W szpitalu można dostać kontakt. Położna środowiskowa też może coś doradzi. Ja po pobycie w szpitalu z żółtaczką karmię swoim mlekiem, ale odciągniętym za pomocą laktatora.Pozdrawiam

      • ~Kamila pisze:

        Waga 2990g 52cm 10 pkt Apgar

    • ~Wężon pisze:

      Kamila gratulacje! Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło. :)
      No i do tego synek ma urodziny w urodziny Laury.

    • ~Martyna pisze:

      Kamila gratulacje! Dużo przeszliście ważne, że zakończenie szczęśliwe :)

    • ~po pierwszym in vitro pisze:

      Ja wzruszająca opowieść… z pięknym zakończeniem :) powodzenia !!!

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      Kamila z całego serca gratuluje !!!
      Synek na pewno wynagrodzi Wam każdy trudny dzień i chwile …:)
      No i być może za chwilę rodzeństwo … pełnia szczęścia <3

    • ~Renata pisze:

      Gratulacje! Buziaki dla Pawełka. I wszystkiego dobrego dla Was :-)

  56. ~pati pisze:

    Gaja bo nie wiem czy nie mieszam to ty mialas miec te kom dawczyni?czy juz mi sie cos totalnie pomyrdało?

    • ~Wężon pisze:

      Tak Pati, Gaja miała już 3 transfery z KD i czeka na 4.

    • ~pati pisze:

      No to tak właśnie u paradise wpadłam na ten list : http://www.kakilife.pl/2017/01/list-otwarty-i-niespodzianka.html
      list jest wstawiony pod zdjeciami przecudnych rękawiczek, ktore musze zdobyctakna marginesie :) i tyczy sie kom dawczyni

    • ~gaja pisze:

      Tak Pati, zgadza się.
      Jestem w innej klinice i mam dostać świeże oocyty.
      Mam nadzieję, że wygląda tam to inaczej.
      Ale całkiem możliwe, że nic z tego nie wyjdzie. Taka statystyka. 6/10 się udaje.
      Ale ktoś w tych 4/10 też być musi.

      • ~pati pisze:

        Gaja ależ oczywiście ze ktoś musi być, tylko chcialam podeslac ci na wszelki wypadek taka notke od paradise, bo powiem szczerze ze ja bylam w szoku i wydajac tyle kasy to ja bym wolala miec pewnosc skad te kom są i jakie one są. Po prostu myślami bylam z Twoim przypadkiem :)

      • ~gaja pisze:

        Niestety kliniki to też biznes.
        I różnie można trafić.
        Dawstwo w Polsce oficjalnie musi być bezpłatne i stąd ta Ukraina.
        Ja podpisałam, że przyjmuję bezpłatnie. Płacę za koszta poniesione. Taki wybieg.
        Z tego listu zrozumiałam, że ta dziewczyna wiedziała skąd komórki. Obawiam się, że w sądzie nic nie wskóra. Nikt nie jest w stanie zapewnić jakości i sukcesu i pewnie ona w umowie też to miała napisane.

      • ~Magdanr2 :) pisze:

        Pewnie że tak , poza tym jak nie będziesz „grać ” nie wygrasz …
        W tej 4 jest Wasze miejsce !!!!

  57. ~pati pisze:

    Atagad tutaj ci odpisze cial ketonowych nie mialam wczesniej i nie mialam teraz w 1 moczu teraz bedzie 2 mocz. Dopadly mnie jakies zajady wiec musze spr poziom zelaza. Na wit c nie nazekam bo porzeram tony iwocow kwasnych. nurtuje mnie poziom wit b bo ona przy mecie podobniez sie gorzej wchlania. no wiec sobie strzele jeszcze morfologie do tego moczu.
    zalecacoe zbadac to zelazo czy to juz po morfologi bedzie widac tfu tfu anemie?

    • ~pati pisze:

      Atagad juz doczłapałam się do kompa jak coś więcej w temacie to zapraszam https://www.facebook.com/patrycja.mosinska.5

    • ~mała Ania pisze:

      Pati anemia to raczej wyjdzie jak zbadasz żelazo i ferrytyne.

      • ~pati pisze:

        a oki chcialam sie upewnic, to dorzuce sobie żelazo, myslalam ze po morfologi wszystko widać bo kaza zazwyczaj sama morfologie robić, a chcialam się upewnic ze jest oki. A wogole to ja mialam teraz zlecony sam mocz :P

        • ~Wężon pisze:

          Pati myślę, że jak hemoglobina wyjdzie OK, to nie ma co grzebać dalej, a poszerzać, jakby morfologia była niepewna.

          • ~mała Ania pisze:

            Ja mam zawsze hemoglobine ok, a ferrytyny prawie nie mam i słyszę „anemia”. Samo żelazo niewiele Ci powie Pati, bo musi się jeszcze wchlonac. Ważna jest ferrytyna.

            • ~Wężon pisze:

              A miałaś jakieś objawy, że Ci to zlecili? Bo standard to sama morfologia. Słabo się czułaś, czy przypadkiem wyszło?

              • ~mała Ania pisze:

                Kochana ja od pewnego czasu sama sobie robię badania, jakbym nie robiła to nie wiedziałabym ani o IO (krzewy sama robiłam prywatnie),ani o hipoglikemii reaktywnej,ani nie wiedziałabym o mutacji mthfr, ferrytyne zrobiłam bo wypadały mi mocno włosy, poza tym szukałam przyczyn niepłodności. Jak odebrałam wyniki mthfr to zrobiłam homocysteine, poziom witaminy b12 i kwasu foliowego. Czytam pubmed, blogi osób o holistycznym podejściu do leczenia ludzi i sama sobie zalecam badania :) nie liczę na lekarzy. Póki co dobrze na tym wychodzę.

                • ~po pierwszym in vitro pisze:

                  Aniu co to jest ta ferrytyna? włosy wychodzą mi garściami… nie robię z tym nic, bo jestem w tym szale in vitro i tak nie moge nic brać… coś wiesz, dlaczego ci tak lecialy?

                  • ~mała Ania pisze:

                    mi wypadały garściami i miałam strasznie słabe paznokcie-lamaly się i rozczwarzały. w skrócie „Badanie ferrytyny, białka magazynującego żelazo w organizmie, pozwala określić poziom żelaza we krwi znacznie dokładniej, niż poprzez badanie laboratoryjne samego żelaza. Badanie stężenia ferrytyny przeprowadza się też w różnicowaniu przyczyn niedokrwistości czy kontroli suplementacji żelaza. Niedobór ferrytyny oznacza zazwyczaj też niedobór żelaza.” trzeba pamiętać,że do przyswajania żelaza jest potrzebna witamina C także warto suplementowac. Jak poszłam z moimi wynikami tarczycy,ferrytyny itp do endo to pierwsze o co mnie zapytał, to czy nie wypadają mi przypadkiem włosy. Kupiłam sobie buraka liofilizowanego i pije go, włosy już spoko. Suplementowalam też wit c w dużych ilościach i swojego czasu często jadłam wątróbkę drobiowa :)

                  • ~po pierwszym in vitro pisze:

                    Dzięki za podpowiedź mała ania :)

  58. ~Wendy pisze:

    Kamila, gratulacje! Ciężka droga ale jaki sukces na końcu!
    Jak znajdziesz czas napisz proszę trochę o hipotrofii, jak ją odkryli, i jak leczyli przez ten czas w szpitalu i jaka waga synka urodzeniowa.
    Mam teraz w najbliższym otoczeniu wysyp koleżanek z hipotrofią ciążową i co lekarz to inne podejście, inna teoria, inne zagrożenia a problem nadal nie rozwiązany.Nie mówiąc już o ustaleniu przyczyny. Sama się boję tego bardzo..

    • ~Wężon pisze:

      Wendy, hipotrofię niespecjalnie można leczyć. Coś tam na poprawienie przepływów dają, jeśli to to jest przyczyną. Ale jak nie wiadomo dlaczego właściwie to tylko obserwują, żeby wyciągnąć, jak się zrobi niebezpiecznie.
      Ale potem dzieci szybko nadrabiają.
      Jak byłam z Laurą to babka urodziła w 35 tc, o wadze 1200 g. Już wyciągnęli, bo słabo żywiła. Po tej stronie dziecko urosło jak nadmuchane. Po 3 dniach go zabrali z wcześniaków.
      Trzeba obserwować, źle, jak jest duża, ale nie demonizować.
      Jak Wendy masz do połowy ciąży, już ponad połowy właściwie, to nawet gdyby wystąpiła potem to już nie będzie groźna.

      • ~Wendy pisze:

        No nie wiem Wężon, chciałabym żeby to było takie idealne.. W listopadzie urodziła moja koleżanka w 27 tygodniu synka, waga dziecka 800.. Wszystko było super do 25 tc, ciąża wzorowa a nagle już nie było i szybka akcja cc. Synek leży w szpitalu do dziś w inkubatorze i ma wszystkie możliwe powikłania.
        Teraz dla odmiany kolejna w 33 tygodniu ma hipotrofię i lekarz straszy komplikacjami bo dziecko już nie rośnie. I mam takie jeszcze dwie w otoczeniu..
        Panikuję trochę bo jakoś mnie osaczają te hipotroficzki i co więcej lekarze jakoś niejasno definują przyczynę..

        • ~Wężon pisze:

          Ale do tego 25 tc nie miał hipotrofii? Nagle stanęło? Może się łożysko jakoś zestarzało. Laura się urodziła 980, przez te 9 dni bez wód normalnie rosła, urosła 200 g od ostatniego normalnego USG dwa tygodnie przez porodem. I też ciąża była super do 25 tc. Wody mi odeszły zanim dojechałam do domu od lekarza, który powiedział, że ciąża idealna. Ale na szczęście hipotrofii nie było.
          W jakim stanie jest synek koleżanki? Co mu się przytrafiło? Oddycha dobrze?
          Laury nie ominęła retinopatia, ale wszystko inne groźne na szczęście tak: martwicze zapalenie jelit, sepsa, kłopoty z płucami, wylewy i inne neurologiczne…
          Dlatego J. nie chce już kusić losu. Chyba limit cudów wyczerpaliśmy.
          W 33 tygodniu, to jak dziecko rzeczywiście nie rośnie, to natychmiast wyjmować, bo rzeczywiście narobi komplikacji. U mnie w szpitalu po 30tc wyciągali, jak była duża hipotrofia, dziecko przestawało rosnąć, albo były spadki tętna. Naprawdę w 33 tc to wcześniak poleży parę dni w inkubatorze i jest ok, a jak poczekają 2 tygodnie i wyjmą takiego ledwie żywego, to będzie w gorszym stanie niż ten mniejszy. Jak kobieta głodzi dziecko i ona nie rośnie, nie nabiera sił, tylko słabnie, to po co na siłę ciągnąć ciążę?
          W jakim wieku te koleżanki?
          Nie panikuj – nic nie zrobisz, przyczyny złożone i niejasne. Ze mną dziewczyna 21 lat, urodziła taka jak ja pod koniec 27 tygodnia, a synek o połowę mniejszy -550g ważył. Jak wyjęli łożysko, to było w strasznym stanie, zwapnione. Gdyby poród sam się nie zaczął, to do rana mógłby już nie dożyć synek.
          I młoda, zdrowa.
          Dbasz o siebie, chodzisz na wizyty, na razie jest OK i z każdym dniem rośnie szansa na szczęśliwy poród. I tego się trzymaj.

          • ~Wendy pisze:

            Wszystkie 32-35 lat, czyli według naszej kategorii wiekowej „nie stare”. Ta pierwsza od 27 tc okaz zdrowia i nawet mój lekarz stawiał mi ją za wzór dbania o siebie i nie chodzenia do roboty.. A potem nagle nie przyrasta i spadek tętna.Synek powoli idzie ku dobremu ale przeszedł: 2 przetaczania krwi, odmę, sepsę, 2 wylewu do mózgu i na koniec jakby było zapalenie płuc. Cały taki pakiet masakryczny. Teraz powoli wychodzi na prostą i zaczyna przyrastać. Lekarz jej powiedział,że może miała jakąś mutację białka przed ciażą.. Czyli nic nie powiedział. Te pozostałe to po prostu cytuję lekarzy „przepływy”.. Masz rację nie ma co panikować ale jak słyszę hasło hipotrofia to mam od razu jazdę. Szczególnie,że to same ciąże naturalne czyli niby organizmy przyzwyczajone..
            A ja jak pamiętasz i starawa i chudawa i jeszcze ivf:-)

            • ~Wężon pisze:

              Wendy, ciekawe jak się będzie rozwijał. Czy zostaną jakieś ślady po tym wszystkim. Zwłaszcza wylewy są niebezpieczne- którego stopnia? No i czy płuca nie będą osłabione.

              • ~Wężon pisze:

                Laura niecałe dwa miesiące po porodzie wyszła do domu (16.01-13.03). Nawet do 2kg jej nie trzymali, bo tak dobrze sobie radziła. Naprawdę poszło jej super jak na takiego wcześniaka. I to z laseroterapią na retinopatię po drodze.
                Raz miałam doła – ona już przez tydzień była na respiratorze, a urodził się chłopak w 25 tc, który oddychał sam i się dziwili, że taki silny. Byłam smutna, że inne dzieci się skokowo rozwijają, a Laura tak powoli do przodu.
                No i za dwa dni chłopczyk już nie żył, załamał się w nocy i nie uratowali.
                I przestałam marudzić. Jak zobaczyłam te już prawie zdrowe, co dostają sepsy i walczą o życie i wracają na respirator, to doceniłam, że Laura powoli, ale zawsze do przodu, nigdy nie miała załamania, nie straciła tego, co już osiągnęła.

    • ~Kamila pisze:

      Wendy hipotrofia to zahamowanie wzrostu dziecka, u nas była hipotrofia asymetryczna, główka rosła prawidłowo ale brzuszek i nóżka odstawaly od normy, ogólnie to hipotrofia występuje u płodu u którego rozmiary są poniżej 10centyla. Nie ma na to leków (można np poprawić przepływy łożyskowe zastrzykami z heparyny) ja brałam i tak heparyne od początku ciąży więc tak naprawdę na oddziale byłam raczej na obserwacji niż na leczeniu. Codziennie KTG, co tydzień USG z Dopplerem ewentualnie badania krwi. Przed ciążą nie jadłam glutenu i laktozy w trakcie ciąży też nie, na początku pobytu w szpitalu wróciłam do normalnej diety i wtedy mały miał bardzo mały przyrost wagi więc znów przestałam jeść laktoze i gluten i pod koniec ciąży mały zaczął przybierać ale czy to dzięki temu to nie wiem. Dla mnie najważniejsze że zaczął przybierać. A teraz po urodzeniu znów nie przybiera :( a ja nadal nie jem laktozy i glutenu

      • ~Wendy pisze:

        Kamila bardzo dziękuję że mimo zajęć, których pewnie przy maluszku nie brak znalazłaś czas żeby odpisać. Trzymam kciuki żeby nie tylko przybierał ale rósł jak na drożdżach!

  59. ~Martyna pisze:

    Po pierwszym invitro jak wczorajsze podglądanie? Zdawaj nam relację! :)

  60. ~pati pisze:

    Dziewczyny czy ktorejs lekarz gin polecił? https://www.trimid.pl/pl/c/Produkty/15 TRIMID pieruńsko drogi a ja narzekalam na cene femibionu :P A ten TRIMID podobnież jako jedynypolecany przez instytut matki i dziecka,czytam stworzony przy wspolpracy z nimi.

    • ~Wendy pisze:

      Pati, pytałam w IMiD o to. To lek stworzony i reklamowany wspólnie z A. Lewandowską. Podobno nowsza wersja starego leku, który wcześniej rekomendowali. Moja lekarka kazała mi jednak zostać przy dotychczasowym elevicie i kwasie foliowym bo cytuję” nie ma wielkiej różnicy”.

      • ~pati pisze:

        A widzisz na jakims blogu znalalzam info o tym leku, Lewandowska sie na mnie nei wzbogaci :P
        Szukam jakiejs dobrej tańszej opcji femibionu :) bo mi tylko mowili femibion femibion i az sie zdziwilam ze caly rynek zalany byl femibionem :P a o tym twoim poczytam i porownam :)

      • ~ala pisze:

        Wendy, jeśli Twoja lekarka nie widzi różnicy, zmień lekarkę ;) wystarczy rzut oka na skład, żeby tę różnicę dostrzec ;)

    • ~Kaja pisze:

      Pati, jak kupujesz Femibion, to sprawdź sobie na aptekaprima24 – tam znalazłam najtańszy, dużo taniej niż u mnie na miejscu w stacjonarnej aptece.

      • ~pati pisze:

        Kaja :* już sprawdzam :)

        • ~Askja pisze:

          Pati ja femibion zamawiałam w aptece Gemini też mieli dobrą cenę w porównaniu do tych cen z aptek stacjonarnych, nie wiem jak teraz to wygląda, bo ostatnio zrobiłam zapas na 4 miesiące.

          • ~Magdanr2 :) pisze:

            Ja tez w 5 mce ciąży się zapatrzyłam do końca :P Bo był po 26 pln , ale już po 40 widziałam ….
            Pati zapytaj Lekarza o odpowiednik , Bratowa M brała pregne , ponoć też ok .

    • ~gaja pisze:

      Przypuszczam, że gdyby kupić osobno witaminy i DHA to wyszłoby 30% tej ceny.

    • ~gaja pisze:

      Co do cen – takie leki łatwo porównać na Ceneo

    • ~Malibuuu pisze:

      Mnie lekarz polciła Pregna PLUS ale nie sprawdzałam ceny. Mam jeszcze 14 tabletek Femibionu 1, akurat sie zacznie 12 tydzien to albo zmienie na famibion 2 albo ta Pregna :)

  61. ~Kaja pisze:

    Agac, czy juz wiadomo ile komórek udało się zaplodnic? Jakie wieści z placu boju?
    Informuj proszę na bieżąco, bo trzymamy kciuki za to podejscie:)

    • ~Agac pisze:

      Kaja dzięki za pamięć. Słuchajcie udało się wszystkie 6. Mąż mówi, że w takim razie idźmy w sześcioraczki :) niestety kluczowa 3cia doba wypada w niedzielę, więc dowiemy się dopiero w poniedziałek rano jak sytuacja. Jeśli będzie ok, to transfer we wtorek w południe.

      • ~pati pisze:

        Agac extra wynik :) to kciuki dalej trymamy

      • ~Wężon pisze:

        Agac, super. :)

        Wy macie obiekcje do mrożenia samego w sobie, jako procedury, czy nie chcielibyście, żeby zostały jakieś mrozaki, po które nie dacie rady wrócić?

        • ~Agac pisze:

          Baliśmy się, że zostaną. Ale rozmowa o wpływie endo na komórki, zarodki, zagnieżdżanie, rozwój sprawiła, że zdaliśmy sobie sprawę, że szanse na taki scenariusz są nikłe. Pierwsze podejścia robiliśmy w ramach programu i tam jakoś nikt nie znalazł czasu lub chęci żeby nam to porządnie wytłumaczyć. A teraz jesteśmy w małej klinice i trochę inaczej to wszystko wygląda.

          • ~Magdanr2 :) pisze:

            Agac , Ja też mam endo ( tylko nie jakąś bardzo zaawansowaną) i w 3 dobie mieliśmy 4 Zarodki 8A , jeden podany kończy właśnie 35 tc , pozostałe 3 niestety nie doszły do blastki .
            Natomiast u nas upatrywali się winy w nasieniu , gdyby się nie udało polecali zrobić fragmentacje dna plemnika i ewentualnie włączyć MACS .
            Z 6 Zarodków macie duża szanse na ten Jedyny , a nawet na dwa , kciuki :)

            • ~Agac pisze:

              Magdanr2 u mnie niestety endo IV st a do tego adenomioza, wiec ogólnie sytuacja słaba. Za to nasienie męża w idealnym porzadku. My czekamy do blastki zeby ograniczyć ryzyko biochemicznej.
              Pozytywnie zazdraszczam 35tc – niech Maleństwo pięknie rośnie!

              • ~pati pisze:

                Agac awidzisz ja nie wiem co bym zrobiła czy bym czekala do blastki czy dala szanse tym2-3 dniowym, to jest cięzki temat, miala bym 1000 myśli naminute a ze jak zdecyduje tak to moze zadna nie dotrwac jak nie zdecyduje to moze podali slaba i tak wkołko… masakra strasznie cięzki to temat, ale uwierz mi po wszystkim jak już bedziesz w tej ciazy to wcale nie bedzie łatwiej i bezstresowo, o nie co to to nie :)

                • ~Agac pisze:

                  Pati oczywiście! zdań w tym temacie tyle co lekarzy pewnie. Natomiast pani doktor polecona przez Doktorka od endo (któremu ufam bezgranicznie), więc na razie dostała kredyt zaufania i idziemy tak jak sugeruje. Jednocześnie umówiliśmy się, że gdyby zarodki zwolniły lub przestały się rozwijać to robimy transfer wcześniej oczywiście. Czyli układ dość elastyczny, ale z celem na blastkę. Podobno przy zaawansowanym endo i potencjalnie upośledzonych komórkach to daje większe szanse na zarodek mający szansę. Ale to podobno. Jak będzie się okaże.

                  • ~Kaja pisze:

                    Agac, my też myśleliśmy po co nam tak dużo komórek, później zarodków, bo przecież wystarczy ten jeden, jak będą dwa to już fajnie! Z 18 pobranych komórek 18 było dojrzałych, 17 zaplodnionych, do 3 doby dotrwalo 14, a do blastocysty 6. Podane miałam 2 blastki, 1 się przyjęła, druga nie… 4 mrozaczki czekaja i wcale nie przeraza mnie ich ilość. Za pierwszym razem miałam pobranych 8 komórek, 6 było poddanych zaplodnieniu, zaplodnilo się chyba 5, a do 3 doby przetrwały tylko 2 :( niestety oba transfery były nieudane w 3 dobie…. Dla mnie punkcja, to horror, później dobre 2 tyg wycięte z życiorysu :(

                  • ~Agac pisze:

                    Kaja i wlasnie w strachu o te 2 tyg z zycia podjelismy decyzje o blastce. Ja na znoszę strasznie – jakby świat nie istniał. Wole rozczarowanie wczesniej niz pózniej. I oczywiście jest ryzyko ze transfer dałby zarodkowi większe szanse ale któraś opcje musze wybrac

              • ~Magdanr2 :) pisze:

                :) Zobaczysz jak Wam szybko zleci … Ja pamiętam jak bez większych nadziei otwierałam bete , a tu Klusilda za chwile się pojawi na świecie …Jak ufasz lekarzowi to bardzo dużo , trzymam kciuki za Wasze Maleństwa :)

      • ~po pierwszym in vitro pisze:

        pięknie :)

  62. ~LILOĄ pisze:

    Ana86,
    Co u Was ? Jak się czujesz ? Chyba wielkie odliczanie trwa ? :-) wszystko już pewnie gotowe. Rodzić będziesz u siebie?
    Pozdrawiam

    • ~ana86 pisze:

      No kochana, odliczanie trwa i mam nadzieje ze nie zapomnialam o niczym. Juz tak chce miec Malego z tej strony. Wczoraj spedzilam pol dnia na badaniach w szpitalu. Chcieli mnie zostawic bo Maly przez godzine na ktg wogole nie kopal i zapis jakis dziwny. Juz mnie placz napadl jak ten dr chcial kilka razy zmusic Malego a on dalej nic. Usg zrobili z pol godzinne wszystkie przeplywy, i lozysko juz dosc slabe. Maly sie pozniej ciut ozywil wiec wypuscil mnie poki co z czestym liczeniem ruchow i jak tylko choc moment niepokoju to do szpitala. W nocy tez probuje pilnowac jakos. Siedze troche jak na szpilkach a moj dr wraca w niedziele dopiero. Dlatego tak chce juz miec Malego przy sobie. Strach mi sie spotegowal tym jakos. Rodze u siebie, w sumie juz nie wiem jakim sposobem. Moze i dla spokoju jednak przez cc bo tak mi to uswiadomilo jak czasem moment, chwila za pozno moze wiele zmienic. Papiery mam w razie czego wiec moge wybrac chyba ze sami tak zdecyduja wczesniej moze. Albo spontan bedzie. Zobaczymy co wyjdzie ale juz doczekac sie nie moge! Juz tak blisko ten nasz Cud tylko musze leniuszka przypilnowac na ostatniej prostej :)
      Powiedz tez co u Was slychac Liloa. Jak sie czujesz? Bo ze znalazlas fajna pania dr to juz wiem :) buziaki

      • ~LILOĄ pisze:

        Oj to rzeczywiście musisz teraz jak na szpilkach siedzieć. Mały pewnie siły zbiera przed podróżą życia:-) A w razie czego Jesteście już umowieni na cc ? Jakie masz dokumenty ( tak z ciekawości ) , które uprawniają do cc?
        Ale to szybko zleciało a Ty już za chwilę będziesz tulić swojego Maluszka.
        Jeśli chodzi o nas to zaczynamy 12 tydzień, 06.02 mamy badania prenatalne, samopoczucie ok , jedynie zmęczenie daje o sobie znać. Pozostałych objawów brak.
        Chyba jeszcze do mnie nie dociera albo poprostu jestem ostrożna. Boję się planować żeby nie zapeszać …
        Buziaki ściskam mocno i czekam na wieści.

        • ~ana86 pisze:

          Nie chcialam zeby dr wpisal do karty prawde a wtedy juz by wystarczylo. Tym bardziej po tej historii ostatnio ze gdzies na poludniu wpisali dziecku w ksiazeczke zdrowia ze to ‚stan po ivf’. No jak tak mozna. Wiec mam w razie czego od psychologa zaswiadczenie. Tylko nie wiem czy wogole skorzystam z niego wiec terminu brak poki co :) Jakby akcja poszla sama to najwyzej zostanie. Obgadamy z dr.A Ty Liloa jak uwazasz, powiedzialabys w szpitalu czy przemilczala? Moze takie info zwiekszyloby ich czujnosc? Jak Wasze zdanie dziewczyny?
          Wow, juz konczysz pierwszy trymestr, jak te ciaze leca szybko. Mozesz zlapac glebszy oddech kochana :) Jeszcze dwa takie i bedzie cudnie.

          • ~LILOĄ pisze:

            Hmm nie mam pojęcia jak się zachować tzn. czy wpisywać czy nie? Debili nie brakuje, tym bardziej w tak wyjątkowej chwili, ostatnią rzeczą jest martwienie się o to czy komuś ivf odpowiada czy nie ? I potem wysłuchiwanie ewntualnych komentarzy.
            Ja nawet w rodzinie mam 30 letniego Idiotę. , który kobity nigdy nie miał a poglądy takie, że jak tak dalej pójdzie to zarobi parę strzałów od mojego M na którejś z rodzinnych imprez za wymysły anty ivf.
            Muszę się sama głębiej nad tym zastanowić.
            Też jestem ciekawa zdania pozostałych ?

            • ~po pierwszym in vitro pisze:

              Ja się nauczyłam po historiach od koleżanki położnej, która dochodziła czy to z in vitro czy nie, że nie ma co komu opowiadać… to jest dla ludzi sensacja. U mnie nikt nie wie, oprócz mamy. Liloą ja mam szwagra debila, ma swoje dzieci, nic nie wie o naszych kłopotach i wypowiada się o in vitro tak, że szlag mnie trafia. Jeśli tylko o mnie by chodziło, to jestem w stanie przetrzymać wojnę o in vitro. Ale tu chodzi o dziecko… powiem jakiemuś debilowi, a później będzie miało łatkę tego z probówki… dlatego ja nie mówię o in vitro. Nie wiem, czy się uda, czy nie ale po prostu najzwyczajniej w świecie boję się o tym informować… mam nadzieję, że czasy się zmienią, ale teraz to czuję, że my się musimy ukrywać z tym co przechodzimy… to jest naprawdę chora sytuacja…

              • ~LILOĄ pisze:

                Fakt ta Pisowska propaganda anty ivf doprowadziła do tego, że osoby gówno wiedzące w bardzo gorliwy sposób wypowiadają się na temat im zupełnie nieznany. A trend ten mojm zdaniem jeszcze bardziej się nasila.
                I tak, tu chodzi o Dziecko i jego przyszłość. O spkojne dzieciństwo bez szkalowania i dodawania tzw. łatek .
                U nas wiedzą najbliżsi tzn. Rodzice i najbliżsi znajomi.
                Chory to jest ten kraj i Ci pseudo- katolicy , zakłamani i obłudni.

            • ~gaja pisze:

              Hm, a u mnie na wsi same babcie sobie opowiadają: a mój wnusio to z in-vitro… I nikt nie robi sensacji żadnych.
              Ja do wiejskiej pielęgniarki chodziłam na zastrzyki z progesteronem to też wszystko mówiłam i nic.
              Ciekawe, czy gdyby taki szwagier dowiedział się prawdy od kogoś z rodziny a nie tylko z prawicowych gazet, to by zmienił zdanie…
              Ja jestem zdania, że trzeba mówić. Bo inaczej nie wyjdziemy z tego zaklętego kręgu.

              • ~po pierwszym in vitro pisze:

                Gaja, prawdy jakiej? Że chcemy dziecko, ale jedyna droga do niego to in vitro? I co zmieni zdanie? Pierdoli o zabijaniu zarodków i co mam mu powiedzieć?
                Sorki Gaja nie czuj się napadnięta, ale ja z debilami już rozmawiałam łacznie z kretynką teściową, tłumaczyłam. Do debli nic nie trafi

                • ~LILOĄ pisze:

                  Po pierwszym,
                  Współczuję, że nawet Teściowa nie kuma . Ciekawe jak się zachowa po przyjściu Bąbla na świat. Na pewno świata nie będzie za nim widziała. Do wszystkiego trzeba dojrzeć. Trzymam za Was mocno kciuki. Na którą pick up w poniedziałek? Już wiesz kto będzie robił transfer?

                  • ~po pierwszym in vitro pisze:

                    Pick up na 08:00 jestem pierwsza. Nie wiem, kto będzie robił. Ostatnio S. Teściowa jakby nie powiedziała swoich tzrech groszy to by nie przeżyła… ona jest z tych z radia maryja… a dzieci nie ma bo się nie modlimy… więc… szkoda gadać…

                • ~gaja pisze:

                  Jakiej? Prawda jest zawsze prawdą po prostu :) Ja wyraziłam swoje zdanie, a każdy robi jak uważa. Ja teraz nie chwalę się in vitro, ale wyłącznie dlatego, że nie chcę pytań, jeśli się nie uda. Jeśli w końcu się uda, powiem jak było.

                  • ~po pierwszym in vitro pisze:

                    Ja też byłam taka otwarta jak Ty Gaju, a teraz tego żałuję… po prostu… stąd moje emocje z tym związane… A chcesz powiedzieć o KD dziecku? trudny, ciężki temat. W tej chorobie musimy dużo musimy przejść… stanowczo za dużo…

                  • ~gaja pisze:

                    Wiem, że powinnam powiedzieć. Czy się odważę – nie jestem pewna.
                    Pamiętam jak sekretarka u mnie w robocie podchodziła do ivf. 80 osób trzymało kciuki. Skutecznie :)

                  • ~po pierwszym in vitro pisze:

                    Powodzenia Gaju!!! Trzymam kciuki z całych sił :)

                • ~Agac pisze:

                  Po pierwszym in vitro, ja mam teściową katola ultrasa :) sami jesteśmy wierzący i decyzja o ivf nie była łatwa. Ale nigdy nie podążaliśmy za tępym ‚katolicyzmem’, który niestety jest często uprawiany w różnych środowiskach. Z teściową odbyliśmy rozmowę o konkretach. Tzn że to nie jest tak, że sobie ktoś dla własnego widzimisię wybiera ivf. Mówiliśmy o hormonach, bólu, oczekiwaniu, walce z niepowodzeniami. I chyba wiele zrozumiała. Ale są też tacy oporni na wszelkie argumenty i zacietrzewieni w byciu na ‚nie’. Więc ja jestem za mówieniem, ale tylko tym którzy mają szansę zrozumieć. Na resztę szkoda czasu i nerwów.

          • ~Magdanr2 :) pisze:

            Ana86 , My się raczej na cc umówimy , bo Agata Łobuz postanowiła się na świat tyłkiem wypiąć :D Ostatnia wizyta 17.02.2017 ale już sobie nie robię większych nadziei :)
            Na ostatnim podglądzie 34tc5 d miała 2600-2700 więc duże Dziewczę , Lekarz powiedział ze zdrowo rośnie a to najważniejsze dla Nas :)
            U nas trzeba się tak z tydzień wcześniej na cc umówić . Jak sobie to w głowię poukładałam to stwierdziłam że ok , będę wiedziała kiedy , 20-30 minut i będę ją mieć , a po naturalnym porodzie jak krocze pójdzie albo rozetną to też boli ….
            Na skierowaniu będę miała wpisane ułożenie pośladkowe , ale zamierzam rodzić w szpitalu którego właścicielem jest Dr , Właściciel Invimedu w Kato , więc jakoś nie sądzę żeby in vitro było tam sensacją . Bratowa rodziła w Bytomiu w Klinice , to jak leżała na patologii przez porodem to z 5 Kobiet na sali 3 były po in vitro , żadna to już chyba sensacja :)

            • ~ana86 pisze:

              No wlasnie tez zalezy gdzie sie rodzi. Bo w miastach z klinikami to jest normalne, idziesz i mowisz a nikogo to nie dziwi. W mniejszych to moze byc atrakcja oddzialowa. A dobrze byloby gdyby wiedzieli ile to bylo zachodu to czasem na decyzje szybsze wplywac moze. Moj dr wie to tez bardziej chucha. Ale coz, zdecydowalismy ze milczymy coby nas potem jakis wpis nie zaskoczyl. I troche mi wstyd bo chcialabym bardzo moc jawnie powiedziec co nam pomoglo. Zeby wlasnie sobie zdali sprawe ludzie ze to dziala. U mnie i w rodzinie prawie nikt nie wie. A jak slysze np teraz zobaczycie ile dziecko kosztuje to sie noz w kieszeni otwiera. Wychodze, lza skapnie, trzeba otrzec i usmiechac sie dalej do tych nieswiadomych ehh. Magda u nas tez na cc tak z tydzien przed biora chyba ze to lozysko mnie podgoni. I argument ze to pol godz i masz juz wreszcie Maluszka tez jest dla mnie nadrzedny. No ale jeszcze zobacze jak to pojdzie. Podobno glowka niziutko, byc moze juz blisko :)

          • ~Martyna pisze:

            To jest bardzo smutne, mówić czy nie. Zastanawianie się kto i jak zareaguje, czy będzie krytykował, czy pochyli głowę i powie powodzenia.
            Nasz kraj jest bardzo ograniczony pod tym względem. Na parach invitrovych jest ogromna presja, stres a otoczenie w dużej mierze nie sprzyja.
            Tu gdzie mieszkam podejście jest zupełnie inne, invitro jest na porządku dziennym, akceptowane. Każdy wspiera i trzyma kciuki. Wszyscy o tym mówią i rozumieją. Nawet zupełnie obcy ludzie.
            W Pl nie spotkałam nikogo wśród bliskich, kto by tego nie akceptował, więc mnie to bezpośrednio nie dotyczy. Wszyscy znajomi i rodzina wspierają. Może też dlatego łatwo mi o tym już teraz mówić, nie hamować się i nie bać się walczyć o swoje poglądy.

            • ~Magdanr2 :) pisze:

              U nas część znajomych wie , część nie … już kiedyś o tym pisałam .
              Nie mam specjalnie potrzeby się chwalić jak doszło to zapłodnienia , bo dla mnie to takie nienaturalne , Znajomi tez nie mówią jak swoje Dzieci poczęli :P Natomiast jeżeli wiem że Ktoś ma problem z niepłodnością , z dalszych czy bliższych mi osób to mówię o tym , jak było u Nas , mi to dawało nadzieję że Komuś się udało … tą nadzieję chciałabym dawać dalej :)

      • ~Kaja pisze:

        Ana86, tez ostatnio miałam ktg. Maluch przez pół godziny się też wcale nie ruszał, położna, która robiła ktg stwierdziła, że zapis wygląda jakby młodzieniec spał. Nie widziała w tym nic dziwnego. Gdzieś czytałam, że dzieci przed porodem dużo śpią, wiec Ty też nie denerwuj się na zapas. Nasz maluch nieraz fika w brzuchu co chwile, a nieraz prawie cały dzień odpoczywa ale ponoć to normalne. Teraz została Tobie ostatnia prosta, to już sama koncoweczka i musi być dobrze :)

        • ~pati pisze:

          Kaja też ostatnio przewertowalam książkę i bylo że w ktoryms tyg dzieciom zaczyna sie faza snu, chyba wlasnie przed porodem, ze w ten sposob cwiczą mózg i ze to im zajmuje od 60-70 % doby czy cos takiego :)

        • ~ana86 pisze:

          No widzisz Kaja. U mnie polozna powiedziala ze absolutnie tak nie moze byc tak dlugo. I ze zapis nie jest zadowalajacy. Na co przychodzil dr patrzec tez ze jak to i razem wymuszali i tez nic. Zapisal mnie zaraz na nastepne wizyty zeby porownac. Ale on sie tez cukrzycy uczepil, ze lozysko starawe i czy ono odzywia dobrze. Widocznie trafilam na przewrazliwionych jakichs. I ze niby 2900 g to taki Maluszek. Teraz chyba standard na 4 kg jest hehe. Moj dr to ogarnie :) Cieszy mnie to ze juz tak blisko ze chce tylko miec juz Malego zdrowego bezpiecznie przy sobie. Moze firanki zawiesze to stres bedzie krotszy :)

          • ~LILOĄ pisze:

            Jeśli chcesz szybko urodzić to wieszanie firanek jak najbardziej :-) ja bym się z tym jeszcze wstrzymała.

          • ~Kaja pisze:

            Ana86, a w ciągu dnia czujesz co jakiś czas ruchy małego? Może z tym Twoim ktg trafili akurat na taką godzinę, kiedy zwykle mały ma odpoczynek? Podobno na końcu ciazy maluch juz ma ustalony swój tryb dnia jeśli chodzi o sen i zabawę.
            Nasz synus raz się rusza, raz nie… Zależy co robię, co zjem i pewnie jeszcze od wielu innych czynników. Czasami jak go poszturcham, to odpowie jakims stuknieciem, a czasami w ogole nie reaguje. Przed kolejnym ktg możesz spróbować małemu zafundować coś ostrego albo czosnek;p to się powinien zacząć wiercic. Słodyczy ze względu na Twoja cukrzycę nie proponuje.

            • ~ana86 pisze:

              No rusza sie w ciagu dnia. Najbardziej to wieczorem. Nie wiem czemu wtedy nic-moze ma charakterek. A wytargali go mocno. Niby ze powinien na to zareagowac. Juz powiedzialam ze predzej urodze tutaj niz doczekam tego ruchu to zaczeli spokojniej. I tak pomyslalam wtedy co by przy porodzie robili tacy. Na zadna pozycje tez nie reagowal. Cukierka nie zjem a kanapka szalu nie daje od razu. Kazali liczyc i przy przerwie jakiejs zaraz jechac bez wahania. A z waga to tez uwazam ze spoko bo i bledy usg to norma. To i tak nie tak calkiem malo :)

          • ~Kaja pisze:

            Ana86, a co do tej wagi, to też bym się specjalnie nie czepiała. Nasz chłopiec teraz ma ok 3300g – mi z kolei to się wydaje dużo, cały czas szedł ponad średnia waga. Prawdopodobnie gorzej będzie go urodzić niż dziecko ze średnią waga ALE co Ci powiem ciekawego, to ostatnio lekarz mi powiedział, że mam się tak ta waga nie przejmować, bo na tym etapie to USG daje dokładność +-400 g mimo tego, że lekarz pracuje na nowym i dobrym sprzęcie. Rzadko kiedy trafia idealnie z wagą dzidziusia.

            • ~Magdanr2 :) pisze:

              Kaja , Ana86 mi tez Lekarz powiedział że usg może delikatnie zawyżać albo zaniżać wagę , Mojej Siostrze zaniżyło o 300 gram …

  63. ~po pierwszym in vitro pisze:

    Ana86 2900 to jest już ładny bobas, tyle ważył mój bratanek. Bratówka łatwo urodziła, nie męczyła się, młody na początku okruszek, ale momentalnie nadrobił. Nie masz się co martwić wagą, jakby się miał urodzić to jest ok. Rąk do góry nie podnoś, może to stary przesąd, ale można sobie zaszkodzić i dziecku. Wszystko będzie dobrze :) powodzenia!

  64. ~po pierwszym in vitro pisze:

    Martyna daj znać, co i jak? bo umieram z ciekawości :)

    • ~Martyna pisze:

      Dzwonili rano, mamy 3 blastki, więcej dowiemy się na miejscu, nie wiem czy coś jeszcze hodują.
      Prawie całą noc nie spałam a po telefonie się poryczałam ze wzruszenia :)
      Na 14.20 wizyta. Niepokoje się trochę, bo cały czas mam powiększony brzuch i z prawej strony, w poblizu jajnika wczuwam zgrubienie (dość spore). Nie mam pojęcia co to i puki co nie wnikam. Wczoraj to odkryłam. Dowiemy się na miejscu. Także licze sie z tym, że może przełożą transfer.

      • ~Magdanr2 :) pisze:

        3 Blastki to świetny wynik !!!!
        Dobrze rokuje :)

      • ~po pierwszym in vitro pisze:

        Pięknie 3 piękne zarodki, to jest duża nadzieja. A może jeszcze jakieś zarodki walczą. Powodzenia! Trzymam kciuki, ja za tydzień bardzo bym sobie życzyła, żeby były 3 blastki, skakałabym do nieba :) Trzymam kciuki za Was! musi być dobrze :) Daj znać, jak sytuacja wygląda :) zdecydowaliście się na dwa?

      • ~po pierwszym in vitro pisze:

        Brzuch mam jak balon… 4 kg do przodu… jak szłam teraz na spacer to ledwo się toczyłam… Tutaj dziewczyny bardzo często, mają z tym problem, oby te zgrubienia to nie było nic groźnego. JA też się bałam tarczycy, startowałam z tsh na poziomie 6 a teraz mam 1,5, będzie dobrze!

  65. ~Malibuuu pisze:

    Kochane cieżarówki czy któraś z Was zakupiła sobie poduszkę dla cieżarnych? Taką by móc podłożyć pod plecy i brzuch? Polecacie? Ja jesze nie mam brzuszka tzn mam swoj wlasny wynikajacy z nadwagi i juz mi w nocy nie wygodnie, spie obecnie z dwoma koldrami zwijam jedna w rulonik i obkladam sie.

    • ~Magdanr2 :) pisze:

      Ja dostałam taką https://supermami.pl/poduszki-ciazowe/poduszka-ciazowa-bambusowa-typu-7-135.html .
      Od 5 mce bardzo się przydała kiedy brzuszek powoli się pojawiał , a teraz na końcówce nie wyobrażam sobie spania bez niej :D
      Wsadzisz między nogi , oprzesz plecy , brzuch …naprawdę warto .
      Po porodzie można sobie wokół pasa owinąć i pomaga przy karmieniu , bo na niej kładziesz Maluszka :)

      • ~Malibuuu pisze:

        Wlasnie nad ta 7 mysle bo i plecy i brzuch i cena spoko. Myslalam o tej U tylko cena spora. Bo mozna sie przekrecac i gotowe a 7 przekladac i maz moze dostac po glowie :) a jest normalna i bambusowa specjalnie taka wybralas czy to zbieg okolicznosci. Bambusowa jest drozsza.

        • ~Marta pisze:

          Polecam Motherhood, służy mi właśnie w drugiej ciąży :-) Używałam go też czasem jako oparcie pod plecy podczas karmienia i jako „zabezpieczenie” żeby maluszek nie stoczył się z łóżka kiedy był malutki. Ja kupiłam używany na olx za pół ceny sklepowej więc jeśli nie masz obiekcji do rzeczy używanych to polecam ;-) służy już w trzeciej ciąży a nadal jest jak nowy.

        • ~Magdanr2 :) pisze:

          Malibuuu ja taką dostałam :) Od przyjaciółki na urodziny … :) Ona taką miała i tą samą mam Ja :)

    • ~Kaja pisze:

      Malibu, poduszkę ciążowa kupiłam praktycznie na początku ciazy. Bez niej za żadne skarby nie potrafiłam spać na lewym boku, a niby tak zalecaja w czasie ciąży. Tez kupiłam SuperMami ale w kształcie litery C. Mój mąż mówi na nią cały czas „wąż”. Z tego kształtu jestem bardzo zadowolona, bo jeden zawijas idzie pod głowę, a drugi pomiędzy nogi (mam wrażenie, że ta część odciąża biodra, które nieraz bolą podczas snu ..) i za plecy (stabilizuje pozycje). Mi się fajnie na tej poduszce śpi i się z nią nie rozstaje od kilku miesięcy. Nie mam żadnej ulepszanej bambusowej wersji i tez jest ok. Płaciłam za nią ok 110 zł z przesylka na allegro, wiec różnica w cenie jest spora.

    • ~martucha pisze:

      oczywiście że mam :-)
      mąż zakupił mi w poprzedniej ciąży o coś takiego:
      http://allegro.pl/motherhood-kojec-poduszka-dla-kobiet-w-ciazy-niebi-i6637445167.html
      i dopiero ona nauczyła spać mnie na boku, bo umiałam tylko na plecach :-) a na plecach w ciąży tamtej jak i tej to ja już nie daję rady spać

      poduszka „literka C” trafiła do mojej przyjaciółki a teraz mam ją z powrotem :-) tylko mąż nie ma jak się wtulić przed snem…. ale musi to wytrzymać :)

  66. ~Anett pisze:

    Ana86 zastosuj zasadę 3X S:
    -spacer
    -seks
    -sprzątanie
    Położne zalecają mamuśkom z donoszoną ciążą, które chca wcześniej urodzić.
    Chyba olej z wiesiołka i herbata z liści malin też jest zalecana, bo rozrzedza śluz, w konsekwencji może przyspieszyć poród.

    • ~ana86 pisze:

      To wybieram Anett punkt 2 czyli sex :) My wyposzczeni to pewnie szybko by zadzialalo hehe. Ale poki co napewno poczekam do przyszlego tygodnia bo to bedzie jednak dopiero 38 tydzien skonczony.

      • ~olga82 pisze:

        Ana86, to są legendy, że to pomaga. Byłam przed terminem. Seks-był a i owszem-po przerwie 10m-cy i z brzuchem, to była komedia….Myłam, sprzatałam, spacerowałam, nawet posadziłam kilka sadzonek z wyprzedaży, plewiłam kostkę granitową na podwórku siedząc bokiem na starej piance do jogi, w szpitalu po schodach chodziłam (lekarze już mieli dziwne miny na mój widok), szczypałam sutki i nic… Podobno stara prawda mówi, że jak dziecko będzie gotowe to wyjdzie. Moja wyszła 7 dobę po terminie….w zielonych wodach, z brudnym naskòrkiem między palcami, długimi pazurkami i jeszcze mnie obsrała na dzień dobry:) aha. Też była mało ruchliwa na ktg i niewielka (3100), mimo tego, że ja wielka jestem.

        • ~Anett pisze:

          Legendy czy nie każda stosuje haha wiadomo na jedną zadziała na inną nie.
          Może kwestia przypadku.
          O szczypaniu w sutki tez słyszałam, podobno wydziela się wtedy oxytocyna,

  67. ~Martyna pisze:

    Jestem po transferze :)
    2 blastki zamrożone.
    Zgrubienia to powiększone jajniki, które samoisnie dojdą do siebie po czasie i nie ma się czym przejmować. Lekarz obejrzał mnie dokładnie, był bardzo delikatny.
    Moment bardzo magiczny i wzruszający zobaczyć komórki, które są częścią nas dwojga.
    06.02 mam robić betę.

    • ~Agac pisze:

      Martyna więc zaczynamy zaciskać kciuki na całego :)

    • ~po pierwszym in vitro pisze:

      Mówiłam, że będzie dobrze :) Jeden z moich jajników też był opuchnięty przez pare dni po pick upie, ale przeszło, nic na to nie dostałam. Trzymam kciuki! Ja dziś pregnyl… czuję się jak balon, piję dużo, ale niewiele pomaga…
      Martyna niech się wgryza Twój siłacz! dbaj o siebie! W I. robią weryfikacje w 3, 6 i 9 dniu po transferze… więc co klinika, to co do bety mają różne podejścia.

    • ~Magdnr2 pisze:

      No to zaczynasz złota serie ciąż w 2017 :))) Kciuki z całych sił zaciśnięte.

    • ~Martyna pisze:

      Dzięki dziewczyny :)
      Jestem już spokojniejsza.
      Po pierwszym invitro ja tydzien temu w sobotę miałam dokładnie to samo. Wszystko mnie rwało, poszłam z psem na spacer i po chwili wróciłam bo nie mogłam dłużej iść. Do teraz siedzę w domu, nosze tylko luźne dresy i getry bo w normalne spodnie się nie dopinam :)
      No ale takie nasze uroki.

      • ~Kaja pisze:

        Martyna, uważaj teraz na siebie. Obserwuj czy brzuch Ci wody nie nabiera. Jak tylko zaczelabys się gorzej czuć np. duszności, bóle żołądka, to biegnij od razu do lekarza, który Cię stymulowal bo takie rzeczy się zdarzają po stymulacji i pick up i lepiej dmuchać na zimne.
        Trzymam kciuki za tłusta bete :)

        • ~Martyna pisze:

          Dzięki Kaju za rady.
          Obserwuje dokłanie swoje ciało. Brzuch jest powiększony ale to przez jajniki. Mierzę go codziennie, nie przyrasta :) piję dużo i oszczędzam się.

    • ~LILOĄ pisze:

      Martyna,
      Owocnego wgryzania . Zaciskam kciuki.

    • ~martucha pisze:

      Martyna kciuki!!!

  68. ~Magdanr2 :) pisze:

    Iza coś wiadomo , Ktoś się odezwał ?

    • ~iza krotki blog pisze:

      Magda, miałam cudownie towarzyską sobotę, dopiero dziś ukradkiem odpisuję – ale nie, niczego nie wiemy.
      Na pewno bym się pochwaliła. Dzięki za pamięć :)

  69. ~Magdanr2 :) pisze:

    Ana86 , Dziewczyny a chyba nie kumam liczenia tych ruchów …
    Klucha się rusza , ma swoje pory kiedy jest aktywna , kiedy się czasem porusza , a czasem po prostu śpi i się nie rusza , Dziecko się w każdej godzinie powinno ruszać ? Nie rozumiem . Dodam że 2 dni temu miałam wizytę i łożysko , przepływy , wody wszystko prawidłowe.

    • ~Askja pisze:

      Magdanr2 – mój mały przeważnie jest aktywny tylko 3 razy na dobę (rano, popołudniu i na wieczór) czasem coś pomiędzy tymi porami się porusza – ale tak delikatnie. Myślę, że każde dziecko ma swoje pory. Jak bym miała patrzeć, czy jest jeden ruch na godzinę, czy więcej to pewnie co chwile bym była na izbie.

    • ~ana86 pisze:

      Niektorzy dr poprostu zalecaja liczenie a inni nie. Moj np nie kazal a w szpitalu zalecili z uwagi na brak aktywnosci na ktg. Liczy sie 3-4 razy dziennie po godzinie np lezac na lewym boku. Masz wybrac czas kiedy wiesz ze dziecko powinno byc ruchliwe. Minimum niezbedne to 4 ruchy (raczej 6). Jesli nie naliczysz tylu liczysz nastepna godzine od poczatku. Jak dalej nedznie (a np sprobujesz cos podjesc itp) to mi dr kazal reagowac bez skrupulow ale pewnie dlatego ze nie zobaczyl ruchow na ktg no i lozysko dojrzale. Jak doliczysz w godzinie do 10 mozesz przerwac bo jest ok. Jak wszystko Ci sprawdzili i jest ok, nikt nie zalecal to mysle ze spokojnie bo jestes pod kontrola :)

  70. ~gaja pisze:

    Dla tych, co lubią naukę i filozofowanie – trochę wiedzy o zapłodnieniu i duszy ;)
    http://www.totylkoteoria.pl/2016/08/czy-zarodek-ma-dusze.html

  71. ~po pierwszym in vitro pisze:

    Iza jak tam? wiecie coś?

    • ~iza krotki blog pisze:

      po pierwszym in vitro, niestety nie – czekamy na decyzję.
      Mało się odzywam, miałam 2-dniowy weekend wcześniej, który przeznaczyłam na zaległe spotkania z przyjaciółmi, a dziś w pracy.
      Ale zaglądam do Was :)

  72. ~Borówka pisze:

    Ana86 napiszę tutaj, żeby nie zniknęło w gąszczu ;)
    Co do Twoich wątpliwości czy mówić w szpitalu o in vitro —> nie wiem czy mieszkasz w dużym czy w małym mieście, że swojej strony mogę Ci powiedzieć jak było u mnie (Wawa) z tym „ujawnieniem” sposobu poczęcia dzidzi ;) Mój lekarz prowadzący ciąże (robił mi również transfer) zapisał datę transferu na karcie ciąży. Czy lekarze w małych miejscowościach rozumieją ten skrót, nie wiem. Jak zgłosiłam się na izbę przyjęć do porodu, lekarz od razu wiedział, że ciąża po in vitro. Podczas porodu, z racji ciąży po transferze, miałam od początku podpięty pas z zapisem ktg dzidziulki. Nie przeszkadzało to w korzystaniu z wc czy wanny z widą, mała była cały czas pod kontrolą. Z perspektywy czasu wiem, że to przyspieszyło decyzję o cc i uratowało nam zdrowie i życie, bo było widać na zapisie, że coś się dzieje niedobrego. Nie zawsze wiedza personelu medycznego o in vitro musi oznaczać kłopoty, zastanów się czy może dzięki temu nie będziesz bardziej zaopiekowana ;)

    • ~ana86 pisze:

      No Borowka-trafilas w samo sedno moich rozterek. Ja bardzo chcjalabym wlasnie moc powiedziec jak bylo i wiem ze to tutaj wplyneloby na opieke. Wtedy spokojnie bym probowala sn. Ale to dosc male miasto (choc bez przesady) wiec moze bylaby atrakcja. Mi dr wpisal tylko ‚data zaplodnienia’. Czy to jest do rozszyfrowania? Sie okaze. Dlatego w trosce o dzidzie wybiore chyba dla spokoju cc to moj dr zrobi i juz. Chyba zebym wczesniej trafila na jego dyzur to mozemy choc probowac bo wiem ze on wlasnie zareaguje jakby co. Chcialabym wlasnie rodzic gdzies przy klinikach gdzie bez skrupulow mowisz i czujesz sie bezpieczniej i dobrze zaopiekowana. Ale tutaj leca standardem porod jak porod a jeszcze nieraz z tekstami ze robic to przyjemnie bylo a teraz to sie drze. Bylo mega przyjemnie…No jak mi ktos tak powie to juz moze nie byc na moje nerwy :) I naprawde zazdroszcze tej fachowej opieki bo jak piszesz to wlasnie moze zdrowie i zycie uratowac. Ale jest jak jest, jakos musimy dac rade :)

      • ~Samosiejka86 pisze:

        Ja co prawda po inseminacji…ale też miałam wpisane w kartę ciazy datę inseminacji…nie każdy potrafił rozszyfrować skrót iui…niektórzy lekarze…a to pani po in vitro?..to ich poprawiałam. A co do porodu…to lekarz wykonujący cc wiedział że ciąża wspomagana ;) i czułam się naprawdę zaopiekowana na oddziale…a rodziłam w małym mieście…także myślę że nie ma nic złego w tym że personel wie. Ale każdy musi sam to przemyśleć czy mówić czy nie.

    • ~Askja pisze:

      Borówka, a możesz mi napisać jaki to był skrót? ja mam wpisany skrót TE i datę transferu. Czy też miałaś te litery?

      Dałyście mi wiele do myślenia, mój lekarz prowadzący woli abym rodziła naturalnie bo cc nie jest wskazane przy nadwadze. Ja niestety mam w tyle głowy obawy o małego, on mnie uspakajał, że na ktg będzie widać, jeśli zacznie się coś dziać złego. Z tego co się orientuję to cały poród nie jest pod ktg… Jeśli będę rodzić tam gdzie podchodziłam do in vitro nie mam obaw aby o tym mówić, ale w moim mieście (niewielkie) to by była wielka sensacja.

      • ~Borówka pisze:

        Dokładnie ten sam symbol ET – podejrzewam, że to skrót od embrion transfer.
        Nie wiem czy ktg jest podpięte przez cały poród naturalny, ja w każdym razie miałam je od początku pobytu na porodówce, przez kilka godzin trwania całej akcji, która i tak skończyła się cięciem.

        Zresztą dziewczyny, nie ważne jak przyjdą na świat Wasze dzieci, ważne, żeby były bezpieczne i żebyście Wy czuły się dobrze z decyzją, którą podejmujecie ;)

        • ~Askja pisze:

          Borówka to najważniejsze aby nasze dzieci urodziły się zdrowe i bez komplikacji. Dlatego im bliżej mam termin, tym bardziej się zastanawiam czy powiedzieć lekarzowi ze chce cc mimo mojej nadwagi, za dużo rozsterek.

  73. ~bea33ta pisze:

    Iza czekam z niecierpliwością na kolejny wpis. Aa i ten tego może chciałabyś mi wysłać lamette??

  74. ~Wendy pisze:

    Mi dziś w IMiD lekarka powiedziała że za kilka tygodni skieruje mnie na kwalifikację do porodu cc ze względu na ivf właśnie bo taka ciąża to skarb i lepiej żebym miała ten papier. Nie wiem na czym polega taka kwalifikacja i co lekarz dokładnie wpisuje.
    Jak dla mnie to może cały oddział wiedzieć aby tylko to się przełożyło na lepszą opiekę., Ale rozumiem że w małym mieście mogłabym być mniej otwarta i nie chcieć rozgłosu.

    W ramach rozrywki to tekst z dzisiaj do mnie od pani połoźnej: ” ciąża to nie tramwaj nie ma się pani co tak spieszyć do gabinetu bo nie odjedzie”:-)

  75. ~Magdanr2 :) pisze:

    Wendy , Dziewczyny mi Lekarz tłumaczył że przy ciążach ze wspomaganych technik rozwoju Pacjentka ma prawo wyboru jak chce urodzić , sn czy cc.
    Lekarz musi dać Wam papier umożliwiający cc.
    Ja bardzo chciałam sn , ale Klucha pokazuje światu dupkę więc raczej nie spróbujemy i od razu na cc się umówimy .
    Powiem Wam jedno , mam wrażenie że Mój Lekarz się cieszy że Agata ułożona pośladkowo , bo jak mu mówiłam że chce naturalnie rodzić to średnio był zadowolony , za każdym razem mówił że jakbym jednak zmieniła zdanie to On na cc mi wypisze skierowanko …hahahah
    Lekarze którzy znają nasze przejścia chyba wolą żeby wszystko było pod kontrolą…

    • ~Wendy pisze:

      Magda nr 2 szukaj pozytywów w podejściu Agaty – dziewczyna po prostu nie chce się męczyć tylko hop siup i do mamy:-). Moja lekarka z IMiD też jest za cc w moim przypadku. Zobaczymy jak będzie. Jak ja będę rodzić to Twoja Agata będzie już duża dziołcha:-)

      • ~ana86 pisze:

        W sumie co racja to racja dziewczynki… trochę bezsensu na sile się tajniaczyc. Moj dr tez mowil ze wystarczy wpisac w papiery i załatwione na co ja nie-wole mieć jakiekolwiek neutralne zaświadczenie np. od psychologa. Bezsensu bo sama się pozbawiam szans na uważniejsze podejście. Mi się jakos głupio wryło ze szpital wpisze to w papiery i potem to trafia np. do urzędu czy wlasnie książeczki zdrowia. Ale ten facet co im wpisali w ksiazeczke jak się wkurzyl i tam wrocil to szpital się musial z tego wycofać i wystawili nowa ksiazeczke :) Wiec chyba mnie przekonalyscie, po co kryc się przed personelem któremu może wlasnie ta wiedza na cos się przyda? Jeden dr w tym szpitalu obcy i neutralny jak odkryl fakty to już mnie kiedyś tez przekonywal ze wlasnie mowic im o tym bo to jest mega ważne i widać ze bardziej uwazaja. Jak zwykle jesteście nieocenione :)

        • ~Renata pisze:

          Dziewczyny trafiłyście idealnie z tą dyskusją. Ja też muszę podjąć decyzję co do sposobu porodu. Mój lekarz już na pierwszej wizycie (w 15 tc) sugerował cc. Mogłam sama zadecydować bo bezpośrednich wskazań nie ma. Lekarz zaproponował to cc głównie ze względu na trzykrotny zabieg usunięcia mięśniaka plus parę kamyczków: ciąża po in vitro, poronienie i mój wiek (40-tka się zbliża). Teraz jak Was poczytałam to widzę że większość lekarzy ma takie ostrożne podejście, chcą żeby te nasze wyczekane, wywalczone ciąże miały szczęśliwy finał. I dobrze :-) ja mam tylko jedną wątpliwość. Jak najszybciej chciałabym wrócić do kliniki po naszego mrozaka, a po cc jednak tak szybko pewnie się nie da. Macie jakieś doświadczenia?
          Z drugiej strony może przeceniam swoje siły :-) po ciąży też trzeba trochę odpocząć.
          A co do tego czy mówić że to ciąża po inv, jeśli chodzi o lekarzy nie mam oporów, przekonałam się że nie wzbudzam szczególnej sensacji.
          W karcie ciąży natomiast nie mam daty transferu jest data ostatniej miesiączki i wg niej przewidywana data porodu. Tylko karta z pieczątką kliniki co niektórym może dać do myślenia ;-) .

          • ~Magdanr2 :) pisze:

            Renata mi Lekarz mówił że rok trzeba odczekać po cc , oczywiście ten czas po samej operacji może się wydłużyć odpukać , ale rok minimum .
            My nie mamy Mrozaków , więc nie mam tego dylematu , a do kolejnej ciąży i tak nie podchodziłabym wcześniej niż za rok , może dwa lata , mamy po 32 lata ( 33 rocznikowo ) i przestało nam się spieszyć .
            Poza tym bierzemy pod uwagę adopcje więc pod tym względem cc mnie nie przeraża .
            Porozmawiaj ze swoim Lekarzem na pewno Ci doradzi i pokaże wszystkie możliwości :)

            • ~Wężon pisze:

              Magda, a kolejne IVF rozważasz? Czy naturalnie lub adopcja?

              • ~Magdanr2 :) pisze:

                Kolejnego ivf nie biorę pod uwagę , nigdy nie mów nigdy ale nie wyobrażam sobie żebyśmy zmienili zdanie . Liczę na naturalny cud , mam drożne jajowody , owulacje , niby lekka endo , a u M średnie nasienie ale bez tragedii ( nie robiliśmy co prawda fragmentacji , ale póki co wolę nie wiedzieć ) , mamy po 33 lata rocznikowo więc jeszcze chwilę czasu , przy skierowaniu na ivf wpisane niepłodność idiopatyczna . Na razie chcemy poczekać na Agatę i się nią egoistycznie nacieszyć , a potem zaczniemy się starać być może , ale równolegle przystąpimy do adopcji , zawsze chcieliśmy mieć 3 Dzieci :)

          • ~Anulek pisze:

            Renata, ja co prawda mam za soba SN, ale moim kilku koleżankom po cc lekarze radzili, że optymalnie są dwa lata pomiędzy porodem, a następnym zajściem w ciążę. Rok to minimum. Nie wiem na ile to prawda, ale od kilku osób słyszałam to samo. Chyba lepiej dłużej czekać niż krócej. Z ekstremalnych przypadków- dwie znajome po cc zaszły w ciążę kilka tygodni po pierwszym porodzie, jedna donosiła, choć z problemami, a druga koniec końców tą ciążę straciła jak jej życie ratowali, bo się szwy rozeszły i krwotoku dostała.
            Co do sposobu porodu, to jeśli nie masz wskazań, to pytanie jak czujesz, co będzie lepsze dla Ciebie i dziecka. Ja np panicznie się boję cc.

    • ~olga82 pisze:

      Magda2, mój już chciał mi cięcie zrobić przed, ale mówię, może spróbujemy, jak jest możliwosć… powiedział mi – jak ciąża wystarana, po laparo, po ivf, po tylu latach, to może lepiej cc. I wiesz co- miał chyba nosa, bo pamiętasz jakie miałam przeboje, gdyby nie on, to kto wie, co by było.

    • ~pati pisze:

      Magdanr2 a ja sie pod co kwalifikuje ? Bo ja po stymulacji przecie :P Bez niej nie bylo jaj i owu :D

      • ~Magdanr2 :) pisze:

        Pati Ty urodzisz tak jak będziesz chciała ,nie mam co do tego wątpliwości …. Pokaż mi Lekarza który będzie miał odwagę Ci odmówić :D hahah

  76. ~Lena pisze:

    Maly update…
    w piatek mialam wizyte, endo 8,5 i jesli blastki sie rozmroza to jutro 0 13:50 transfer. Denerwuje sie bardzo. Teraz to chcialabym zeby sie jednak rozmrozily.
    Progynova nareszcie w malej dawce wiec nareszcze samopoczucie wrocilo do normy:)
    Zycze wam udanego tygodnia.

  77. ~Martyna pisze:

    Po pierwszym invitro jak pick up? Ile jajek?
    Agac jak wasze zarodki?
    Sza Ty masz chyba dziś połówkowe?

    • ~Agac pisze:

      Martyna dzięki za pamięć. U mnie status z rana jest taki – zostały 3 zarodki. 1 ‚zmierza w stronę blastki’, 2 ‚trochę wolniejsze, ale jeszcze ich nie przekreślamy’ cytując embriologa :) więc jeśli jakiś kataklizm się nie wydarzy, to transfer zgodnie z planem czyli jutro w południe. No i oczywiście mam dylemat co z L4… ale chyba wezmę do końca tygodnia, a w kolejnym popracuję… badź tu człowieku mądry i podejmij słuszną decyzję…

      • ~pati pisze:

        Agac jedne biorą L-4 inne nie, zależy jaką masz prace, jak sama się czujesz na siłach itp. No i oczywiście czy w pracy nie zrobią afery o zwolnienie.

      • ~Magdanr2 :) pisze:

        Agac ja miałam wolne tylko w dniu transferu , potem chodziłam do pracy , mi o tyle pomogło że czas szybciej minął .
        Kciuki za Was :)

      • ~Agac pisze:

        No właśnie to jest ta odwieczna walka pomiędzy nie stawianiem życia na głowie, a ilością stresu generowaną przez pracę. Zwolnienia akceptują, ale mam sporo planów zawodowych na kolejny tydzień i musiałabym wszystko poodkręcać. No nic. Podejmę spontaniczną decyzję jutro :)

      • ~Martyna pisze:

        To oby była szczęśliwa trójka

    • ~po pierwszym in vitro pisze:

      Hej Martyna, jestem w szoku :) pisałam, że lekarz w czwartek naliczył 5 pęcherzyków. A popick up ie okazało się, że jest 8 comulusów :) przy amh 0,65 :) jak bedzie wszystko ok, to w sobotę transfer.
      Pisałam Ci ostatnio, że nic nie bolało. A teraz musieli mi paracetamol i ketonal dać. Nie bolało jakoś specjalnie mocno, ale nie było przyjemnie. Więc poprosiłam o znieczulenie. Teraz już ok. Lena, Agac trzymam kciuki za udane transfery :)

      • ~Magdanr2 :) pisze:

        Szczęśliwa 8 :) ….kciuki <3

      • ~Agac pisze:

        Po pierwszym in vitro, super wynik! teraz niech się ładnie dzielą :)

      • ~Martyna pisze:

        Ale pięknie :) niech teraz się zapładniają i dzielą

        Ja niestety nie mam dobrych wieści.
        Dowiedziałam się dziś, że moje tsh wynosi 6,7 więc nie łudzę się, że beta choć trochę drgnie.
        Jestem wśiekła na lekarzy, że o to nie zadbali i nie sprawdzili choć dobrze wiedzieli, że mam problem z tsh.
        Zmarnowany zarodek i tyle.
        Jutro tam zadzwonie i nie wiem czy powstrzymam nerwy.

        • ~pati pisze:

          jakim cudem wogole zrobili ci transfer? a w trakcie przed punkcja nie mialas tsh sprawdzanego?

          • ~Martyna pisze:

            Pati oni nic mi tutaj nie badali, generalnie mają olewcze podejście a ja tez nie zabiegalam, zaufałam.
            Tarczyca byla cały czas pod kontrolą endokrynologa, tylko w trakcie stymulacji klinika powinna bardziej się zatroszczyć o wyniki.
            Teraz pozostaje mi tylko czekać.

            • ~pati pisze:

              Martyna a nóżsie uda, spokojnie już nic nie zaradzisz, MagdaS swoją córe ma z wysokiego tsh też może nie aż tak ale zawsze coś. Ale jak masz sobie ulzyć to dzwoń i zezwij chociaż tak rozladujesz emocje :)

        • ~Magdanr2 :) pisze:

          Moge nie mieć racji , ale tsh raczej bada się przed stymulacją , Ty miałaś stymulację bezpośrednio przed transferem ?
          Któraś z Dziewczyn pisała ze przed stymulacją miała w graniach 1 a po właśnie mocno poszło w górę , więc ten wynik może nie być miarodajny , no i może jeszcze warto nie składać broni :)
          Powodzenia !!!! :)

        • ~niebieska pisze:

          Nie wiem, czy jestem dobrym przykładem, ale u mnie zarodek przyjął się na tsh 8,5. Też nie wiedziałam, że mam taki wynik i mówiłam dokładnie to samo, że na zmarnowanie.
          Mój lekarz twierdzi, że nie ma żadnych badań, które wykazałyby związek między podwyższonym tsh a poronieniami a euthyrox/letrox działa od razu (mimo, że w wynikach widać efekt po kilku tygodniach), więc wystarczy zwiększyć dawkę. Endokrynolog natomiast nie chciała szaleć z dawką, bo uważała, że to „sztuczne” tsh, wynik koktajlu hormonalnego jaki przyjęłam przed transferem, co akurat okazało się prawdą. Bardzo szybko znowu spadło. Do zarodka, jeśli w ogóle na tym etapie, dociera wolna tyroksyna, tsh jest drugorzędne.

          Martyna, fajnie nie jest, wiem, ale nic teraz nie zrobisz. Nie ma sensu martwić się czymś, na co nie masz wpływu. Jesteś w ciąży, delektuj się tym czasem.

          • ~Wendy pisze:

            Niebieska co u Ciebie? Luty miesiącem sukcesu?

          • ~Martyna pisze:

            Magdanr2, Niebieska, Ola dziękuje Wam za te słowa, jesteście skarbnicą wiedzy! Uspokoiłyście mnie bardzo i dałyście nową nadzieję.

            Magdanr2 tak transfer miałam bezpośrednio po stymulacji długim protokołem.
            Tsh przed stymulacją wynosiło 0,3 i było pod stałym nadzorem endokrynologa.

            Badanie robiłam jeszcze przed transferem ale wynik dostaję dopiero jak lekarz je zobaczy (wszystko jest w systemie). Endokrynolog zadzwonił wczoraj do mnie i powiedział, że moje aktualne wyniki (badałam jeszcze inne hormony tarczycy) wskazują, że jestem w ciąży. Ja na to, że mam w sobie zarodek od soboty, miałam stymulacje do IVF itd. i w trakcie badania krwi w ciąży jeszcze nie byłam.
            On w takim razie po stymulacji taki wynik, mam tyko zwiększyć dawkę i dać mu znać jak będę znała wynik bety.
            Nie zapytałam o wpływ wyniku na ciąże niestety i być może niepotrzebnie się nakręciłam.
            Dawkę zwiększył mi z 25 do 75 i za 4 tyg kolejne badanie.

        • ~Ola pisze:

          Spokojnie, TSH bada się tylko i wyłącznie przed stymualcją- po stymulacji jest zupełnie niemiarodajne, bo gonadotropiny i wysoki estradiol nabija wysoki wynik… ja przy każdej z 3 stymualcji tak miałam, ostatnio w lipcu TSh 0,7, we wrzesniu po stymualcji poszybowało do 6,7- transfer udany, jestem w 23tc… endokrynolog zwiększyła mi Eutyrox o 25 i w ciagu miesiąca TSH ładnie spadło do około 2,0

      • ~pati pisze:

        po pierwszym gratulacje :) niech to bedzie szczesliwa 8 :)

      • ~LILOĄ pisze:

        Super wynik . Niech się dzieje !

      • ~Wężon pisze:

        Po pierwszym in vitro, brawo!
        Zapowiada się pięknie. Niech się zapładniają i dzielą.
        Będziesz miała jakieś wiadomości przed sobotą?

  78. ~MM pisze:

    Witam, Dziewczyny w ramach porządkowania apteczki mam do oddania: Menopur 75 j.m. FSH i 75 j.m. LH (5 ampułek) termin 11 2017 (otwarte opakowanie). Wyślę pocztą, chętne proszę o kontakt.

    • ~pati pisze:

      MM wiem że MagdaS była by chętna na Menopur, ale nie moge jej teraz złapać na fb.

    • ~pati pisze:

      MM potwierdzam MagdaS prosiła mnie bym napisała w jej imieniu bo jej z kom juz się nie ładuje strona a w domu będzie późno.
      Napisz do mnie maila patim1964@gmail.com podeśle Ci adres Magdy bo ów posiadam :)
      Magda z góry dziękuje

    • ~po pierwszym in vitro pisze:

      Chyba nie zabardzo można pocztą wysłać Menopur przechowuje się w lodówce. Nawet z apteki do domu trzeba go wieźć w specjalnej torbie. Uważajcie, żeby nie stracił właściwości.

      • ~MM pisze:

        po pierwszym in vitro, akurat Menopur 75 j.m. FSH i 75 j.m. LH nie potrzebuje przechowywania w lodówce, natomiast masz rację Menopur 600 j.m. 1 amp musi być przechowywany w lodówce do momentu rozpuszczenia. To informacje z ulotki obu leków, różnica w składzie rozpuszczalnika powoduje chyba konieczność przechowywania 600-tki w lodówce.

  79. ~MM pisze:

    Pati wysłałam.

  80. ~Renata pisze:

    Wężon, pytałaś o moje samopoczucie już tydzień temu. Przepraszam że dopiero dziś piszę i dziękuję za pamięć. Czuję się dobrze, no może tylko mój wymarzony brzuszek już trochę przeszkadza ;-) a tak ciągle narzekałam że mały i ciąży nie widać. Ach i dobrze pamiętałaś że to już 30 tydzień. Zaczynam się powoli denerwować. Czy ze wszystkim zdążę, jak przebiegnie poród no i jak będzie potem. Ale chyba nie ja jedna mam takie rozterki ;-) .

  81. ~Wendy pisze:

    Dziewczyny bo my tu rzadko żartujemy a ja mam dzis dzień zabawny to się z Wami podzielę.
    Bada mnie lekarz i mowi „ja to po badaniu od razu widze która z Was jak współżyje bo ciasna i pani to za rzadko zdecydowanie , trzeba męża ganiać, brać co się chce i tyle. Ciąźa to najlepszy czas, orgazm dobra sprawa, wpisuje zalecenie obowiązkowy sex z mężem”. Mówię No dobra trzeba częściej to dam radę:-) . Gadamy o wynikach badań i ona nagle „o Boże a ta szyjka to taka wzorcowa, taka idealna książkowa ale o milimetr za krótka i ja to się boję że trzeba będzie pessar zakładać. Cofam ten sex, nie ma mowy, zakaz wpisuje i proszę męża nie prowokować”.

    No i wyszłam z zaleceniem sex z mężem przekreślony:-)
    Jakby co pokażę w domu kartkę:-)

    • ~pati pisze:

      Wendy o milimetr i już takiego bana na sex dostalas o boziuuu :) ale doktorek dobry :)
      To ja dodam od siebie od rana chodzilam zalamana ze klucha napewno obumarla, że brzucha nie widać, że napewno jest źle, bo powinien być. Po czym wziełam się za porządki w szafie i w momencie było odwrotnie haha że mam wielki bęben, że w nic sie nie mieszczę, że napewno coś jest nie tak bo nie powinien być taki duży na początku 13 tyg i jak dalej tak pojdzie to jak maciora będe wygladać i tylko worek na ziemniaki będzie pasować ;) ;) ;) coś ktoś na temat wahania nastroju w ciąży bo moje schizy biją na łep na szyje te które mialam w związku ze stymulacją :D

      • ~Lena pisze:

        Wendy jak ja taka kartka 5 lat temu pomachalam mojemu niby M. przed nosem to zapytal mniej wiecej tak…”a jaki sex zakazany? kazdy jeden? czy tylko taki co to dzeici z tego sa?” ja oczy wielkie i mysle zartuje sobie ale nie…on calkiem powaznie sie pytal:) a niby wyksztalcony i inteligenty czlowiek:)

      • ~Wendy pisze:

        Pati, mnie dzis dziewczyna spytała na Kasprzaka kiedy mam prenatalne bo chyba jesteśmy w tym samym etapie. Jak jej powiedziałam że ja to w sumie 6 mc to powiedziała tylko ” No tak ja dużo jem od początku”..
        Wielkością brzucha się nie martw. Ja mam według mnie ogromny i wyglądam jak bania a nikt tej ciąży w pracy nie dostrzega tak wyraźnie. Ja mam rano załamkę w bieliźnie że on wielki a w ciagu dnia załamkę, że znowu nikt nie wierzy, że to 6 mc.. I tak w kółko.
        Zapewniam Cię że im dalej z tym brzuchem tym we łbie gorzej:-)

        • ~pati pisze:

          Wendy hahaha wcale nie pocieszasz :P to ja w Kochanówku w psychiatryku wyladuje :D haha bo to co 5 min taki kolowrotek mysli a już na nic wplywu nie mamy :) Spoko podłame sie za tydzień bo diab kazała sie ważyć :) i tak wszyscy tą biedną cieżarną dobijają :D

        • ~Wężon pisze:

          Wendy, a ja wczoraj wyskoczyłam z odwrotnym spostrzeżeniem. Mama jednej koleżanki z klasy Laury jest w ciąży. Na zabraniu w listopadzie miała duży brzuch, myślałam, że jakiś 7 miesiąc. Na zebraniu przed świętami brzuch był ogromny, dziwiłam się, że jeszcze łazi tak przed samym porodem.
          Wczoraj było zebranie, a ona dalej z brzuchem. Nie wytrzymałam i zapytałam: To Ty ciągle z brzuchem? Na kiedy masz termin?
          A ona: No jeszcze tak ze dwa miesiące.

  82. ~Sza pisze:

    Martyna zostałam wywołana przez Ciebie wiec zarAz napisze co u mnie,ale najpierw powiem ze trzymam kciuki za udany transfer :)
    Napisalabym nie stresuj sie,ale sama wiem po sobie ze sie nie da:)
    Wiec napisze,stresuj sie,ale z umiarem :)

    A u mnie wszystko dobrze. Badanie polowkowe wyszło baaardzo dobrze :)
    Podejrzenie z 12 tygodnia potwierdziło sie i dzis wiec juz na 100% będziemy mieli coreczke :)
    I jestem kolejnym przykładem ze niska beta wcale nie wskazuje na chłopca :)
    Trzymam kciuki za Was wszystkie :)

  83. ~Anitt pisze:

    Sza, super wiesci:-)
    Wczoraj dopiero zaakceptowlam Twoje zaproszenie na fb i pokryjomu do Pati pislam kora to z naszego bloga? :-)
    Miło Cie widzieć. Gratuluję córeczki:-)
    Ja mam wpisane do swojej książeczki ciąży że było ivf/icsi. Wczoraj była u mnie położna. Znalazlam sobie polke żeby nie kusiec zabardzo się produkować w innym jezyku:-) cos leniwa sie stalam pod tym wzgledem ostatnio.:-)
    Pogadalysmy troche, jej tez mowilam o ivf . podpytalam sie co musze brac do szpitala to w sumie mało rzeczy wyszlo… Dla dziecka tylko jakies ladne ubranko na sesje bo fotograf przychodzi i na wyjscie a tak oni wszystko zapewniaja. Dla siebie tylko koszule,klapki i kosmetyki.
    Opowiadala mi historie ze u nich w uniklinik ostatnio cos ciezki czas z porodami. Ze kobiety wymuszaja ciągle decyzje i przez to same problemy..ostatnio taka jedna meczyla sie ponad 20h bo o porodzie naturalnym marzyla.
    Ja jej powiedzilam moje stanowisko że co lekarze zadecyduja to ja zrobię. Jak powiedzą ze niema przeciwskazan i ze dam rade to urodze naturalnie a jak ne to nie.
    Ana, kochana…wszystko bedzie dobrze. Ostatnie strachy przed Toba. Nie myśl za dużo, rozwiązanie sytuacji przyjdzie samo. Ja chyba na Twoim miejscu przy tym ktg bym powiedziala ze ok bierzcie mnie na oddzial na 1-2 dni dla świętego spokoju a tak nastraszyli cie i wypuscili do domu. Bylas juz u swojego lekarza ? Co powiedzial ?
    Dziewczyny za pare dni bedzie moj wymarzony weeked.!!!
    Wyobrazam sobie juz go od prawie 29 tyg:-)
    Jedziemy do Szczecina na wielkie zakupy dla naszej córeczki :-) do tego bedzie to masz ostatni romantyczy wypad na weekend tylko we dwoje :-) fruwam 2 metry nad ziemią:-) tylko brzuchol ciut sciaga mnie do dołu:-)

  84. ~Lena pisze:

    A jednak transferu nie bedzie, embriony nie sa w porzadku…
    jestem zla ze dalam sie namowic…taki smutek mnie ogarnal a bylo juz wszystko poukladane. To byl ostatni telefon z kliniki…
    Zycze Wam wszystkim samych najlepszych rzeczy i trzymam teraz kciuki tylko za Was:)

  85. ~Wendy pisze:

    Lena, jest mi bardzo przykro.Nawet przez myśl mi nie przeszło,że to w ogóle możliwe.
    Jakaś przyczyna? Jakaś informacja od lekarza poza tym suchym komunikatem? Ja nadal trzymam kciuki za Ciebie mimo wszystko!

  86. ~Lena pisze:

    Tak, lekarz powiedzial ze to sie bardzo rzadko zdarza…ale zadna to pociecha…nie czuje sie poprzez to wyrozniona a raczej wrecz przeciwnie:(

    • ~Lena pisze:

      Nie pytalam o przyczyne i on juz mnie zna i wie, ze nic nie musi mowic. W mojej sytuzacji to juz nie ma znaczenia. Nie bedziemy szukac przyczyny ani dociekac dlaczego. Zatrzaslo mna jednak bardziej niz sie spodziewalam.

  87. ~Lena pisze:

    Mam 4,5 letniego synka, naturalnie poczety…
    Prob bylo trzy, za kazdym razem z krotka ciaza, ostatnie mrozaki czekaly na teraz ale widocznie juz nie mialy ochoty do nas zawitac.
    Temat zamykam na wielka klodke i sluze rada i apteczka lekow do oddania:) popatrze co mam, zrobie liste i wystawie pod kolejnym postem. Moze ktos bedzie potzrebowal.

    • ~Wężon pisze:

      Lena, a wiadomo, czemu po synku nie udawało się, czy jesteście idiopatyczni?
      Może temat sam się niedługo otworzy naturalnie. :)
      To skoro wszystkie zarodki były niezbyt dobre, bo żaden nie został, to może dobrze, że się zdecydowałaś i temat zamknięty.

      • ~Lena pisze:

        Wezon jestesmy idiopateczni i mimo tego ze po raz pierwszy troche zezlosciclam sie na los ze zakpil ze mnie to i zarazem troche ulzylo mi ze juz z tej spirali wychodze. IVF za kazdym razem mnie zmienialo, zabieralo optymizm zyciowy i wprowadzalo zmeczenie i smutek…juz wiecej nie chce tych emocji na ktore nie mialam wplywu.

    • ~MagdaS pisze:

      @Lena – stanę w kolejce do leków.

      @Wężon pytałaś mnie o warszawski program dofinansowania.
      Od jednej z radnych wyciągnęłam tyle, że wiek będzie wydłużony do 45 rż, AMH powyżej 0,6 lub FSH poniżej 15. Tyle propozycji, ale co przejdzie w głosowaniu to się okaże.

  88. ~gaja pisze:

    W moim 3cim transferze z 3 też dwa nie podjęły akcji.
    Ja w ogóle brzydko myślę, że wcale niemało zarodów nie przeżywa zamrażania (bo skoro giną do 5 dnia, to dlaczego potem już by nie miały?) tylko się nam o tym nie mówi, bo to kasa za transfer. Obym się myliła.

  89. ~evcikmUK pisze:

    Hej nie odzywam sie ale caly czas was czytam.
    U mnie dzis sie zaczol 17 tydz jeszce nie wiadomo co za Ktos tam siedzi,ale stawiam na chlopaka.Ciaza bez problemowa zero objawow,no ja moge powiedziec,ze stan bogoslawiony do czasu:) Od jakiegos tygodnia boli mnie kosc ogonowa z dnia na dzien coraz gorzej,czasami az kuleje,ylam u lekarza i podobno macica naciska na jakis nerw, i mam pytanko czy ktoras z was tak miala i czy mozna z tym cos zrobic? Czu to samo przejdzie o mam nadzieje,ze nie zostanie ze mna do rozwiazania.
    Gratuluje wszystkim co sie udalo i trzymam kciuki za przyszle mamy.

    A co do IVF i mowieniu o tym w szpitalu to tu jest inna bajka. Mieszkam w UK od razu powiedzialam,ze IVF mam extra scany specjalnego lekarza takze extra opieke,tu kazda pieleniarka,polozna, lekarz czy scenograf gratuluja i sciskaja,az milo. W pracy to samo kazdy sie cieszy i gratuluje tu to jest normalne.Az sie ciesze,ze nie mieszkam w tym naszym dziwnym kraju bo az smutne jest to jak niektorzy reaguja na IVF.
    Na cc sama sie zdecydowalm i jesli wyraze taka wole to bede ja miec,ale zycie pokaze.:)

    Iza ten twoj blog jest niezastopiony czekam razem z reszta na ten TWOJ telefon.
    Pozdrawiam was goraco.

  90. ~Zaz pisze:

    Iza… Czytam od lat, piszę pierwszy raz. Nie miałam chyba siły wcześniej… Często miałam wrażenie, że piszesz o mnie, że to jakieś cholerne zakrzywienie rzeczywistości – tyle jest punktów stycznych. Zaczynałam w 2010 od inseminacji, było ich 3. Potem in-vitro… 8 prób. Jedno poronienie… Ostatnie podejście do transferu na początku tego roku, na chwilę przed rozpoczęciem kursu w OA. I negatywna beta w dzień rozpoczęcia kursu, o przewrotności losu! Nasz OA wymagał zakończenia leczenia, ale nie mogliśmy, po prostu nie mogliśmy nie spróbować jeszcze ten jeden jedyny ostatni raz. Spróbowaliśmy, „rzutem na taśmę”, nie udało się (kilka ostatnich podejść do in-vitro to były adopcje zarodków, straciliśmy szanse na własne biologiczne potomstwo). Wreszcie czuję spokój. W ośrodku odbyliśmy dopiero pierwsze spotkanie, więc daleka droga jeszcze przed nami. Ale czuję, że ten wieloletni czas dojrzewania do adopcji jakoś mnie zbudował. Jako człowieka. Jestem lepsza niż byłam – patos w cholerę, ale tak jest. Dziewczyny, które tu piszecie regularnie, ściskam was wszystkie. Czerpałam z waszej mądrości i mam zamiar czerpać nadal!

  91. ~MartKot pisze:

    Trzymam mocno kciuki za was :) Sama jeszcze nie przywykłam do tego,że jestem nie bezpłodna… Szukam informacji, leczenia, może coś się uda

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>