Chabrowa sukienka

bHCG spada, ja trochę też – w niedziałanie, niemyślenie, niemartwienie, nóg nierozkładanie u lekarza. Nie wyskoczyłam z pędzącego pociągu, wyrzuciło mnie z niego. Siedzę na trawie w chabrowej sukience, którą uszyłam w marcu, ledwie się teraz w nią mieszczę, jak ładnie wyglądasz, mówią, spodziewali się, że wejdę do pracy o kulach czy co po takiej przerwie, och, jak ładnie wyglądasz, ich oko widzi, ale nie wie co to jest – nie wie, że to rumieńce od wrażeń, że wielkie piersi od bHCG, wielkie, nie moje, dotykam ich z zadziwieniem, jakby to ciało należało do płynącej w ciepłej wodzie chabrowej meduzy, nie do mnie.

chabrowa sukienka

Ten wpis został opublikowany w kategorii Iza i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

239 odpowiedzi na „Chabrowa sukienka

  1. nie no kobieto zacznij szyć zawodowo będę pierwszą klientką!
    Fajna z ciebie dupa, jakie nogi!
    Zajebista jesteś na całej linii!
    Buziaki:*

    • krotki.blog pisze:

      Ale pierwszy wpis mi zrobiłaś, rumienię się jak dziewczynka i uśmiecham tak wiesz, dumna taka…! dzięki Ania!
      Jakbym chciała żyć z szycia… :)
      Buziaki!

  2. ~Ania pisze:

    Piękna bławatkowa sukienka, piękna Ty…:)

  3. ~KiM pisze:

    Sukienka piękna, zazdroszczę figury.
    Ja po powrocie do pracy, po dłuższej nieobecności po poronieniu, widziałam, że niektórzy się bali, też sobie wyobrażali, że nie wiadomo jak wyglądam. A to, ze się fizycznie wygląda ok, to w głowie dłuuuugo jeszcze nie jest ok. Pamiętam też gdy wróciłam jeden z kolegów nie odzywał się do mnie, bo przecież mówiłam, że po wyjściu z szpitala po tygodniu wrócę do pracy i ich odciążę, a j wzięłam dwa tygodnie, bo 100% płatne. Było mi przykro i z płaczem wróciłam do domu.

    • krotki.blog pisze:

      KiM, bardzo dobrze, że poszłaś na to dłuższe zwolnienie, jak masz takich kolegów w pracy…
      Daj spokój, to tylko praca, dziś jest, jutro jej nie ma..
      Ja nawet nie wiem, jakie miałam zwolnienie ze szpitala, bo na kopii dla mnie nie wpisali kodu, a jak dopytywałam jaki mam kod, odsyłali mnie od drzwi do drzwi, w końcu machnęłam ręką… Nieważne…

      Powroty są dziwne. Raczej trudne.

    • ~Ruda pisze:

      Kiedy wróciłam do pracy ze zwolnienia po poronieniu to szef pierwsze co do mnie powiedzia to było „o, cześć, dobrze, że jesteś, bo trzeba prezentację zrobić”. Rozwalił mnie tym wtedy, chociaż w jego pojęciu lepiej było nie poruszać drazliwego tematu i udawać, że go nie ma. Ja chyba wolałabym mimo wszystko usłyszeć np. „jak sie czujesz”. Często oczekiwanie, intencje i to, co się wydarza niosą ogromny rozdźwięk, i rzeczywiście, powroty są dziwne…

  4. ~Anikola pisze:

    Patrzę na zdjęcia. Myślę wow, co za laska :) czytam dalej, a to się okazuje, że to TY:) super:)))) sukienka tez 1 klasa:)

  5. ~Ewciak pisze:

    Sukienka piękna, mój kolor:-) Jaka z Ciebie laseczka, figurki zazdroszczę :-)

  6. ~Facet pisze:

    WOW!

    Więcej nie powiem, bo nie wypada ;)

  7. ~Misia pisze:

    Pięknie wyglądasz, Iza. :) Ach, i ten biust. :)

    Ja muszę już chyba w końcu kupić nowy stanik, bo kiedyś ledwo wypełniałam B, a teraz już z tego B wypływam. Chociaż akurat tego zjawiska fanem nie jestem…. :I

    • krotki.blog pisze:

      Misia, ja Ci moje A oddam, bo mam całą szafę i nie wchodzę :( A tęsknię :( Tak wygodniej było… Wrócę do tego A.

  8. ~Wężon pisze:

    Piękny wizualnie post, akurat na mój powrót. :)
    Chociaż w treści przebija, że bywa różnie.
    Ja czekam na lipiec, mniej więcej spokojnie. Ty szyjesz, a ja spadłam w malowanie paznokci. Dostałam napadu na lakiery do paznokci i w Rossmannie kupiłam 40 buteleczek. Mam nadzieję, że nie skończę ich, zanim doczekam się ciąży.

    Podobasz mi się z takim biustem. Lubię takie średnie – nie małe i nie balony.

    Na mnie ciąża nie działa biustopędnie. Powiększa się symbolicznie, nawet mnie trudno dostrzec różnicę. Ale może to i dobrze, bo i tak mam 75 E/F.

    Też mi wszyscy po szpitalu mówili, że wyglądam kwitnąco. Na mnie tak działa narkoza – to najlepszy kosmetyk i relaks.

    • krotki.blog pisze:

      Wężon, na rany…. 40 buteleczek to ja jeszcze od początku swojego życia w rękach nie miałam :) Pewnie, że ich nie skończysz przed ciążą, nawet malując dwa razy dziennie…
      Dzięki za komplemnty, zwykle przód i tył wyglądały u mnie podobnie… No u Ciebie to jak ma biust jeszcze rosnąć, jakieś granice chyba są :)

      Dawno sie nie odzywałaś. Podobnie jak ja… Jak się czujesz?

      • ~Wężon pisze:

        Nad morzem bylam, a jak wróciłam to nowego postu nie było.
        Czuję się różnie. Właściwie od wyjścia ze szpitala mam coś – katar i kaszlę. Lekarz podejrzewa, że wyszła mi jakaś alergia. Jeszcze to mi potrzebne. Ale po lekarz przeciwalergicznych też średnio przechodzi. Męczy mnie to.
        Laura w poniedziałek miała mieć wycinany migdał, ale krzepnięcie wyszło nie takie i podwyższone OB i spadła. W poniedziałek podadzą nowy termin.
        Jarek 1 lipca idzie prostować przegrodę. Ja muszę wyrwać leżącą bokiem ósemkę. W poniedziałek babcia złamała udo. Leży w szpitalu i czeka na operację. Potrzebna jest sądowa zgoda na operację, bo neurolog nie zgodził się na własnoręczny podpis, bo babcie nie wie co się stało. Ma 97 lat.
        Wczoraj dodatkowo napadłam drogerię natura, bo jest promocja i tym razem uzupełniłam zapas szminek.
        Dawno nie malowałam się tak porządnie, rano ciągle nie ma czasu. To moje ostatnie lata, kiedy mogę podkreślać urodę, a nie tuszować oznaki starości, więc postanowiłam, że trochę pobawię się makijażem. Zobaczymy czy się uda, bo wrogiem jest czas.
        Coś ostatnio z czasem się nie lubimy. Rano nie daje zadbać o siebie, po pracy biegnie zbyt szybko.
        W ogóle gna jak szalony. Już zaczynają się wakacje, zaraz się skończą.

        • krotki.blog pisze:

          Wężon, i jak Twoja alergia, nie-alergia? W ogóle masz jakiś splot niefortunnych zdarzeń… Opanowałaś tych kilka pożarów?
          Byłaś nad morzem i żadna z nas nie zaszła w ciążę. Urlop do poprawki! 
          Napisałaś, że już zaczynają się wakacje, zaraz się skończą – widzę, że Twoja szklanka do połowy pusta… Cały czas…

          • ~Wężon pisze:

            Pożary się przenoszą.
            Moje nie wiadomo co bez zmian, w tym tygodniu znowu do lekarza.
            Laura spadła z wycięcia migdałka – przeziębiła się i następny termin 27 lipca.
            Ja będę świeżo po zabiegu. 1 lipca Jarek ma prostowanie przegrody.
            Zgoda na operację babci doszła i operacja jutro. Potem długa rehabilitacja.
            Pięknie się te wszystkie terminy zazębiają.
            Jeszcze po 20 lipca ma przyjechać rodzina z Niemiec.
            Ostatni tydzień lipca koleżanka bierze urlop, a od 5 sierpnia my.
            Te wakacje tak miną, że nawet ich nie zauważę.

            • ~Ruda pisze:

              Wężon, a te katary i kaszle to nie na tle nerwowym? Nie jesteś raczej w szczytowej formie psychicznej, i te „pożary” też Ci się niefortunnie ponakładały… Także warto rozpatrzyć sprawę w kategoriach psychosomatycznych może?

  9. ~juti pisze:

    Pięknie wyglądasz, bez dwóch zdań…
    Ale ile w tym pięknie smutku…

  10. ~Hania pisze:

    Świetna sukienka, a jakie nogi!!! :D
    powroty do pracy są dziwne…to prawda.
    zaskakuje mnie jednak, że nawet dobrze wpaść w tę codzienną pracową rutynę… nie ma tyle czasu na myślenie, rozgrzebywanie..

    ściskam :*

  11. ~AAsia pisze:

    Czasem się uśmiecham robiąc dobrą minę do złej gry, przecież życie toczy się dalej – nikt nie będzie się wiecznie nade mną użalał. Jednak w każdym moim uśmiechu jest mnóstwo psychicznych łez – one bolą najbardziej bo pokonują mnie psychicznie każdego dnia.
    Szukają u mnie komórek rakowych… na szyjce macicy mam jedną wielką ranę… rak u mnie w rodzinie ze strony kobiet jest dziedziczny… straciłam szansę na lepszą pracę… wszystko w ciągu tygodnia.
    Ale sukienka piękna – uwielbiam ten kolor… pozdrawiam serdecznie.

    • krotki.blog pisze:

      AAsia, robisz test roma? Jakieś inne badania? Kiedy wyniki? Stresujące bardzo to czekanie…
      Stracone szanse – na lepszą pracę, na inaczej spędzony czas, na wymarzony urlop, na inne święta w tym roku – z tego się w znacznej mierze składamy… :(
      Musimy jakoś nauczyć się widzieć też te wykorzystane szanse. Ale to czasem trudne.
      Trzymaj się Aasia!

  12. ~Kami pisze:

    Piękna sukienka, piękne nogi nawet z lekką opalenizną ;-) łydka pięknie wyrzeźbiona na rowerze :-)
    I mam nadzieję, że to wszystko dopełnia piękny uśmiech, którego nie widzimy :-)

  13. ~bilbao pisze:

    Iza, powiało optymizmem :) śliczna kiecka!
    Ja mam dzisiaj paznokcie w kolorze Twojej sukienki, ot, taka letnia wariacja :)
    a co rozmiaru biustu to na codzień noszę małe A, natomiast po stracie cycki urosły mi do rozmiaru C, obłędnie seksownie…miałam nadzieję, że chociaż to mi zostanie z tego wszystkiego, ale oczywiście tak dobrze nie ma i szybko przeprosiłam się ze starym rozmiarem.

    • krotki.blog pisze:

      Bilbao, dzięki. Mnie szczerze mówiąc nie zależy na tym, żeby cycki pozostały takie duże. Nienawidzę staników, a teraz bez jest trudniej. Tylko Mężowi szkoda, że to w końcu spadnie ;)

  14. ~Basia pisze:

    Beta niech spada szybciutko,ale ty to tak całkiem nie spadaj.Nie lubię jak się dłużej nie odzywasz.Ciągle zaglądam co u Ciebie.
    Śliczna sukienka i ty super się w niej prezentujesz.No ale co się dziwić ładnemu we wszystkim ładnie.
    Twoje dzieła zawsze działają na mnie motywująco,ale jak na razie w wolnej chwili, jak dziewczyny z bloga,głównie maluje paznokcie.Wakacyjny czas chyba jakoś zachęca do tego.

  15. ~Mimi pisze:

    Czytam od niedawna, trzymam kciuki za Ciebie, przede mną cała ta procedura.
    Sukienka super! jestem pod wrażeniem ;) Pozdrowienia

  16. ~Julia pisze:

    Piękna….
    I Twoje posty tak pięknie wymowne…

  17. ~Agnieszka pisze:

    Piękna sukienka. I piękne Twe ciało :))

  18. ~Asia pisze:

    W zasadzie mając taką figurę to nie trzeba umieć szyć, bo nawet w prześcieradle wyglądałabyś pięknie :-) a na marginesie: sukienka też śliczna: kolor i fason bardzo dziewczęcy – pasują do Ciebie idealnie ale nie pasują do tego wszystkiego co Cię spotkało….

    Długa była ta cisza, niemal grobowa na Twoim blogu. Nie wiem co napisać bo te ciąże pozamaciczne to jest koszmar. Zdarzają się u 1 kobiety na 100 ciąż. Tutaj wydaje się, że o wiele częściej :-( Przeczytałam też gdzieś, że w Anglii z powodu w sumie beznadziejnej opieki w czasie ciąży umiera 6 na 11 kobiet w ciąży pozamacicznej. To dużo za dużo. To uświadomiło mi w jak niebezpiecznej sytuacji znalazłyście się….
    Iza- nie ma znaczenia, że fizycznie czułaś się dobrze – to było śmiertelne zagrożenie dla Ciebie. Dobrze, że wyszłyście z tego cało.

    • ~krotki.blog pisze:

      Asia, słodko mi się zrobiło  i gorzko – bo rzeczywiście czuje się trochę na czarno, a nie niebiesko.

      Na blogu była cisza a teraz o sukience – mam przerwę w leczeniu, a waham się, czy zasypywać Was tematami zastępczymi. I szczerze mówiąc jestem jakaś zmęczona tym tematem. Jednak trochę zrezygnowana. A nie chcę o tym pisać, w końcu to blog siłaczek…

      • ~Asia pisze:

        Iza, pisz to co czujesz, że chcesz napisać – nie ważne czy temat zastępczy czy typowo blogowy. Jak chcesz odpocząć to odpocznij od tego – to Twój blog i na szczęście Ty decydujesz. A czas szybko płynie i relacja ze scratchingu endometrium to naprawdę za niedługo już. A to że to blog siłaczek to głównie możesz zawdzięczać swojej sile pomimo, że teraz „trochę zrezygnowana”. Pozdrawiam ciepło.

        P.S.W sobotę widziałam się z tym niedawno poznanym przemiłym małżeństwem o którym pisałam. Dla przypomnienia Ona ma 41 lat .Razem z mężem są super zdrowi – teoretycznie powinna bez problemów zajść w ciążę, przebadani setki razy. Wydali na in vitro fortunę – 6 podejść – i w Polsce i za granicą. Nigdy, pomimo, że zarodki najwyższej klasy nie było nawet zagnieżdżenia. Beta zawsze zero. Calusieńki dzień spędziliśmy bardzo miło razem. Oni szaleją za naszymi dzieciakami. Ja w pewnej chwili nie wytrzymałam i jak rozmawiałam z nią sam na sam to poruszyłam ten temat. Ona powiedziała, że w tym wszystkim najgorszy jest brak przyczyny. Że wolałaby mieć zdiagnozowaną jakąś chorobę czy niedrożne jajowody, bo wtedy byłoby wiadomo co robić albo że nie ma żadnych szans. A tak za nimi tyle lat złudzeń co miesiąc, że musieli to już zostawić za sobą. Mieszkanie mają ogromne i aż przykro, że pokoje stoją puste….Zapytałam też o adopcję….podchodzili do tematu, zaczęli nawet proces adopcyjny ale zrezygnowali. Adopcja nie jest dla nich. Ona powiedziała mi, że odpuściła temat całkowicie i w sumie te gadki lekarzy o wyluzowaniu są po nic bo od 3 lat są już „wyluzowani” więc powinna już być kilka razy w nieplanowanej ciąży. Podczas spaceru Jej mąż pchał pusty wózek bo nasz mały próbował sam iść po lesie. W pewnej chwili on mówi- „chyba muszę kupić sobie wózek bo bardzo wygodnie się z nim chodzi – można się na nim opierać. Czy sprzedadzą mi wózek jak nie mam dziecka?” To był taki żart…a mi zrobiło się cholernie przykro….Kurcze oni odpuścili a ja jakoś nie mogę, co on bierze na ręce moje dziecko to mi się robi przykro, że nie może wziąć swojego. Wolałabym spotykać się z nimi bez dzieci, ale nie mamy z kim zostawić a poza tym oni chcą bawić się z naszymi dziećmi i dla mnie to niezrozumiałe ale im chyba nie jest przykro. Tak bardzo życzę im dziecka, a powinnam chyba wrócić do rzeczywistości i też pogodzić się z tym, że oni nie będą mieli dzieci. Na razie nie potrafię, Oczekująca pewnie dokładnie by ich zrozumiała.

        • ~Wężon pisze:

          Brak przyczyny zawsze jest najgorszy i jeszcze brak celu.
          Każda cywilizacja wymyśliła sobie religię, żeby właśnie zabić to poczucie niewiedzy i niesprawiedliwości.

          • ~asti pisze:

            U mnie tak jest – jest cacy, a ciąży nie ma.
            Nawet mówiłam do koleżanki, że może lepiej by było, gdybym wiedziała, co leczyć, co jest nie tak.
            A tu zonk. Francja elegancja…
            Chociaż w naszym kraju dużo lepiej być zdrowym niż chorym…..

            • ~Asia pisze:

              Asti, i Twój mąż też przebadany i wszystko ok? Jak długo się staracie?

              • ~asti pisze:

                Tak Asiu, przebadany. Lekarz powiedzial, ze wyniki bardzo dobre. Ja teraz bylam na droznosci i tez oba jajowody drozne. Pecherzyki pieknie rosna i pieknie pekaja. Tak bylo podczas stymulacji – jezdzilam na monitoring. W normalnych cyklach tez jest raczej ok, bo czuje owu, wiem, z ktorego jajowodu idzie… Staramy sie ok.4 lat. Leczenie dopiero od stycznia.

  19. ~bilbao pisze:

    A mnie zastanawia, po przypadkach Izy i Jagody, jak to się dzieje, że zarodek zagnieżdza sie w miejscu gdzie nie ma endometrium, w jajowodzie, na którego powierzchni jest tylko cieniutka błona śluzowa ….
    Ja od lat walczę o grubsze endo, Wężon też swoje wypłakała w tej kwestii..lekarze trąbią wszem i wobec że minimum 6mm a do transferu najlepiej 8mm. A tutaj proszę, zarodek implantuje sie tam gdzie endometrium równa się zero.
    Skłaniam sie chyba do tego co powiedział mi kiedyś jeden lekarz gdy rwałam włosy z głowy jak moje endo było 5mm, że zdrowy silny zarodek zaimplantuje sie nawet w endometrium 4mm i cieńszym. Może coś w tym jest, skoro podane i Izie i Jagodzie dobre, mocne zarodki zaimplantowały się w miejscu w którym endo praktycznie nie ma, ale gdzie z uwagi na budowę miejsca implantacji, dalszy rozwój ciązy nie był możliwy…
    Ja dzisiaj byłam na usg, moje endo po 10 seriach skupunktury w 14dc ma 4,4mm czyli bryndza, syf i 2 metry mułu… Akupunktura na endo rok temu pomogła mi bardzo, miałam wtedy 8mm i zaszłam w ciąże, widocznie teraz to nie działa. Nie mam już pomysłu jak sobie i temu cholernemu endometrium pomóc :( pęcherzyk pięknie rośnie, okresy z dokładnością jak w zegarku tylko to cienkie endo, eh.

    • ~krotki.blog pisze:

      Bilbao, problem pewnie polega nie tyle na tym, że zarodek się nie zagnieździ w małym endometrium, tylko lekarze nie chcą robić transferu…
      Ktoś tu niedawno napisał, że na endo mogą pomóc kulki gejszy. Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać recenzji tej metody. Może Ty spróbujesz?

  20. ~asti pisze:

    Iza, nie wiem, co robisz zawodowo, ale po sukience widzę, że mijasz się z powołaniem :D
    Piękne dzieło i piękna Ty w nim :)

    Wypoczywaj psychicznie i fizycznie. Ja przestawiałam się na totalny luz. Co mam być to będzie. Ustały chroniczne bóle głowy. Koleżanki z pracy zauważyły zmianę – że niby bardziej wesoła jestem, bardziej otwarta…
    Moja kolejna wizyta u gina w lipcu. Umówieni jesteśmy „na po okresie”. Mam nadzieję, że @ nie przyjdzie. A ja pojadę na wizytę z bananem na ustach i radosną nowiną w seecu :)

    Bilbao – ja z endo nie mam problemu. Orzechy włoskie i czerwone wino (morgen david – mniam) działały na mnie cudnie – endo 1,8cm (nie wiem, czy nawet nie za duże, ale lekarz był zachwycony). Wino oczywiście w rozsądnych ilościach ;)

    • ~krotki.blog pisze:

      Asti, zawodowo zdecydowanie zajmuję się bzdurami :D
      Lato to dobry okres, żeby trochę wypocząć od tematu, to prawda. Chociaż trudno schować pod dywan tak po prostu kawał życia. Ale próbuję.

      • ~asti pisze:

        Nie chodzi mi o chowanie niczego pod dywan :) niech ręka boska broni ;)
        Temat jest i będzie. Ale jest też przerwa – jak sama napisałaś – od pewnych spraw, czynności…
        Czas na zajęcie się innymi sprawami.. Taki aktywny wypoczynek :)

  21. ~Jagoda pisze:

    Piękny kolor sukienki i piękne ciało Twe!

  22. ~Malgoosia pisze:

    Iza, wyglądasz bomba! :) Chciałabym bardzo umieć szyć. Bardzo. Albo robić na drutach, albo szydełkować. Bardzo, więc po cichu Ci zazdraszczam (ale nie zawistnie :) )

    U mnie zaś dupa na całej linii. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam. Lęk przed przestymulowaniem był jedyną rzeczą, jaka mnie trzymała z dala od ivf. A tu co? A tu sie okazało, że baaaardzo słabo zareagowałam na leki (faktem jest,że prosiłam o niewysoką dawkę). I najprawdopodobniej ten cykl pójdzie na straty. Bez sensu to wszystko. No chyba, że pęcherzyki naturalnie podrosną i w czasie naturalnej owu będziemy działać i wtedy to pięcioraczki jak nic :P

    • ~Agnieszka pisze:

      Mi się kiedyś wydawało, że pójdzie gładko z małą ilością leków – a tu d*pa. Lekarza nawet to zdziwiło, bo obstawiał inaczej hyhyhy…
      Cóż, aby albo się poprawiło (dano Ci większe dawki teraz?) albo naturalne starania. Tak czy owak kciuki ;)

    • ~krotki.blog pisze:

      Małgoosia, najczęściej okazuje się, ze nasze lęki są tylko w naszych głowach. Przykro mi, że to stymulowanie tak kiepsko poszło… Strata czasu, energii, forsy…
      Mam nadzieję, że mały wojownik w Tobie nie wyjechał na wakacje i idziecie dalej.

      Co tam pięcioraczki, dasz radę :)

  23. Iza – pięknie wyglądasz w sukience :) no i sukienka ma świetny kolor :) jak niebo… i marzenia :)
    Szyciowo podpytam – Ty to z tkaniny tak ładnie uszyłaś? Ja się ostatnio bardziej na dzianiny przerzuciłam, bo nawet najprostsza spódniczka z tkaniny wywołała u mnie zbyt wiele emocji …i prucia ;) Co prawda mówią, że bez prucia się nie liczy, ale dla poprawy humoru wróciłam do dzianin :D
    Czekam na kolejne Twoje uszytki :)

    • ~krotki.blog pisze:

      Równoważnia, nie śmiej się, ale nie mam pojęcia co to jest dokładnie za tkanina. Jakaś naturalna, bo niemiłosiernie się gniecie. Nie wiem, nie pamiętam, nawet nie wiem gdzie i kiedy to kupiłam.
      Prucie było, a jakże. Najgorsza część tej przyjemności.

      • Iza – skoro się gniecie i „brzmi” naturalnie (w sensie czucia), to dobra taka sukienka na lato. No może nie to, co obecnie, ale jak będzie kilka stopni więcej :)
        I nie martw się – ja u siebie pewnie z 90% tkanin nie wiem, jaki mają skład… bo kupowałam internetowo i na oko – czyt. jak się podobało, to brałam. Miałam straszną fazę na kupowanie materiałów, aż doczekałam się ze strony M. zakazu ;) mogę wydać na dodatki, ale nie na same materiały :(
        A Ciebie pochłania szycie, czy tak w wolnej chwili siadasz?

        (aaa i zapomniałabym – dzięki Ci Dobra Kobieto za Twój wyjazd na koniec maja ;) )

  24. ~Mojra pisze:

    o kurcze,
    zamawiam!! WoW!

  25. ~Ania pisze:

    Ewciak kiedy testujesz? Bo chyba jakoś na dniach? Daj znać co u Ciebie.

  26. ~Lucy pisze:

    Jaka ładna sukienka!!!!!!!!!!!!!!!!! Też chcę umieć tak szyć. Uczę się dzielnie, ale na razie uszyłam tylko poszewkę na poduszkę małą. Nawet boję się skrócić sukienkę zakupioną w Lidlu a co dopiero uszyć ;P A do tej sukienki to miałaś jakiś wzór czy coś? Jaka ja zielona jestem w temacie:)
    No i jaka laska!!!!!!!! Chyba ćwiczysz albo coś, bo takie nóżki umięśnione? :)

    • ~krotki.blog pisze:

      Lucy, bez podszewki nie ma szycia – każdy musi najpierw uszyć w swoim życiu poszewkę! Dawaj skracaj tę sukienkę! :) Nogi się takie robią od roweru :)

      • ~krotki.blog pisze:

        Aha, pytasz o wzór. To zmodyfikowany wzór sukienki z Burdy. To znaczy górę zostawiłam, a dół zrobiłam z koła.

        • ~Lucy pisze:

          A Ty kupujesz ciągle Burdę czy jak CI się coś spodoba?

          • A jak mi się dziś coś nie podoba, a za pół roku jednak będę to chciała??? :)

            Kupuję raczej losowo, ale mam dostęp do Burd bo chodzę sobie na kurs szycia, gdzie mogę skorzystać z gazety.

            • ~akuk pisze:

              Ja mam Burd tak z 20 segregatorów… albo i więcej. I jakieś Anny, Diany i inne wynalazki. Dużo się powtarza, widać to szczególnie jak się trzyma Burdy nie rocznikami ale miesiącami. Ale tak już jest, że zawsze coś się fajnego wypatrzy. Teraz szukałam sobie wykroju na szlafrok letni, a znalazłam sukienkę kopertową o której marzę od dawna. Więc w sumie warto kupować nawet jeśli dany numer „nie zaiskrzy” ;)

              • Co do trzymania Burd, to całkowicie się zgadzam. Niestety są ubrania, które się powtarzają, ale są też takie numery, gdzie dla jednego wykroju warto mieć całą gazetę. A nie zawsze da się kupić starsze roczniki :(

  27. ~Ewelka pisze:

    Piękna sukieneczka. Jeszcze chwila i zobaczymy Cię w Project Runway:)
    Wezon też mam histeroskopie 21 lipca, o ile dobrze zapamiętałam Twoja datę. Podobno będzie 2w1 czyli diagnostyka i scratching. Zabieg bezpłatny tylko za znieczulenie 350xl mi powiedziano u mnie w Invikcie.
    No i narkoza dłuższa niż przy punkcji wiec badania do anestezjologa jeszcze.

  28. ~akuk pisze:

    Piękna sukienka!
    Też ostatnie dni szyję jak szalona, ale raczej małe formy.

    • ~krotki.blog pisze:

      A co takiego? Bo ja się nie mogę w sobie zebrać do uszycia „skarpety” na telefon…

      • ~akuk pisze:

        Też by mi się nie chciało szyć pokrowca na telefon ;)
        Ostatnio dużą przyjemność sprawia mi po prostu szycie na maszynie – ten dźwięk, przesuwający się materiał… nie wiem czemu.

        A poszewki na poduszkę w sumie… nigdy nie uszyłam :D Choć zdarzyło mi się suknię ślubną koleżance uszyć. To jakoś poszewka nigdy nie była mi po drodze. Ale jest w planach ;)

  29. ~olga82 pisze:

    Ahoj Chabrowa,
    kolor przecudny, długość idealna (to z koła?), a modelka? nogi do szyi, łydka seksowna, opalenizna super;))) wiruj aż ci się w głowie zakręci i głowa odpocznie od myślenia.. pochwal się co szyjesz/ grzebiesz/ działasz? czytałam fajny cytat Agnieszki Szpili z „Łebków od szpilki”, że grzebanie w ziemi ratuje psyche… nie pamiętam dokładnie, bo ta dziewczyna bawi się językiem tak soczyście. ściskam.ps. gratuluję telefonu:) jak wakacje?

    • ~asti pisze:

      Mi pielenie bardzo pomaga – tak a’propos grzebania w ziemi :)

      • ~olga82 pisze:

        Asti, mnie wyrównuje wszystkie klepki. Po laparoskopii diagnostycznej 9dwa niedrożne jajowdy), myślałam, że zwariuję… po kilku dniach jak wylazłam na ogródek, wsadziłam łapy do ziemi, to dopiero świat przedstawił się w lepszych barwach:)

  30. ~Wężon pisze:

    Tak zbiorczo do powyższych komentarzy:
    Izo, napisałaś, że czujesz się trochę bardziej czarno niż niebiesko. Po angielsku można określić nasz stan: feeling blue, więc dobrze wybrałaś kolor.
    Zmęczenie tematem też mnie dopadło.
    Ewelka, dobrze zapamiętałaś. Czyli obie mamy 21 lipca.

    Asti, zazdroszczę bezproblemowego endo.
    Bilbao, przykro mi, że mimo aku ciągle słabo. Może jednak i przy takim słabym się uda, skoro możecie próbować naturalnie. Nikt wam transferu nie odmówi.

    To Jagodzie też się zdarzyła ciąża pozamaciczna? Zawyżamy statystyki nieszczęść.

    U mnie w głowie kolejny lęk. Jak byłam na tej wizycie na początku czerwca to lekarz powiedział, że endo tylko w jednym miejscu trochę rośnie. Gdyby tam trafił zarodek, to może by się udało, ale transferu nikt nie zaryzykuje. Na reszcie jest głucho. Istnieje niebezpieczeństwo, że to nie zrosty, tylko brak tej warstwy z której endo narasta. Bakterie mogły „zjeść” mi tę warstwę. Poronienie septyczne to najgorsze, co mogło mi się przydarzyć. Tym bardziej z dreszczykiem wypatruję terminu zabiegu.
    Albo mnie znowu naprawią, albo będę mogła zamknąć ten rozdział.

  31. ~Margaritka pisze:

    Iza, już bałam sie, ze na dłużej postanowiłaś odpocząć od bloga. Z ulga i wytęsknieniem czytałam nowy wpis. Da sie wyczuć, ze nie jesteś do końca tak wolna i beztrosko niebieska jak sukienka ze zdjeć, ze coś tam gryzie jednak. Napisałaś w którymś komentarzu, ze trochę temat Cie przygnębia. I ze chciałabyś odpocząć. Po cichu Ci tego zazdroszczę. Pozamieniane jak usłyszeliśmy mniej więcej rok 2 lata temu- wykorzystaliśmy już wszystkie opcje, pozostało in vitro.jesli chcieliby Panstwo skorzystać z refundacji, to musimy poczekać rok, żeby mieć udokumentowane 2 lata leczenia. Mialam ambiwslentne odczucia, z jednej strony myśl:jak to rok?! To przecież wiecznosc. Z drugiej strony: swietnie, wreszcie koniec seksu na godzinę, rozkładania nóg przed lekarzami,Pobierania krwi w końskich dawkach, Koniec z plastikowymi rurkami w mojej pochwie.Ten rok miał być dla mnie odpoczynkiem, powrotem do „normalnego” życia. Zaczęło sie cudnie. Zero stresu, ze tym razem może wreszcie jestem w ciąży, życie pełna gęba, namiętność w łożku (i nie tylko), praca na 1000%, realizowanie pasji. I cud! Ciąża. Jak wiesz, szczęście nie trwało długo. I ta najwieksza radość była zwiatunem jednego z najczarniejszym etapów w moim życiu. Beztroska szybko sie skończyła i niebawem przyszła jeszcze większa czarna dupa. Mrok nie może jednak trwać wiecznie…A teraz Ty jesteś w tym z jednej strony smutnym momencie prokreacyjneho nic nie robienia, możesz jednak żyć na luzie, złapać wiatr w żagle i odpłynąć, naprawdę odplynan z tej wyspy nadziei, na której czai sie tyle smutku, rozczarowań i pułapek, jakie zastawia na nas los szaleniec.
    Sukienka piękna!!!
    Zazdroszczę umiejętności szycia.

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Margarika, odpoczywam od tematu, a z bloga czerpię siłę. Nigdzie nie idę 
      Ładnie napisałaś, ze mrok nie może trwać wiecznie. Dzięki za każde słowo.

  32. ~Margaritka pisze:

    Ewelka, Wezon- ja miałam dziś histeroskopie diagnostyczna. Poprosil żeby mnie nie usypiali, ze jeśli to możliwe chciałam podglądać ekran. Dostałam tylko pierwszy etap narkozy, po którym czułam sie jak na haju;) badanie troszkę czasem bolało, szczególnie wydrapywanie mojego endometrium. Na wyniki histopat. muszę trochę poczekać, a na dzień dzisiejszy jestem spokojniejsza o wiedzę, ze moja macica nie ma wad anatomicznych, ma ładne endometrium, nie ma ognisk zapalnych, szyjka tez ładna, ujścia jajowodów ok. W jednym miejscu miałam lekko przerośnięte endometrium, ale to w końcu 19d.c., wiec nie powód do zmartwienia. Jestem bogatsza o wiedzę, która z jednej strony mnie uspokaja(w końcu wszystko ok.), z drugiej strony martwi, gdyż nadal nie wiemy czemu zarodki sie nie przytulają; biedniejsza zaś o niespełna 2000zl.:/
    Po zabiegu? Pobolewa podbrzusze, wypływa płyn który wcześniej tam wlewają, występuje lekkie krwawienie. Dostałam profilaktycznie antybiotyk na dziś, chyba mocny, 2 tabletki jednorazowo. Rozbolał mnie brzuch (jelitowo), chyba po nim. Chce przetrwać noc bez przygód i mieć już wyniki histopatologiczne.

    • ~Agnieszka pisze:

      Summamed? ;)
      A tak ogólnie, to trzymam kciuki za wyniki! I żebyś jednak wiedziała na czym stoisz…
      (ja miałam diagnostyczną z zabiegową, ale pod pełną narkozą, także wow podziwiam)

      • ~Margaritka pisze:

        Dokładnie ten antybiotyk. To chyba po nim, bo następnego dnia bóle ustąpiły. Co do narkozy to naprawdę nie bolało prawie wcale, a byłam strasznie ciekawa co tam w środku jest i jak to wyglada:) a Ty wiedziałaś ze cis bedą ciąć w trakcie czy w trakcie badania sie okazało?
        Jestem 2 dni po, teraz troszkę pobolewa mnie brzuch, już myślałam, ze plamienie ustało bo wczoraj już czysto a dziś znowu jakaś krew:/ ale nie panikuje, podobno długo mogą być plamienia/krwawienie po histero. Obym tylko sie zorientowała jak dostanę okres i oby mi sie nie poprzesuwał.

  33. ~Wężon pisze:

    Margaritka, o której wyniki? Rozumiem, że scratching też przy okazji załatwiony?
    Podchodzisz do następnej próby w przyszłym cyklu?

  34. ~Wężon pisze:

    Doczytałam komentarze pod poprzednim postem.
    Jagoda, strasznie mi przykro. I jeszcze jajowód na straty. :( Trzymaj się.

    Iza, dziwiłaś się, o co chodzi z tą laparoskopią. No niestety, mnie robili dodatkowe dziurki. Przy usuwaniu przegrody poszłam na histeroskopię, a obudziłam się z drenami. Byłam zdziwiona. Ostatnia histero przed ivf też była z laparo – laparohisteroskopia. Czyli histeroskopia w asyście laparoskopu – można szybciej zareagować w razie krwotoku, czy przebicia ściany macicy. Laparoskop ma jednak większe narzędzia i kamerę.
    Teraz idę niby na samą histero, ale nie wiadomo, czy na tym się skończy.

    Nie jestem w panice – jestem warstwowa. Na wierzchu po prostu żyję, maluję paznokcie, oglądam filmy o pędzlach do makijażu. Niżej zajmuję się dzieckiem, pracą i domem. Jeszcze niżej jest nadzieja i strach związane z zabiegiem i kolejnymi próbami. Niżej rezygnacja, próby godzenia się z końcem starań. Niżej jest wściekłość, że się nie udało i że czas tak leci. A jeszcze niżej wolę nie grzebać.

  35. ~Wężon pisze:

    Ewciak, testowałaś już?

  36. ~Rojika pisze:

    Czesc Iza i wszystkie dziewczynu tutaj. Czytam Ciebie/Was od dluzszego czasu i jak sie domyslacie trafilam tu bo tez mnie ten problem zaczal dotyczyc.
    Dodajecie mi sily w dazeniu do tak upragnionego celu i zarazem nie znajac Was lacze sie z Wami w radosci (z dobrych wiadomosci) i w bolu i cirpienia czytajac histore Izy, Wezona, Bilbao i innych.
    My jestemsy po 4 IAs niestety zadne ie zakonczylo sie nawet doczekanie do zorbienia testu Wiem , ze moze to glupie ale naprawde w calym naszym dwuletnim staraniu, ani razu nie udalo mi sie nawet ptrzez chwilke miec te nadzieje, ze moze tym razem??? Bo zawsze ta „@” przychodzi o czasie i jak w zegarku
    Teraz czekamy na FIV. Nie bede sie wdawac w szczegoly porcedur poniewaz mieszkam w Hiszpanii i tutaj caly ten proces biurakracyjny jest calkiem inny (z tego co wy tutaj dziewczyny piszecie).
    I dlatego nagle poczulam, ze to jest ten moment zeby nie tylko Was czytac ale tez byc z Wami. Na odleglosc ale byc, wspierac Was, cieszyc i martwic sie razem z Wami.

    Pozdrawiam Was wszystkie bardzo bardzo serdecznie. Iza glowa do gory! Trzeba byc optymista zawsze! Nawet jak sytacja wydaje sie bardzo, bardzo beznadziejna

    • ~Wężon pisze:

      Cześć Rojika. Mam nadzieję, że skoro się już ujawniłaś to niedługo będziemy się z Tobą cieszyć z Twoich dobrych wiadomości. Zajdziesz w ciążę raz a dobrze. :)

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Dzień dobry Rojika, powiało ciepłym hiszpańskim słońcem. Nie chce się wierzyć, ze w takim pięknym kraju są takie brzydkie kłopoty…

      Przykre jest to co piszesz, że nie doczekałaś nawet testu. Przykre jest testowanie z negatywnym wynikiem. Wszystko przykre – a jednak się nie załamujesz, idziesz, uśmiechasz się i nie tracisz nadziei. Uwielbiam te chwile, kiedy okazuje się, że my, kobiety, jesteśmy niezniszczalne.

      Pozdrawiam ciepło i powodzenia :)

    • ~Agnieszka pisze:

      Hej :) Obyś jak najszybciej mogła się cieszyć wesołym finałem :)

  37. ~Margaritka pisze:

    Wezon, ta Twoja warstwowość jest mi bardzo bliska. Wyniki histero za jakieś 2 tyg. Opis z badania bez zastrzeżeń, zreszta sama wszystko widziałam, trochę mi sie to jak ze snu wydaje bo byłam na ostrym haju;) kolejna próba będzie jak wyniki tsh, histero i posiewu bedą dobre i jak wystąpi owu.
    Jeśli chcesz mogę doradzić Ci w kwestii pędzli do makijażu, zajmuje sie wizażem zawodowo:)

    • ~Wężon pisze:

      O, Margaritka, bardzo chętnie. Już się trochę naoglądałam i pogląd jakiś tam mam, tylko nie wiem, na ile starczy mi zacięcia, żeby wstawać na tyle wcześnie, żeby zdążyć z makijażem. Rano każda minuta snu dłużej jest cenna.

      Bardzo chętnie bym się z Tobą umówiła na taki mini kurs sam na sam. Czego jak używać, co do mnie pasuje najbardziej, co niezbędne, a co sobie darować, triki specjalistów itd. Co Ty na to?

      • ~Iza krotki blog pisze:

        A ja się mogę dać pomalować!! Zgoda? Plis, plissss :) najlepiej każdego ranka :)

        • ~Wężon pisze:

          To ja szukam chętnych do czesania. O ile pomalować się mogę i jak mam czas to lubię, o tyle układanie włosów to jakiś koszmar. Nigdy tego nie robię. Za to bardzo chętnie będę grzecznie siedzieć.

  38. ~Wężon pisze:

    Iza, zauważyłaś, że prawie zawsze do Margaritki piszesz Margarika? Chyba tylko raz Ci się zdarzyło z „t” napisać. :)

    Izo, mrok może trwać wiecznie, jeśli będziemy zmieniać strefy czasowe ciągle, a przecież jesteśmy w rozpędzonym pociągu. ;)

    Jakaś głupawka mnie dopada, to pewnie przez to, że mam przed sobą swoje limonkowe paznokcie w żółte i fioletowe paski.

    • ~Asia pisze:

      Wężon, widzę że nie czytałaś dokładnie – Iza ostatnio wysiadła z pociągu (czy też dokładnie ją wyrzuciło) na chwilę tak więc odpoczywa na szczęście w jednej strefie czasowej. A skoro Ty widzisz światełko w tunelu a jedziesz w pociągu to niech zgadnę – jesteś maszynistką :-) oby w tym tunelu były dwa tory – jeśli to świateło to ten Twój dowcipny pociąg który rozbawił wiele osób :-)

    • krotki.blog pisze:

      Aaaa, tak, przepraszam – Margaritkę :)
      Wężon, Ty zmień ten kolor paznokci, jeśli przez limonkowo-żółto-fioletowe widzisz wieczny mrok!

      • ~Wężon pisze:

        Zmienię pewnie jutro kolor. Będę testować, który rozjaśnia mrok. Są takie lakiery świecące w ciemności, ale jeszcze nie kupiłam. Spróbuję z jakimś brokatem. :)

        Ciężko będzie, bo Laura zasmarkana i kaszląca znowu, a babci nie robią operacji – odwołali wczoraj, bo morfologia słaba. I nic nie robią, czekają aż sama się poprawi 97-latce?
        Nie wiem, czy napisałam, że leży w szpitalu bo złamała nogę w udzie. Już w zeszłą niedzielę, zaraz będą dwa tygodnie. Każdy dzień obsuwy to gorsze rokowania.

        • krotki.blog pisze:

          Właśnie pisałaś Wężon, kiedy komentowałyśmy, że masz serię pożarów.
          To trzymają babcię z połamaną noga tak „na żywca”, że się tak się wyrażę? Bez żadnego działania?

          • ~Wężon pisze:

            Nogę ma na wyciągu i leży i to tyle.
            Podobno jednak dzisiaj będą operować, ale jest dopiero 6 w planie, więc duże prawdopodobieństwo, że nie zdążą. Wczoraj dostała jakieś kroplówki.
            W tym wieku, to się boją operować. Często człowiek zostaje z tym połamanym biodrem, unieruchomiony w łóżku i tak kończy życie.

            • krotki.blog pisze:

              Smutne. Nie wiem co powiedzieć :(
              Nie chcę być stara :(

              • ~Wężon pisze:

                W naszej rodzinie na szczęście taka smutna, niedołężna starość przychodzi późno. Do 90 w takim stanie, jak babcia była mogłabym spokojnie pożyć. Była w pełni rozumna i zadziwiająco sprawna fizycznie i zdrowa. Nawet teraz się dziwili, że tak mało leków bierze.
                Gdyby nie dopadło jej otępienie ok.93 roku życia, to by i się pewnie nie połamała. Coś nad ranem kombinowała, coś chciała schować, weszła na stołek i spadła. Teraz to już właściwie takie życie – nie -życie. Nie słyszy, nie poznaje. Teraz już nawet przemieszczać się nie może.
                Mama ma 72 lata i ma nadciśnienie i zwyrodniały kręgosłup (babcia nigdy na nic się nie skarżyła, te parę lat temu mówiła, masz dopiero 65 lat i już coś cię boli, co to będzie na starość), ale wygląda młodo i ogólnie jest OK. Tata ma 76 lat i ciągle pracuje, zarządza wielką firmą. Druga babcia też do 90 była OK.
                Ja też nie chcę być stara, pomarszczona, zniedołężniała, obolała. Głupia ta starość. Ale może to po to, żeby nie było nam szkoda umierać.

  39. ~Margaritka pisze:

    I mogę pomalować i zrobić szybki kurs:) może to dobry moment na wyjście z cienia do jakiejś knajpki? W końcu wiele z nas siedzi teraz na jakiejś stacji, w szczerym polu i czeka na swój pociąg…

    • ~Wężon pisze:

      No to Margaritka, na kiedy się umawiamy?

      • ~Margaritka pisze:

        Pod koniec przyszłego tygodnia? Może w weekend? Czy prócz nas jest jeszcze ktoś chętny?

        • ~Wężon pisze:

          Przyszły weekend, czyli 4-5 lipca może być. Na razie nie mam żadnych planów i pożarów. :)
          Chcesz w knajpce, czy może lepiej w domu, więcej miejsca i lepsze oświetlenie?
          Jeśli nikt więcej nie będzie chętny, a mam nadzieję że będzie, (Iza, Ewelka, dołączacie się?), to przejdźmy na prywatne wiadomości.
          Izuś, możesz przesłać maile?

          • ~Ewelka pisze:

            Ja bardzo chętnie, tylko przyszły tydzień będę pewnie nad morzem. Jeśli inny termin to ja jestem na tak:)

          • ~Ewelka pisze:

            To by było przeżycie. Wiecie że nigdy na żywo nie rozmawiałam z nikim oprócz M na temat mojej niepłodności…

            • krotki.blog pisze:

              Ewelka, naprawdę z nikim nie rozmawiasz nigdy? To musi być trudne, nie wiem, czy potrafiłabym tak. Mam kilka osób, którym mogę coś powiedzieć. Trudno byłoby mi z najbliższymi przyjaciółmi wytrzymać, gdybym nie mogła wspomnieć o tak ważnej sprawie…

              • ~Ewelka pisze:

                No trudne… Zwłaszcza że wrażliwcem jestem. Tylko wspominam czasem bratowej i koleżance ze badania robię żeby wiedzieć dlaczego się staramy i nie wychodzi. Dlatego tak ważne są takie miejsca jak te , które tu dla nas stworzyłas…

                • krotki.blog pisze:

                  Podziwiam Cię, że zamknęłaś to wszystko w sobie i nie zwariowałaś… Jesteś silna babka.

                  • ~Wężon pisze:

                    Czasem łatwiej zamknąć w sobie, zakopać głęboko, żeby nie wystawało. Jak zalejesz betonem to się nie wymsknie. Takie wypuszczanie po kawałku może być niebezpieczne. Ciągle jest na wierzchu i drażni, wszystkiego się nie pozbędziesz.

                  • ~Ewelka pisze:

                    Wezon mądrze napisane. To prawda. Dzięki temu trochę łatwiej jest się odciąć i stworzyć swoją rzeczywistość. Trochę tak zakładam maskę, bo pod nią ból. W momencie takiego zawieszenia tak lepiej. Poza tym ten kto nie przeżył nie zrozumie mnie do końca.

          • ~Margaritka pisze:

            No to zależy czy ma być luźna pogadanka co i jak z tym makijazem, czy warsztaty z pedzlami (slownik napisal mi „pedałami”)i całym ekwipunkiem. I czy jeszcze ktoś jest chętny spotkać sie:) ustLimy już na privie szczegóły, nie spamujmy Izie.

          • krotki.blog pisze:

            Prześlę, tylko sprecyzujcie, czyje: Wężon, Margaritka, Ewelka. Ktoś jeszcze?
            Ja będę na urlopie, daleeeeeeko stąd.

        • krotki.blog pisze:

          Ja przy tej okazji ogłaszam, że jadę na urlop gdzieś tuż po początku lipca. Wiecie co to oznacza. Korzystajcie :)

  40. ~R pisze:

    Dzień dobry :)

    Tak, mój dzień jest dzisiaj dobry :) moje dziecko rośnie jak na drożdżach i pokazało dzisiaj pięknie mamusi swojego siusiaka ;)

    Iza sukienka jest piękna, zamawiam taką jak już się wylaszczę po porodzie ;)

    Trzymam kciuki za 21 lipca, ja mam wtedy kolejną wizytę. Pierwszy raz tak długo bez usg. Byłam dzisiaj w pracy dać kolejne l4, nie wyobrażam sobie siebie tam… Nie, nie i jeszcze raz nie.

    Powroty są dziwne. Pracuję w korpo, ale to bank. W moim oddziale są 4 osoby aktualnie. Jak wróciłam po poronieniu to współczuły, pytały jak się czuję i wspierały. Ale jak przyjechała regionalna to nie zaczynała tematu. Dopiero jak zaszłam znowu w ciążę, to zapytała jak to było.

    Mojra jak Twoja córcia?

    • ~Wężon pisze:

      R. w takim razie dzień bardzo dobry. :) Oby tak dalej.

    • ~Mojra pisze:

      Hej,
      Przyznam sie szczerze, ze ostatnio w ogóle nie odpalalam komputera, tableta itd. Kompletnie pochłonęła mnie książka i przy niej odpływam, dlatego mało sie odzywam. Córka okej, tez mam teraz dłuższa przerwę w wizytach ( miesiąc) wiec w sumie nie wiem co u Niej słychać, oprócz tego ze lubi hamburgery ;) A ja od jakiegoś czasu odczuwam spokój i nie szukam problemów. Byłam na masażu, u kosmetyczki itp. Odreagowałam. Jesli cos złego jeszcze mi jest pisane to wtedy bede sie załamywać, a teraz póki mogę chce pozwolic sobie byc szczęśliwa.
      Gratuluje synka- odczuwam wielki sentyment do małych chłopców :)

      • ~Wężon pisze:

        Moja, super podejście. Martwieniem się i tak nie zapobiegniesz nieszczęściu, a tylko zabierzesz sobie chwile beztroski.
        Czytajcie sobie z córeczką spokojnie zagryzając hamburgerami. :)

    • ~R pisze:

      Mojra dobrze, że jesteś na luzie, to klucz do sukcesu, ja nie umiem. Przed każdą wizytą wracają mi mdłości i wymiotuję…

  41. ~Mohitka pisze:

    Cześć Iza, cześć Dziewczyny, pierwszy raz odzywam się w komentarzach ale blog czytam już od jakiegoś czasu, swoją drogą jest świetny (myślę że najlepszy, bez podlizywania;) ) i bardzo się cieszę że na niego natrafiłam w internetach. Proszę przeczytajcie do końca, zanim pomyślicie że jestem kompletną wariatką. Ja właśnie podchodzę do IVF i jestem przerażona i proszę pomóżcie wiele z Was ma to już za sobą. Boję się dosłownie wszystkiego: zastrzyków, skutków ubocznych, utycia, ciąży, a nawet porodu, tego czy dziecko będzie zdrowe ale przecież nikt nie powiedział że się uda za pierwszym razem. To jest chore wiem. Byłam nawet u psychologa, nie pomogło. Jestem rozhisteryzowana, płaczę co chwila, nie wiem co się ze mną dzieje, może te antyki tak na mnie wpływają a co będzie po kolejnych lekach… a menopur zaczynam już w poniedziałek prawdopodobnie. Ale wiecie co mnie przeraża najbardziej? RZUCENIE PALENIA! Wiem, wiem… Palę od lat z przerwami i teraz oczywistym jest że muszę rzucić, chcę tego cudu zacząć dokonywać już od jutra, kupiłam sobie desmoxan, bałam się przyznać swojemu lekarzowi, może któraś z Was wie czy mogę go brać? Rozumiem że wszystko jest do przejścia i teraz pewnie wyda Wam się że to takie błahe w porównaniu z tym co Ty Iza przeszłaś i pewnie wiele z Was, ale proszę przypomnijcie sobie swoje początki i dodajcie otuchy .

    • ~Agnieszka pisze:

      Kochana. Tylko spokój może Cię uratować… ale jest ciężko. No co Ci poradzić, kurczę… Powiem Ci, że strach ma wielkie oczy. Naprawdę. Spróbuj podejść do zastrzyków jak do przyjaciół. Ja się starałam cieszyć… bo każdy kolejny zastrzyk przybliżał mnie do mojego celu. Zastanawiam się co Ci poradzić jeszcze…
      Co do przytycia, to czy to tak naprawdę jest aż tak straszne? Mnie jedyne co denerwuje, to komentarze „rodziny” (która nie wie o próbach etc.) i wrzuca głupie hasła. Ale nauczyłam się olewać… Ale jest też inna opcja, wiesz? Taka że wcale nie utyjesz :) WCALE!
      Co do palenia, rzucaj. Niestety wypadałoby. Czy można desmoxan? Nie mam pojęcia… My z Mężem rzucaliśmy palenie wiele lat temu, także niestety tu też nie pomogę…
      Kurczę, ogólnie mało pomogłam. Szlag no.
      Życzę dobrego samopoczucia!!!

    • ~Wężon pisze:

      Mohitko, też niewiele pomogę bo tego się akurat nie bałam, podeszłam z ciekawością do procedury. Mogę Cię jedynie pocieszyć, ze nie miałam absolutnie żadnych niemiłych objawów, a zastrzyk trwa sekundę i jest jak ukłucie komara. Nie ma się czego bać.

    • krotki.blog pisze:

      Mohitko, a ja też się trochę bałam. Przerażona ta za duże słowo, ale bałam się – cholernie tych igieł i całej reszty.
      A potem wszystko zaczęło się toczyć samo. Samo się poszło do lekarza, samo się zrobiło zastrzyk (za pomocą męża).
      Kwestia przytycia – sorry, ale to są takie dawki, że się nie da po nich przytyć. Musiałabyś brać te zastrzyki miesiącami.

      Rzucanie palenia – jak ja Cię rozumiem… Ja nie palę okresowo (akurat obecnie jaram jak wściekła). Już wiem, że jak mówię sobie, że palę „ostatni raz w życiu i rzucam”, to nigdy nie zrobię tego dobrze i zawsze będę chciała zapalić jeszcze jednego na pożegnanie. Więc mówię sobie: nie palę na taki i taki czas, a potem jak będę chciała, to zapalę. No i nie wiem ile palisz, ale trudno odstawić z dużej ilości do zera. Może ten demsoxan to dobry pomysł. A napisali w ulotce, że kobietom w ciąży nie wolno? W zasadzie głupie pytanie, bo kobietom w ciaży nic nie wolno… :)

  42. ~Aga pisze:

    Witaj Kochana :) Dawno nic nie pisałam, ale cały czas myślami jestem z Tobą i staram się być na bieżąco :) Podoba mi się krój i kolor Twojej sukienki – może uszyjesz mi taką na wesele mojego brata? :P Nie będę tracić czasu na chodzenie po sklepach, skoro i tak nic mi się w nich nie podoba ;] Ps. Jeśli chodzi o poprzedni post – myślę, że wraz z mężem podjęliście dobrą decyzję :) Tyle chciałabym Ci napisać… ale jak zwykle po takiej dłuższej przerwie trudno zebrać wszystkie myśli…. Po prostu postaram się bywać u Ciebie częściej. Ściskam, Aga :*

    • krotki.blog pisze:

      Agnieszka, jak fajnie, że napisałaś, dawno Cię nie było – pamiętam i myślę o Tobie. Jak się miewasz? Duchy przeszłości straszą czy je oswoiłaś? Ściskam ciepło bardzo :) Buziaki i naprawdę w samą porę napisałaś, bo jesteś wciąż w mojej głowie :)

      • ~Aga pisze:

        Myślę, że udało mi się pokatalogować swoje emocje i duchy z przeszłości też :) Choć czasami wracają, znienacka… ale pozwalają mi żyć ;) Zdałam prawie wszystkie egzaminy na uczelni, znalazłam dobrą pracę… jeszcze 8 miesięcy temu nie pomyślałabym, że teraz będzie tak spokojnie i stabilnie w moim życiu…. wręcz rutynowo :) Brakuje mi Tomka, ale na to nie mam już wpływu…

        Jest już jakaś informacja w sprawie adopcji? te procedury naprawdę tak długo trwają, jak to opisują inni? Ściskam, Aga :*

        Ps. Agata, nie Agnieszka ;) Wszyscy mówią do mnie Aga, dlatego tak się wszędzie podpisuję :) Nie miałam jeszcze okazji Ci tego powiedzieć;)

        • krotki.blog pisze:

          Agata :) Przepraszam, pułapki schematów myślowych.
          Nawet nie wiesz, jak czekałam na takie wiadomości od Ciebie. Pokazujesz, że człowiek jest silny, czas płynie, życie pragnie życia, normalnego życia i dąży do wyrównania poziomu jak woda. Minęło 8 miesięcy, mało, dużo, ale ze zmianami.
          W sprawie adopcji nie mam za wiele informacji. Byłam na takim otwartym spotkaniu, opiszę to w poście, ale nic to nie przyspieszy procedury. Usłyszałam, że trzeba się nastawić na 3-5 lat. To i tak krócej niż się leczę.
          Buziaki, Aga :) Agata :)

  43. ~Ewciak pisze:

    Dziewczyny i mnie 2 iui niestety nieudana :-(

    • ~Wężon pisze:

      Ewciak, przytulam i do trzech razy sztuka.

    • krotki.blog pisze:

      Ewciaku, przytulam Cię mocno…

    • ~Ewciak pisze:

      Najgorsze jest to, że wczoraj rano robiłam test ciazowy, cień cienia, blada niteczka różowa, dzisiaj powtorzylam 2x ujemny. Jakaś mała nadzieja była, a tu odbilam się od kamieni s wielkim hukiem! Gorzej się czuje niż po 1iui, ale właśnie następny to będzie TEN!

      • ~asti pisze:

        Ewcia, przykro mi :(
        A czy dostałaś @ ?

        Czasami z testami tak bywa.
        Ja w pierwszej ciązy tak miałam. 1 pozytywny, 2 negatywne, 2 pozytywne… Nie chcę robić Tobie nadziei, ale póki nie ma @, jest szansa..

    • ~Ewelka pisze:

      Kochana przykro mi. Masz dalszy plan?

  44. ~R pisze:

    Ewcia przytulam :*

  45. ~Margaritka pisze:

    Ewciak, przykro mi:( przytulam :*

  46. ~Agnieszka pisze:

    Ewciak, szkoda kurczę :(

  47. ~Ewelka pisze:

    Margeritka dzięki wielkie za opisanie jak wyglądala u Ciebie histeroskopia. Cieszę że że badanie wyszło ok.
    Ja czekam na telefon z kliniki… Może w końcu usłyszę w słuchawce te magiczne słowa że możemy rozpocząć II procedurę. Mam wyniki kariotypow, przeciwciala anty kardiolipidowe, dna plemnika. Wszystko wyszło ok. Mutacje ok. Tak mi się wydaje bo MTHFR mam wpisane : homozygota CC i to podobno dobry wynik ale wiem to tylko od wujka Google:) Czyli nadal nie ma przyczyny. Może po prostu muszę więcej razy próbować. To uczy mnie cierpliwości…

    • ~R pisze:

      Ewciak homozygota to chyba jednak nie jest dobrze… U mnie na forum są dziewczyny, które mają mutację mthfr w heterozygocie i immunolodzy zawsze mówili im, że dobrze, że jest hetero, bo to naturalne, jak mutacja jest przeciwstawna czyli hetero.

      Wybierasz się w związku z tym do immunologa? Bierzesz kwas foliowy na receptę?

      • ~Margaritka pisze:

        Kurde, czytam i zielenieje:/ wiem, ze kariotypy robiliśmy ale cała reszta? Nie mam pojęcia:/ chciałabym w przyszłym tygodniu zając sie robieniem dodatkowych badań, na mojej liście są:
        *komorki NK
        * zespół antyfosfolipidowy
        *byc może CA 125(choc nie wiem czy po histeroskopii jest sens)
        *co do DNA plemnika to muszę dopytać lekarza czy to robiliśmy i czy ewentualnie nie trzeba by.
        Czy jest jeszcze coś, co wypadałoby zbadać?prosze o rady.

  48. ~R pisze:

    Odpowiedź oczywiście była do Ewelinki ;)

    • ~Ewelka pisze:

      R dzięki za odpowiedź. Może w takim razie któraś z dziewczyn tu na blogu też miała taki wynik i coś podpowie.

  49. ~Ewelka pisze:

    Margaritka ten zespół anty fosfolipidiwy i komórki NK zrób, bo to przy poronieniach wskazane. Wiem tylko żeby wynik był miarodajny trzeba je powtórzyć po 6 tygodniach bodajże, ale po pierwszym też już wyjdzie. Mutacje są w pakiecie w Invikcie jako Panel niepłodność żeńska, więc zrobiłam.

  50. ~Ewelka pisze:

    Iza pisz o czym chcesz. A my tu będziemy się trochę rządzić i pisać ciąg dalszy naszych historii. A Ty niedługo dołączysz. Ja też mam przestój. Ale robię badania, chodzę na silke, no i chudne na szczęście bo z tymi wszystkimi lekami to 4 kilo nie mogło spaść mimo dobrego odżywiania. Mam Hashimoto więc zachować wagę 62kg jest mi bardzo trudno. Muszę uważać na wszystko co jem. Po odstawieniu estrofemu i luteiny chyba jest trochę łatwiej. Jeszcze 2kg:)
    Niedługo będziesz edukować nas w badaniach, które zrobisz. Póki co my piszemy o naszych:)

    • ~Agnieszka pisze:

      Ja też mam ostatnio problem. Ale wiem już, że u mnie to wynika a) z leków b) lekkiej niedoczynności tarczycy c) wstępu do insulinoodporności? tj. mam uważać na to co jem. Potrójnie hehehe :)
      Kciuki za siłkę i zrzucanie kg!

  51. ~Margaritka pisze:

    Dzięki Ewelka za info. Kurczę, ja niestety tez przytylam, od października 5kg.:/ staram sie jeść zdrowo, ale niestety mam takie wilcze napady głodu i zachcianki, ze nie wytrzymuje i wcinam jak szalona:/ tez odkąd odstawiłam leki jest trochę lepiej, miałam tez chwile przerwy w staraniach wiec tez sie trochę poruszałam, rolki, rower. Niestety teraz po histero znowu lepiej sie oszczędzać tym bardziej ze krwawię:/( kurde nie wiem co sie dzieje:/). Za chwile będziemy sie przymierzać do kolejnej stymulacji, kolejne 5kg. to będzie przykra sprawa:/

  52. ~s-mother pisze:

    Dziewczęta drogie, ja też jutro wyjeżdżam, także ten ;-) Pakujemy rowery na dach i jedziemy w warmińską głuszę na kilka dni nabrać sił. Młoda już robi 20km dziennie z palcem w dupie, więc liczę na aktywny wypoczynek, przeplatany czytelnictwem na leżaku. KORZYSTAJTA!!!

    Dziś byłam na wizycie kontrolnej i usłyszałam wiele rzeczy, których wolałabym jednak nie usłyszeć. Po pierwsze mam trzy duże torbiele na jajniku (wszystkie ok.3cm, gdzie mnie się to do jasnej anielki mieści???). Dostałam orgametril na pięciodniową kurację, ale może się okazać, że w lipcu trzeba będzie zaplanować porządny urlop. Aktualny cykl to nie cykl tylko jakieś niewiadomoco, z trudnym do określenia statusem, początkiem i końcem. Najgorsze jest jednak to, że analiza ostatniej procedury potwierdza, że jestem nieprzewidywalna i trudno jest zaplanować protokół, który przyniesie oczekiwane efekty. AMH wynosiło ostatnio 2,18- szału nie ma, ale lekarz zachodzi w głowę jakim cudem w takim razie naprodukowałam 23 komórki („powinni dać mi za to medal i premię”).Przy takiej liczbie oocytów estradiol był trzykrotnie za niski, a po orgalutranie progesteron spadł. Zaczynam się bać, że przez swoją „wyjątkowość” każdy protokół będzie w plecy.
    Ale dobra. Na razie pakuję czyste gacie i szczoteczkę i jadę w pizdu. Wrócę jak nowonarodzona, z mięśniem rowerowym nie gorszym niż ten Izy :-)
    Aha
    Mogę też na „wizaż”? (Choć nosem czuję tu wódkę;-))

    • ~Iza krotki blog pisze:

      s-mother, w samą porę napisałaś, bo właśnie zastanawiałam się co u Ciebie!
      Brzmisz obiecująco – w tej częsci urlopowej.
      Co do pozostałych wieści – czytam i uświadamiam sobie, jak, mimo wszystko, medycyna jest nieścisłą nauką, każdy jest inny, czasem trzeba tony leków na coś, ale także bywa, że umysł radzi sobie zupełnie sam.
      U Ciebie wyniki sobie, a organizm sobie.

      Ten stan zawieszenie – ni to koniec, ni początek, ni ciąża, ni cykl, trochę trwa.
      Ja badałam betę kilka dni temu – jest na poziomie 65, miesiąc po podaniu chemii, nigdy nie nastąpił żaden rodzaj poronienia…

      • ~Wężon pisze:

        Jak to nie nastąpiło poronienie? Zarodek sam obumarł i akurat zbiegło się to w czasie z podaniem chemii? Nie wydaliłaś zarodka?
        Powinna szybciej spadać?
        Szkoda, że ja nie zbadałam bety po. Ciekawa jestem, czy jeśli macica została oczyszczona, to beta długo zostaje.

        • ~O. pisze:

          Może całkiem długo pozostawać we krwi. Mnie z ok. 10000 do poziomu 1,3 spadało 2,5 miesiąca.

        • ~Iza krotki blog pisze:

          Wężon, nie było poronienia, bo zarodka nie było w macicy.

          Pisałam jak wygląda ten mechanizm (tutaj http://krotki.blog.pl/2015/05/20/dzien-plakaka/):
          „Po skutecznym działaniu metotreksatu zarodek wchłoną komórki żerowe, makrofagi.”

          Lekarz uprzedzali mnie, że beta może spadać bardzo długo, nawet kilka miesięcy. Nie mam pojęcia, dlaczego. We wrześniu po poronieniu beta też nie spadła od razu. Mimo, że wydaliłam całą tkankę zarodka, beta utrzymywała się jeszcze kilka tygodni.

    • ~Asia pisze:

      s-motehr – udanego wyjazdu i żeby po powrocie też się udało!!!!

  53. ~Ania pisze:

    Kopiuję tu komentarz z poprzedniego posta bo coś źle naklikałam i wstawiłam tam zamiast tu:)
    Hej dziewczyny, podzielę się z Wami swoim dysonansem, jaki mam po wczorajszej wizycie u nowego lekarza. Po ostatniej IUI, kiedy to wyciśnięto mnie żeby uwolnić pęcherzyk, postanowiłam zmienić lekarza. Trafiłam wczoraj do prof. Poszłam pełna nadziei:) pomijam fakt, że zacięłam się w toalecie przed wizytą, bo „dynks” od zamka był zepsuty… w tejże toalecie nie ma też żadnego bidetu i ledwo można się zmieścić żeby zrobić siku…byłam zła, pomyślałam, że za 150zł za wizytę warunki mogłyby być bardziej ludzkie, ale dobra, może się czepiam. Pan prof spojrzał na wszystkie moje badania i na wyniki badania nasienia Em, wszystko co powiedział, poza PCO, które również potwierdził, zaprzeczyło temu, co słyszałam do tej pory… łącznie z tym, że wyniki nasienia uznał za w miarę dobre! tamten mówił, że jest na tyle kiepskie, że inseminacja, a dalej in vitro, naturalnie nie ma szans:) ten znowu kazał mi się zapisać na laporoskopię jajników i jeśli przez 3,4 miesiące nie uda nam się naturalnie to wtedy mam iść na zabieg i jego zdaniem wszystko się po nim poprawi… niby dobre wieści, ale z drugiej str tak diametralnie inne od ostatnich, że aż trudno w nie uwierzyć. Dostałam luteinę i inne zalecenia i narazie tyle. Ciężko mi ufać lekarzom jak ich zdania tak bardzo się różnią:/
    S-mother udanego urlopu!

    • ~Iza krotki blog pisze:

      To i ja kopiuję z poprzedniego :)
      No Ania, to stanęłaś, za przeproszeniem, w niezłym rozkraku. Niedobrze, jak opinie lekarzy są przeciwstawne. A jak czujesz – komu ufasz?

      • ~Ania pisze:

        Ufam…nie ufam:) tamtem mnie odstraszył tym, co zrobił, nie ufam mu w ogóle. Ten wydaje się mówić sensownie, chociaż odnośnie jakości nasienia podchodzę do jego opinii z dużym dystansem. Nigdy w życiu nie miałam żadnego zabiegu ani operacji, trochę mnie przeraża ta laparoskopia, ale czytałam w necie, że pomaga przy PCO… nie mam wyjścia, muszę w coś wejść, spróbuję wg jego metod, ale boje się straty czasu:/

        • ~s-mother pisze:

          Aniu, mój S. miewał wyniki lepsze i trochę gorsze, lekarz jednak uznał, że „średnia” jest prawidłowa. Jakość nasienia może się zmieniać w ciągu kilku tygodni parokrotnie i jest to zupełnie normalne, a na wynik wpływa wszystko- alkohol, fajki, leki, stres, niewyspanie…gdyby poszczególne wyniki umieścić na diagramie pewnie powstałaby sinusoida. Także możliwe, że akurat trafiłaś na dobry moment i lekarz się nie myli. W każdym razie tego Ci życzę ;)

          Jedna rzecz mnie zastanawia- mnie kazano zrobić laparoskopię jeszcze PRZED inseminacjami- na wypadek, gdyby były zapchane. A tutaj spotykam się z wieloma historiami, w których najpierw wykonuje się IUI, a potem laparo. Czy to nie jest błąd, że jak nie wychodzi kolejna IUI to lekarz nagle wali się w czoło i myśli „o kurde, a może jajowód/jajnik?” Jak myślicie? Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale może dałoby się uniknąć stresu, niepotrzebnie wydanych pieniędzy, straconego czasu?

          • ~Jagoda pisze:

            S-mother masz rację, też z perspektywy czasu uważam, że robienie iui przed laparoskopią nie jest zbyt dobrym posunięciem. Ja miałam 4 iui i dopiero zrobiono laparoskopię, gdzie okazało się, że jeden jajowód jest całkowicie niedrożny.
            Ania – laparoskopia nie taka straszna i przede wszystkim szybko dochodzi się do siebie. Ja tydzień po fizycznie czuje się super.

          • ~Ania pisze:

            S-mother przed iui miałam badanie hsg, sprawdzili drożność jajowodów,są ok. Laparoskopie lekarz kazał mi zrobić w celu nakłucia jajników żeby zniszczyć ich część androgenna (cokolwiek to znaczy, nie wytłumaczył mi) i potem ma nie być śladu po PCO i podobno mam zacząć normalnie jajeczkowac…

            • ~Mojra pisze:

              Aniu, przepraszam ze tak wtrącę ciekawostkę..mam w rodzinie przypadek trojaczków z pierwszego cyklu po laparo, czasem wlasnie bywa tak ze jest wielkie bum po takim ” odetkaniu”. Jedno jest pewne, ze bywa skuteczne. :) trzymam kciuki!

        • ~Ewciak pisze:

          Aniu jak wiesz my też mamy kiepskie wyniki nasienia i b.słaba morfologie 2%, też mam hashi i pco, no ale moja ginka mówi że to wcale nie skreśla iui, co do medrolu to przepisała mi go przed ostatnią iui, po nim czułam się spoko tylko już 2kg na +, ale wolę być gruba a szczęśliwa, swoją waga będę przejmować się pooooo :-)

          • ~Ewciak pisze:

            Co do laparo to spotkałam się z robieniem laparo przed, ja miałam robiona rok temu i było ok, dlatego moja ginka nie kazała teraz robić.

          • ~Ania pisze:

            Ewciak ja dostałam encorton od 1dc, luteine pod język juz teraz 1 dziennie (fuj), w nowym cyklu mam brać clostilbegyt i po zrobieniu usg da mi znać kiedy pregnyl i narazie mamy tak próbować. Jak się nie uda wtedy ta laparo.

            • ~Ewciak pisze:

              No ale dziwne, że jak się uda, bez sensu, to się robi przed dziwne, może dziewczyny z czymś takim się tu spotkały bo dla mnie to głupota

              • ~Ania pisze:

                Badanie drożności robi się przed i to miałam, a to nakluwanie jajników tez mógłby mi zrobić przed naturalnymi próbami ale powiedział mi, że miejsce w szpitalu będzie za kilka miesięcy dopiero także może dlatego taka kolejność?

  54. ~Ruda pisze:

    No właśnie, wg mnie macie rację – teoretycznie laparoskopia ma coś poprawić, albo dać diagnozę, czyli powinno się ją najpierw wdrożyć zeby albo wiedzieć z czym walczyć, albo posprzątać w brzuchu przed podejmowanymi próbami, niezależnie jaką metodą. Tym bardziej, że laparoskopia jest mało inwazyjna i szybko się po niej dochodzi do siebie. Mnie po dość rozległej laparoskopii endometriozy kazali „szaleć” już cykl po.

  55. ~Asia pisze:

    Asti, tu odpisuję bo tam zbyt wąsko…Sorry, nie doczytałam o synku 9-letnim… Z jednej strony to jest „dowód”, że wszystko powinno być w porządku, a z drugiej to jeżeli próbujecie od 4 lat to jakiś koszmar bo przecież wszystko było w porządku, badanie teraz są ok to dlaczego się nie udaje. Naprawdę rozumiem, że chciałabyś znać jakąś przyczynę – bo wtedy dałoby się to może leczyć a tak to nie wiadomo co robić. I najgorsze to pytanie dlaczego się nie udaje – przecież wszystko było w porządku….A jak długo staraliście się o synka?

    • ~asti pisze:

      Wtedy zaszlam w 3 cyklu.

      S-mother, udanego wyjazdu :-) aby odciskow nie bylo ;-)
      ja tez mazurskie klimaty, ale dopiero za miesiac.

    • ~R pisze:

      Niepłodność wtórna… A nie masz jakiejś nadżerki?

      • ~asti pisze:

        cytologia – gr I (podobnoż u zakonnic się zdarza ;) mi do zakonnicy daleko ;) )

        posiew robiłam przed drożnością – ok.

        więc to chyba nie nadżerka…

        jestem na etapie – czekając na okres…
        po @ do lekarza…

        zobaczymy co wymyśli dalej…

        na ostatniej wizycie pytałam, jakie działania będą w moim przypadku, jeśli po drożności się nic nie wyjaśni.
        inseminacje. in vitro…

        nie jestem przebadana „na wskroś”…
        więc może jeszcze jakieś badania.. leczenie??

        nie wiem. wyluzowałam póki co.

        wakacje.. te sprawy…

        co nie znaczy, że nie myślę… temat jest. ciągle.

  56. ~Dorota pisze:

    Hej!
    Kiedyś tu zaglądałam.Potem dlugo nie wchodziłam ale widziałam że się udało. Pomyślałam. Super! Są jednak te pozywyne zakonczenia. Więc i my moze mamy szanse. Teraz zagladam i oczom nie wierze. Kurna ! Wsciekam się na los.!
    Powiem Ci ze my zrezygnowalismy z 3 refundoanego podescia . Miałam dość in vitro ! Dość kłucia, faszerowania się i poświęcania a w zamian co? Nic !
    Ciągle biochemiczna.Może po prostu nasze DNA do siebie nie pasuje! Może los tak chciał, może natura.
    Zdecydowaliśmy się na AID. U nas problem był po stronie męża, słabe nasienie.
    Spróbujemy więc z innym.
    Wystymulowałam do inseminacji 3 pęcherzyki. Dawca wybrany. Jestem już po i czekam na betę. Nie teraz? , będziemy dalej próbować…

    • ~Wężon pisze:

      To czekamy na pozytywną betę. Trzymam kciuki. :)

    • krotki.blog pisze:

      Dorota, gratuluję decyzji!
      Doskonale Cię rozumiem, kiedy piszesz o rezygnacji. Wierzę w in vitro, ale z każdym kolejnym niepowodzeniem podcina mi skrzydła.
      Los, natura, DNA – cokolwiek to sprawia, jest silniejsze od nas…
      Podziwiam Was za odważną, dojrzałą decyzję i gratuluję kroku. Moje uszanowanie dla Małżonka.

      Zastanawialiśmy się z mężem nad innymi rozwiązaniami. O ile prościej by nam było, gdybym ja mogła zajść w ciążę, jakkolwiek – wtedy w grę wchodziłoby także AID. Odwrotnie jest jednak trudniej :(

      Dorotka, kiedy to piszę, może już coś wiesz. Kiedy miałaś inseminację? Daj proszę znać. Ściskam i powodzenia :)

    • ~Agnieszka pisze:

      Dorota, zaciskam kciuki za betę!!!

    • ~Margaritka pisze:

      Hej Dorota. My z mężem mamy podobna sytuacje i szczerze mówiąc zaczynam coraz głośniej mowić o nasieniu dawcy lub aborcji. Maz trochę sie z tego wycofuje, choć ustalaliśmy ze jak sie in vitro nie powiedzie to mamy jeszcze taka alternatywę. No cóż, szanse nam sie kurczą to i optymistyczne spojrzenie na alternatywne wyjścia z sytuacji tez… Ja póki co nawet nie mam siły za bardzo do drugiej stymulacji:( Twoja wypowiedz jakoś podniosła mnie, pokazała ze nie tylko ja wymiękam i ze może faktycznie rozsądniej byłoby spróbować z innym nasieniem niż w końcu siebie pozbawić płodności:/ czy mogłabyś troszkę więcej napisać o swoich próbach, historii?
      Będę wdzięczna.
      Pozdrawiam,

  57. ~akuk pisze:

    Dziewczyny, możecie mi coś podpowiedzieć?
    Zrobiłam AMH i wyszło 1,45 (norma 1-12,6). Czy to wynik pozwalający na in vitro wogóle? Wizyta u ginekologa najwcześniej za miesiąc (przede mną usg, endykrynolog i takie tam…).

    • ~Wężon pisze:

      do programu rządowego kwalifikuje AMH powyżej 0,7. Płatnie możesz robić z dowolnym.
      Co dopiero pisałaś, że in vitro nie chcesz. Co Cię skłoniło do zmiany?

      • ~akuk pisze:

        Mąż. Zapakował do auta, zawiózł do kliniki i nie pozwolił uciec z parkingu.
        Nie wiem czy podejdę do in vitro. Narazie jest za dużo spraw którymi trzeba się zająć, żeby wogóle było to możliwe. Nie wiem przede wszystkim czy dam radę pod względem psychicznym.

    • krotki.blog pisze:

      Potwierdzam to co napisała Wężon, in vitro komercyjnie możesz robić z dużo niższym AMH.
      Akuk, wchodzisz do gry :)

  58. ~Malgoosia pisze:

    A ja dzis mam 4 dpt. I jako ze przestaly bolec mnie piersi i przestalam byc megasenna to zdiagnozowalam sobie niezagniezdzenie sie naszego komorczaka. No coz, bylabym fenomenem gdybym z jedna szansa zaszla w ciążę. Pora zaczac myśleć, ze nawet novum cudow nie robi. A wlasnie, jak to u Was bylo? Kazano wam robic jakies badania krwi w ciagu tych 2 tyg po transferze? Mnie nic takiego nie powiedziano ale moze powinnam zadzwonić i zapytac?

    • ~Iza krotki blog pisze:

      Małgosia, „zdiagnozowalam sobie niezagniezdzenie sie naszego komorczaka”.
      Uwielbiam Cię :)
      Jesteś poplątana, poddenerwowana, kobieca, delikatna, wzruszająca.
      Żadnych badań. Jest tak jak napisała niżej Margaritka.

    • ~Agnieszka pisze:

      Malgoosia, mi lekarz kazał około 4 dpt robić estradiol i progesteron. Ale to tylko to i to tylko on tak wyjątkowo w klinice każe ;) Żeby poprawić dawkowanie tabsów. I tyle.

  59. ~Margaritka pisze:

    Malgosia, mi lekarz powiedział ze po 12 dniach krew a sikaniec po 14. Pózniej, ze względu na moje wczesne owulacje(10-12d.c.), pozwolił testować krew już po 10 dniach od transferu. Generalnie dzień spodziewanej miesiączki jest już ok.zeby robić test. Kochana, objawami sie nie przejmuj bo w przypadku ciąży wszystko może oznaczać wszystko. Trzymam kciuki!!! Czasem ta jedna szansa jest ta szczęśliwa! Głowa do góry, co ma być to będzie:)

    • ~Malgoosia pisze:

      Dziekuje za słowa otuchy :-) choc oczywiscie zadzwonilam do novum. Nie kazali robic zadnych estradioli i progesteronow, tylko brac grzecznie leki i czekac na termin testu. A teraz 2 pytania, za ktore pewnie zostane po cichu wysmiana. Po pierwsze, czy moge pic kawe? Taka prawdziwa, nie rozpuszczalna, niezbyt mocna? Po drugie (sama sie dziwie ze to pisze) czy moge malowac paznokcie? Wlosow nie farbuje bo to chyba jakas ingerencja chemiczna w organizm jest.

      Jak plany wakacyjne Wasze?

      • krotki.blog pisze:

        Już odpowiadam na pytania.
        1. Nie można pić kawy, oglądać filmów sensacyjnych, przechodzić pod drabiną i wstawać lewą nogą :)
        Wiem, że wiele osób mówi, że nie można pić kawy, ale to jest profilaktyka tak dalece posunięta jak plucie przez lewe ramię na szczęście. Sorry, bez przesady.
        2. Tu akurat mam poczucie, że to jest jednak chemia. Znam osoby, które malują paznokcie w ciąży. W takiej ciąży od wina, truskawek i przytulenia. I nic złego się nie stało. Ja odstawiłam i lakier i farbę do włosów. Uważam, że to moje zboczenie :)

      • ~Kas pisze:

        Ja tam malowałam paznokcie przez całą ciążę, tylko siadałam sobie przy otwartym oknie, najchętniej w przeciągu, żeby opary mi przewiewało. Nie umiem egzystować bez lakieru na paznokciach, zaraz pcham paluchy do buzi i zaczynam je (fuj fuj fuj) obgryzać, a lakier przed tym hamuje. A kawy nie piłam, bo miałam nadciśnienie i brałam leki, to byłoby mocno nierozsądne.

  60. ~Ruda pisze:

    A mnie się wydaje, że jeśli mamy rozpatrywać potencjalną szkodliwość to wlasnie kawa byłaby bardziej szkodliwa niż malowanie paznokci – kofeina z wypitej kawy (a także np. z coli) na bank dotrze do dziecka, a lakier przez paznokcie hmmm… chyba nie bardzo, chyba, że się nawdychamy strasznie z buteleczki ;-) Ale oczywiście z tą kofeiną to też jest jakaś tam w miarę bezpieczna ilość.
    Co nie znaczy że ja np nie piję kawy – owszem, piję jedną dziennie, czasem drugą ale bardzo rzadko, po prostu przeszła mi wielka ochota na kawę (a normalnie piję na potęgę). Natomiast paznocie maluję. Z malowaniem włosów to też trochę przesada, ale można po prostu poczekać do końca I trymestru no i farbować farbą bez amoniaku, albo na bazie ziółek (jakieś tam henny czy inne takie).

  61. ~Margaritka pisze:

    Malgosia, ja za pierwszym podejściem nie piłam, po II transferze chodziłam do pracy wiec piłam, przed III nauczyłam sie pic Inkę i od tamtej pory bardzo sporadycznie pije normalna kawę. Bardzo lubię sam rytuał picia kawy wiec ta Inka sie tak trochę oszukuje:) co do reszty? Włosów lepiej po transferze nie farbować, można to zrobić przecież przed. Po I trymestrze to już podobno spokojnie można. A paznokcie? Chyba nie ma co popadać w paranoje;) choć ja pewnie bym nie malowała do testu;)

  62. ~ze strony pisze:

    czytałem z zapartym tchem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>