Granica. Niepłodność i co dalej?

Tak długo zbierałam się z wpisem o granicy leczenia, że zapomniałam, jak do niej doszłam. Jakimi słowami. To musiało się dziać po trochu. Nie wiem kiedy. Pamiętam urywki.

Przejście granicy to sztuka wielkiej zgody. Nie tylko na to, że nie będziesz miała „swoich” dzieci. Też zgody na to, że czasem, myśląc o sobie, powiesz „poddałam się”.  Że czasem wróci żal. Minięcie granicy to zgoda na to, że coś straciłaś.

Tego uczą psycholodzy – trudnych, wielkich strat w życiu nie zostawisz za sobą jakby nigdy nic. Pogodzenie się ze stratą, to nie udawanie, że jej nie było. To umiejętność takiego objęcia tej kolczastej kuli, żeby móc żyć dalej. Iść dalej, jakoś nad tą kulą panując.

Tak, stało się, to trudne. Ale umiem to nazwać, złapać, zasnąć
z tym, umiem tak nieść swoją stratę, żeby nie zasłaniała mi widoków.

Tego mnie nauczyli chyba w OA. A może po prostu przyszło do mnie samo. Może podczas rozmów z M. Może nadzieja na własne dziecko musiała zniknąć, żeby zrobić miejsce na taką wiedzę. Dwie naraz w głowie zmieścić się nie chciały.

I tak, czuję czasem żal. Zazdrość. Obojętność. Jestem tylko człowiekiem, mam prawo czuć żal, mam prawo włożyć czasem palucha w dziurę po własnym dziecku. Nie muszę udawać, że tego nigdy nie było.

Ale bardziej czuję ulgę. Że nie muszę już. Że mogę pocieszyć się życiem poza korytarzem przychodni – ten czas, który mam z M. jest tylko jeden. Chcę, żeby był jak najpiękniejszy. Jestem też dobra dla siebie. Słucham siebie. Czasem rozpieszczam. Czasem poganiam do pracy (w sumie to codziennie rano). A potem rozpieszczam dwa razy. Pracuję nad tym, żeby już nie było takich sytuacji, gdy tygodniami zaciskam zęby ze stresu. Dobrze mi idzie.

kochamCie

Fot. krotki.blog.pl

Jeśli i tak miałam przegrać walkę o dziecko z in vitro, to cieszę się, że nie przegrałam jej za kolejne siedem lat.

Wygrałam nas.

Opublikowano Iza | Otagowano , , | 349 komentarzy

na nowym

Nowa praca.
Mieszkanie jak nowe.
Jestem zmęczona, ale szczęśliwa. Bardzo.

Trudno mi uwierzyć, że przeszłość sprzed 3-4-6 miesięcy to moja przeszłość. Wszystko się zmieniło tak, jak normalny człowiek by się wyparł – że to niemożliwe.

Wy, Dziewczyny, Kobiety, Matki, które po latach trudnej walki urodziłyście dziecko, czujecie to jeszcze mocniej, prawda? Że rzeczy, w które chwilami już zupełnie się nie wierzyło – zdarzają się czasem.

Nie umiem sobie wyobrazić, jak będzie wyglądało nasze życie, gdy pojawi się w domu nowy człowiek. Na początku roku nie umiałam sobie wymyślić siebie z dziś.

Trochę testuję swoją siłę w nowej pracy. Na sesji zdjęciowej zorganizowanej dla mojego działu wyszłam – cytuję (znajomych i przyjaciół)  - jak wredna suka :) Bynajmniej nie zabolała mnie ta ocena. Nie jestem taka, ale trochę pieprzu się przyda.

Maluję usta na czerwono.

 

Opublikowano Iza | 253 komentarzy

Remont

W ramach przygotowania się na przybycie dziecka, zaplanowaliśmy remont. Żeby mu/jej/im (hmm?) było miło.

Ale ponieważ  nie wiemy, jakie to będzie dziecko, jaka płeć, jaki wiek, kupiliśmy same uniwersalne rzeczy.

Więc tak. Parawan prysznicowy piękny –  raz. Panel prysznicowy nowy, bo przy starym parawan się nie złoży – dwa. Pasiasta tapeta do salonu – trzy. Farba do salonu w kolorze misty gray (jak ubogą miałam wiedzę o kolorach…) – cztery. Kinkiety do salonu – pięć. Farba do naszej sypialni (kolor Cleopatra????) – sześć. Fuksje i petunie na taras – siedem (to się liczy jako  fundusz remontowy, kochanie, proszę, proszę?!)

I tak uzbrojeni po zęby w sprzęt zaczynamy powoli dłubać wieczorami i weekendami.

Własnymi rękami wszystko to robimy dla nas dziecka. Na pewno mu się przyda… :)

Opublikowano Iza | 242 komentarzy

Zerwałam się ze smyczy

Ze smyczy leczenia i comiesięcznego zachodzenia w ciążę.

Biegnę z wywalonym jęzorem jak pies, nadganiam wszystko, czego odmawiałam sobie wcześniej.

Rzucam pracę. Właśnie dostałam nową. Nie szukałam. Sama mnie znalazła. Zadzwoniła po mnie. W trzech etapach rekrutacji badaliśmy się wzajemnie. Trochę zmieniam branżę. Traktuję to jako inwestycję w siebie, jak studia podyplomowe, za które mi jeszcze zapłacą.

Głupi żart mi się włączył. Są takie teksty, gdy zacierasz ręce, jak to świetnie wymyśliłaś, jak powalająco zabrzmi, a gdy to powiesz głośno, okazuje się, że przegięłaś. Kiedy nowa praca zadzwoniła, że zapraszają, powitałam męża słowami:

- Będzie 500 plus.

Zastygł i wpatrywał się we mnie intensywnie. Z kamienną twarzą. Badał, co kryje się za moimi słowami. Ośrodek adopcyjny zadzwonił? Poczułam, jak głupi to żart, gdy czekamy na  TEN telefon… Okrutnie zabrzmiały te słowa, bez sensu, mogłam powiedzieć o nowinach na sto innych sposobów…

- Do pensji 500 plus… mniej więcej…

Biegnę z wywalonym jęzorem dalej. Zawsze lubiłam ruch, ale teraz oboje regularnie o siebie dbamy. Biegamy. M. bardziej, bo wyskakuje na trening o 5 rano. Ja w tym czasie śnię, że biegnę. Wraca, śniadanie robi, gdy ja się guzdram z łóżka. Taki facet.

Odkryłam, że jestem słaba. Fizycznie. Bo od lat się oszczędzałam. Zakupów nie dźwigałam, bo byłam po transferze. Roweru nie dźwigałam, bo pęcherzyk rośnie, żeby nie pękł. Potem już nic nie dźwigałam, bo nie mogłam tego unieść. Teraz zmiana. Koniec. Ćwiczę. Noszę. Biegam, pedałuję. Chcę być silna i będę silna.

Kolory są ostre, zapachy intensywne. Wszystko się dzieje na maksa. Nawet kwiaty. Nawet stary kaktus, który dostałam od pomarszczonej baboszki we Lwowie 15 lat temu, zaczął teraz kwitnąć. I to mnogo!

kaktus

Może jutro złożę wypowiedzenie. Może we wtorek. Pierwszy raz odchodzę z pracy nie dlatego, że jest mi w niej źle, a tylko dlatego, że liczę, że będzie jeszcze lepiej. Nie ogranicza mnie nic, żadna smycz.

Opublikowano Iza | Otagowano | 485 komentarzy

Wizyta pracownika Ośrodka Adopcyjnego w domu

To moim zdaniem miało być jedno z najbardziej stresujących spotkań. 

Co innego, kiedy my tam maszerowaliśmy, ubierając się stosownie i przez godzinę czy dwie starając się wypaść jak najlepiej.

Umówiła się do nas pracownica OA, z którą nie mieliśmy wcześniej żadnego kontaktu. To po to, żeby obiektywnie spojrzeć na nas spojrzeć. Wszyscy dla siebie całkowicie obcy. Denerwowaliśmy się „kontrolą” w domu, ale pewnie i dla osoby OA to jest krępujące – wchodzić do mieszkania obcym ludziom i oglądać, jak żyją.

Jak długo można szorować podłogi, skąd jeszcze zetrzeć kurze, żeby było już na pewno dość?

Może wystawić inne książki grzbietami na wierzch?

Zdjęcia w ramkach z podróży zmienić na te z rodzicami?

Czy pracownik OA będzie zaglądał do szafy? A w kuchni? No raczej nie. Ale jednak może lepiej wyjąć wszystkie naczynia ułożyć od nowa w ładzie i składzie? Czy u nas jest „tak jak u innych”?

Stół jest trochę odrapany, może ustawić go jakoś inaczej?

No i pokój, który ma być dla dziecka… Życie nie znosi próżni, już dawno go zagospodarowaliśmy. Maszyna do szycia, stosy tkanin, uszytki, Burdy, gitary męża, w tym elektryczna, piecyk, skrzypce, kable, karton z przydasiami, suszarka, drukarka, ryzy papieru, pełno kwiatów… Yyyy…
Co z tym zrobić? Czy ten pokój podlega ocenie? Musimy być gotowi na przyjęcie dziecka, czy pokój, który się wypełnił naszym życiem, świadczy o naszej niegotowości?

Staliśmy nad tą niepłodną pustką zapełnioną przez, niech policzę, 7 lat, po brzegi. W końcu M. stanowczo odmówił upychania dobytku z pokoju dla dziecka pod dywan.
- Nie będziemy udawali, że tutaj niczego nie ma – zdecydował.

Pani z Ośrodka zapukała punktualnie.
Weszła i od razu poczułam, że jest dość skrępowana tym, że musi oglądać cudze mieszkanie. Kiedy pokazywaliśmy jej pokoje, wsadzała głowę na 2 sekundy i wycofywała się dyskretnie. Nie miała najmniejszej ochoty zaglądać do szaf, nie zwróciła uwagi, że stół jest odrapany.
Na nasz komentarz, że w pokoju dla dziecka na razie trzymamy nasze rzeczy, machnęła tylko ręką.

Po krótkich oględzinach usiadła z nami przy stole.

Zrobiłam kawę. Mąż dzień wcześniej upiekł ciasto („czy może lepiej piec je o świcie, żeby jeszcze pachniało, jak przyjdzie????”).
Usiedliśmy przy stole. Wcześniej obawiałam się, co ona będzie u nas robić, o co nas jeszcze wypyta, skoro wszystko wiedzą. Ale pracownicy OA są mądrzejsi od kandydatów.

Nasz gość wyjął kilkustronicową ankietę z pytaniami na temat pracy, zarobków, wykształcenia itp. Wypełniała ją powoli, pozwalając nam i sobie na dygresje, opowieści, żarty.

Sympatycznie. Taka kawowa przyjemna pogawędka.

Wszystko trwało ok. 1,5 h. W sumie, kiedy wyszła, miałam poczucie niedosytu. O to jeszcze mogłam zapytać. To powiedzieć. Zapomniałam.

Jedna z najbardziej stresujących części procesu adopcyjnego za nami. Będę to długo mile wspominać.

Opublikowano Iza | Otagowano | 214 komentarzy

#pragnienie nie do zniesienia

Z perspektywy czasu myślę sobie, że dobrze, iż rodzicielstwo to jest coś nieznanego tak do końca, bo gdyby człowiek miał świadomość, co traci przez to, że nie może mieć dzieci, to by tego chyba nie zniósł tak po ludzku.
(„Wyjątkowe rodzicielstwo. Adopcyjne historie”, TPD, Warszawa, 2010 r.)

Na tych słowach zatrzasnęłam książkę (bardzo cichym trzaskiem, bo M. już chyba zasnął) i zgasiłam światło. Na wszelki wypadek powtórzyłam je sobie po ciemku, ale to zbędna nadgorliwość, bo samo przykleiło się do mnie jak żywica do swetra i nie chce odejść.

Doprawiam to uczucie nie do zniesienia własnymi przyprawami. I dochodzę do takich miejsc w głowie, do których wstyd się przyznać przed samą sobą. Wstyd przed swoją własną krótką historią.

Macam żywicę i zastanawiam się, czy naprawdę tak bardzo pragnę dziecka.

Kiedyś na pewno tego chciałam. Wiele lat temu. Wstawałam z łóżka ze słowem „chcę” tysiące razy.

Ile w tym dziś pragnienia, a ile… rutyny?

Może się przyzwyczaiłam do tego uczucia, stało się jak drugie imię – ani dobre, ani złe, po prostu jest.

Nie stworzyłam nawet tagu  #pragnienie albo  #marzenie.

Jestem w życiu na etapie robienia porządków. W szafie, zadaniach, myślach. Wywalam rozgoryczenie, zostawiam miejsce na pragnienia.

Wiem, że naprawdę tego chcę, ale wiem też, że nie da się żyć, zabijając się codziennie myślą o tym, co tracę – i tak latami. To dlatego to marzenie spreparowałam, ścisnęłam, żeby jak najłatwiej co wieczór połykać jego brak.

Opublikowano Iza | Otagowano | 210 komentarzy

Badania w kierunku chlamydia trachomatis za darmo

Czasu mało, więc przekazuję zaproszenie na badania!

Zapraszamy pacjentki zmagające się z problemem niepłodności do udziału w badaniu w kierunku Chlamydia trachomatis (wymaz z kanału szyjki macicy i diagnostyka metodą PCR) realizowanym na terenie Szpitala im. Św. Rodziny przy ul. Madalińskiego 25 w Warszawie.

Badanie jest całkowicie bezpłatne do dnia 30.06.2017 r. i realizowane w ramach grantu naukowego we współpracy z Wojskowym Instytutem Medycznym.

Aby otrzymać szczegółowe informacje dotyczące udziału w badaniu, bardzo prosimy o kontakt na podany adres e-mail: chlamydiamadalinskiego@gmail.com

Opublikowano Iza | 31 komentarzy

Przymierzamy się do zrobienia warsztatów o niepłodności. Ankieta: czego chciałybyście się na nich dowiedzieć?

Mój M. przyniósł ze swojej pracy pomysł. Mógłby z firmą, w której pracuje, zorganizować dla nas warsztaty na temat leczenia i skutków niepłodności. Postara się też pozyskać dla nas znanych lekarzy od niepłodności, żeby odpowiedzieli na nasze pytania. Poza samym leczeniem, chcemy też poruszyć aspekt psychologiczny.

Aby pozyskać finansowanie, musimy najpierw przygotować program warsztatów. Postanowiliśmy przeprowadzić ankietę, żeby dowiedzieć się, co jest dla Was ważne, czego chciałybyście się dowiedzieć i z kim spotkać.

Z ankiety chcemy się też dowiedzieć, w których miastach w Polsce warto zorganizować spotkania (bądź gdzie jesteście gotowe dojechać), stąd pytanie o lokalizację.

Ankieta jest anonimowa i ma posłużyć do przygotowania dopasowanego do nas programu. Pytania zaproponowała firma, która ma nam pomóc to zorganizować.

Naszym założeniem jest, aby warsztaty były całkowicie bezpłatne. Wszystko zależy od tego, czy uda nam się pozyskać na to grant naukowy.

Nie obiecuję, że to się uda. Ale od czegoś trzeba zacząć, mam nadzieję, że pomysł wypali i spotkamy się na warsztatach :)

Link do ankiety  (aktualne do 31 marca).

Opublikowano Iza | Otagowano | 147 komentarzy

Wspomnienia. Ważna lekcja

Warsztaty w ośrodku adopcyjnym. Spotkania w dość dużej grupie.

Prowadząca rozdaje nam kartki. Prosi, żebyśmy poszukali w pamięci czegoś, co pamiętamy z wczesnego dzieciństwa – pomiędzy urodzeniem, a drugim rokiem życia.

Zróbcie to ze mną. Mamy czas. To dobra podróż.

Może to być wydarzenie, jakaś migawka – czasem pamięta się taką stopklatkę. Może to być pamiątka, która została nam z tamtych lat. Może zdjęcie. Może płaszcz mamy, ten najmodniejszy w mieście. Może zabawka, plastikowy bączek, szmaciana lalka. A nawet opowieść o nas – anegdota powtarzana w rodzinie od lat. Pomyślcie, na pewno coś macie w głowie. Poszukajcie w szufladach ze wspomnieniami.

Ja pamiętam swoje kapcie robione przez babcię na drutach. Ładne. Uśmiecham się do nich.

Zapisuję je na kartce. I dodaję jeszcze lato nad morzem (przysięgam, pamiętam!) oraz zdjęcie mojej ślicznej młodej mamy z mojego chrztu.

Prowadząca prosi, żebyśmy zrobili taką samą wycieczkę do siebie w wieku 2-4 lata. Obserwuje cierpliwie, jak odpływamy w przeszłość, jak każdy z nas na chwilę znowu staje się dzieckiem.

Odpływa zmęczenie, relaksujemy się, wyciągając z dawnych lat jamniki, grzechotki, kalosze, białe rajstopki, gumy Donald, wczasy w Kołobrzegu, kasety magnetofonowe z Depeszami, plecaki z Bolkiem i Lolkiem, grę w podchody, poniemiecki strych dziadków…

Zapisujemy.

Robimy to aż do 18. roku życia.

Jesteśmy w te swoje wspomnienia uzbrojeni. Czerpiemy z nich energię, a przynajmniej doświadczenie.

Prowadząca zbiera nasze kartki. Czekamy, by pozwoliła nam się podzielić opowieściami, tymczasem ona bez słowa zaczyna rwać zapisane kartki. Jedna za drugą, niszczy wszystkie wspomnienia. Przestają istnieć, już są nieważne, a my już się nie uśmiechamy.

- Jak się teraz czujecie? – pyta.

- Zrobiła mi pani dużą przykrość – odzywam się pierwsza.

Ktoś inny jest wściekły. Koleżanka obok rozczarowana, jej mąż bezsilny.

- To możecie teraz spróbować sobie wyobrazić, jak się poczuje wasze dziecko, jeśli będziecie się starali odebrać mu wspomnienia, przedmioty czy choćby pamięć o jego biologicznych rodzicach.

 

Opublikowano Iza | Otagowano | 194 komentarzy

Bezpłatne warsztaty „Niepłodność i co dalej?”

Dostąpiłam zaszczytu zaproszenia Was na warsztaty w imieniu Ani z Niepłodność w Krakowie  i Olgi82 :)

Warsztaty są kierowane do osób doświadczających niepłodności w różnych sferach życia. Podczas spotkania uczestnicy będą mieli okazję spojrzeć na niepłodność tu i teraz, poznać możliwości leczenia i adopcji jako drogi do rodzicielstwa.

Najważniejsze, aby odkryć w sobie odpowiedź na pytanie „Co dalej?”

A teraz najmilsza część:

Organizatorką jest Ania  z Niepłodność w Krakowie. A całość poprowadzi głównie nasza Olga:

Olga Jurasz-Halaczek, psycholog, terapeuta, coach, pracownik Beskidzkiego Centrum Zdrowia Psychicznego, poprowadzi warsztaty na których uczestnicy będą mieli możliwość przyjrzeć się doświadczanym w związku z niepłodnością emocjom, jeśli poczują potrzebę spojrzeć w przyszłość.

Termin: 18.03.2017, godz. 10.00
Adres: Hotel Ibis, ul. Pawia 15, Kraków

Ilość miejsc ograniczona. Osoby zainteresowane uczestnictwem prosimy o zgłoszenie udziału na mail: warsztaty@artvimed.pl lub telefonicznie: +48 12 661 30 30

warsztaty1 warsztaty2

***

PS. Dostałam dla Was jeszcze trzy kalendarze z Naszego Bociana. Bardzo chcę Wam je podarować, bo już marzec! Kto chętny, proszę info w komentarzu i adres do wysyłki na priv :)

EDIT: Po ptokach. Kalendarze rozdane.

Opublikowano Iza | Otagowano , , | 140 komentarzy